wtorek, 22 kwietnia 2014

II Rozdział XIII

Itachi
- Co macie na swoją obronę?
- Chakrę - syknął Sasuke, lecz tak, abym tylko ja go usłyszał.
Staliśmy otoczeni przez Królewską Armię w samym środku ogromnej sali tronowej. Przytaszczono nas tutaj z niemałą pompą, a aby dopełnić wszystkich czynności, brakowało chyba tylko fanfar. Niczym złoczyńców przytargano nas tutaj, nie dając możliwości obrony. Ech, może źle się wysłowiłem. Oni po prostu nie byli mi zdolni zrobić czegokolwiek, ale idąc z duchem obietnicy musiałem dać się tutaj przetransportować tak samo jak Sasuke, który znosił to gorzej niż ja.
Dla niego był to ogromny uszczerbek na dumnie, który długo będzie leczył, a dla mnie jedynie jedna z tysięcy czynności do wykonania na misji. Nic takiego. Tu trzeba schować własne ego, dla dobra i siebie i wszystkich innych. Tak więc w spokoju i ogromnym opanowaniu, stałem niewzruszony, wpatrując się bez przerwy w Króla Koryntu, którego na imię było Tanada.
- Co macie na swoją obronę?! - Zahuczał, a ja miałem ogromną ochotę mlasnąć, aby w jakiś bardziej dobitny sposób pokazać mu, że naprawdę nie czułem się poniżony przez to, że otaczała mnie grupa uzbrojonych po zęby mężczyzn.
- Nie został złamany żadny przepis - odpowiedziała Mirva po długiej przerwie.
Reakcja ludzi na jej widok rzeczywiście była dość nietypowa. Gdzie tylko się nie pojawiła nagle zapanowywała cisza, z wyraźną nutką przerażenia. Gdy ujrzał ją król… W powietrzu czuć było jedynie nienawiść.
- Jesteś tu! To jest ten przepis! - Krzyknął, uderzając pięścią w tron, na którym siedział, lecz obstawiałem dwa piwa, że zaraz wstanie.
- To ja mam inny przepis, panie. - Ostatnie słowo Mirva wręcz wypluła, lecz wyciągnęła rękę w moją stronę. Strażnicy natychmiast się spięli, lecz żaden z nich nie wystartował do przodu. Podałem jej zwój z pieczęcią Konohy, a ona odebrała go, patrząc mi się w oczy.
Nie czułem podniosłej atmosfery, czy chociażby ważności tej chwili. Zdawałem sobie sprawę, że dla Mirvy było to bardzo ważne, ale naprawdę mało mnie to wszystko obchodziło. Chciałem jak najszybciej odbębnić tę sprawę i jechać w góry, żeby pozbyć się tej pieprzonej klątwy. Miałem zdecydowanie powyżej uszu tych ataków, a Dyara nieustannie zbliżała się do wyznaczonego wcześniej miejsca, czego po cichu jej zazdrościłem. Właśnie siedziała z Raito w karczmie, odpoczywając, a ja? Byłem jako osoba poniewierany w jakimś pałacyku.
- Co to niby jest? Nie interesują mnie lewe dokumenty. - Ha! Wygrałem dwa piwa!
Tanada wstał, podchodząc do nas. Człowiek stojący za nim w zbroi bardziej świecącej i bogatszo zdobionej niż reszty żołnierzy, ruszył za nim krok w krok. Gruby mężczyzna potocznie nazywany królem przedarł się przez otoczkę rycerzy i wziął z jej dłoni kopertę opatrzoną pieczęcią Liścia.
- To dokument od króla Konohy, którego nazywa się tam Hokage - powiedziała Mirva, patrząc na niego nieugięcie.
- Niby czemu mam ci wierzyć? - syknął, otwierając kopertę bez najmniejszego skrępowania.
- Tu mam ze sobą trzech obywateli tego kraju, którzy przypłynęli tu ze mną, aby potwierdzić treść tego listu. - Tanada zmierzył nas wzrokiem, po czym roześmiał się gromko.
- Wystrugałaś ich sobie po drodze, czy kazałaś przebrać się biedakom w nieco lepsze ciuchy? - Rzucił list na ziemię i depcząc go począł wracać ku swojemu tronowi.
Mirva zacisnęła pięści i to był pierwszy raz, kiedy widziałem w jej oczach łzy. Rozumiałem ją, bo sam byłem postawiony w bardzo podobnej sytuacji. Zrobiłem dla Konohy aż tyle, aby zostać skazanym za zdradę. Mirva działając w Hecce również broniła Koryntu, aby koniec końców zostać okrzykniętą zdrajczynią. To bolało, lecz zmagając się z tym przez kilka lat, byłem w stanie z tym wygrać. Przyjąć do świadomości, pogodzić się z prawdą, którą tworzyła wioska. Ona jednak widocznie nadal wierzyła, że zostanie oczyszczona z fałszywych zarzutów, a jej wizerunek w oczach zwykłego zjadacza chleba chociaż trochę ulegnie poprawie.
Myliła się.
Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi, lecz nie odwróciłem się.
- Panie, mamy ją.
- Puszczaj mnie, zabieraj te łapska! - Doszedł mnie głos Sheeiren, którą niosło trzech mężczyzn, co zobaczyłem kątem oka. Postawili ją dopiero obok nas, lecz nadal nie przestali trzymać.
- O, panna Imai, jak miło - powiedział Tanada, zaklasnąwszy w dłonie. - Szukaliśmy panienki trochę. - Pokiwał spokojnie głową, a ona warknęła coś pod nosem.
- Jak już jesteśmy przy tak miłych niespodziankach. Wiesz, że teraz podałaś nam siebie jak na tacy, Mirva? - Usiadł, przesadnie gestykulując ręką, przez co jego, jak dla mnie, przydługie, granatowe szaty szeleściły cicho, zakłócając ciszę i jednocześnie wywołując echo w ogromnym i wysokim pomieszczeniu.
- Jako prawowity obywatel Koryntu? Tak, wiem - powiedziała, dumnie unosząc głowę. Miała ten sam defekt, co ja kiedyś. Chciała wszystkim na swój sposób udowodnić, że imię Mirva coś znaczy i na pewno nie jest równoważne ze słowem zdrajca.  Jednak na marne.
- Obywatel? - prychnął. - Jesteś gorzej niż nikim. Nomada wszystko nam powiedziała.
- Nomada?! - krzyknęła razem z Imai, postępując krok do przodu, przez co zostały w nią wymierzone miecze strażników. - O Hecce nikt nie wspomni! - Zapanowała cisza. Echo jej krzyku obijało się po ścianach, kiedy Tanada gładził sobie brodę w geście zamyślenia.
- Hekka to banda brudasów, przez którą ludzie zaczęli się buntować - powiedział wolno i dobitnie, aby każde słowo, każde osobno uderzyło w Mirvę i Sheeiren ze zdwojoną siłą.
- Nic dodać, nic ująć. - Weszła przez drzwi, znajdujące się po prawej stronie od tronu. Były wejściem, którym wcześniej wkroczył sam król, przez co jeszcze dokładniej zacząłem jej się przyglądać. Jej blond włosy trochę podrosły, lecz czarny kostium który miała na sobie idealnie pasował do jej zgrabnej sylwetki.
Złapałem Mirvę za ramię, bo ta chciała właśnie rzucić się na nią z łapami w przeciwieństwie do mnie, który to ja stałem spokojnie, patrząc na nią lekceważącą, nie dając po sobie niczego poznać. Ignorancja, to boli najbardziej.
- Kahira, ty suko! - Wrzasnęła Mirva, a łzy zaczęły już płynąć po jej policzkach potokiem. Zaciskała mocno zęby, nie chcąc powiedzieć nic więcej. Imrin, gdy mnie ujrzała przystanęła na chwilę, wpatrując się prosto w moje oczy mimo dzielącej nas odległości. Przekrzywiła lekko głowę, zagryzając dolną wargę, po czym roześmiała się złowrogo.
- I ciebie tu poniosło, kochany? - Ponowiła marsz, stukając obcasami o posadzkę. Nie odpowiedziałem jej, a jedynie maltretowałem suchym, pustym spojrzeniem.
- Kochany? - prychnęła Shee, która nadal trzymana była przed strażników. - Idź szukaj brata, a nie będziesz mi ludzi obrażać - fuknęła, na co Imrin stężały rysy twarzy.
- Rina bardzo krzyczała, gdy ją palili? - spytała niby normalnie. Sheeiren zmrużyła oczy. - Z tego co pamiętam, darła się w niebo głosy.  - Podeszła do Tanady, podając mu jakieś kartki. Gdy on wziął z jej dłoni papiery, ta ukłoniła się nisko, po czym znów zwróciła swoją uwagę na nas.
- Sariel też wywołałby w operze niezłą furorę - powiedziała Mirva, nie spuszczając z niej wzroku. - Nie wiedziałam, że mężczyzna może wydawać tak wysokie dźwięki, kiedy odcina mu się nogi.
Imrin wyglądała, jakby połknęła patyk. Poczułem wahania w otaczającej mnie chakrze. Z początku myślałem, że to Mirva, lecz to od Sheeiren płynęły do mnie te impulsy. Popatrzyłem na dziewczynę, która pozornie wpatrywała się w Tanadę, lecz byłem prawie pewien, że to mężczyzna stojący obok króla był celem.
Szybko jednak uruchomiłem sharingana, blokując genjustu, które chciała nałożyć na nas Imrin. Gdy nasza chakra niewidocznie dla ludzkiego oka ścierała się ze sobą, poczułem jak bardzo zależało jej na tej technice. Włożyła w nią mnóstwo energii, więc ja swojej też nie szczędziłem. Nagle jednak przestała i ponownie się na mnie spojrzała.
- Jak zawsze czujny, nieugięty i tak samo jak wcześniej przystojny, Uchiha - powiedziała z udawaną nostalgią, opierając ciężar ciała na jednej nodze. Wahania w chakrze Sheeiren były widoczne prawie gołym okiem, a ja zacząłem podejrzewać, że dziewczyna powtórzy wybuch, który nastąpił niedawno w piwnicy.
- Mam dosłownie gdzieś ten wniosek - powiedział Tanada, ponownie zaszczycając nas uwagą. - Nadal jesteś zdrajcą, który poniesie karę. Nie spodziewałaś się chyba zbawienia - rzucił rozbawiony, po czym wstał, podchodząc do nas, a Imrin zostawiając w tyle. - Was też muszę niestety przymknąć. - Wskazał na nas palcem, ustrojonym w ciężkie pierścienie.
- Nie dam się zapuszkować jak pies - warknął Sasuke, który do tej pory siedział cicho, jednak teraz miał chyba dość.
- Cóż, chyba musisz. - Król udał zbolałego, składając teatralnie dłonie. - Całą tą waszą hałastrę, którą nazywacie Hekką, wytępię. Jak mu było, jak mu było… - Puknął się delikatnie w czoło. - Ach! Johny! - Zaczął przechadzać się to w lewo, to w prawo, stwarzając napięcie, które najbardziej oddziaływało na Mirvę. - Nie żyje, gówniarz jeden. - Dziewczyna wciągnęła głośno powietrze. - Zdjęliśmy jeszcze jednego jakiegoś dowódcę. Jak to powiedział Gosling? - Podrapał się po karku. - Ach! Nami!
Sheeiren krzyknęła z wściekłości, zaciskając pięści, a mężczyzna, który pozostał przy tronie obok Imrin upadł na ziemię, porażony błyskawicą wytworzoną z małej, szarej chmurki, która zmaterializowała się nad nim w ułamku sekundy. Imai opadła z sił, utrzymywana nad ziemią tylko przez uścisk strażników. Jej głowa bezwładnie opadła, lecz dziewczyna zdołała wycharczeć kilka słów.
- Tanada, będziesz następny. Za Rinę. - Po czym zemdlała.
Jakaś służka stojąca w rogu sali podbiegła do mężczyzny, który upadł, po czym zaczęła krzyczeć:
- Nie żyje, dowódca Armii nie żyje! Morderczyni!
A więc to był ten, który zabił jej siostrę.
- Wiedziałem, ze będą z wami same problemy - warknął Tanada. - Do lochów z nimi!
Byłem właśnie świadkiem bardzo ważnej sceny dla obu dziewczyn i w dodatku skończyło się to jednym, dość niespotykanym, zgonem, lecz nadal nie czułem tej podniosłej atmosfery. Chciałem się stąd ulotnić. Jedyne co mnie zainteresowało to to, że ta imaiowa chmurka potrafi ewoluować. Coraz bardziej miałem wrażenie, że chakra i moc to dokładnie to samo.
Żółnierze dźgali nas w plecy, więc odwróciłem się, aby spojrzeć im w oczy. Żaden z nich nie miał w sobie chakry, więc spokojnie wprowadziłem ich w genjutsu, aby jednak mnie w te plecy nie dźgali, bo dostałbym białej gorączki. Tak więc oni w przeświadczeniu, że wbijają mi co chwila końcówkę miecza w plecy, a nasza grupa bez uszczerbku na zdrowiu kulturalnie podążała ku lochom.
Dałem się prowadzić, spoglądając czujnie co jakiś czas na Mirvę, która nieugięcie lecz z zaciśniętymi ustami podążała razem z nami ku lochom. Całą tą sytuację w pałacu odbierałem jako grę, ale mało interesującą. Rycerze w ciężkim zbrojach nie wywarli na mnie żadnego wrażenia - zmiótłbym ich jednym spojrzeniem.
Kierując się dewizą olecnego stosunku, schodziłem powoli po schodach w dół. Imrin została w sali tronowej, co w sumie było mi na rękę. Nie chciałem jej widzieć. Okłamała mnie, a dla mnie jest to równoważne ze zdradą - czymś, czego naprawdę nie znoszę i nie toleruję. Straciłem wszystkie nadzieje, jakie pokładałem w stwierdzeniu, że to tylko zbieg okoliczności. Prawda była inna, a nawet trochę szokująca, co wpłynęło na mnie dwojako. Stan, w którym się obecnie znajdowałem można było zaliczyć do tych ironicznych, które rzadko wychodzą na światło dzienne. No przecież sytuacja w jakiej się znalazłem była żałosna. Chory, obarczony dziwnymi atakami i obecnością ducha przeszłości - Hyriona - spacerowałem sobie właśnie po piwnicznym, ceglanym korytarzu zmierzając do cali, w której zostanę zaraz zamknięty za zdradę kraju, którego definitywnie miałem w nosie, starając się oczyścić z zarzutów banitkę o imieniu Mirva. To jak? Kto następny? Stawiam kolejkę, kiedy usłyszę bardziej popierdoloną historię.
- I co teraz, ha? - syknął Sasuke, który znajdował się na granicy wściekłości, a szału.
- Zaraz będę myśleć - warknęła, spoglądając co chwilę na nadal nieprzytomną Sheeiren, która była niesiona przez dwóch gwardzistów. Z tego, co zdążyłem się zorientować, to zabiła jakiegoś generała, lecz byłem skłonny stwierdzić, że nieumyślnie. Mirva coś wspominała, ale miałem na myśli sposób, w jaki to zrobiła. Po prostu puściły jej nerwy, a chakra zrobiła swoje. Mówiłem, że jeżeli jej nie opanuje, to pojawią się kłopoty.
Traktowałem tę ,,podróż” bardziej jak wycieczkę turystyczno-wychowawczą niż jako spotkanie z przeznaczeniem, czy coś w ten deseń. Prawda o Itachim #1 - gdy zaczyna używać ironii jest źle.
Boże, czemu mówię o sobie w trzeciej osobie?
- Jak mam ich rozdzielić? - zapytał jeden z rycerzy, na co drugi podrapał się po karku.
- Ją trzeba odseparować - warknął na Imai, która już kontaktowała, udając jedynie nieprzytomną. Jakiś plan o którym nie wiem?
- Stary, to jakieś monstrum i w dodatku przeklęte! - Ich rozmowa trwałaby zapewne dłużej, gdyby nie wzrok Sasuke, który szybko ich otrzeźwił.
Najbardziej bawiło mnie to, że ci marni ludzie sądzili, że byliśmy bezbronni. Traktowali nas jak cywilów, a tylko Mirva została obdarzona dodatkową gromadką żołnierzyków. Ta ich pewność siebie… taka żałosna.
Może Shee naprawdę miała rację?
Może jestem zabawny?
Nie, Uchiha, to na pewno nie to.
- Co tu się dzieje? - Za nami pojawił się barczysty mężczyzna, na którego widok wszyscy oprócz nas zmaleli. Ja już go kiedyś widziałem.
- Bo-bo generał nie ży-żyje i my-my nie wiemy, co robić - wyjąkał jeden z gwardzistów.
- Zacząć myśleć! - huknął potężny, długowłosy brunet. - Kto go zabił?
- O, ta. - Sheeiren została wytknięta palcem, a olbrzym zmarszczył gniewnie brwi.
- Widzę, że mamy tu niezłą gromadkę - syknął, gładząc rękojeść miecza. - Te dwie i - wodził po nas wzrokiem - ty - skinął na mnie - do dziewiątki, a tamta dwójka do szóstki. Zamknijcie ich porządnie, a potem klucze do mnie. - Odwrócił się, po czym znów na nas spojrzał. - Czemu oni nie są zakuci?
Od początku czułem, że coś było nie tak i wcale nie miałem na myśli braku spętania naszych rąk. Bardziej chciałem skupić się na tym, że Mirva była zbyt spokojna, nie wspominając o Sheeiren, która nadal dyndała nad ziemią trzymana za ramiona. Tu działo się coś, o czym nie wiedziałem, a to się zdarzało rzadko.
Byłem już bardziej zorientowany, przypominając sobie imię olbrzyma, gdy zamknięto nas już w małej ciemnicy, a Mirva została z nim przed drzwiami, uprzednio prowadzona przez niego za nadgarstek, gdy pozbył się on już wszystkich innych żołnierzy. Thor sprawił, że zostaliśmy z Sheeiren sami.
- I te momenty wolności - powiedziała Imai, przewracając się na plecy. Gwardziści wcześniej rzucili ją na podłogę, lecz ona zdawała się pominąć ten nieistotny szczegół, bo przecież kogo to obchodzi?
Pomieszczenie miało może cztery metry kwadratowe, przez co we dwójkę ledwo się mieściliśmy. Nie chciałem myśleć, co tu będzie, gdy przyjdzie Mirva.
Spoko, luz, Itachi. Miałeś w życiu gorsze problemy.  Wdech i wydech.
- Wyjaśnisz mi to? - spytałem chłodno, chcąc ukryć parodię, która miała miejsce w mojej głowie. To było nie do pomyślenia.
- Wszystko poszło zgodnie z planem, a nawet lepiej. - Sharingan ukazywał mi wszystko, co chciałem ujrzeć. Między innymi to, że mimo rezolutnego tonu, jej twarz wykrzywiała się w spazmach bólu. - Nawet się nie spodziewałam, że tak szybko wykończę drania - wydyszała, nie próbując już panować nad oddechem.
- Wykończysz? To był największy fart jaki w życiu widziałem - odparłem, niezrażony faktem czyjegoś zgonu. Imai również nie wpadła w żałobę, więc stała się dobrym partnerem do rozmowy.
- Ale za to jaki efektywny! - zaśmiała się, na co na moich ustach powstał lekki, prawie niewidoczny uśmiech. - Uchiha - mówiła, podnosząc się do siadu. - Ty się uśmiechasz!
- Robię to tak często, jak jesteś miła - odparłem, prostując nogi.  Złapał ją jakiś skurcz bo pochyliła się, łapąc za brzuch. Dopiero po chwili stęknęła:
- Jestem zawsze miła tylko akurat wtedy, kiedy nie patrzysz.
- Zabawne - odparłem, opierając głowę o ścianę. Zerknąłem kątem oka na dziewczynę, która przezwyciężając ból, wstała na klęczkach, aby usiąść obok mnie.
- Nie często używasz sarkazmu - stwierdziła, siadając po turecku, nadal trzymając się za brzuch.
- Nie często siedzę w ciemnym lochu - prychnąłem, a ona syknęła. Zużyła dużą ilość chakry w krótkim czasie, nigdy wcześniej zapewne tego nie robiąc. To cud, że się jeszcze nie zrzygała.
- Ja tam mam wprawę - powiedziała ponuro, a ja spojrzałem a nią sceptycznie. - Wyłącz te czerwone oczy - fuknęła, starając się odprężyć.
- W przeciwieństwie do ciebie, bez nich nie widzę w ciemności - odparłem, a ona zakryła usta dłonią.
Dawaj Imai! Pierwszy paw zawsze jest najgorszy.
- Masz na tym punkcie jakieś kompleksy? - spytała, głęboko oddychając.
- Ja? Nie. - Zapadła chwilowa cisza, a ja zdecydowałem się kontynuować. - Mógłbym zabić cię ich spojrzeniem, więc nie. Nie mam kompleksów.
- Yyy, okej - potwierdziła i wyprostowała nogi. Były długie, lecz nadal krótsze od moich. Sheeiren siedziała jakieś dziesięć centymetrów ode mnie, a mimo tego, że nie dotykałem jej w żaden sposób czułem, jak targały nią mdłości.
- Czemu widzisz w ciemności? - To na pewno coś związanego z mocą, bądź chakrą. Nikt bez kekkei genkai nie dokonałby czegoś takiego.
- Czemu pytasz? - sapnęła z przekąsem.
- Bo chcę wiedzieć. - Westchnęła, spuszczając wzrok.
- Jak miałam osiemnaście lat, zostałam skazana przez koryncki system sprawiedliwości na karę pozbawienia wolności. Jednak nie był to zwykły wyrok - Zaczęła kręcić młynek palcami, chcąc zająć czymś ręce. - Rok siedziałam zamknięta w całkowitej ciemności, w państwowym więzieniu na wyspie Hien.
Rzeczywiście było to trochę drastyczne przeżycie, lecz jakoś nie potrafiłem zdobyć się na współczucie. Do tego to nadal nie była odpowiedź na moje pytanie.
- Każdy miał jakieś traumatyczne chwile - powiedziałem, wciąż obserwując mimikę jej twarzy. - Lecz to nadal nie wyjaśnia te…
- Moja siostra od zawsze gadała o jakiejś niebieskiej energii - westchnęła, kreśląc kółka po zimnej posadzce. - I zawsze powtarzała, że cokolwiek się stanie, mam o niej myśleć, kiedy będę się czuła zagrożona. Przez ten rok o mało nie zwariowałam - wyrzuciła z siebie, podciągając nogi pod brodę. - Miałam być przykładem na to, jak się karze buntowników. I byłam. - Gorzki ton mi do niej nie pasował, jednak tego właśnie użyła, chyba nawet nieświadomie. - Przez okrągły rok myślałam o “niebieskiej energii” - Zrobiła cudzysłów powietrzu, po czym poprawiła sobie kucyka. - Przez pół roku nadał okalały mnie tylko ciemności. W małym pomieszczeniu poruszałam się na ślepo. - Zacisnęła pięść, ponownie wzdychając. - Za dużych eskapad to sobie robić nie mogłam.
- Czyli po pół roku nagle zaczęłaś widzieć w ciemności? - Nawet dodałem do tego pytania trochę niepewności, co było dużym sukcesem. Beznamiętny ton nie nadawał się do każdej sytuacji.
- Najpierw czułam, że coś się we mnie tli. Chciało się rozpowszechnić na całe ciało, ale ja koncentrowałam się tylko na oczach.
- Twoja siostra powiedziała ci co to jest? - spytałem, kiedy jej chakra dotąd stabilna, zaczęła buzować.
- Później już nigdy więcej jej nie spotkałam. Spalili ją żywcem, dla przykładu. - Ostatnie słowa wypluła gniewnie. - Członka rodziny nie powinno się karać za błędy rodzeństwa.
Więc tu siedział pies pogrzebany. Gryzły ją wyrzuty sumienia, bo obarczała siebie winą. Ech, te kobiety. Tobie zginęła siostra, a ja wymordowałelm cały klan z dwoma wyjątkami. To nadal ja mam gorzej.
- Skąd ta siostra wiedziała o chakrze? - spytałem po chwili ciszy. Przecież ta jej bliźniaczka nie wzięła tego znikąd.
- Znikąd - rzuciła, a ja zmarszczyłem brwi. Serio? - To ma coś wspólnego z tą waszą klątwą, bo widziała jakieś obrazy, których nie widział nikt poza nią. W końcu podjęła decyzję, że pojedzie tam, gdzie prowadzą ją te wskazówki, aż dotarła do jakiejś małej wioski. Pella, Palla, coś takiego.
- Pulla? - mruknąłem, a ona spięła się.
- Skąd wiesz?
- I powiedziała jej to znachorka Kaya, nauczyła trochę języka...
- Na pewno jesteś realny? - Bezczelnie przerwała mi, wyciągając dłoń, aby dotknąć mojego ramienia. Wariatka. - Musiałam się upewnić.
- Czemu miałbym nie być realny? - spytałem, a ona roześmiała się smutno.
- Właśnie powiedziałeś coś, co ukrywałam przez lata, o czym nikt nie wie.
Wielkie mi co. Ja tylko połączyłem fakty. Kruk, który relacjonował mi spotkanie Dyary z Kayą dostarczył mi przydatne informacje, które ja po prostu odebrałem w należyty sposób. Koniec historii. Wszystko jednak sprowadzało się do jednego.
- Przeznaczenie nadal ma nad nami władzę - mruknąłem.
- Wątpiłeś? - sarknęła, biorąc kilka głębokich wdechów.
- A powinienem?
- Korynt to siedlisko wielu wierzeń - mruknęła, bawiąc się wisiorkiem w kształcie klucza wiolinowego. Muzyk? - Jednym z nich był kult, który propagowało Rodzeństwo.
“Słuchaj uważnie, żebym nie musiał się powtarzać”.
Dzięki, Hyrion. Właśnie potrzebowałem zachęty.
- Opierało się na przeznaczeniu i życiu pozagrobowym. A po Wielkiej Klęsce sto pięćdziesiąt lat temu, ten odłam wiary znacznie się umocnił.
- A ty? - spytałem, choć wcale tego nie zamierzałem, bo co mnie to interesuje?
- Mam to głęboko gdzieś, a przeznaczenie może iść się kochać razem z losem i resztą bajek. - Machnęła ręką.
- Ale z tego co mówiłaś…
- Czasem to co mówię, a to co myślę, to dwie różne sprawy - wypaliła, przecierając oczy.
- Miranda to córka Thora? - spytałem, chcąc dowiedzieć się jak najwięcej, kiedy Imai była skora do rozmowy. Miałem wrażenie, że nie robiła tego często, więc trzeba kuć żelazo póki gorące.
- Yhym - mruknęła, a ja chyba zagalopowałem się w swoich przemyśleniach. A mówili: nie chwal dnia, przed za… - Nieplanowanym, ale dzieckiem.
- Tak to w życiu bywa: raz pęka serce, raz prezerwatywa. - Od razu pożałowałem swoich słów, które same wypłynęły z moich ust. Było mi za nie wstyd, bo nie przystoi mówić takich rzeczy, lecz wszystkie głupie emocje zostały zniwelowane przez jej szczery śmiech, który dźwięcznie wypełniał małą celę.
- Nawet nie masz pojęcia, jaki jesteś czasem zabawny - powiedziała, uspokajając się.
- Ale wracając do pierwszego pytania, to wszystko było zaplanowane?
- No - powiedziała, a ja spojrzałem na nią wyczekująco. - Wszystko prócz aż tak spektakularnego zabójstwa generała, bo miałam zrobić to tradycyjnie. - Nasiliłem swój niecierpliwy wzrok, a ona spuściła swój. - Wyłącz te czerwone reflektory - fuknęła. Sharingan to czerwone reflektory? - No tak, tak - burknęła i zrobiła obrażoną minę, patrząc na mnie nieufnie. - Thor przegrupowuje teraz ludzi. Całe podziemie zamku zostało wyczyszczone z sługusów Tanady w dyskretny sposób. Niedługo Mirva przyjdzie przekazać nam szczegóły.
    No. I na co się było denerwować? Od początku czułem, że to był jakiś plan.
    - Wiesz, co? - westchnęła, zamyślając się. - Mirva ma gdzieś swoje obywatelstwo - mruknęła, skubiąc powierzchnię buta. Chciała po prostu dostać się do pałacu, aby móc zacząć operację “Z”.
    - “Z”?
    - Jak zemsta - ucięła, pocierając ramiona. Było tu zimno, ja trochę głodny, a ona zmarznięta.
    Zemsta, ach. To takie problematyczne uczucie.
    - Wolisz ogień, czy bluzę? - spytałem, szukając zwoju w kieszeni.
    - Dam sobie radę - odparła pewnie, a ja zdecydowałem, że jednak będzie wolała bluzę. Inaczej jeszcze w przypływie strachu potraktuje mnie z pioruna i co wtedy? Wyjąłem zwój, rozpieczętowując go. Wybrałem dwa batony  zabrane jeszcze z Konohy na czarną godzinę i bluzę zakładaną przez kaptur - jedną, którą miałem ze sobą.
    Ignorowałem Shee, która przyglądała się temu z otwartą buzią, ale…
    - Mam swoje zęby, nie muszę oglądać twoich…
    - Jak to zrobiłeś? - wydukała.
    - Chakrą - odparłem, podając jej batona i bluzę, co wzięła po krótkim wahaniu.
    - Dziękuję - mruknęła, zakładając odzienie.
    Zjedliśmy w ciszy, którą przeznaczyłem na rozluźnienie się i nie myślenie o problemach. Wyobraziłem sobie jedynie zirytowanego Sasuke i od razu zrobiło mi się lepiej. Popatrzyłem zdziwiony na Sheeiren, która bez słowa ułożyła głowę na moich wyprostowanych nogach, układając się do snu.
    - Co ty robisz? - spytałem beznamiętnie, mając nadzieję, że spowoduje to jej wstanie.
    - Leżę - odparła, poprawiając pozycję.
    - A pytałaś się? - Czy ona wyznawała jakieś reguły, albo zasady? Aż nie wiedziałem, co jeszcze powiedzieć.
    - A musiałam? - Uniosła na mnie swoje szare oczy, a ja westchnąłem.
    - Leż. - Uśmiechnęła się i obróciła tak, że znów je nie widziałem.
    To było dziwne. Nawet jak na mnie.
Siedzieliśmy w całkowitej ciszy. Nie czułem potrzeby rozpoczynania jakieś konwersacji, więc założyłem ręce na piersi i opierając głowę o ścianę zamknąłem oczy chcąc się zdrzemnąć. Nie wiem, gdzie zniknęła Mirva, ale nie podobało mi się, że az tak długo jej nie było.  Z resztą długo nie uda im się utrzymywać w niewiedzy to, co się tu działo.
Sheeiren leżała, miarowo oddychając. Ten atak w sali tronowej na pewno wyssał z niej mnóstwo energii, przez co zapadła w sen prawie natychmiast. Położyła się w ten sposób, bo inaczej nie położyłaby się w ogóle. Nie pozwalały nam na to warunki, więc doszedłem do wniosku, że z dwojga złego lepiej, żeby ułożyła się na moich nogach, niż marudziła nad uchem, że jest jej niewygodnie. Brawo, Itachi. Logiczne myślenie.
Ja z przeciwieństwem do niej nie mogłem zasnąć przez kolejną godzinę. Nie wiem, który czynnik to warunkował: brak wygody, zimno, czy głód. Znając życie sprzymierzyły się ze sobą zostawiając mnie samego. Ech, jak zawsze.
Nagle moją głowę przeszył piorunujący ból. Odruchowo się za nią złapałem, zatykając uszy, przez które miałem wrażenie wpadał do niej głośny, wysoki pisk, który paraliżował u mnie logiczne myślenie. Zacisnąłem zęby, chcąc skupić swoją uwagę na czymś innym, nawet na innym rodzaju bólu. Przeszły mnie drgawki, a na moich plecach pojawił się zimny pot, który jedynie dodatkowo ostudził temperaturę mojego ciała.
Imai podniosła się do siadu, bo przestałem czuć jej ciężar na swoich nogach. Miałem zaciśnięte powieki, więc nic nie widziałem, ale… nie chciałem patrzeć. Wystarczyło to, że w ciągu sekundy wystudzenie ewoluowało w gorączkę. Zrobiło mi się strasznie gorąco, nie miałem czym oddychać. Próbowałem wziąć jak najwięcej powietrza, lecz na marne. Dusiłem się, a żeby tego było mało, moje oczy zaczęły płonąć. Czułem, jakby ktoś wypalał mi oczy. Nigdy się tak nie czułem. Chciałem wody, ukojenia. Wcześniej nie doświadczyłem takiego cierpienia jak to i chciałem, aby właśnie to się skończyło, jak najszybciej.
- Argh! - krzyknąłem mimowolnie, zatykając dłonią usta na oślep.
Będzie gorzej, jeśli pójdziecie w góry. Wasza siostra już tam jest i dla niej nie ma ratunku, ale wy odejdźcie i oddajcie się przeznaczeniu.
Zacisnąłem pięści, powtarzając w myślach: nie, nie, nie. Kręciłem przecząco głową, chcąc pozbyć się obecności Hyriona. Wprowadzała ona we mnie jakiś niezidentyfikowany zamęt, który mącił mi we świadomości, zaburzał poczucie realności.
Nagle wszystko zniknęło. Dosłownie wszystko, bo nie byłem zdolny uaktywnić sharingana, przez co pochłonęły mnie całkowite ciemności. Aurę spokoju i ciszy zaburzał głośny oddech Sheeiren, która znajdowała się obok. Nie mogłem stwierdzić gdzie dokładnie, bo… nic nie widziałem.
- Minęło? - spytała cicho, dotykając mojej ręki, która przed chwilą bezwiednie opadła na posadzkę. Zabrałem dłoń, przecierając oczy. Nie, nie minęło. Jestem ślepy!
- Nie - odparłem zachrypłym głosem. Zdarłem gardło, wrzeszcząc pod wpływem ataku. Czyli nie był to jednorazowy krzyk…
- Coś mam zrobić? - szepnęła, chyba się przysuwając. Błądziłem spojrzeniem starając się znaleźć cokolwiek, lecz wszędzie trafiałem jedynie na nicość, co… Nigdy wcześniej mi się nie zdarzyło. Sharingan zawsze czuwał w gotowości, ochraniając mnie przed ciemnością, ale teraz otaczała mnie czerń.
- Nie - mruknąłem, dotykając koszulki, która była całkowicie mokra. Wymacałem podłogę wokół siebie i wszędzie wyczułem wodę.
- Byłeś rozpalony, nie wiedziałam co robić - sapnęła zdeprymowana, chcąc w jakiś sposobów się wytłumaczyć. - To jedyne co potrafię.
- Doceniam starania, ale mogłaś mnie zabić - odparłem, odgarniając włosy do tyłu. Na dłoniach poczułem coś mazistego, co nie miało konsystencji wody, było gęstsze. Odruchowo uniosłem rękę do ust, czując po chwili metaliczny smak krwi.
- Poraniłeś ręce - mruknęła, a ja usłyszałem jakieś szelesty. Dźwięk papieru, czegoś metalowego i głuchy odgłos uderzania plastiku o twardą powierzchnię. - Daj je.
- Po co? - spytałem, starając się nakierować głowę w stronę, skąd dochodził jej głos.
- Ty nic nie widzisz - stwierdziła głucho, a ja nie dałem po sobie niczego poznać.
- O czym ty mówisz - rzuciłem, marszcząc brwi.
- Błądzisz wzrokiem jak ślepiec, wiem co mówię - warknęła. - Daj te ręce.
- Co chcesz z nimi zrobisz? - sarknąłem, od razu tego żałując. Ból gardła jedynie się nasilił, przez co musiałem często połykać ślinę, aby jakoś go załagodzić.  
- Zawsze mam przy sobie co najmniej dwie gazy i bandaż - powiedziała, a ja usłyszałem odgłosy zdejmowanych ubrań. Imai, co ty chcesz zrobić? - Z reguły taszczę ze sobą też małą apteczkę, przez co kiedyś nauczycielka jak jeszcze byłam dzieckiem wyzwała mnie od lekomanki.
Zacząłem się trząść. Deszcz, którym potraktowała mnie dziewczyna był skuteczny, ale wtedy, kiedy rzeczywiście miałem wrażenie, że płonę. Teraz jednak, gdy moja temperatura się unormowała, było mi najnormalniej w świecie zimno, przez co moje ciało zaczęło się lekko trząść całkowicie niezależnie ode mnie. To właśnie dowód na to, że ludzie są cholernie słabi. Nigdy do końca nad sobą nie panują i często są bezbronni, tylko zasłaniają to za pozorami władzy, siły, czy beznamiętności jak ja teraz.
Zdawało mi się, że słyszałem, jak dziewczyna ponownie zakłada bluzkę. To po co ją zdejmowała? Położyłem ręce na udach, patrząc się przed siebie - przynajmniej tak mi się wydawało, bo nadal widziałem tylko czerń.
Poczułem, jak układa moje dłonie na swoich kolanach, przez co musiałem lekko nachylić się w jej stronę. Pieczenie dawało o sobie znać na wewnętrznych stronach dłoni, więc najwyraźniej przebiłem sobie skórę paznokciami w tym całym amoku, który wyjął na wierzch moje słabości, czego nienawidzę szczególnie, gdy nie przeżywam tego samo. A ona cały czas tu była.
Przyłożyła chyba jakieś waciki, ścierając zaschniętą krew i wodę, przez którą nadal byłem prawie całkowicie mokry. Pocieszało mnie to, że… ona też sucha nie była. Pewnie cała ta cela pływała w deszczówce, co mnie trochę podniosło na duchu. Jej dłonie były jednak ciepłe, neutralizując zimno moich. Usłyszałem odgłos darcia jakiegoś materiału, a moment później, jak moje dłonie były czymś obwiązywane.
Dziewczyna chwilę pracowała w ciszy, starając się obandażować moje dłonie delikatnie, przynajmniej tak mi się wydawało, bo medycy w Akatsuki zawsze robili to szybciej i zdecydowanie bardziej drastycznie.
- Zrobione - powiedziała i chyba się podniosła, bo usłyszałem chlupot wody. - Auć - syknęła. - Nie wstawaj.
- Bo? - mruknąłem, sprawdzając palcami, co miałem założone na dłoniach.
- Bo sufit jest tu niski - warknęła. W sumie nie wstawałem, tylko jak wepchnęli mnie do środka, to od razu usiadłem. Ten opatrunek… To nie był bandaż.
- Co to jest? - spytałem chłodno, unosząc lekko ręce do góry, podstawiając pod nos, gdzie wyczułem… damskie perfumy.
- Moja bluzka - mruknęła, siadając. - Jakbym ci powiedziała, że jednak nie mam bandaża, to byś się nie zgodził. - Mózg podsuwał mi myśli typu: czyli siedzisz tu teraz bez niej? - Więc czy chcesz czy nie, bluza przechodzi na moją własność - westchnęła.
- Czyli obandażowałaś mi ranę czarną szmatą? - zapytałem, nie wierząc, że mogłaby to zrobić.
- Nie - warknęła. - Gazę akurat miałam w tylnej kieszeni spodni. Mogę zaoferować ci dodatkowo plaster. I to nie była szmata, tylko jedna z moich ulubionych bluzek. - Właśnie sobie wyobrażałem, jak obrażona krzyżuje ręce na piersi, ostentacyjnie odwracając wzrok.
Siedzieliśmy w ciszy, która mnie denerwowała, ale byłem skłonny twierdzić, że to przez panującą dookoła ciemność. Nie miałem na czym skupić wzroku, co było do prawdy trochę deprymujące.
- No długo jeszcze? - sarknęła, chyba pocierając dłonie.
- To ja jestem tu tym, który czeka na rozwój wydarzeń, a ty to ta, która powinna to wiedzieć - wyrzuciłem z siebie. Siedzenie w brodziku mi się nie uśmiechało i naprawdę chciałem stąd wyjść.
- No to chyba logiczne, że Mirva poszła zabić Kahirę, nie?

Dyara
- Hej! Kroplę krwi Nelsona każdy chętnie chlapnąłby! Hej! Kroplę krwi Nelsona każdy chętnie chlapnąłby!
- Przypomnij mi, co ja tu robię? - mruknęłam, kładąc głowę na stole znajdującym się w przydrożnej oberży.
- Miałaś kaprys.  Śniło ci się to miejsce i postanowiłaś tu przyjechać, co tylko by się nie działo. - Raito upił łyk piwa, po chwili znów odstawiając kufel na stolik. - A tak naprawdę? Nie, to jednak ta sama wersja.
- Śmieszy cię to? - rzuciłam, marszcząc brwi.
- Hej, hooo! Hej, hooo!
- Tak - parsknął, uśmiechając się pod nosem.
- Mnie nie - fuknęłam, przyklejając czoło do blatu.
- Heeeeej! - Jakiś starszy facet z pokaźnym brzuchem zatoczył się w naszą stronę. Specjalnie usiedliśmy w rogu sali, żeby nikt tego pokroju się do nas nie dosiadł, a jednak… on był sprytniejszy. - Czas na tany, tany! - Wyciągnął do mnie rękę, a ja mlasnęłam z obrzydzeniem. Jednak szanuję ludzi, którzy zażywają kąpieli częściej niż raz w tygodniu.
- No spław go - syknął Raito.
- Ty nie możeeesz?
- Przecież ja go kobieto nie rozumiem.
- Łeee. - Z ociąganiem podniosłam się do siadu. - Nie jestem zainteresowana - powiedziałam w stronę pijaczka, który definitywnie był wpatrzony w mój dekolt, który naprawdę nie powinien przyciągać wzroku swoją wielkością.
- Ależ to tylko jeden taniec. - Był obleśny. Stary, gruby i obleśny. Aż mnie ciarki przeszły, gdy znów na niego spojrzałam.
- Ja już taki jeden miałam i wybacz, skończył się dla mnie co najmniej fatalnie. - Uniosłam ręce w obronnym geście, a on zrobił smutną minę, lecz w końcu odszedł.
- Brawo, jestem dumny. - Raito skinął z fałszywym uznaniem głową, a ja spojrzałam na niego spod zmrużonych powiek, na co on zaczął się śmiać. - No co? Siedzę tu, bo sobie coś ubzdurałaś i oczekujesz po mnie powagi?
- Nic sobie nie ubzdurałam. - Wzięłam łyk z jego kufla, krzywiąc się po chwili. - Obrzydliwe.
- Nie bardziej niż ten facet - dodał z uśmiechem, a ja odwróciłam od niego wzrok. Dureń. 
Stara przydrożna oberża nie przyciągała swoim wyglądem. Jedynym powodem dla którego tu byliśmy, to to, że mi się przyśniła, a ja się uparłam, że muszę tu przyjść.
Koniec opowieści.
Chciałam stosować się do tego, co powiedziała Kaya. Znajdowaliśmy się już w górach, a tą senną marę potraktowałam jako znak, więc w sumie na ślepo za nią podążyłam. Widziałam to przestarzałe wnętrze pełne drewnianych stołów, krzeseł i popękanych obrazów na ścianach. Widziałam czarną ladę, która przechodziła właśnie już jakieś czwarte swoje życie i barmana - wysokiego, kościstego chłopaka - który zapadł mi w pamięć. Tak więc siedzieliśmy tu od jakiejś godziny, czekając na rozwój wypadków, co mnie… irytowało.
Ich głośne śpiewy mnie zmęczyły, bo ile można się tak drzeć? Podłoga drgała od ich tanów i miałam wrażenie, że cała ta chata zaraz się zawali. Nie widziałam tu przedstawicieli szlachty - w końcu wiem, jak się nazywali - a jedynie samych wieśniaków, przykładowo? Pan tancerz.
- Na co w sumie czekamy? - spytał Raito, który w przeciwieństwie do mnie posiadał anielską cierpliwość.
- Na zbawienie - rzuciłam. Kurde! Jakbym wiedziała, to bym tego wypatrywała!
- Uuu, słabo. - Ta mina, ten ton. On się ze mnie wyśmiewał…
Wstałam, żeby wyjrzeć za okno, które de facto było tak brudne, że ledwo co widziałam. Obok mnie leżała bluza Yamury, który wpatrzony był w tańczącą hałastrę, więc zabrałam ją i przetarłam nią szybę. Hehe. Nic nie zauważył.
- I tak ty będziesz to prała. - Cholera.
Za oknem miałam widok na łąki i pola oraz jedyną drogę, która tutaj prowadziła. Góry wybijały się ponad chmury, które przykrywały gwiazdy i księżyc. Mgła na zewnątrz była gęsta, powodując dużą wilgoć, której osobiście nie lubiłam.
- Nananana - zaczęłam nucić do rytmu, bo nucenie pod melodię jakoś nigdy mi nie wychodziło. Za dużo skupienia na raz: śpiewać do rytmu i jeszcze odpowiednie dźwięki. Nie, kategorycznie odpadało. Wystarczy sam rytm.
- Musisz mi tak piać nad uchem?
- Przymknij się, ćwiczę - burknęłam, nadal wypatrując czegoś za oknem.
- Chyba pośladki, kiedy kręcisz tyłkiem wiercąc się, prawie przechodząc przed tą szybę.
- Przes…
Szyba roztrzaskała się na kawałki, a ja odruchowo padłam na ziemię. Do środka zaczęły wlatywać kamienie, a w oberży zapanowała panika.
- Czas na umieranie, ścierwa!
***
Dum, dum, dum, duuum.
Shee ma jutro sprawdzian z histerii, na który musi jeszcze powtórzyć. Możliwy z matmy - z tym jeszcze nic nie wiadomo. I jeszcze dużo innych szkolnych obowiązków, które was nie interesują ._. 
Kyodai się kończy, Karuzela też zmierza w tym kierunku, a ja wezmę się za książkę. Kiedyś trzeba T_T choć sądzę, że będzie mi brakowała świata ninja i coś wymyślę, w zamian za Uchihów. 
Cóż mogę wam jeszcze powiedzieć?
Koniec świąt, czas schudnąć grube świnie! - nie wiem, jak wy, ale ja na treningach będę ostro zapieprzać, żeby pozbyć się skutków świąt ._.
Pozdrawiam was i dziękuję za wszystkie komentarze. Jest ich mało, ale są. Podbudowała mnie chociaż ilość oddanych głosów w ankiecie - 31 - lecz to nadal nie to samo, co wasza opinia, a każda jest dla mnie ważna. Nawet ta negatywna.

Bywajcie!
 

11 komentarzy:

  1. Okej, zdecydowanie lubię niespodzianki w postaci nowych rozdziałów.
    A Kyodai zdecydowanie nie możesz teraz skończyć.
    Gdzie się podział Gosling czy jak mu tam było?
    I kto Ci w ogóle pozwolił oślepić Łasicę? Toż to zbrodnia!
    Gdzie się podział mój Sasori i reszta Brzasku?
    Hm, co do rozdziału to... w sumie nie wiem jak go skomentować.
    Niby sporo się w nim dzieje, ale taki jakiś dziwny...
    Mogłabyś przy okazji wytłumaczyć kim jest skąpo ubrana pani pod notką? Jest za późno i nie chce mi się domyślać kim ona jest. Trochę przykro, że właściciel Victorii (w ogóle można tak stwierdzić?) okazał się dupkiem. Wydawało mi się, że naprawdę czuje coś do Dyary. Chyba nie pozwolisz mu zrobić z niej kolejnej zabawki? Dałabyś jej chociaż szansę na zemstę albo nam, czytelnikom, na oglądanie jego nawrócenia.
    Czy związek Dyary i Raito jest już oficjalny czy nie?
    Fajnie byłoby przeczytać coś o Shee i Itachim, chociaż ta para nie pasuje do siebie wystarczająco. Niby ona ma to swoje Kekkei Genkai czy coś tam, ale nie jest to jakaś powalająca zdolność. W sumie wychodzi na słabą "kunoichi". Partnerka Łasicy nie może być słabsza od różowej narzeczonej Sasuke, która moim skromnym zdaniem nadal jest w zasadzie bezużyteczna. Mogłabyś napisać jakiś bonus o Thorze, Mirvie i ich córeczce? I może o tym przeklętym rodzeństwie?
    Resztę komentarza napiszę jak się wyśpię.

    Wybacz, że dawno nie komentowałam. Mam nadzieję, że jeszcze mnie pamiętasz.
    Pozdrawiam,
    Yuzuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego nie mogę? No dlaczego? xd
      Mam ogromną ochotę na zrobienie apokalipsy. Spada meteoryt BUM BUM BUM i koniec problemów xd
      No jak to gdzie się podziali? Zostali na dupskach, bo to nie ich sprawa :D
      To Dyara, jak zwiąże włosy xd paint niestety nie pozwolił mi, aby zmienić kolor jej włosów, za co musisz mi wybaczyć.
      Faceci to dupki xD Każdy, bez wyjątku, więc mi nie jest szkoda xd
      Się nie bój, Dyara się zemści B|
      Jest oficjalny :D
      Oj, Shee nie jest słabsza, zobaczysz :>
      Kurde, może coś napiszę o Thorze, jako shota?

      Jasne, że pamiętam! :D
      Dziękuję za komentarz ^^

      Usuń
  2. A ja pisałam sobie w notatniku co mi po kolei przychodziło na myśl, żeby nie zapomnieć. (tak jak na karuzeli - fail)
    Więc zacznę od początku i będę lecieć po kolei.
    "Gruby mężczyzna potocznie nazywany królem" - cały ten król ogromnie mnie rozbawił, a ta kwestia dopełniła komedię. Taki trochę drugi porąbany dziadziuś Madara. he, he.
    Zabiłaś Rinę? Swoją siostrę? Jak mogłaś? I co teraz? Kto mi będzie pisał wiersze? Ja wiem, pozostajesz jeszcze ty, ale ja nie wiem czego mogę się spodziewać... xD
    "imaiowa chmurka potrafi ewoluować" - kolejny tekst, który mnie rozbił. Właściwie to nie wiem czemu. Tak to chyba bywa w moim życiu, że słowo ewolucja, bądź ewoluować wywołuje u mnie śmiech.
    "zmiótłbym ich jednym spojrzeniem" - i ja się tylko pytam. no czemu on tego nie zrobił, do jasnej anielki?! Zwiodłam się na Itasiu, takie niespełnione obietnice :( Wyszło na to, że się przechwalał, a przecież on taki nie jest. I jak tu żyć? Głupi Hyrion mi go oślepił.
    Nie byłabym oczywiście sobą gdybym się czegoś nie uczepiła. Chodzi mi o te cztery metry kwadratowe. Bo ja mam na działce chatkę o takich właśnie wymiarach i jak wyniesie się z niej wszystkie graty, to spokojnie zmieszczą się tam trzy osoby. I, żeby nie było, nie jestem liliputem czy coś.
    Teraz coś o Dyarze.
    Po pierwsze, co tak krótko o niej? Ledwo się zaczęła jej narracja a już się skończyła. Ale przynajmniej było dużo Itashee, więc się cieszę :D
    Jeśli Dyara znajdzie odpowiedź na swoje pytanie dotyczące biustu, to niech da znać, bo mam ten sam problem. Chłopak patrzy mi się na biust, którego praktycznie nie ma. I co zrobić?
    Tak, więc podsumowując, rozdział bardzo mnie rozbawił i zgodzę się z tobą/z Shee, że Itachi jest bardzo zabawny. A przynajmniej tutaj. Będzie mi szkoda, jak Kyodai się skończy, więc proszę o zakończenie z pompą. Ale taką fest pompą. Mogę ryczeć, szlochać, odgryzać sobie palce ze stresu i z wrażeń, mogę spaść z krzesła i rozbić sobie głowę ze śmiechu, ale ma być coś co doprowadzi mnie do któregoś z podanych stanów. (nawet wszystkich xD)
    Życzę weny i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zakończenie z pompą", popieram! :)

      Usuń
    2. Kocham tą twoją metodę pisania po kolei, serio xd
      Po mnie można się wszystkiego spodziewać, więc w sumie możesz się bać xd Okej, nie zapomnę o słowie ewolucja :D
      Itaś ma więcej oleju w głowie, niż wam się wszystkim wydaje :>
      Dobra, może przesadziłam z 4. Powinny być 2, zmienię xd
      I co zrobić? I co zrobić? Nic, a nic xd
      Nie nadaję się do zakończeń z pompą szczególnie przy opowiadaniu, które jak dla mnie jest klapą xd ale posaram się.
      Okej, okej, doprowadzę do tego xD
      Bajos :D

      Usuń
  3. Co tak szybko? Zaskoczyłaś mnie, pozytywnie, rzecz jasna.

    Początkowo napisałem z telefonu długi komentarz, ale poszedł na spacer, gdy karta mnie olała, przesuwając się i telefon przestał ją czytać. Musiałem zrobić reset... ale postaram się, by i to słabe nie było.

    Kogo nie lubię? Goslinga, to wiesz. Tej zdrajczyni co się Tanadzie podlizuje, też. A króla lubię. Śmieszny jest i sprawia wrażenie niegroźnego. Mam nadzieję jednak, że moc jest z nim... czy w nim. Bo coś tych magów brak.

    Tak w ogóle to językiem Koryntu jest angielski, czy tylko mi się tak wydaje, po imionach? Jestem albo za angielskim, albo norweskim... który z nich? Czy inny?

    Itachi panikant. Szary gan (nie pytaj) mu się zdezaktywował i wariuje. No cóż, Uchiha, jak to Uchiha przewrażliwiony na punkcie swojego perfekcyjnego wzroku.

    Wykorzystanie bluzy na wiele sposobów by Sheeiren Imai. Oto dwa pierwsze:
    1.Bluzka Shee to nie szmata, więc każdy, kto myśli o wycieraniu czegoś nią, jest w błędzie. Bluzki Shee nadają się za to doskonale na opatrunek dla Itachiego Uchihy - i niech nikt inny nawet ich nie dotyka.
    2.Bluza Raito to co innego - po pierwsze, nie Shee, a po drugie, szmata, tak jak to nazwał Itachi przez pomyłkę, popełniając błąd życia, bluzkę Shee.
    Bluza Raito może zostać wykorzystana przez Mrs.Dyara do wycierania wszelkiego syfu.

    świetne! Raz Sheeiren mówi, że jej to nie szmata, a potem, gdzie indziej, bluza Raito jest tak wykorzystana. Ale, że Dyara będzie to prała, to nie mam ci za złe.

    Z drugiej strony szkoda, że to nie bluza Goslinga - mogłaby zostać pobrudzona od wewnątrz, a potem by ją założył, bo przecież nie mógłby zauważyć.

    Oj, szykuje się bitwa! Dyara, daj czadu! No co? Ktoś ją dopingować musi, bo nie każdy ma na to czas.
    Jak domyślam się, to szlachta wbija? Czy nie?
    Jam jest szlachcic... ale teraz to nic nie pomaga.


    Fajnie by było, by jakiś magopodobny człowiek się niebawem pojawił.

    Weny, weny i weny, i obyś nas nie opuściła i stworzyła jeszcze wiele wspaniałych opowiadań!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szybko, szybko i znowu miesiąc przerwy xd ale jutro po Karuzeli usiądę i coś spłodzę, możecie być pewnie. Gosling jest mendą, no ale cóż xD Dobrze, że ten realny Ryan Gosling nadrabia xD Magów brak rzecz jasna. Kaya mówiła, że pozowstały jedynie dwa klany z mocą. Klan Mirvy, Hoshigaki i króla i Thora - nie, to wcale nie jest spoiler xD
      Zastosowaniami bluzki podbiłeś moje serce, naprawdę xD Oho, wszyscy chcą zemsty na Arthurze. Więc bydzie! Heheh B|
      No nie opuszczam, a chociaż się staram T^T
      Pozdrawiam :D

      Usuń
  4. Tyle blogów, tyle rozdziałów, tak bardzo jestem w tyle :) Ale to nic, wole cierpieć z przejedzenia niż z głodu.
    Wcześniej napisałaś "3 w porywach do 5 rozdziałów". To znaczy, że zostały w najlepszym wypadku 4? Aaaaaaaaaaa! Nie!:D Nie mogę uwierzyć, że serio Kyodai się kończy, to tak boli.

    Itachi w swej doniosłości i poważności, jest serio uroczy ( no i co ja pacze? http://the-phisch.deviantart.com/art/Itachi-I-ma-Slap-U-Bitch-261983105). Bo w końcu, nie ma to jak kulturalnie udać się do lochów.
    Aż trzech mężczyzn jest potrzebnych, żeby uspokoić Imai? Jestem po wrażeniem:d
    oooooooosz dupa! Imrin! (I na nieszczęście Itachi ma rację, ignorancja zawsze najbardziej boli.) Ależ mi się to wszystko nie podoba, palenie ludzi, kurna mać no -.-
    Em. Umarłam? (Zakopuję się w kołdrze, żeby pogodzić się z tą sytuacją, chlip.. Ale no zawsze można wrócić jako wredny duch z zaświatów! :D)
    No właśnie i co oni teraz zrobią? Sasek zaraz wybuchnie (ah te nerwy) a Dyary ani widu ani słychu..
    (Dlaczego w 3 sobie? - stres? xd)
    "Może jestem zabawny? Nie, Uchiha, to na pewno nie to. " <3
    THOR! O jaaaaaaaa!
    "Dawaj Imai! Pierwszy paw zawsze jest najgorszy" - na dialogach zwijałam się ze śmiechu!
    Oni.Są.Dla.Siebie.Stworzeni. I kropka.

    "Wyobraziłem sobie jedynie zirytowanego Sasuke i od razu zrobiło mi się lepiej." i jak tu nie kochać starszego rodzeństwa?
    O w mordę, i co teraz? I co teraz? Itachi nie widzi.. Czy Mirva zabije Kahirę? Zabije! Ale czy przeżyje Mirva? Czy nic jej nie będzie? Jak to wszystko się rozwiąże? W jaki sposób wydostaną się z lochów? - Pewnie z hukiem xd - ale nie mogę doczekać się jak to opiszesz. I niech dokona się plan "Z", a co:p
    Jest i Dyara! Kto ich zaatakował?!
    "I tak ty będziesz to prała." <3

    Więc czekam na dalszą część, więcej Dyary, trochę SasuxSaku (co ja poradzę, że tak uwielbiam tą parę? :d) i oczywiście ItaxShee i niech się dzieje! Niech rozwalą wszystko i wszystkich w drobny mak, jak to Uchihy:)

    yhykm. a poza tym, olać mechaników <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nami, ajajaj <3
      No mnie jednak trochę też boli. Część Shee będąca Dyarą umrze T^T TO BRUTALNE.
      Ej XDDD Ten obrazek jest boski xD
      Mam nadzieję, że jakoś was zaskoczę xd ItaShee, mrrr. Dziękuję za komplementy :3
      Wszyscy się pozarzynają i tyle xD
      Będzie dużo Dyary, choć ItaShee musi być, bo jakoś muszą uciec xD
      Nieee, mechaniki są super XDD
      Bajos :D

      Usuń
  5. Rozdzialik, jak fajnie ^^
    Trochę późno komentuję, ale dopiero teraz dorwałam internety.
    Więc tak :
    Niezmiernie romantyczna sceneria lochów z niskim sufitem i niespodziewany atak klątwy, na dokładkę wewnętrzny sarkazm Itasia, to jest to, czym się w naszych czasach uwodzi kobietę. Brawo.
    Do tego skłonienie jej do zdjęcia bluzki przy pierwszym? drugim? spotkaniu to już po prostu mistrzostwo!!!
    Ucieszył mnie powrót do Dyary, i nie mogę się doczekać pana/pani "Czas na umieranie, ścierwa!" ~ no sama słodycz !!!
    Nie bój się, Imai!!!
    Ja z tobą zostaje ;)
    Pozdrawiam
    Me

    OdpowiedzUsuń
  6. Boże, niee... Czemu teraz przeczytałam, no? DURNY BLOGGER T.T
    No i Shee... Jak mogłaś skończyć w takim momencie? Dobra, wiem, ale... -,- No właśnie, trzeba schudnąć po Krecie. xD

    Wow, ile Dyary. Wow. -,- No weź, jest najfajniejszą postacią w całym kyodai! .-. No i Raito, yhm (If you know what I mean xd). Yhm...
    Sheei widzi w ciemności, wow. Ja tam wszędzie widzę Samare Morgan. xD
    Nie poznaję Itachi'ego, czo ten sarkazm, czo ta ironia, no? ._.
    I gdzie to hmpf Sasuke, co?

    Pozdrawiam. Nie chce mi się więcej pisać, wybacz. ;-;

    OdpowiedzUsuń