niedziela, 6 kwietnia 2014

II Rozdział XI

Sasuke
- Uważasz, że to w porządku?
- Nie, bo to nie jest w porządku, ale konieczne.
- Po trupach do celu? Od kiedy kierujemy się taką dewizą?
- To oni zmuszają nas to przedsięwzięcia takich środków.
Siedzieliśmy w piwnicy, przy świetle świec omawiając plany Hekki. Dzięki Mirvie zostaliśmy upoważnieni do uczestnictwa w zebraniu, co miało nam nieco rozjaśnić punkt widzenia organizacji, jej cele, jak i dać nam do zrozumienia, że nie mieli przed nami niczego do ukrycia. Na chwilę obecną sprawdzało się to całkowicie, gdyż razem z Itachim siedzieliśmy razem z innymi przy podłużnym stole, mając dostęp do wszystkich dokumentów na blacie. Bez wahania mógłbym po nie sięgnąć, lecz czytałem je z daleka, używając sharingana. Niech myślą, że mnie to nie obchodzi.
- O co wy się tak właściwie kłócicie? - spytał mężczyzna, którego imię brzmiało Ron. Podrapał się po karku, stwarzając wrażenie beztroskiego człowieka, przychodzącego tu tylko po to, żeby posiedzieć w cieple. Mimo tego miał w sobie coś, dzięki czemu mnie nie irytował, a to już dużo.
- Jestem! - Spojrzałem w prawo, gdzie przed drzwi weszła właśnie wysoka, czarnowłosa kobieta z teczką pod ręką i kataną na plecach. Cała ubrana na ciemno wtapiała się w otoczenie, gdyż świece nie dawały za dużej ilości światła.
- Szkoda, że nie na czas - warknął Murren, podnosząc się.
- Stało się coś? - Rozejrzała się po nas. - Tak, jak myślałam, więc nie masz się o co rzucać - powiedziała chłodno, kładąc przyniesione papiery na stół.
- A to co? - spytała Nami, która non stop była w gotowości w przeciwieństwie do mnie, bo siedziałem udając człowieka znudzonego, który miał ochotę jedynie stąd wyjść. Nowa dziewczyna uśmiechnęła się cynicznie.
- Klucz do mojego serca. - Czysty sarkazm, na który reszta zareagowała dość entuzjastycznie, śmiejąc się cicho. Jedynie Murren siedział naburmuszony na szczycie stołu, patrząc na nią spod byka.
- Przecież ty nie masz serca - warknął, a ona zaśmiała się ponownie.
- Coś w tym jest, muszę przyzna…
- Skąd tyś to wzięła? - Hayley szeroko otworzyła oczy, wertując kartki.
- Jakbym wam powiedziała, to nie byłabym już taka fajna, nie? - Usiadła na stole, swobodnie puszczając nogi, nie szczędząc Murrenowi spojrzeń wyższości.
- Co to jest? - odezwał się Kyan, siedzący obok mnie.
- Plany pałacu.
Po tych słowach w pomieszczeniu zapadła cisza, przerywana jedynie skwierczeniem świec. W piwnicy było nas łącznie trzynaście osób. Liczba kobiet była porównywalna do mężczyzn, co było dla mnie sporym zaskoczeniem, bo gdy wczoraj zatrzymaliśmy się w mieście, to żony chowały się za plecami mężów, posłużne i ciche. Żadna z nich nie zabrała głosu, chyba, że ich małżonek im na to pozwolił i wyglądały na wygłaskane panienki, które prędzej umarłyby na zawał, niźli miałyby wziąć broń do ręki. A tu proszę. Coś zupełnie nowego.
- Chociaż tyle. - Z cienia wyszła Mirva, przez co nowa zobaczyła ją dopiero teraz.
- Kopę lat, Zielona - mruknęła nisko i przeciągle, patrząc na nią z jakimś dziwnym spokojem, lecz zdradził ją kącik ust uniesiony ku górze.
- Możecie odłożyć sobie swoje babskie pogadanki na później? - Murren wyraźnie wkurzony podszedł, zabierając dokumenty, aby po chwili wrócić na swoje miejsce.
- Ja przynajmniej mam z kim gadać, to ciebie wszyscy nie cierpią.
- Dobra, wróćmy do planu, bo teraz wszystko uległo zmianie i możemy wyruszyć jutro.
- Jutro? Mirva, oszalałaś? - spytała Hayley, patrząc na nią kalkulującym wzrokiem.
- To prawie niemożliwe, do tego nie jest tak źle, że musisz wyruszać natychmiast - zaprotestował Kayn, a dwóch innych mężczyzn skinęło głowami na jego słowa.
- Wioska Pulla, którą mijaliśmy, właśnie jest wyludniania przez Królewską Armię. - Itachi odezwał się po raz pierwszy na tym zebraniu, co skutecznie uciszyło wszystkich, a mój brat stał się centrum uwagi.
- Skąd to wiesz? - spytała podejrzliwie ta nowa, której imienia jeszcze nie znałem.
- Jemu wierzy się na słowo - powiedziała Mirva, zaczynając krążyć po pomieszczeniu. - To już wystarczająco, abym mogła iść na pałac. Pulla wcale nie jest daleko.
- Przecież nie puszczę za tobą całego oddziału - warknął Murren, który z sekundy na sekundę denerwował mnie coraz bardziej.
- Nie potrzebuję całego oddziału - prychnęła, machnąwszy ogonem.
- Thor się na to nie zgodzi. - Te słowa były chyba największym argumentem mężczyzny, bo wydawał się powiedzieć to niepewnie. Widocznie miał do tego powód, bo Mirva spięła się, lecz po chwili potraktowała go zabójczym wzrokiem i nikt nie był na tyle odważny, aby jej się sprzeciwić.
- Dobrze wiesz, ile obchodzi mnie jego zdanie.
- Ale…
- Nie skończyłam - warknęła, opierając się dwoma rękami o stół. - Jeśli powiedziałam, że wyruszam, to wyruszam.
- I niby który głupi z tobą pójdzie? - rzucił, gdy pewność siebie do niego wróciła. Odchylił się na krześle w kpiącym geście, lecz ona nie pozwoliła się sprowokować.
- Głupia. - Nowa zeskoczyła z gracją na ziemię, poprawiając rękawy, które podciągnęła do łokci. - Wolę, gdy mówi się do mnie w formie żeńskiej.
- Nikogo więcej mi nie potrzeba. - Stanęły obok siebie, wojowniczo patrząc na Murrena, który sądził, że nikt nie porwie się na prawie samobójczą akcję, a tu proszę.
- Mam dać ci teraz pozwolenie na tę misję? Przecież wiesz, że król cię nie wysłucha.
- Chcę spróbować. - Spojrzałem na Rona, który lekko przysypiał i Kyana, który chyba liczył dziury na przeciwległej ścianie. Teraz pytanie: czy to dlatego, że wiedzą, że swojego dopnie Mirva, czy Murren?
- Jeśli coś pójdzie nie tak, rozpęta się piekło, wiesz o tym.
Westchnąłem, zaplatając ręce na piersi. Siedziałem tu od godziny. Dowiedziałem się paru ciekawych rzeczy, lecz tak naprawdę zbędnych. Chcą walczyć? Niech walczą. Ja jestem tu tylko po to, żeby powstrzymać tą pieprzoną klątwę. Nie interesują mnie ich powstańcze zabawy.
- Piekło już się rozpętało - powiedział Itachi, a przed moimi oczami pojawiła się wizja płonącej wioski. Punkt widzenia należał do jego kruka, lecz całkowicie to wystarczyło, aby odwzorować to, co działo się w Pulla. W powietrzu latały jakieś lampiony, niektóre posiadające na sobie plamy krwi. Itachi nie przekazał nam dźwięków, choć obraz zdecydowanie wystarczył, aby utwierdzić tu zebranych, że wojna już się rozpoczęła.
- Moc - stwierdziła poważnie nowa.
- Chakra - poprawił ją Itachi beznamiętnym tonem, którego nienawidziłem w takim stopniu, że aż się go nauczyłem. Rzeczywiście, robił wrażenie.
- Zapowiada się ciekawie - rzucił Ron, który ocknął się z letargu.
- Nie przeczę - powiedziała Nami, układając dokumenty.
- Wygrałaś, idziesz - syknął Murren, wstając.
- Słuchaj. - Mirva posadziła go spojrzeniem, lecz ten nie spuszczał z niej wzroku. - Kiedyś ja byłam na szczycie tej organizacji i nigdy nie będę się przejmowała opinią ludzi twojego pokroju. Czy udzieliłbyś mi zgody, czy nie, ja i tak zrobiłabym to, na co miałabym ochotę, rozumiesz? - Znów w piwnicy zapadła cisza, a jedynie nowa uśmiechnęła się szeroko, kładąc ręce na biodrach.
- No! Koniec spotkania! Czas coś zjeść! - Klasnęła w dłonie.
- Żaden koniec - burknęła Mirva, z której schodziły właśnie emocje.
- A szkoda - westchnęła czarnowłosa dziewczyna.
- Wszystko, co wcześniej ustaliliśmy, nadal obowiązuje. Rzeczy do załatwienia natychmiast, są robione natychmiast, a nie jutro rano, jasne?
- Tak - wszyscy przytaknęli Zielonej.
- Dziś wrócicie do swoich zajęć, nadal nie możemy się do końca ujawnić. Jeśli okaże się - przejechała wzrokiem po zebranych -, że po naszym wejściu do stolicy rozpęta się otwarta wojna, realizowany jest plan Z, tak?
- Tak.
- Rozejdziecie się po domu różnymi wejściami, żeby nie wzbudzać podej…
- Atak na Marine! - Do piwnicy wbiegł ciężko oddychający chłopak, który oparł się o ścianę, starając się nabrać jak najwięcej powietrza w płuca.
- Co? Melduj - warknęła Mirva, której oczy pociemniały.
- Do miejscowości jakieś  pół godziny temu wtargnął Królewski Oddział zabijając jak leci, powołując się na prawo odwetu - wyzipiał.
- Prawo odwetu?! - Zielona uderzyła pięścią w ścianę. - Nie mieli podstaw!
- To je sobie stworzyli - powiedziała Nami, wstając. - Ron, wstawaj. To nasz czas.
- A spanie? - mruknął, przecierając twarz dłonią.
- Jak wrócisz, to będziesz mógł spać cały dzień. - Klepnęła go w tył głowy, na co on również stanął na równe nogi.
- To wasz teren?- spytała Mirva.
- Niestety - odparła Nami, poprawiając pasek od spodni.
- Ilu bierzesz ludzi? - spytała nowa, której imienia nadal nie znałem. Ech.
- Grupa moja i Rona liczy czterdzieści dwie osoby. - Podeszła do drzwi, odwracając się do nas tyłem.
- Jeśli stracisz więcej niż dziesiątkę ludzi masz przerwać akcję, zrozumiano?
- Jeśli się nie mylę, to ja jestem tu szefem - odezwał się Murren.
- Tylko na papierze, kochany. - Nowa puściła do niego oczko, na co on poczerwieniał ze złości.
- Czas na mnie, bywajcie! - Stojąc tyłem uniosła rękę, a wszyscy obecni zrobili to samo, powtarzając:
- Bywaj.
Drzwi zamknęły się, a ja oparłem łokcie na stole.
- Ktoś ma jeszcze jakieś pytania? - spytała Mirva, opierając się plecami o drzwi. - Powiem jedynie, że jeśli ktokolwiek z was miałby głupi pomysł na rozmowę z Thorem, to niech jak najszybciej się go pozbędzie - warknęła, patrząc na nas po kolei. - To co zostało tu dziś powiedziane, zostaje między nami. - Przekartkowałem plany pałacu, za pomocą sharingana zapamiętując wzrokowo całą ich treść. Podałem je Itachiemu, lecz ten zdawał się mnie nie widzieć. Na jego czole pojawiły się krople potu, on sam mocno zacisnął szczęki i pięści. Patrzył się w jeden punkt, jakby głuchy na słyszane słowa. Atak?
- Jesteście wolni, przestrzegajcie podstawowych procedur. W razie problemów kierujcie się do Hayley, a jeśli ona wam nie pomoże, to do mnie. Macie czas do jutra rana.
- Ale…
- Ach, zapomniałam. - Teatralnie pacnęła się w czoło. - Dowodzenie już przejęłam, ale teraz mówię to wprost.
- Nie możesz - Murren wciąż oponował, ale jakoś nikt nie stanął po jego stronie. Spojrzałem na Itachiego, który już normalnie wodził za wszystkimi czujnym wzrokiem.
- Robisz się nudny, skończ.
- Nie odzywaj się, gdy dorośli rozmawiają, Imai.
- Murren oszczędź sobie - odezwał się mężczyzna siedzący na przeciwko mnie. Nie pamiętałem jego imienia, po prostu wyleciało mi z głowy. Wszyscy prócz mnie, Itachiego, Mirvy i … Imai (?) wstali i wyszli. Gdy drzwi zamknęły się już za ostatnią wychodzącą z piwnicy Hayley, Zielona odetchnęła.
- Czeka nas jutro ciężki dzień - powiedziała, masując sobie skronie.
- Ale za to jaki obfity we wrażenia…
- Czemu zdecydowałaś się ze mną iść, Shee? - Czarnowłosa dziewczyna spojrzała na nas przelotnie i dopiero wtedy zdecydowała się odpowiedzieć.
- Odkryłam w sobie chakrę - powiedziała poważnie, na co Mirva zaniemówiła.
- Podziałało? - Szeroko otworzyła oczy.
- Potrafię używać jej jedynie do szybkiego poruszania się i mam więcej siły, ale to i tak dużo.
- A jednak Talitha nie wyszła z wprawy… Dobra. - Potrząsnęła głową. - Nie wychodźcie z pokoi, jeszcze dziś do was przyjdę - powiedziała do nas. - Muszę dopracować jutrzejszy wyjazd oraz pogadać z Kibą, jak z kwestią interwencji Konohy.
- A co z Akatsuki? - spytał Itachi.
- Shee przekaż mu wszystkie wytyczne, ja tymczasem spadam. Sasuke, tym czasem jesteś wolny. - Mirva odwróciła się, idąc ku drzwiom.
- Kim jest Sneyd?
Zatrzymała się w pół kroku, lecz nie zamierzałem odpuścić.
- Sneyd, Enya i Hyorn. Trójka, która prawie zrównała Korynt z powierzchnią ziemi. - Po tych słowach opuściła pomieszczenie, cicho zamykając za sobą drzwi.
- Hmpf. - Również ruszyłem ku wyjściu.
- Sasuke, musimy potem porozmawiać - powiedział Itachi w momencie, kiedy za mną zamknęły się drzwi.
Zapowiada się ciekawie.
Itachi
- Co to znaczy, że odkryłaś w sobie chakrę? - Dziewczyna siedziała na stole na przeciwko mnie, kiedy ja opierałem się plecami o ścianę. Jej długie, związane w koński ogon włosy falowały przy każdym jej ruchu w przód i w tył, który namiętnie wykonywała. Wbiła wzrok w podłogę, przywdziewając maskę powagi, pozornie przeczącą jej zachowaniu, które mogło wydawać się lekkomyślne. Miałem jednak wrażenie, że prawda była zupełnie inna.
- Chyba mieliśmy rozmawiać o czymś innym - odparła, nie spuszczając wzroku z paneli. Wyglądało to tak, jakby odpowiadała mi półgębkiem, jakbym przerywał jej jakąś ważną czynność. W chwili obecnej mogła się jedynie rozmyślać.
- Tematów i możliwości jest wiele - powiedziałem, a kącik jej ust uniósł się do góry w kpiącym geście.
- I mówi mi to jeden z Trójki? Jesteś zabawny - skwitowała, machając nogami w powietrzu. Jej ton przesycony był ironią, a ja musiałem przyznać, że w życiu zostałem obdarzony wieloma epitetami, ale nigdy od nikogo nie usłyszłem słowa “zabawny”.
- Zacznijmy więc od Akatsuki.
- Zacznijmy od tego, że nazywam się Sheeiren Imai, a ty Itachi Uchiha, któremu nie można patrzeć w oczy - zaśmiała się lekko, kładąc na stole, tym samym patrząc się teraz w sufit.
Nie można patrzeć mi się w oczy? Przecież nie uaktywniłem sharingana.
- Przejdźmy do konkretów - chrząknąłem, zakładając ręce na piersi, czujnie ją obserwując.
- Konkrety, powiadasz? - Uniosła kilkukrotnie jedną brew do góry, a na jej usta wpełzł cwany uśmiech. - Mam dwadzieścia cztery lata, pochodzę z Koryntu, jes…
- Konkrety dotyczące organizacji - przerwałem jej chłodno, lecz ta zdawała się być ubawiona po pachy.
- Dobrze, że wspomniałeś. - Założyła ręce pod głowę, krzyżując nogi. - Przed przyjściem tutaj, rozmawiałam z Painem. To dzięki niemu, Hekka dostała plany pałacu. - No i teraz wszystko wydawało się być jasne. Pain wykonał jutsu transformacji na jednym ze swoich ciał i unikając ludzi z mocą  dostał się do biura. Tylko czy na pewno  ludzie z mocą  potrafią wyczuwać chakrę i na odwrót?
Zmarszczyłem brwi.
Zawsze czułem chakrę Imrin, która z tego co się okazało posiada moc, a nie energię mojego kontynentu, co oznacza, że potrafimy wyczuć siebie nawzajem. *Zapamiętać, jako ważną informację.*
- Przekazał coś?
- Pozwolenie dla ciebie na podróż do stolicy. Hidan, Deidara, Sasori i Kakuzu maja pozostać w siedzibie i czekać na wojnę - prychnęła z dezaprobatą. - Już blisko.
- Tak sądzisz? - spytałem, nie zawierając w tym pytaniu ani krzty emocji. Z resztą nie zrobiłem tego od początku naszej rozmowy, co jak widać nie zraziło jej do udzielenia mi informacji.
- Hah - zaśmiała się z nostalgią, zamykając oczy. - To co sądzę, nie ma najmniejszego znaczenia. - Dmuchnęła do góry, gdy kilka włosów spadło jej na czoło. - Fakty są takie, że wybuchnie ona na dniach. Tanada wyludnia wioski, chce nas sprowokować. I udało mu się to - warknęła.
- Mirva?
- A kto inny - fuknęła otwierając oczy i podnosząc się na łokcie, aby zaraz z powrotem je zamknąć. - Nie patrz mu się w oczy, nie patrz mu się w oczy - nuciła pod nosem, ponownie kładąc się. - Na Koryncie chyba nie ma osoby, która nie słyszałaby o Mirvie i Kahirze. U was podobno kręcą już filmy, więc mogę powiedzieć, że one mają scenariusz na hit wszechczasów.
- Widzę humor się trzyma - mruknąłem. Imrin i Kahira to ta sama osoba, w co nadal jest mi trudno do końca uwierzyć. To wydaje się nierealne.
- Kiedyś musi - westchnęła. - Gdy Mirva się ujawni, rozpęta się piekło, które pochłonie mnóstwo istnień. - Zakryła oczy przedramionami. - A jakby tego było mało, przypałętaliście się jeszcze wy. Kolejny problem.
Ona chyba nie była do końca świadoma, do kogo się zwracała. Moja mroczna sława dotarła praktycznie wszędzie, lecz… chyba nie tu. Ciekawe, jak wyglądałaby jej reakcja na wieść o mojej przeszłości i czy nadal byłaby taka pyskata. Jestem skłonny…
- Wiem, że jesteś istną maszyną do zabijania, ale mnie tknąć nie możesz, więc zakończmy ten temat, choć się jeszcze nie zaczął - powiedziała znudzonym głosem. Moje zdziwienie zaczęło wdrapywać się na następny poziom. - Macie tych swoich Hokage, przepisy, ANBU, bla bla blaaa. - Machnęła ręką.
Zacząłem jej się ponownie dziś przypatrywać. Jej krótkie czarne spodenki odsłaniały długie nogi pełne małych, bądź większych blizn. Niektóre były świeże,  na łydce miała nawet opatrunek. Bluzka, którą miała na sobie uwydatniała kilka jej cech wyglądu, włączając w to płaski brzuch. Jej ręce przyozdobione w dwie skórzane bransoletki również pokrywały nierównomiernie zadrapania i ślady po odbytych walkach, lecz byłem skłonny stwierdzić, że jej bezczelność była pierwszą rzeczą, na którą zwracało się przy niej uwagę. Wygląd nawet najlepszy niknął przy pierwszych wydanych przez nią słowach.
- Nie śpij, bo cię okradną. - Opuściła nogi, siadając na krawędzi.
- Od kiedy masz chakrę? - spytałem, ignorując jej zaczepkę. Trzeba z nią postępować jak z dzieckiem. Kiedy pokażę, że mnie to nie rusza, ono przestanie, szukając innej strategii zwrócenia mojej uwagi.
- Sądzisz, że powiem ci teraz jeden z większych sekretów mojego życia, podając ci informacje, które mogą uwolnić was od Mirvy, osoby, którą jako jedną z niewielkiej grupy osób darzę szacunkiem? - Wyprostowała się, przeciągając. - Widzę humor się trzyma. - Uśmiechnęła się lekko, obdarzając mnie czystym sarkazmem. - Naprawdę jesteś zabawny.
- Czym różni się moc od chakry? - zapytałem, znów ją ignorując.
- Aaa, już wiem! - Oparła ręce na biodrach, emanując sztuczną dumą. - To taka gra, kiedy ty zadajesz pytania i niezależnie od mojej odpowiedzi zrobisz to ponownie? - Przewróciła oczami, nadal nie skupiając ich na mnie. - To jest słaba zabawa. - Zmarszczyła brwi. Za mało w niej humoru.
- Odpowiesz na jakiekolwiek zadane przez mnie pytanie, czy będziemy się traktować jak dzieci? - mruknąłem, nie spuszczając z niej wzroku. Ona jednak wydawała się być rozluźniona, nie robiąc sobie nic z moich słów. Nie wiem, czy kiedykolwiek spotkałem się z tak wielkim lekceważeniem mojej osoby przez kogoś, kto zdawał sobie sprawę z czynów, które popełniłem w przeszłości.
Albo jest wyjątkowo głupia, albo odważna z dużą dawką pewności siebie.
- Wątpię, ale możesz próbować. - Zeskoczyła na podłogę, wkładając ręce w kieszenie spodenek. Była dość wysoką dziewczyną, gdyż kiedy stała wyprostowała, mogła prawie patrzeć mi się prosto w oczy, co było nowością. Wydawało mi się, że Imrin była wyjątkowo wysoka, sięgając mi do brody. Wszystkie kobiety na Koryncie są takie wysokie?
- Kiedyś poniesiesz konsekwencje swoich słów - powiedziałem, obserwując jej reakcję, która zaskoczyła mnie. Nie było to kpiące zbycie mojej uwagi, czy sarkastyczne spojrzenie w okolice mojej klatki piersiowej. Spoważniała, unosząc wzrok, patrząc mi się prosto w oczy.
Tęczówki dziewczyny miały stalowo szary kolor i na pewno były jej groźną bronią, której do tej pory jeszcze przede mną nie użyła. Mimika jej twarzy dawała mi ogrom informacji o tym, o czym myślała i w tym momencie nie było to nic dobrego.
- Nie chcesz być osądzany po pozorach, więc sam tego nie rób, bo możesz się bardzo przejechać - powiedziała, ruszając w stronę wyjścia. Otworzyła drzwi i odwróciła się przez bark, stając w przejściu. - Za dziesięć minut Pain zwołuje konferencje, wszyscy macie się “zjawić”. Chyba nie oczekiwałeś, że powie mi wszystko. - Wykonała krok, lecz znów się zatrzymała. - Pospieszcie się, bo pozostało wam niewiele czasu. - Zamilkła na moment, a ja zastygłem w miejscu czekając, aż coś jeszcze powie. - Talitha, Góry Mayoba i “drugi szczyt”. Tyle jestem ci w stanie powiedzieć. - Zamknęła drzwi, zostawiając mnie samego w tajnym pomieszczeniu Hekki.
Talitha, Góry Mayoba i “drugi szczyt”?
Sądzę, że jeszcze pogramy w grę na zadawanie pytań, Sheeiren.
Dyara
- Krzyk mordowanego człowieka nie mieści się w normie - powiedział Raito, a ja zesztywniałam. Uruchomiłam sharingana, widząc teraz dokładnie co działo się w wiosce. To była rzeź.
- Musimy coś zrobić - powiedziałam, zaciskając pięści.
- Iść do Kayi, aa potem jak najszybciej stąd uciec - odparł natychmiast, nadal nie mogąc oderwać wzroku.
- Nie to miałam na myśli - warknęłam.
- Wiem, co miałaś na myśli, ale nie pójdziemy ich ratować - uciął, łapiąc mnie za nadgarstek i ciągnąc w stronę chaty.
- Nie możemy ich tak zostawić, zastanów się! - Wyrwałam rękę, mocno zapierając stopy o ziemię.
- To ty się zastanów! - ryknął, a ja ze zdziwienia otworzyłam oczy.
Raito właśnie na mnie krzyknął.
- A…
- Jeśli się teraz ujawnimy do odpowiedzialności zostanie pociągnięta cała Konoha, a ja nie jestem pewien, czy wygralibyśmy to starcie, bo nie mam pojęcia o ich sile, a wasza podróż na Korynt poszłaby na marne! - Złapał się za głowę, drżąc z wściekłości. - Zacznij martwić się o siebie! Jestem tu, żeby pozbyć się twojej klątwy, a nie wybawiać obcy kraj.
- Mamy ich tu teraz zostawić na pastwę losu? - warknęłam.
- Wyludniłbym cały ten kontynent, jeśli miałbym pewność, że uwolnisz się od tego pieprzonego dziadostwa.
Zabrakło mi tchu. Spodziewałam się po nim wielu tandetnych wyznań miłości i sądziłam, że mnie one nie ruszą. Usłyszałam jednak słowa dość oryginalne i zaskakujące same w sobie. Jeszcze nikt mi nie powiedział, że zabiłby dla mnie tysiące osób. To trochę sadystyczne, lecz poczułam wagę tego bądź co bądź stwierdzenia tak dotkliwie, że nie potrafiłam mu odpowiedzieć.
- Pójdziesz po dobroci, czy mam użyć bardziej drastycznych środków? - Yamura nieco ochłonął, przekrzywiając lekko głowę, gdy do mnie mówił, patrząc mi się prosto w oczy.
Był jasnym punktem wyróżniającym się pośród ciemności. Stał niczym wyjście awaryjne z którego mogłam skorzystać, bądź je porzucić. Miałam możliwość wyboru, czy on tego chciał, czy nie, lecz im dłużej nad tym myślałam, tym bardziej opowiadałam się za jego stanowiskiem.
- Wracajmy - powiedziałam, a on odetchnął.
- Wreszcie zaczynasz słuchać się ludzi, którzy naprawdę chcą dla ciebie dobrze - rzucił, odwracając się, aby rozpocząć bieg. Po chwili pełnej sprzeczności w mojej głowie, ruszyłam za nim.
Biegliśmy w ciszy, w kilka minut znajdując się za płotem okalającym domek znachorki. Stanęliśmy przed drzwiami chaty, patrząc po sobie. Skinęłam głową, a Raito nacisnął klamkę.
- Już czas - powiedział głos tonący w mroku, który dla mnie jednak nie miał żadnych tajemnic. Kaya siedziała na podłodze po środku pokoju ze skrzyżowanymi nogami i rękoma na kolanach. Złapałam Raito za rękę, prowadząc o w jej stronę. Pociągnęłam go w dół, aby również usiadł i popatrzyłam się na kobietę. - Podejdźcie - rzekła, patrząc się prosto na mnie pomimo grobowych ciemności. Zrobiliśmy to, o co prosiła.
- Cała wioska… - zaczęłam, lecz przerwała mi machnięciem ręki.
- Natychmiast opuścicie to miejsce i skierujecie się w Góry Mayoba. - Pstryknęłam, a kula ognia zawisła pomiędzy nami. Chciałam aby Raito cokolwiek widział, skoro i tak jej nie rozumiał. - Gdy tam dotrzecie będziecie podążać za wskazówkami, które same wam się ukażą. Przeznaczenie czuwa - powiedziała tonem mentora, kiwając głową. - Uważajcie na tych co z szablą ganiają i tych co dobrze udają. Przestróg przestrzegajcie dokładnie, bo ktoś w tarapaty popadnie.
Usłyszeliśmy rżenie koni i odgłosy uderzeń stalowych zbroi. Spojrzałam szybko na Raito, który cały spięty siedział obok mnie, wpatrując się w kobietę.
- A teraz idźcie, czas na was. - Zamknęła oczy, składając dłonie. Natychmiast - warknęła, na co wstałam.
- A co z tobą? - spytałam, będąc pewną, że sama nie poradzi sobie z Królewską Armią.
- Spełniłam swoją misję, choć okazało się, że była ona wcale niepotrzebna - westchnęła. - Wasz brat też już to wie, przechytrzył przeznaczenie. - Zmarszczyłam brwi, zbliżając się do wyjścia, gdyż dźwięki były coraz głośniejsze. Czyli jest to możliwe.
- Dziękujemy za wszystko, uratowałaś nam życie. - Blisko drzwi stały nasze plecaki. Każde z nas wzięło swój, a ja złapałam za klamkę.
- Taki był mój obowiązek. - Opuściła dłonie i otwarła oczy. - Żegnaj Uchiha i nie zapominaj, że przeznaczenie kołem się toczy.
Wybiegliśmy na dwór, nie odwracając się nawet na chwilę. Za pomocą chakry przyspieszyliśmy do maksymalnej prędkości, jak najszybciej chcąc znaleźć się w lesie. Zdyszana oparłam się o kolana, gdy znaleźliśmy się w obrębie drzew. Gdy uniosłam głowę, chata stała już w płomieniach.
- Nie! Zakryłam sobie usta, tłumiąc krzyk.
- Chodź. - Raito pociągnął mnie za dłoń, a ja jak zahipnotyzowana wpatrywałam się w ogień.
- Naprawdę pozostawiam po sobie tylko zniszczenie - powiedziałam, zdając sobie z tego sprawę.
*Lepiej późno niż wcale. A to dopiero początek.*
Potrząsnęłam głową, ruszając biegiem za Raito. Wiem, czyj to był głos. Wiem i przyprawia mnie to o ciarki.
Witaj, Enya.
Sasuke
- Imai, jesteś oznaczona listem gończym, więc łaskawie zamknij swoją mordkę i nie rzucaj się w oczy - rzuciła pod nosem Mirva, będąca pod postacią kobiety o długich brązowych włosach i normalnym odcieniu skóry, wpatrując się w kolumnę ludzi idących w stronę murów odległego od nas o jakiś kilometr miasta.
- Sugerujesz, że nie umiem siedzieć cicho? - prychnęła, opierając się o drzewo.
- Nie sugeruję, znam cię - odparła.
- Mam pomysł - powiedziała Sakura, która uparła się, że musi z nami iść. Nawet Kiba nie przemówił jej do rozumu, a prawnie nie mógł jej zakazać pójścia, bo była podciągnięta pod kolumnę “Delegacja Uchiha”, a nie zwykła “Delegacja”, jak Izunuka i dwóch ANBU. Mnie nie posłuchała tym bardziej, przez co przestałem się do niej odzywać tak, jak obiecałem.
- No? - spytała Shee, która jak się okazało rangą dorównywała Mirvie, kierując drugą częścią frakcji, a obie odpowiadały jedynie przed Thorem, który nadal owiany był tajemnicą.
- Myślałam nad tym pół drogi i sądzę, że będzie to najłatwiejszy sposób dostania się do środka - westchnęła, poprawiając plecak. - Wprowadzę nas dwie w stan śpiączki, a wy wniesiecie nas na plecach pod pretekstem szybkiego znalezienia lekarza, czy coś w tym stylu. Powiecie, że czymś się zatrułyśmy. Z tego, co się zorientowałam, pod względem medycyny Korynt jest całkowicie w tyle, więc nie powinno być z tym problemu.
- Nie mogłaś tak od razu? - Mirva uśmiechnęła się szczerze i był to pierwszy raz, kiedy zarejestrowałem ów zjawisko.
- Nie dam zrobić z siebie warzywa. - Imai zmrużyła oczy, patrząc na nas nieufnie.
- Nic ci się nie stanie - próbowała tłumaczyć Sakura.
- Co mi po waszych konohańskich obietnicach?
W sumie, to jej się nie dziwiłem. Chakrę odkryła w sobie niedawno, pojęcie o jej funkcjach było u niej znikome, a leczenia za pewne sobie nawet nie wyobraża. Musiała być to dla niej kompletna abstrakcja.
- Wprowadzę strażników w genjustu, ale sam pomysł z chorobą jest dobry - powiedział Itachi, wpatrując się w wędrujących ludzi.
- Więc bierzecie je na plecy, wy - popatrzyła na Sheeiren i Sakurę - nie odzywacie się, ani nie ruszacie. Itachi - skierowała swoje spojrzenie na mojego brata - wprowadzisz straż przy bramie w genjustu, apropo wyglądu Shee.
- Tak - potwierdził. Już uzgodniliśmy, że dla bezpieczeństwa jedynie Mirva użyje transformacji. Gdybyśmy zrobili to zbiorowo możliwość wyrycia nas przez ludzi z mocą wzrosłaby drastycznie, a tego chcieliśmy uniknąć do momentu dotarcia pod pałac.
- Dobra, więc zbierajcie się. Czas nam ucieka.
Było koło szesnastej. Wyruszyliśmy o świcie, a podróż zajęła nam jakieś niecałe dziesięć godzin. Konie zostawiliśmy w przydrożnej karczmie, dochodząc do wniosku, że teraz będą stwarzały jedynie problemy.
Sakura podeszła do mnie, a ja nadal bez słowa wziąłem ją na plecy. Uparłem się i nie będę z nią rozmawiał. Dotrzymam słowa.
- Nie będę właziła na plecy obcemu facetowi, Mirva. Szanujmy się - warknęła cicho Sheeiren tak, aby usłyszała to tylko Zielona. Jednak z racji, że stałem najbliżej było mi dane to słyszeć i miałem ochotę się roześmiać. Mój brat, etatowy morderca do którego nadal nie mogłem się przyzwyczaić i ufałem mu tyle co nic, miał robić za tragarza jakieś panny z Koryntu. Tego świat jeszcze nie widział.
- Jest przystojny, nie narzekaj. - Puściła jej oczko rozbawiona złością koleżanki. Aż miałem ochotę prychnąć. Byłem pewien, że jednak Itachi również to słyszał. Oczywiście nic po sobie nie pokazał, ale coś kazało mi w to wierzyć.
Sheeiren zacisnęła pięści i zmarszczyła brwi, podchodząc do niego. Stanęła przed nim jak kłoda, mówiąc:
- Tak… To ten moment, kiedy bierzesz mnie na plecy.
- Dobra, przestańcie się pieprzyć w jakieś idiotyczne rozmowy - ucięła Mirva, choć nadal uśmiech błąkał się jej po ustach. Jako pierwsza wyszła z lasu, niknąc w tłumie ludzi. Podążyłem za nią, a Sakura rozluźniła się, oplatając rękoma moją szyję, chyba naprawdę mając zamiar spać.
- Kiedyś się zastanawiałam, czy używasz jakiś specjalnych perfum, że masz taki specyficzny zapach - mruknęła sennie, wtulając głowę w moje ramię.
- Specyficzny, że śmierdzę, czy specyficzny, że da się wytrzymać? - Złamałem na moment moje postanowienie, ale byłem ciekawy co miała mi w tym temacie do powiedzenia.
- Zapach mężczyzny - zaśmiała się, kręcąc lekko głową. Nadal nie wiedziałem, czy to obelga, czy raczej komplement. Ech.
Podążaliśmy w kolumnie ludzi, zmierzających ku bramie. Dziś był dzień, kiedy otwierano ją dla przejezdnych kupców i zwykłych ludzi, którzy mieli jakiś powód, aby stawić się w Tristam. Z tego co powiedziała Mirva, to z reguły żądano dokumentów, ale znając odpowiednie hasła i mając woreczek pełen monet można było tego uniknąć, jeżeli ludzie dookoła nie zauważą nic dziwnego. W takim razie nasz kamuflaż z chorobą wydawał się idealny.
Szedłem, nie skupiając się na niczym szczególnym. Mieliśmy do przejścia coś ponad kilometr, nie mówiąc nic o staniu w kolejce, której istnienie Mirva… pominęła. Zaczęliśmy wyprzedzać ludzi, wozy, zwierzęta, ignorując kolumnę, w jakiej się ustawili, czekając na swoją kolej. Jak tu się nazywali ci, co im wszystko wolno i jak to mówili, usprawiedliwiając swoje czyny?
A!
“Jesteśmy jeno szlachtą.”
Nie do końca rozumiałem, co to znaczy, bo pojęcie szlachta było dla mnie raczej abstrakcyjne, ale poczułem się jakbym był ponad tymi wszystkimi ludźmi. W większości byli to wieśniacy ubożsi bardziej bądź mniej. Ich ubrania nie były tak wytworne jak ludzi na przykład w Harace. Byli po prostu biedni.
Spojrzałem za siebie, gdzie szedł Itachi z Sheeiren na plecach, która zignorowała wytyczne Mirvy, mając szeroko otwarte oczy i co chwilę warcząc coś mojemu bratu do ucha, który kompletnie ją krótko mówiąc olewał. Nie zdążyła go jeszcze poznać, więc nie wiedziała, że on rzadko mówił cokolwiek i nigdy się nie kłócił, zachowując totalną powagę. Uch, to będzie ciężka relacja przy jej charakterze.
Byliśmy coraz bliżej bramy. Mieliśmy do niej już kilka metrów, kiedy odbiliśmy lekko w lewo w stronę budki strażników. Mury okalające miasto były wysokie na ponad dziesięć metrów i za pewne grube na tyle, aby ochronić mieszkańców przed armatami - wynalazkiem tutejszej ludzkości, który dla mnie był niepraktyczny. Po co strzelać ciężkimi kulami z armaty, jak można rozpieprzyć te mury pięścią - jak Sakura - albo kulturalnie wjechać na ogromnym wężu? Dziwny ten Korynt.
Ludzie stojący w kolejce patrzyli na nas z nienawiścią. Ktoś nawet wystartował do Itachiego, lecz ten jedynie się na niego spojrzał i można powiedzieć, że na tym konflikt się zakończył.
Strażnicy z mieczami w pochwach spojrzeli na nas podejrzliwie. Sakura już w ogóle się nie ruszała, a Sheeiren też już chyba zamilkła. Mirva gestem dłoni kazała nam stanąć, a sama weszła do budki, gdzie siedział trzeci strażnik. Staliśmy jak banda kołków i muszę przyznać, że trochę się denerwowałem. Nie byłem pewien jak zareaguję, gdy ktoś będzie chciał mnie aresztować. Może nie odrąbię mu od razu głowy, ale jakiś uszczerbek na zdrowiu na pewno spowoduję.
Spojrzałem na Itachiego, który niewzruszony stał obok. Dziewczyna na jego plecach miała na głowie kaptur, a jej nogi pełne blizn zakryte zostały czarnymi getrami. Wczoraj gdy powiedziałem o tym Sakurze - jeszcze przed tym jak się pokłóciliśmy - doszła do wniosku, że jeśli ją polubi, to jej je usunie.
Po chwili Mirva z uśmiechem na twarzy podeszła do dwóch strażników, pokazując im jakiś papierek - za pewne przepustkę - a oni skinęli głowami i kiwnęli na nas ręką. Ruszyłem w ślad za Zieloną (nie mogłem się przyzwyczaić, że po henge miała normalny odcień skóry). Kolejny strażnik stojący przy ogromnej korbie wykonał jakiś znak dłonią, a brama zaczęła się unosić. Towarzyszyła temu seria dziwnych, głośnych dźwięków, na co Sakura zadrżała. Przeszliśmy przez mury, mając przed sobą… ogromne miasto, którego końca nie widziałem.
Było tłoczno i gwarno. Mnóstwo ludzi latało to w prawo to w lewo, a ja westchnąłem. Czy oni wszyscy nie mogą się przymknąć? Jakbym im łby poobcinał, od razu byłoby spokojniej. Kiedyś to chyba zrealizuję.
- Udało nam się wejść bez rewizji. Wyglądajcie na rozluźnionych i chodźcie za mną - powiedziała Mirva, nawet na nas nie patrząc.
Mogłem jedynie podążać za nią w tym labiryncie pełnym irytujących i drących się ludzi.
Itachi
- Jak się wykonuje te wasze jutsu?
Sheeiren zadała mi już naste pytanie, które tak samo jak wszystkie poprzednie zignorowałem. Mimo, że nie wierciła się i nie była ciężka, nie miałem ochoty streszczać jej wszystkiego na temat chakry. Ani nie było to miejsce, ani czas na takie rozmowy. Z resztą ostatnie na co miałem ochotę to uczyć ją jej kontroli Talent mentorski może w sobie miałem - wyszkoliłem Raito - ale nigdy nie uczyłem żadnej dziewczyny. Imrin nigdy nie potrzebowała korepetycji z czegokolwiek, dzięki czemu tę pozycję na liście do zrobienia miałem z głowy.
Moje kruki już od wczoraj krążyły po Harace i Tristam, zdobywając informacje na jej temat. Jedyną alternatywą, która dawała mi powody, aby porozmawiać z Imai była właśnie możliwość dowiedzenia się więcej o Imrin. Dziewczyna była wysoko postawiona i z tego co zauważyłem nie dawała sobie w kaszę dmuchać, a takich ludzi cechuje z reguły zdolność posiadania wiedzy niedostępnej dla ogółu, bo zrobią wszystko, żeby ją posiąść.
Kiedy szliśmy za Mirvą zagłębiając się w kolejne uliczki i alejki stolicy Koryntu przeanalizowałem wszystkie “za” i “przeciw” udzielenia Sheeiren odpowiedzi.
- Musisz najpierw nauczyć się idealnej kontroli chakry wykonując mnóstwo przeróżnych ćwiczeń, aby dopiero później móc używać jutsu. Daleka droga przed tobą - powiedziałem, kiedy skręcaliśmy w jakąś mniej ruchliwą uliczkę.
Czujnie rozglądałem się dookoła, lecz Mirva umiejętnie prowadziła nas tak, że nie trafiliśmy na żadnego strażnika. Widocznie dobrze znała miasto, co mnie w sumie nie zdziwiło. Jeśli okryła się tak mroczną sławą, na pewno musiała dokonać czegoś wielkiego i z tego co wiem, to właśnie w stolicy rozegrały się czołowe wydarzenia jej życia.
- Nauczysz mnie? - mruknęła niechętnie. Posiadanie chakry i nieumiejętność z jej korzystania na pewno musiała być irytująca. To tak jakbym posiadał potęgę, nie umiejąc jej używać. Rzeczywiście, wkurzające.
- Co dokładnie zrobiła Imrin, że jest kojarzona z Mirvą? - spytałem, przepychając się przed gromadkę ludzi, którzy zatarasowali przejście. Stali chyba w kolejce do sklepu. Popatrzyłem na witrynę, w której było pięć rzeczy na krzyż. Chyba wkraczaliśmy na teren miejscowych slamsów.
- Powiem ci o niej wszystko co wiem, plus dołożę kilka informacji o Mirvie, jeśli nauczysz mnie kontroli - powiedziała pewnie. Przez ten czas zdążyła się już rozluźnić i zmusić się do zamknięcia oczu i nie wiercenia się. Położyła głowę na moim ramieniu tak, że żaden obserwator nie zauważyłby ruchu jej ust, gdyż skierowane były w stronę mojego ucha. Z boku można by uznać, że rozmawiam z Sasuke, który tak samo porozumiewał się z Sakurą, więc byłem względnie spokojny.
Podczas podróży Mirva ostrzegła nas, że możemy być szpiegowani, więc pilnowałem się na ile mogłem. Miałem talent do nie zwracania na siebie uwagi kiedy tego chciałem, lecz jak na złość bagaż na moich plecach miał zdolność do robienia czegoś kompletnie przeciwnego.
- Umowa stoi - mruknąłem i byłem pewien, że na jej ustach właśnie zagościł uśmiech pełen satysfakcji. - Ale opowiesz mi jeszcze o Talithie i tych górach.
Dziewczyna przez chwilę milczała, za pewne analizując, czy się jej to opłaci. Dyara razem z Raito byli właśnie w trakcie podróży w tamte rejony, a od tej Kayi nie dowiedzieli się niczego spektakularnego, prócz kolejnego życiowego wierszyka. Znachorka jednak powiedziała, że “oszukałem przeznaczenie” - o ironio - a udało mi się to, zdobywając informacje właśnie od Sheeiren, więc może uda mi się po raz drugi.
- W takim razie nauczysz mnie kilku jutsu.
Wiedziałem, że nie będzie łatwo. Nic za darmo, nic za darmo. Ale w sumie czego się spodziewałem?
- Dobrze - powiedziałem, kiedy Mirva skręciła w jakieś zejście po schodach w dół zakończone drewnianymi drzwiami. Bez słowa zapukała w nie, używając jakiegoś szyfru, bo rytm nie był jednolity.
Budynek był stary, pozbawiony ozdób. To jedna z wielu kamienic na tej ulicy, ustawionych w rzędach. Popatrzyłem na Sasuke, który wpatrywał się w niebo, a spod materiału jego bluzki wypełzł mały wąż. Widzę, że nie tylko ja lubię być poinformowany.
- Chodźcie. - Machnęła na nas ręką. - Czas odebrać broń. Niedługo będzie nam potrzebna.
Z Sheeiren na plecach zszedłem na dół, do zaciemnionego pomieszczenia. Nasza wizyta w stolicy zaczęła się nabierać tempa po tym, co tam zobaczyłem.
***
Yyy. Wypadałoby powiedzieć przepraszam i to właśnie robię. Wybaczcie mi za tę gigantyczną przerwę. Miałam poważny problem z zabraniem się do napisania tej notki. Potrzebowałam też trochę odpoczynku od tej historii i oficjalnie ogłaszam, że już się on zakończył. Wracam do regularnego pisania historii rodzeństwa Uchiha ;)
Jak widzicie w opowiadaniu pojawiła się Shee. Musicie mi to wybaczyć, nie mogłam się powstrzymać xd Możecie być pewni, że Itaś nie wpadnie już w łapska Imrin xd 
Dziś jest dzień, kiedy mój fanpejdż osiągnął liczbę stu lajków. Nie wiecie nawet, jak bardzo się cieszę! <3 A myślałam, że nigdy do tego nie dojdzie T_T DUMNA MNIE ROZPIERA!
Ale! To nie jedyne powody. Chciałabym się wam pochwalić, bo mam dwie niezmiernie utalentowane przyjaciółki. Jedna ma olej w głowie i dzieli sie tym ze światem KLIK, druga jeszcze nie, ale to tylko kwestia czasu, kiedy ulegnie mojej sile perswazji B|

Anyi  


To taki bonusik przeprosinowy xd
Mam nadzieję, że mnie nie opuściliście. Nie zniosłabym tego ;_;
Bywajcie!

22 komentarze:

  1. No cześć, Shee :>
    Tak sobie weszłam, aby sprawdzić czy ktoś coś napisał i widzę podstawowe trzy osoby: Miku, Soli i Sheeiren. I tylko Cb uraczę komentarzem ^^

    W sumie fajnych tekstów było tu w cholerę, ale z powodu, że jestem na telefonie, nie skopiuję ci i nie powiem które. Pamiętam tylko, że było coś o męskim zapachu xD

    No, Sheeiren Imai musi być obowiązkowo. Jeszcze tylko Rine daj :d Wgl, jak dobrze, że Imrin ma konkurentke, bo po prostu wkurwiała mnie. Tak oględnie mówiąc xD

    Ach i och. xd Teraz tekstem na podryw będzie "Zabiję dla Ciebie tysiąc ludzi!". Dziewczyny po prostu padną z wrażenia.

    Wgl, jaki Rina ma zajebisty talent *,* Po prostu pozazdrościć :/

    Bywaj, Imai, bywaj. xD
    Ps: Przepraszam za błędy, ale z telefonu :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj, czuję się zaszczycona! Serialnie! :D
      No tak. Sakura i jej ciężkie rozkminy o saskowym zapachu. Było coś takiego xd
      Mnie też irytowała! Pjona! <3
      No a ty byś nie padła? Facet oferuje, że wybije dla ciebie całą wioskę. Ja za takim szłabym w dym B|
      Coś tam jej się czasem uda ]:->
      Bywam! xD

      Usuń
  2. Przydałoby się wysmarzyć jakiegoś hejta, czy co, bo cię kupe czasu tu nie było, ale bądźmy litościwi, bo chapek jest, i sie trza cieszyć.
    A więc :
    Najbardziej w oczy rzuca sie ilość. Dlaczego tak mało?!?!?!
    My sobie tu żyły wyprówamy co 30 sekund bloga odświeżając, bo Kyoudaiek miał być, a ciągle nie ma, a jak już jest, to mało. Foch, normalnie. Czekam na rekompensatę na Karuzeli.
    Co do samego chapka ; moc jest, nie ze nie ma.
    Czekamy z niecierpliwością na paring Shee x Itaś, bo jakże by mogło nie być xp
    Albo epickie "Sposoby kulturalnego wejście do miasta by Sasek" XD
    Osłabłam.
    A so do koleżanek, to faktycznie bardzo zdolne, za10 punktów.
    Dziam, dziam
    Życzę duuuuużych przypływów weny i pozdrawiam
    Me

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dawaj te hejty! Czekam! Jestem na nie gotowa :<
      No okej, trochę mało. Notki na Karuzeli są dwa razy dłuższe, ale! Poprawię się, okej? ._.
      Oj rekompensata będzie i to duża xD
      Dobrze, mówcie mi, że ItaShee wam się podoba, to nie będę miała wyrzutów symienia, gdy wplotę tu za dużo tego wątku. Mówcie mi więcej xD
      Osłabłaś? xD Ale pamiętaj o oddychaniu xd
      Dziękuję serdercznie i pozdrawiam! ;D

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. Witaj!
    Od niedawna zacząłem czytać twojego bloga i muszę przyznać, że jest świetny.
    Od kiedy akcja rozgrywa się na Koryncie, podoba mi się jeszcze bardziej. Jedyne nad czym ubolewam to strażnicy pilnujący Sasuke, zastanawia mnie, czy on myśli nad tym, jak się ich pozbyć. Lubię postać Raito, wydaje się sympatyczna, a więc po tym co zrobił nadal mu kibicuję. Zauważyłem też, że w świecie blogów o Naruto częsty jest paring Itachi x Shee. Twój nick wymawia się Sheirin, Shiren czy jak? Pytam, gdyż obecnie czytam to Sheirin, a wolałbym czytać poprawnie (kiedyś taki sam problem miałem z Dursleyami). Wracając to Sheeirin jako naturalnej partnerki Itachiego (bo to już tak chyba można nazwać, para idealna)....Charakter Imai będzie taki sam, jak na innych blogach (już sobie wyobrażam jak nie lubi Sasuke)?
    Co do tego rozdziału - wyczekiwałem długo, obiecałem sobie, że od tego będę tutaj komentował - jak wszystkie poprzednie, podoba mi się. Tekst Raito oraz tekst o władzy na papierze- świetne. Rozmyślanie Sasuke o zabiciu ludzi + o wpadnięciu do wioski... pfuu! Miasta... na wężu, ogromnych rozmiarów - także ciekawe. Przy tych trzech imionach... Sneyd, Enya i tym trzecim, które zapamiętam do kolejnego rozdziału od razu pomyślałem o kimś takim jak Laeddis z Wyspy Zapomnienia (mam książke, a ostatniow TV puścili) - po prostu te imiona są tak dziwne, że kojarzą mi się z wariatami (co biorąc pod uwagę ich dokonania... ale umówmy się, że wszyscy są wariatami, tylko udają normalnych :) ).
    Co by tu dodać... mam! Życzę Kibie śmierci (pewnie to nic nie da, ale jednak mu życzę). Sakura i Shee znalazły sobie tragarzy. Te to fajnie mają.. Ciekawi mnie, kiedy Uchihowie doznają kolejnego spotkania z przodkami (mam tu na myśli te wizje, m.in. rodziców). Przepowiednia?
    W końcu jakaś nie mająca nic wspólnego z wybrańcem Naruto. Interesuje mnie, jak się rozwinie sytuacja z tą przepowiednią, czy któremuś z Uchiha nagle zechce się masakry, lub wręcz przeciwnie, przyczynią się do rozkwitu Koryntu i rozpoczęcia jego kontaktów z kontynentem shinobich (gdyby Kraj Ognia załatwił sobie wyłączność na handel, dużo by zyskał).

    Dobra, końzę, bo chyba mogę tak bez końca, a oczy bolą po tym dniu. Życzę weny, weny, Itachiego, świetnego miesiąca, kolejnego rozdziału jak najszybciej... o Itachim wspominałem?

    Pozdrawiam,
    Jikukan Ido.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, odpowiem, a co! xD Shee chyba się nie fochnie. Chyba...

      Czyta się Szeiren/Szejren. A jest często ten paring, bo Shee to taki fejm i wszyscy ją dają do opowiadań.B|

      Usuń
    2. Nie żaden fejm tylko wie gdzie się wepchać XD
      Ale za reklamę jej dziękuję <3
      A Tobie, Miku, dziękuję za pochwałę ^_^

      Usuń
    3. Kurwdę, tyle komplementów w jednym komentarzu xd Jak przeczytałam to po pierwszej w nocy, to potem usnąć nie mogłam :D
      Yess, seria II powinna być bardziej... po prostu bardziej w odniesieniu do wszystkiego. Pierwsza leży i kwiczy, a początki Kyodai to istna masakra piłą mechaniczną, nakierowana na wasze mózgi. Wybaczcie x.x
      Jedynymi strażnikami Saska są Sakura, Itachi, Mirva i Shee. Chyba, że coś źle zrozumiałam xd
      Ach! Fan Raito! A jednak jeszcze ktoś taki istnieje. Ktoś, kto nie chce pozbawić go tego, co dla faceta ważne. Masz plusa B|
      PARING ITASHEE JEST CZĘSTY? :O
      Lubię swoje zdolności perswazji i często ich używam, ale żeby aż często? <3 Byłabym ogromnie wdzięczna, jeśli powiedziałbyś mi, gdzie się jeszcze na niego natknąłeś, prócz moich wypocin oraz bloga Soli. Będę dozgonnie wdzięczna! :D
      Szejren :D (lecz Shee czyta się już po prostu „Szi”) Tak, para idealna. Trafiłeś w sedno! xD Oczywiście, że Shee zostanie sobą. W sensie będzie nieprzyjemna, wredna, sarkastyczna i ironiczna jak jej twórczyni. Kopiuj, wklej :>
      Ten wąż widzę stał się jedną z głównych atrakcji notki xd Jak piszę na zmęczeniu wychodzą mi takie oto dziwne pomysły i to właśnie jeden z nich xd
      Nie mam pojęcia czym jest "Wyspa Zapomnienia", ale chyba niedługo zgłębię tajemnice tej (chyba) serii. Widzę, że udało mi się nadać im właściwe imiona. Dokładnie tak miały wam się kojarzyć. Ja tam jestem wariatką i jest mi z tym wyjątkowo dobrze :D
      Zemsta na Kibie, powiadasz? Tak mnie zmotywowałeś tym komentarzem, że dziś na geografii napisałam prawie dwie strony i... nie ma tam nic dobrego dla Izunuki. Chociaż tak jestem w stanie się odwdzięczyć :D
      Hmmm, że tak powiem zdążą jeszcze ze Starszymi porozmawiać ;>
      Mam tendencję do psucia całej wcześniejszej fabuły w kilku akapitach, więc że tak powiem wszystko jest możliwe.
      Yeey, wiesz, czego chcę ;D
      Pozdrawiam i bardzo dziękuję za komentarz ^^

      Miki: Czuwasz, dobrze! :D
      Rina: Stul dziób ._.

      Usuń
  4. Oh, Shee!
    Nie ma to jak jeść sałatkowo-obiadowy-podwieczorek i czytać Kyodai :)

    "Niech myślą, że mnie to nie obchodzi" - ah, Sasuś <3

    Bo trzeba być zawsze gotowym, na wszystko :D

    Przegapiłam coś, czy Murren, serio tak nie dobry? O wybacz, nie przystosowany społecznie?:d
    Nie ma to jak, dwie dobrane wariatki;d - Mirva i Imai.

    Ohoho! Jak śmiano zaatakować mój teran?! Ja nie wiem, co za ludzie xd
    Mirva nie boi się Thora, ale obawia sie jak wpływ może wywołać na resztę ekipy? Stworzyli grupę i w niej tworzą podgrupę? Tyle tajemnic!
    Co z tym Thorem? Jest aż tak przerażająco silny?
    I ta .. Talitha.. co mogło "podziałać"? Treningi? (Eksperymenty na ludziach ? 0.o)
    "Sneyd, Enya i Hyorn. Trójka, która prawie zrównała Korynt z powierzchnią ziemi" - fajnie, fajnie.. być nawiedzanym przez taką trójkę.. Skoro Sasuś już poznał Sneyda, a Dyara Enye, to czekamy na rewelacje Itachiego i Hyorna. Poza tym.. "...któremu nie można patrzeć w oczy.. "? Dlaczego?
    "Wiem, że jesteś istną maszyną do zabijania" - bo kto nie marzy o takim komplemencie? :d

    "Talitha, Góry Mayoba i “drugi szczyt”? " ? - znowu tyle zagadek! Skoro Dyara kieruje się w góry, to braciszkowie, też tam powinni podążyć, prawda?

    Biedna Kaya..

    Ha! I po co się było kłócić Sasuke? Nie dość, że Sakura wymyśliła świetny plan to i tak zmusiła go do odpowiedzi;d (I tak, to komplement, Sasuke. ;d)
    "Szanujmy się" <3 iiiii ItaShee zaczyna się dziać<3 - A tam Imrin.. jest Sheeiren! I koniec tematu;d

    "Po co strzelać ciężkimi kulami z armaty, jak można rozpieprzyć te mury pięścią - jak Sakura - albo kulturalnie wjechać na ogromnym wężu?" - umarłam, ze śmiechu;d

    Tak bardzo się cieszę, że jest rozdział! I tak, chcę więcej!
    I już 10% z następnego, tak dobrze :)
    Weny życzę :*
    Nami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I zostałam zmuszona dodać kolejny komentarz, przez Twoje głosowanie..
      Jestem bardzo szczęśliwa, że pytasz się nas, jakże cudownych czytelników, o zdanie w sprawie Twojej historii.

      Ale..

      No na wszystkie czekolady świata! Sama propozycja ItaShee jako zwykłego dodatku jest oburzająca;d
      Oczywiście, że wątek;d długi i wspaniały :)
      Bo, ponieważ, gdyż iż aczkolwiek:
      Sasuke ma Sakure, z czego się bardzo cieszę, bo Sasusaku i te sprawy:) Ale pasują do siebie, dbają, kochają i czekam na pierścionek (mimo wszystko, ciągle go chyba nie kupił, co?)
      Dyara i Raito (DyaRa? RaiDy? - nie umiem znaleźć skrótu 0.o), po wielu problemach, jednak są razem, tak? I tak ma być:)
      Lecz.. zostaje jeszcze Itachi... co prawda po przebojach z Imrin.. biedny, samotny, złamane serducho.. I mimo tego, że jest "istną maszyną do zabijania", powinien mieć.. może źle sformułowane, należy mu się coś od losu! I nie tylko w postaci jakże nieznaczącego dodatku (samo sformułowanie "dodatek" nie zawsze kojarzy się dobrze, poza tym - z racji tego, że każdy zawsze dąży do znalezienia swojej drugiej połówki [ach, ta natura!] Itachi jest najstarszy Kto jak nie on, zasługuje na "wątek" z Sheeiren? Jego młodsze rodzeństwo posiada taki "wątek", a On nie?
      Jak nic Uchihowska duma wygra, obrazi się, wyjdzie trzaskając drzwiami. [A co! Wolno Mu;d] - dobra kończę już te zdania w nawiasach.. xd)

      Reasumując:
      Jestem za "wątkiem", obywatelki obowiązek zrobiony (tak, tak zagłosowałam), ale chciałam Cię jeszcze odpowiednio do tego zmotywować!
      Amen.

      Nami

      Usuń
    2. NN - Niezawodna Nami <3
      Czasem myślę o tobie jako MS – Moja Studentka xD (wybacz xd)
      Słuchaj, ja nigdy nie narzekam na twoje komentarze. Dodawaj je jak najczęściej, nie obrażę się xD
      Muren jest szowinistyczną świnią, tyle ><
      Miałam cię uśmiercić, wiesz? Że wojna taka straszna, starcia takie brutalne, król taki niedobry BED REALITI, ale nie mogę tego zrobić, nie tobie xD
      Thor jest na razie enigmą B|
      Just Talitha B| Wychodzi na to, że jeszcze jednak mimo wszystko trzymam was w niepewności xd
      Hmmm, trochę ci zdradzę :3 Shee nie do końca wie, jak działa sharingan, a naczytała się o nim mnóstwa dziwnych rzeczy, więc sądzi, że działa on… 24/24 ;>
      „Istna maszyna do zabijania” - Jakbym tak usłyszała na macie, to bym się nie obraziła xD
      Choć po Mistrzostwach Europy w Witebsku, zostałam nazwana „polskim czołgiem” – i teraz to dlatego, że dobrze walczę, czy to dlatego, że jestem gruba? ._.
      Szanujmy się – nie wiem czy wiesz, ale Akemii już stworzyła „Typową Imai”, a moja przyjaciółka powiedziała, że zabierze się za „Typowa …” – wstaw moje prawdziwe nazwisko. Jeszcze będę tak sławna jak „dziwny pan ze Stocka” XDD
      Ten tekst o wężu, jak przeczytałam cały akapit jeszcze raz, rzeczywiście jest śmieszny xd Zgodzę się xd
      Dobrze, Nami! Więcej komentarzy! <3
      Wiesz, pytam się, bo… Mogę się zagalopować, że tak powiem xD a tego przecież nie chcemy xd ale twoje argumenty bardzo do mnie przemawiają i będę miała czyste sumienie xdd
      Racja, Itaś zasługuje na miłość B| Ale ja nie wiem, czy Shee będzie do tego skłonna. Z autopsji wiem, że to trudny człowiek xd
      Oby więcej takich obywatelskich obowiązków! B|
      Tak mnie zmotywowałaś, że właśnie odpaliłam Worda xd
      Oj, chyba procenty dziś podskoczą :3
      Trzymaj się! <3

      Usuń
    3. Wzruszyłam się. Autentycznie się wzruszyłam.
      Wchodzę sobie na fejsa - bo nie ma to jak przerwa między robieniem notatek.. a robieniem notatek - i co widzę? Że zmotywowałam Cię do pisania! (Jestem z tego taka dumna!)
      Nie masz za co przepraszać. "MS" bardzo mi się spodobało :)

      No właśnie, tak coś czułam, że z Murrenem jest coś nie ten teges.
      Że zabić? Chlip? Śmierć taka straszna.. heh?
      A tak serio. Wiem, że mnie lubisz ;) ale jeśli mam zginąć (ależ to dziwnie brzmi), to trzeba zginąć:) - show must go on i te pe i te de :)
      Ale wiesz.. zawsze mogę się poturbować, nogę złamać (lubię mieć jednak całe ręce xd) - i jakiś stojny Pan się mną będzie opiekował? <3 (Nie zbadane są wyroki Autorki!)
      Baka! Nie jesteś gruba (widziałam zdjęcia, nie wyłgasz się;d) poza tym "czołg", kojarzy się z czymś, co trudno pokonać (bo jest ciężkim przeciwnikiem, w tym znaczeniu, a nie, ze ciężki wagowo... - no weź xd) i czego się można obawiać - także to ogromny komplement jest:d

      Co do ItaShee.. nie wyobrażam sobie, że spojrzą sobie w oczy i BUM! Wielka miłość. Bo po pierwsze, nie spojrzą sobie w oczy, bo Sheeiren się boi xd ale jak Itachi ją ma uczyć, to się dowie co i jak:) a po drugie, ta dwójka ma specyficzny typ osobowości.. Opanowany Itachi i Sheeiren, która działa sercem, jest odważna i wydaje się emanować pewnością siebie - to "trudni" ludzie, chowający uczucia, zachowujący pewną dozę ostrożności.. jednak gdy już zaczną "coś" czuć, emocje będą trwałe i takie prawdziwe.

      Yyy, moje wieczorne rozmyślania, rozwalają nawet mnie :)

      W każdym bądź układzie, wierzę, że świetnie to stworzysz :)

      Tak, tak, to znów ja - Nami ;d

      p.s Wiem, ze teraz rozwalę cały efekt mojego "cudownego" komentarza. Ale jako studentka pedagogiki (wczesnoszkolnej <3) muszę troszczyć się o Twoją edukację.., bo nie zaniedbujesz jej, prawda? Nauka, treningi, blogi - to zajmuje mnóstwo czasu, a tu trzeba jeszcze jeść, wyspać się;d
      Pamiętaj, że nauka jest ważna, a my (znaczy się no, na pewno jaxd) możemy znowu trochę poczekać, nie chce, żebyś czuła się naciskana przez naszą ciekawość :)
      Piszę, to tak tylko dla upewnienia:) bo jeśli masz czas, dajesz sobie ze wszystkim radę - to jak najbardziej pisz:) Wena nie zając - wróci, a jak nie too yyy zaciągniemy ją siłą?
      ps.2 - Chciałaś więcej komentarzy? To teraz cierp :)

      Usuń
    4. Zawsze mogę ci odrąbać nogę, no tak xD why not?
      A wisz... facetów mam tu pod dostatkiem, a wola ałłtorki wobec ciebie bardzo łaskawa jest ;>
      Byłaś za Kibą, czy Raito? ;>
      Och, czołg nabiera innego znaczenia xD
      Wielka miłość? Hehe, nie B| Nie ma tak łatwo xd Te rozmyślania wieczorne, takie głębokie są, zaprawdę mówię ci. Uraczaj mnie nimi częściej xD
      Tak! Rozwaliłaś go xD Jeść? Haha, nie martw się xD Zawsze i wszędzie załatwie sobie coś do jedzenia, jak jestem głodna to robię sie niebezpieczna XD no ze spaniem to już inna historia... xd ale teraz przed zawodami się wysypiam, bo co będzie jak usnę na macie? :D a o moją edukację, moje liceum baaardzo się troszczy, uwierz <3 - dostaję w nocy zadania zmatmy na maila i mam je mieć na kolejny dzień rano, a wszystkie są "banalne i żałosne" nawet te z matury rozszerzonej na lekcji wprowadzeniowej <3 Bo przecież kto bogatemu zabroni .____.
      Imai zawsze daje sobie ze wszystkim radę. Zesrać się, a nie dać się! Pamiętaj :D
      Mogę przeżywać takie tortury! ^^

      Usuń
    5. Oks, teraz odpowiem krótko i zwięźle.
      Matematyka to zło! (Lub styl życia) ale z kolei moje licealne dodatkowe godziny rozszerzonego polskiego, wos'u i historii też za cudowne nie były.

      Kiba czy Raito? W znaczeniu, że dla Dyary?
      Kiba od początku odpadł, boo tak. Raito był świetny, ale zawalił.. i był Arthur, stojny blondyn, wobec którego miałam wątpliwości i szereg pytań, co już wiesz;d
      A jeśli pytasz tak ogólnie, to sam Kiba jest specyficzną osobą, jakoś za nim nie przepadam, już od początku Naruto, ale nie umiem wytłumaczyć czemu;d
      Zesrać się, a nie dać się ? Oks. Zapamiętam :D
      Nami

      Usuń
  5. Shee, ty mi więcej takich numerów nie wywijaj, bo wiesz co. Rany, tak długo tu nie byłam, że się w klimat wczuć nie mogłam, a tym samy skupić na czytaniu. Bo jak ciebie nie było, to się człek zajął innymi sprawami i co zdanie, to mi różne inne rzeczy przychodziły do głowy, a nie to co trzeba. Wszystko mnie rozpraszało, nawet moja głupia zielona ściana, a najbardziej to obiad. Na szczęście, po dłuższych zmaganiach z moim jakże nieogarniętym mózgiem, zdołałam ukierunkować swe myśli na właściwy tor. I bardzo się cieszę, bo miałam niezły ubaw. Raito jest bezbłędny (taki władczy, ach!) I tekst Sakury i perfumach też był świetny. W końcu się dowiedziałam co za mordy :D Ale jak mogłaś przedstawić się w tak okropnym świetle? Na pewno nie jesteś taką paskudą, ja to wiem. I jak ma się teraz Itaś zakochać w takiej złośnicy? Zobacz tylko jak robisz sobie pod górkę. I wystarczyło być trochę grzeczniejszą ;P "Tak... To ten moment w którym bierzesz mnie na plecy" skądś to znam... (dum, dum, detektyw Natalia na tropie ASW...), ale ksztusiłam się własnym śmiechem. Rozrywka dostarczona, więc jestem usatysfakcjonowana (uwielbiam to słowo). Mam nadzieję, że kolejna notka będzie jak najszybciej, żebym przypadkiem znów nie wypadła z klimatu ;P
    Weny!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kapitan Imai, melduje się!
      Jestę!
      Dobra, nie będę już tak znikać, szczególnie, że do końca Kyodai zostało kilka rozdziałów. A ja się tak starałam, a ty wolałaś zieloną ścianę. To takie smutne [*] (obiad przeżyję) Raito w końcu się ogarnął. Kiedyś musiał xD Za bardzo go lubiłam, żeby zostawić go dziwkarzem na zawsze xd
      Wiedz, że tych mordów będzie jedynie więcej! :3
      Jakim okropnym? Chciałaś powiedzieć w takich realnych xD Imai grzeczna? Szanujmy się :D
      Użyłam tego na ASW? Serio? EPIC FAIL XD
      Niezmierni się cieszę, żeś usatysfakcjonowana :3
      Będzie szybko... w miarę ;D
      Pozdrawiam ^^

      Usuń
    2. Zielona ściana nie jest lepsza. Jest upierdliwa i dlatego przeszkadza. Mam w planach ją przemalować xD

      Usuń
  6. Już jestem z informacjami. Trochę to zajęło. Leniwy jestem najwyraźniej.

    A więc tak: zacznę od Wyspy Zapomnienia. Autorem jest nijaki Dennis Lehane. Spojlerować za bardzo nie będę, bo gdybyś chciała przeczytać, nie chcę psuć zabawy. Powiem tylko tyle, że akcja rozgrywa się głównie na terenie szpitala dla chorych psychicznie przestępców, a ów szpital jest zbudowany na wyspie.. ciekawa książka.

    Co do ItaShee, oprócz twoich blogów i tych Soli, ten paring ukazał się w ostatnim rozdziale bloga o pewnej Hatake, wiesz, który mam na myśli.
    Szkoda, że autorka nie daje oznak życia, bo po sposobie, w jaki poznała tam ona Saska od razu widać, że kolejne rozdziały były by ciekawe. Innymi słowy, tak jak przejrzałem teraz swoje zakładki w telefonie, paring ItaShee występuje na minimum sześciu blogach, w tym ten, karuzela, obydwa blogi Soli, After Shinobi World i na tym o Mardie. Co prawda, na ASW jeszcze do niczego nie doszło, ale dojdzie, jestem pewien, bo tam gdzie jesteś i ty i Itachi, musi do czegoś dojść... i Sasuke zaczyna się pewnie wtedy zastanawiać, co z nim nie tak (na podstawie niektórych blogów stwierdzam, że to wina braku rys na twarzy u Saska, a reszta to już cechy nabyte, których ten nie nabył, w przeciwieństwie do brata).

    W sumie jak jest już tyle blogów ItaShee, to na stronach spisujących blogi o Naruto powinna powstać nowa kategoria.

    Za to, co zrobiłaś na geografii bardzo dziekuję :)
    Jeszcze niedawno nic do Kiby nie miałem, ale ostatnio zaczynam go nie lubić. Moje nie lubienie tej postaci zwiększyła jego dwulicowość na blogu Wojna Domowa Japonii... a tutaj gdy opisałaś wcześniej jego spotkanie z Sakurą, też go nie polubiłem

    Muszę niestety kończyć. Nauka. Ściągnąłem na telefon mapkę Azji i stolice wkuwam. Jutro kartkówka z całej Eurazji - stolice, państwa, położenie na mapie. Dobrze, że Europę mam opanowaną od wielu lat, oraz większość krajów arabskich i po ZSSR, ale jeszcze Indochiny i te wysepki do wykucia zostały... a na obecną chwilę mylę Laos z Kambodżą.

    Pozdrawiam i skoro już tu jestem,
    to jeszcze raz życzę Itachiego, jego nigdy za wiele.

    PS.Jeżeli Artur się pojawi obok Uchihy i coś przeskrobie jeszcze raz, naślij na niego Sasuke... lub Itachiego, ten jest bardziej wyrafinowany w torturach. Ma Artur statek? Niech odpłynie szukać Camelotu. Lub Ginewry, czy jak jej tam było... (Raito na pewno popiera ten pomysł).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie wielcy są leniwi, pamiętaj. Powstarzam sobie to codziennie rano, gdy mam się zwlec z łóżka (y)
      Książki o sfiksowanych mordercach jak najbardziej pasują pod moje gusta, więc skorzystam.
      Mardi! <3 Amane... Nie wiem, co się z nią stało. Pisałam na bloga, maila, a nawet wykombinowałam jej numer telefonu, lecz nic. Blog rzeczywiście jest cudowny i należy do moich ulubionych.
      Jestem w kwestii Itasia aż tak przewidywalna? Cholera xd
      Mam chody na pewnych spisach i... kiedyś przedstawię ten pomysł pewnym osobom, jestem tego pewna xd
      Kiba jest frajerem i tego będę się trzymać. W XII już go skrzywdziłam i tak ma zostać xd
      Geografia, WOS i PP, czyli przedmioty do życia mi zbędne ;_; Całą mapę świata zaliczyłam we wrześniu na dorodne cztery, także jest to do zrobienia B|
      "Niech odpłynie szukać Camelotu".
      I nagle powiedzenie "Weź odpłyń szukać Camelotu" nabiera nowego znaczenia - spieprzaj xd Zapamiętam! ;D

      Usuń
  7. O ludu! Wreszcie się doczekałam ;D Doba, pominę moją ekscytację i przejdę do konkretów, bo i czas mnie nagli i weny nazbyt nie mam dziś.

    Pierwsze kilka zdań czytałam z myślą "Fuck, mam nadzieję, że nie będzie nawiązywał jakoś szczególnie do poprzedniego bo będę musiała kiedy indziej się wziąć" Na szczęście jednak po kilku minutach ogarnęłam mniej więcej w jakim punkcje toczy się akcje ;D

    Dalej.

    Nowe postacie. To jest po prostu czarna magia. Jakiś Ron. Mirva to wiem, że zielona. Imrin to ta od Itachi'ego, ale reszta? Hmpff... Nie ogarniam totalnie i nic nie zapowiada się na poprawę. Dlatego też rozdziału tego nie przyswoiłam w stopniu, w jakim chciałabym i muszę to nadrobić. Nie wiem czemu Ci o tym piszę. Nawet nie komentuj tego.

    No to mamy już kolejną wskazówkę, wszystko pięknie, łanie się toczy, czyli zero emocji. Seryjko. Jakoś tak te podpowiedzi staruszki i sposób w jaki Itachi się dowiedział o tych górach w żadnym stopniu nie wpłynęły na moją zmianę emocji. A coś mi podpowiada że powinny. A wqle to mam ochotę na omlet a muszę się uczyć -,- Fajnie, nie?

    I nasi państwo są już w wielkim mieście. Aplauz! [Nie, to nie jest ironia] Tylko że [nosz kurde matiz] Mystery oczywiście nie ogarnia o co sie rozchodzi -,- Miło, bardzo kuźwa uroczo. Ale pomińmy ten istotny fakt, gdyż jest jej wina. Mamy plan. Mamy broń. Tylko, że się rozdział już skończył. O i jeszcze jedna rzecz! Ta 'nowa' co ją Itachi niósł [Imai? Shee?] ona mnie wqurvia i irytuje. Autentycznie i tak po prostu, bez powodu ;]

    To by było na tyle mojego komenta. Barłóg i nieskładność totalna, ale myślę, że Ci nazbyt w głowie to nie zmąci ^^ Także tego, życze dzieci, słońca, chmurek, gwiazdek, migdałów, sardynek, omletów [xD], lilii, nauki, postępów i jak najmniej parapetów. Pozdrawiam serdecznie ;>

    OdpowiedzUsuń
  8. zarąbisty blog zapraszam do mnie http://welcome-thursday.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń