wtorek, 14 stycznia 2014

II Rozdział VIII

Dla Hayley i Kropka ;)
Sasuke
Zmacali mnie! Autentycznie mnie zmacali!
Właśnie pierwszy raz w życiu zostałem perfidnie obmacany, a w dodatku nie przez osobnika płci żeńskiej, lecz przez niskiego grubasa w za małym wdzianku ochroniarza. Czułem się dziwnie i miałem nagłą potrzebę zażycia prysznica, po tym jakże niemiłym doznaniu. Niby nic, a jednak…
Z racji, że kontrolę przeszedłem pierwszy, nie czekając na resztę ruszyłem w stronę dużego domu, który z mojego punktu widzenia był jeszcze bardzo malutki, lecz miał w sobie to “coś” nawet z daleka.
Poprawiłem plecak i włożyłem dłonie w kieszenie, wbiwszy wzrok w żwirową drogę co jakiś czas kopiąc losowy kamyk. W sumie, to nie chciałem tam iść. Nie spieszyło mi się, żeby spotkać się z Itachim. Mimo zmian które we mnie zaszły, nie stałem się optymistą, który ponad życie chciał spotkać się z bratem mordercą. Tak ogólnie to optymizm jest do bani. Po co mam zakładać, że wszystko pójdzie dobrze, jeśli to niemożliwe? Pozytywne plany nigdy nie sprawdzają się w stu procentach, a te nieudane elementy jak małe by nie były są bardziej przez nas zapamiętywane niż te pseudooptymistyczne. Zdecydowanie lepiej jest być realistą nawet z małym pierwiastkiem pesymizmu. Wtedy zawód przy porażce nie jest tak wielki, bo brało się pod uwagę możliwość klęski.
Westchnąłem i spojrzałem przed siebie dumnie unosząc wzrok. Itachi siedział obok Dyary na schodach, a Sakura krytycznie patrzyła na dwóch członków Akatsuki, tarzających się po ziemi. Po dłuższej chwili namysłu stwierdziłem, że był to Hidan i Deidara, jeśli wierzyć informacjom Mashiego.
- Cześć, Sasuś - wyzipiała Dyara, a ja uniosłem pytająco brew.
- Co ty masz z tym ś? - Itachi spojrzał na nią krytycznie - Itaś, Sasuś? No szanujmy się, Uchiha.
- Ćśśś. Dyara w depresji. Dyarze się wtedy nie zaprzecza. - Oparła się łokciami o stopień wyżej i odrzuciła głowę do tyłu, jakby co najmniej była na luksusowych wakacjach, relaksując się. Nie dowierzałem w to co widziałem, gdyż gdybym patrzył na nas z boku, mógłbym spokojnie dość do wniosku, że jesteśmy kochającym się rodzeństwem, które swoją miłość objawia wzajemnymi docinkami. Hehe, nie.
- Witaj, Sasuke. - Itachi przerzucił na mnie swoje badawcze i czujne spojrzenie, jakby niepewny mojej reakcji. I bardzo dobrze, bo miałem ochotę rozpiździć tę chatę, wrócić do domu i spokojnie z Sakurą fundować sobie dzieci. A tu co? Koryntów mi się zachciało.
- Witajcie - mruknąłem, mrużąc oczy. Sakura ruszyła w moją stronę, a Dyara w rozkoszy zamknęła oczy, gdyż słońce właśnie wyszło zza chmur, a jego promienie rozpoczęły  tańczyć na jej twarzy. Humor Itachiego zniknął, a pozostał jedynie wyraz twarzy niemożliwy do odczytania i wiecznie kalkulujący wzrok.
- O, nowy Uchiha! Siema, stary! - Odwróciłem się w lewo i spostrzegłem tego siwego idiotę. Właśnie miałem ruszyć w jego stronę i coś mu obciąć, lecz Sakura zatrzymała mnie, kładąc dłoń na moim torsie.
- Ja się nimi zajmę, a wy. - Spuściła na chwilę wzrok, przerywając szept. - Pogadajcie w końcu. - Uśmiechnęła się lekko i ruszyła w stronę dwójki mężczyzn. Zapewne nigdy wcześniej ich nie widziała, a jedynie wiedziała o ich istnieniu z kartotek. Przez chwilę patrzyłem na nią krytycznie, bo w końcu chciała dać reprymendę dwóm etatowym mordercom, gdzie jeden z nich był zbokiem masochistą, a drugi miał “wybuchowy” charakter. Mimo to skinąłem głową, gdyż cały czas byłem w gotowości, aby ją obronić jednocześnie biorąc udział w rodzinnej schadzce.
- To mówicie, że braćmi jesteście? Fajnie, fajnie. - Dyara z zamkniętymi oczami zaczęła gadać jakieś bzdety, a ja podszedłem do nich i również usiadłem na schodach obok siostry i jak najdalej od Itachiego.
- Jesienna depresja? - rzucił Itachi grobowym tonem, a ona roześmiała się.
- Chyba raczej letnia otchłań rozpaczy - prychnęła, dmuchając na grzywkę, która wpadła jej na oczy.
W tym momencie przed głowę galopowało mi tysiące myśli, a ja sam pierwszy raz od bardzo dawna byłem w kropce. Itachi, którego chciałem zabić, pozbawić życia o każdej porze dnia i nocy. Itachi, który właśnie siedział obok i wymieniał się żartami z moją siostrą, którą samą zostawiłem w Konoha kilka lat temu. To wszystko wydawało mi się ogromnie nierealne. Czy tak to miało wyglądać? Czy Itachi naprawdę musiał odebrać mi rodzinę, aby teraz Konoha egzystowała w spokoju, a my mogli walczyć z jakąś pieprzoną klątwą na owianym legendą kontynencie?
Pierdolenie. Nie wierzę w to.
- Coś kiepsko nam się rozmawia. - Dyara mlasnęła ustami zniesmaczona. - Chyba nie mamy wspólnych tematów.
- Mamy ich aż nad to - warknąłem, czujnie obserwując Sakurę, która właśnie przetłumaczyła coś tej skretyniałej dwójce, która właśnie szła za nią jak potulne owieczki. Idąc puściła mi oczko i rzuciła spojrzenie pod tytułem: wszystko mam pod kontrolą.
- A mi się coś zdaje, że nie. - Dyara wstała przed  na równe nogi, wyciągając się, aby po chwili usłyszeć charakterystyczne dźwięki: chrup, chrup -O! Tego mi było trzeba. - Popatrzyłem na nią sceptycznie, dochodząc do wniosku, że jeśli Dyara naprawdę ma poważny problem zaczyna nawijać bez sensu i odstawiać szopki takie, jak właśnie ta najnowsza prezentowana dla mnie i Itachiego, który westchnął cicho. Popatrzyłem na niego kątem oka, zauważając na jego twarzy emocje i doznałem szoku, że on od którego uczyłem się bycia oschłym, zimny, na którym wzorowałem się w byciu bezuczuciowym i bezwzględnym jakieś uczucia jednak posiadał, a ujawniało się to, gdy patrzył na Dyarę i lekko się uśmiechał. To, to kolejny dziś przeżyty szok. A Sasuke Uchiha nie lubił szoków.
- Przyznam, że sytuacja w jakieś się znaleźliśmy jest dość osobliwa - mruknął mój brat, robiąc młynek palcami.
Pierwszy raz od bardzo dawna miałem możliwość, aby mu się przyjrzeć. Nie pamiętałem go dokładnie, a wszystkie zdjęcia z przeszłości spaliłem, nie chcąc mieć z nimi nic wspólnego. Nigdy tego nie żałowałem. Do teraz, kiedy wreszcie się spotkaliśmy po jednej stronie barykady, w jednej drużynie dążącej do uratowania własnego życia. Mimo, że się nie odzywaliśmy, a Dyara chcąc na swój sposób odreagować, zaczęła wyginać się w różne strony odnosiłem wrażenie, że tak powinno być. Tak szybko jak to wrażenie się pojawiło, tak szybko na szczęście zniknęło. To nie może odbywać się w ten sposób. Spuściłem wzrok i zacisnąłem pięści. Złapałem się za głowę, zaczynając się lekko trząść. Te wszystkie lata, te wszystkie zmarnowane lata…
- Oj, jak się cieszę, że znów jesteśmy razem. - Dyara oplotła moją szyję lewą ręką, a Itachiego prawą, przyciągając nas do siebie. Warknąłem ostrzegawczo, lecz ona kompletnie zlała mój protest. - Marzenia się jednak spełniają - sapnęła wyraźnie przejęta, z gracją słonia w składzie porcelany wciskając moją głowę w zagłębienie swojej szyi. Pewnie miał być to jeden z bardziej wrażliwych gestów, jakie w życiu wykonała, lecz nic nowego, że jej nie wyszło.
- Odstaw te czułości, bo nas podusisy - fuknąłem, wyswabadzając się z jej uścisku.
- A wisz - mruknęła, zapatrując się w niebo i ponownie siadając między nami. - Bywa życie.
- Podobno - chrząknął Itachi.
- A teraz tak na poważnie - westchnęła, przecierając oczy - mam pomysł - po tych słowach między nami zapadła cisza. Chłopaków najwyraźniej zatrzymano przy bramie, bo nie pojawiali się na horyzoncie, a ja miałem dojść tego “spotkania”. - Możemy podać sobie ręce i zakończyć wiadomo jaki temat? - popatrzyłem na nią jak na wariatkę. Miałem zapomnieć o tym, od tak? Dzięki zwykłemu uściśnięciu dłoni?! - Nie chodzi o to, że mamy wymazać swoje wspomnienia, nie - mruknęła, jakby przeczuwając to o czym myślałem - tylko… - opuściła głowę i włożyła ją między kolana, przez co jej głos trochę przycichł. - Teraz musimy pracować razem. Każdy z nas doświadczył już mocy klątwy - powiedziała pewnie i … stwierdziła fakt. Te ataki są nieznośne.
Nagle wszystko dookoła zrobiło się czarne. Popatrzyłem na swoje ciało, gdzie wszystko było na swoim miejscu, lecz wszędzie indziej była ciemna pustka.
- Co tu się dzieje? - warknąłem, wstając. Czarna przestrzeń okalała mnie ze wszystkich stron, przez co dostałem chwilowej klaustrofobii, a moja irytacja jedynie zwiększała się na równi z ilością sekund, które przebywałem w tej próżni.
- Sasuke. - Dobiegł mnie damski głos, przez co odwróciłem się gwałtownie. Po ciele przeszły mi dreszcze, a wspomnienia wróciły. To był jej głos. - Tutaj. - Spojrzałem w prawo i zobaczyłem mieniącą się niebieskim światłem.
- Odejdź! - krzyknąłem, cofając się. Pieprzona klątwa. Ma czelność grzebać mi w głowie i wyciągać tak subtelne rzeczy jak ton głosu Mikoto.
- Sasuke, to ja. - Uśmiechnęła się i podeszła, a ja ponownie cofnąłem się o krok.
- Ty czyli kto? Klątwa? - syknąłem, dobywając miecza.
- Nie, Sasuke. To ja twoja mama. - Przy uśmiechu od zawsze lekko zamykała oczy, a wokół nich tworzyły się małe zmarszczki, które zawsze dodawały jej uroku, tak, jak teraz.
- Dlaczego mam ci wierzyć? - niepewne warknięcie wydobyło się z moich ust, a wszystkie mięśnie napięły się w gotowości. To nie mogła być prawda.
- Bo jesteśmy na Koryncie, gdzie osoby z chakrą mogą widzieć duchy. - Przekrzywiła lekko głowę, a ja zbliżyłem się do niej.
- Jak to? - wydusiłem skonsternowany. - Dlaczego mogę z tobą rozmawiać?
- Ponieważ jesteśmy na Koryncie. To magia tego miejsca. - Delikatnie wyciągnęła rękę do przodu. Dotknąłem jej chcąc zobaczyć, czy jest prawdziwa. Gdy coś poczułem, oplotłem mamę rękoma, a ona pogłaskała mnie po głowie. - A nie mówiłam? - Roześmiała się, a ja odsunąłem się. Jeżeli to nie jest sen…
- Jakim cudem? - szepnąłem lustrując jej twarz. Nic a nic się nie zmieniła. Była dokładnie taka, jaką ją zapamiętałem.
- Wreszcie spotkaliście się we trójkę, a w każdym z was była choć malutka chęć do zgody - odparła, a ja puściłem ją. Mama usiadła, a ja na przeciwko niej, nie odrywając od niej wzroku.
- Nie chcę się godzić - zaprzeczyłem, kręcąc głową. - To nie dla mnie.
- Oj, Sasuke .- Złapała moja dłonie. - Zawsze krnąbrny i nieskory do wybaczania.
- Mamo. - Zmarszczyłem brwi, a w szczątkach mojego serca zaczęła kiełkować radość. To, to było niebywałe.
- Dobrze już dobrze - westchnęła - wiesz, ile na was tu czekaliśmy?
- Czekaliśmy? - uniosłem pytająco brwi.
- Tak - potaknęła - ja, tata i cała reszta klanu.
- Co-co chcesz przez to powiedzieć? - Naprawdę miałem wrażenie, że śniłem, że tylko moja chora wyobraźnia wykreowała coś ta nierealnego, ale… ona była tu. Mogłem jej dotknąć, porozmawiać z nią.
- Wszyscy czekaliśmy, aż tu przyjdziecie, aby móc się z wami skontaktować. - Uścisnęła moje ręce, a ja zacisnąłem usta.
- Więc dlaczego widziałem podobizny ciebie i taty w Konoha? Podobizny, które wcale nie chciały dla mnie dobrze? - spytałem, spuszczając wzrok. Coś mi tu nie pasowało.
- To jest część klątwy, na którą nie mamy wpływu - westchnęła - z jednej strony jesteśmy jej bardzo wdzięczni, bo w końcu możemy się z wami spotkać. Mogę z tobą porozmawiać. - Dotknęła mojego policzka w ten sam sposób, jak Sakura, a ja coraz bardziej odrzucałem mroczne scenariusze na bok.
- Ja ja też się cieszę. - Rozluźniłem mięśnie, a ona poczochrała mi włosy. Sześć lat, sześć pełnych lat…
- Nie mamy za wiele czasu, więc muszę się streszczać - mruknęła - przeklęci starsi.
- Hm?
- Starszyzna - machnęła ręką - zidiociałe staruchy - fuknęła, a ja uśmiechnąłem się.
To jest wzór prawdziwej Uchihy, na którym wychowała się cała nasza trójka. Muszę przyznać, że tęskniłem za tym. - Posłuchaj mnie uważnie, Sasuke. - Znów zwróciła na mnie swe czarne oczy. - Bardzo zależy nam na tym, abyście się pogodzili. Uwierz - westchnęła - przekaż Itachiemu, że nie mam mu za złe tego co zrobił i ty też nie powinieneś.
- Ale jak?! - Uniosłem się - Przecież on was…
- Zabił - ucięła. - Tak, Sasuke. On nas zabił.
- Jak możesz mówić to tak spokojnie?! - Zacisnąłem pięści, nie mogąc znaleźć wytłumaczenia dla jej słów.
- Zrobił to, co było konieczne, gdy ja poległam. - Znów odpowiedziała spokojnie, nie ruszając się nawet o milimetr. Jej twarzy nie przeciął żaden grymas, żadna oznaka jakiegokolwiek bólu.
- Nie potrafiłam przekonać klanu, a w tym waszego ojca - westchnęła - Fugaku pojął to wszystko dopiero po śmierci. To po nim jesteś tak chorobliwie dumny - powiedziała, a ja wypuściłem głośno powietrze. Nie, nie, nie!
- Przestań to robić! - warknąłem - Nie bierz całej winy na siebie!
- Nie biorę jej - odparła, bawiąc się dłońmi. - Po prostu mówię, że to wcale nie musiało się tak skończyć, a ja znam swoje błędy. Miałam dużo czasu na przemyślenia, Sasuke.
- Mam mu wybaczyć? - prychnąłem - Nie należę do tego rodzaju ludzi, wiesz o tym.
- Wiem, więc musisz się zmienić. - Mówiła cicho, lecz stanowczo, a ten ton od zawsze trafiał do mnie najbardziej. - Zdaję sobie sprawę z przemiany, jaka w tobie zaszła, ale to jeszcze nie koniec twej drogi, synu. - Uniosła na mnie swoje oczy, a ja złagodniałem. Ciągle za mało, nigdy wystarczająco dobrze. - Ta dziewczyna…
- Sakura - sprostowałem.
- Naucz się kochać i nigdy nie pozwól jej odejść. Jest ważniejsza niż zła przeszłość, gdyż ona sama jest twoją przyszłością. W innym przypadku sam siebie zniszczysz. Pamiętaj o tym. - Jej niebieski blask zaczynał powoli niknąć, a ona uśmiechnęła się smutno. - Już czas.
- Nie, nie odchodź. Jeszcze nie teraz. - Złapałem ją za dłoń, a ona znów przyłożyła swoją do mojego policzka.
- Jeśli choć raz w życiu możesz posłuchać starej matki. - Przewróciłem oczami, na jej żartobliwy ton. - To pogódź się z bratem. Nie pragniemy niczego bardziej, jak waszej zgody. - Jej nogi zniknęły, a ona westchnęła. - Trzymaj się Sakury i uważajcie na Imrin. - Jej dłoń również rozpłynęła się w czarnej pustce. - Pamiętajcie, że pomimo wszystko zawsze będę was kochać.
Zniknęło wrażenie jej obecności, jej dotyk, jej głos. Znów pozostałem sam w ciemnej przestrzeni, lecz nie zmieniłem swojej pozycji. Siedziałem, czekając aż to się skończy. Moja mama… namieszała mi w głowie.
W ciągu ułamka sekundy powróciłem na schody prowadzące do rezydencji. Nie spojrzałem się na swoje rodzeństwo, nie, nie chciałem tego robić. Nie wyciągnę do nich ręki. Może mama miała rację, że jestem zbyt dumny…
- Rozmawiałam z tatą - powiedziała cicho Dyara, tak jak ja patrząc się przed siebie.
- Ja z Shisuim - odparł poważnie Itachi, podpierając głowę na jednej ręce.
Nie daj się Sasuke, nie rób tego.
- A ja z mamą. - Od razu ugryzłem się w język. Kuso.
- Proszę was, przestańcie się nienawidzić. - Rzuciłem kątem oka na Dyarę, która siedziała zrezygnowana, kiedy w jej oczach pojawiły się łzy. Przestań, młoda. To nie czas na mazanie się.
Wyciągnęła rękę do przodu, spuszczając głowę, a jej łzy zaczęły spadać na stopień pod jej nogami. Już chciała ją zabrać, gdy Itachi wyciągnął swoją i położył na jej. Intuincja podpowiadała mi, że teraz moja kolej, że teraz ja powinienem położyć swoją dłoń na ich, ale… ale nie mogłem.
“Nie pragniemy niczego bardziej, jak waszej zgody.”
Delikatnie uniosłem swoją rękę, ale szybko ją cofnąłem. Uchiha, przecież ty nie nadajesz się do ckliwych scenek zgody. To, to nie leży w twojej naturze, nigdy nie leżało.
“Musisz się zmienić.”
Zacisnąłem powieki, przeklinając w myślach Mikoto. Już wystarczająco się zmieniłem, mamo. Nie chcę więcej zmian, bo przestanę być sobą.
“W każdym z was jest choć malutka chęć do zgody.”
Odwróciłem wzrok i położyłem dłoń na ich.
- Znowu razem - powiedziała Dyara przez szloch, ponownie przyciągając nas do siebie. Miałem podły humor i nie miałem ochoty na rodzinną pogawędkę. Chciałem jak najszybciej stąd wyjść.
Zdjąłem jej rękę ze swojej szyi i wstałem bez słowa. Podniosłem plecak z ziemi i ruszyłem w stronę, gdzie zniknęła Sakura.
- Mamy uważać na Imrin - rzuciłem przez ramię i ponowiłem marsz.
Chciałem myśleć o wszystkim, tylko nie o tym, co stało się przed chwilą. Tego było za dużo, a ja nie potrzebowałem kolejnych powodów do rozmyślań. Miałem ich już wystarczająco, więc doprawdy jedyne na co miałem ochotę to sen.
- I jak? - podniosłem wzrok. Kompletnie zapomniałem, że miałem jej pilnować. I na co mi takie rodzinne schadzki? Na nic.
- Znośnie - burknąłem, a ona z czułym uśmiechem na ustach podeszła do mnie.
- Nie sądzisz, że to musiało się stać? - Rzuciła mi ręce na szyję, każąc spojrzeć w swoje przepiękne zielone oczy.
- Gdyby kiedyś coś się nie stało, to rzeczywiście teraz nie musiałoby dziać się nic - fuknąłem, odwracając wzrok. Nie chciałem z nią rozmawiać, chciałem zostać sam. Wyminąłem ją, kierując się do schodków na taras, aby wejść do domu.
- Sasuke, przestań - warknęła za mną, rezygnując z miłego podejścia. Szedłem jednak dalej, chcąc, aby dała mi spokój. Sam musiałem sobie z tym poradzić. - Sasuke! - krzyknęła, łapiąc mnie za ramię. Strzepnąłem jej rękę i podszedłem do drzwi balkonowych, lecz ona stanęła w przejściu, nie mając zamiaru odpuścić.
- Odejdź - powiedziałem beznamiętnie, po czym poprawiłem plecak.
- Nie próbuj znowu mnie odpychać - rzuciła pogardliwie, chcąc wzbudzić we mnie poczucie winy. Nie tędy droga, Haruno.
- Nie próbuję. - Jej spojrzenie złagodniało. - Ja to robię - powiedziałem i starałem się przepchnąć ją w drzwiach. - Muszę dać sobie z tym radę sam.
- Możemy zrobić to razem. - Starała się mnie do siebie przekonać, ale w mojej głowie wciąż krążyły myśli o Itachim, który siedział na schodach. To znów mój brat przysłonił mi widok na wszystko inne.
- Nie obchodzi mnie twoje razem. - Popchnąłem ją delikatnie, przez co wpadła do środka.
- Nie mam czym w ciebie rzucić - fuknęła - ale gdybym tylko miała ten cholerny pierścionek, to właśnie dostałbyś nim po ryju! - Tupnęła, a podłoga lekko zadrżała. Gdy Sakura była wściekła, ułamek jej chakry wydostawał się spod kontroli w taki właśnie sposób.
- Nie zrobiłabyś tego - odparłem pewny siebie, wchodząc wgłąb domu.
- Zrobiłabym!
- Za bardzo mnie kochasz. - Raczej stwierdziłem suchy fakt, niźli miałbym wysnuwać jakieś przypuszczenia.
- I myślisz, że co?! - Wyrzuciła ręce do góry. - Sądzisz, że pójdę za tobą wszędzie i będę zawsze?! - Nie pragniemy niczego bardziej, jak waszej zgody. - I masz pieprzoną rację! - krzyknęła tak głośno, że chyba zdarła sobie gardło, a ja zamiast jakoś zareagować stałem w miejscu, odtwarzając rozmowę z mamą. Trzymaj się Sakury. Uniosłem na nią swój wzrok. - Od zawsze byłam przy tobie, a ty od zawsze to ignorowałeś! - Była wściekła i chyba zawiedziona. - Ślepo podążałam za tobą odkąd pamiętam - szepnęła, a ja ponownie przypomniałem sobie słowa mamy. Naucz się kochać i nigdy nie pozwól jej odejść. Jest ważniejsza niż zła przeszłość, gdyż ona sama jest twoją przyszłością.
- Nie wiem, co się ze mną dzieje - mruknąłem, patrząc się w sufit. Odpuść Haruno, daj mi posiedzieć samemu.
- Ale ja wiem. - Jej głos przeciął powietrze jak brzytwa. - Znów mnie od siebie odpychasz - powiedziała już cicho i bez agresji, podchodząc bliżej.
- To moje problemy, nie twoje - mruknąłem. - Daj mi się zatracić w swoich myślach, a potem wszystko będzie w porządku.
- Zatrać się we mnie - szepnęła, łapiąc mnie za podbródek.
- Sakura, to tak nie działa. - Czułem jej ciepło, jej dotyk. Jej obecność, która jest mi tak droga, ale…
- Uwierz, że działa. - Przygryzła lekko płatek mojego ucha, a po moim ciele rozeszły się przyjemne dreszcze.
- Kiedy ja tego nie chcę - powiedziałem, mając ściśnięte od nadmiaru emocji gardło. I na co ci to było Uchiha? Trzeba było zniszczyć Konohę i umierać w agonii, byłoby łatwiej.
- Chcesz. - Włożyła dłonie w tylne kieszenie moich spodni i przyciągnęła do siebie.
Moje usta szybko odnalazły jej. Zrobiłem to bez zastanowienia, odruchowo, mimowolnie.
- Nie. - Oderwałem się od niej, bo przed oczami znów zobaczyłem Itachiego i Dyarę siedzących na schodach i rozmawiających, jakby nic się nie stało.
Sakura dyszała lekko, lecz jej spojrzenie było nieugięte, pewne, że jego właścicielka dopnie swego.
- Pozwól mi spróbować. - Po tych słowach złożyła delikatny pocałunek na mojej szyi, aż dotarła do ust, lekko zagryzając moją wargę na co warknąłem, lecz na pewno nie na znak protestu. Oparłem swoje czoło o jej, pchając ją w stronę łóżka z baldachimem, do którego mieliśmy może metr.
Chciałem się od tego wszystkiego uwolnić. Zepchnąć na dalszy plan, natychmiast.
- Więc pokaż mi, jak bardzo mogę się zatracić.

Itachi
Sasuke odszedł, a Dyara chwilę po nim jak powiedziała: chcąc się przejść.
To, to chyba nie tak miało wyglądać.
- Przecież nie oczekiwałeś cudu. - Kisame wyłonił się zza rogu wyjątkowo bez Samehady na plecach.
- Nie masz o niczym pojęcia - powiedziałem, patrząc na niego.
- Mam i to nawet za dużo - prychnął ni to zły, ni to zadowolony.
- Więc miej wszędzie tylko nie tutaj - fuknąłem.
- Oj Uchiha, chyba musimy się napić.
Nie odezwałem się. Kisame usiadł obok, czekając na moją odpowiedź, której chwilowo nie byłem skory mu udzielić, ale…
- Właśnie. - Uświadomiłem sobie, że właśnie na to miałem ochotę. - Idziemy się napić. - Wstałem i ruszyłem w stronę domu. Wszedłem przez białe, drewniane drzwi do środka rezydencji. Nie zdejmując butów przeszedłem przez obszerny, zadbany hol w stronę jadalni, w której był barek. Kisame nie poszedł za mną, tylko pewnie skierował się na dach, gdzie zawsze piliśmy.
- To się nie dzieje naprawdę. - Damski głos przebił się przez barierę drzwi, przyciągając moją uwagę.
- Dzieje. - To była Hayley. Podszedłem bliżej źródła dźwięku, uaktywniając sharingana. - To za mojego braciszka, suko. Kahira. Mówi ci to coś?
- Nie wspominaj o tej zdzirze - warknęła Mirva, a coś spadło na podłogę.
- Zdzira teraz nazywa się Imrin, wiesz? - Sayuki zaczęła przechadzać się po pokoju. - Wróciła i chce objąć władzę nad Hekką.
- Chyba kpisz. - Ponownie jakiś przedmiot poszedł w ruch, tym razem tłucząc się.
- Nie.
- Po tym wszystkim nadal ma czelność przebywać na Koryncie i ubiegać  o stanowisko?!
- Najwidoczniej. Wojna domowa już trwa, choć jeszcze tutaj nie dotarła.
Zacząłem się gorączkowo zastanawiać nad tym co właśnie usłyszałem. Imrin - Kahira?
- Jak to?
- Na razie objęła całe północne wybrzeże. W centrum na chwilę obecną jest spokój, ale to się zbliża, Mirva.
- Jak wygląda podział sił?
- Hekka podzieliła się na dwie frakcje. Jedna przystanęła do Nikudy i króla, a nasza i pomniejsze gangi oraz część ludniości samotnie stawia opór. Już teraz jesteśmy na straconej pozycji.
- Musimy zreorganizować nasze siły. Mamy przecież ninja - powiedziała zielona, zaczynając chodzić w kółko.
- Po pierwsze posiadanie w szeregach kilku ninja nie zagwarantuje nam zwycięstwa, a do tego skąd wiesz, że będą chcieli nam pomóc?
- Pomogą - warknęła. - Mają przetransportować mnie do Tristam, a tam już będzie wiadomo, o co chodzi.
- Zwariowałaś?! Chcesz iść na stolicę?!
- Tak. Chcę audiencji u króla. - Po tych słowach między kobietami zapadła cisza, a ja powoli zacząłem kojarzyć fakty.
- Do końca cię już popieprzyło, Mirva?! Zanim tam dotrzesz, wojna już będzie tam szaleć, a wojska gdy tylko cię zobaczą pojmią bez mrugnięcia okiem.
- Nie, jeśli cudzoziemcy są ze mną.
- Uważaj, że to będzie ich cokolwiek obchodzić - prychnęła Hayley.
- Wieczorem pokażesz mi wszystkie plany i spotkasz z Nami i jej bandą. Czas zacząć działać.
- Porywasz się z motyką na słońce, Mirva. - Ostrożność w głosie Sayuki osiągnęła najwyższy poziom, lecz mimo to zielona całkowicie to zignorowała.
- Nie po to uciekałam tyle czasu, aby nie móc godnie odzyskać honoru. Rządy Tanady muszą ulec końcowi, a ta zdzira Kahira polegnie z mojej ręki i jeszcze będzie błagać o litość!
- Nie mieszaj w to tej trójki. Uchiha mają własne problemy.
- Też tak kiedyś myślałam i co?! - Ponownie usłyszałem dźwięk tłuczonego szkła, który rozniósł się po całym domu. - I wszyscy zginęli!
- To nie musi się powtórzyć…
- Przeznaczenie kołem się toczy, Hayley. Pamiętaj o tym.
Kroki zaczęły zbliżać się do drzwi, a ja z użyciem jutsu teleportacji znalazłem się w jadalni. Jak gdyby nigdy nic otworzyłem barek, wyciągając z niego dobrą whiskey. Wziąłem ze sobą dwie szklanki i podążyłem w stronę jednego z wielu tarasów. Odstawiłem przedmioty na murek i spojrzałem na Hidana i Deidarę, którzy leżeli na trawie, oglądając chmury.
- Ten wygląda jak cyfra jeden!
- Ona wygląda jak kutas, Deidara.
- To jest jedynka!
- To jest…
- Chłopaki! - krzyknąłem, przerywając tę durną konwersację. Zwrócili na mnie swoją uwagę, po czym niechętnie wstali i podeszli.
- Co tam, Itachi? - spytał Hidan, drapiąc się po karku.
- Jest sprawa i to pilna. - Na te słowa ich miny spoważniały, gdyż poczuli, że to czas na pracę. - Uprzedzam, że macie nikogo nie zabijać.
- Jaka szkoda… - westchnął Deidara.
- Macie pójść do Raviry i w miarę możliwości dowiedzieć się wszystkiego o kobiecie, której pseudonim bądź imię brzmi Kahira.
- Tylko tyle? - Hidan popatrzył na mnie z przymróżonymi powiekami.
- Oraz znaleźć informacje o dwóch ugrupowaniach: Hekka i Nikuda. Następnie umówić się przez pierścienie z Sasorim i Kakuzu na jutrzejsze wieczorne spotkanie. Niech przygotują się na dłuższą rozmowę. Jakieś pytania?
- Jest coś do jedzenia? - Deidara złapał się za brzuch. Popatrzyłem na niego krytycznym wzrokiem, a on prychnął. - Dobra, już dobra.
- Zbieraj się blondyneczko. - Hidan uderzył go mocno w plecy. - Czas się zabawić.
- Szybko i niezauważenie - rzuciłem gdy odchodzili, niknąc za rogiem.
Westchnąłem, biorąc kieliszki i butelkę alkoholu. Za pomocą chakry wskoczyłem na dach i wiedziony przeczuciem spojrzałem w dal, w stronę miasta.
Imrin, kim ty jesteś?

Dyara
Arthur, Arthur co z ciebie wyrośnie?
?
Kto się tego nie dowie?
Dyara!
Dlaczego się tego nie dowie?
Bo Arthur jest świnią!
Kto dał się wycyckać kolejnemu facetowi?
Dyara!
Mogłabym wymyślić jeszcze wiele innych tego rodzaju pytań retorycznych, ale nie chciałam tego robić. W sumie sama nie wiedziałam, czego chciałam co bardzo mi nie pasowało. Zostawiłam Itachiego i poszłam pod jedno z wielu drzew. Na schodach zostawiłam plecak i nie czułam ogromnej potrzeby zmiany jego miejsca położenia. Pod tym drzewem było mi wygodnie i troszkę zimniej, gdyż siedziałam w cieniu. Widziałam całą akcję Sakury i Sasuke oraz to, jak Itachi kazał Hidanowi i Deidarze iść do miasta. Byłam zmęczona i głodna, ale i … znudzona. Choć po rozrywce, którą uraczył mnie dwa dni temu Gosling powinna mieć dość “zabawy” na co najmniej miesiąc.
Wstałam, gdy Itachi zniknął już na dachu, Sasuke i Sakura w sypialni, a członkowie Akatsuki za rogiem i poszłam za wspomnianą dwójką. Korynt był miejscem przepięknym, który zachwycił mnie architekturą budynków i aurą, którą roztaczał. Potrząsnęłam głową, przełykając ślinę. Szłam w cieniu drzew, nie chcąc wchodzić w teren słońca. Mam go dość. Wszystkiego mam już dość.
Podróż do miasta zajęła mi może piętnaście minut marszem. Słońce na szczęście chyliło się ku zachodowi, więc istniała szansa, że temperatura spadnie chociaż trochę. Gdy przechodziłam przez mur - bo po co kłopotać się z bramą - zobaczyłam przy niej Raito, Kibę i dwóch ANBU kłócących się z ochroną. Z racji, że miałam ich problemy głęboko w poważaniu, ruszyłam przed siebie, nie oglądając się do tyłu.
Ravira na pierwszy rzut oka była miejscem bardzo dostojnym. Odłączyłam się od chłopaków od razu po wejściu na jej tereny. Wszędzie otaczały mnie kamienice i małe dworki. Kobiety w czarnych spódniczkach i białych fartuszkach mijały mnie co chwilę, a dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że były kimś w rodzaju służby. Zaczęłam się zastanawiać, jakby to było mieć na własność takiego osobistego jopka…
Szlajałam się po ulicach miasta nie dbając o godzinę, w sumie nie dbając o nic. Chciałam jedynie pozwiedzać, lecz byłam strasznie głodna, przez co na czuja skierowałam się do tej biedniejszej części. Szłam za dziećmi, które nie były ubrane tak bogato, jak większość ludzi. Idąc za nimi dostrzegłam subtelne zmiany w otoczeniu.
Kamienice nie były już tak pięknie ozdobione, a jedynie szare bloki majaczyły na horyzoncie. Z czasem dotarłam nawet do drewnianych chat, skąd szybko zawróciłam. Szłam teraz aleją różnych barów. Prawdą było to, że niektóre kobiety chodziły w ogromnych, bufiastych sukniach, często zasłaniając sobie twarze maskami. Przechodziłam obok nich obojętnie, choć napawały mnie obrzydzeniem. Ta część Raviry podobała mi się zdecydowanie bardziej, czułam się w niej swobodniej.
Zapachy wykręcały mi żołądek, a ja byłam bez grosza przy duszy. Doszłam do wniosku, że mogę okryć się hańbą i podwędzić coś z zaplecza, bo czemu nie? Skręciłam w lewo w nieoświetloną alejkę. Szłam coraz bardziej zagłębiając się w mrok, lecz tylko pozorny. Uruchomiłam sharingana, więc wszystko było dla mnie klarowne jak za dnia. Na moje usta wpełzł uśmiech, gdy z bramy wyszło trzech mężczyzn, choć mi do wejścia na kuchnię brakowało może dwóch metrów.
- Laluniu? Co taka panienka robi w takim miejscu? - Najwyższy z nich ze sztyletem w ręku zbliżył się do mnie, a ja popatrzyłam na niego litościwie.
- Szuka wrażeń - odparłam niewinnym głosikiem, splatając ręce za plecami. Już wiem, co mnie tak z rana korciło. Ochota na walkę.
- A my klucza do twojego pasa cnoty, waćpanno. - Drugi, niższy roześmiał się, trzymając w dłoniach kij. Spuściłam głowę w geście skruchy, chcąc się zabawić.
- Ej, może zostawmy ją. Taka jakaś nijaka jest. - Trzeci mruknął, przekrzywiając głowę.
- Okej, więc weźmiemy ją we dwóch - odparł najwyższy, chcąc dać mi klapsa w tyłek. Szybko złapałam jego dłoń i wykręciłam, przez co mężczyzna upadł na ziemię.
- Co jest! - Chciał mnie podciąć, lecz podskoczyłam i stanęłam obok.
- Jak ja cię zaraz! - Drugi napadł na mnie z kijem, który złapałam w obie dłonie, wyrywając go z rąk przeciwnika, po czym solidnie przyłożyłam mu w głowę. Nooo, co tak łatwo? Chciałam się pobawić.
- Coś jest z nią nie tak. Te niewolnicze ścierwa powinny umieć tylko się kłaniać. - Najwyższy wstał i ruszył na mnie z pięściami.
- No nie dacie mi się zabawić - westchnęłam i w ostatniej chwili uniknęłam ciosu w brzuch, cofając jedną nogę. Gdy siła uderzenie przeciążyła mężczyznę, złapałam jego nadgarstek i pociągnęłam, przez co wykorzystując jego pęd ponownie rzuciłam nim o ziemię.
- Ty sikso.  - Znów wstał z zamiarem wymierzenia mi ciosu. Znudzona zeszłam z linii ataku uderzając go pod żebra, przez co opuścił gardę, na co ja szybko wyskoczyłam do góry, z całej siły kopiąc go w twarz. Mężczyzna padł bez jęku na ziemię ze złamanym nosem, a ja wzrokiem zaczęłam szukać trzeciego agresora.
- Zaraz wrócę z całą bandą, szmato! - krzyknął, a ja przewróciłam oczami. I nici z mojej zabawy.
Pod wpływem impulsu zaczęłam biec przed siebie. Skręciłam w pierwszą lepszą uliczkę, nie zaprzestając biegu. Miałam dziwne wrażenie czyjegoś wzroku na moich plecach, przez co tylko przyspieszyłam. Skręciłam w lewo, znajdując się w jeszcze bardziej zaciemnionej alejce, której nie oświetlał już nawet księżyc. Przed oczami miałam kolejne rozwidlenie, więc skręciłam w prawo, a gdy tylko to zrobiłam ktoś pociągnął mnie za rękę i wepchał do wnęki.
- Ćśśś. - Zasłonił mi oczy i … pocałował mnie. Natychmiast odepchnęłam go od siebie mimo, że smakował znajomo.
- Ty! - krzyknęłam i zamarłam - Arthur?!
- No a kto mógłby cię całować w Ravirze, jeśli twoje kochasie zostały w rezydencji? - Popatrzyłam na niego z zapartych tchem, dotykając swoich ust. Miał na sobie czarną koszulę i spodnie, a to wszystko kontrastowało z jego włosami i oczami. Wyłączyłam sharingana, aby zobaczyć jak światło księżyca odbija się od jego tęczówek nadając im zadziwiającego blasku, od którego zmiękły mi nogi. To, to było nieprawdopodobne.
- Ty świnio! - krzyknęłam, popychając go do tyłu.
- Zacne przywitanie, Uchiha - mlasnął zniesmaczony, a ja musiałam zadrzeć wyżej głowę.
- Co ty sobie myślałeś?! - Uderzyłam w jego klatkę piersiową. - Ty wywłoko, ty pomiocie ty!
- Nie krzycz. - Zmarszczył brwi. - Przecież jestem.
- Teraz?! Teraz to się wypchaj! - Założyłam ręce na piersi, a we mnie aż się gotowało. Jego niedoczekanie!
- Wiedziałem, że ciekawość cię tu przyprowadzi. - Złapał mnie za biodra, przyciągając lekko do siebie. Temperatura mojego ciała gwałtownie wzrosła, lecz nie mogłam po sobie nic pokazać.
- Nie wiedziałam, że okażesz się świnią - wyrzuciłam mu - idź do Victorii. Czeka na ciebie.
- Może jeszcze poczekać - powiedział niskim tonem i trącił nosem mój.
- O doprawdy? - prychnęłam, czując jak moja siła oporu maleje z sekundy na sekundę.
- Doprawdy - szepnął, a moje serce przyspieszyło. Kami, czemu ty Gosling jesteś blondynem? Jakbyś był brunetem zdecydowanie prościej poszłoby mi olanie ciebie.
- Seksów nie będzie - oświadczyłam, póki jeszcze byłam w stanie, a mój brzuch po chwili potwierdził to głośnym burczeniem.
- Kto mówi o seksach, kochanie. - Spięłam się na jego słowa, czując, jak pocą mi się dłonie. - Może chciałem zabrać się na romantyczną kolację i poopowiadać co nieco? - Zetknął delikatnie nasze wargi, lecz szybko się odsunął. Ja jak ostatnia idiotka mimowolnie domagałam się więcej. To przewyższało moją silną wolę.
- Romantyczną powiadasz? - mruknęłam, zmniejszając całkowicie dystans między nami.
- Powiem ci, że od kiedy zostawiłaś mnie na statku samiusieńkiego jak palec, nie dając mi kompletnie do zrozumienia, że cię to zabolało postanowiłem, iż trzeba to zmienić.
- Ale ty jesteś zabawny - powiedziałam uszczypliwe, sztucznie się przy tym uśmiechając, oplatając jego szyję rękoma, co on zatwierdził cichym pomrukiem satysfakcji. Pieprzony manipulant.
- Coś rozumiesz mnie ukuło, gdy nie zrobiłaś sceny pod tytułem: jak możesz mnie tak zostawić dla jakiejś wyimaginowanej księżniczki która w dodatku jest duchem?! - Udał przestrach, szeroko otwierając oczy.
- Uwierz, że robiłam to wiele raz jak nikt nie widział - fuknęłam, wplatając palce w jego włosy. Mój rozum mówił jedno, a ciało robiło drugie, pragnęło go.
- Czyli jednak jesteś kobietą. - Znów złączył nasze usta, lecz odciągnęłam jego głowę za włosy do tyłu.
- Wyobraź sobie, że mimo wszystko jestem. - Zmierzyłam go wzrokiem, a on uśmiechnął się. - Ale nigdzie z tobą nie pójdę - fuknęłam. Przeszłam pod jego ramieniem, idąc w losową stronę.
- Nie w tę stronę - zaśmiał się, a ja nadal kroczyłam przed siebie. Poczułam, jak ktoś pchnął mnie na ścianę, a po chwili pocałował, już w ogóle się nie hamując. Czułam się jakbym właśnie dotknęła raju, robiła coś zakazanego w miejscu na to niepisanym. Czułam się… wolna. - Udowodnić ci, że potrafię być romantyczny? - wydyszał, a ja starałam się opanować rumieńce. Uchiha, ogarnij się! Ty się nie rumienisz!
- I tak ci nie uwierzę - odparłam, lecz głos mi się załamał. - I zanim będziesz chciał mi cokolwiek udowadniać. - Przejechałam palcem po jego plecach, a on uśmiechnął się lubieżnie. - Będziesz musiał mi coś opowiedzieć.
- Co tylko chcesz - powiedział wprost do mojego ucha, a moja chęć usłyszenia jego opowieści straciła trochę na swym znaczeniu.
- Dlaczego wyszedłeś na ląd? Nie mów mi, że tęskniłeś. - Uśmiechnęłam się cynicznie.
- Tęskniłem przede wszystkim.
- Kłamca. - Wbiłam lekko paznokcie w jego skórę, na co on bardziej przyparł mnie do ściany.
- Obiecuję, że jutro wszystko ci powiem - mruknął, a ja miałam coraz większą ochotę, aby go pocałować. - Jednak nie powiem - zamyślił się - pokażę, wszystko ci pokażę.
Po tych słowach wpił się namiętnie w moje wargi, a ja jęknęłam zaskoczona, nie spodziewając się aż takiej zachłanności. Przyciągnęłam go do siebie za szyję, a on zaczął całować moje piersi.
- Nie tu - sapnęłam, gdy przebłysk zdrowego rozsądku postanowił dać o sobie znać. Pociągnął mnie za rękę i ponownie wepchnął do wnęki. - No chyba kpisz - rzuciłam, lecz on jedynie ze świecącymi się oczami sięgnął po coś za mną. Usłyszałam ciche *klik*, a za moimi plecami otworzyły się drzwi, ukazując jakieś pomieszczenie. - To wygląda zdecydowanie lepiej. - Pocałowałam go i wciągnęłam do środka.
Zaraz gnojek zobaczy, co znaczy stęskniona Uchiha.

Sasuke i Mikoto


***
Ohayo.
Mata i się cieszta.
Rozdział... no dobra, podoba mi się!
Napisałam go dziś w całości, co z lekka zapawa mnie dumą, nie powiem, że nie xd
Mam nadzieję, że wasze oczekiwania na temat ROMANSUF zostały spełnione. Więcej miłości się tu nie da wrzucić ._. 
"Arthur, Arthur co z ciebie wyrośnie?
Kutas na wierzbie, a może na sośnie?"
A tak Rina komentuje rozdział VIII


Nie wiem, co jeszcze mogę wam powiedzieć xD
Trzymajcie się i nie puszczajcie - if you know what i mean ]:->
Bywajcie i piszcie swoje spostrzeżenia. Na pewno mi się przydadzą! <3

20 komentarzy:

  1. Kropek // Kyoki14 stycznia 2014 14:53

    Zacznijmy od "dedykacji"... Właśnie uświadomiłaś mi, że Kropek to bardziej pseudo dla chłopaka....
    Więc tak, obiecałam komentować to masz ten komentarz :)
    SasuSaku 4ever ♥ Kocham Cię, po prostu Cię kocham! "Spotkanie" Sasuke z Mikoto *oooo* Takie to słodkie było, nawet bardziej niż cukier. Debile z Akatsuki zawsze spoko, więc masz kolejny plus u mnie. Itachi jak to Itachi, nie bardzo mnie obchodzi, ale i tak przeczytałam fragment z nim 2 razy (co jest dziwne). Dyara i Arthur to takie gołąbeczki, no może coś a'la gołąbeczki. Ale ten ich "związek" jest bardzo... szybko rozwinięty? Coś w tym stylu, ale i tak kocham. Co do tego, że rozdział został dzisiaj napisany - brak mi słów. Dzieło, dzieło i jeszcze raz dzieło; jak tak można? Ja od kilku miesięcy mam tylko "Rozdział 1" ;-;. Wspominałam, że Cię kocham? Zapewne tak. Kończę tą badziewną i bezsensowną wypowiedź... więc, dużo weny na rozdział namber IX, masz go pisać i jak najszybciej opublikować.

    Kropek // Kyoki

    Ps. Nie jestem dobra w pisaniu komentarzy jak i ocenianiu czyjejś pracy, więc powinnaś się cieszyć, że ten "komentarz" powstał (jak?).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem w siódmym niebie, uwierz <3
      Tak... to nie jest związek. Ta znajomosc zostala bardzo szybko rozwinieta, to prawda, lecz tak po prostu musialo byc, aby nie bylo az tak nudno ._. ( przynamniej w moim mniemaniu wiec nie wyprowadzaj mnie z bledu xd)
      Dziekuje baardzo za komentarz. Z SS tu jestem nawet calkiem zadowolona. A ArthDya zaczyna coraz bardziej mi sie podobac :33
      Dobranoc <3

      Usuń
  2. Przeczytałam rozdział rano, ale spieszylam się do szkoły i nie mogłam skomentować :-/ dziękuje za dedykacje i to rozdziału, w którym jest tak dużo Sasuke :-D mówiłam Ci, że Dyara/Arthur to jest to :-P rozmowa Sasuke z matka była cudowna, naprawdę, no i Sakura może mieć pewność, że teściowa ją lubi ;-) ale Sasuke tak mnie zdenerwował! Tak ją potraktować? Jeszcze zaledwie chwilę po rozmowie z Mikoto, wściekła byłam! I kolejna bezbledna scena z pierscionekiem :-D ale miałam nadzieję, że Sakura się nie złamie i strzeli jakiegoś focha giganta, ale z tego, co działo się później wychodzi, że była zbyt napalona :-D chociaż przepraszajacy Sasuke? Byłoby ciekawie ;-) raczej długo by bez niej nie wytrzymał, w razie kłótni ;-) i kolejna rzecz, za która Cię kocham: pojawi się Sasori! bo się pojawi, racja :-D? Osobiście, tak :-D? Kolejny fakt o mnie: KOCHAM GO :-D czego sprawca jest głównie Miku i jej Bonds ;-) tam byłabym skłonna zaakceptować, a nawet ucieszyć się z paringu Sasori/Sakura. ;-) z tym że u Cb to chyba ich walka się odbyła, nie? Więc chyba jak ostatnio się widzieli to próbowali się zabić :-/ więc chyba nic z romansu nie będzie :-( ale to nic! Ważne, żeby on był :-D i długość rozdziału mnie zadowala w końcu :-D ogólnie wszystko jest cudnie i mam nadzieję, że kolejna notka pojawi się szybko ;-) ferie idą :-D:-D KOCHAM hayley :-* <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś sama się przekonałam do ArthDya xd
      Chody u teściowej ważne są B|
      Tak, Haruno ma ten defekt, że jest zawsze napalona XD
      Sasek nie ma w naturze przepraszania ]:->
      Będzie Sasori, będzie! SasoHay, hmmm ;>
      Ferię idą, a przed Shee duużo czasu do trenowania xdd
      Baj <3

      Usuń
    2. Ah no i jeszcze jedno! Sasuke chce produkować dzieci haha to też dobre było :-P ;-) hay

      Usuń
  3. Daj mi adres tego grubasa, bo chcę napuścić na niego Akatsuki żeby go sprzątnęło. Ym, tak. Ja nie mam weny do pisania dziś komentarza, bo mam focha na matmę. Masz błędy, ale jeden jest fatalny więc ci powiem gdzie. "Ja ci POKARZĘ" piszę się przez Ż, bo tak to wychodzi na to, że Dyara dostanie karę. (No chyba, że o to ci chodziło) Jak zwykle mam wonty, do różowej panny i zastanawiam się czemu Dei jej jeszcze nie wybuchnął. Głupia, jak Sasuke chce być sam, to to znaczy tylko jedno: SAM. Więc powiedz Sakurze, żeby nie była nachalna, bo na nią też napuszczę Akasiów.Ach ta niedobra Imrin. Zastanawiam się cóż ona znowu zmajstrowała? Moja się dziś sfrajerowała na konkursie i ma podły humor. Jak Sasuke xD. I była Mikoto! Jak słodko. Ale, żeby nie było, ja miałam podobny pomysł co do mojej historii, której nadal nie przeczytałaś (kolejny foch), i byłam pierwsza. No i jak zwykle zakończę mój mało inteligentny komentarz słowami oczekiwania na kolejny rozdział: Nie mogę się doczekać! Ja i mój podły humor mówimy papa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę bardzo podły humor .___.
      Ale spokojnie, ja to szanuję.
      Dziękuję za komentarz.

      Usuń
  4. Dobrze jest.
    Zamiast czarnego paska-cenzury, zasłoniła oczy włosami.
    Imai <3

    PS Skomentuję, skomentuję, jak tylko przeczytam >.< Ale no, twe oblicze na końcu mnie zszokowało ._.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu Imai B|
      Moje oblicze właśnie tak miało zadziałać xD

      Usuń
  5. Hmm, notka mi się podobała, bo jest fajna, długa i nie musieliśmy na nią długo czekać. Od początku wiedziałam, że Imrin jest jakaś podejrzana. I zupełnie nie pasowała do Itachi 'ego. Powinnaś szybko znaleźć mu jakąś fajną, genialną dziewczynę, która będize do niego idealnie pasować. W końcu jako starszy z braci to jego obowiązkiem jest zmajstrowanie głowy rodu, co prawda nielicznego,ale w końcu kiedyś muszą odbudować ten klan. Musi się pospieszyć, bo Sasuke ma najwidoczniej na to straszną ochotę. Co do Dyary i Arthura... Mam nadzieję, że to przelotny romans. Arthur nie pasuje do świata ninja. A on i Victoria tworzą zbyt idealną parę. Poza tym jest żeglarzem, więc może mieć kochanki w różnych miejscach.... A nasz biedna pani Uchiha chybaby tego nie zniosła. Jedynym wyjściem jest wybaczenie Raito albo zdecydowanie się na związek z Kibą. Inuzuka mieszka przecież w Konoha to będzie im wygodniej. Jakby co, to ja zdecydowanie głosuję na Raito. On jest jakby stworzony specjalnie dla Dyary. No, ale zrobisz co chcesz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach... I znów odwieczny problem...
      Arthur czy Raito?
      Ty się nie martw, ja partnerkę dla Itasia znajdę B|
      Zasmuciłaś mnie ostatnią konkluzją. Ech. I znów spędzę noc na przemyśleniach -.-"
      Tak czy siak, dziękuję za komentarz ;)

      Usuń
    2. Wybacz, że Cię zasmuciłam
      Tak w ogóle to gdzie się podział mój komentarz pod ostatnią notką? Chyba go nie usunęłaś, co?
      Kiedy pojawi się partnerka Itasia? Musi być absolutnym geniuszem albo mieć jakieś fajne Kekkei Genkai.
      Moim zdaniem szkoda psuć Arthura. Pasowałoby do niego zmienianie kobiet jak rękawiczki,a i tak zawsze miałby Victorię. A biedna Dyara chyba nie będzie chciała żyć statku z myślą, że jest tą drugą.
      A Raito w ogóle jakoś słabo proóbuje odzyskać jej zaufanie. Zapytałm sie jej łaskawie czy ma jeszcze jakąś szansę czy jakoś tak, i co dalej? Powinien powiedzieć, że nigdy nie kochał nikogo oprócz niej i że chce z nia stworzyć rodzinę, odtworzyć jej arcywspaniały klan i w ogóle i że będzie ją chronił i że tamta ruda w ogóle się nie liczyła, że to była tylko chwila słabości, która nigdy się nie powtórzy i w ogóle powinien jej się oświadczyć, no!

      Usuń
    3. Nigdy nie usuwam komentarzy, chyba, że jest to perfidny spam.
      Victoria jest duchem ;>
      Widzę ogromną fankę RaiDya xd
      Uwierz, że sama do tej pory nie wiem, z kim skończy moja bohaterka. Z reguły rzadko wiem, o czym będzie następny rozdział, pisząc pod wpływem chwili.
      Wezmę sobie do serca wszystkie twoje słowa ;)
      Dziękuję i pozdrawiam ;)

      Usuń
    4. Co tam, że Victoria jest duchem! Jest sensem życia Athura! A Uchiha nie może być na drugim na miejscu, nie? Poza tym nie sądzę, żeby umieli pogodzić ze sobą swoje pasje. Arthur jest marynarzem czy czymś takim, a ona kunoichi. On nie może porzucić pewnego pięknego ducha i z tego co pamiętam, w którejś z notek stwierdził, że tak życie jest jego pasją czy coś, a Dyara musi pomóc braciom odbudować klan Uchiha. I w odpowiednim momencie powinna się pojawić przyszła żona Itachi 'ego. Jakiś geniusz z krwi i kości! Byle nie ta Imrin czy jak jej tam... Ona na niego nie zasługuje! I co się stało z pozostałymi członkami Akasiów? Gdzie mój piękny Sasori? Z kim nasz ulubiony blondyn, zaraz po Naruto, będzie się spierał czym jest sztuka? Poza tym Skorpionek jest taki ładny..... Tylko go nie zabijaj!!!!!! Tego nigdy ci nie wybaczę!
      Pozdrawiam

      Usuń
    5. Sądzisz, że związek z duchem by go fascynował? xD
      Uchiha nigdy nie będzie na drugim miejscu, spokojnie B|
      Ty się nie bój o to odbudowywanie klanu. O tym Dyara na pewno nie zapomni xD
      Dziewczyna Itachiego powiadasz? ;> Hymhymhym. Czekajcie na niespodziewajkę :3
      Spokojnie, będzie Sasori, nawet w duecie z Kakuzu. Deidara również nie zapomni, aby kłócić się o swoją sztukę xd
      Nie chcę stracić czytelniczki, więc Akasuna będzie żył xd
      Na przyszłość podpisz się jakoś, abym mogła kojarzyć twoje komentarze.

      Usuń
  6. Twój blog został wytypowany w konkursie na szablon miesiąca stycznia. Zapraszam do obejrzenia prac innych uczestników oraz głosowania.
    [Z góry przepraszam za spam ;*]
    Pozdrawiam!
    http://swiat-blogow-narutomania.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale mnie zaszczyt kopnął!
      Dziękuję! <3

      Usuń
  7. Początek mnie rozwalił! Zmacali Go! Mojego Sasuke! :D
    Ciesze się, ze Uchiha się pogodzili;d no spotkanie Sasuke z mamą, wiem, ile to dla niego musiało znaczyć i Mikoto ma na niego świetny wpływ;d teraz czekam na rozwiązanie sytuacji z klątwą.
    Imrin mnie zaskoczyła, ale więcej dowiem się jak wróci genialny duet:)
    Oh, Arthur! Tęsknił za nią i olał statek, ooo tak;) Ale ciągle się zastanawiam co dalej, dla biednej, zakochanej Dyary.
    Zacytuję cytat: "Zamiast się nieszczęśliwie zakochiwać jebnij głową w ścianę. Mniej boli." Przepraszam, za tak brzydkie słowo, ale cytat jest cytat.
    Uwielbiam Twój sposób pisania, bo wiem, że zawsze mnie coś rozbawi i ujmie:d
    no i wiesz.. "gdy Ci smutno, gdy Ci źle, blogi Sheeiren Imai poczytaj se" uhuh, poezja z najwyższej półki :D

    Czekam z niecierpliwością na część dalszą!

    Weny, jak zwykle, życzę :*
    Nami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten początek nie był planowany xd
      Sasek jest troszkę maminsynkiem i musiałam tu opisać ich spotkanie ;)
      Imrin... Hyhyhy. Nic wam nie powiem B|
      Ale ja się całkowicie zgadzam z tym cytatem. Jeśli tylko nie zapomnę, to pojawi się w nowej notce ;)
      "gdy Ci smutno, gdy Ci źle, blogi Sheeiren Imai poczytaj se" <3
      To jest moje nowe motto życiowe <3
      Dziękuję i pozdrawiam ;D

      Usuń
  8. Nowy spis blogów! Zapraszam do zgłaszania blogów
    http://blogowe-opowiadania.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń