niedziela, 5 stycznia 2014

II Rozdział VII

Sasuke
Leżeliśmy na dwuosobowym łóżku w kajucie, którą przydzielił nam Arthur. Mieliśmy własną łazienkę i wymarzony spokój. Nie mogłem wyobrazić sobie lepszego miejsca na odpoczynek.
- Sasuke? - Sakura uniosła głowę, aby móc swobodnie na mnie patrzeć, a ja uchyliłem jedno oko. - Miałeś kogoś przede mną?
- Zależy to od tego, co funkcjonuje w twoim słowniku pod pojęciem: mieć kogoś - mruknąłem nie za bardzo zadowolony z tematu, który wybrała dziewczyna.
- Kochałeś jakąś? - Zadała to pytanie cicho, mocniej się we mnie wtulając. Skąd jej przyszły do głowy takie przemyślenia?
- To chyba pytanie retoryczne. - Przymknąłem oko, wsłuchując się w odgłosy morza, które wpadały do kajuty przez uchylone okrągłe okienko.
- Czyli nie?
- Oczywiście,  że nie - odparłem, całując ją w skroń.
- Bo ja tak. - Zesztywniałem. Ktoś "miał" moją Sakurę?
- Chcesz mi coś powiedzieć?  - To nie moja wina, że powiedziałem to niemiło. Tak po prostu wyszło.
- Chyba powinnam...
- Więc mów - mruknąłem, a ona ponownie opuściła się, wtulając w moje ramię.
- To nie takie proste - jęknęła, oplatując mnie rękoma w pasie.
- Postaraj się.
- Nie pomagasz - fuknęła i zamilkła. Wsłuchiwałem się w jej urywany z nadmiaru emocji oddech, ale nie podobał mi się kierunek, w którym zmierzała ta rozmowa. Już miałem ją pogonić, gdy słowa same wypłynęły z jej ust - ma na imię Tayzan - znów pomiędzy nami zapadła cisza, a Sakura chyba bardzo ważyła swoje słowa - pochodzi z Suny, jest medic-ninem.
- I? - rzuciłem nie do końca pewny czy chcę ją wysłuchać. Zdawałem sobie sprawę z tego, że to  niekulturalne tak ją pospieszać, ale nie chciałem tego ciągnąć. Jeśli chce mnie zostawić, niech zrobi to szybko.
- I, i ja go kochałam. - W tym momencie coś we mnie umarło. Zawsze myślałem, że od dziecka była zakochana we mnie, a tu proszę... - Miałam nawet na stare wprowadzić się do Suny. Gaara wyraził na to zgodę. - Nie wiem czemu, ale nagle wezbrał się we mnie gniew. Momentalnie, w ciągu sekundy. - Tayzan jest wspaniałym człowiekiem.
- To wracaj do niego - powiedziałem chłodno, lecz pod wpływem impulsu, bo nie mogłem inaczej. Albo ja albo nikt.
- Ale...
- Z tego co widzę, to nadal go kochasz - odsunąłem ją trochę od siebie, ale ona kurczowo się mnie trzymała. Niech odchodzi, nie zatrzymuję jej.
- To nie... - starała się oponować.
- To proste - powiedziałem i poczułem, że coś we mnie pękło. Nigdy czegoś takiego nie czułem. Nigdy od czasu masakry.
- J-jak możesz mówić to tak spokojnie? - Uniosła się, a jej oczy gwałtownie się powiększyły. - Ja, ja nie wierzę. - Wyrzuciła ręce do góry. - Po tym co przeszliśmy, ty ty mówisz mi coś takiego. - Złapała się z głowę. - Mam wyjść, tak? - patrzyłem na nią beznamiętnie. Jak może mówić, że mnie kocha jeśli jego również?
- Tak - wstała i w samej bieliźnie podeszła do drzwi.
- Zaręczyłam się z nim, byłam jego. - Dotknęła klamki i spojrzała, jakby mnie sprawdzając, a ja zmarszczyłem brwi - zapomniałam o tobie, przynajmniej tak mi się wydawało - westchnęła, na co ja podniosłem się do siadu - a wtedy, dwa dni przed ślubem przyszła informacja, że żyjesz. Że masz się dobrze i może wrócisz do Konohy. - Opuściła głowę, a w jej oczach pojawiły się łzy. Może źle ją osądziłem? Przecież nie wyruszyłaby w nieznane z człowiekiem, którego nie kocha. - Wiesz co wtedy zrobiłam? - Ten wzrok, ten ton. To wywołało we mnie wyrzuty sumienia, a  byłem pewien że ono już zniknęło. - Spakowałam się i wyjechałam, zostawiając mu jedynie list. - Otworzyła drzwi, a ja patrzyłem jak piękna, jak moja kobieta płacze. Przeze mnie. - Chciałam ci o tym dziś opowiedzieć, żeby  kiedyś nie było problemów o niedopowiedzianą przeszłość, a ty. - Popatrzyła do góry, chcąc odpędzić łzy. - A ty w niczym się nie zmieniłeś.
- Zmieniłem - zaprzeczyłem jej, wstając. Przecież nie raz mówiła mi, że mnie kocha, kłamała?
- Nie, nie ufasz mi .- Pokręciła przecząco głową, robiąc krok w tył
- Ufam - powiedziałem łapiąc ją za dłonie, które chciała wyszarpać. Nie, Sakura nie potrafi kłamać.
- Wystarczyło kilka słów o tym co było kiedyś, żebyś kazał mi odejść, ty naprawdę chciałeś żebym odeszła  - głos jej się załamał, a ja dopiero teraz poczułem skalę mojego błędu. Podszedłem do niej i  wziąłem w ramiona, zamykając ją jak w klatce żeby zawsze była bezpieczna, bo to ja zapewniam jej  bezpieczeństwo. I tylko ty możesz ją zranić - podpowiedział głos w mojej głowie, a ja dziś wyjątkowo się z nim zgodziłem. Uchiha, poległeś.
- Sakura. - Ona z ociąganiem podniosła głowę, a ja nie mogłem uwierzyć w to co właśnie robię. Rozluźniłem uścisk, zamknąłem jej dłonie w swoje i uklęknąłem - nie jestem w tym dobry - mruknąłem, opierając czoło o nasze splecione dłonie, na które właśnie spadła jej łza. Uchiha, ty idioto. - Jesteś dla mnie wszystkim - westchnąłem, wpatrując się w podłogę - jeśli mnie zostawisz, to równie dobrze mogę teraz skoczyć do morza - wzięła głęboki wdech, a ja kontynuowałem. Sam nie wiem, czy wcześniej sprawdzałem ją, czy siebie - gdyby nie ty, Konohy by już nie było. Czy ty wiesz, jak wiele zdziałałaś? - rozluźniła się i pociągnęła nosem - nie tylko w przyszłości wioski, ale ... ale we mnie - zamknąłem oczy - wyjdź za mnie, Sakura.
Przez chwilę nie  czułem jej rąk,  kiedy upadała na kolana naprzeciwko mnie, aby wziąć moją twarz w dłonie.
- Powtórz, bo ci nie uwierzę - szepnęła z szeroko otwartymi oczami.
- Wyjdź za mnie - powiedziałem pewnie, wpatrując się w te jej przepięknie zielone oczy -  nie mam pierścionka, ale... - zamknęła mi usta swoimi, a ja rozkoszowałem się ich smakiem. Tu jest moje miejsce, przy niej.
- Nie obchodzi mnie pierścionek... - szepnęła, stykając nasze czoła.
- Ale jesteś moja - mruknąłem, zagarniając kosmyk jej włosów za ucho.
- Zawsze byłam twoja - znów pocałowała mnie delikatnie, dotykając dłonią mojego policzka.
- A Tayzan? - mruknąłem, na co Sakura spochmurniała.
- To, że się z nim zaręczyłam, nie znaczy, że byłam jego.
- A czyja będziesz do końca życia? - uśmiech ponownie wrócił dziś na jej twarz.
- Twoja - odparła, a łzy ponownie popłynęły z kącików jej oczu.
- Zawsze? - spytałem, lecz ona nie odpowiedziała. Patrzyła się na mnie jedynie i płakała - przestań się mazać - otarłem wierzchem dłoni jej łzy - kupię ci ten pierścionek...
- Przecież nie o to mi chodzi. - Roześmiała się, a ja przypomniałem sobie jak bardzo kochałem ten dźwięk.
- A o co?
- Właśnie spełniłeś największe marzenie mojego życia. - Po tych słowach pocałowała mnie, obejmując moją szyję. Wstałem przyciągając ją do siebie. Nogą zamknąłem drzwi i przyparłem ją do nich.
- To wyjdziesz za mnie, czy nie? - sapnąłem między pocałunkami, których ona mi dziś nie szczędziła.
- Jasne, że tak - po tych słowach pchnęła mnie na łóżko, a ja doszedłem do wniosku, że szybko dziś nie opuścimy tej kajuty.
Dyara
Nie żałuję - to były po obudzeniu pierwsze słowa, które przyszły mi na myśl. Tak same z siebie. Teraz jednak moją głowę zaprzątała inna sprawa, a mianowicie…
Zielona czy zwykła? Podejmowałam tę decyzję od dobrych kilku minut, gdyż na niczym nie mogłam się skupić, przez co nawet wybór smaku herbaty wydawał mi się ciężki.
Losowo jednak wybierając wrzuciłam do kubków torebkę ze zwykłą herbatą, po czym zalałam ją wrzątkiem. Nie czekając aż się zaparzy, wyszłam z kuchni i jak najszybciej skierowałam się do wyjścia na pokład. Powitały mnie promienie słońca i teoretycznie wypadałoby w tym momencie się uśmiechnąć - nastał nowy, piękny dzień - ale nie miałam jakoś nastroju aby to robić. Co za pech.
Westchnęłam i ruszyłam w stroję kadłuba, gdzie przesiadywał z reguły Arthur. Właśnie, Arthur. Zatrzymałam się na moment, zapatrując w bezkresne morze. Gdy rano myślałam o tym na co pozwoliłam sobie w nocy czułam coś miłego i odrażającego jednocześnie. Było to dziwne i co najmniej w chwili obecnej niepożądane. Powinnam wiedzieć, czego chcę, a tu co? A tu?
- Ałć! - wrzasnęłam, gdy dostałam deską po tyłku - Victoria, no… - syknęłam - idę, już, idę - wzięłam się w garść i skierowałam na schody. Gdy weszłam na górę zobaczyłam Arthura, również jak ja przed chwilą, zapatrzonego w ogromną taflę wody.
- O cześć - odwrócił się na głos moich kroków i uśmiechnął smutno.
- Cześć - mruknąłem, stając obok i podając mu herbatę.
- Dzięki - odparł, po czym zapadła między nami cisza. Ciężka cisza, za którą nie przepadam.
- Co to jest średniowiecze? - spytałam, dmuchając na parującą ciecz. On spojrzał na mnie kątem oka i westchnął.
- Uczepiłaś się tego, jak rzep psiego ogona.
- Nie lubię czegoś nie wiedzieć - zmarszczyłam brwi, na co on zaśmiał się krótko.
- Dobra, nie bij - pokazał mi język, a mi od razu poprawił się humor. Smutny Arthur jakoś nie przypadł mi do gustu - co to jest średniowiecze, co?
- Nom - upiłam łyk herbaty.
- U was chyba nie ma takich epok, ale no cóż, u nas są. Kiedyś był antyk, potem starożytność, a teraz mamy średniowiecze - mruknął, drapiąc się po karku.
- Więc to prawda, że kobiety chodzą w takich ogromnych sukniach, nie mają praw i praktycznie są nikim? - sarknęłam, jakoś nie mogąc sobie tego wyobrazić.
- Zależy gdzie - odparł, a ja popatrzyłam się na niego jak na idiotę.
- Kpisz sobie?
- Nie - mruknął - będziesz miała tam ciężkie życie.
- Niby czemu? - prychnęłam, przekładając kubek w drugą rękę.
- To zależy od tego, gdzie będziecie przebywać. Ogólnie mężczyźni nie są przyzwyczajeni do tego, że kobieta może mieć swoje zdanie  - oparł się plecami o burtę i popatrzył na mnie - za takie zachowanie mogłabyś zostać zamknięta w sypialni na kilka dni, jeśli oczywiście byłabyś szlachcianką - moje oczy gwałtownie się powiększyły, a on kontynuował - ogólnie przez całe życie powinnaś być posłuszna mężowi, sprzątać, gotować i zajmować się dziećmi.
- Ty chyba naprawdę chcesz uraczyć mnie właśnie jakimś kiepskim żartem - czyli ta książka w której czytałam o tych “biednych” księżniczkach i “odważnych” rycerzach ma swoje poparcie w rzeczywistości? Nie wierzę.
- Tak był sto lat temu - mruknął, a ja zmiażdżyłam go wzrokiem.
- Zabawne.
- Ale - uniósł brew do góry - do dziś nie wiele się zmieniło pod względem kultury. Jedynie technika poszła do przodu.
- Co masz na myśli? - usiadłam, gdyż wiatr zaczął wiać mocniej, a ja miałam już wystarczająco poczochrane włosy.
- Są na przykład empeki, czyli takie małe śmieszne urządzonka, które odtwarzają muzykę. Z reguły w zestawie do nich są słuchawki - po chwili usiadł obok mnie, a ja wzięłam kubek w obie dłonie.
- Naprawdę? - jakie to byłoby cudowne!
- Tak.
- Ale opowiedz mi więcej o tej kulturze - upiłam łyk herbaty, która była wyjątkowo… lurowata.
- No dobra - chłopak wyraźnie się rozluźnił - jest tam podział na klasy, czego osobiście bardzo nie lubię.
- Czyli?
- Chłopi czyli najniższa klasa społeczna nie mogą zawrzeć związku małżeńskiego z dla przykładu mieszczankami. Stąd swoją inspirację czerpią wszyscy autorzy tanich romansów - sarknął.
- Nie lubisz romansów? - spojrzałam na niego od dołu, gdyż był bezpretensjonalnie wyższy nawet siedząc, a on patrząc mi się w oczy i biorąc moją dłoń w swoją ,powiedział:
- Są całkiem fajne - splótł nasze palce, a swoją rękę oparł o kolano.
- Więc?
- Życie tam polega na intrygach. Nie tylko dworskich, ale również na kablowaniu komu popadnie. Pamiętaj, żeby nikomu tam nie ufać, nie warto - ścinął moją dłoń, a ja miałam wrażenie, że właśnie podzielił się ze mną częścią swojej przeszłości. Potraktowałam to jako dobrą radę na przyszłość.
- To już żadna nowość - prychnęłam, opierając się na jego ramieniu.
- Taaa - sapnął - ale to tylko te ogólnodostępne informacje.
- To znaczy?
- Nie wszędzie kobiety są uległe, nie mając przy tym żadnych praw - podniosłam się, patrząc na niego pytającym wzrokiem - tam gdzie się wychowałem, czyli na pograniczu stanu mieszczańskiego a szlacheckiego istnieje coś na kształt gangów.
- A dokładniej? - coraz bardziej zaczynała podobać mi się jego opowieść. Nie chciało mi się wierzyć, że cały Korynt składa się z wypucowanych barbie i walecznych kenów.
- Ta Mirva z pewnością zabierze was do Tristam. Macie przecież zanieść ten dokument, nie?
- No.
- Więc w Tristam, w stolicy jest pałac królewski. Żeby nie było za wesoło, mieszczą się tam też siedziby co najmniej dwóch największych organizacji przestępczych. Hekki i Riviru.
- Miło, miło - upiłam łyk - a wiesz coś o jakiejś legendzie? Przeklęte rodzeństwo te sprawy?
- Ja wiem - damski głos pojawił znikąd.
- Co…
- Cicho, Arthur - przed nami zmaterializowała się przepiękna blondynka. Złapałam mocniej chłopaka za dłoń, przez co herbata o mało co się nie wylała, kiedy ona uniosła na nas swoje zielone oczy - no co? Języka w gębie ci teraz zabrakło? - spojrzałam na Arthura, który wyglądał, jakby zobaczył ducha i … chyba rzeczywiście tak było.
- Victoria? - szepnął, odstawiając kubek, po czym wyciągnął dłoń w jej stronę.
- No a któżby inny - prychnęła,  a ja popatrzyłam na nią sceptycznie. Czułam, że to ten rodzaj wypacykowanej laluni, a to nie prowadziło do niczego dobrego.
- A-ale jakim cudem? - Arthur nadal był w głębokim szoku, więc pstryknęłam z palców przed jego nosem. On na to potrząsnął głową, lecz nadal wpatrzony był w jaśniejącą postać.
- Żadnym - zaplotła ręce na piersi - to przeznaczenie, kochany! - przewróciła oczami.
- Dyara! Gdzie jesteś?! - głos Sakura doszedł do nas gdzieś z pokładu.
- Na górze! - krzyknęłam, patrząc na księżniczkę.
- Niech idą, niech idą - machnęła ręką, wygodnie usadawiając się na błękitnym kocu, który pojawił się razem z nią.
- Dyara? - Sakura, a zaraz za nią Sasuke pojawili się w zasięgu mojego wzroku.
- Chodźcie - pogoniłam ich ruchem dłoni. Na twarzy mojego brata gościło jak zwykle jedno wielkie kształtne nic, za to Sakura była wyraźnie zdziwiona. Usiedli obok mnie, po czym wszyscy skierowaliśmy swoje spojrzenie na zjawę.
- Tak, tak. To ja, Victoria, jestem duchem - mruknęła, a Sasuke wyraźnie się spiął.
- Okej… - Arthur, popatrzył na nią podejrzanie.
- Z tobą pogadam później - wskazała na niego palcem, po czym zwróciła go ku nam - gdzie macie trzeciego brata?
- Na Koryncie - fuknęłam. Nie spodobała mi się. Ta jej ogromna suknia w której na pewno z trudem siedziała zdecydowanie mnie odpychała.
- Ech, to będziecie musieli mu to przekazać - poprawiła srebrny diadem na swojej głowie i oparła ręce za plecami, wyrzucając nogi do przodu, przez co zobaczyłam bardzo małe lakierowane buciki. Obrzydliwe lakierowane buciki.
- Damy radę - Sasuke już otrząsnął się z szoku i wrócił do bycia sobą. Oschłym sobą.
- Nawiedził was już rozumiem ten duch tak? Usłyszeliście całą bajeczkę o kole przeznaczenia i tak dalej?
- Yyy tak - mruknęłam. Jak ona mogła mówić o tym tak spokojnie?
- Uch, chociaż to - wyprostowała się, a ja popatrzyłam na Arthura, który skonsternowany również się w nią wpatrywał - więc jesteście już drugim rodzeństwem, które mam okazję spotykać - klasnęła w dłonie - szkoda, że to pierwsze zrównało Korynt z ziemią - przymknęła oczy, sztucznie się uśmiechając - a byli całkiem fajni - zamyśliła się, a ja czułam się jakbym rozmawiała z obłąkaną idiotką - kojarzycie religię Koryntu?
- Wyobraź sobie, że jakoś nie bardzo - fuknął Sasuke. Oho, widzę, że nie tylko mi nie podpasowała ta koleżanka.
- Więc kiedyś były tam duchy. Ura bura dzikie węże - zaczęła gestykulować rękoma, a ja przysunęłam się w stronę Arthura. Jak on mógł z nią wytrzymać tyle lat? - wszystko sprowadza się do tego, że po tym jak rodzeństwo Kamiva praktycznie zniszczyło Korynt do cna, a duchy z niewiadomego powodu zniknęły. Wcześniej można było pójść do świątyni, aby porozmawiać ze zmarłymi, a jeżeli przeszło się specjalny trening, można było przywoływać ich w każdym miejscu - przekrzywiła głowę, zapatrując się w niebo - Na Koryncie nie ma Boga, jest los.
- To już wiemy - sarknął Sasuke, który wyglądał jakby był radosny, zniesmaczony i zirytowany jednocześnie. Tak, tak się da. Uchiha potrafi.
- Ja jestem duchem tylko, że przeklętym - westchnęła - mamusia “przeznaczenie” - zironizowała, patrząc na mnie - ukarała mnie, bo zdradziłam swojego męża - zmrużyła oczy - to była cipa a nie facet!
- To jest sedno twojej opowieści? - rzuciłam, uwalniając dłoń z uścisku Arthura. Miałam wrażenie, że wszystko dookoła stało się obce, a ja tu nie pasowałam. To… frapujące.
- Nie - fuknęła, odrzucając głowę na dół, niczym urażona kotka. Oho. Koleżance załączył się syndrom wyższej pierdolencji.
- Możesz jaśniej objaśnić nam NASZĄ sytuację? - mruknął Sasuke, opierając się wygodniej - potem możesz streścić Dyarze całe swoje życie, a nawet dorzucić CV i trzy zdjęcia - popatrzył się na mnie cwaniacko - będzie zachwycona.
- Frajer - syknęłam.
- Dobra, już dobra! - krzyknęła, zaplatając ręce na piersi - przeznaczenie funkcjonuje w świecie od zawsze i nikt nie wie jak, po co i dlaczego.
- Yhym - odparłam. Świetnie! Jedyne czego potrzebowałam do szczęścia to kolejne niewiadome!
- Mam wiadomość, którą czy chcę czy nie muszę wam przekazać  - zrobiła dramatyczną pauzę - macie podążać ze swoją zieloną koleżanką.
- Mirvą? - spytała Sakura, również czujnie przypatrując się zjawie.
- Tak - pokiwała głową - ona zaprowadzi was do kolejnej stacji.
- Stacji, powiadasz? - powiedziałam, kątem oka patrząc na Arthura, który był dziwnie milczący.
- Tak mamuśka nas określa - mamuśka za pewne tyczyło się przeznaczenia, co wznieciło we mnie gniew.
Przeznaczenie wiedz, że cię nienawidzę.
- Masz nam jeszcze coś ciekawego do powiedzenia? - rzucił Sasuke, przecierając twarz dłońmi.
- Wam nie - popatrzyła na nas - ale do niego tak - skierowała swoje spojrzenie na Arthura, a mnie przebiegł dreszcz.
Poczułam się zagrożona. Nie mam na myśli możliwości ataku, lecz… kolejnej straty.

Itachi
- Widzisz to, Itachi?! Ujeżdżam konia!
Od zawsze sądziłem, że ludzie z wiekiem mądrzeją. Jednak moje myślenie obaliła jednostka tak bardzo nie mieszcząca się w normach, że to aż bolało. Hidan był zbyt irracjonalny jak na moją psychikę, jak i wystarczająco szalony, aby właśnie rozwścieczać nabuzowanego już karego ogiera, na którego grzbiecie siedział. Ale ja już nic nie mówię.
- Ty chyba nie wiesz, jak się ujeżdża konie, idioto! - Deidara wyjechał z małego lasku, nie trzymając uzdy, zapierając się jedynie stopami w strzemionach.
- Ja ci zaraz pokażę!
Kiedyś zabawiali się siekierami, potem zapałkami, później pocięli las, aby na końcu go spalić. Jeśli zawsze ich rozrywki wyglądają w ten sposób, to spokojnie mogę sądzić, że oni te konie na końcu zgwałcą, bo przecież czemu nie?
- Powoli zaczynam wpadać w monotonię - powiedział Kisame, odkładając Samehadę. Przed chwilą skończyliśmy trening, lecz ci kretyni nadal męczyli te biedne zwierzęta.
- Jestem lepszy!
- Wcale nie!
- A właśnie, że tak! - Hidan usadowił się wygodniej, napiął się i popatrzył z wyższością na blondyna - siedzę na koniu - bardziej uniósł głowę i prychnął - tańcz.
- Chyba ty! - Doushito zripostował to najbardziej ciętym tekstem jakie znam, a ja miałem ochotę pacnąć się w czoło. Jaka ta dwójka jest przykra.
- Może powiedzmy Hayley, żeby już zabrała je do stajni, co? - Kisame oparł się o drzewo, a ja wstałem, biorąc w rękę swój mokry po wysiłku podkoszulek.
- Mówisz o koniach czy tych dwóch pomiotach ludzkich? - poprawiłem kucyka, a on zaśmiał się, z litością patrząc na kłócących się chłopaków.
- Teraz ja jestem górą! - Deidara wydarł się, wyrzucając jedną rękę do przodu.
- Bo niby dlaczego tak? - Hidan ułożył nad wyraz kształtne zdanie, funkcjonujące za pewne jedynie w jego samobójczym słowniku, a ja odwróciłem się i ruszyłem w stronę posesji.
- Patrz na to! Ujeżdżam konia, koniem! Ahahahah.
Bogom dziękowałem za to, że w dobrym momencie się odwróciłem. Pomyślałem właśnie o krzywdzonych zwierzętach, na co jedynie przyspieszyłem kroku, aby Sayuki jak najszybciej zamknęła te biedaczyny w boksach.
- Uchiha! Poczekaj! - krzyknął Kisame, po chwili pojawiając się przy moim boku.
Szliśmy w ciszy, przemierzając zieloną polanę, na której czasem wypuszczano konie. Z reguły miały one swoje, wytyczone terytorium, ale gdy jeźdźcy brali je pod swoją opiekę, na ich odpowiedzialność mogły one być zabrane w inne miejsce. Ale czy Deidara i Hidan znają pojęcie odpowiedzialność? Wątpię.
Westchnąłem cicho, gdy przed moimi oczami pojawił się zarys budynku w którym mieszkaliśmy.
Wbrew pozorom był to bogaty folwark, w którym raz na jakiś czas zatrzymywały się jakieś ważniejsze osobowości Koryntu, które były bardzo … irytujące. Kobiety w ogromnych i ciężkich sukniach za dużo piszczały, a mężczyźni w przyciasnych smokingach i niektórzy w (o zgrozo!) spódniczkach wydawali mi się idealnym przeciwieństwem znanego mi rodzaju męskiego. Dyara przy nich byłaby stuprocentowym samcem.
Zdarzały się oczywiście jeszcze inne okazy, jak na przykład rycerze, którzy dla mnie zakrawali o dobry kabaret. Nosząc te ogromne zbroje jedynie ograniczali swoje ruchy, a miecze większe od nich robiły z nich aktorów najwyższej kategorii. Różnili się od Kisame tym, że nie posiadali chakry, przez co używali jedynie siły swoich mięśni co prowadziło do tego, że byli strasznie wolni i łatwi do pokonania.
Weszliśmy na żwirową ścieżkę, służącą za tylny podjazd do rezydencji, nie słysząc już na szczęście wrzasków tych dwóch pajaców.
Wracając do tematu walki na Koryncie…
To dziwny kontynent, kraj… Do dziś nie wiem, jak to nazwać. Oni sami używają tej nazwy zamiennie, więc zostawiłem to zagadnienie w spokoju.
Gdy tylko przybyłem na Korynt zostałem skierowany tutaj. Jednak z racji tego, że ludzie nie mają tu pojęcia o chakrze, bez problemu wprowadziłem domowników w genjutsu, aby z Kisame wymknąć się niezauważenie i zbadać miasto, na którego peryferiach mieściła się Siya - jak brzmiała nazwa ośrodka.
Samo miasto nazywało się Haraka, co mi osobiście kojarzyło się z pluciem, no ale mniejsza. Przez całą podróż zastanawiałem się w jaki sposób będę mógł tu rozmawiać. Przecież nie mam bladego pojęcia o tym kraju, prawda? Co się okazało później, ja rozumiałem wszystko, co mówili do mnie tubylcy, lecz Kisame już nie. To jakiś efekt uboczny tej klątwy?
Ludzie dziwili się widząc i mnie na ulicach,  lecz i tak Kisame był największą sensacją. Gdy wysiedliśmy z karety - bo właśnie tak trzeba było poruszać się po mieście, aby nie wzbudzić zbytniego zainteresowania - mężczyzna, który otworzył nam drzwi - zastanawiałem się czemu to zrobił, przecież nie jestem na tyle upośledzony, żeby nie potrafić tego zrobić - krzyknął z przerażenia i upadł  bezwładnie na ziemię.
Znów musiałem użyć genjutsu tylko na większą skalę, dzięki czemu ludzie w ogóle nie zwracali na nas uwagi, lecz i tak w głębi siebie śmiałem się z Kisame niezmiernie. Był tak zdziwiony, jak jeszcze nigdy. Przez wszystkie lata które go znam nie powiedział mi tego, co wtedy: Podoba mi się to miejsce, a zachowanie tego faceta mnie jara. Nawet się nie odezwałem, nie wyciągnąłem miecza, a on już zgon.
Miał z tego ubaw po pachy, a ja sam od tego czasu zacząłem traktować ten wyjazd jako jedną, wielką przygodę. Może coraz mniej widziałem, a oczy bolały mnie coraz bardziej, ale czułem się dobrze, pomijając jedną, tycią rzecz.
- Wstaw wodę na kawę, a ja pójdę do Hayley - mruknąłem, skręcając w prawo w kierunku stajni.
- Spoko - Kisame odparł i poszedł przed siebie.
Tą małą rzeczą była Imrin. Przewiesiłem sobie koszulkę przez szyję, wkładając ręce w kieszenie spodni. Spojrzałem w niebo, a dokładniej na słońce, które ostatnio przestało mnie razić. Świat stał się dla mnie matowy, a słońce taką samą kulą na nieboskłonie jak księżyc.
Wszedłem do dużej drewnianej stodoły, w której właścicielka posesji trzymała konie. Była plus minus w moim wieku, a pomimo tego sprawowała już pieczę nad całym gospodarstwem. Wszedłem do środka, szukając jej wzrokiem.
U nas w Konoha nie ma tylu problemów co tutaj. Kiedyś myślałem, że to u nas są kłopoty z dokumentami, rachunkami. Ale tu… Istny kosmos.
- Cześć, Hayley - mruknąłem do dziewczyny, która czesząc białą klacz, całkowicie odcięła się od świata.
- Ooo! Cześć Itachi - odpowiedziała, nawet na chwilę nie przerywając czynności - co tam?
- Zabierz jak najszybciej wszystkie konie do boksu - mruknąłem, strzepując z czoła pot.
- Dlaczego? - przerzuciła swoje brązowe włosy na jedną stronę i odłożyła szczotkę na stoliczek w rogu pomieszczenia.
- Może inaczej - mruknąłem - zabierz je, jeśli nie chcesz mieć małych Hidano i Deiokoników.
- Ale o czym ty mówisz? - wydukała, wychodząc na korytarz i zamykając boks.
- Takie pół konie pół ludzie. Jeden byłby blond, a drugi biały - prychnąłem, odwracając się.
- Nie mów mi, że…
- Mówię ci - odparłem spokojnie, a ona podążyła za mną w stronę wyjścia już … mniej spokojnie.
- Nogi im z dupy powyrywam! - Hayley była osobą cichą i pokojową, lecz gdy tylko cokolwiek zagrażało jej koniom wychodziła z niej ta diabelska część. Minęła mnie i pierwsza wyszła ze stajni. Przeszedłem przez próg kilka sekund po niej, a już widziałem jak biegła w stronę polany.
Wiatr powiał mocniej, a mnie przeszły dreszcze. Przez chwilę miałem ochotę założyć koszulkę, lecz wygrała z nią ochota pójścia do lasu, do którego miałem może jakieś dwadzieścia metrów od miejsca w którym stałem. Jak najszybciej dotarłem do pierwszego drzewa i usiadłem, opierając się plecami o korę, która lekko podrażniła mi skórę, lecz jakoś nieszczególnie się tym przejąłem, gdyż w po mojej głowie wciąż krążyła Imrin.
Od momentu zniknęcia nie odezwała się do mnie ani słowem. Mimo tego, że prawie miesiąc spędziłem na tym statku, kruki normalnie mogły się do mnie teleportować, więc nie była to kwestia za dużej odległości. Odeszła nagle i bez uprzedzenia, jakby coś jej groziło. Mimo ogólnej otoczki bezdusznego mordercy coś jeszcze w sobie miałem i to coś martwiło się o nią, czy tego chciałem, czy nie.
Siedziałem spokojnie, rozmyślając nad wieloma rzeczami, gdy usłyszałem stukot kopyt co najmniej jednego konia. Nie ruszyłem się jednak z miejsca (bo po co) i czekałem na kogoś, kto zmierzał w moją stronę. Obróciłem głowę w prawo i spostrzegłem Hayley, która jechała na jednym koniu, drugiego ciągnąć za sobą za uzdę. Westchnąłem i wstałem, gdyż ona nigdy nie zawracała mi głowy, kiedy nie było to potrzebne, za co ceniłem ją jako współpracownika.
Nadal jadąc puściła jednego konia i krzyknęła:
- Twoje rodzeństwo przyjechało! Wsiadaj! - przez chwilę byłem zaskoczony, lecz z użyciem chakry w biegu dosiadłem zwierzęcia i pogalopowałem za dziewczyną, bo przed nią nie musiałem maskować swoich umiejętności. Zmarszczyłem brwi, łapiąc uzdę.
Jakim cudem zjawili się tak szybko?
Jechaliśmy pośród drzew i dopiero na wysokości domu wjechaliśmy na trawnik. Okrążyliśmy posiadłość, lekko zwalniając na zakręcie.
Pojawił się przed nami ogromny, wyłożony ciemną kostką podjazd, fontanna, która tworzyła z jednej drogi dwie aleje, a po lewo wejście do domu, które niczym nie odbiegało od tych należących do jednych z najbardziej bogatych domów Haraki.
Ta ogromna rezydencja z własnym polem za domem ogrodzona była murem, a przy bramie czuwał strażnik wpuszczający gości. Sama posiadłość urządzona została bardzo gustownie. Punkt dla dekoratora, gdyż pomieszczeń dla urzeczywistnienia swych fantazji miał mnóstwo. Westchnąłem i zatrzymałem konia przed białymi schodami prowadzącymi na taras przed drzwiami wejściowymi.
- Co jest? - wyrwało mi się, gdy popatrzyłem na moją siostrę leżącą na wznak na jednym stopniu, która bardzo głośno oddychała.
- No cześć, Itaś - wyzipiała i chyba nie miała siły, aby wstać.
- Ohayo - odparłem, zeskakując z konia.
- To ja za chwilę wrócę - powiedziała Hayley i zniknęła nam z oczu. Przywiązałem konia do barierki i podszedłem do siostry.
- Wszystko w porządku? - spytałem, a ona pokręciła przecząco głową, lecz nie odezwała się. Hmpf.
- Witaj, Itachi - Sakura pojawiła się na ganku, zszedłszy po schodkach, aby usiąść obok Dyary.
- Witaj - uniosłem jedną brew, gdyż nie mogłem pojąć, dlaczego nikt nie zgłębiał powodu stanu mojej siostry, a jej najlepsza przyjaciółka siedziała obok, całkowicie niewzruszona.
- Nic jej nie jest - mruknęła zmęczona i oparła głowę na podciągniętych do góry kolanach.
- Na pewno?
- Tak, to tylko ten łagodny stan, gdy zaczyna głośniej oddychać i nie może mówić - ziewnęła, a ja rozejrzałem się dookoła, cały czas monitorując Dyarę.
- Więc to ty jesteś Itachi Uchiha - odparła kobieta, o zielonym kolorze skóry, która ówcześniej siedziała na murku, wtapiając się w krzak za nią. Założyłem mokrą koszulkę, którą podczas jazdy miałem w ręce i poczułem, że nie marzę o niczym innym jak o prysznicu.
- Na to wychodzi - podszedłem do siostry, która usiadła już normalnie i tylko patrzyła się na mnie wzrokiem zabójcy. Co tym razem zrobiłem?
- Nie patrz tak na mnie - wycharczała, przecierając oczy.
- Ale jak…
- Właśnie tak - fuknęła i spojrzała spod byka, lecz po chwili uśmiechnęła się - żartowałam - pokazała mi język - no chodź tu!
Posiadanie młodszej siostry jest upierdliwe.
Rzuciła mi się na szyję, choć nadal głośno oddychała, co mnie bardzo niepokoiło. Poczochrałem jej włosy, a ona odkleiła się ode mnie.
- Gdzie je…
- Przy bramie. Przechodzi kontrolę - odparła, choć nawet nie zdążyłem zadać pytania do końca.
- Zaraz będzie, też chce z tobą porozmawiać - powiedziała Sakura, unosząc na mnie głowę. Ponownie dziś usłyszałem odgłos pędzącego konia, lecz tym razem odwróciłem się w odpowiednią stronę. To Hayley zbliżała się od strony bramy.
- Mirva! - krzyknęła i zatrzymała konia obok mojego i podbiegła do kobiety, którą znałem jedynie z opowieści.
- Hayley, nareszcie! - wpadły sobie w ramiona, a brakowało nad nimi jedynie takiej ogromnej tęczy, aby dopełnić ten obrazek obrzydliwej słodkości.  Odsunęły się od siebie, a wzrok Sayuki zmarkotniał i dostrzegłem w nim nawet poczucie winy.
- Kahira - westchnęła, a Mirva skinęła głową na nas, pociągnęła za rękę i wciągnęła do domu.
- Ona jest less? - spytała Dyara już normalnym tonem, choć miałem wrażenie, że coś było nie w porządku.
- Nie wiem - mruknęła Haruno - podczas jej pobytu w Konoha zginęły mi tylko dwie pary majtek.
- Ukorz się przede mną, niewierny!
- Chyba ty!
- No chyba nie!
- Kto to? - Dyara uniosła brew do góry, kiedy zobaczyła Hidana i Deidarę, którzy właśnie wyszli zza zakrętu.
- Moi…
- O Itaś! Widzę tu jakieś świeże gąski! - jashinista podbiegł do nas, a ja chyba pierwszy raz w życiu miałem ochotę się gdzieś schować - krzycz Hidan, krzycz!
- Yyy… - mruknęła Sakura, mając szeroko otwarte oczy.
- Klękaj do miecza! - Dei zza pleców wyciągnął duży miecz i skierował go na Hidana.
- Chciałbyś!
- Chciałbym!
- Czochraj bobra, gejuchu!
- Czy mi się to śni? - jęknęła Dyara, patrząc na dwójkę tych kretynów, tarzających się na ziemi.
- Nie - odparłem i spojrzałem w stronę drogi, skąd nadchodził Sasuke i jeszcze kilku innych mężczyzn. Przestałem słyszeć wrzaski chłopaków, zauważywszy brata. Czułem, że przede mną ciężka rozmowa. A ja? A ja jestem po treningu i … śmierdzę.

*** 
Ohayo :D
Wiecie jakie to miłe jak się wie, że ktoś czeka na notkę? No kuuurde! <3
Jest słaba. Wiem to i nie pogrążąjcie mnie bardziej. Trzydzieści jeden minut temu skończyłam 16 lat i nadal tym żyję, więc wybaczcie xd
Ktoś chciał SasuSaku? - Jest.
Ktoś chciał Itasia? - Jest.
Jeszcze jakieś życzenia? W miarę możliwości postaram się coś zaradzić :3
Przypominam, że powstał nowy blog o tematyce SasuSaku w moim wykonaniu! :D

Bywajcie i Szczęśliwego Nowego!

15 komentarzy:

  1. Aj tam! Co byś nie powiedziała kocham Cię! <3 ja o deklaracjach, bam! Mam zareczyny, ja o dziecku, bach! Może jeszcze nie tutaj ale tamat z drugiego bloga, a tutaj może w epilogu się pojawi :-D ja o sobie i mam swoja wirtualna wersje :-D kocham tekst: przestan się mazac, kupię Ci ten pierścionek :-D Kocham! Kocham! Kocham! Oczywiście już parokrotnie wracalam do tej scenki :-D no i chce zobaczyć reakcje Itasia i Dyary na wieści o zareczynach :-D kurcze TWÓJ Sasuke i ślub???? Ale mi to w głowie siedzi! Ale nie jestem lesbijka, co? Znaczy coś mi się kojarzy, że zielona ma córkę, wiem że to wszystko się zmienić może, w razie co przeciwko gejom nie mam nic przeciwko, ale ogłaszam wszem i wobec, że jestem hetero :-D reakcja Itachiego na leżąca Dyare hahaahha :-D i niech tam chłopcy nie zarywaja za dużo! Bo przy Arthurze i Sasuke - marne szanse ;-) chyba, że mowa o Sasorim to inna sytuacja, ale nie widać go na horyzoncie ;-) no to jeszcze raz KOCHAM i liczę na to, że skoro karuzela już ruszyła, to więcej czasu zostaje na kyodai, btw kd ferie masz :-D? No i bez zmian SasuSaku sensem życia, więc pisz o nich bez oporu rowniez tutaj :-D buziaki, warto było czekać, hayley <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jesteś lesbiją, choć nie mogłam się pochamować, od rzucenia tej Uchihowej uwagi xd
      Hidan i Dei jeszcze nie raz się pojawią, spokojnie xd
      Ferie mam od 11 chyba, także niedługo :D
      Trzymaj się! ^^

      Usuń
    2. Hahahaha ulzylo, ale dla Cb mogłabym nią zostać! :-D oczywiście na potrzeby dzieła :-D:-D hay

      Usuń
  2. O jaaaaaaa <3
    Oświadczył sieee! O taaak ! (z całych sił, ze szczęścia próbuje się nie rozpłakać). Uwielbiam Cię za to! Cała ta scena była piękna:*
    Sasuke <3

    Średniowiecze, co? Hym.. Ciekawi mnie ten Korynt i tego co się tam wydarzy. Gangi? Chyba się w nic, nie wplączą co? ;d
    Victoria się ukazała;d Idealnie się wpasowała:)
    I biedna Dyara, nie dziwie sie, że poczuła się zagrożona.. to przez moje pytania, pod ostatnim rozdziałem? Obiecuje, nigdy więcej trudnych pytań:)
    Hidan i Deidara - są cudowni! A komentarze Itachiego dopełniają całość, przez co boli mnie brzuch ze śmiechu ;d (jak mogłaś, boli.. :*)

    cytat dnia:
    "..syndrom wyższej pierdolencji. "
    No właśnie, no właśnie, spotkali się! Rodzeństwo w komplecie. Więc teraz się będzie działo;d - bo jak zdejmą klątwę? Czekam z niecierpliwością!

    Weny życzę!
    Nami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie płacz, nie płacz, nie chciałam xd
      Oui, średniowiecze. Wychodzą ze mnie nauki mojego polonisty xd A ja ci nic nie powiem, czy oni się wplączą, czy nie :3
      Victorii początkowo miało nie być, wiesz? Nawet Arthura xD W planie nic takiego nie przewidziałam, ale zachciało mi się romansów, no ._.
      Zadawaj mi trudne pytania! Gdy na nie odpowiem, mam wtedy większą satysfakcję :3
      Oj będzie, będzie się działo :D
      Dziękuję i pozdrawiam! ;)

      Usuń
  3. Teraz zacytuję poniekąd Dyarę z rozdziału dawno temu i nie pamiętam: Lewa ręka to Sheeiren, a prawa to słaba notka. Próbujesz połączyć, ale za nic nie wychodzi. No, bo Sheeiren ty nie potrafisz pisać kiepskich rozdziałów. Każdy jest niepowtarzalny i genialny. A ja mam dodatkowo dziś dobry humorek, więc czytanie twoich wypocin sprawiło mi dodatkową przyjemność. I też czekam z niecierpliwością na dalszy rozwój wypadków. Było tyle fajnych rzeczy, które bym tu zacytowała, że aż by mnie palce za bardzo rozbolały, więc nie napiszę. Ale chyba najśmieszniejszy był Hidan z Deiem. Aczkolwiek lubię Deidarę i według mnie odddany tu charakter prawie w ogóle nie pasuje, ale to nie jest większy problem. Sama nie raz zrobiłam z mojego Sasia idiotę xD. Znalazłam jeden błądzik, który jest dość zabawny. Jak Sakura gada o swoim narzeczonym (nie zasługuje menda na Saska wr...) to napisałaś: Miałam nawet na staRe wprowadzić się do Suny, zamiast na stałe. I to tyle. Nie mam głowy do pisania ładnych komentarzy, a słodzenie ci jaka ta notka jest świetna, już mi się znudziło. Pa!
    PS: Sasuke oświadczył się MI!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komplementy, komplementy, wszędzie komplementy, a gdzie opierdol? xd Nie może być aż tak miło, czuję się wtedy dziwnie xd
      Deidarę musiałam troszkę zmienić, ale mam nadzieję, że na dobre - przynajmniej żyję w takim przeświadczeniu xd
      Dzięki za ten błędzik, już poprawiam ^^
      Pozdrawiam! ;D

      Usuń
  4. Hej! Notka cudowna. Znalazłam jeden błąd " głowę w prawo i spostrzegłem Hayley, która jechała na jednym koniu, drugiego ciągnąć za sobą za uzdę"
    W sumie co tu sie rozpisywać. Notka genialna, akcja idzie do przodu. Jest Dyara, jest Itas, Hidan i Dei <3 to czego chcieć więcej?
    Wiecej Hidana i Deia. Kulałam sie ze smiechu po podłodze czytajac to co wyprawiali z biednymi konikami.
    Pozdrawiam i weny życzę Sheiwa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohayo ^^
      Miło mi poznać, a przyjmować komplementy to już w ogóle :3
      Błędy T_T Zawsze jakieś zostają -.-"
      Postaram się wplątać tu delikarnie Aka ;)
      Dziękuję i również pozdrawiam ;D

      Usuń
  5. No co tam, Szczylu, jak się miewamy? :3 A widzisz, Karuzele sobie odpuściłam przez kacowego lenia, to tu skomentuję przynajmniej, żebyś to nie gadała, że jestem wredna, czy coś. Wgl to dziś jak wstałam to miałam problem egzystencjalny typu "I co ja będę czytać w busie, żeby nie zasnąć?" Bo wiesz, jak jadę o 6 rano na uczelnię, to wolę nie przysypiać w busie, bo zauważyłam, że wtedy jestem zupełnie nie do życia. I jaką receptę sobie znalazłam? Blogi! Zazwyczaj wypadało na Akemii, albo Miku, albo kogoś tam jeszcze innego, ale że one nic nie dodały lenie śmierdzące, to chusteczka miała problem. I wtedy olśnienie! "Przecież ja z Kyodai jestem w plecy!". A jak inaczej dobrze zacząć dzień, gdzie na pierwszy ogień idzie fizyka, jak nie z humorem Szczyla? A no właśnie, ja też nie wiem xd (tylko nie popadnij teraz w jakiś wielki samozachwyt >.<)

    Ładnie podzieliłaś rozdział na trzy części, to przynajmniej łatwiej pójdzie komentowanie :3 No więc... Sasuke. Obojętny Sasuke. Zazdrosny Sasuke. Wkurzony Sasuke. A na koniec jeszcze zakochany Sasuke o__o Nie za dużo tych jego odsłon? (No co, w końcu to ja, więc muszę na niego ponarzekać xd Tylko nie mów nic Akemii! Bo jej obiecałam, że będę już dla niego miła...) A co najlepsze? Sasuke się oświadczył O.O S-s-serio? Poważny krok, Imai, poważny. W dodatku bez pierścionka, co za Żyd >.< A myślałam, że Uchiha jednak ma kase, klase i super... szase? No nie ważne. W każdym razie, przy tym momencie i tak się rozmarzyła itp. bo w końcu zaręczyny, to zaręczyny, a zazdrosny i miły Sasuke to rzadkość, którą doceniam B|

    Dyara. A myślałam, że obudzi się w ramionach Arthura, spojrzy mu namiętnie w oczy, tak z uczuciem, rozumiesz?... i że znowu pójdą w tany, a tu dupa, bo tylko herbate robiła i za rączki się łapali >.< Nawet nie miałam okazji się nim pozachwycać, bo wtedy pojawiła się Pani Duch i zaczęła opowiadać bajeczni, a ledwie co upieczona para (tych no, nie nowożeńców, tylko tych drugich) się dołączyła. Wstyd się przyznać, ale z jej paplania pamiętam tylko lakierowate lakierki, bufiastą sukienkę i fakt, że więcej dowiedzą się od Zielonej. Taaa, ja i moja koncentracja i pamięć o 6 rano >.<

    Itacz. Itacz. Itacz. Itacz. Gdzieś podział swój.... klikacz? Ech, nie mam rymu T^T A chciałam zabłysnąć, tyle przegrać. No nie ważne. Od razu mówię, że nie wiem kto to ta Imir, czemu zniknęła i czemu on o niej myśli, ale wnioskuję, że skoro o niej wspomniałaś, to znaczy, że się niedługo znowu (a dla mnie w końcu) tu pojawi. (PARA NARZECZEŃSTWA!). Hayley polubiłam, bo widać ma kobieta jaja, skoro udało jej się odebrać rumaki tym dwóm przygłupom. Swoją drogą, tak, tek fragment był śmieszny, udało ci się Imai. No i reakcja Itachiego na Dyarę na schodach <3 epic! Tak więc, skoro wszyscy w końcu razem wesolutko są na Koryncie, to zacznie się dziać, co nie? :D Chociaż i tak najbardziej nie mogę się doczekać, aż Sasek oświadczy wszem i wobec, że Sakura to jego narzeczona bez pierścionka (Y)

    No wiem. Komentarz bardzo na temat i wgl xd Ale ważne, że dałam znać, że przeczytane i że się podobało, ha!

    Pozdrawiam i WENY! :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak jesteś wredna <3 Jeśli tak rozwiązujesz swoje egzystencjonalne problemy, to bardzo mi się ono podobają :D Miku, Akemii i Shee B| Czuję się wyniesiona na piedestał B| Nie popadnę w samozachwyt, nie bój żaby xD
      Uchiha nie są normalni, mogą mieć wiele odsłon B| (okej, nic jej nie powiem, ale tylko dlatego, że nie ma neta xD ) Jasne, że to poważny krok. Jak szaleć to szaleć :3 Ej, ej xD Brak pierścionka miał wam uświadomić, że Sakura nie leci na kasę, a ty mi tu Saska od Żyda wyzywasz Xdd
      Dyara, hehe. Nie wiecie, co wam szykuję :3 i o to chodziło, żebyś nie miała się czym zachwycać . Więc wisz…
      Itaś <3 I te twe rymy, oj aż idzie się zachwycić <3 Imrin, kochanie, Imrin – to jego narzeczona xD
      „Będzie, będzie się działo…” ]:->
      No w końcu dałaś znać XD
      Też niedługo odezwę się na Nakanaide :P
      Trzym się! <3

      Usuń
  6. Kułdem, dziewczyno- więcej takich notek! Twoje teksty pozwalają, a ciąg zdarzeń wciąga! Brakuje mi słów, albo boję się ośmieszyć w twoich oczach xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohayo ^^
      Miło, miło xD
      Uwierz, że to ja ośmieszam się przed wami, a nie na odwrót xdd

      Usuń
  7. Więcej, koniecznie więcej Dyary i Arthura ;3.
    Sasuke jaki krok w przyszłość ;o o mało nie poplułam matrycy, powaga. Facet potrafi zaskoczyć, no!
    Akasie mnie rozpierdalają, biedny Itachi, co on z nimi ma ;D.
    To tyle, albo aż tyle? :P
    Czekam na next, weny życzę Ci, Shee-chan ^^.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hymhymhym. Aż wenę poczułam B|
      Aż tyle Unno :3
      Baj baj ;D

      Usuń