wtorek, 4 lutego 2014

II Rozdział X

Dwa dni później.
Sasuke
- Stop! - Krzyk Itachiego dotarł na tyły, a ja zatrzymałem swojego konia, którego imię brzmiało Kick. Ogier zarżał, lecz stanął, zgodnie z moim poleceniem.
- Chyba jesteśmy - westchnęła Sakura, masując sobie delikatnie plecy. Zaśmiałem się cicho, widząc jej zbolałą minę. Biedactwo musiało przejść przyśpieszony kurs ujeżdżania konia - bolesny kurs - a jej umiejętności musiały zostać bardzo szybko wprowadzone w życie.
- Mirva, to tutaj? - Mój brat podjechał do Zielonej, która zapatrzona w miejsce w oddali skinęła głową. Rozluźniłem na moment mięśnie, również patrząc się na punkt majaczący na horyzoncie.
- Tak - mruknęła, wzdrygając się. - Jedziemy, lecz nadal trzymamy się linii drzew. - Spuściła wzrok, bawiąc się uzdą. - Wjedziemy od strony lasu na teren prywatnej posesji. Zachowajcie ciszę i jedźcie w szyku, jak dotychczas.
Wszyscy skinęliśmy głową i ruszyliśmy w ślad za kobietą.
Jechaliśmy nie odstępując od drzew, a miasto znajdowało się już nie przed nami, a po naszej lewej stronie. Jednak zamiast się do niego przybliżać, my wręcz przeciwnie zaczęliśmy się od niego oddalać. Teren tej rezydencji musiał być w takim razie spory, abyśmy okrążali go aż tak.
Po kilku minutach Mirva wyciągnęła rękę w lewo, a my wszyscy jadąc jeden za drugim skręciliśmy za nią całą kolumną. Wjechaliśmy na puste pole, ogrodzone tylko z jednej strony, a miasto ponownie zaczęło się do nas zbliżać. Mijaliśmy pola kukurydzy, ryżu i prawdopodobnie wszystkich innych możliwych warzyw jak dla mnie, choć znawcą w tym temacie nie byłem.
Sakura jechała przede mną, lecz nawet stąd widziałem otarcia na jej łydkach od ciągłej jazdy, na co mimowolnie się skrzywiłem. Trzeba będzie coś z tym zrobić.
Dom był coraz bliżej. Został urządzony bardzo podobnie do tego należącego do Hayley. Cały z białego kamienia, z prostokątnymi, ciemnymi okiennicami i werandą z tyłu, przed którą właśnie się zatrzymaliśmy. Rozejrzałem się dookoła, lecz pierwsze co zobaczyłem, to spojrzenie Haruno, które jednoznacznie mówiło: jeść. Potaknąłem głową i zszedłem z konia. Po chwili wszyscy już w ciszy staliśmy na ziemi, przyglądając się rezydencji.
- Nudna ta ich architektura - prychnął Deidara.
- No jest trochę nijaka - mruknął Hidan i ziewnął głośno, a na twarzy Izunuki pojawił się grymas. Mirva ruszyła w stronę schodków, a Itachi oparł się o swojego konia, zamykając oczy.
- Nie ma w niej nic spektakularnego, jest taka bezpłciowa. - Machnął ręką.
- Piękno jest trwałe, a nie ulotne, Doushito. - Gdy Mirva była już przy drzwiach, te otworzyły się od środka, a stanął w nich kolejny członek Akatsuki, a dokładniej mówiąc Sasori o czerwonych włosach i drewnianym ciele.
- Mistrz?! - Deidara złapał się za głowę, a Hidan uderzył się wewnętrzną stroną dłoni w czoło.
- Jeśli jest Sasori, to jest też…
- Witajcie. - Obok Akasuny pojawił się chyba Kakuzu z tego co pamiętałem z opisów, których nie szczędził nam Itachi. Obydwoje byli ubrani w cienkie, lniane spodnie i koszule. Na stopach mieli sandały, a na głowie Skorpiona widniał kapelusz.
- Jest…? - odezwała się Mirva, lecz ktoś szybko ją wyręczył.
- Jestem, jestem. - Spomiędzy ramion mężczyzn wyłoniła się niska szatynka o czekoladowych oczach, ubrana cała na czarno.
- Jak dobrze cię widzieć. - Kobiety wpadły sobie w ramiona, a po kilku sekundach podeszła do nich jeszcze Hayley, klepiąc je po plecach.
- My też dawno się nie widziałyśmy. - Nowa popatrzyła na naszą towarzyszkę i uśmiechnęła się lekko.
- Ekhm - chrząknąłem, zirytowany. Sakura zgromiła mnie wzrokiem, za pewne rozumiejąc ckliwe, damskie przywitania, które jak dla mnie dalekie były od rzeczy sensownych.
- Witajcie w Takyn, nazywam się Nami i jestem właścicielką tego wszystkiego. - Rozłożyła ręce, zataczając krąg. - Gdzie macie siostrę?
- Niedługo przybędzie - odparł Itachi, przyglądając jej się czujnie.
- Yhym - mruknęła, kładąc ręce na biodrach. - Wejdźcie, dostaniecie pokoje, a końmi zajmie się służba. Mamy mało czasu i wiele rzeczy do omówienia, więc nie traćmy czasu. - Klasnęła w dłonie, a ja podszedłem do Sakury, biorąc od niej plecak, który podczas podróży nieustannie ciążył na jej plecach.
Spojrzałem na eskortę Konohy, która prócz Kiby, ani razu się jeszcze nie odezwała. Zawsze pozostawali w cieniu, a ich twarze chroniły maski. Bezgłośnie poszli za nami, włącznie z Izunuką, który nie skomentował nowej koleżanki, choć patrzył na nią zaintrygowany. Westchnąłem i ruszyłem do wejścia. Drewniane schody cichutko zaskrzypiały, tak jak panele werandy.
Nagle przestałem słyszeć. Odruchowo złapałem się ramienia Sakury, która szła przede mną.
Wszystkie dźwięki zniknęły i pozostałem sam na sam z ogarniającą mnie zewsząd, przygnębiającą ciszą. Głowa nie zaczęła mnie boleć, co znaczyło, że to słaby atak, a słuch niedługo wróci do normy. Potrząsnąłem głową i w reakcji na przestraszone spojrzenie dziewczyny kiwnąłem ręką, żebyśmy szli dalej. Zamknęła na chwilę oczy i powiedziała coś, na co zostałem uwolniony spod ostrzału spojrzeń innych.
Weszliśmy, a Nami zaczęła chyba rozporządzać, gdzie kto ma spać. Zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu, które było dużym holem z wysokim sufitem, pomalowanym na biało. Dzięki oknom do środka wpadało trochę światła, które rozpędzało mrok nieoświetlonych kątów. Korytarz był przyjemny, wywołał u mnie spokój, gdy tylko przekroczyłem jego progi. Już chciałem wyczytać coś z ruchu warg kobiety, kiedy moją uwagę przykuł potężny mężczyzna, który pojawił się w drzwiach. Wyższy ode mnie i bardziej barczysty facet przyglądał nam się w milczeniu. Widziałem go tylko ja, gdyż stałem do niego bokiem.
Po chwili jednak odezwał się, a Mirva na jego widok przyłożyła dłoń do ust i cofnęła się o krok, a Sakura złapała moją rękę. Spiąłem się gotowy do ataku. Ona jednak wykonała kilka uspokajających ruchów, a ja ufałem jej na tyle aby zrezygnować z agresywnej postawy.
Nami znów coś powiedziała, a gdy skończyła, Haruno pociągnęła mnie szybko po schodach na górę. Poddałem się jej woli i poszedłem za nią. Niektórzy poszli z nami, a niektórzy zostali na dole. Zmarszczyłem brwi, poprawiając plecak na ramieniu.
Weszliśmy na piętro, które wyłożone było ciemnoczerwonym dywanem, a z jego sufitu zwisały długie, kryształowe żyrandole, nadające mu klimatu. Minęliśmy dwóch mężczyzn, patrzących na nas z dystansem. Sakura jednak nieprzerwanie szła przed siebie, a ja nie wiedząc o czym rozprawiano na dole poszedłem za nią, nie mając w sumie innego wyjścia.
Dziewczyna otworzyła przed nami trzecie z kolei drzwi z jasnego drewna i pierwsza weszła do środka. Sypialnia średnich rozmiarów stanęła przed nami otworem, a ja zacząłem się zastanawiać, skąd Hekka miała tyle pieniędzy, aby budować takie fortece.
Zamknąłem drzwi i podszedłem do dużego, dwuosobowego łóżka i usiadłem na nim. Wziąłem plecak do rąk, szukając tam czystej koszulki na przebranie, gdyż ta nie dość, że była cała brudna, to jeszcze śmierdziała niemiłosiernie. Sakura nic nie mówiła, bo wiedziała, że na nic się jej to zda, więc bez słowa weszła do łazienki, z tego co zauważyłem przez uchylone drzwi.
Wyjąłem czysty t-shirt i położyłem obok siebie, a zaraz to samo zrobiłem z resztą potrzebnej mi odzieży.
Nagle usłyszałem dźwięk lejącej się wody, na co odetchnąłem. No, chociaż to.
Zdjąłem buty, stawiając je przy wejściu i ruszyłem w stronę łazienki. Wszedłem do środka, gdzie Sakura myła się w odosobnionej części pomieszczenia za ścianą i cienką kotarą.
- Sasuke? - spytała, wychylając głowę.
- Tak - mruknąłem, biorąc z parapetu balię z ciepłą wodą, aby przemyć sobie twarz.
- Śmieszne mają tu prysznice! - krzyknęła, chcąc przebić się przez chlupot wody. - Woda leci chyba z jakiegoś szlaufa, a do tego nie można regulować jej temperatury!
- A jest chociaż ciepła? - mruknąłem, zdejmując bluzkę i spodnie. Spokojnie obmyłem twarz i od razu poczułem się lepiej.
- Na szczęście tak! - Woda przestała lecieć, a Sakura wyciągnęła rękę, a ja podałem jej ręcznik. Oparłem się o ścianę, czekając aż wyjdzie.
Po chwili wyłoniła się zza kotary owinięta zgniłozielonym kawałkiem materiału. Lekko szorstkim, a nie miękkim, na jaki zasługiwała. Żadnych innych niestety tu jednak nie było.
- Kim był ten mężczyzna na dole? - spytałem, gdy przeczesywała ręką mokre włosy, wlepiając we mnie swój wzrok.
- Nie jestem pewna, ale sądzę, że to szef Hekki. - Uniosłem pytająco jedną brew do góry, wpadając w zamyślenie. Czułem, że coraz bardziej zagłębialiśmy się w jakieś gangsterskie porachunki, co bardzo mi nie pasowało. Przyjechaliśmy tu, aby odwrócić działanie klątwy, a nie załatwiać sprawy z przeszłości Mirvy.
- Jak się nazywa?
- Przestawił się jako Thor. - Dziewczynę przeszły ciarki, a ja ponownie miałem przed oczami barczystego, postawnego mężczyznę.
- Ma moc, prawda? - Założyłem ręce na piersi, a Sakura podeszła do szafki, na której leżały czyste ubrania.
- Chyba tak - mruknęła nieprzekonana. - Mirva na jego widok zmalała w oczach, a nie mogła przecież bać się zwykłego cywila. Przeciętny zjadacz chleba nic by jej nie zrobił.
Kiwnąłem głową, zgadzając się.
Thor.
To imię nie kojarzyło mi się przychylnie.
- Musimy jak najszybciej znaleźć informacje, które choć w ułamku procenta pokryją się z tym, co powiedziała Victoria.
- Wiem i trochę mnie to martwi. - Spochmurniała i stanęła do mnie tyłem, abym pomógł zapiąć jej stanik. Zrobiłem to bez problemu, czekając na ciąg dalszy jej wypowiedzi. - Martwią mnie te twoje ataki, a wprawiają w istny szał momenty, kiedy nie mówisz mi, że głowa boli cię w takim stopniu, że nie możesz wytrzymać. - Odrzuciła włosy za plecy, patrząc na mnie gniewnie.
Robiłem to specjalnie, choć nie byłem masochistą. Byłem sadystą, ale nie, kiedy w grę wchodziła ona. Każdy mój atak wywoływał u niej falę… nie współczucia, ani litości. Nie potrafiłem tego do końca określić, ale coś, przez co czułem, że to na mnie spadała wina, za jej zły nastrój.
- Nie przeżywaj - mruknąłem, zarzucając ręcznik przez ramię.
- Dobrze wiesz, że choć trochę mogę ci pomóc - szepnęła, przekrzywiając głowę. Podziwiałem jej umiejętności medyczne, które naprawdę były wysokie, ale po prostu nie byłem do tego przekonany. Tyle.
- Teraz nie było źle, tylko straciłem słuch. - Wyminąłem ją, wchodząc do “kabiny”, która była zamurowanym prostopadłościanem, a z sufitu rzeczywiście zwisał szlauf.
- Egoista - warknęła, trzaskając drzwiami.
Ech.
Szybko się wymyłem, nie zwracając nawet uwagi na dobre aspekty prysznicu, jak na przykład stan odprężenia. Jakoś nie miałem do tego głowy. Wyszedłem, zostawiając za sobą mokre ślady, lecz przystanąłem, bo poczułem, jakby ktoś wbijał mi w czaszkę gwoździe. Zacząłem szybciej oddychać, gdy piorunujący ból nie ustępował. Nie słyszałem nic prócz pisku, który jedynie z sekundy na sekundę się nasilał. Oparłem się o umywalkę, dysząc.
Sssneyd.  
Otworzyłem oczy gdy to słowo przedarło się przez barierę pisku. Ból zniknął, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Pokręciłem głową, narzuciłem na siebie wzięte do środka ubrania i zmarszczyłem brwi.
Sneyd?
Otworzyłem drzwi, spotykając ciemność. Zamrugałem kilka razy, lecz nic się nie zmieniło. Zacząłem się zastanawiać, czy czasem wzrok nie zaczął mi szwankować. Jednak gdy się odwróciłem, światło słoneczne z łazienki oświetlało to pomieszczenie. Czyli jeszcze nie zwariowałem.
- Sakura? - mruknąłem, zamykając za sobą drzwi. Nie odpowiedziała, więc na oślep musiałem dość do łóżka. Nie wiem, czy mieliśmy teraz czas na odpoczynek, czy może zaraz zaczynało się jakieś ważne zebranie. Reasumując miałem to gdzieś. Jestem Uchiha. Będą chcieli to po mnie przyjdą. Westchnąłem, mając ogromną ochotę pacnąć się w czoło. Właśnie, jestem Uchiha.
Uaktywniłem sharingana i nagle wszystko stało się jasne. Spokojnie położyłem brudne ubrania na szafce i skierowałem się do łóżka, na którym leżała już Haruno. Nie zdziwiłem się, gdy przyjęła pozycję jak najbardziej od mojej oddaloną, a do tego jeszcze obróconą tyłem.
W ciszy położyłem się na boku, przodem do jej pleców - o ironio - i zacząłem przysłuchiwać się jej oddechowi, póki jeszcze miałem taką możliwość. Nabierała powietrze nierównomiernie, co znaczy, że jeszcze nie spała. Jej ramiona trzęsły się delikatnie, a ja zmarszczyłem brwi. Dobrze wiedziała, że byłem obok, ale nie miała chyba szczególnej ochoty, aby się do mnie zbliżyć. Ale ja ją miałem, więc to zrobiłem.
Przysunąłem się delikatnie w jej stronę, obejmując jedną ręką w talii, a drugą wkładając pod głowę. Moja dłoń przejechała po mokrym kawałku prześcieradła. Musiałby być to jej łzy, bo nie miała w zwyczaju się ślinić. Choć może było to od jej niewysuszonych włosów? Przyciągnąłem ją tak blisko, że moja klatka piersiowa stykała się z jej plecami. Dopiero wtedy poczułem delikatny szloch, który wstrząsał jej ciałem.
- Wiesz jak to jest, gdy życie przelatuje ci przed oczami? - szepnęła, a ja wtuliłem się w jej włosy, a skapujące z nich kropelki zmoczyły mi delikatnie twarz. A czym jest moje życie? - Kiedyś moim priorytetem była ochrona wioski, co zawsze wmawiali mi rodzice. W wieku jeszcze kilkuletnim skierowały się one na twoją osobę i dobrze wiesz, że tak pozostało. - Zacisnąłem usta w cienką linię. To ten czas, kiedy Sakura zacznie wywoływać u mnie wyrzuty sumienia, a one się pojawią męcząc mnie przez kolejne kilka godzin. A chciałem się spokojnie wyspać. - Nagle okazuje się, że ten sens twojego życia może zniknąć. Nie nagle, nie bezboleśnie, a umierając w katuszach z dala od domu. - Zacisnęła palce na mojej dłoni, kuląc się jeszcze bardziej. - To moje serce, którym cię wieki temu obdarowałam to kawałki stłuczonej szyby, która nigdy nie powróci już do pierwotnego stanu, a ty bardzo często sprawiasz, że tych części jest jeszcze więcej. -  Pociągnęła nosem.
- Pamiętaj, że taka poskładana szyba, może wydawać się piękniejsza niż nowa, nieskalana złamaniem i pęknięciem - powiedziałem z automatu. Nigdy nie czułem w sobie duszy poety, ale gdy tylko Sakurze włączał się “ten nastrój” mi udzielał się on mimowolnie, czy tego chciałem, czy nie.
- Jednak stać cię na romantyzm - prychnęła przez łzy, jednak byłem pewien, że lekko się uśmiechnęła. Czyli słyszała mój atak, kuso.
- Nieczęsto i w małych ilościach - odparłem, przekręcając ją przodem do mnie. Jej oczy poszerzyły się za pewne na widok sharingana, który błyszczał na ciemnym, otaczającym nas tle. Okna zasłonięte były przez czarne, grube kotary w takim stopniu, że nawet mały promyk nie przedostał się przez tę barierę.
- Jestem zmęczona i doprawdy przybita, więc chcę iść spać - westchnęła. - To jednak musiałam ci to powiedzieć. - Zamknęła oczy, a ja uśmiechnąłem się lekko. Moment, jak to było, kiedy broniła w kryjówce Karin? SORU - Sakura Obrończyni Rudych Uciśnionych, sama również potrzebuje czasem się komuś wyżalić. Nie ma Dyary, więc spadło na mnie. - Więc jeśli jeszcze raz nie powiesz mi, że boli cię głowa, dam ci zakaz zbliżania się, nie żartuję.
- Yhym - mruknąłem, śmiejąc się w duszy. Ona będzie mi dawać jakieś zakazy. No już, rozpędzam się. - Śpij. - Pocałowałem jej czoło, dłonią ścierając łzy, które na szczęście przestały już kapać na pościel.
- Ale…
- Śpij.
Sneyd.


Wcześniej
Dyara
- Raito. - Szturchnęłam chłopaka w ramię, wyswabadzając dłoń z jego uścisku.
- Yhyhymmm - mruknął sennie.
- Raitooo... - powiedziałam również zaspana, niekoniecznie chcąc wstawać.
- Dyara, kochanie. Daj mi chwilę. - Obrócił głowę w moją stronę, kładąc sobie rękę na piersi. Zawsze spał na plecach, przez co spokojnie mogłam się w niego wtulać. To jednak było już teraz bez znaczenia, a on definitywnie musiał przestać mówić do mnie “kochanie”. Nawet przez sen.
- Raito - warknęłam, uderzając do z pięści w żebra. Natychmiast, instynktownie złapał moją rękę, wyprowadzając cios drugą. Spodziewając się tego, zablokowałam jego uderzenie i uniosłam brew do góry, gdy patrzył się na mnie zszokowany.
- Wiesz, że mnie się tak nie budzi - fuknął lekko zdegustowany swoim zachowaniem. Zawsze był na siebie zły, gdy reagował na moją pobudkę w ten sposób.
- Wiem. - Odparłem, uwalniając jego pięść.
- Więc…
- Chyba nie sądziłeś, że obudzę cię “normalnie” - prychnęłam, siadając. Wiatr przewiał mi plecy, na co się wzdrygnęłam. Hmpf. W tym śpiworze na leżąco jest zdecydowanie wygodniej.
- W sumie nie pogardziłbym - odparł i wstał, otrzepując ubranie.
- Jeszcze czego - rzuciłam pod nosem, wygramalając się z kokonu.
- Zaraz wrócę - powiedział i poszedł w krzaki. Dobrze, niech zniknie mi z oczu. Wtedy łatwiej mi się myśli.
Szybko, pomimo ogromnych chęci pozostania  w śpiworze, położyłam go na ziemi i zaczęłam zwijać. Związałam go sznurkiem i podeszłam do plecaka Raito, który stał nieopodal pod drzewem. Otworzyłam wieko, a moim oczom ukazały się dwie kanapki, które bardzo szybko wylądowały w moich rękach.
Cichaczem usiadłam za pieniem, aby chłopak wracając mnie nie widział. Szybko odpakowałam jedzenie, zaczynając pochłaniać je w tempie natychmiastowym.
Usłyszałam odgłosy gniecionych liści, kiedy akurat skończyłam jeść drugą kanapkę.
- Dyara?
- Tu jestem! - Przełknęłam wszystko, kopiąc papierki w trawę. Światowa ekologia mi to wybaczy.
- Coś ty tam robiła? - Wstałam, widząc, jak się do mnie zbliżał.
- Nic - mruknęłam, podchodząc do swojego plecaka, aby zaraz zarzucić go na plecy.
- Dyara? - spytał podejrzliwie, a ja zaczęłam iść za krukiem, który wzbił się właśnie do lotu. - Dyara! - powiedział głośniej, a ja przyspieszyłam. Niech się tylko nie okaże, że to były nasze jedyne zapasy. - Uchiha!
- Tak?
- Wiesz, że nie mamy już nic do jedzenia? - warknął wkurzony, dobiegając do  mnie.
- Baaardzo możliwe - odparłam zadowolona, że w końcu miałam pełny żołądek. W sprawach żarcia moje sumienie milkło.
Znów powrócił mój dobry humor, kiedy miałam ochotę zrobić coś szalonego.
- Świetnie, że super się czujesz, ale zostaliśmy bez prowiantu - fuknął, a ja jedynie szerzej się uśmiechnęłam.
- I tak musielibyśmy wejść do jakieś wioski w najbliższym czasie - powiedziałam, nadal raźno maszerując przed siebie.
- Ale jeszcze nie teraz.
- Oj tam. - Pokazałam mu język, a on chyba przestał się na mnie dąsać.
Zaczęłam rozglądać się dookoła, gdzie ze wszystkich stron okalały nas drzewa. Mała polanka, na której zatrzymaliśmy się na nocleg zniknęła z naszego pola widzenia. Chłodny powiew wiatru co jakiś czas prześlizgiwał mi się po plecach, lecz idealnie kontrastował z wysoką temperaturą. Ubrania które miałam na sobie były w miarę czyste, więc nic nie zakłócało mojego chwilowego spokoju.
Starałam się nie myśleć o Arthurze, co było doprawdy ciężkie. Czułam się trochę jak dziewczynka “na raz”, co bardzo mi ujmowało. Nie spodziewałam się miłości życia i dozgonnego związku, ale… “powinnaś już iść” na pewno nie zaliczało się do kategorii zwrotów, które kiedykolwiek powinny być użyte przeciwko mnie. Szczególnie w ustach Goslinga.
Zmarszczyłam brwi, chcąc jednak zmierzyć się ze wszystkim co we mnie siedziało, a nie było to łatwe. Już od jakiegoś czasu po głowie krążyły mi myśli, aby to zrobić - stawić czoło wszystkiemu co mnie spotkało tu i teraz. Był to moment idealny, gdyż obok szedł Raito, a ja w takim razie nie mogłam pokazać po sobie żadnej słabości. Zmusi mnie to do wewnętrznego sporu, który bardzo szybko trzeba zażegnać.
Założyłam dłonie o szelki plecaka, poprawiając go lekko i spuściłam wzrok, wbijając go w swoje buty. Tak, najlepiej zabrać się za to znienacka, prawda Uchiha? Zacisnęłam pięści. Czy zabawiłam się w dziwkę? Nie.
Potrząsnęłam głową.
Żeby być dziwką musiałabym mieć kogo zdradzać, a Raito pierwszy przerwał nasz związek. Nie, to nie tak.
Zacisnęłam szczękę.
Przecież dziwki są dziwkami, nie zdradzając nikogo. Źle to sformułowałam. Puściłam się? Tak powinnam to nazwać?
Arthur uwiódł mnie w tańcu, zrobił to bez najmniejszego problemu. Poddałam się jego spojrzeniu, jego charakterowi, który był tak różny od Raito. Założyłam ręce na piersi, a Yamura spojrzał się na mnie, lecz na szczęście się nie odezwał. Obydwoje pobawili się mną i zostawili, jednemu z nich zajęło to jedynie mniej czasu. To trochę deprymujące, jakkolwiek dziwnie by to z boku nie wyglądało.
Westchnęłam, gdy wyszliśmy z lasu po jakiś dwudziestu minutach cichego marszu. Raito również intensywnie nad czymś myślał, a zdradzało go nieobecne spojrzenie i ręce luźno zwisające wzdłuż ciała, których palce wystukiwały tylko jemu znany rytm o uda. Choć widziałam go tylko z profilu, bez problemu zauważyłam skonsternowanie na jego twarzy.
Miałam wrażenie, że “skok w bok” był porażką i sukcesem jednocześnie. Ktoś mógłby nazwać mnie zdzirą i chyba wyjątkowo musiałabym się z nim zgodzić, bo rzeczywiście się tak zachowałam. Jednak z drugiej strony byłam wtedy “wolna”. Boże, jak to brzmi. Niczym z pamiętnika trzynastolatki.
“Kochałam jednego, ale mnie zdradził. Miałam drugiego, który mnie zauroczył i też zostawił. Nie wiem, co zrobić ze swoim życiem. To wszystko jest takie ciężkie. Skoczę z klifu! Przecież życie jest takie brutalne.”
Prychnęłam. Powinnam zapisać to jeszcze różowym, neonowym flamastrem, nakleić mnóstwo pstrokatych naklejek dla efektu i wpis gotowy.
Przecież ludzie mają gorsze problemy (głód w Afryce, wojna w Syrii B| - dop. autorki). Powinnam przejmować się klątwą i całym tym bajzlem z nią związanym, a jak zwykle zastanawiam się tylko nad sobą i nad tym jak bardzo JA jestem poszkodowana. Może naprawdę jestem obrzydliwą egoistką? Zimną, nieczułą i bezczelną dziewuchą, która oczekuje, że zawsze wszystko będzie szło po jej myśli, a jeśli nie, to poruszy niebo i ziemię, aby jednak stanęło na jej? Te cechy bardzo przydawały się w pracy ninja, ale może to czas, aby w życiu codziennym trochę przystopować?
Kopnęłam kamyk, który nawinął mi się pod nogę.
Za czym tak ciągle gonię? Czego ja tak naprawdę chcę?
Włożyłam ręce w kieszenie, nie odrywając wzroku od swoich butów.
Kiedyś Sakura powiedziała mi, abym w końcu zaczęła cieszyć z tego co mam, a nie myślała o tym, czego jeszcze nie mam. Od zawsze było mi wszystkiego mało i myślałam, że zawsze może być lepiej, choć zawsze może być tez gorzej, czemu zaprzeczyć się nie da.
Miałam rodzinę, którą straciłam.
Miałam miłość, którą utraciłam. Może rzeczywiście wina była obustronna? Może to nie tylko Raito zawinił?
On też miał swoje problemy, które dostrzegałam, kiedy było mi to na rękę. I, i to jest straszne. Teraz, gdy tak o wszystkim myślę to… Zawsze mogłam się do niego przytulić, kiedy tylko tego potrzebowałam. Zawsze był gotowy rzucić wszystko i ze mną porozmawiać, w momencie jakiejś problematycznej sytuacji, bądź potocznie zwanego dołka, który ostatnio dość często mnie dopadał. Nie było chwili, aby nie był obok, gdy tylko go potrzebowałam.
Jeśli on oddał mi całą swoją miłość, a ja mu tylko cząstkę, to… Czy ja go właśnie usprawiedliwiłam? Czy miałam do tego prawo? Przyzwyczaiłam się do tego, że było mi dobrze, aż przestałam zwracać uwagę na niego, a nie od dziś wiadomo, że aby związek był udany muszą angażować się dwie strony. Tylko dlaczego nie mógł ze mną otwarcie porozmawiać, nawet chamsko mi tego wygarnąć, tylko sięgać po tak drastyczne środki jak seks za pieniądze?
Kochał ją?
Ze wszystkiego co mówił, wywnioskowałam, że nie, ale… czy ja kochałam Arthura? I tu pojawił się problem, w który sama się uwikłałam. Niech blondyni wyginą.
Zamknęłam na chwilę oczy, biorąc większy oddech.
Spojrzałam teraz na Raito z całkowicie innej perspektywy, przynajmniej starałam się to zrobić. Dyara, czy to czas, aby zacząć się zmieniać?
Kiedyś, jeszcze kiedy byłam chunninem, przechodziłam testy psychologiczne. Miały one sprawdzić, czy nadawałam się na jounina, czy moja psychika była na to gotowa. Jedno pytanie utkwiło mi w pamięci po dziś dzień. To, które przesądziło o wyniku końcowym.

Co jest dla ciebie ważniejsze?
- samorealizacja - uszczęśliwienie własnej osoby, poprzez pięcie się po szczytach kariery.
- przyszłość w rodzinnym gronie - umiejętność uszczęśliwienia kogoś, pomijając siebie.
Może nie brzmiało to dokładnie tak, ale bardzo podobnie. To oczywiste, że wszyscy wybierali pierwszy podpunkt, czy się z tym zgadzali czy nie, bo tak podpowiadała im intuicja. Ja jednak wybrałam go zgodnie z prawdą, nie myśląc o tym, że kiedykolwiek mogłabym uszczęśliwić inną osobę prócz siebie. To przytłaczające.
Złapałam się za brzuch, gdyż ten zaczął mnie boleć. Mdłości dokuczały mi coraz bardziej, a ja przewróciłam oczami. Jeszcze tego mi brakowało.
Uniosłam wzrok na chłopaka, krzyżując nasze spojrzenia. Jego brązowe tęczówki przypatrywały mi się uważnie, w spokoju. We mnie było coś sprzecznego, walczącego o przetrwanie. Te rozmyślania przyniosły wiele wniosków, choć nie wszystkie były do końca wyjaśnione, przez co czułam się zagubiona w swoich własnych emocjach.
Szybko i bez ostrzeżenia pozwoliłam wypłynąć wszystkim wspomnieniom dotyczącycm Raito i Arthura, a taki był tego skutek. Mogłam tego nie robić, cholera.
- Wszystko w porządku? - Nie zauważyłam, kiedy się zatrzymaliśmy, a Raito podszedł bliżej. Przekrzywiłam lekko głowę, rozchylając usta, chcąc coś powiedzieć. Głos jednak ugrzązł mi w gardle, nie pozwalając mi wypowiedzieć ani słowa. Nie mogłam nic na to poradzić.
Kiwnęłam twierdząco, czując jak ziemia zaczyna się kołysać.
- Dyara? - spytał, łapiąc mnie za rękę. Głowa chybotała mi się na boki, nie mogłam złapać ostrości widzenia. Chłopak zaczął mi się zamazywać i upadłabym na ziemię, gdyby nie przytrzymał mnie w talii. - To atak? - spytał przestraszony, klękając. Moje ciało bezwładnie opadło w jego ramiona mimo, że wcale nie kazałam mu tego zrobić.
Próbowałam przekazać mu coś oczami, ale nie mogłam. Nie wiedziałam, czy był to atak czy nie. Nigdy wcześniej nie miałam mdłości, do dzisiaj.
Całkowicie straciłam kontrolę nad swoimi ruchami. Przez mgłę widziałam jedynie Raito, który potrząsał mną i coś mówił, choć go nie słyszałam.
Brązowe, kiedyś moje tęczówki.
Czy tak wyglądają oczy człowieka przerażonego?
***
- Minął trochę więcej niż dwanaście godzin. Ona chce odpoczynek. - Czyjś kaleczący mój język głos przedarł się przez barierę ciszy.
Leżałam na jakimś łóżku, bądź kanapie, która na pewno nie zaliczała się do tych wygodnych. Coś wbijało mi się w żebra i miałam ogromną ochotę powiedzieć komuś, aby przeniósł mnie gdzie indziej.
W chwili, której byłam bliska otworzenia oczu, ktoś zamknął moją dłoń w swoim ciepłym uścisku. Przyjemne uczucie rozeszło się po całym moim ciele, nie ułatwiając mi tym wybudzenia się.
- Czyli nie jest w ciąży? - Moje walczące ze sobą myśli zaprzestały szaleńczego galopu na te słowa. Ciąża?!
- Nie. - Ponownie doszedł mnie damski ton.
- A szkoda - westchnął mężczyzna, a ja byłam już pewna jego tożsamości.
- Raito - wychrypiałam, gdyż na więcej nie pozwalało mi gardło. Przełyk palił mnie niemiłosiernie i na gwałt potrzebowałam czegoś do picia.
- Dyara? - Jego pełny nadziei głos lekko mnie uspokoił, a mocniejszy uścisk spowodował wrażenie bezpieczeństwa. Postanowiłam natychmiast otworzyć oczy. - Dzięki Bogu. - Spuścił głowę, przyciskając wierzch mojej dłoni do swoich ust.
- Pić. - Tylko tyle udało mi się powiedzieć, bo na nic innego na razie nie było mnie stać.
Chłopak szybko wstał i podszedł do staruszki stojącej w drzwiach, zabierając ze sobą całe ciepło, które wcześniej podziałało na mnie kojąco. Wrócił chłód i uczucie osamotnienia.
Nim się spostrzegłam, Raito stał nade mną z kubkiem w dłoni. Próbowałam unieść głowę, co niestety nie udałoby mi się bez jego pomocy. W momencie, gdy poczułam płyn w ustach, moją głowę przeszył okropny ból. Mój wzrok zaszedł mgłą, a na jej tle pojawiły się jakieś obrazy. Raito całkowicie zniknął mi z oczu.
Góry. Przepiękne, wysokie góry rozpościerały się nade mną. Błękit nieba zakrywało niewiele chmur oraz szczyty tak wysokie, że ledwo można było je objąć jednym spojrzeniem.
Nagle wpadłam w ciemność, choć wydawało mi się, że nadal leżałam na łóżku. Wszystko było czarne, prócz jednego jaśniejącego punktu w oddali. Wyciągnęłam rękę w tę stronę, a pojawiła się przede mną cela, a w niej krucha dziewczyna o długich, blond włosach i brązowych oczach. Wyglądała na opętaną, z uporem maniaka drapiąc paznokciem zniszczoną ścianę. W momencie, gdy na mnie spojrzała ponownie spowiła mnie ciemność.
Stałam w czarnej otchłani, rozglądając się, chcąc zobaczyć cokolwiek. Odwróciłam się do tyłu i zobaczyłam kobietę. Piękną, wysoką, szczupłą i czarnowłosą kobietę. Zbliżała się do mnie, ubrana w czarny, dopasowany kostium, który dopełniał jej przerażający wizerunek. W dłoni miała jednoręczną katanę, a w oczach… szaleństwo.
- Nareszcie się spotykamy, mała. - Jej niski pomruk wywołał u mnie ciarki. Cofnęłam się o krok. - Korynt czekał na waszą trójkę! - Zatrzymała się i oparła o miecz. - Ta ziemia musi spłynąć krwią - syknęła, a ja zobaczyłam: spalone, zbezczeszczone domy; pomordowanych na ulicach ludzi; zniszczone lasy. Obraz wojny. - Ty, jako córka diabła jako pierwsza musisz zatoczyć koło! - Głos kobiety napawał mnie lękiem. Było w nim coś mrożącego krew w żyłach. - Nazywam się Enya. - Ponownie zobaczyłam jej twarz, którą przyozdabiał teraz drapieżny uśmiech. - Będę twoją mentorką w drodze do zagłady, jak moją była Haya, a jej Kaina. - Zbliżała się ku mnie coraz bardziej i bardziej, a gdy stanęła tuż obok, nie spuszczając ze mnie wzroku przyłożyła koniec katany do mojej brody. - Koło zaczęło się kręcić! - Jej bordowe oczy wywiercały we mnie dziurę. Pod jej działaniem nagle poczułam się ogromnie bezbronna, zaczęłam krzyczeć. Zamknęłam powieki, szamocząc się na oślep. Nie mogę nią być!
- Przestań! - Krzyk Raito przebił się przez echo głosu Enyi. Zastygłam w bezruchu, cała zlana potem. - Jestem tu. - Chłopak trzymał mnie w swoich ramionach, tuląc do swojej piersi.
Te oczy.
Te bordowe, bezwzględne oczy.
- J-ja…
- Nie teraz - odparł, kołysząc nas delikatnie, dając mi cząstkę swojego ciepła.
- Enya - szepnęłam i ponownie zapadłam w sen.
***
Jeść, jeść, jeść!
Otworzyłam oczy, a blask zachodzącego słońca oślepił mnie natychmiast. Warknęłam zirytowana, podnosząc się na łokcie. Leżałam na jakimś leżaku przed małym, glinianym domkiem. Przede mną było ogromne pole, a na horyzoncie majaczył początek lasu, gdzie właśnie chowało się słońce. Rozejrzałam się dookoła, chcąc przypomnieć sobie wszys…
ENYA.
To imię wyryło mi się w pamięci, czy tego chciałam, czy nie. Wyryło się i … przyprawiało o gęsią skórkę. Zamknęłam oczy, chcąc odpędzić jej obraz. Obraz jej tęczówek, na wylot przeglądających moją duszę. Chyba jeszcze nigdy nie bałam się aż tak.
- O! Panienka wstała! - Moim oczom ukazała się staruszka, którą wcześniej widziałam w drzwiach. Ubrana była jakiś niekształtny, szary kawałek materiału, pasujący kolorem do jej siwych włosów. Na jej szyi widniał ogromny naszyjnik, a zdziwiłam się, że nie przeważył drobnej kobiety.
- Kim pani jest? - warknęłam, spinając się gotowa na możliwy atak.
- Wać panienka wybaczy mi najście. To iście niestosowne - powiedziała, siadając obok mnie na ziemi i wyciągając w moim kierunku kubek z jakąś parująca cieczą.
- Kim pani jest? - powtórzyłam, a ona wepchnęła mi go w dłonie.
- Miejscową znachorką, kochanie - mlasnęła, a na jej czole pojawiło się kilka zmarszczek. - Wiem, kim jesteś ty i kim była Enya.
Atmosfera w ogóle nie pasowała do tematu rozmowy. Słońce niknęło w koronach drzew, w akompaniamencie ptasich świergotów. Wiatr delikatnie muskał moją twarz, a ja miałam wrażenie, że to wszystko mi się śniło. Muszę mieć naprawdę dobrą wyobraźnię.
- Przyniosło cię tu przeznaczenie - powiedziała poważnie, a ja zaczęłam wypatrywać Raito, który powinien tu być, jeśli to rzeczywiście jawa. - Zaraz przyjdzie - uprzedziła moje pytanie staruszka, uśmiechając się lekko, jakby ze zrozumieniem. - Już nic ci nie grozi, lecz musisz wysłuchać tego, co mam ci do powiedzenia - ucięła, a ja poczułam dyskomfort, bo starsza osoba siedziała na ziemi, kiedy ja na leżaku. - Już jako dziecko dostawałam ogrom wizji ciebie, choć jeszcze się nie narodziłaś. To samo było z twoimi braćmi.
Byłam oszołomiona. Atak, Raito, dziwny sen, Enya - to namieszało mi w głowie, a zbzikowana znachorka wcale nie pomagała mi się uspokoić.
- Nie znalazłaś się tu bez powodu - mruknęła, bawiąc się kosmykiem włosów, które wydostały się z jej koka, umieszczonego na czubku głowy. - Widziałam cię w wizjach już wielokrotnie - westchnęła. - Lecz powiedz mi, czy ty oprócz Enyi widziałaś coś jeszcze?
To wszystko wydawało mi się strasznie dziwne. Staruszka była miła, lecz kompletnie jej nie znałam. Wiedziałam, że powinnam poszukać Raito i uwolnić się spod wpływu kobiety, lecz coś kazało mi jej wysłuchać, nawet, jeśli byłyby to brednie.
- Góry - odparłam cicho, spuszczając wzrok. - I blondynkę w obskurnej celi.
- Aha. - Splotła dłonie, robiąc palcami młynek. - Tak samo jak na wizji - westchnęła i w tym momencie wydała mi się ogromnie zmęczona. Jakby uszedł z niej cały wigor, a pozostała jedynie pusta skorupa. - Teraz muszę przedstawić ci resztę naszej rozmowy. - Jej długie kolczyki wydały charakterystyczny, metaliczny dźwięk, gdy potrząsnęła głową, nadawając jej powagi. - Od czego by tu zacząć? - Wzniosła oczy ku górze, a ja delikatnie poprawiłam swoją pozycję.
- Od tego, dlaczego tu jestem - odparłam, łapiąc się za ramiona. Czułam się nieswojo i obco. Pierwszy raz w życiu poczułam się aż tak cholernie samotna.
- Przywiodło cię tu przeznaczenie.
- To już wiem - fuknęłam, podciągając kolana pod brodę. Nie miałam już mdłości, a gardło przestało mnie palić i nie odczuwałam już jakiegokolwiek zdrowotnego dyskomfortu. To trochę dziwne.
- Moja religia opiera się na wierze w duchy i przeznaczenie. - Przymknęła oczy, odpływając w swój świat. Miałam wrażenie, że go we mnie wciągała, co niekoniecznie mi się podobało. - Wszystkie kobiety w mojego rodu były znachorkami, włącznie z moją prababką, która pokierowała Enyę. - Uniosłam pytająco brew. Jej prababka i Enya? Wzdrygnęłam się na samą myśl o niej. - Jestem jedynie jednym z wielu przystanków, które czekają ciebie na wyspie. Jednym z wielu. - Kiwnęła głową, a kąciki jej ust powędrowały do góry.
- Chce mi pani powiedzieć, że nie steruję swoim życiem, a jakaś siła ma nad nim władzę i zaprowadzi mnie do kolejnej “stacji”? - prychnęłam. - Nie wierzę w te bajki.
- I wcale ci się nie dziwię. - Poklepała mnie po kolanie. - Ale uwierzysz, prędzej czy później.
- Szczerze wątpię. - Zmrużyłam oczy.
- Musisz wysłuchać mnie ty, bo twój chłopak mnie nie zrozumie.
- On nie jest moim chłopakiem - odparłam, siadając po turecku.
- Tak szybkie małżeństwo? - Otworzyła szerzej oczy i już chciała coś powiedzieć, kiedy jej przerwałam.
- Dlaczego on pani nie zrozumie?
- Hehe - zaśmiała się, zapewne dobrze się bawiąc. Ach to poczucie humoru starszych ludzi. - Tylko Przeklęte Rodzeństwo może zrozumieć język Koryntu, nawet jeśli nie miało z nim wcześniej do czynienia.
Chwila, no tak. Przecież Arthur mi to wyjaśnił, choć...
Zmarszczyłam brwi. 
- Ale - mruknęłam, kierując na nią swoje spojrzenie. - Gdy spałam, gadała pani z Raito.
- Tak, łamanym japońskim, a i owszem. Udało mi się mu jedynie powiedzieć, że podałam ci odpowiednie leki i wszystko będzie dobrze. - Machnęła ręką. - Cała moja rodzina przekazywała go sobie z pokolenia na pokolenie, aby nie wymarł,  a potomkini rodu mogła spotkać się porozmawiać z kolejnym wcieleniem Dzieci Demonów.
- Nie jestem żadnym Dzieckiem Demona, ani Córką Diabła - warknęłam, zdając sobie sprawę z żałości tej sytuacji. Córka Diabła, dobre sobie.
- Dobrze, nie będę wpajać ci tego na siłę - rzuciła, bawiąc się źdźbłem trawy. Upiłam łyk napoju, który okazał się wyjątkowo smaczną, owocową herbatą.
- Chociaż tyle - mruknęłam pod nosem, lecz staruszka jedynie bardziej się uśmiechnęła.
- Musicie iść w góry.
- Musimy dołączyć do mojego rodzeństwa - powiedziałam pewnie, zapatrując się w zachodzące słońce.
- Na nic wam się to nie zda. - Pokręciła przecząco głową. - I tak pójdziecie w góry.
- Niby dlaczego?
- Przeznaczenie. - Prychnęłam na jej słowa zirytowana. - Twoi bracia również będą się tam kierować, choć chwilowo przebywają w siedzibie Hekki pod stolicą.
- Skąd pani to wie? - Uniosłam kubek do ust, a ona puściła mi oczko.
- Wizje, panienko, wizje.
- A może to już urojenia? - Miałam być miła, miałam być miła. Ech, to takie trudne.
- To, to tylko po godzinach. - Pokazała mi swoje kompletne pomimo wieku uzębienie, a ja zdobyłam się na słaby uśmiech.
- Gdzie ja w ogóle jestem? - Rozejrzałam się dookoła. - I jak się tu dostałam?
- Znajdujesz się niedaleko małej wioski Pulla, na mojej posiadłości. - Pochyliła się do przodu, przekręcając lekko głowę w lewo. - A przyniósł cię na rękach twój chłoptaś, przerażony, jakby ducha zobaczył. - Uniosła kilkukrotnie brwi. - Ducha, rozumiesz, ducha. - Zaczęła się śmiać, a ja zastanawiać, czy naprawdę nie była obłąkana. - Nie rozumiesz?
- Nie bardzo…
- Wierzę w duchy, widzę je. A on nie! - Znów zaczęła się śmiać, a ja uśmiechnęłam się, widząc, jak dobrze staruszka się ubawiła tym żartem.
Twój chłoptaś, hmpf.
- Kawał dobry, lecz po pierwsze. - Usiadłam do niej przodem. - On nie jest moim chłoptasiem.
- To będzie. - Zatarła ręce, a ja miałam wrażenie, że dawno nie miała styczności ze światem zewnętrznym, a ja byłam właśnie centrum jej rozrywki.
- Był i to wystarczy - skwitowałam, mając nadzieję, że wypadłam jako pewna siebie osoba.
- Ha! Będziemy obalać stereotypy o nie wchodzeniu dwa razy do tej samej rzeki. - Jej oczy nabrały szalonego blasku, a ja lekko odsunęłam się do tyłu. - Zapomniałam się przedstawić, ech - westchnęła. - Nazywam się Kaya.
- Ja Dyara, ale to chyba nie nowość - powiedziałam, a ona znów się zaśmiała.
- Jeszcze na świecie cię dziecino nie było, a ja wiedziałam jak będzie brzmieć twe imię.
- Moment. - Zmarszczyłam brwi. - Wiedziała pani o tym, że klan zostanie wybity przez Itachiego? - Ogarnął mnie chłód, a po plecach przeszły dreszcze. Popatrzyłam na nią, jak w ciszy kiwnęła głową. Ona wiedziała. - I pomimo tego nie zainterweniowała pani?!
- Nie mogłam opuścić Koryntu - odparła, a jej dobry nastrój ulotnił się. - Nadal nie mogę.
Zamknęłam oczy, chcąc się uspokoić. Uspokój się Dyara, negatywne nastrajanie nic ci nie da. Staruszka milczała, lecz ja również. Nagle przestałam chcieć z nią rozmawiać.
- Wstałaś? - Odwróciłam się, skąd doszedł mnie głos Raito.
- Yhym - mruknęłam, a on przystanął przy leżaku i ukucnął.
- Wróćcie wnoc - powiedziała skwaszona Kaya, wstając. - Muszę pokazać coś. - Wskazała na mnie palcem. 
- Dobrze - odparł Raito, gdy mnie zabrakło języka w gębie. Słońce prawie całkowicie schowało się za nieboskłonem, a ja popatrzyłam na Yamurę, zagryzając w zamyśleniu dolną wargę. Staruszka odeszła w stronę domu, kulejącym krokiem. Spuściłam wzrok, czując się nieswojo.
- Dziękuję - bąknęłam cicho.
- Za co? - spytał, siadając na kocu, na którym uprzednio siedziała znachorka.
- Za to, że mnie tu przyniosłeś. - Wypowiedziałam te słowa, zaciskając powieki. Nienawidzę takich chwil.
- Nie miałem innego wyjścia - odparł i uśmiechnął się. - Cieszę się, że już się obudziłaś.
- Miałeś. - Pokręciłam głową, czując szybko nadchodzące wyrzuty sumienia. On nawet nie wziął pod uwagę tego, że mógł nie udzielić mi pomocy.
- Perspektywa tego, że miałabyś się nie obudzić, nie dała mi nawet sekundy na zastanowienie. - Spojrzałam na niego zdziwiona, a on przetarł sobie oczy. Poprawiłam jakąś koszulę nocną, którą miałam na sobie, chcąc zająć czymś ręce.
- Nie przesadzaj - rzuciłam, mając zamiar obrócić to w żart.
- Nie przesadzam - powiedział twardo, a ja zwróciłam na niego swój wzrok. Nasze spojrzenie spotkało się w połowie drogi. Zapatrzyłam się w jego oczy, które kiedyś mówiły mi wszystko.
Wszystko, tylko nie TO. Pomyślałam gorzko.
- Ja…
- Chodź. - Wstał i podał mi rękę. Przyjęłam ją po chwili, wiedząc, że chociaż na moment będzie mi ciepło.
- Gdzie?
- Zobaczysz. - Skamieniałam. Nie byłam pewna, czy chciałam z nim gdziekolwiek iść. - Zaufaj mi. - Wyrwałam swoją dłoń, przyciskając ją do swojego ciała. I tu pojawił się problem. Nie ufałam mu.
- Nie mogę. - Zrobiłam krok w tył, a sandały na moich stopach zapadły się w wyższą trawę.
- Nie możesz, czy nie chcesz. - Przekrzywił głowę, a między nami nastała cisza. - Z resztą, co będę się ciebie pytał. - Prychnął, łapiąc moją rękę, a po chwili ciągnąc mnie za sobą.
- Yamura - zaprotestowałam gniewnie.
- Zrobimy tak. - Zatrzymał się, a ja z rozpędu wpadłam wprost w jego tors. Uniosłam wzrok, chcąc spojrzeć mu w oczy, aby powiedzieć, że do niczego mnie nie zmusi. - Ty zaufasz mi, a ja tobie.
- Nie.
- Ty zamkniesz oczy, ufając mi, że nic złego ci się nie stanie, a ja tobie, że ich nie otworzysz.
- Nie.
- Jeszcze nie musisz ich zamykać. - Ciągnął niezrażony, a ja spuściłam wzrok zirytowana, łącząc dłonie na piersi.
- Nie mam zamiaru ich w ogóle zamykać.
- Tak, tak - mruknął, ponawiając marsz.
Poszłam za nim mimo, że byłam temu przeciwna. Wiem, że fizycznie nic złego mi nie zrobi, ale to ja powinnam mu się jakoś odwdzięczyć za to, że najprawdopodobniej znów uratował mi życie.
Kolor nieba coraz bardziej przechodził w granat, a ja coraz mniej widziałam. Nie czułam jednak potrzeby uaktywniania sharingana, gdyż w takim razie to miejsce straciłoby swój urok, który na chwilę obecną prawie powalał na kolana.
Szliśmy po wydeptanej ludzką stopą dróżce na łące, która ciągnęła się aż po horyzont, do linii drzew, pomijając jedną odłogę w stronę zagajnika. Ile cudownych pól treningowych mogłoby tu powstać…
- Muszę cofnąć się po jakąś kurtkę - mruknęłam, pocierając ramiona. Miałam wrażenie, że klimat Koryntu był podobny do naszego pustynnego. W dzień gorąco, w nocy chłód.
- Nie musisz - powiedział pewnie i złapał mnie za dłoń. Spięłam się, czując jego dotyk, jego ciepło. Nie odezwałam się już ani słowem, jedynie idąc obok niego. Zniknął spokojny, zawsze pytający się mnie o zgodę Raito. On właśnie zrobił coś, na co się w sumie nie zgodziłam. Widzę, że nie tylko ja doszłam do wniosku, że nadszedł czas na zmiany.
- Zamknij oczy - poprosił, a ja przed wykonaniem jego polecenia, popatrzyłam na niego niepewnie, na co on jedynie skinął głową. Po chwili ogarnęła mnie ciemność, a ja zdałam się na niego.
Szłam przed siebie, tak naprawdę po omacku, nie widząc nic a nic, przez dobre dziesięć minut. Co jakiś czas Raito mówił, abym nad czymś przeskoczyła, czy lekko skręciła. Cały czas delikatnie ściskał moją dłoń, nie wypuszczając jej nawet na chwilę. Szalało we mnie mnóstwo sprzecznych emocji, a do tego byłam oszołomiona Kayą i Enyą. Tyle nowych twarzy, nowych faktów, nowych wydarzeń. Znów miałam tego dość.
- Stój. - Jego cichy głos wyrwał mnie z zamyślenia, a moje nogi zaprzestały marszu. - Usiądź.
- Na ziemi? - jęknęłam.
- Tak. Nie będzie ci zimno, obiecuję. - Mogłam się założyć, że na jego twarzy widniał teraz cwaniacki uśmiech.
Usiadłam, puszczając jego rękę i natychmiast zrobiło mi się zimno. Moje dłonie dotknęły chłodnej trawy i dopiero, gdy on usiadł za mną opierając się o drzewo, spojrzałam na niebo prawie całkowicie pokryte chmurami. Spuściłam wzrok, gdzie w tle majaczyło jakieś miasto.
- Gdzie jesteśmy? - spytałam, a z moich ust wydobył się obłok pary.
- Na polanie za domem Kayi, jednej z wielu - odparł, odchylając głowę do tyłu. Siedzieliśmy pod koroną dużego drzewa, gdzie o dziwo nie było żadnego robactwa.
- Po co mnie tu przyprowadziłeś? - mruknęłam, chcąc szybko wrócić do ciepłego domu.
- Coś ci pokażę.
“Wszystko ci pokażę, wszystko ci pokażę”
Potrząsnęłam głową.
- Będziesz tak marznąć? - spytał zadziornym tonem, a ja odwróciłam się do tyłu.
- Najwidoczniej.
- Babskie gadanie - fuknął i wyciągnął ręce, aby przysunąć mnie do siebie, które chciałam odrzucić, lecz gdy tylko go dotknęłam, po całym moim ciele rozeszło się przyjemne ciepło. - To jak będzie? - Uniósł jedną brew, a ja fuknęłam.
- Okej. - Zbliżyłam się do niego, a on bez pytania objął mnie w tali, usadzając pomiędzy swoimi nogami tak, że opierałam się plecami o jego klatkę piersiową. Moje oczy rozszerzyły się, mięśnie gwałtownie spięły, a serce przyspieszyło. Przyszłam z nim porozmawiać, a nie obściskiwać się. - Szantażysta - syknęłam.
- Mów mi Raito - zaśmiał się, lecz ja nadal nie potrafiłam się rozluźnić. Moje wewnętrzne “ja” protestowało, lecz czułam się w obowiązku wysłuchać tego, co miał mi do powiedzenia.
Miejskie pochodnie majaczyły w tle, a towarzyszące mi ciepło, lekko mnie uspokoiło. Zapadła między nami cisza, a ja postanowiłam dać mięśniom odpocząć, kładąc głowę na jego piersi. Było mi niezwykle wygodnie, na co moje drugie ja ponownie dało znak o swoim buncie. Powinnam go posłuchać i jak najszybciej wrócić do domu.
- Patrz. - Zabrał jedną rękę z mojego brzucha, wskazując na niebo, gdzie powoli, unosiły się lampiony.
- Co ty…?
- To wioska wyznawców tej samej wiary co Kaya. Dziś mają jakieś Zaduszki, przez co oddają cześć zmarłym - westchnął, ponownie mnie obejmując. - Robią to właśnie w taki sposób. Każda osoba wysyła nieograniczoną liczbę tych świeciących pudełeczek w powietrze, w zależności, za ile dusz chce się pomodlić.
- Piękne - szepnęłam, wpatrując się w unoszące ku górze lampiony.
Drzewo pod którym siedzieliśmy kończyło zagajnik za domem Kayi, z tego co wywnioskowałam. Mieliśmy stąd widok na kolejną ogromną łąkę, a na jej tle na wioskę Pulla, jeśli ufać jej słowom.
- I tak ich piękno niknie przy tobie. - Powiedział, na co zaśmiałam się.
- Szczególnie w koszuli nocnej nieznajomego pochodzenia i po nocy “pełnej wrażeń”.
- Nadal nie potrafisz przyjmować komplementów. - Oparł policzek na czubku mojej głowy, wsadzając nos w moje włosy. Nie wiedziałam, co mu na to odpowiedzieć.
Widok lampionów zapierał dech w piersiach. Księżyc przedarł się przez chmury, jakby chcąc przypomnieć o swojej obecności. Gwiazdy nie odważyły się ujawnić, lecz jego światło przebiło się przez barierę białego puchu, co tylko dopełniło ten piękny obrazek.
- Myślałem dzisiaj, że już się nie obudzisz - powiedział cicho, a ja zacisnęłam szczękę, spuszczając wzrok, czego na szczęście nie mógł widzieć.
- Nie mówmy o śmierci - odparłam, myśląc nad tym, jak wiele lampionów powinno mieć dziś swój start w moich dłoniach, a koniec tam na górze, gdzie żaden żywy jeszcze nie dotarł.
- Chciałbym, abyś mi pozwoliła.
- Na co? - Położyłam dłonie na jego, gdyż nie miałam co z nimi zrobić. On chyba bez zastanowienia splótł je, a ja postanowiłam się rozluźnić, a przynajmniej się starać.
- Znów być przy tobie kiedy się budzisz i kiedy padnięta po całym dniu kładziesz się spać. Patrzeć jak się cieszysz, śmiejesz i towarzyszyć ci, gdy dzieje się źle i…
- Przestań. - Ścisnęłam jego dłoń, czując jak od nadmiaru wzruszenia w kącikach moim oczu pojawiły się łzy. - Wiem - szepnęłam, doskonale zdając sobie sprawę z tego, o czym mówił.
- Kiedy spotkaliśmy się po latach, kiedy zabrałem cię z Konohy, przywróciłaś mnie do życia. - Miałam ochotę się rozśmiać, bo brzmiało to jak kwestia rodem z opery mydlanej, lecz nie ma nic lepszego niż usłyszenie tego w stosunku do siebie. Każdy śmieje się z tanich romansów, a tak naprawdę każdy marzy, aby chociaż przez chwilę stać się ich bohaterem i usłyszeć coś tak pięknego. Na przykład ja. - Obudziłaś mnie z letargu, w który wpadłem po śmierci Ache. - Głos mu się nie załamał, a sam Raito wydawał się zdecydowany mówić dalej. Czy chciałam go słuchać? - Był moment, kiedy przestałaś zwracać na mnie uwagę. Był to powód spotkań z Lilian. - Przełknęłam ślinę, utwierdzając się w swoich przypuszczeniach. - Ale ona nie potrafiła mi dać tego, co ty. - Westchnął. Ta rozmowa dla nas obojga była trudna. - To ty pokochałaś mnie na swój, uchihowy sposób. - Złożył delikatny pocałunek na mojej szyi, a ja jęknęłam cicho.
- Czy to obelga? - rzuciłam cicho, lecz podchwytliwie.
- Raczej jeden z większych komplementów - powiedział łagodniej, a ja wtuliłam się w jego pierś, obserwując pnące się ku górze lampiony.
- Ja też muszę ci coś powiedzieć - mruknęłam, zamykając oczy, chcąc to jak najszybciej z siebie wyrzucić i mieć już za sobą. - Naszło mnie na to dzisiaj, lecz nie oczekuj pełnej fali romantycznych wyznań.
- Nigdy jej nie oczekiwałem - odparł natychmiast, a ja walczyłam ze sobą, aby mu to w końcu powiedzieć.
- Przepraszam - rzuciłam i ani nie nastąpiło trzęsienie ziemi, ani niebo nie spadło nam na głowy. Nic złego się nie stało. - Arthur był…
- Zostawmy jego temat w spokoju. - Przytulił mnie mocniej do siebie, a ja chyba wreszcie się rozluźniłam. - To przeszłość, tak?
To pytanie zawisło między nami. Odpowiedź na nie była kontynuacją podróży, bądź zatrzymaniem się w miejscu, bez możliwości zmiany decyzji. Już miałam się odezwać, gdy przeraźliwe wrzaski przecięły powietrze.
- Kuso - przeklął Raito, napinając wszystkie mięśnie.
- Co się dzieje? - spytałam przestraszona, gdy coraz to nowe odgłosy zaczęły do nas dochodzić. Spojrzałam na widniejącą w oddali wioskę.
- Królewska Armia - powiedział grobowym tonem, na co przeszły mnie ciarki.
- I słychać to aż tutaj?
- Krzyk mordowanego człowieka nie mieści się w normie.
*** 
Ohayo ._.
Teraz możecie rzygać miłością, pozwalam wam.
Odwieczny konflikt chyba się wyjaśnił. Na pewno nie wszystkim się to spodoba, ale wiecie, bywa życie xd Chciałabym jednak wiedzieć, co myślicie o mojej decyzji.
Ta notka przeszkodziła mi w matmie, z której jutro mam kartkówkę. Jak mi jutro nie pójdzie, to was podam. Nie wiem gdzie, ale was podam B|
Dziś miała swój debiut Nami. Czy tego chcesz kochana, czy nie pojawisz się jeszcze kilkukrotnie razem z Hayley. Życie takie brutalne xd
Ktoś mógłby powiedzieć, że Dyara skacze z kwiatka na kwiatek. Przed chwilą oczarowana była Arthurem, a dwa dni później skończyła z Ratio. Jeśli nie wierzycie jej historii, uwierzcie na słowo mi. Jeśli jednak ktoś miałby jakieś pretensje, ja to szanuję.
Chyba pójdę sobie na razie na jakiś odwyk od Kyodai. To zrobi mi na dobre.
Macie tu naszą polską dumę. Czas, aby ludzie dowiedzieli się o sukcesie Roguckiego.
Moje włosy dziś ponownie stały się czerowone, co niezmiernie mnie cieszy, lecz... matematyka nie wybiera ._. Boże, to takie żałosne.
Ech.
Bywajcie!
PS Zdrowiej, Hayley!

18 komentarzy:

  1. Sorki, że tak jakoś krótko, ale ledwo na oczy patrzę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej no co jest? Napisalam komentarz wcześniej :@ w każdym razie ss było słodkie :-D Sasuke chcący coś zaradzić na obtarcia :-o kochany no :-P! Oczywiście on jazdę konną ma we krwi i nic go nie boli :-P Dyara i Raito... No jak już muszą :-( co zrobię? :-( nic nie zrobię :-( kocham cię ale nie mam siły na dłuższy komentarz :-/ przepraszam... Kocham hayley :-* i mam nadzieję, że nie spędze całych ferii w łóżku, dzięki za pamięć ;-)

      Usuń
    2. Ohayo :D
      Uchiha nie narzeka B| - przynajmniej wersja męska xd
      Fanka Arthura, yes? ._.
      Wyzdrowiejesz, czuję to B|
      Imai ma cię w swojej opiece :3

      Usuń
  2. aaaaaaahhh ;) To takie urocze jak Sasuke jest troskliwy <3

    Tak się cieszę! Dziękuje, dziękuje :* i no awwww, no;d
    Co mi oni, "mój" dom obrażają?! Oh, Hidan i Deidara, mogą zacząć się bać!
    Zgadzam się, ze wszystkim! (Ta niska.. no 169cm jakby nie patrzeć.. chociaż przy Tobie to niska, więc ok, ok xd; na czarno? a jak! poważnym trzeba być, jeszcze by mi to wszystko porozwalali.. :D)
    I jeszcze Thor (a gdzie młot? heh xd), który posiada tą moc, na pewno będzie miał jeszcze swoje wielkie (drugie) wejście.

    Sasuke poetą? (Przebił klopsiki!) Życie staje się piękniejsze. Nie ma to jak SasuxSaku <3 Tu nie ma co więcej pisać, po prostu jestem zachwycona:)
    Sneyd..?

    Głodny Uchiha, to zły Uchiha.. no przecież każdy to wie.. (biedny Raito xd)
    Co do jej przemyśleń, wcale nie o to chodzi, że jest dziwką. Po prostu jest zagubiona.. Za dużo, za szybko, zbyt wiele emocji i przeżyć. Myślę, że tylko spokój Dyare uratuje:) i odpoczynek, ale jak tu odpoczywać, przy takich napadach?
    (ehkem ... Blondyni nie mogą wyginąć!)
    Enya?
    Mam złe przeczucia, w stosunku do "córka diabła", czyżby to miało związek z historią tamtego miejsca? Z tamtym poprzednim rodzeństwem? (Moje ulubione stwierdzenie "Historia zatacza koło"?) - Ah, tak to jest jak się pisze komentarz, podczas czytania.. - Przeznaczenie! No wiedziałam xd

    Weny, jak zwykle na koniec, życzę:*
    Bo teraz nie mogę się doczekać, jak to się dalej rozwinie. Sprawa klątwy, Hekki no i do tego morderstwo!
    Widze, że jak grać na nerwach, to na całego xd
    I tak, jednak Raito, to (chyba) najlepsze wyjście, bo da jej (jako taką) stabilizację.
    Brutalne? Najlepszejszy prezent <3 (yyyy, najprędzej to walentynkowy? ;d) Dziękuje raz jeszcze :*
    Matma, taka straszna -.-

    Nami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze pokażesz pazurki xd
      Thor... Wiedziałam, że z czymś mi się to kojarzyło xD Będziesz chciała, to będzie miał i młot xD
      Przebił klopsiki? O loosie XD Choć przyznaj, że one miały coś w sobie xd
      Wiem, że blondyni nie mogę wyginąć nooo. Imai kocha blondynów <3 Jedynym wyjątkiem jest Itaś! *__*
      Przeznaczenie jest do dupy xd Jeszcze się o tym przekonacie xd
      Wiecie, że zapomniałam o walentynkach? XD Mimo iż jest romansistycznie to w ogóle nie miałam ego na myśli xd
      Matma nauką przyszłości... xD
      Pozdrawiam i dziękuję! ;D

      Usuń
  3. Jaki romans mrau xD Sheeiren zaszalałaś na walentynki, nie ma co xD ale tak jak powiedziała Dyara, każdy się nabija a w głębi duszy sam tego pragnie. Jakie to prawdziwe xd Raito , pewnie będzie z Dyara ;-; Ale kurde stara, nie rób mi tego. Niech Arthur wróci, chociaż na chwilę xdd Btw co tak mało Itasia dzisiaj? :c Ja chcę więcej :c Masz czerwone włoski znowu? ^.^ Moje stały się ciemne, i stają się coraz bardziej xdd Ferie się skończyły to i nad matma trzeba siedzieć, przerąbane xdd No, ocena końcowa dla rozdziału to trzy razy tak. Dyara niech idzie za głosem serca :3 (czyli do raito, eh ._.) Powodzenia na kartkówce, buziaki, kiski, lofki i wgl XD :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam o walentynkach, ale może i zaszalałam xdd
      Kiedyś wróci... ;>
      Itaś,hyhyhy. Oczekujcie niespodzianki :3
      Yes, znowu <3
      Dzięki! ;D

      Usuń
  4. Heja :) Wiem że będziesz zła , ale postawię na szczerość i przyznam się bez bicia że czytam bloga regularnie od bodajże piątego rozdziału pierwszej serii, a to jest mój pierwszy komentarz tutaj... Nie powiem, niezłe mam tempo xD Boże, jaki ze mnie leń xD No cóż, realizujemy postanowienia noworoczne.
    To teraz komentarz właściwy:
    Oho, uchihowska duma nie pozwala nażekać na obtarcia, więc udajemy olimpijczyka ujeżdzaniu konia (jak to brzmi xD). Ogółem spadłam z fotela jak przeczytałam poetycki artyzm Sasuke xD No wiesz ty co, blond nie może wyginąć, nie mam zamiaru być łysa! Kamień spadł mi z serca, Dyara będzie z Raito, chodź z drugiej strony, jeśli byłaby z Arthurem (niech zginie śmiercią okrutną), to sama miałabym na niego ochotę xD. Tia, miałabym ochotę, gdyby nie fakt że tak jak wielka jest Twa miłość do Itachiego, tak moja jest dwa razy większa do innego seksiaka z gatunku Uchihowatych, ale kogo to już nie zdradzę xD. A zresztą, i tak nie ma zbyt dużego wyboru xD
    Co tam jeszcze... no tak, szacun, całkiem niźle wymyśliłaś całą tą historię otym Demonicznym Rodzeństwie, i w ogóle . Mam pytanie, czy to Twój pomysł, czy inspirowałaś się czymś? Mam tu na myśli i legendę, i Korynt, te wszystkie mafie...
    Widzę że zmieniłaś szablon, osobiście uważam że wizualnie prezentuje się lepiej od popszedniego, jegnak dawniej kiedy wchodziłam na bloga witała mnie kolorowa Dyara z rozwianymi włosami zamierzająca prawdopodobnie komuś wjebać, a teraz wszystko tak przyblakło...
    Czerwone włosy xD Dam głowę że wyglądasz zabójczo, z takim kolorem włosów nie masz prawa wyglądać inaczej xD. Ja chciałam mieć czerwone włosy kiedy miałam fazę na Hideto Matsumoto xD. Boziu, co to był za słooooodziak :* Ach, wracają wspomnienia xD. W międzyczasie dostałem jeszcze kota na punkcie niebieskiej farby, ale ostatecznie zostałam przy naturalnych. Nosz fuck, miałam komentować bloga, a nie wpisy do pamiętnika.
    To jeszcze tak na zakończenie, biedna ty, kartkówki z maty to zło. Jeszcze zależy co, jak my przerabialiśmy algebrę to szło, ale z geometri ledwo dostałem cztery na ostatniej kartkówce. A następna w piątek. Cóż życzyć szczęścia ci już raczej nie mogę, bo o tej godzinie już pewnie napisałaś, ale niech Jashin ma nad Tobą opikę na kolejnych kartkówkach.
    Zanim się pożegnam, jeszcze raz przepraszam że przez tak długi czas nie dawałam znaku swojego istnienia, ale jestem straszliwie bierna w takich rzeczach, pozostaje mi tylko obicać, że postaram się komentawać wszystkie notki, aż do końca świata!(rzygłam tęczą). Swoją drogą, póki pamiętam, Kin z Otogakure było naprawdę świetne, jak zaczęłam czytać o 22, to skończyłam chyba o 2, nie mogłam tego odłożyć na inny termin xD Jaszcze chciałam spytać, czy nie wiesz przypadkiem co się dzieje z Amane(tak, następny blog na liście do skomentowania xD), tak długo jej nie ma?Dobra teraz już naprawdę koniec xD
    Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo weny

    ~ Hikari

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wiem że będziesz zła , ale postawię na szczerość " tyle wyświetliło mi się na miniaturze maila w telefonie i już przeleciało mi przed oczami: Oho, szykuje się hejt życia.
      A tu co? Długaśny komentarz! <3
      Powiem ci, że to jedno z lepszych postanowień noworocznych.
      Olimpijczyk w ujeżdżaniu konia - sądzę, że byśmy się dogadały xD Miałam użyć podobnego określenia, lecz... w Naruto nie ma Igrzysk xD
      Mówisz, że masz ochotę na Arthura? ;> Żebyś kiedyś nie żałowała tych słów...
      Nie mów mi, że Madara xD Rozumiem Obito, czy Shisuiego, ale nie mów mi, że to ten piernik xD
      Nie czytałam żadnej legendy. Jesteś pierwszą osobą, która o to pyta ;3
      Korynt. Z moją przyjaciółką wymieniałyśmy się kulturalnymi obelgami, w tym: ty, córo Koryntu! - inaczej, dzifffko. Tak okazujemy sobie miłość xd Więc tak powstała teoria Koryntu. Legenda?
      Nie chciało mi się opisywać walki w Konoha, więc... zemdleli, kiedy było mi to potrzebne, a że mieli do tego powód to już co innego xd Pytałam się również, czy kończyć opowiadanie, czy kontynuować. Wyszło na to drugie, więc musiałam to wymyślić.
      Staram się kreować Korynt, na mieszankę wszystkiego co możliwe, jak nasz chwilowy świat. Globalizacja się szerzy, więc chcę tak przedstawić wyspę. Na niczym się nie wspierałam. Po prostu tworzyłam to, co było mi na rękę.
      Z początku w ogóle nie miało być Arthura, a Kaya narodziła się, kiedy potrzebowałam miejsca na spoczynek Raito i Dyary, a sam pomysł, że jest znachorką wtedy, kiedy pomyślałam, że może być odrobinę szalona xd
      tak wyglądał plan na całą narrację Dyary:
      "Dyara - wstaną i zatrzymają się na farmie, chcąc podwędzić jakieś warzywa. Ktoś ich przegoni, ura bura, zabawowo. Dyara zatnie się jakąś gałęzią na ogrodzonym ogródku. Potem zacznie słabnąć, atak gardło. O niee! Chora! Raito zabierze ją do wioski. Spędzą tam dwa dni. Staruszka, której prababcia opowiadała o pierwszej wojnie."
      Więc uwierz, że sama nie wiem, co stanie się w kolejnych notkach xd
      Wrócę do starego szablonu, bo mam do niego ogromną słabość. Jest najlepszym szablonem, jaki kiedykolwiek miałam. Nikiro spisała się na medal <3
      Są czerwone, ale kiedyś będą granatowe B|
      No ja ostatnio złapałam się na granicę 5, a teraz chciałabym taką pełną xd
      Zniszczę w tobie tę bierność, zobaczysz :3
      KIN? O.O *łapie zdziwienie* Jak dawno mnie tam nie było... W sumie, to wstydzę się trochę za to opowiadanie xd ale miło mi ogromnie, że pomimo jego zakończenia, znalazło ono czytelnika <3
      Amane? ._. Irytuje mnie nieobecny frajer, ale już powędrował do niej sms, więc powinna się do mnie odezwać :D
      Również pozdrawiam i ogromnie dziękuję za komentarz! <3

      Usuń
    2. Ajajaj, z pozbyciem się mojej bierności mogą być problemy, jak widać prawie tydzień zbieram się na napisanie odpowiedzi i dalej mi się nie chce xD
      Igrzyska, oj igrzyska... Nigdy niewiesz co oni tam kombinują xD DWA ZŁOTE MEDALE !!!
      Cieszmy się, mamy zdolnych rodaków xD
      Źle mnie zrozumiałaś, chodziło mi oto, że jeśli Dyara wybrałaby Arthura, to ja bym "przygarnęła" Raito xD Osobiście za Arthurem niezbyt przepadam...
      Ej, uważaj gdzie wjeżdzasz z piernikami, bo to niebezpieczny grunt. Piernik jak piernik... Mój piernik xD Owszem, mówię że to Madara, a bo co? Jakiś problem*włącza tryb psychopatycznego mordercy* ??? No, Obito to jeszcze, ale że Shisui?! Takie jedno wielkie fuj? Prędzej Kagami.
      Czujem siem zaszczycona xD
      ... Aha... Przepraszam, na więcej mnie nie stać, jeśli chodzi o Korynt xDD
      Granatowe, żeby było pod kolor Itasia? Albo Saska, jeśli Itacz Ci się znudzi xD
      Coś, chyba jej się popsuł telefon =.=
      Tak sobie wczoraj czytam ostatni rozdział, potem komentarze pod nim, i tam jakieś załamanie psychiczne ludzie przechodzą xD Jedni chcą popełnić samobójstwo, inni pomstują, jeszcze inni wymyślają plan zmolestowania autorki... Bardzo kreatywne dzieci xDD No to do następnego xD

      ~Hikari

      Usuń
    3. Nasza Justynka! <3
      To Raito niestety nie dostaniesz w spadku. Wybacz xD
      Okej, okej. Bez pierników xDD
      Możesz być jego laską. U mnie z tym nie ma problemu XD
      Itaś nigdy mi się nie znudzi!
      Jak możesz tak mówić!
      Uwierz, że niektóre są kreatywne aż za bardzo xD
      No do następnego xD

      Usuń
    4. Ach, wybaczam Ci xD
      Nosz no, jakj mogłaś tak o nim pomyśleć?! Przecież on wręcz ocieka seksem xDD
      Ooooo, jaka miłość do Itasia <3 Kto wie, może spotkamy się kiedyś na Bożym Narodzeniu u Uchihów (tak to się pisze?) jak się wszystcy zjadą xDD Ciekawe komu trafi się Sasuke... xD Wiesz, że Itaś był moim pierwszym mężem z anime? Bosze, kiedy to było xD Ale nie bój się, jesteśmy po
      rozwodzie xD
      Wierzę Ci xD A wszystko przez te fundusze europejskie xDD Pa <3

      ~ Hikari

      Usuń
    5. Sasek Akemii, na bank xD
      Nie pogardziłabym taką gwiazdką xD
      O tak! Nareszcie usłyszałam sensowną przyczynę: fundusze europejskie - tak! xD
      "I że cię nie opuszczą aż do śmieci..." <3
      Baj ;D

      Usuń
    6. A kto by pogardził xD
      I że NAS nie opuszczą aż do śmierci xD
      Ach, jaka ze mnie cipa, znowu bym zapomniała! Zostań moją walentynką! Nie poszłam dzisiaj do szkoły, i nie wiem czy coś dostałam :/ Trzeba iść na ploty do kumpeli i obcykać kto, gdzie, kogo xD Ekhem, ekhem jak to tam było? Na górze róże, na dole bielizna, nie ufaj chłopakom, bo to wścieklizna! Jebłam rymowanką z podstawówki xDD Dodam jeszcze, że z tej okazji liczę na nową notkę xD Przecież jestem grzeczna xD Dobra, koniec xD

      ~ Hikari

      Usuń
  5. Wygrałam z fizą i w końcu wzięłam się za czytanie. Tak więc: tajemnice, tajemnice, tajemnice. Lubisz trzymać ludność w napięciu. Ostatnio przeszłam jakąś zmianę i mam wylane na wszystko co nie jest światem realnym. Tak jak kiedyś przejmowałam się losami tutejszych bohaterów, tak teraz mogą sobie robić co chcą, nawet skoczyć w przepaść z uśmiechem na ustach. Zupełnie nie przeszkadza mi że Sasuke jest z Sakurą, a Dyara dryfuje między Arthurem i Raito. Mogłaby mieć nawet trzeciego. Jednak ogólnie czuję się ogromnie zaniepokojona moją znieczulicą. Mam nadzieję, że minie. W sumie mam nadzieję, że przeklęte rodzeństwo Uchihów nie nabroi za bardzo i nie rozniesie całego świata w pizdu. O, wtedy może byłoby mi przykro. Ale za to miłosny wątek na koniec był świetny, chociaż spodziewałam się innego (hmm, bardziej adekwatnego do sytuacji) zakończenia. Bo sobie czytam o miłości i jak to ujęłaś, prawie nią rzygam i nagle krzyk mordowanego człowieka. Ale jak już wspomniałam, zbytnio mi to nie przeszkadza. Niech się dzieje co chce, tylko żeby był happyend i wszystko będzie super. Weny życzę i w sumie to nawet nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, bo chciałbym się dowiedzieć co z tym mordem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię trzymać ludność w napięciu, lecz nie wiem, czy udaje mi się to robić xd
      Czy nabroi czy nie, to jest jeszcze kwestia sporna xd
      Nie mogło być za słodko. Pot krew i łzy, nie? ;D
      Rozdział na razie mam jedynie w planach xd
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam ;D

      Usuń
  6. Wow, długość mnie powaliła, albo to tylko takie wrażenie, czytał, czytałam i czytałam i nie chciałam końca :D ale niestety koniec musiał kiedyś nadejść :D Oni muszą być ze sobą nie ma mowy! :D Raito i Dyara <3 Bo inaczej foch forever :* Pozdrawiam i czekam na następną :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Matkooo, a Rogucki w tym teledysku ma ten obrzydliwy, polski wąsik ._. God, why? Ale piosenka zacna, bardzo :3 Oby więcej takich duetów, to chłop może jeszcze większą karierę zrobi, a co! :D

    Ha! Wiesz co? Jednak okazało się, że mam u ciebie tylko dwa rozdziały do nadrobienia - tu jeden i na karuzeli jeden. Tyle wygrać! Więc skomentujmy.... Ale wymyśliłaś im imiona >.< Sneyd, Enya - ja mam to niby zapamiętać? Wgl tak dużo nowych postaci, powoli zaczynam nieogarniać T^T I czy ten Sneyd jest tym dla Saska, czym Enya dla Dyary? Że tym "Będę twoją mentorką w drodze do zagłady"? Zagłady ._. Jak to strasznie brzmi wgl. Jakby mieli w trójkę wymordować cały Korynt... Czyli co, Itachi to tylko tak sobie trenował na rodzince, a prawdziwe "zadanie" wykona teraz? O matko, gdybyś to wcieliła w opowiadanie, to bym chyba padła. Ale z drugiej strony - tyle krwi, tyle brutalności, wow, Chustii taka szczęśliwa *_* No i widzę, że jednak zdecydowałaś się na RaitoxDyara come back! Hmm, w sumie to ja wolę Arthura, no ale skoro tak postanowiłaś, to już twoja decyzja :) Ja po prostu nie lubię dziwkarzy, nie ważne jaki mieli powód, żeby na te kurwy iść... No nic. Zaduszki haha, poczułam się jak w Polsce, a nie na Koryncie :p

    Koment na karuzeli wieczorem, albo jutro dostaniesz.
    Pozdrawiam, buziaki i weny! <3

    OdpowiedzUsuń