poniedziałek, 20 stycznia 2014

II Rozdział IX

Dyara
- Przeżyyyj to sam. Przeżyyyj to sam. Nie zamieniaj serca w twardy głaaaz. Póki jeszcze, serce maaasz.
Leżałam na ogromnym, bogato zdobionym łóżku pod atłasową czarną kołdrą z granatowymi akcentami w postaci splatających się lin. Czułam się wyspana i względnie zadowolona. No właśnie - względnie.
Postanowiłam nie myśleć o tym, co by było gdyby. To z jednej strony takie trudne, a z drugiej tak banalnie łatwe. Rzuciłam się w wir emocjonalnych uniesień, nie przejmując się jutrem. Ciążyła na mnie ta zasrana klątwa, więc jeśli umrę, to będę mogła powiedzieć, że moje życie nie było rutyną. To zawsze coś więcej niż życie z góry ustalone przez wytyczony plan dnia.
Byłam na obcym kontynencie. Moja wioska mnie nie chciała, więc spokojnie mogłam tu zostać, nawet jeśli niedługo miałabym pożegnać się z tym światem, czego jednak zrobić nie zamierzam, ale… Kto wie, co będzie za miesiąc?
- Przeżyyyj to sam. Przeżyyyj to sam!
Uśmiechnęłam się, gdy ponownie doleciał do mnie głos Arthura, który właśnie darł się w niebo głosy pod prysznicem.
Czułam się wolna.
Nie było tu Sasuke, Itachiego, Sakury. Nie ciążyła mi przeszłość i wspomnienia, bo tu nikt o niczym nie wiedział. Postrzegał mnie jako osobę inną, lecz nie napiętnował jej od razu olbrzymią dawką litości, współczucia i tandetnego wsparcia: wszystko się kiedyś ułoży, a czas leczy razy.
Przeciągnęłam się i znów opadłam na ciemną, puchową poduchę, podkładając ręce pod głowę. Słońce już długo górowało na niebie, przez co spokojnie mogłam sądzić, że południe dawno mamy już za sobą. Nikt mnie nie kontrolował, nie kazał wstać, bo akurat miał taki kaprys, nikt… I to było piękne.
- Umyjesz się, czy nadal będziesz tak śmierdzieć? - Arthur pojawił się w drzwiach łazienki, przepasany jedynie białym ręcznikiem. Mokre włosy przyklejały mu się do twarzy, a oczy świeciły się z radości. Patrząc na niego chciałam, aby była ona wywołana moim widokiem.
- Chyba mogę śmierdzieć - odparłam, lekko przekrzywiając głowę.
- Mówisz? - rzucił i podszedł do ciężkiej, drewnianej komody, stojącej w prawym rogu sypialni.
- Chyba jednak nie mogę. - Skrzywiłam się, gdyż tak naprawdę, to marzyłam o kąpieli, ale tu było mi tak wygodnie i ciepło…
- To śmigaj. - Wskazał głową na łazienkę, szukając odpowiednich ubrań.
- Kiedy mi się nie chce. - Zakryłam sobie oczy dłońmi.
- Idź się umyć, bo nie dostaniesz śniadania. - Szybkim ruchem zrzuciłam z siebie kołdrę i stanęłam na równe nogi obok łóżka. - No, grzeczna dziewczynka. - Pokazał mi język, a ja w cudownym humorze weszłam do pomieszczenia ustrojonego w jasne kafelki, zamykając za sobą drzwi.
Podśpiewując cicho pod nosem weszłam pod prysznic. Umyłam dokładnie włosy i ciało. Zakochałam się w zapachu płynu, który pachniał wanilią. Nie za słodką, ale taką akurat. Wyszłam z kabiny i wytarałam się pierwszym lepszym ręcznikiem.
Stanęłam przed lustrem zdeprymowana. Nie mam się w co ubrać.
- Arthur? - zawołałam, zawiązując ręcznik wokół piersi.
- No? - usłyszałam zza drzwi.
- Nie mam się w co ubrać. - Popatrzyłam w lustro i uśmiechnęłam się. Życie bez ograniczeń jest cudowne. Chciałabym, aby już zawsze moim największym problemem był brak stroju na dany dzień. To byłby raj.
- Jak każda kobieta na tym świecie - prychnął i bezpardonowo otworzył drzwi.
- A gdybym była goła? - Zmarszczyłam brwi.
- Jakoś przetrwałbym ten widok - mruknął, podchodząc do szafki pod oknem.
- Jesteś bezczelny, Gosling - rzuciłam, krzyżując ręce.
- Trafiłaś w sedno, Uchiha. - Przechodząc obok przelotnie pocałował mnie w usta, a ja zmrużyłam oczy.
- Zaplanowałeś coś, prawda?
- Ja zawsze mam plan, kotek. - Wyjął ze środka szczotkę do włosów i wyszedł z łazienki. Prychnęłam pod nosem, wychodząc za nim.
- Kotek? - Zignorował moje kpiące pytanie, lecz ja się nie poddałam. - Naprawdę nie mam się w co ubrać - mruknęłam - moje stare ubrania zostały w tym schowku, a tu mam jedynie ten ręcznik i brudną bieliznę - fuknęłam, zdając sobie sprawę z beznadziejności mojej sytuacji.
- Do twarzy ci w moich koszulach - powiedział z uśmiechem, przeglądając się w lustrze.
- Chodź no tu. - Uniósł pytająco brew, lecz wykonał moje polecenie. Uniosłam ręce i poprawiłam mu kołnierzyk czarnej koszuli, którą przed chwilą założył. - Gdzie się tak stroisz?
- Gdzie się tak stroimy - poprawił mnie, patrząc się prosto w moje oczy.
- Wyobraź sobie, że wątpię, aby ręcznik był tu ostatnim krzykiem mody. - Wyminęłam go, aby zabrać szczotkę do włosów z komody, na której przed chwilą Arthur ją położył.
- Wiesz. - Uniósł ręce w obronnym geście. - Ja tam bym nie narzekał.
- Domyślam się - skwitowałam zirytowana, gdy szczotka utknęła w moich wiecznie nierozczesanych włosach.
- Więc teraz usiądź na łóżku i grzecznie poczekaj na Nimi. To moja służąca, która odpowiednio cię przygotuje. - Zdjął z wieszaka płaszcz i zarzucił go sobie na ramiona.
- A po kij mi służąca?
- Zobaczysz - mruknął tajemniczo, podchodząc do drzwi. - Pozałatwiam kilka spraw i będę za godzinę. - Puścił mi oczko i zniknął z mojego pola widzenia.
Prychnęłam wkurzona. No i co teraz?
Puk, puk, puk. Ponownie popatrzyłam w stronę drzwi.
- Proszę? - powiedziałam niepewnie, a sekundę później w przejściu pojawiła się starsza siwowłosa kobieta w białym fartuszku.
- Witam, panienko Uchiha. - Ukłoniła się lekko,  a ja patrzyłam na nią szeroko otwartymi oczami.
- P-pani na pewno do mnie? - jęknęłam, bardziej opatulając się ręcznikiem.
- Tak. - Kiwnęła głową. - Pan Gosling kazał panią przygotować.
- Przygotować?!
- Tak. - Ponownie kiwnęła głową, tylko, że tym razem z lekkim uśmiechem. - Sama pani nie włoży tej sukni. - Wskazała palcem na coś za mną. Skonsternowana obróciłam się i aż zaparło mi dech w piersiach.
Na manekinie w rogu sypialni wisiała suknia. Przepiękna, czarna suknia.
- To dla mnie? - spytałam, nie dowierzając.
- Tak. - Potaknęła i drobnymi kroczkami podeszła do stojaka. Gdy już tam dotarła, obróciła się w moją stronę z diabolicznym uśmieszkiem na twarzy, o który za pierwszym razem bym jej nie posądziła. - Czas zacząć zabawę.
Przez kolejną plus minus godzinę, byłam malowana, czesana i obgadywana przez Nimi, która konwersowała sama ze sobą. Za próbę odzewu albo ciągnęła mnie za włosy, lub wciskała palec pomiędzy żebra. Z początku mnie to denerwowało, ale później dostrzegłam w tym pewną sympatię z jej strony.
Suknia okazała się cienka, lecz zakrywająca wszystko, co zakrywać powinna. Była długa do kostek, lecz rozcinana na udzie, przez co mogłam swobodnie w niej chodzić. Miała obcisłe rękawy, które kończyły mi się w odpowiednim miejscu na nadgarstku. Miałam wrażenie, że została uszyta idealnie na mnie.
Buty które zaoferowała mi Nimi nie były za małymi lakierkami, o których mówiła Victoria. Suknia mi się podobała i tylko dlatego ją założyłam, tak samo buty, które były na dość wysokim, cienkim obcasie. Pod suknią i tak nie było ich widać, więc byłam spokojna.
Zostałam przy swoim naszyjniku, zyskując od służącej piękną, perłową, czarną bransoletkę i kolczyki. Nie miałam okazji jeszcze widzieć się lustrze, gdyż Nimi wyraźnie mi tego zabroniła.
- Jak pani Gosling. - Właśnie zmierzałam w stronę upragnionego lustra, gdy usłyszałam te słowa. Gwałtownie zatrzymałam się w miejscu, patrząc z dystansem na kobietę.
- Znała pani mamę Arthura? - spytałam, przełykając ślinę.
- Była cudownym człowiekiem. - Wzniosła oczy ku niebu, splatając ręce.
- Syn po kimś musiał to odziedziczyć. - Uśmiechnęłam się, nie bardzo wiedząc, co na to odpowiedzieć. Rzuciłam pierwsze, co mi ślina na język przyniosła, lecz wyszło to chyba nawet zgrabnie.
W pomieszczeniu rozległo się ciche gwizdanie. Odwróciłam się do tyłu, gdzie stał Arthur, opierający się barkiem o framugę.
- Pięknie wyglądasz. - Powiedział podchodząc bliżej. Ujął moją dłoń i złożył na niej delikatny pocałunek, a ja zarumieniłam się. Uch! Uchiha, przestań!
- To zasługa pani Nimi. - Skierowałam swój wzrok na staruszkę, która dygnęła lekko.
- Nie miałam za dużo roboty. - Machnęła ręką. - Piękną kobietę łatwo jest przygotować.
- Potwierdzam - odpowiedział Arthur. Aż, aż nie wiedziałam, co powiedzieć.
- Zrobiłam już wszystko, co do mnie należało. Do widzenia - powiedziała miło i zniknęła za drzwiami. Chciałam podejść do tego cholernego lusterka, lecz on złapał mnie za rękę.
- Hm?
- Kojarzysz jak mówiłem, że wszystko ci dzisiaj pokażę? - Otaksowałam go wzrokiem od góry do dołu.
- Tak - mruknęłam, nie wiedząc do czego zmierza.
- Więc najpierw pójdziemy na obiad…
- A śniadanie? - przerwałam mu, na co on jedynie się zaśmiał.
- Obiad ci je zrekompensuje.
- No okej…
- A reszty dowiesz się potem. - Tajemnice, tajemnice, tajemnice. Dyara ich definitywnie nie lubi.
- Aż zaczynam się bać. - Wyswobodziłam rękę z jego uścisku i podeszłam do lustra. Zaniemówiłam.
- Oj, już przestać udawać - sarknął - przecież wiedziałaś, że ślicznie wyglądasz.
- A-ale nie, że aż tak… - odparłam zauroczona. Sukienka przylegała do mojego ciała. Włosy były proste jak nigdy, przez co wydawały się jeszcze dłuższe niż zazwyczaj. Obróciłam się, a gdy wróciłam do poprzedniej pozycji, obok mnie stał już Arthur, trzymając dłoń na mojej talii.
- Idealnie - powiedział, opierając brodę na czubku mojej głowy.
- I tak nadal jestem na ciebie wściekła za to, że nie powiedziałeś mi o tajemnicy Victorii - mruknęłam, nadal lustrując nasze odbicie.
- To takie dziwne, że chciałem pobyć z tobą trochę dłużej? - Przytulił mnie od tyłu, praktycznie całkowicie się na mnie opierając.
- Yyy…
- No właśnie - skwitował.
Victoria z racji tych swych pradawnych umiejętności mogła nas przeteleportować w dowolne miejsce na morzu. Mogliśmy więc “płynąć” na Korynt jakąś minutę, a nie zdecydowanie więcej. Z drugiej strony mogło być tak, jak w umowie - ponad miesiąc, niż niecałe dwa dni.
- Chodź. - Pociągnął mnie za rękę i wyprowadził z pokoju.
Sam miał na sobie długi lecz cienki, czarny płaszcz, w którym wyglądał bardzo dobrze, a ja czułam, że również dziś wyjątkowo nie straszę.
Wyszliśmy na korytarz wyłożony chropowatymi płytami, które dodawały mu jedynie uroku. Niby były banalne, ale nie psuły ogólnego wrażenia. Jedynie je polepszały. Moje obcasy uderzały w białe kafelki podłogowe, wydając charakterystyczny dźwięk.
Wyszliśmy przed jak się okazało mały pałacyk. W nocy, gdy pół nadzy wyszliśmy z tego schowka nie widziałam, jak wyglądał budynek, do którego wprowadził mnie Arthur. Teraz w świetle słonecznym prezentował się on cudownie.
Zeszliśmy po jasnych, kamiennych schodach na mały dziedziniec, na którym stały karety. Z fascynacją przyglądałam się pięknym koniom, które zarżały na nasz widok, przez co spięłam się, nigdy nie pałając do tych zwierząt ogromną miłością. Były przepiękne, ale … ale nie byłam stworzona, aby się na nich przemieszczać.
- Pani przodem – powiedział Arthur, gdy podeszliśmy do brązowej karety. Otworzył przede mną drzwi, a ja niepewnie weszłam na pierwszy schodek. - Idź, idź – zaśmiał się, dodawając mi odwagi. Wszedł zaraz za mną, gdy tylko podał woźnicy adres.
- Długo będziemy jechać? - spytałam, przesuwając firankę w małym okienku.
- Nie – odparł z chłopięcym uśmiechem na twarzy.
Zamilknęliśmy, a ja oparłam głowę na jego barku, wsłuchując się w miarowe bicie końskich kopyt o podłoże oraz rosnącego na zewnątrz hałasu. Bujało nami strasznie i już po chwili mimo dużych poduszek zaczął boleć mnie tyłek.
- Jak wy możecie w tym podróżować? - fuknęłam.
- Lata praktyki – skwitował zamyślony.
- Zdecydowanie wolę bieg. Jest o wiele bardziej wygodny.
- Domyślam się.
Od kiedy wrócił do pokoju stał się jakiś niedostępny. Zdawkowo odpowiadał na moje pytania, jakby dając mi do zrozumienia, że przeszkadzam mu w spokojnym kontemplowaniu. Trochę mnie to ubodło, lecz nic nie mogłam na to poradzić.
- Jesteśmy – mruknął, wysiadając pierwszy.
- Już? - Zmarszczyłam brwi, wychodząc za nim. 
- Mówiłem, że będzie szybko – odparł, podając mi rękę przy wysiadaniu, którą delikatnie ujęłam.
Zeszłam szybko z drewnianych schodków i rozejrzałam się dookoła.
Znajdowaliśmy się na dość ruchliwej ulicy. Wokół nas migrowały tłumy wielu zróżnicowanych ludzi. Niektórzy ubrani byli wykwintnie, a niektórzy bardzo skromnie. Karety zatrzymywały się w jednym miejscu, nie wjeżdżając na alejkę jeszcze bardziej zapchaną niż ta obecna.
- Chodź – powiedział, wskazując wzrokiem swoje ramię. Przyczepiłam się więc do jego ręki, a on wciągnął nas w tłum.
Gdzieniegdzie widziałam kobiety z parasolkami, które miały chronić je przed słońcem lub te, które miały własne służące, idące za nimi krok w krok. Westchnęłam. Dobrze, że miałam kaburę przyczepioną do wewnętrznej strony uda, mając tym samym swoją własną straż. Liara wzięła moją katanę do siebie, więc wystarczy, że ją przywołam.
Dlaczego myślę o walce? Potrząsnęłam głową.
- Tu w prawo. – Pociągnął mnie lekko na ogrodzony leciutkim parawanem ogródek, w którym znajdowało się mnóstwo stolików i krzesełek, gdzie siedzieli ludzie spokojnie konsumujący różne dania. Im dalej szliśmy, tym ja miałam większe wrażenie odizolowania się od ruchliwej ulicy. Spodobało mi się tu.
- Witamy w „Błękitnej Lili”. W czym możemy służyć? - Niska kobieta o niebieskich oczach pojawiła się przed nami, a ja kątem oka spojrzałam na Arthura.
- Witaj, Tanako. Stolik dla dwojga – odpowiedział, rozglądając się.
- Proszę za mną. - Los chciał, że stolik znajdował się bardzo blisko. Przeczesałam palcami swoje włosy i usiadłam na wykwintnym krzesełku.
- Poprosimy dwa dania dwa i butelkę wina – powiedział blondyn, a kelnerka skinęła głową i odeszła.
- Co się dzieje? - mruknęłam cicho, gdy dziewczyna zeszła nam z oczu.
- O czym mówisz? - Zmarszczył brwi, lecz nie dałam się nabrać na jego sztuczki.
- O tym, jak się zachowujesz. - Spojrzałam na niego podejrzliwie, a w tym momencie kobieta pojawiła się ponownie. Pojawiła się za szybko, zdecydowanie za szybko.
- Danie doniosę niebawem. - Rzuciła Arthurowi jakieś dziwne spojrzenie, lecz powróciła do budynku znajdującego się nieopodal.
- Dlaczego rozumiem wasz język? - spytałam, gdy dostałam nagłego olśnienia. Przecież jest to odległy kontynent, na którym „naszych” było bardzo mało.
- Między innymi dlatego dzisiaj zniknąłem – westchnął – gadałem z Mirvą.
- Poznaliście się? - mruknęłam, czując, że ta sytuacja zaczyna mi się coraz bardziej nie podobać.
- Tak. - Oparł ręce o stół. - Podczas podróży nie widziałem jej, a jedynie słyszałem. Potem, gdy się rozstawaliśmy...
- Gdzie ty jawnie i bezprecedensowo powiedziałeś, że nie możesz zostawić dla mnie Victorii – poprawiłam go .
- Ale wróciłem, jasne?
- No tak, tak – prychnęłam – a całe dwa dni drogi, ja wychodziłam z siebie na myśl tego rozstania.
- No już nie przeżywaj. - Przewrócił oczami. - Nie wiedziałem, że to ta Mirva.
- Co ma znaczyć, ta? - Uniosłam pytająco jedną brew.
- Nie słyszałaś? - Wydawał się zdziwiony, a ja odczułam się jak dziecko, które nie wiedziało, że trawa jest zielona.
- Najwyraźniej nie – rzuciłam, zakładając nogę na nogę.
- Przecież to legenda Koryntu.
- Wybacz, ale nie miałam okazji studiować waszej mitologii – warknęłam, coraz bardziej rozgniewana.
- Okej, okej – sapnął. - Chyba przed pokazaniem, będę musiał ci jednak trochę opowiedzieć.
- No nie pogardziłabym. - Założyłam ręce na piersi, patrząc na niego wojowniczo.
- Na ile mogę ci ufać?
- Nie możesz – odparłam od razu i nachyliłam się ku niemu. - Znamy się pięć dni.
- W takim razie zaryzykuję – uśmiechnął się tajemniczo. - Lubię ryzyko.
- Zauważyłam. - Przechyliłam głowę.
- Wiesz już, że kiedyś na Koryncie były duchy i moc.
- Moc?
- Wy macie chakrę, a my mieliśmy moc.
- O-okej. - Czułam, że zaraz zdobędę dużo ważnych informacji.
- Klan Mirvy nie był szanowany na całym Koryncie. Jak zdążyłaś zauważyć, nie wygląda ona jak zwykły człowiek. Na całym kontynencie są jeszcze dwa takie klany: Hoshigaki i Abuccane. Żaden z nich nie jest szanowany przez swoją odmienność.
- Nic nowego – prychnęłam na myśl, że w Konoha wcale nie było inaczej, a tak być nie powinno. To, że ktoś jest inny, nie znaczy, że gorszy.
- Mirva jako odmieniec doszła na szczyt gangsterkiej kariery. Nie dość, że była pierwszą kobietą w Hecce, to do tego z czasem doszła na jedną z najwyższych pozycji.
- Gangi? - mruknęłam. - Może jeszcze latające krowy i ufo?
- Słuchaj, a potem będziesz komentować – skarcił mnie. - Nie do końca jestem pewien tej części historii – westchnął – podobno, gdy urodziła się jej córka, chciała zakończyć karierę złego charakteru. Z resztą słowo „złego” trzeba traktować tu z dystansem. - Zbliżył się do mnie. - Tak naprawdę to król jest skurwysynem, a Hekka wspiera biednych, zabijając spiskowców, którzy mogliby zagrozić Korytowi, czy przemytników.
- I?
- No i w nocy, kiedy wykonała ostatnie, kończące jej pracę zlecenie, wróciła do swojej dzielnicy, gdzie zastała jedynie trupy. Cały jej klan został wybity, włącznie z jej córką.
I w tym momencie przed oczami zaczęły przeskakiwać wszystkie momenty, gdy byłam dla niej niemiła, tak po prostu, bez powodu. Chyba jednak jestem suką.
- Jej imię to Miranda? - zapytałam, patrząc się w pustkę, na oślep biorąc do ręki kieliszek z winem, które przed chwilą nalał Arthur.
- Skąd wiesz? - spytał, zastygając w jednej pozycji.
- Potem ci powiem, ale dokończ. - Upiłam łyk, skupiając wzrok na chłopaku.
- Znalazła tylko list, podpisany przez Kahirę, kolejną członkinię Hekki. - Powoli wszystko zaczęło składać się w całość, lecz nadal brakowało mi kilku elementów. - A potem zniknęła. Zaginął po niej ślad i do teraz nikt jej nie widział.
- Czyli dopiero z nami wróciła na Korynt, tak?
- Tak, ale to nie wszystko. - Również upił łyk, a ja zapatrzyłam się w łunę zachodzącego słońca, za jego plecami.
- Nie wiem dlaczego, ale w międzyczasie zdążyła zabić królewską córkę i została oznakowana jako kaina.
- Kim jest Kahira? - mruknęłam, bębniąc palcami w blat.
Mirva, gdy tylko przybyłyśmy do miasta, pociągnęła Hayley do domu, wymawiając właśnie to imię.
- To członkini jednego z trzech klanów, który zachował moc – powiedział, a do mnie zaczęły docierać tragiczne fakty. - Moc była bardzo potężna. Zniknęła razem z duchami po Pierwszej Wojnie Światowej sto pięćdziesiąt lat temu, którą toczyło ostatnie przeklęte rodzeństwo z … ludnością całego Koryntu.
- Jak to? - wydusiłam, łapiąc się za pierś.
- Miało tak potężną chakrę, że konkurowała ona z mocą i mało co, a wygrałaby, zostawiając po Koryncie dużą wyludnioną wyspę. - Upił kolejny łyk, a mi zrobiło się nie dobrze.
- Tak czy siak jeśli szybko nie rozwikłamy waszego przypadku, najprawdopodobniej czeka nas powtórka z rozrywki. - Odstawił kieliszek, a dla mnie ten odgłos stał się milion razy głośniejszy, a ruch jego dłoni wolniejszy. To, to nie może być prawda.
- Więc dlaczego zamiast szukać pomocy siedzę sobie spokojnie i piję wino? - warknęłam zdenerwowana.
- I tak na chwilę obecną nie wiesz, gdzie iść. Ani ty, ani twoje rodzeństwo – prychnął, a ja zmarszczyłam gniewnie brwi. - Na dobry początek, musicie dotransportować Mirvę do Tristam, aby mogła się spokojnie poruszać po drogach, nie bojąc się zatrzymania przez władze.
- Więc po to jej byliśmy – mruknęłam pod nosem. - Moment, moment. - Zacisnęłam dłoń w pięść. - Zdolność klanu Kahiry, to? - Popatrzył na mnie dziwnie i otworzył usta, a ja czułam, że znam odpowiedź.
- Iluzja – powiedzieliśmy równocześnie, po czym zamilknęliśmy.
Czyli mama wcale nie trenowała Imrin, a ona sama miała mój naszyjnik od Itachiego, który zerwał go Mikoto z szyi kilka lat temu. Kłamliwa suka. Wiedziałam, że coś z nią było nie tak.
- Smacznego. – Kelnerka pojawiła się obok z dwoma parującymi talerzami na tacy. Położyła je przed nami razem ze sztućcami, a ja jednym haustem, wypiłam resztę wina.
- Zaraz wrócę – rzucił Arthur i wyjątkowo szybko wstał, zmierzając w stronę wejścia do budynku.
Zaczęłam powoli jeść parującego kurczaka, łącząc fakty. Itachi musi się dowiedzieć, kim jest Imrin. Natychmiast.
Rozejrzałam się dookoła, lecz nigdzie nie widziałam nikogo znajomego. Warknęłam z własnej bezsilności i wstałam, chcąc iść za chłopakiem. Zostawiłam na stole jedzenie, czego bardzo żałowałam, ale czułam, że coś było nie w porządku, więc zdecydowałam się pójść do środka.
Weszłam do małego holu, pełnego jasnych ozdób. Wyglądał bardzo gustownie, lecz podążyłam w kierunku, w którym poszedł Arthur. Zniknął za zakrętem, więc przyspieszyłam, co na szpilkach nie było łatwe. Skręciłam, wchodząc w kolejny korytarz.
Zdziwiłam się, gdyż tylko z początku widziałam stoliki, lecz teraz gdy znalazłam się na następnym rozwidleniu dróg, widziałam jedynie drzwi. Na czuja poszłam prosto, trafiając w ślepy zaułek.
- Świetnie – prychnęłam, opierając się o ścianę.
W ułamku sekundy poczułam, jak lecę do tyłu. Ściana za moimi plecami zniknęła, a ja znalazłam się w ciemnym pomieszczeniu, oświetlanymi małymi pochodniami. Postąpiłam krok do przodu, a wejście zamknęło się.
Nagle ktoś złapał mnie za szyję i pociągnął do siebie.
- Czego tu szukasz? - warknął nieznajomy wprost do mojego ucha, a ja powoli zaczęłam sięgać do kabury, przyczepionej do uda. Dzięki ci Boże za rozcięcie na nodze!
- Nie twój interes – odpowiedziałam pewnie, a zostałam obdarowana jedynie oznaką zdziwienia w postaci szybkiego zaczerpnięcia powietrza.
- Ty jesteś tą nową Goslinga, tak? - Już prawie dosięgłam broni, lecz zdecydowałam się chwilę pograć na czas.
- Co masz na myśli, mówiąc nową?
- Nie pierwszą i na pewno nie ostatnią – prychnął, przyduszając mnie. - Albo w sumie ostatnią. Jeśli i tak zaraz go zabiję, to jednak będziesz jego ostatnią.
- Słucham? - syknęłam, łapiąc w dłoń rękojeść kunai.
- Zaczyna przeszkadzać drugiej frakcji, za dużo gada. - Wzmocnił uścisk. - Choć ty i tak nie masz o niczym pojęcia.
- On ma coś wspólnego z Hekką? - Zadałam to pytanie z trudem, choć nie spodziewałam się odpowiedzi. Wysunęłam delikatnie broń zza sukienki.
- Jest jedną z większych szych pierwszej frakcji, a teraz zrobił się kłopotliwy – prychnął, a we mnie wezbrał się gniew. - Zaraz zdechnie.
Błyskawicznie rozluźniłam ciało, przez co napastnik musiał włożyć więcej siły, aby utrzymać mnie w pionie. Wykorzystałam ten moment, aby założyć swoją nogę za jego i wyprostować, powodując prze prost jego kolana, przez co wróg momentalnie runął do tyłu. Z jego ust wydobył się cichy krzyk zaskoczenia, który szybko umilkł, gdy głowa mężczyzny miała niemiłe spotkanie ze ścianą. Zdjęłam jego ręce ze swojej szyi i wstałam. Uch. Ten kunai nawet nie był mi potrzebny.
- Dyara? - Arthur pojawił się w ciemnym korytarzu zszokowany.
- Yhym – odparłam, poprawiając sukienkę.
- Kto to?!
- Chciał cię zabić, ale nie zdążył – mruknęłam, przeciągając się.
- Czy ty go...
- Tak, zabiłam. - Zaczęłam bawić się kunaiem. - Dlaczego nie powiedziałeś mi, że jesteś członkiem Hekki?
- Dlaczego go zabiłaś? - krzyknął, podchodząc do trupa, chcąc wyczuć puls na jego szyi.
- Bo chciał zabić ciebie. - Przewróciłam oczami. - Nie przeżywaj, tylko odpowiedz mi na pytanie.
- Wiesz, jakie będę miał teraz problemy? - warknął, a jego szare oczy zalśniły gniewem.
- Jakoś nie bardzo – sapnęłam, tworząc w dłoni małą kulkę ognia, gdyż nie widziałam dokładnie jego twarzy.
- Ty naprawdę nie masz skrupułów – powiedział lekko przestraszony, a ja prychnęłam cicho.
- Jeszcze nad nim rozpaczasz? - Dotknęłam butem ręki napastnika. - Wybacz, że zrobiłam to, aby cię chronić. - Machnęłam lekceważąco ręką.
- Całkiem jak Enya – odparł, ignorując moje słowa. Spojrzałam na niego sceptycznie. Zgasiłam kulę, włączając sharingana. Lepiej, żeby to on nie widział emocji na mojej twarzy, a nie na odwrót.
- Enya?
- Jedna z rodzeństwa. - Przełknął ślinę. - Mówiono o niej, że była córką diabła.
- Ja córką diabła? - Zaśmiałam się. - Trochę mi do niej brakuje...
- No nie sądzę – mruknął pod nosem, za pewne myśląc, że tego nie usłyszałam. Kakke genkai jednak robi swoje, a … moja mina też zrobiła swoje. Zrzedła.
- Czy...
- Nieważne – warknął – masz jak najszybciej wracać do rezydencji. Hayley zostawiła wiadomość, że wszyscy prócz jednej osoby opuścili miasto i skierowali się do Tristam. Coś się stało w stolicy, co wymagało ich natychmiastowej interwencji. Również natychmiast masz się tam skierować – powiedział na jednym tchu, a ja otworzyłam szerzej oczy.
- Itachi, Sasuke, Sakura, wszyscy mnie tu zostawili?!
- Najwyraźniej – odparł gniewnie.
- A ty? - spytałam, patrząc z odrazą na ciało, leżące pod moimi stopami.
- Muszę załatwić tu kilka spraw – mruknął wymijająco, spuszczając wzrok.
Wiedziałam, że było za miło. Po prostu wiedziałam.
- Więc spotkamy się dopiero w Tristam? - wydusiłam.
- Najprawdopodobniej.
- Najprawdopodobniej?
- Przyjadę, kiedy tylko będę mógł...
- Kiedy wyruszyli? - spytałam, dotykając ręką tajemnego wejścia.
- Dziś o świcie. - Przetarł twarz dłonią w geście zmęczenia.
- To jest wasza kryjówka, tak? - prychnęłam, odwracając się w jego stronę.
- Jedna z wielu.
- Kim ty właściwie jesteś? - powiedziałam cicho, chyba nie do końca chcąc znać odpowiedź – Nie odpowiadaj – mruknęłam bardziej do siebie, niż do niego.
- Powinnaś już iść.
Bez słowa i patrzenia na niego wyszłam przez przejście i znalazłam się na korytarzu. Ruszyłam w stronę z którą przyszłam, a łzy zaczęły gromadzić się w kącikach moich oczu. Znów, znów się zawiodłam!
Zacisnęłam pięści, mijając wszystkie stoliki i znalazłam się na dworze. Obeszłam szerokim łukiem miejsce, gdzie jeszcze kilka minut temu siedzieliśmy i podążyłam w stronę ulicy, na której gwar trochę ucichł, przez co mogłam się łatwiej skupić.
Rozejrzałam się dookoła i z wzrokiem, który spokojnie mógłby zabijać skręciłam w lewo. Ludzi na ulicach było mniej, więc nie musiałam się nigdzie przeciskać. Dzielnica należała do jednej z bogatszych, co znaczyło jedynie więcej złodziei w najmniej spodziewanych miejscach.
Westchnęłam, gdy pojawiłam się na placyku, gdzie jeszcze niedawno stała nasza kareta. Właśnie. Stała, a nie stoi. Z furią obróciłam się w prawo, mając wrażenie, że w tym kierunku powinnam iść.
Ilość ludzi zmniejszała się, z przeciwieństwem do wykonywanych przeze mnie kroków. Buty zaczęły mnie irytować, a sukienka utrudniać szybki marsz. Podeszłam do schodów, na których chciałam usiąść, aby bezboleśnie pozbyć się denerwującego obuwia.
Ponownie przekonałam się, że najlepiej jest robić wszystko samemu, nie angażując się w żadne międzyludzkie związki. Najlepiej jest być samodzielnym – samym i dzielnym.
- Nie za wygodnie ci, co? - Odwróciłam głowę w stronę z której doszedł mnie męski głos.
- Kim jesteś? - warknęłam, natychmiast dzierżąc w dłoni kunai.
- Przyjacielem. - Z mroku wyjawił się Raito, na co prychnęłam.
- Czego tu szukasz? - Zdjęłam szpilki, a mój brzuch głośno zaburczał.
- Ciebie – odparł, siadając obok.
- To możesz stąd iść, bo ja ciebie nie – fuknęłam i wstałam.
Jedna z głównych zasad jaką miałam się kierować przy nim? Wszystko, tylko nie kontakt cielesny.
- Może nie szukasz mnie, ale tego na pewno. - Zdjął ze swoich pleców plecak i rzucił mi go. Odruchowo go złapałam i popatrzyłam na chłopaka podejrzliwie.
- Co tu robisz? - Otworzyłam wieko i zobaczyłam wszystkie rzeczy, które zabrałam z Konoha.
- Ech, szukam ciebie. - Przewrócił oczami, zaplatając dłonie na karku.
Ubrany był w ciemny podkoszulek i spodnie treningowe, a jego włosy były już zdecydowanie za długie. Jednogłośnie stwierdziłam, że potrzebował fryzjera.
- Wszyscy poszli, a zostałeś ty? - spytałam, wyjmując z plecaka buty.
- Tak wyszło.
- Jak miło – sarknęłam.
- Nadal mam cię chronić, pamiętasz? - mruknął, opierając się plecami o stopnie.
- Rycerzyk od siedmiu boleści – syknęłam, nadal mając w głowie Arthura, który jednoznacznie kazał mi odejść.
- Lepszy wierny rycerzyk, niż rozwiązły marynarzyk. - Uśmiechnął się lekko, a ja miałam ochotę wybuchnąć
- Masz ciekawą definicję wierności. - Odeszłam za płot, aby się przebrać. Słońce już prawie zniknęło za horyzontem, zwalniając miejsce księżycowi, który dziś pojawił się w pełni. Yamura zamilknął, a ja oparłam głowę o deskę ogrodzenia, zaciskając z całej siły powieki.
Nie, Uchiha, nie dasz się. Pomimo wszystko walcz. Nawet ze samą sobą.
Szybko przebrałam się, chowając sukienkę i szpilki do plecaka. Wyszłam zza płotu, a Raito stał z rękoma w kieszeniach, lustrując oczami gwiazdy. Zatrzymałam się w miejscu, wpatrując się w niego. Uśmiechając się delikatnie spuścił głowę i spojrzał prosto na mnie.
Udając, że poprawiałam kaburę, ruszyłam w jego kierunku.
- Wzięłaś ze sobą tę sukienkę?
- Tak – odparłam szybko, związując wysoko włosy.
- To dobrze, bo ślicznie w niej wyglądasz. - Stał na tle granatowego nieba, nadal z rękoma w kieszeniach i za długimi, roztrzepanymi włosami, które wpadały mu na oczy.
- Oszczędź sobie – prychnęłam, gdyż nic innego nie przyszło mi na myśl.
Moje życie to jeden wielki burdel.
Chyba mam coraz większą chęć, aby poddać się klątwie i zmieść Korynt z powierzchni ziemi.
- Gdzie są wszyscy? - spytałam, idąc za chłopakiem i pocierając ramiona z zimna.
- Wyruszyli o świcie do Tristam – ziewnął.
- Zdążymy ich dogonić?
- Wątpię. – Znów ziewnął, wydając z siebie cichy jęk. Zawsze tak robił, jak ziewał.
- Nie wierzysz w nas? - mruknęłam i dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z podtekstu tego pytania.
- Wierzę, całym sercem. – Uśmiechnął się szeroko, a ja miałam wrażenie, że naprawdę jestem osobą wiecznie „cierpiącą”, że autentycznie jest we mnie o wiele więcej negatywnej energii niż pozytywnej.
- To dlaczego tak nagle wyruszyli?
- Mirva dostała informacje ze stolicy i nie mieli innego wyjścia.
- I zostałam tylko z tobą, ta?
- No wiesz. - Przechylił głowę. - Gdybyś wróciła na noc, to również byśmy właśnie galopowali do Tristam.
- Galopowali? - Zlekceważyłam całą resztę jego wypowiedzi, skupiając się tylko na tym aspekcie.
- Tak, poruszają się na koniach, bo nie mogą używać chakry.
- A niby czemu? - prychnęłam. Przecież to niedorzeczne.
- Moc jest odmianą chakry, jeśli dobrze zrozumiałem to, co powiedziała Zielona. A cywile na pewno nie zauważą różnicy, więc jeśli nagle zaczniemy skakać po drzewach i dowie się o tym król, to zostaniemy … zabici.
- Yyy... Przecież są klany, które posługują się mocą.
- Jest ich kilka i przez lata walczyły o te uprawnienia.
Zeszliśmy na żwirową drogę uboższej dzielnicy. Teraz zauważyłam, że oddzielały je płoty, co… bardzo kojarzyło mi się z moim dzieciństwem ogrodzonym murem.
- Imrin to Kahira – powiedziałam pod wpływem chwili. Miałam ochotę mu opowiedzieć o wszystkim, czego się dzisiaj dowiedziałam. Nie do końca wiedziałam dlaczego, ale i tak wiedziałam, że to zrobię.
- Jak to?
Zrobiłam tak, jak chciałam.
Powiedziałam mu wszystko.
Zaczęliśmy skakać po drzewach dopiero, gdy znaleźliśmy się w lesie. Doszliśmy do wniosku, że będziemy się tak poruszać tylko w nocy i tylko w lesie. Biegliśmy za krukiem Itachiego, który prowadził nas w ciemnościach. Miałam ochotę pobiegać, co było sumie dziwne, lecz jednak mi potrzebne.
Oboje zamilknęliśmy, zatracając się we własnych myślach. Ja miałam mnóstwo powodów, żeby nie rozmyślać o tym, co dziś usłyszałam. Ale, ale jeszcze rano wszystko było dobrze, a wczoraj... a wczoraj było cudownie. Jednak gdy Arthur wrócił po godzinnej nieobecności, coś się w nim zmieniło. Czego takiego dowiedział się, gdy ja ubierałam się w najpiękniejszą suknię, jaką w życiu widziałam? Dlaczego nagle stał się taki oschły?
- Itachi powiedział, że mamy zatrzymać się na nocleg w lesie i nie zwracać na siebie zbędnej uwagi oraz, że nie zostawiliby ciebie, gdyby nie było to konieczne. – Głos Raito wyrwał mnie z transu. Popatrzyłam na niego matowym wzrokiem, analizując to, co powiedział.
- Masz z nim kontakt? - Zamrugałam kilkakrotnie oczami.
- Tak, przez kruki. - Zadarłam wysoko głowę, widząc lecącego nad nami ptaka. Chuchnęłam, a przed moimi oczami pojawił się obłoczek pary. Cudownie.
Biegliśmy następne kilka godzin, nie rozmawiając. Mechanicznie ruszałam nogami, w ogóle się nad tym nie zastanawiając. Czas mijał, a ja jedynie trwałam, coraz bardziej zagłębiając się w swój system obronny, opierający się na zapomnieniu. Wszystko trzeba tylko zapomnieć.
- To czas, żebyśmy się zatrzymali – powiedział Raito, stając się na gałęzi.
Nagle przed oczami stanęła mi Mirva, która weszła do swojej dzielnicy pełnej trupów, gdzie znalazła swoją martwą córeczkę. Co więc zrobiła, że Miranda była teraz w jej ciele? To na pewno nie było coś zgodnego z prawem. Ile musiała poświęcić, żeby odzyskać dziecko?
- Yyy, że spać? - Przetarłam oczy, dochodząc do wniosku, że to właśnie snu brakuje mi teraz najbardziej. Podczas snu nie męczą mnie myśli.
- Tak – odparł i zeskoczył na ziemię, a ja zaraz za nim. - Jesteś głodna? - spytał, gmerając w swoim plecaku. 
- Yhym – mruknęłam, gdyż od rana nic nie jadłam, a kawałek kurczaka, którego pochłonęłam w mieście był doprawdy znikomy. Miasto, Arthur, Hekka.
Zapomnij, Uchiha, zapomnij.
- Łap. - Rzucił coś, a ja odruchowo złapałam przedmiot. Kanapka? Odpakowałam folię i szybko zaczęłam jeść. - Może być? - Już chciałam powiedzieć: jak zawsze – ale na szczęście powstrzymałam się.
- Ujdzie – odparłam z pełnymi ustami, a on roześmiał się. - Co? - fuknęłam, biorąc kolejny gryz.
- Masło też się je, a nie pozostawia do ekspozycji na połowie twarzy – mruknął, podchodząc bliżej. Chciał mnie dotknąć, lecz odruchowo zrobiłam krok w tył. On cofnął rękę i ponownie odwrócił się w stronę plecaka. - Mamy tylko jeden śpiwór – mruknął, skonfundowany.
- Więc mamy problem – powiedziałam, chcąc zmienić temat.
- Masz. - Potoczył w moim kierunku butelkę wody, która zatrzymała się na mojej stopie. Zgniotłam sreberko od kanapki i wzięłam do ręki butelkę. - Najedzona? - Pokręciłam przecząco głową. - Czyli tak, jak myślałem – rzucił pod nosem i ponownie ruszył w moją stronę. - Masz. – Wcisnął mi w dłonie dwie kanapki, a ja usiadłam zadowolona pod drzewem. Wyjął śpiwór i położył go obok mnie. Bez słowa weszłam do środka, razem z kanapkami.
Najedzona Dyara, to szczęśliwa Dyara.
- Czemu akurat ty zostałeś? - Ponowiłam swoje pytanie, gdyż wcześniejsza odpowiedź w ogóle mnie nie usatysfakcjonowała.
- Bo zgłosiłem się na ochotnika – odparł, siadając ziemi. Przez chwilę pomyślałam, czy nie jest mu zimno, ale zaraz moja pamięć postanowiła wrócić i przypomnieć mi, że on zawsze promieniuje ciepłem i chłód mu nie grozi. - Nie wyobrażam sobie lepszej szansy, aby cię odzyskać.
- Nie chcę być przez nikogo odzyskiwana – mruknęłam, zgniatając kolejny papierek. Weszłam głębiej w śpiwór, gdyż ja nie byłam chodzącym grzejnikiem i najprościej w świecie było mi zimno.
- Jeszcze zobaczymy. - Pokazał mi język, a ja dostrzegłam w nich coś nowego. Jakąś nową pewność siebie, której wcześniej nie posiadał.
- Dobranoc – powiedziałam, odkładając ostatni papierek od kanapki na bok.
- Dobranoc, dobranoc – odparł zadowolony, kładąc się niebezpiecznie blisko, lecz na ziemi, nie tykając nawet mojego śpiwora.
- Yyy... - jęknęłam – masz zamiar tak spać?
- A czemu nie? - spytał, unosząc się na łokciach.
- Bo jesteś za blisko – fuknęłam i położyłam się na brzuchu, zwracając głowę w prawo tak jak zawsze.
- Muszę być tak blisko. - Pech chciał, że akurat tak leżąc patrzyłam na jego twarz, która śmiała się do mnie i emanowała pozytywną energią, na której braki ja akurat cierpiałam.
- Ponieważ?
- Jeśli będę musiał spełnić swój rycerski obowiązek, to nie mogę być daleko od ciebie, nie uważasz?
- Ale ty jesteś dzisiaj zabawny – sapnęłam, zamykając oczy. Mimowolnie jednak uśmiechnęłam się.
- Czytałem taką książkę o rycerzach z Koryntu i muszę ci powiedzieć, że brakuje mi zbroi.
- I rumaka – poprawiłam go.
- Nie lubisz koni – odbił piłeczkę, a ja uchyliłam jedną powiekę.
- No to bez rumaka...
- I bez zbroi bo są niewygodne – mruknął, kładąc się na plecach.
- Czyli...
- Czyli to znaczy, że spokojnie mogę nazywać się rycerzem – wyszczerzył się, a ja nie mogłam się nie uśmiechnąć.
- Tak, tak, - mruknęłam, ponownie zamykając oczy.
- O czym teraz najbardziej marzysz? - Oho, widzę, że zaczęły się filozoficzne tematy.
Przez moment, zastanawiałam się, czy go nie olać, ale nie miałam do tego serca. Nie byłam córką diabła, jak sądził Arthur. Reszki uczuć jeszcze w sobie miałam.
- O ustatkowaniu – powiedziałam coś tak bardzo sprzecznego z tym co myślałam rano. Jeden nieudany dzień starczył, abym ponownie zechciała jedynie spokoju.
- Więc daj mi jeszcze jedną szansę – szepnął, odwracając głowę w moją stronę.
- Nie – ucięłam.
- Jeśli znów cię zawiodę, to uwierz, że więcej nie zobaczysz mnie na oczy. - Milczałam, lecz on mówił dalej. - Zrozumiałem swój błąd, naprawdę.
Pełna sprzecznych myśli na temat jego i Arthura, znów otworzyłam oczy.
- Boję się, więc tego nie zrobię – powiedziałam cicho, dochodząc do wniosku, że załatwię to szybko i bezboleśnie. Bez zbędnych komentarzy.
- Chcę, żebyś już nigdy się nie bała. – Cisza, las i my. Sytuacja zakrawała o tani dramat romantyczny, lecz ja naprawdę czułam tę atmosferę bliskości i nadszarpniętego zaufania.
- To odejdź.
- Nie biorę pod uwagę tego wariantu. - Uniósł swoją dłoń i delikatnie dotknął mojej, która wystawała ze śpiwora. Spięłam się, czując jego dotyk, lecz nie zabrałam ręki.
- Więc jaki bierzesz? - spytałam ze ściśniętym gardłem, czując jak pod wpływem jego ciepła robię się coraz bardziej senna.
- Ten, w którym będzie tak, jak kiedyś. - Splótł nasze palce, a ja w tym momencie odpłynęłam w spokojny sen.
Raito był ostatnią rzeczą, którą zapamiętałam przed zaśnięciem.

***
Ohayo.
Znów.
Ja nie wiem, co się ze mną dzieje. Tyle weny, tak dużo rozdziałów w tak krótkim czasie xd
No ja nie wiem ;__;
Jak widzicie wzięła sobie do serca rady koleżanki "no name" i troszkę znów namieszałam, żeby czasem nie było nudno.
Ja naprawdę nie gryzę, a opcja "komentarz" również nie ;__;
Życzcie mi wytrwałości na obozie zimowym, na który jutro wyjeżdżam.
Przypominam o sondzie!
Wspomóż Imai ;__;
Bywajcie B|

24 komentarze:

  1. Okey, dzisiaj tylko uwielbiam :-( and you know why... :'( jestem w żałobie teraz... Ale Raito ma malutkiego plusa. Malutkiego! W ogóle znajdź jej innego kandydata albo niech zostanie lesbijka i tyle... Bo tutaj serio skomplikowalas sprawę. I nie bierzesz żadnego urlopu, utrzymujesz tempo! Ja tu potrzebuje zastrzyku spraw, które są w moim rejonie, czytaj: SASUSAKU. I tak wiem, że mecze, ale nic na to nie poradzę! Hayley :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, nie xd
      Dyara les nie xD
      Biorę treningowy urlop B|
      Okej, okej xd
      SasuSaku xD

      Usuń
    2. Cieszę się, że rozumiesz :-D daj mięśniom na luz ;-)

      Usuń
  2. Ha, miałam rację co do Arthura! Dupek jeden. Daje jej chwilowe szczęście a potem co? Dyara nie powinna mu pozwalać tak się wykorzystywać. Co to ma znaczyć, że jak ma ochotę to idzie do niej, a jak nie to strzela focha i każe jej spadać? I przy najbliższej okazji powinien jej wytłumaczyć, dlaczego niektórzy określają ją per jego "nową" i co znaczy, że nie pierwszą i nie ostatnią?
    Tak w ogóle to znowu mi się usunął komentarz.
    I jestem zbulwersowana zachowaniem grupy z Konohy! Jak mogli zostawić Dyarę? To tak w imię odnowionej bratersko-siostrzanej miłości, tak? Sasuke powinien przestać myśleć tym co ma w spodniach i zacząć troszczyć się o żyjącą rodzinę, a nie tę, która będzie nią w przyszłości. Itachi jest geniuszem, więc powinien wymyślić jakiś sposób, żeby się nie rozdzielali. No i powinien chyba chcieć dla siostry jak najlepiej, a nie wysyłać jej Raito. Oczywiście, trzymam za niego kciuki, ale skoro ją zranił to powinien dostać opieprz. I w ogóle ostrzegaj jak robisz takie niespodzianki, które są bardzo miłe, ale wolałabym o nich wiedzieć wcześniej. Sakura, jako jej przyjaciółka, którą w końcu mogłaby chyba zacząć być, powinna się nią zainteresować. Zapytać czy zamierza wybaczyć Raito, o co chodzi z Arthurem albo coś w ten deseń! Kiba też powinien o niej pamiętać z racji dawnych czasów. U kiedy pojawi sie Sasori?!
    Rozumiem, że godzenie czasu na pisanie notek takiej częstotliwości z innymi obowiązkami może być upierdliwe i męczące, ale jeśli już potrzebujesz odpoczynku, to proszę, nie zostawiaj nas na długo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uch.
      Dobrze, taki opierol jest mi potrzebny xd
      Żadnego komentarza nie usunęłam x.x
      Sasuke to tylko facem ._. a to Itaś jest mózgiem rodziny, lecz on musiał iść, gdyż już wcześniej wspomniałam, że pojawiła się Kahira - Imrin, jego narzeczona, która zostawiła go bez słowa, więc musiał iść, a wiedział, że Dyara z Raito będzie bezpieczna ;)
      Sakura ostatnio przewala, ale jest to celowe działanie, także easy, easy.
      O Kibie też nie zapomniałam ;)
      Jak mam was informować o takich niespodziankach? xd
      Sasori? Pewnie w kolejnej notce xd
      Nie potrzebuję odpoczynku, mogłabym pisać dzień i noc ;)
      Lecz jadę w miejsce bez zasięgu i internetu, gdzie kompletnie nie będę miała siły nawet na ręczne pisanie - treningi <3
      W weekend, od razu po moim powrocie pojawi się notka na Karuzeli, a nie mogę dodawać rozdziałów tak szybko xd
      Sądzę, że nawet jeśli napiszę rozdział X, to ukaże się on w lutym.
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
    2. Hej no ale Sakura próbowała z nią gadać :-P Dyara była niechętna... Poza tym jednego brata wyciągnęła już z otchłani zła, nie może zbawić wszystkich! ;-) a Dyara mogła ich poinformować, że znika, no i zostawili ją pod fachową opieką, a nie na pewną śmierć :-/ hayley, bd bronić swojej drużyny! :-D

      Usuń
    3. O nieeeeee! Ja nie wytrzymam do lutego!!!!
      Musisz szybko napisać, bo pierwsze ja już dłużej nie wytrzymam bez Sasoriego, a po drugie doszłam do niepokojącej hipotezy.... Raito kochał Dyarę, ale kiedy pojawiły się problemy wybrał inną kobietę. Arthur też jest przy Dyarze tylko jak jest fajnie, a gdy już coś idzie nie tak, to każe jej spadać. Różnica jest taka, że w pierwszym wypadku to Dyara kazała mu spadać, a drugim to on. Oni są tacy sami!!!!!!!! To aż za bardzo przerażające. Sama nie wiem z kim powinna być Dyara. I serio się zastanawiam czy ona ma w końcu jakiekolwiek więzi ze swoimi braćmi. Sasuke czasami sobie o niej przypomina, ale Itachi? On przez większość czasu miał ją raczej gdzieś. Ok, ona znała prawdę i z nim trenowała, ale on nie był z nią szczery i mam wrażenie, że nadal coś ukrywa, czegoś im nie mówi. I to chyba dotyczy Imrin. Jasne, każdy ma swoje tajemnice, ale jeśli to ma im jakoś zagozić albo wyrządzić krzywdę, tym których kochają?
      Pozdrawiam, Yuzuki
      PS Wiem, kto usuwał moje komentarze i muszę podziękwować mojej przeglądarce.

      Usuń
    4. Ohayo!
      Ewidentnie nie lubię twojej przeglądarki .__.
      Może są tacy sami, może nie są... Kto wie? ;>
      Więzi są, lecz rodzeństwo Uchiha od zawsze nie było skore do uzewnętrzniania swoich uczuć ;) A Itaś nigdy nie miał jej gdzieś :>
      Również pozdrawiam ;D

      Usuń
  3. Ym, no rozdział fajny i strasznie mnie zdziwiło, że tak szybko. To dobrze, że wena dopisuje. Nie wiem za bardzo co napisać. Jakoś czuję, że komentowanie na Kyodai definitywnie mi nie wychodzi. Tajemnice, tajemnice, aż czarno przed oczami. A kiedy zrobi się jaśniej? Bo już mniej ogarniam. Dyara ma być z Arthurem! Dotarło?! Bo jak nie, to nieodwołalnie zostanie łajzowatą szmatą! Po za tym twój trud włożony w poprzednie rozdziały i szukanie jego wizerunku w czeluściach internetu nie może pójść na darmo. O, patrz, komentowanie mi nawet zaczęło wychodzić. Ciekawy początek. Potem przez cały obiad nuciłam tą piosenkę. I mam pytanie: rozwiązanie tajemniczej klątwy masz już w głowie od dawna? Bo jak tak to podziwiam cierpliwość, że nie napisałaś wszystkiego za jednym zamachem. To jest często mój problem, co bardzo mnie wkurza. Uwielbiam znęcać się nad ludźmi trzymając ich w niepewności, a sama nie jestem dość cierpliwa, żeby to napięcie utrzymać.Nie będzie dziś żadnych skarg (no może ta jedna jeśli chodzi o Dyarę) Mistrzów się nie krytykuje, mistrzom się kłania i pochlebia. I żeby nie było, że fałszywe pochwały: sama sobie wybieram mistrzów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje komentowanie na pewno wychodzi ci lepiej niż mi pisanie xd
      Tajemnice mają być, bo bez nich zaleciałoby nudą :3
      Ej, ej. Tylko nie łajzowatą szmatą. Hamujmy się troszku.
      Mam to rozwiązanie od momentu pamiętnej rozmowy z Akemii Frajerem, która mnie do tego natchnęła :D
      "Mistrzów się nie krytykuje, mistrzom się kłania i pochlebia. I żeby nie było, że fałszywe pochwały: sama sobie wybieram mistrzów." - zakochałam się <3
      Pozdrawiam :D

      Usuń
  4. Przepraszam, że tak późno >.<
    Rozdział jak zwykle swietny tylko znowu odwieczny dylemat Raito czy Arthur? ;-; No nie mogę się doczekać, którego wybierze Dyara? *-* W sumie to po tym rozdziale Arthur nie jest już taki fajny xd Początek jest git pośmiałam trochę :D "Przeżyyyyyyj to sam" <3
    No w sumie to tak trochę głupio, że Dyara była niemiła dla Mirvy xd no ale lepiej późno niż wcale się o tym dowiedziała :)
    Ogólnie to rozdział mi się bardzo podoba a zwłaszcza niektóre przemyślenia i zachowania Dyary.
    "- Jak pani Gosling. - Właśnie zmierzałam w stronę upragnionego lustra, gdy usłyszałam te słowa. Gwałtownie zatrzymałam się w miejscu, patrząc z dystansem na kobietę." ~ nwm czemu ale w tym momencie pomyśłałam "To Gosling ma żonę? ;-; też jest zdradliwą szmatą? ;-;" a później tak o... chodziło o mamę xD
    Sasuke zaczyna się robić coraz i coraz fajniejszy :3 Tylko ja dalej nwm co Itachi tak naprawdę sądzi o Dyarze, chyba ją kocha no nie? >.<
    Moi znajomi są leszczami bo komantarza nie zostawili *no bo po co? -.-* Ale i tak tą sondę wygrasz ;3

    A noi zapomniałabym~ z każdą notką opisy przeżyć są coraz lepsze więc oby tak dalej ^^
    Weny dużo weny bo czekam na notkę *-*
    /Julkaa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dylemat, dylematem pozostał :/
      Przeżyyyj to sam <3 - to jest mój kawałek xD
      W sumie, to mogło tak wyjść z tą panią Gosling xd
      Itaś, hyhyhy B|
      No są leszczami, no. Mówi się trudno l___l
      Wena jest, czas może też...
      Pozdrawiam ;D

      Usuń
  5. Niedziela = wolne;d więc na chwilę, od sesji odpocząć można;d

    Co On kombinuje? Wspólnie spędzona noc, przepiękna kreacja no i obiad, gentelmen pełną gębą..

    "Podczas podróży nie widziałem jej, a jedynie słyszałem. Potem, gdy się rozstawaliśmy...
    - Gdzie ty jawnie i bezprecedensowo powiedziałeś, że nie możesz zostawić dla mnie Victorii – poprawiłam go .
    - Ale wróciłem, jasne? " - nie spodobał mi się tutaj Artur, jakoś tak.., no nie.

    No i cała sytuacja z Mirvą, eh.. już teraz rozumiem jej zachowanie, biedna..

    Wracając do Artura, znów go nie rozumiem, czy on coś faktycznie czuje do Dyary? Jeśli tak.. to czemu się tak zachowuje? Chce ją chronić? Czy mimo uczucia jest wierny tej swojej organizacji? Victorii? A jeśli nie, to po co to ciągnąć? Po co jej łamać to biedne, doświadczone serce? :)
    Dziewczyna ratuje mu życie i co dostaje?
    "Powinnaś już iść".
    No nie, nie, nie. "Rozwiązły marynarzyk" ? hahaha;d

    I znów jest Raito, który spada jak czekolada z nieba w ciężki dzień..
    Bogu, Bogu, on się serio stara, wydaje się, że załapał co zrobił źle.
    "Chcę, żebyś już nigdy się nie bała."- rozpłynęłam się, jakie to piękne!

    I co teraz?:d Artur / Raito?
    Osobiście, po tym rozdziale jestem za Raito;d
    Tylko, tak jak już pisałam, nie chce żeby cierpiała.. jest na to za wspaniała! No i to Uchiha!
    W następnym będzie coś o SasuSaku, tak? (Prooooooooszeeeeeeemm :*)

    Weny życzę:*
    Nami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohayo!
      Jak się cieszę, że jesteś! :D
      Zaprawdę powiadam ci, odpoczynek ważny jest B|
      Arthur jest zagadką i jeszcze trochę nią pozostanie ;>
      Tak, Mirva nie okazała się jednak podłą suką, na jaką ją kreowałam. God damn it ._.
      Będzie SasuSaku no będzie, no xd
      Och i ta świadomość, że dorosła osoba na studiach czyta moje bazgrozły a nie jedynie osobostości z podstawówki. Ach, to buduje.
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Ej poczułam się urażona! 2 rok liceum, 18-nastka na karku! Hayley

      Usuń
    3. Nosz przecież ja wiem, żeś ty nie dziesięciolatka!
      Ale...
      Chwila...
      Kurwa, no nie. No po prostu kurwa, no nie! Boże, czy ty to widzisz?!
      Czy to znaczy...
      Czy to znaczy, że ja i moje 16 jak zawsze jesteśmy najmłodsze?
      Tyle przegrać...

      Usuń
    4. Ekhem, przez Was, ja i moje-za-kilka-miesięcy-21, poczułam się niezwykle staro.

      Eh, eh.
      Nami

      Usuń
    5. Przez was poczułam się extra szczylem .__.

      Usuń
    6. A nie czujesz się przez to wspaniale?
      Młodość = radość i energia xd i pomysły!:)

      Hah, nie ma się co smucić.
      Ciocia Nami, pocieszy!

      Bo wiesz, że czytelnik to czytelnik, czy student czy osobistość z podstawówki;d - i to oni świadczą o tym, jakie masz "wzięcie"xd.
      Jest też druga, piękna strona medalu, masz 16 lat i umiesz już tak pisać i tworzyć takie historie.
      Toż to musi być talent, wiesz?

      Pamiętasz jakie jest Twoje nowe motto, prawda? Z resztą, nie chwaląc się, mojego autorstwa ;d

      Nami

      Usuń
    7. Ohoho, mam "wzięcie" xD
      Talent to ja mam do rozwiązywania równań, a nie pisania xd
      Pamiętam motto, pamiętam xD

      Usuń
  6. W końcu przeczytałam wszystkie rozdziały :D zaciekawiła mnie fabuła, nie spotkałam się jeszcze z tym tematem w takiej formie :D polubiłam Dyarę i Raito jako parę i bardzo bym chciała, żeby byli razem <3 :D styl pisania z rozdziału na rozdział coraz lepszy, największe postępy w drugiej serii :D zdarzają się małe błędy np. w słowach, ale nie wpływają one w ogóle na moją ocenę :D czekam z niecierpliwością na następny rozdział, mam nadzieję, że ta historia stanie się moją ulubioną, ( o ile juz nie jest :D ) pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc RaiDya powiadasz?
      Mogę się zgodzić, że mój styl uległ zmianie xd
      Pierwsza seria jest...
      Kurdeee. A tak starałam się wyłapać wszystkie literówki .__.
      Nowy rozdział jest na razie tylko w mojej głowie xd ale mam drugi tydzień ferii i może po ASW wezmę się za Kyodai? ;>
      Pozdrawiam :D

      Usuń
    2. Tak tak, RaiDya! Ja się nimi normalnie JARAM *_* Sasusaku u mnie na razie spadło na drugie miejsce, hahaha :D A co do literówek, to sie nie przejmuj :P
      wgl pogubiłam się już wśród tych Waszych blogów :D sporządzam właśnie listę, aby o nikim nie zapomnieć :P

      Usuń
  7. No witam. To znowu ja! Aż dziwne, że nie napisałam nic wcześniej, bo rozdziały zacne, lecz niestety trzeba podziękować mojemu kochanemu ojczulkowi za przekazanie mi w genach wiecznego lenistwa. Przez tego właśnie niekończącego się lenia nie napisałam żadnego komentarza.. Gomenne >.<
    Początek świetny. Znam ten kawałek "Przeżyyyyyj to sam!" xD. Muszę także przyznać, że wyobraziłam sobie Dyarę w sukni. Cudo *.*. Staruszka z diabolicznym uśmiechem. To też zobaczyłam w swojej głowie i zaczęłam chichotać. Dyara jak zwykle najlepsza. Zabiła kolesia i się bawi kunai'em i spokojnie z Arthurem rozmawia. Właśnie, co do wspomnianego blondyna, to nie wydaje się już taki fajny jak na początku :((. A, i tak na marginesie, to uwielbiam, kocham i ubóstwiam wręcz scenki namiętne lub miłosne <3. Ona są takie.. Świetne (?). Nie znam innego określenia na ich wspaniałość. Nie ważne w jakiej książce, czy opowiadaniu, ale MUSZĄ być.
    Ojojoj, trochę się rozgadałam (czyt. jak zacznę, to mi się buźka nie zamyka xD). Weny życzę!

    Angel Kitty

    OdpowiedzUsuń