niedziela, 22 grudnia 2013

II Rozdział VI

Dyara
Oj będzie bal, oj będzie bal. Uchiha, jaka ty jesteś naiwna i… Aż zbyt żałosna, żeby cię nawet określać. Przywłaszczając sobie jeszcze wiele tego rodzaju epitetów, przewróciłam się na plecy, przez co promienie słońca zaczęły wędrować mi po twarzy. Bożeee, to pali! Znów zamknęłam oczy, obracając głowę na bok.
Co było wczoraj? Pacnęłam się ręką w czoło. Bal, bal… Tak, to był chyba bal…
- Nie widziałaś mojego zegarka? – spytał blond włosy chłopak, wchodząc bezpardonowo do mojego pokoju.
- Wyjdź stąd! – wydarłam się, unosząc na łokciach i od razu tego pożałowałam. Nie wiedziałam, że głowa może tak boleć!
- Spokojnie Dyara, szukam tylko zegarka – mruknął, niezrażenie rozglądając się po pokoju.
- Wyjdź stąd, zboczeńcu ty! – Naciągnęłam wyżej kołdrę, a on popatrzył się na mnie dziwnie.
- Wczoraj krzyczałaś trochę inaczej. – Posłał mi dwuznaczny uśmiech, a moje oczy poszerzyły się. – Jednak go tu nie ma – powiedział, korzystając z chwilowej ciszy. – Do zobaczenia! – pożegnał się, głośno zamykając za sobą drzwi. Wzdychając upadłam na poduszki. Kim on był? Co tu się do cholery dzieje…
Jestem już na Koryncie? Pomyślałam, nerwowo szukając po omacku na podłodze butelki. Szybka to była podróż, nie powiem. Kurdeee! Gdzie jest ta butelka? Kami-sama, dajcie mi pić! Umieram, umieram!
W tym momencie moje palce musnęły szklaną powierzchnię, którą szybko chwyciłam. Odkręciłam ją i pociągnęłam sporego łyka, po czym… o mało się nie zrzygałam.
- Fuj! – zaczęłam kasłać i pluć. To jest obrzydliwe!
- Na kaca nie polecam wódki. – Raito stał w drzwiach balkonowych, patrząc się na mnie z wyższością. Tak, świetnie! Najpierw jakiś blond zboczeniec, teraz moja była męska dziwka. Brakuje tu jeszcze Kiby! Słyszysz Izunuka? Ciocia Dyara się za tobą stęskniła!
- Czego ty chcesz ode mnie o tej godzinie? – burknęłam, ponownie się kładąc. Chciałam umrzeć. Tu i teraz.
- O tej godzinie? – Prychnął. – Jest już grubo po południu.
- Gówno mnie to obchodzi. – Wzięłam rąbek kołdry i wytarłam sobie o niego język. Byłam gotowa zrobić wszystko, żeby tylko pozbyć się tego obrzydliwego smaku.
- Tylko, że my się już zbieramy. – Oparł się o framugę, zaplatając ręce na klatce piersiowej. Bożeee, dlaczego on musi być przystojny. Yamura, zbrzydnij!
- To my nie jesteśmy już na Koryncie? – fuknęłam, otwierając jedno oko.
- Chyba częściej będę cię upijał – mruknął, unosząc brew do góry.
- Ty mnie upiłeś? – Spytałam grobowym tonem.
- W sumie to nie ja, a twój nowy blond kolega, tancerz – odparł dziwnie oschło.
Moją głowę przeszył tępy ból. Raito… Dlaczego nie idziesz do łóżka? No chodź przytul mnie, nooo. Nie daj się prosić… A nie, moment. Pokręciłam głową. Toż on jest zdradziecką świnią. Gdzie jest moja pamięć…?
- Ten, co tu przyszedł przed chwilą? – rzuciłam, naciągając pościel na głowę.
- Yhym.
- Co on ze mną wczoraj zrobił…? – zapytałam, bojąc się usłyszeć odpowiedź.
- Przyniósł i położył spać.
- A jakieś krzyki, coś? – Przecież powiedział, że „krzyczałam trochę inaczej”! Uchiha, nie zabawiłaś się przecież w dziwkę…
- Żadne krzyki.
Nagle kołdra przestała okrywać moje ciało, a ja szybko zasłoniłam się rękoma.
- Raito! Jestem goła! – Wydarłam się.
- Prawie goła. - Poprawił mnie, bezwstydnie się na mnie patrząc.
- Nie mam spodni!
- Sprzedam ci nowinę, widziałem cię nawet bez bluzki. – Schylił się do mojego plecaka, grzebiąc w nim.
- Yamura! Jesteś bezczelny! – Wrzasnęłam, przez co zakręciło mi się w głowie.
- Ktoś mi to ostatnio powiedział – mruknął, rzucając w moją stronę ubrania – No już, zmieniaj ciuchy.
- To wyjdź. – Fuknęłam, spuszczając nogi na ziemię.
- Nie, to ty wyjdź, a ja tu posprzątam. – Odparł, więc wstałam, zataczając się lekko. Oho. Uchiha, pamiętaj. Nigdy więcej alkoholu. Lewa, prawa, lewa, prawa. – Dasz radę przejść do pokoju obok?
- Oczywiście, że tak – warknęłam, powoli się ogarniając.
Nie zdążyłam zareagować, gdy pod moimi nogami zawieruszył się but i mimo świadomego lecenia do przodu, nie mogłam nic z tym zrobić. Zamknęłam oczy. Już czułam jak upadam, odciskając odlew swojej twarzy na posadzce. Nagle jednak znów stałam w pionie. Otworzyłam powoli oczy. Jestem już w niebie? Umarłam „tu i teraz”?
- Coś czuję, że jednak nie dasz rady – mruknął, a ja powoli uniosłam wzrok. Kami–sama, dlaczego on musi być taki przystojny?
- Łapska przy sobie – fuknęłam, ale on mnie nie puścił. – Co wy wszyscy macie z tym łapaniem za biodra? – Gdy wypowiedziałam te słowa, zmiana w jego mimice była wręcz namacalna, a wypowiedziałam je, bo na tym balu ktoś z mną tańczył tak mnie trzymając. Tylko kto?
Oczy chłopaka z powodu mojego dalszego milczenia pociemniały. Oho. Czyżbym wjechała na jego męskie ego?
- Nie wiem, ale to ja byłem pierwszy – mruknął, przyciągając mnie bliżej.
Temperatura ciała od razu mi podskoczyła, a w gardle pojawiła się ogromna gula. Nie, Uchiha, nie dasz się. To, że jesteś jeszcze troszkę pijana, nie znaczy, że mu na wszystko pozwolisz.
- Nie wiem, ale to nie ja byłam ostatnia. – Odsuń się, Uchiha, odsuń. No dalej, rusz się! Raaazem. Raaazem.
- Zrozum, że…
- Nie – przerwałam mu, sięgając po ubrania leżące na łóżku. Podeszłam do drzwi balkonowych i spojrzałam się przez ramię, aby zobaczyć jak Raito śledzi mnie wzrokiem. – Oj, już nie udawaj. –„że się mną interesujesz”, dodałam w myślach, robiąc zbolałą minę. – Wiem, że wolisz rude.
Przeszłam szybko po kafelkach, szybko wchodząc do drugiego pokoju. Kurde, zimno.
Wkurzyłam się. A nie, jednak jest mi smutno. Kurdeee, to takie irytujące.
- O, cześć Kiba – rzuciłam ironicznie, zauważając chłopaka leżącego na łóżku, przygotowanego już do podróży.
- Yyy, cześć. – Mruknął zafrasowany, a ja otworzyłam pierwsze drzwi.
Łazienka, tak. Dlaczego nie było jej w moim pokoju?
Wrzuciłam ubrania w umywalkę, zrzuciłam z siebie te, które jeszcze na sobie miałam i wlazłam szybko pod prysznic. Dlaczego nie mogę jasno myśleć? Dlaczego to wszystko jest takie problematyczne? Kurczę. Złożyłam dłonie, aby móc nabrać w nie trochę wody, a potem się jej napić. Ooo. Tego mi było trzeba. Znów stanęłam na posadzce i wytarłam się wiszącym na wieszaku ręcznikiem. My byliśmy w jakimś hotelu? Jeśli to nie Korynt, to co? Szybko narzuciłam na siebie ciuchy. Prysznic mnie trochę otrzeźwił, ale… strasznie chciało mi się jeść.
Otworzyłam szafkę, znajdując w niej szczotkę i kilka gumek do włosów. Prowizorycznie rozczesałam swoje wiecznie nieogarnięte kudły i związałam wysoko. Dawno tego nie robiłam, hm. Zwinęłam szczotkę, ubrania wsadziłam pod pachę i wyszłam z zaparowanej łazienki. Kiby nie było już w pokoju, więc na spokojnie przeszłam do siebie. Czułam się lepiej, ale… znowu miałam wrażenie, że byłam zdolna pochłonąć kilka litrów wody.
Łóżko było pościelone, butelki powyrzucane. Hmpf, Yamura perfekcjonista. Założyłam buty i spojrzałam na plecak. Nooo… Przecież będę musiała zejść po schodach. Ja się na nich dzisiaj zabiję… Wyszłam na korytarz, zauważając wymarzone schody. Uh. No, Uchiha, stań na wysokości zadania. Stoję na szczycie schodów, „na wysokości” ha ha. Stoję na wysokości, ha ha. Jak śmiesznie.
Złapałam się ręką barierki i zaczęłam powoli schodzić. Po chwili znalazłam się na półpiętrze.
- O tak, głupie stopnie. Dyara wam poka… - Stanęłam w miejscu.
Kurde, serio? Teraz tracę głos? Zirytowana postąpiłam kilka kroków do przodu. Świat nadal lekko się kołysał, lecz było to do zniesienia. Nagle jednak gardło zaczęło mnie drapać. Ponownie się zatrzymałam, przełykając co chwila ślinę, żeby złagodzić ból. Ten jednak tylko narastał. Oparłam się o ścianę, a moim ciałem zaczęły wstrząsać dreszcze. Spanikowałam. Żaden atak nie był aż tak silny. Moje kolana chwiały się, a przełyk zaczął palić żywym ogniem. Nie, nie, nie!
- Dyara, co się dzieje? – Na moje nieszczęście to znów Raito pojawił się moim polu widzenia. Tak chciałam mu powiedzieć, co mnie boli. Tak bardzo nie byłam w stanie tego zrobić – Dyara, patrz na mnie, słyszysz? Patrz na mnie – mówił, a w moich oczach pojawiły się łzy.
Zaczęłam nieopanowanie kaszleć. Miałam wrażenie, że zaraz wypluję płuca, a wcale nie chciałam widzieć swoich wnętrzności. Robiło mi się słabo, nie mogłam złapać oddechu. Czułam, jakby wlano mi w gardło gorące żelazo, a do płuc przywiązano linę i rozpoczęto ostatnią rundę w jej przeciąganiu. Nagle wyprostowałam się, odchylając głowę do tyłu. Przez moment widziałam wszystko na czerwono. Gdy barwy wróciły na miejsce wszystkie moje mięśnie zwiotczały, odmawiając mi posłuszeństwa. Wpadłam w ramiona chłopaka, choć wcale tego nie chciałam. Znaczy się chciałam, ale nie mogłam tego robić.
- Pić – wycharczałam z trudem, łapiąc się za gardło.
- Sakura! – Krzyknął nerwowo, szukając dziewczyny wzrokiem. – Wszystko już w porządku? – zwrócił się do mnie z troską ­- czyli czymś przez co nie mogłam go do końca znienawidzić.
- Nie – próbowałam się podnieść, lecz on wygodnie mnie na sobie ułożył.
- Leż – mruknął. – Sakura!
- Tak? – Haruno szybko pojawiła się w korytarzu, a na mój widok jej oczy gwałtownie się powiększyły – co tu…
- Przynieś wody, szybko! – Raito wręcz warknął, a Sakura bez komentarza rzuciła się w stronę, z której przybiegła.
Duszności minęły, moje płuca były na miejscu, a w gardle pozostało jedynie uczucie, jak po mega ostrym sosie z papryczek chilli.
- Chcę – zaczerpnęłam głębiej powietrza – wstać.
- Ani mi się śni – mruknął znowu, przyciągając mnie. Pachniał morzem i tym zapachem, który czułam codziennie w Konoha. On tęsknił, ja tęskniłam. Lecz nic nie mogłam na to poradzić, a o wybaczeniu nie było mowy. Chciałam wstać, nie dlatego, że poczułam się lepiej, tylko dlatego, żeby nie ulegać jeszcze bardziej urokowi, który wokół siebie roztaczał.
- Masz. – Sakura pojawiła się obok, z wyciągnięta w moją stronę szklanką wody. Raito podał mi ją, a ja złapałam ją w obie dłonie i szybko zaczęłam pić, opróżniając do dna.
- Co to było? – Spytała, czujnie mnie obserwując.
- To tylko atak – szepnęłam, gdyż, kiedy nie mówiłam pełnym głosem, bolało mnie mniej.
- Ach – zacisnęła usta w cienką linię i cofnęła się o krok – Raito zanieś ją na statek, a ja wezmę plecak.
- Okej.
- Hej, hej – oburzyłam się, nadal szeptem – jestem samodzielna, dam radę.
- Tak, samodzielna – przewrócił oczami – sama i dzielna.
- Hmpf. – Sapnęłam, bo akurat to byłam w stanie robić. Nie miałam siły się z nim dalej kłócić. Byłam niewyspana i bolała mnie głowa. Chciałam spać.
- Szybko, szybko – pogoniła nas Sakura – i tak jesteśmy spóźnieni.
Po wyjściu z plątaniny przeróżnych korytarzy, wreszcie znaleźliśmy się na powietrzu. Pojawiło się przed nami ogromne morze i równie ogromny… czarny statek, w dość sporej odległości od brzegu.
- Co to jest? – Spytałam lekko przestraszona klimatem, którym wywołał na mnie jacht.
- Victoria.
Sasuke 
Niepunktualność. Kolejne zjawisko na N, wrzucone do worka z napisem „Sasuke Uchiha nienawidzi”. Hmpf.
Przyłożyłem dłoń do oczu, aby chociaż trochę zniweczyć misterne plany słońca, prowadzące ku wypaleniu moich oczu. Dzięki temu zobaczyłem majaczące na horyzoncie trzy sylwetki, zbliżające się do brzegu. No nareszcie, ile można? Obróciłem się na pięcie i ruszyłem w stronę kadłuba.
- Wow! – Wyrwało się Raito, który stanął właśnie na pokładzie z Dyarą na rękach i dość szeroką otwartą buzią.
- Całkiem spory – skomentowała Sakura, otrzepując sobie bluzkę. No tak, nigdy nie lubiła jutsu teleportacji.
- Co tak długo? – Spytałem, opierając się plecami o maszt.
- Miałam atak. – Dyara powiedziała to z trudem, a ja powstrzymałem się od dalszych komentarzy.
- Ruszamy! – Spojrzałem lekko do góry, gdzie stał Arthur, za sterem ogromnego, czarnego statku, który na pierwszy rzut oka przypominał mi widmo.
- Możesz mnie już puścić – mruknęła moja siostra, patrząc wyczekująca na Yamurę.
- Jak wolisz – odparł i powoli postawił ją na podłogę.
Żagle napięły się, a my ruszyliśmy bez jakichkolwiek wioślarzy pod pokładem. Hmpf. Dyara zachwiała się przez chwilę, trzymając się ręki chłopaka. Puściła ją dopiero po kilku sekundach, a ona powoli zrobiła przysiad.
- Ktoś z was ma chorobę morską? – Arthur zeskoczył z podwyższenia, pojawiając się obok nas.
- To ty! – Warknęła Dyara, wskazując na niego palcem.
- Yyyy, tak to ja, Arthur, aczkolwiek wydaje mi się, że już się poznaliśmy… - Popatrzył na nią, dziwnie marszcząc brwi.
- No ja cię znam, na pewno! Wparowałeś mi rano bez pukania do sypialni! – Z racji, że nie mogła jeszcze krzyczeć, to starała się jedynie głośno mówić, lecz nie przyniosło to spodziewanego efektu.
- Doprawdy? – Spojrzałem na niego, unosząc jedną brew do góry.
- Tak, szukałem zegarka – mruknął, zapatrując się w niebo.
- Moment, moment… – Dyara zrobiła krok do tyłu. – to z tobą tańczyłam wczoraj, prawda?
- Przykre, ale prawdziwe. – Przytaknął, zamierzając znowu objąć ster. - Dobra, znajdźcie sobie jakieś miejsce. Potem zaprowadzę was do kajut.
- Idę coś zjeść – mruknęła moja siostra, którą pierwszy raz w życiu widziałem w związanych włosach. – Eee! Arthur! – krzyknęła na chłopaka, który odwrócił się przez ramię – umiesz tańczyć, to na żarciu też się znasz! Prowadź do kuchni! – wyrzuciła zaciśniętą pięść do przodu, narzucając odgórny kierunek swej wyprawie.
Spojrzałem przelotnie na Yamurę, który z grymasem na twarzy stał obok dwóch ANBU. Dobrze, że Mirva zamknęła się pod podkładem, jak tylko przyszła. Jest chociaż spokojnie.
- Sasuke? – Sakura spojrzała na mnie z zaciekawienie.
- Hm?
- Zróbmy to, co ostatnio – wzięła mnie za rękę, po czym usiedliśmy, za plecami mając maszt.
- Twe życzenie mym rozkazem – złożyłem odpowiednie pieczęci i już nie znajdowaliśmy się na statku, tylko w genjutsu. A tam mogliśmy być dosłownie wszędzie.
Dyara
Jeść, jeść, jeść.
- Jak bardzo jesteś głodna? – Spytał Arthur. Kurde. Powoli zaczynam sobie przypominać wczorajszy wieczór, ale zapomniałam akurat to, że on jest tak obrzydliwie wysoki. A Dyara lubi wysokich facetów.
- Bardzo – odparłam, idąc za nim.
Statek nadal wywoływał we mnie mieszane uczucia. Był obrzydliwie ogromny, a my – kilkoro ludzi – wyglądaliśmy na nim dość żałośnie. Przybudówka również była spora. Weszliśmy do niej, aby potem zejść po drewnianych schodach.
- Jakieś szczególne życzenia?
- A co możesz mi zaoferować? – Spytałam normalnie, lecz wyszło to chyba troszkę dwuznacznie.
- Uuu, Uchiha. Lubię cię – mruknął, puszczając mi oczko. Lowelas.
Weszliśmy w któreś z kolei drzwi, a ja dotknęłam swojej szyi. Gardło przestało mnie palić i mogłam już normalnie mówić. Chociaż tyle.
- Arthur? Wyjaśnij mi coś – rzuciłam, starając się ogarnąć wzrokiem wielką kuchnię – nie musisz pilnować steru?
- Nie – odpowiedział, otwierając lodówkę.
- A jakim cudem ten statek się porusza? Lewituje? – zakpiłam, wskakując na blat.
- Całkiem blisko – odparł, wyjmując garnek, aby za chwilę nalać do niego wody i postawić na gazie. W między czasie otarł się o moją nogę, choć wcale nie musiał tego robić. Ot tak, taki kaprys.
- Oświeć mnie. – Maźdałam sobie nogami w powietrzu, z sekundy na sekundę czując, jak moje samopoczucie się poprawia.
- Tak bez zgadywania? Bez warunków? Chciałabyś – spojrzał się na mnie, a ja… O cholera! Miałam wrażenie, że rozbierał mnie wzrokiem, a przecież byłam całkowicie ubrana.
Dyara, Dyaruśka, spokojnie. Nie rozbierze cię spojrzeniem.  Uniosłam podbródek do góry, również patrząc się na niego pewnym siebie wzrokiem.
- Chciałabym  - powiedziałam, lekko nachylając się do przodu.
- Przypomnę ci to w odpowiednim momencie – odparł, tym samym uwodzicielskim tonem.
Potrząsnęłam głową. Uchiha, co ty robisz?! Ten wsypał coś do garnka i zamieszał, a ja wstałam i nalałam sobie soku do szklanki.
- To jak z tym statkiem? – Ponownie usiadłam na blacie, patrząc, jak on miota się przy kuchence.
- Jak, jak, jak? – prychnął – ty masz chakrę, a ja Victorię.
- I…?
- To moja matka, kochanka, siostra i córka w jednym – odparł, uśmiechając się.
Zapatrzyłam się w jedno z małych okienek, a po chwili pojawił się obok mnie talerz parujących klusek z sosem.
– Może być? – mruknął, kładąc ręce po moich bokach, będąc niebezpiecznie blisko. Z racji, że był tak cholernie wysoki miał mnie teraz na wysokości swojej szyi. Hmpf.
- Sądzę, że będzie okej – udając, że nie robi to na mnie wrażenia wzięłam talerz i zaczęłam jeść, lecz on nadal się nie ruszył. Spróbowałam i… zakochałam się w tym smaku! – to jest cudowne – przymknęłam oczy i szybko wzięłam do ust kolejny widelec.
- Do usług. – Skłonił głowę, dotykając mojego ramienia czołem.
Jedz Dyara, jedz. To przecież w ogóle nie robi na tobie wrażenia.
- Jakim cudem zrobiłeś to tak szybko? – Spytałam z pełnymi ustami.
- Magia – odparł, patrząc mi się w oczy.
Arthur, przestań!
- To nie magia, to chemia – prychnęłam – mogę się założyć.
- Ale za to jaka smaczna! – Niespodziewanie odwrócił się, przejeżdżając palcem po mojej nodze, gdy do kuchni weszli Raito i Kiba.
No tak, świetnie. Są pary, są trójkąty, to mogą być też czworokąty. Ciocia Dyara kocha wszystkich.
- Ej, stary, zjadłbym coś.
- No, ja też…
- Ohayo – przywitałam się nad wyraz radośnie, cały czas pochłaniając kluski.
- Yyyy, cześć – mruknął Kiba, gdyż chłopcy zobaczyli nas dopiero teraz.
- To ja będę się zbierał – odparł Arthur, zmierzając ku wyjściu.
- Ej! W końcu nie powiedziałeś mi wszystkiego! – rzuciłam, gdy był już w przejściu.
- Przyjdź do mnie wieczorem to nie tylko coś ci powiem, ale do tego pokażę – znów uśmiechnął się w ten sposób, a połączył to ze spojrzeniem mimowolnym pozbawiającym mnie ubrań.
Dyara, przestań! Nie w kuchni i nie przy nich, zbereźnico jedna.
- Jest coś do jedzenie? – spytał Izunuka, chcąc rozluźnić atmosferę. Raito spięty stał opierając się o kuchenkę, nie mając nastroju do rozmowy.
- Tak. Moje kluski i mój sos – mruknęłam, podchodząc do garnka.
- Weź nie tykaj, bo cię jeszcze zabije  za „jej kluski i jej sos”.
Rzuciłam okiem na Raito, który nieźle wkurzony założył ręce na piersi.
- Moment – mruknęłam, nakładając sobie kolejną porcję – reszta jest wasza.
- O, dzięki – Kiba wyjął kolejny talerz i też sobie nałożył – Yamura, chcesz też?
- Nie – warknął. Ojojoj. Syndrom napięcia przedmiesiączkowego? – nie lubię śmieciowego żarcia.
- Lepsze takie niż żadne – upiłam łyk soku, biorąc talerz w rękę.
- Nie powiedziałbym.
- To bądź głodny, ja ci nie bronię – po tych słowach wyszłam na korytarz. Hmm, który pokój będzie mój?
Było tu mnóstwo drzwi, a ja weszłam w pierwsze lepsze i znalazłam tam… mój plecak. Kyaaa! Pokój blisko kuchni! Arthur pomyślał o wszystkim! Odłożyłam talerz na półkę, a sama rzuciłam się na łóżko. Achhh i ten spokój. Chciałam poleżeć tak dłużej, ale zapach tego sosu… Wygrał ze mną. Szybko pochłonęłam resztę, a potem położyłam dłonie na kolanach. Kurde, co tu robić? Wstałam i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to duża półka na książki.
- Ał! – Krzyknęłam, gdy coś nagle uderzyło mnie w nogę. Rozejrzałam się dookoła, lecz w kajucie byłam sama. Co to było? Znów ruszyłam w stronę półki. – Ał! – znów wrzasnęłam – co jest do cholery? – warknęłam pod nosem, zamierając w bezruchu.
Cisza i spokój. Wyprostowałam się i już bez problemów podeszłam do półki wybierając książkę pod tytułem: „Dzieje Tristana i Izoldy”. Z racji, że książka była raczej stara i nie znalazłam nigdzie jej opisu, zdecydowałam się akurat na tą. A co! Jak szaleć to szaleć!
Położyłam się na łóżku i zagłębiłam się w lekturę. Nie mogłam pojąć tego, co czytałam. Z tego wszystkiego wychodziło, że w tamtym świecie mężczyźni nosili jakieś metalowe, ciężkie zbroje, w których fatalnie im się walczyło. Kobiety prawie w ogóle nie miały praw i były bardzo uległe. To było dla mnie coś nowego. Jakby ktoś kazałby mi nosić jakieś obcisły „gorset”, jak tu pisze, chodzić w za małych butach i sukniach, które ciągnęłyby się za mną niemiłosiernie to bym go wyśmiała. Ewentualnie pozbawiła głowy. Przecież to śmieszne.
Z lekko kpiącym nastrojem przestałam czytać. Książkę na pewno szybko skończę, lecz… nadal byłam głodna. Dwie miski klusek z sosem mnie nie usatysfakcjonowały. Przeciągnęłam się i wstałam, poprawiając bluzkę i gumkę na włosach. Wyszłam z pokoju, zrobiłam kilka kroków i już miałam przed sobą drzwi do kuchni. Otworzyłam je, lecz w środku nikogo nie było. Nikogo, ale… był zapach. Zapach czegoś obrzydliwie smacznego. Obrzydliwie, obrzydliwie. Muszę przestać tak mówić… Ruszyłam przed siebie, lawirując między szafkami.
- Czego szukasz? – na te słowa mimowolnie wyprowadziłam lewego prostego w stronę, z której dobiegł głos. Moja ręka uderzyła jednak w powietrze, a przede mną pojawił się Raito. Od razu zrobiłam krok w tył.
- Co ty masz na głowie? – spytałam głupio, gdyż miał na sobie białą czapkę prawdziwego szefa kuchni. Nudzi mu się, czy co?
- Chyba doskonale widzisz, co… - odparł, odwracając się.
- Okej, okej, nie wnikam. Twój świat, twoje kredki. – Uniosłam ręce w pokojowym geście, patrząc w przestań za jego ramieniem. Zapiekanka!
- Tak, możesz sobie wziąć – westchnął, zdejmując czapkę.
- Dziękuję  - mruknęłam i nagle poczułam się bardzo niekomfortowo.
Podeszłam do blatu i nałożyłam sobie zapiekanki. A Sasuke i Sakura? Hmmm. Wzięłam dwa dodatkowe talerze i im też nie szczędziłam zawartości.
- Jesteś aż tak głodna? – prychnął, podchodząc.
- Nie – fuknęłam – to dla Sasuke i Sakury.
- Wieczorem robisz się miła? – spytał, wkładając naczynia do zlewu.
- Powinieneś znać odpowiedź na to pytanie – odparłam spokojnie, biorąc do ręki tackę, która leżała obok, po czym położyłam na niej talerze. Chciałam odejść bez słowa, lecz Raito złapał moją dłoń.
- Dyara – pociągnął mnie lekko do siebie i gdybym chciała, to wystarczyłoby unieść głowę, żeby go pocałować. Ale nie zrobię tego, nie mogę.
- Tak?
- Kiedy mi wybaczysz? – uniósł moją brodę do góry, a ja walczyłam ze sobą, żeby tylko się ruszyć.
- A co mam ci wybaczyć? – spytałam cicho, lecz nadal pewnie.
- Z… - przełknął ślinę – zdradę. – Wypuścił głośno powietrze, chcąc wyzbyć się zdenerwowania.
- Nie sądzisz, że właśnie odpowiedziałeś sobie na moje pytanie?
- Pozwól mi to naprawić – spojrzał mi w oczy, a ja starałam się wyglądać jak uosobienie prawdziwej, zimnej, wyrachowanej suki. Hmpf.
Nie udało mi się, dlaczego? Bo jednak mam jakieś szczątkowe uczucia. Zastygłam w miejscu. Miałam dość tego dnia. Najpierw kac, potem atak. Arthur i teraz jeszcze on… Czemu oni wszyscy nie mogą zostawić mnie w spokoju?
Raito nachylił się i dotknął mojego nosa swoim. W tym momencie przeszedł mnie elektryzujący prąd, a płuca odmówiły współpracy. Schyliłam się i przeszłam pod jego ramieniem, szybko zabierając tackę. Stanęłam jedynie w przejściu i obejrzałam się tyłu. Raito nie ruszył się z miejsca.
Z głową przepełnioną mnóstwem myśli, wyszłam na pokład, gdzie słońce już prawie całkowicie się z nami pożegnało. Przywitał mnie jedynie chłodny wiatr i zapach morza, odczuwalny bardziej niż na dole. Rozejrzałam się i po prawo spostrzegłam Sasuke i Sakurę siedzących na kocu pod masztem.
- Jesteście głodni? – spytałam, będąc bliżej.
- Ćśś – fuknął – śpi. – Wskazał na dziewczynę.
- Okej, okej – mruknęłam szeptem – siedzieliście tu cały czas?
- Tak – Sasuke wziął ode mnie talerz i zaczął jeść, z Sakurą niezmiennie leżała mu na ramieniu.
- Yhym - usiadłam obok, również jedząc i zaczęłam wsłuchiwać się w uspokajający szum fal, który chwilowo całkowicie zajmował uwagę.
- Dyara? – Sasuke uniósł jedną brew do góry, a ja przełknęłam zapiekankę. – Weźmy kogoś zabijmy.
- Co proszę?! – Krzyknęłam szeptem, kładąc talerz na kolanach.
- No po prostu, zabijmy.
 Westchnęłam.
- Okej, kogo?
- Mashi by się nadał. Już dawno miałem go uśmiercić – mruknął, patrząc do góry.
- A właśnie. Kim on w ogóle jest i dlaczego nie pozwoliłeś, żeby Raito go uśmiercił jeszcze w kryjówce?
- To bardzo ważny informator. – Odparł.
Sakura na jego ramieniu poruszyła się niespokojnie, a ja zaczęłam się zastanawiać, czy jedzenie jej nie wystygnie.
- Czyli nie mamy kogo zamordować, hm? – Odłożyłam pusty talerz, rękoma zapierając się z tyłu.
- To przykre.
- Też tak sądzę.
- Dyara? Co ty tu robisz? – spytała Sakura, przecierając oczy.
- Planuję morderstwo.
- Co? – Momentalnie się otrząsnęła, a ja bardzo chciałam się w tym momencie uśmiechnąć. Ale nie mogłam. Zepsułabym całą zabawę.
- No zabijanie. Chyba wiesz, co to jest – przekrzywiłam głowę.
- Jest na to wiele sposobów – Sasuke poparł mnie, swoim grobowym tonem.
- Dobra, to ja lecę – wstałam i otrzepałam dłonie – zobaczymy, kogo będzie rano brakować.
- Nie rób nic głupiego! – Sakura kiwnęła na mnie palcem, lecz kompletnie straciła mną zainteresowanie, widząc talerz pełen jedzenia. Ech.
Poszłam w stronę kadłuba, bo właśnie to miejsce kojarzyło mi się z Arthurem. Wszystko był zrobione z drewna, włącznie ze schodami, którymi właśnie wchodziłam na górę. Jedną ręką trzymałam się poręczy, nie chcąc zaliczyć wpadki stulecia, a byłam do tego zdolna. Nagle poręcz jakby poruszyła się akurat w momencie, gdy oparłam się o nią z dużą siłą.
- Co jest? – warknęłam, popychając ją już sama.
Ta ani drgnęła. Hmpf. Już spokojnie weszłam na górę, a sylwetka chłopaka zamajaczyła obok steru.
- Jednak przyszłaś – odparł, nawet nie patrząc do tyłu.
Niebo z szarego zmieniło się na granatowe, a mi w oczy rzucił się koc, leżący niedaleko. Bez pytania wzięłam go i zarzuciłam na plecy, a po chwili znalazłam się obok Arthura.
- A dlaczego miałabym tego nie zrobić? – Spytałam, patrząc w swoje buty.
- „Przyjdź do mnie wieczorem to nie tylko coś ci powiem, ale do tego pokażę”. Po tych słowach każda zdrowo myśląca dziewczyna zrobiłaby wszystko, żeby więcej się ze mną nie spotkać – tym razem spojrzałam do góry, a musiałam zadrzeć głowę naprawdę wysoko, by móc spojrzeć na jego twarz.
- Zaliczyłeś mnie…
- Nie, jeszcze cię nie zaliczyłem – przerwał mi, a zaraz potem pokazał język.
- Zboczeniec. – Uderzyłam go z łokcia w żebra, a ten się roześmiał. No kretyn.
- Ale mów, mów.
- Chciałam powiedzieć: zaliczyłeś mnie do zdrowo myślących?
- Takie sprawiasz wrażenie – odparł, idąc do przodu, a ja podreptałam za nim.
- Dobry żart, dobry – uśmiechnęłam się jednoznacznie.
- No serio ci mówię – oparł się rękoma o burtę, zapatrując w dal. Mieliśmy przed sobą całkowitą pustkę.
- Przyszłam tu po coś, wiesz? – opatuliłam się szczelniej kocem, gdyż wiatr się wzmógł.
- Czegoś ode mnie chcesz?
- Tak, chcę od ciebie czegoś – wypowiedziałam te słowa, nie zastanawiając się nawet nad ich drugim znaczeniem. Ech.
- Achhh. Czekałem na to, od kiedy cię zobaczyłem – dotknął mojego ramienia, a ja popatrzyłam na niego dziwnie.
- Informacji, idioto – prychnęłam.
- No i musiałaś wszystko zepsuć! – Zrobił smutną minę, ale zaraz potem się uśmiechnął.
- Głupek – uderzyłam go lekko pięścią w klatkę piersiową.
- To bolało!
- Jasssne.
- Dobra, powiem ci – bez żadnego ostrzeżenia wyskoczył za burtę.
- Arthur! – krzyknęłam, wychylając się do granic.
- Żartowałem! – odparł uradowany, siedząc na … desce, która nagle wyrosła z boku statku.
- Co ty robisz? – wydukałam.
- Współpracuję – wstał i ponownie skoczył w dół. Na moich oczach kolejna deska wyłoniła się ze statku. Sama.
- Z kim? – Spytałam, coraz bardziej niedowierzając.
- Z Victorią – wspiął się i po chwili znów był obok mnie. Dotknęłam palcem jego ręki. – A ty co robisz?
- Sprawdzam, czy  jesteś prawdziwy, czy nadal jestem pijana – odparłam i stwierdziłam, że ma miłą w dotyku skórę.
- Nie jesteś, ale możesz być. – Znów się uśmiechnął i zamachał mi przed oczami butelką wina, którą wyczarował… znikąd.
- Nie, Arthur… Nie rozpijaj mnie – mruknęłam, siadając na deskach.
Oparłam się plecami o burtę i podciągnęłam koc. Victoria nadal płynęła bez jakiejkolwiek pomocy, a mnie zaczęło to deprymować. Siedziałam tyłem do kierunku płynięcia, ale nie było mi niedobrze. Chociaż tyle.
- Ah, mów mi więcej. – Spojrzał na mnie z góry, gdyż nadal stał, a ja spuściłam wzrok. Przyszłam tu tylko po informacje, tylko.
- Więc wyjaśnij mi, jakim cudem te deski nagle wyrosły?
- Victoria strzeże mojego życia – zironizował, a kolejna deska pojawiła się tym razem od wewnętrznej strony i klepnęła go w tyłek – ej! – chłopak krzyknął – nie mam racji?
- Yyy. Ty mówisz sam do siebie?
- Nie – fuknął – do Victorii.
- A-acha…  - Usiadłam po turecku i odebrałam od Arthura kieliszek czerwonego wina. Upiłam płytki łyk i poczułam cierpki smak trunku.
Rozluźniłam się i poczułam, jak mój przyszły towarzysz rozmowy siada obok.
- Victoria to statek, w którym jest zapieczętowana dusza średniowiecznej księżniczki – powiedział, tak jak ja wpatrując się w niebo.
Już wiem, co mnie tak uderzało po nogach w sypialni i dlaczego poręcz się ruszała. Księżniczka, phi.
- Co to jest średniowiecze? – Z tym terminem spotkałam się już w tej książce, którą wcześniej czytałam, ale nadal ni cholery nie wiem, co to jest.
- O tym opowiem ci później – spojrzał na mnie, puszczając oczko, po czym znów skierował swoją uwagę na niebo. Lowelas.
- Więc?
- Pochodzę z Koryntu.
- Co? – Moje oczy gwałtownie się powiększyły.
- Moje imię – Arthur – nie pasuje do waszego świata. Przypadek? Nie sądzę.
- Okej…
- Ten statek w mojej rodzinie jest dziedziczony, a ja, jako ostatni jego potomek zostałem właścicielem. Kilkanaście kilka lat temu na Koryncie działa się wielka wojna, a ja i mój ojciec akurat wtedy byliśmy na Victorii we dwójkę. Opowiadał mi o wszystkim, co z nią związane, abym w przyszłości należycie się z nią obchodził. Dostał jednak donos, że w mieście rozpoczęły się walki. Natychmiast popłynęliśmy do Kyori. Tak mówimy na wasz kontynent. Dosłownie znaczy to: odległość – westchnął i zaczął bawić się dłońmi – zapewnił mi życie w jednym z pokoi w karczmie, płacąc właścicielowi z góry za kilka lat. Pożegnał się ze mną i odpłynął. Nigdy więcej go nie zobaczyłem. O jego śmierci dowiedziałem się w momencie, gdy Victoria samotnie pojawiła się przy brzegu Kyori. 
- To widzę, że też miałeś nieciekawe dzieciństwo – rozprostowałam nogi, gdyż straciłam w nich czucie.
- Kto powiedział, że nie było ciekawe? – uśmiechnął się lekko, trącając mnie barkiem – było po prostu smutne, co nie znaczy, że nudne.
- Yhym.
- Ale kontynuując. Kiedy czasem rozmawiam sam ze sobą to uwierz, że nie mówię do siebie, ale do niej. Z reguły robię to w myślach, ale na głos też mi się zdarza.
- Ona siedzi w twojej głowie? – zdziwiłam się i usiadłam wygodniej.
- Tak – potaknął.
- Mówi coś teraz?
- Twierdzi, że masz bardzo zgrabne nogi – uśmiechnął się pod nosem.
- Zgadzasz się z nią? – Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby to powiedzieć. Przecież kompletnie nie interesuje mnie jego odpowiedź.
- Jasne – rzucił, a coś w środku mnie poczuło się mile połechtane – kiedy jestem pijany i słabo widzę.
- Bardzo śmieszne – moja radość zmalała, a ja sama pociągnęłam spory łyk wina.
- Żartuję, nogi masz cudowne – mruknął, dotykając mojego uda. Moje mięśnie się spięły, ale nie kazałam mu zabrać ręki. Przecież jestem sama. Kocham Raito, ale to kompletnie nieistotne.
- Kontynuuj – jego dłoń zaczęła zmierzać wyżej, a ja poprawiłam się – opowieść. Kontynuuj opowieść – skarciłam go spojrzeniem.
- Jeśli muszę – zrobił minę kopniętego szczeniaka, a ja się uśmiechnęłam, biorąc kolejny łyk – więc Victoria nie potrzebuje siły mnóstwa wioślarzy, czy sternika. Sama sobie ze wszystkim radzi – zaczął zataczać kółka na moim udzie, a ja starałam się rozluźnić. Było mi bardzo miło, ale podświadomość ze mną walczyła. Głupie sumienie.
- Więc kiedy jesteś na pokładzie to cię chroni?
- Tak – odparł i wstał, podając mi rękę. Ujęłam ją i również wstałam – ale ciebie już nie – powiedział i wypchnął mi za burtę. Nim się spostrzegłam wpadłam do lodowatej wody.
Wstrzymałam powietrze i zaczęłam machać rękoma i nogami, aby tylko wydostać się na powierzchnie. Przeklinałam go w myślach, zrzucając z siebie koc, aby łatwiej było mi płynąć. Wydostałam się i zaczerpnęłam powietrza.
- Arthuuur! – wrzasnęłam, utrzymując się na powierzchni.
- Słucham? – Natychmiast odwróciłam się do tyłu, gdzie obok mnie w wodzie znajdował się Arthur.
- Co ci strzeliło do głowy?! – Chlusnęłam w niego wodą.
- Pomysł – uśmiechnął się.
- Zaiście zajebisty – sarknęłam. Cholera, jak zimno!
- Rozluźnij się.
- Jak się rozluźnię, to utonę! – podpłynął bliżej i złapał mnie za dłonie.
- Rozluźnij się – powtórzył. Wypuściłam z siebie powietrze i postanowiłam mu zaufać. Rozluźniłam nogi, a one spotkały się z … deską – Victoria nie pozwoliłaby ci zginąć, za bardzo cię lubi – mruknął, przyciągając mnie do siebie – jego ciepła skóra kontrastowała z lodowatą wodą, a spojrzenie interesowało zdecydowanie bardziej niż wszystko inne – i jak? – przekrzywił głowę, a ja powoli zapominałam o fakcie, że jesteśmy w wodzie. Statek musiał się chyba zatrzymać, gdyż niezmiennie staliśmy na desce bardzo blisko siebie.
- Interesująco – mruknęłam.
- Na balu od razu wiedziałem, że jesteś Uchiha. – Złapał mnie w talii, a nasze biodra styknęły się ze sobą – masz w sobie to coś.
- Uuuu – zmarszczyłam brwi – tani chwyt na podryw.
- W sumie racja – mruknął tuż przy moim uchu, a mnie ponownie dziś przeszły ciarki – przestanę je stosować – Victoria uniosła nas trochę do góry, a ja miałam przez to idealny widok na opiętą mokrym podkoszulkiem jego klatkę piersiową.
Bożeee oni oboje są tacy przystojni… Chętnie oddałabym jednego jakiejś urodziwej samotnej pannie, nie pogardziłaby (patrz Shee – dop. autorki). Uniosłam ręce, opierając je na jego ramionach, których mięśnie były wyrobione zapewne przez ciężką pracę fizyczną w porcie. Arthur nachylił się w moją stronę i musnął ustami mój kark, na co moje wewnętrzne ja znów zaczęły ze sobą walczyć. Popatrzyłam w jego oczy i już wiedziałam, że muszę je uciszyć. Zarzuciłam mu ręce na szyje, a on wpił się w moje wargi.
- Poczekaj – rzucił zdyszany, a po chwili za pomocą Victorii znaleźliśmy się na pokładzie – jesteś piękna, Uchiha – powiedział, ponownie mnie całując.
- Jak masz na nazwisko? – wyszeptałam, gdy złapał mnie w udach i przyparł plecami do burty.
- Gosling – odparł, zdejmując moją bluzkę. Czułam jak wszystko we mnie buzowało i na chwilę w moim umyśle zawitał Raito. Szybko jednak stamtąd zniknął.
- Więc. Jesteś przystojny, Gosling – puścił mnie i zdjął swój podkoszulek. Było ciemno i cholernie klimatycznie, a ja byłam gotowa, żeby się zabawić.
- Grzeszysz, Dyara, grzeszysz – przygryzł moją wargę, a ja jęknęłam.
Wczepiłam palce w jego włosy, czując, jakie są sypkie i miękkie.
- Zawsze i z uśmiechem – przejechałam dłońmi po jego plecach, a on naparł na mnie mocniej – jesteśmy tu sami? – spytałam, gdy byłam jeszcze zdolna do logicznego myślenia, bo z każdą sekundą ta umiejętność malała.
- Tak, wszyscy śpią pod pokładem – jego oddech stał się urywany, a mnie przeszedł dreszcz. Brakowało mi tego.
- I niech tak zostanie – szepnęłam w jego usta, będąc pewna, że nikt nam nie przeszkodzi.
 ***
Ohayo!
Więc... Działo się xD
Mam nadzieję, że nie zanudziłam. Uwierzcie, że się starałam, bo ta notka szła mi wyjątkowo opornie. Nawet nie wiecie jak ciężko mi się ją pisało.
Pytania na shoutbox'ie bardzo mnie zmotywowały. Gdyby nie one wątpię, aby chciało mi się siedzieć dziś pół dnia i nastrugać to trzynaście stron. W sumie możecie sobie dziękować :D



Końcowy werdykt? Raito czy Arthur? :>












Świątecznie!
Dziś sobota, a już we wtorek wigilia! Yeeey, święta!
Też ich nie czujecie? ._.
Nie ma śniegu, nie ma świąt.
Sad but true.
Aczkolwiek życzę wam wszystkiego najlepszego, abyście osiągali wszystkie cele jakie sobie kiedykolwiek ustalicie - nawet zmywanie na dłuższą metę jest tego warte, uwierzcie. I tyle ._. Każdy wie czego chce, a Shee nie potrafi składać życzeń T_T
Ale pamiętajcie!
Ciocia Shee was kocha <3
<powiedzcie w komentarzach, że wy ją też. Są święta wszyscy sie kochają, więc mam nadzieję, że znajdziecie czas na ASW i zostawicie tam trochę swojej miłości <3
Ja zostawię swoją na Captivitas, ASW i nowym pomyśle na bloga, który kreuje się w mojej główce :3>
Bywajcie i wesołego jajka!

41 komentarzy:

  1. Ha! Pierwsza;d
    Wchodze sobie na bloga i patrze kolejny rozdział 0%, przerażona myślę, jak to? Przecież było 25% i wpadłam w rozpacz, ale numer rozdziału mi nie pasował;d
    Tak bardzo się cieszę, że dodałaś <3
    W tych zdaniach się zakochałam;d
    +Brakuje tu jeszcze Kiby! Słyszysz Izunuka? Ciocia Dyara się za tobą stęskniła!
    +Bożeee, dlaczego on musi być przystojny. Yamura, zbrzydnij.
    Było ich jeszcze więcej, ale chcę coś sensownego napisać, więc nie będę wszystkiego przytaczać;d
    Ale uwielbiam sposób w jaki piszesz :)
    Co do Twojego pytania, to sama już nie wiem, chociaż byłam bardzo mocno za Arthurem. Jeśli cokolwiek Ci to pomoże co napiszę to proszę bardzo, jak nie to, to olej;d
    Arthur - jest cudowny i mnie osobiście zachwyca, jest też nowym bohaterem, wprowadza "powiew" nowości i jest intrygujący i sexowny i w ogóle;d ale ma statek - swoją Victorię i nie wiem czy dał radę to zmienić dla Dyary, no bo.. jak zrobią coś z tą klątwą, to czy wrócą do wioski? Jakie życie będą prowadzić? Czy to ona zostanie z nim na statku? Czy może statek ulegnie zniszczeniu? Kurde, no polubiłam Victorię;d
    Wiesz o co mi chodzi, nie?;d Pytanie brzmi co będzie dalej? Nie chcę, żeby Dyara się zakochała, a potem Arthur złamał by jej serce, bo kocha morze i nie zejdzie nigdy w życiu na ląd;d Albo może zejdzie? I raz na jakiś czas popłynie, żeby wrócić do ukochanej? Tyle pytań!
    Raito - natomiast ja zdradził i to boli, ale też przystojny, troskliwy i próbuje naprawić całą sytuację - no stara się chłopczyna, no;d Nie wiem na przykład, czy ja potrafiła bym wybaczyć.. ale on jest shinobi, będzie przy niej itd. Sasuke może mu nie wybaczyć;d Ale starszy brat to starszy brat;d
    Sama nie wiem -.- Wszystko zależy od tego co planujesz dla Dyary;d
    Może pomogłam;>
    Sasuukee i Saaakuuraa <3 - tak to odpowiedni komentarz do ich scen;d
    Ciekawi mnie jaki byłby Sasuke jako ojciec? Bo niektóre sceny wręcz do tego prowadzą ;d

    Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego roku :*
    Weny życzę również;d
    Nami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohayo! <3
      Arthur jest blondwłosym bogiem sexu - Grey <3 i zadałaś mi bardzo trafne pytania, na które nie do końca potrafię jeszcze odpowiedzieć xd
      Raito, ech. No właśnie. I tu pojawia się problem xD
      Sasuś, tatuś? :D Trochę czytasz mi w myślach, ale nie w tej historii co potrzeba xd
      Te pytania apropo Arthura mnie dręczą. Mendo ty xd miałam Karuzelę pisać, a tu się będę teraz głowić xd
      Bardzo lubię komplementy, wiesz? :3

      Kyaa! Bardzo dziękuję za komentarz i życzenia!
      Spełnienia marzeń! :D

      Usuń
  2. Unno też kocha Shee <3!
    A co do notki... Wyszła bardzo dobrze ;3. Dużo Arthura, bardzo dużo - oby tak dalej ^^! Uwielbiam go <3! Wgl... jak mogłaś skończyć w takim momencie?! Chamstwo i zniewaga normalnie ;___;
    Nie mogę się doczekać aż dotrą do celu podróży. co ich tam czeka... no i czemu Dyara nie wypytała blondasa o klątwę tylko się gzi? :D Co za baba, masakra xD haha
    Wesooołych Świętónw Ci życzę! :P Dużo wolnego czasu na pisanie, oczywiście! Bo czekam :D.
    Ciao Shee-chan! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Narzeka, że klątwa.
      Narzeka, że się gździ.
      A co byś sama zrobiła, mając przed sobą Greya? No przyznaj się! *kisiel w gaciach*
      No wesołych, no a jak! Może kiedyś złożę ci życzenia osobiście? :3
      Sayonara! <3

      Usuń
  3. Shee, wiesz, że cię uwielbiam, zawsze i wszędzie :) Dlazcego? Bo jesteś Gieniuszem :)
    "Zabijmy kogoś" kolejny zniewalający (dosłownie - o mało nie spadłam z łóżka) tekst Sasuke. Ja już wiem kogo chciałabym zabić. Tą różową lafiryndę, co mi go zabrała. Wtedy to ja bym się zamknęła razem z Sasuke w genjutsu. Mwwhahahaha!!!
    Dosyć tych mroków.
    Domyślam się, że "kochaną książeczką" zainspirowałaś się z rzeczywistości. Współczuję, ja mam to już za sobą. Ech te średniowieczne smęty... nic pożytecznego do życia nie wnoszą.
    Serdecznie ci dziękuję za porcję rozrywki jaką dostarczasz mi na swoim blogu. Jesteś best ever! I wcale nie widać, żeby rozdział szedł ci opornie. ("Opornie, to mi idzie na IV wojnie shinobi.") (Siedź cicho Yuki, ja tu się produkuję nad ładnym i przyzwoitym komentarzem.) I bardzo, bardzo, bardzo bym prosiła o jakiś arcik z Arthurem, bo moja tępa wyobraźnia cały czas podstawia mi Sebastiana z Kuroshitsuji (nie wiem dlaczego). To tyle. To do następnego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohayo! :D
      Nie mam pojęcia o "kochanej książeczce", a muszę je mieć. Więc upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu. Nie nauczę się teo na marne xD
      Cały czas szukam Arthura ._. To dla mnie też deprymujące, uwierz ><
      Baj! <3

      Usuń
  4. GREY, SEKSY, DZIWKI...
    Co się dzieje z tymi młodymi w tych czasach? *zdeprymowana*
    I jeszcze rozdział za rozdziałem dodają, kuźwa, co za tempo sobie wymyśliłaś, Imai. Myślisz, że będę zazdrosna, taa? Że ty potrafisz stworzyć takie cudo w tak krótkim czasie, a ja torturuję Worda miesiąc, a efekty i tak są mizerne? Weź ty zniknij. *pif, paf - wystrzał*.
    Nosz kur**, chybiłam.

    Teraz to mam mętlik, bo kibicowałam Raito, a pojawiła się Imaiowa wersja Greya - Arthur. I wiesz co jeszcze ci powiem? Imię <3 Imię mega - niby nie japońskie, niby nie narutowe, a jednak chwyta ze serce, mimo że całkiem zwyczajne i kojarzone z królem Arthurem. Ale twojemu Arthurowi blisko do króla, oj tak :3
    Ogólnie stwierdzam, że do opowiadania dodaje smaczku i dobrze, że go stworzyłaś, inaczej byłby z Dyarą problem, bo Raito - dziwkarz, Kiba - brzydal, i cóż zrobić? Kogo wybrać? Pech chciał, że najprzystojniejsze dupki pod słońcem to jej rodzeństwo, a kazirodztwu mówimy głośne: "NIE!". Ugh, podziwiam. Ja to bym siostrą Uchihów być nie chciała. Żadnych seksów, całusów, dzieci... NIC! *ómrzym*

    Echem, o wątkach SasuSaku lepiej nie będę wspominać, bo jeszcze rozprawkę pierd*lnę. W skrócie: rozpieszczasz mnie Imai, rozpieszczasz! <3 I...i Sakura nie jest różową lafiryndą! Jest tak zajebista, że pozwalam zabierać jej mojego męsza i mieć z nim dzieci, więc wiesz, szlachta z niej wśród innych narutowych postaci.
    No i jak zawsze, humor nie zawodzi! Za to cię kocham, moja droga mendo, towarzyszko podróży w obliczu apokalipsy i uparty gówniarzu, który wiecznie widzi w czymś problem <3 Taak.

    Dyara + Arthur - JESTEM ZA. Raito niech idzie sobie na dziwki, haa!

    Chakry ci życzę, Shee!
    Życzenia świątecznie dostaniesz w kartce, więc nie zapeszam. XD
    Sayonara.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS JAK ŚMIESZ KATOWAĆ NAS WERYFIKACJĄ OBRAZKOWĄ?!

      Usuń
    2. Ha ha ha B|
      Lubuję się w ludzkim cierpieniu - weryfikacja <3
      Nie wierzę w tak wielką ilość komplementów, Nikiro! Aż aż mi się miło zrobiło, a to się na pewno nie dzieje naprawdę.
      Czyżbym właśnie uzyskała zgodę na ArthDya od największej fanki Raito? :O anbyliwybyl!
      Wiesz... Ja swojego mensza wykorzystuję po godzinach, nie musicie o wszystkim tu czytać B|
      Też dostaniesz kartkę, ha!
      Baj <3

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Krótko, zwięźle i na temat. Dzięki xD

      Usuń
  6. Wow, to już mój drugi komentarz. Szczerze mówiąc, to wątpiłam, że go napiszę. Ale jakoś pokonałam wewnętrzną barierę i.. Oto jestem xD
    Skacowana Dyara jest skacowana :)) Do tego ten atak duszności.. Ojojoj, chyba trzeba zaliczyć kursa do lekarza (strasznie przpraszam jeśli niektóre moje wypowiedzi będą debilne, ale jest 24 i tracę zdolność logicznego myślenia). Komentarze Dyary są świetne xd Niektóre przyprawiały mnie o niekontolowane wybuchy śmiechu, przez co mama patrzyła na mnie, jak na niedorozwoja jakiegoś ;D Końcowa scenka wbiła mnie w fotel. No tego, to ja się nie spodziewałam.. Ale cóż, stało się, a Uchiha odpłaciła Raito. On zdradził ją, więc ona jego też. Równowaga musi być. Nom, to ja lecę spać, bo mi mózg zaraz wybuchnie od natłoku myśli. Do tego jutro muszę wstać o 8 rano T.T Miłych świąt życzę! ;)))

    PS: Coś tak podejrzewałam, że Vicktoria (o ironio, to moje imię ;_;) to statek. Miałam to napisać w poprzednim komentarzy, ale zapomniałam. Cała ja -,-'




    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja w ciebie wierzyłam <3 Pokonuj je częściej :3
      Miło, że cię zaskoczyłam :3 No a jak. Uchiha zawsze kierują się zemstą... :>
      Victoria jest fajna ;3

      Dziękuję za komentarz i wesołych! <3

      Usuń
  7. Zołczan obecny! xd
    Najpierw wypowiem się w sprawie szablonu. Otóż, szablon jest tak bardzo zajebisty, że się nie można napatrzeć. Wielkie pokłony dla Akemii. :)
    To teraz opieprz.. Nie chcę mi się wierzyć, że Arthur tak po prostu utulił Dyarę do snu, serio do niczego pomiędzy nimi nie doszło? Ech, Imai, ech. Po prostu ech. No, ale zostawił zegarek.. xd
    Wiesz, że kocham Raito i szczerze jest mi przykro, że zrobił jej coś takiego, a z drugiej strony polubiłam tego Arthura, więc nie wiem co mam myśleć. :c Moją teorię na temat tego trójkąta już znasz. xD
    Ogólnie to cieszę się że wykorzystujesz moje rady i Sasuke ma wielką ochotę kogoś zabić, tak, w końcu wrócił MÓJ Sasek. <3333 I nadal go za mało. HMPF XD
    Ogólnie to nieźle wymyśliłaś z tym statkiem, średniowieczem i księżniczką. ^^
    No i co ja mogę jeszcze powiedzieć.. Wesołych świąt i takich tam, udanego sylwestra, sukcesów w karate, w szkole i wszystkiego, czego sobie zapragniesz. + Weny oczywiście! :D
    Ty, rzeczywiście ostatnio jakoś szybko dodajesz te rozdziały, nie masz co robić czy co? xD
    Trzym się. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akemii od zawsze była MOIM Mistrzem, więc łapeczki przy sobie Zołczan. Wiem, że jest cudowny <3
      Oczywiście, że do czegoś pomiędzy nimi doszło xD Jak to tak bez dochodznie? No Zołczan, szanujmy się xD - w sensie na Victorii :>
      Twoje rady zawsze są przydatne xD będzie go więcej, obiecuję xd
      Na święta po prostu dostałam duży prezent - wenę <3
      Baj ;D

      Usuń
  8. Jasne że Arthur, Raito to męska dziwka i nic już tego nie zmnieni ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No a mogłam nie robić z Raito dziwkarza ._.
      Uch.
      Ale dziękuję za opnię xD
      Na pewno jakoś się do niej ustosunkuję xd

      Usuń
    2. Ej, tylko proszę nie wyzywać Raito. :C Wypraszam sobie. -.-

      Usuń
    3. Zohan, spokojnie. Bijemy się tylko na treningu, pamiętaj xd

      Usuń
  9. Ja to się kategorycznie nie zgadzam! Primo: dlaczego? Do jasnej anielki dlaczego było tak mało mojego Sasuke?! Oczywiście był totalnie uroooczy w scence z ukochaną, ale i tak uważam że przydałby się tutaj jakiś mały brzdac albo chociaż nawiązanie, byśmy my (kochane ciocie) czuły się usatysfakcjonowane wiedzą, iż plan potomka gdzieś tam się w głowie rodzi :-P albo chociaż jakas męska decyzja i pierścionek na palcu Sakury:-P no bo w końcu przyswoil sobie, że jest jego i tyle. Nikomu innemu nie może się podobać i kropka. Więc ja się pytam jaką ta dziewczyna ma gwarancje, co? Jakaś deklaracja powinna być! :-D segundo: co to za głupie pytanie na fejsie, co? To chyba oczywiste, że chcemy! Pytanie tylko czy to już istnieje czy dopiero tworzysz plany :-D? Tak czy owak chce to dostać w lapki jak najszybciej, bo to głównie dzięki temu właśnie paringowi jestem Twoja fanka :-P całuje, hayley :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak w ogóle to czy Sakura nie wspominała kiedyś o swoim byłym? Facecie, który ją zawiódł? Chyba nigdy więcej nie był wspominany, wiem że to nie koncert życzeń, ale fajnie byłoby przeczytać co tam między nimi zaszło, ale tutaj wszystko leży w Twoich rękach, tak po prostu mi się przypomniało, propos stabilnej sytuacji Sasuke :-P ;-)

      Usuń
    2. Ohayo! :D
      A wy znowu o Sasku ._. No będzie go więcej, obiecuję!
      Już istnieje, istnieje. Nawet dwa rozdziały :D
      Nie dostaniesz prędzej niż w 2014 :P Muszę najpierw mieć kilka notek, żeby na spokojnie potem go prowadzić.
      Mogę na razie zdradzić ci jego tytuł, który brzmi:
      "Karuzela już się rozkręciła. Teraz jest już za późno, żeby wysiąść."
      Może cię zainteresowało, może :P
      Sakura wspominała o nim, a ja chętnie spełniam koncerty życzeń ]:->

      Usuń
  10. I jak tu Cię nie kochać :-D? To co ? póki jest duuuuzo wolnego to czekam na notke tutaj ;-) pojawi się coś do końca roku 0:) :-D? Hayley

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinnam ją do tego czasu napisać, ale czy ją opublikuję to inna sprawa xd
      Muszę zachować jakieś odstępy, bo się zajadę xd

      Usuń
  11. Hmmm... Dawno nie komentowałam a po przeczytaniu ostatniego dodanego rozdziału wzięło mnie sumienie xD
    Cóż... Niestety jak czytam związek Dyary i Raito nie układa się najlepiej noi teraz jeszcze Arthur ♥
    Niewiem, do którego Dyara bardziej pasuje - oboje są świetni tylko Raito mnie strasznie wkurzył -.-" Jak on mógł? ;o
    Sasuke i Sakura związek idealny. W anime nie przepadałam za nią a tutaj poprostu świetnie do siebie pasują. Mistrzostwo :D

    Kocham to opowiadanie poprostu niewiem jak można miać taki talent <3 Mam nadzieję, że będziesz go pisać jeszcze dłuuugo bo jest świetne :D
    Wiem, że masz jeszcze parę innych blogów, ale z niecierpliwością czekam na następny rozdział :3
    Chyba przeczytam go jeszcze raz skoro mam trochę czasu ^^
    Pozdrawiam i życzę dużo weny :*
    ~Julkaa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohayo ;D
      Już wiedz, że lubię twoje sumienie xD
      Raito i Arthur, odwieczny problem >< uh, to takie deprymujące.
      Jeśli podoba ci się SS w moim wykonaniu, to Karuzela też powinna przypaść ci do gustu ;3
      Dziękuję, dziękuję, dziękuję! ;)
      Jestem na kacu i ostatnie co chce mi się robić to pisać, ale zmotywowałaś mnie xd
      Lecę, Dyara czeka B|

      Usuń
    2. Sprawdź pocztę jak możesz :D

      Usuń
  12. Arthurrrrrrrrrrr! O matko, po stokroć Arthur! Niech Diara się za niego bierze, bo jak nie, to normalnie chyba sama pojadę na Korynt, żeby sobie takiego zajebistego faceta znaleźć. Raaanyyyyy.... no rozpływam się jak o nim czytam. I wcale nie dziwię się Dyarze, że czuła się przez niego rozbierana wzrokiem. W końcu i tak dopiął swego, he he..... Tak trzymać! Do boju, penisku Arthura, do boojuuu! Rozgrzej tą pannę. I proszę o więcej takich scen, bo chusteczka lubi... jak tak ktoś do wody z nienacka wpada! (a ty już myślałaś, szczylu, że o seksy chodzi, ja wiem ja wiem, znam cię....) To było bardzo ciekawe xd Chociaż ja to bym na miejscu Dyary go zamordowała pewnie. Hmm, w sumie z drugiej strony, to z takim WYSOKIM przystojniakiem wpaść to już inna sprawa :3 Gdyby był tylko brunetem, och...

    Raito. Nie lubię go, serioo... Nie dość, że gościu ją zdradził z jakąś rudą dziwką (niewyżyty, no!), to jeszcze upomina się o wybaczenie. Pheh! A to on nie wie, że kobiety takich rzeczy nie wybaczają? No, chyba że jakieś głupie, ale to już inna historia... Dyara nie jest głupia, ona jest w końcu Uchiha B| A to coś znaczy (ponoć).

    No i powiem ci, że ja to się w tym rozdziale sporo uśmiałam. Spytaj Miku jak mi nie wierzysz, bo normalnie zaspamowałam ją tekstami z niego XD Biedna, nie wie o co chodzi, ale się śmiała... czy to jakieś oznaki szaleństwa, czy coś? Hmm, będe musiała nad tym pomysleć i jej pomóc, bo jeszcze ją stracimy :o Please, no!

    Dobra, ten komentarz i tak nie ma sensu. A ja mam jeszcze tyyyyyyleeee blogów do nadrobienia! :O Lecim z tym koksem, czas teraz na Shannaro by Miku, ale ciebie już to nie obchodzi....

    Bajo :*** Dużo weny, szczyluuu! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Delta B| kto jak kto, ale ty faceta masz już zapewnionego na Karuzeli. I uwierz, że jednak w głębi serca niestety cię lubię, więc powinnaś mieć swoje love story. Jedynym jego minusem to to, że nie jest blondynem. Ale cóż. To da się przeżyć :D
      Ja wiem, co Chusteczka lubi :3 przemyślę to B|
      Oczywiście, że Uchiha coś znaczy. Raczysz wątpić? ._.
      Walcz o Miku! Jestem kategorycznie za xd
      Mało co mnie obchodzi XD
      Baj <3

      Usuń
    2. Życie takie brutalne...
      Raito już nikt nie lubi. :c

      Usuń
  13. I to dręczące mnie pytanie: zmienić to, czy nie? ._.

    OdpowiedzUsuń
  14. Arthur! Boże...nie ma innego wyjścia! <3 Może jako tako mam ten sentyment do Raito, ale po jego wcześniejszym zachowaniu zostaje przeze mnie skreślony ;-; Ogólnie rozdział jest świetny, Sakura i te erotyczne zachcianki XD *-* Statek, który..żyje? Nie powiem, pomysł jest bardzo oryginalny. Dałaś pikantną końcówkę, to lubie! B) Ogólnie napisałabym więcej ale jestem na tel a pisanie tu komentarzy jest frustrujące.
    Pozdrawiam cieplutko i życzę weny ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohayo :D
      Tak, Victoria żyje. Zawsze mi się zdawało, że już gdzieś widziałam ten motyw i pewnej nocy mi się przeypomniało - piraci z Karaibów - to trochę deprymujące, ale ludzie mają przecież większe problemy ;_;
      Tak, komórki nie ułatwiają nam życia w tym temacie xD
      Pozdrawiam :D

      Usuń
  15. Dobra, ja widzę, że mój super-hiper-motywujący-turbo-komentarz jest potrzebny, bo ktoś tu ma MAŁE zaburzenie wiary w swój talent. Ehh, co ja z Tobą mam XD
    Bosze, kobieto... Ten kac, ten stan... Oj nie, nie, nie... Mam nadzieję, że mnie to w Nowym Roku nie spotka ._. Ale co tu dużo mówić. Dyara ma przesrane z tym, że tak właśnie funkcjonuje po spożyciu zbyt wielkiej ilości napoju alkoholowego... To doprawdy deprymujące - całe szczęście, że chociaż ta niesprawiedliwość losowa mnie ominęła (Y) XD
    No ale, ale - kac kacem, a tutaj Uchiha poszła do łóżka z hot bożyszczem kobiet płci niefeministycznej! Ej, Ty doskonale wiesz, że mnie do blondynów w sumie nie ciągnie, ale nie miałabym nic przeciwko takiej jednej nocy z Arthurem... Przy warcabach, naturalnie XD
    Ale ten atak... Aż szkoda dziewczyny, no... Ale przecież pisze Imai, tu nie może być przyjemnie i kolorowo, prawda? Ale nie, czekaj - przyjemność czytania jest, więc nie może być tylko kolorowo B|
    Ahh... Ta samodzielność... Samotność i dzielność, znamy to dobrze; szanujemy i kochamy. Cudnie, nieprawdaż? Niemniej, czasami chyba lepiej być samemu, niż funkcjonować w tym jakże kochanym, spaczonym społeczeństwie (Y)
    Ej, ej, ej! Moim marzeniem noworocznym, które Ty będziesz miała obowiązek spełnić, jest powinność znalezienia mi faceta (długie włosy, irokez, glany, bojówki, skóra, łańcuch, kastetem nie pogardzę ;]), który zabierze mnie w takie genjutsu <3 Byłabym BARDZO wdzięczna. W tym momencie chciałabym być taką Sakurą...
    Kurwa, właśnie. JEŚĆ. Ja jestem głodna, a Ty mi przypominasz o tym w tak bezczelny sposób... Okeeej, mam pomarańczę. Ciocia Rina póki co jest zadowolona, hmpf XD
    Tak opisujesz te żyrcie, że czuję jego zapach, widzę jak smakowicie wygląda i zaraz pojawi mi się przed oczyma jakaś pieprzona fatamorgana, a ja się na nią rzucę. I pewnie pieprzne zębami o ścianę, cudownie ._.
    No i moment Dyara-Arthur. Pięknie, romantycznie, ale i tak wiemy, że to tylko seks, prawda? XD Serio, przyjaciel z przywilejami to chyba najlepszy wybór, dla każdego z nas tutaj obecnych ;] Wiem, mam cudowny dar radzenia XD

    Dobra, nie wiem, jak długi jest ten komentarz, ale mam nadzieję, że znajdzie się w czołówce ;] Bo jak już pierdolnęłam, to musi być moc, nie? XD
    A wiesz, co ma być w tym komentarzu takiego motywującego?
    .
    .
    .
    .
    Ano, że ja go pisałam XD
    Żart, to tylko nic niewarty komentarz, ale masz na poprawę nastroju takie ło cóś XD
    https://lh5.googleusercontent.com/-94YmmM7LOdQ/UsH7-0FqhxI/AAAAAAAABAs/iHeiCsalt9o/w470-h576-no/skanowanie0003.jpg
    Tak, tak, w tym momencie mówię Ci, że oto na obrazku jest Sheeiren z Levim, cudownie, prawda? XD Wiem, że właśnie tego pragnęłaś.
    Kochanie, pozdrawiam Cię mocno całuję i przytulam (bleee XD) i kiedyś znajdę dla Ciebie fagasa, który będzie Cię przede wszystkim kochać ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *ociera łzy chusteczką*
      Boszee, tyle miłości, no tyle miłości <3
      Ty byś się dobrała z tą, no jak jej było, no... A! Nikiro! O! Wy byśta się dogadały.
      Ten obrazek na końcu gwałtownie polepszył mój nastrój.
      Proszę o taką wersję:
      - ItaShee
      - SasuSaku
      wtedy się dogadamy, Imai.
      Shee lubi żarcie, więc Shee opisuje żarcie. To moje największe pole do popisu. Jedzenie <3
      Ty wiesz, co ja o wszystkim innym SONDZE. Nie bydem się tu w internetach rozpisywać, ale ty wisz jak jest. Bywa życie.
      Ja tobie też znajdę <3

      Usuń
  16. Nie będzie noworocznej notki :-D??? Hayley

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, ale...
      Mam jakieś usprawiedliwienie.
      Piątego stycznia - w moje urodziny - rusza Karuzela, którą nie powinnam was zawieść ;)
      Kyodai powinno pojawić się jakoś w połowie stycznia najpóźniej ;)

      Usuń
    2. Dobre i to :-/ żartuje oczywiście! Blog w całości poświęcony Sasuke i Sakurze to jest to na co długo czekaliśmy w Twoim wykonaniu ;-) więc myślę, że to mam wynagrodzi kyodai w połowie stycznia ;-) hayley

      Usuń
  17. SPAM !!! :D
    Czytamy w tej kolejności:
    1. http://hana-vs-yuki.blogspot.com/
    2. http://believe-me-a-dreams-come-true.blogspot.com/
    3. http://konoha-in-real-life.blogspot.com/
    Może zaciekawi ;)
    A twoje opo jest zajebiaszcze, dziś odkryłam, a tak mi się spodobało, że już będę 21 rozdział będę czytać xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, serio?
      Przed chwilą skomentowałaś pierwszy rozdział, a już czytasz dwudziesty pierwszy? Ale wiesz, ja to szanuję.
      Albo jednak nie.
      Nie szanuję tego.
      Wypchaj się tym spamem (y)
      Jeśli nie ma dla niego odpowiedniej zakładki to oznacza, że w ogóle go nie toleruję.
      Mam przeliterować?
      Pozdrawiam Shee

      Usuń
  18. Hej. Weszłam na twój blog i od razu mi się spodobał. Wiesz dlaczego?? Ponieważ stworzyłaś nową postać co bardzo cenię . Po drugie jest on o Uchiha których kocham i są dla mnie inspiracją . Nie zdążyłam jeszcze niczego przeczytać ale sprubuje jutro. Pozdrawiam! Nari Miroki

    OdpowiedzUsuń