czwartek, 21 listopada 2013

II Rozdział V

* Podkłady w tej notce są bardzo ważne. 
Będziemy trochę densić :D"
Dyara
Półtora miesiąca później
- Życie, życie jest nowelą! Raz przyjazną a raz srogą! Czasem chcesz się pożalić, ale nie masz do kogo… - podśpiewywałam pod nosem, nie wywołując już takim zachowaniem żadnej sensacji.
Chyba przyjęłam do wiadomości to, że moja tak zwana „odporność psychiczna” została lekko nadszarpnięta i czasem miałam ochotę sobie na przykład pośpiewać. Bo przecież, czemu nie? Raźnie maszerując przed siebie niczym rasowy przedszkolak z dużym plecakiem wymyślałam coraz to nowsze piosenki. Może kiedyś będę w tym tak wspaniała jak Raito? Nagle sama do siebie zaczęłam się śmiać, na co jedynie Sakura spojrzała na mnie z powątpieniem. Zignorowałam to jednak całkowicie, a myśli o chłopaku zrzuciłam na dalszy plan. Są przecież zdecydowanie lepsze powody do rozmyślań, prawda?
- Sasuke, kiedy zrobimy postój? – spytała Sakura, korzystać z ciszy, która nastała gdy umilkłam.
- Już niedługo będziemy w Mifir. Nie opłaca nam się teraz robić przerwy – mruknął i uśmiechnął się do niej lekko, a ja miałam wielką chęć, aby mu ten uśmieszek z twarzy zetrzeć.
No. I po moim dobrym humorze.
Był.
I znikł.
Przez to półtora miesiąca moja kondycja uległa znacznej poprawie. Maszerowaliśmy prawie całe dnie, co z początku było udręką. Ale po pierwszym tygodniu nasze nogi przyzwyczaiły się do długotrwałego wysiłku i dalekie dystanse nie były już dla nas problemem. Ten czas minął mi… śmiesznie. Tak, śmiesznie. Przez pierwsze dni szłam jak na skazanie. Nie chciałam nigdzie wyruszać, nigdzie podróżować. Najchętniej zabarykadowałabym się w jakiejś małej zapomnianej chatce i umierała w samotności pod wielką, puchową kołdrą i z ogromnymi ilościami czekolady. A teraz?
Nawet nie bardzo wiem, jak ich określić. Z moimi „byłymi”? Z moimi „eks”? Zalatuje żałością, tak sądzę. Takie epitety bardzo kojarzą mi się z Ino, co wypływa jedynie na niekorzyść mojego sponiewieranego i pozostawionego na pewną śmierć ego.
- Uhh – westchnęłam, skończywszy pić ostatnią butelkę wody, którą miałam w plecaku. Nie gniotąc, wrzuciłam ją z powrotem do środka. W Mifir czy jakoś tak, Sakura z powrotem je napełni i nie umrę pragnienia. Cóż za cudownie pozytywna wiadomość. Możliwość śmierci z powodu braku płynów mogę wykluczyć z długiej listy. Ojej. To tylko kolejny kop do działania żeby żyć!
Zmarszczyłam brwi. Jednak nie umiałam sama siebie oszukać. Całe to półtora miesiąca spędziłam na wmawianiu sobie, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Nie udało mi się – cóż za nowość. Ludzie powiedzieliby: nie kłam! Przecież nie kłamię. Mówię prawdę. Szczęście jest ułudne i bardzo ulotne. Masz dom, masz gdzie spać! Yhym, tak. Mnóstwo kilometrów stąd, w miejscu z którego się mnie pozbyto. Chwilowo śpię w namiocie. Full serwis, nie ma co. Masz co jeść! No nie zawsze, chciałabym nadmienić. Często narzekam na brak czekolady. Masz co pić! Okej, tu się zgodzę. Ten rodzaj powolnej agonalnej śmierci z pragnienia już wyeliminowałam, więc nie oponuję. Jesteś zdrowa!  I w tym momencie właściciela tych słów powinnam obdarzyć soczystą fangą prosto w mordę. Nie jestem zdrowa i moja rodzina też nie wygląda jak okaz zdrowia!
- Są nadzieje i miłości, są zwycięstwa i radości. Są skandale i hałasy, na tapczanie wygibasy – inna piosenka wydostała się z moich ust, a moja niemożność mówienia doszła do wniosku, że uaktywni się właśnie teraz, akurat po skończeniu drugiego wersu. Jak miło.
Zaklęłam w duchu i wlepiłam wzrok w kamienną drogę, którą szliśmy i poprawiłam chustkę na szyi.  Wiatr wzmagał się już od kilku godzin, lecz teraz zwiększył swoje natężenie, próbując zabrać mi co chwilę ten nieszczęsny kawałek materiału. Zbierało się na deszcz, lecz wioska do której zmierzaliśmy, znajdowała się już w zasięgu naszego wzroku. Nie była otoczona żadnym murem, bądź jakimkolwiek zabezpieczeniem. Taka zwykła, rybacka wioska. Poprawiłam ciążący mi plecak i spojrzałam na ciemne chmury, które nieustannie kłębiły się nad naszymi głowami, nieświadomie nas pospieszając. Co jak co, ale rozrywki typu miss mokrego podkoszulka nie mam zamiaru sobie dziś fundować.
Szliśmy po ubitej ludzkimi stopami drodze, może trakcie handlowym? W liście  Itachi wyraźnie nam przekazał, że mamy dotrzeć do małej wioski Mifir i szukać tam tego, który „walczy ze wszystkim, tylko nie z samym sobą”. Ksywka dość długa, lecz intrygująca. Podobno jest to mężczyzna z jasnymi włosami i szarymi oczami. Powinien wyróżniać się z tłumu, lecz idealnie potrafi maskować swoją obecność. Może być interesującym kompanem przygód, szczególnie, że ma on z nami płynąć na Korynt. Muszę poznać nowych ludzi. To jedyna możliwość, abym zaczęła myśleć o czymś innym. To półtora miesiąca wprawiło mnie w wielkie zdeprymowanie dotyczące mojej przeszłości i doszłam do wniosku, że chcę, aby moja przyszłość wyglądała zdecydowanie lepiej niż to co już było. To chyba nie będzie trudne, nie?
Minęliśmy starą, drewnianą tabliczkę z napisem „Mifir”, która ledwo trzymała się drąga wbitego w ziemię. Nadal w ciszy szliśmy przed siebie. Było coś koło osiemnastej, rybacy wyciągali sieci z morza, więc właśnie dlatego w okiennicach przydrożnych domów widzieliśmy tylko kobiece, bądź dziecięce twarze. Mieścina była cicha. Przywodziła mi na myśl te spokojne, mało zaludnione wioseczki, w których ludzie spędzają całe swoje życie. Prowadzą je w ustalonym porządku, nie czują potrzeby opuszczania rodzinnego miasteczka. Takie miejsca miały swój klimat i czasem w momentach swoistej melancholii marzyłam o takim spokojnym domku, mężu i gromadce dzieci. Życiu kompletnie pozbawionym zwrotów, czy konfliktów większych niż to, kto ma dziś wydoić krowy. Tak. Definitywnie przemyślę opcję tej wersji przyszłości. Po co ma być ona ciekawa?
Na prawo od nas stał sklep. Pojedynczy ludzie przyglądali nam się z zaciekawieniem, a niektórzy z wrogością, co wcale mi nie podpasowało. Itachi, Kisame, Deidara i Hidan coś tu zrobili? Jeśli tak, to jesteśmy zgubieni…
- Przepraszam pana – zagadnęła Sakura starszawego już pijaka, który zapatrzył się na nią jak ciele w malowane wrota – gdzie możemy znaleźć karczmę? – mężczyzna nadal nie był zdolny wymówić słowa, a butelka wina prawie jeszcze pełna upadła na ziemię i potoczyła się w naszą stronę.
- Panienko prosto i na lewo – krzyknęła starsza kobieta z głębi sklepu, przekrzykując wiatr i trzymając w ręce brudną szmatę, którą jeszcze przed chwilą czyściła podłogę.
- Dziękujemy! – odkrzyknęła Sakura z lekkim uśmiechem.
- Proszę się nim nie przejmować! – odparła równie serdecznie sprzedawczyni – on stary i głupi. Dawno tak pięknej dziewczyny nie widział i wariuje na starość! – zaakcentowała groźniej ostatnie słowa i skierowała swój palec na pijaczka – Uchiro! A ty wracaj na kasę! Przydaj się na coś! – starzec spuścił wzrok z Sakury, westchnął i podniósł się.
- Idę, kochanie – beknął i ze spuszczoną głową, powędrował noga za nogą w stronę najprawdopodobniej żony.
- Mam nadzieję, że traficie do celu! – pomachała nam przyjaźnie i zniknęła w czeluściach sklepu.
- Uh, to idziemy – odparła Sakura i skierowała się zgodnie z poradą kobiety. Rozejrzałam się dookoła i dopiero teraz zaczęłam dostrzegać małe gesty, które czynili wobec siebie mieszkańcy Mifir. A to mężczyzna z siatką pełną ryb zdjął kapelusz, aby przywitać mijającą go kobietę, a to dwie sąsiadki właśnie rozprawiały o wczorajszym przypływie. To, to było piękne. Wszyscy się tu znali i najwyraźniej szanowali. Mieszkańcy chodzili uśmiechnięci, pomimo burzy, która niewątpliwie nadciągała. Nie byli dotknięci w żadnym wypadku przez wojnę, którą przeszła Konoha. Ninja oddali życie, aby byli oni szczęśliwi. A oni nawet nie zdawali sobie z tego sprawy.
- To chyba tu – z zamyślenia wyrwał mnie głos Sasuke, który kierował się wyraźnie w stronę wyróżniającego się spośród małych chatek dwupiętrowego budynku. Dach naturalnie pokryty był strzechą, a okna obramowane ciemnymi okiennicami. Przed drzwiami postawiona była tablica na której napisane było, że daniem dnia był wędzony łosoś. Fuj. Wspominałam, że nienawidzę ryb? Ogólnie wioska była cicha i czasem jedynie jakieś bawiące się dziecko, przerywało panujący tu spokój. Gdy tylko jednak mój brat pchnął drewniane wrota, uderzył nas zapach starego oleju, potu, wszechobecnego brudu i te różnorakie dźwięki. W środku grał wiejski zespół, który przygrywał jakieś skoczne piosenki. Po środku sporego pomieszczenia tańczyli ludzie. Dobrali się w pary i bawili się w najlepsze. Tak po prostu bawili się, co ponownie dziś ujęło mnie za serce. Sasuke kiwnął ręką na naszą obstawę i Raito, żeby weszli po nas, a my przeszliśmy przez próg.
Jasno oświetlona sala była praktycznie zapełniona przez biesiadników. Między klientami kręciły się kelnerki w obcisłych ciuszkach i nasuwała mi się myśl, że nie była to ich jedyna praca. Tak czy siak podchwycając atmosferę ogólnej radości, klapnęłam sobie na ostatnią wolną sofę i położyłam nogi na stole. A co! Jak się bawić to się bawić.
- Dyara, ogarnij się! – fuknął Sasuke, czujnie rozglądając się za poszukiwanym mężczyzną.
- Nie mam zamiaru – odparłam śpiewnie, zaplatając dłonie na karku. Ooo i tak mogłabym żyć.
- Hmpf – sapnął i usiadł obok. Po chwili dołączyła do nas Sakura. Wokół nas było tłoczno. Dla tańczących wydzielono sferę, ograniczaną kołem stworzonym przez resztę bawiących się. Kelnerki miały coraz większe problemy z manewrowaniem w tym chaosie, a ja siedziałam w tym wszystkim z uśmiechem na twarzy. Krągła blondynka śmignęła obok nas z wielkim kurczakiem na tacy, a ja właśnie w tym momencie przypomniałam sobie, jak bardzo byłam głodna.
- Zjedzmy coś. Możemy czekać na niego najedzeni – rzuciła raźno Sakura, wołając kobietę ręką. Ta jednak zignorowała dziewczynę, a ja uśmiechnęłam się wrednie pod nosem.
- Witam państwa. W czym mogę służyć? – po tych słowach cała nasza trójka zaniemówiła.
- Co ty tu kurwa robisz? – syknął Sasuke, podnosząc się. Oparł ręce na stoliku i pochylił się w stronę mężczyzny.
- Sa-sa-sasuke-sama! – brunet natychmiast się wyprostował, przez co karta dań upadła na podłogę – ja-ja melduję, że jestem kelnerem!
- W co ty ze mną pogrywasz? – warknął, uruchamiając sharingana.
- Jak ja naprawdę tylko pracuję! – krzyknął, podnosząc upuszczony przed chwilą przedmiot. Jeden z tańczących wpadł na niego, popychając do przodu tak, że od twarzy Sasuke dzieliły go milimetry.
- Ty przebrzydły frajerze – syknął, siadając.
- Kiedy ja uczciwie na życie zarabiam! – żachnął się, ale od razu opanował, widząc wzrok mojego brata.
- Bo ty znasz znaczenie słowa uczciwość, kmiocie! Za pięć minut mam mieć na stole tyle żarcia, że nie uniesiesz na dwa razy i raport dotyczący twoich ostatnich kilku „wolnych” miesięcy. Zrozumiałeś?
- Tak jest!
- Co się dzieje na tym świecie… Żeby Mashi skończył jako kelner – sarknął Sasuke, opierając się.
- Żadna praca nie hańbi… - próbowała tłumaczyć chłopaka Sakura, ale mój brat średnio był co do tego przekonany. Kątem oka zauważyłam jak otwierają się drzwi do karczmy, a w progu pojawia się reszta naszej małej grupy i wyłapałam wzrok Raito. Szybko skierowałam swoją uwagę gdzieindziej, bo nagle, jakby spod ziemi wyrósł przede mną wysoki, przystojny mężczyzna o szarych włosach i oczach.
- Mogę prosić do tańca? – nadal miałam nogi na stole i momentalnie zrobiło mi się głupio. On zgiął się w ukłonie, wyciągając dłoń w moją stronę, a ja kiwnęłam na Sasuke głową, na znak, że wiem co robię.
- Yyy tak – odparłam ujmując jego dłoń. Pociągnął mnie do góry i po chwili porwał w rozbawiony tłum.
Muzyka zwolniła gdy ustawiliśmy się w rzędzie razem z innymi parami. Gwar ucichł, a powietrze przeszywał jedynie dźwięk skrzypiec, które wygrywały smutną melodię. Moje ubranie całkowicie różniło się od strojów innych biesiadników, jak i ubioru mojego nieznanego partnera, ale nikomu to chyba nie przeszkadzało. Uniosłam głowę, aby spojrzeć mu w oczy i zobaczyłam tam jedynie roześmiane szare tęczówki, wpatrujące się we mnie z zainteresowaniem. Stanęliśmy naprzeciwko siebie, nadal nic nie mówiąc. Z racji, że tańczyć nie potrafiłam kompletnie, uruchomiłam sharingana, aby kopiować jego ruchy.
Jak na umówiony sygnał wszyscy podnieśli dłonie na wysokość swoich twarzy, wyciągając je w kierunku partnera. Nasze ręce w powietrzu dzielił jakiś centymetr, gdy ruszyliśmy po kole w prawo. Widziałam na jego twarzy cień zdumienia, kiedy okazało się, że nie zbłaźniłam się przy pierwszym kroku, jak i drugim i trzecim. Koło w prawo, koło w lewo i tak dwa razy. Rozluźniłam się nieco, a przez moją głowę znów zaczęły przeskakiwać myśli, że czas się zabawić.
Odsunęliśmy się od siebie, a ja skopiowałam technikę kobiety obok. Mężczyźni zgięli się w pół, a panie dygnęły lekko, jedną nogę delikatnie wyciągając do tyłu. Oboje w rytm piosenki zrobiliśmy krok do przodu, a mi coraz bardziej zaczynał podobać się ten taniec. Znów niczym pokazowa grupa taneczna, wszyscy panowie w tym samym momencie chwycili swoje partnerki w biodrach, a one położyły jedną dłoń na ich barkach, drugą splatając z ich własnymi. Po plecach przeszły mnie ciarki, gdy dłoń obcego mężczyzny pojawiła się na mojej talii. Spokojnie, Dyara, spokojnie…
Utwór nabrał nieco drapieżności, przez wystukiwany na bębnach rytm, a my nie zamieniając słowa patrzyliśmy na siebie. Nadal kopiowałam ruchy kobiety tańczącej obok, przez co bez problemu przetańczyłam pierwszą sentencję kroków. Nietrudno było zauważyć, że powtarzała się ona w kółko, więc rozluźniłam się, co on od razu wyczuł.
- Jest pani urodzoną tancerką – rzucił nieznajomy, aby po chwili wbrew „choreografii” przerzucić mnie przed swoją nogę tak, że głową prawie dotykałam ziemi. Serce podeszło mi do gardła, gdy wróciłam do poprzedniej pozycji. On na szczęście znów zaczął tańczyć zgodnie z krokami, a ja ponownie spokojnie mogłam podkraść umiejętności którejś z tańczących kobiet.
- A pan urodzonym kłamcą – odparłam, zadzierając głowę do góry, aby spojrzeć w jego oczy. On na to uniósł rękę do góry i obkręcił mną dwa razy, prawie zderzając się z parą tańczącą obok. Znów na chwilę musiałam wyłączyć technikę i zdać się na siebie.
- Jestem zaszczycony móc z panią tańczyć – rzucił, aby ponownie wbrew porządkowi, skierować nas w róg sali. Tym razem używałam już swoich marnych tanecznych talentów, przez co o mało go nie podeptałam.
- Chciałabym powiedzieć to samo, ale jakoś nie potrafię się na to zdobyć – znów obkręcił mnie kilka razy co chwilę zmieniając stronę, a ja myślałam, że zwymiotuję. Jakimś cudem udało mi się jednak tego nie zrobić.
- Spokojnie, nie ma powodów do kłótni – odparł i przyciągnął mnie do siebie, aby ponownie przerzucić mnie tak, aby mało brakowało do mojego bliskiego spotkania z podłogą.
- Zaraz mogę jakiś znaleźć – mruknęłam mu do ucha, gdy podrzucił mnie lekko do góry.
- Jest pani inna od reszty kobiet jakie znam – odmruknął, zmieniając temat i robiąc niespodziewany wypad w prawo. Gdybym instynktownie nie przesunęło się w lewo, nasze ręce zahaczyłyby o filar.
- A pan taki sam jak wszyscy inni. Nudzi mnie pan jedynie w inny sposób – podobała mi się gra, którą ze mną toczył i musiałam przyznać, że i on sam miał w sobie coś nowego. Przyjęłam jego wyzwanie w momencie, gdy zdobyłam się na taniec.
- Widzę, że wyłączyła pani kakkei genkai i tańczy pani samodzielnie. No no, całkiem nieźle jak na pierwszy raz – znów obrót, wypad, obrót, powrót do pozycji. Podczas wykonywania tych wszystkich figur, które naprawdę wychodziły mi dość naturalnie nie mogłam rozgryźć tego, skąd wiedział o właściwościach sharingan’a.
- Nie wierz nigdy kobiecie – odparłam słodko, tak naprawdę będąc cholernie ciekawą, skąd posiadał o mnie tyle informacji. Itachi mu powiedział?
- Ach, coś o tym wiem – mrugnął jednym okiem i ponownie się uśmiechnął, a jego oczach błysnęło coś na kształt szaleństwa – nazywam się Arthur.
- Ładne imię – obrócił nas po raz kolejny.
- Powinnaś mi teraz podać swoje imię, nie sądzisz?
- Nie bardzo.
- Heh – zaśmiał się pod nosem – intrygujesz mnie, Dyaro Uchiha.
- Ty mnie wręcz przeciwnie – fuknęłam, zirytowana, że widział o mnie więcej niż ja o nim.
- Jesteś czymś zawiedziona – mruknął – kimś - poprawił się, lekko zjeżdżając swoją dłonią na  mojej talii.
- Taki, który mnie nie zawiódł jeszcze się nie urodził, Arthurze – przełożyłam jego rękę na poprzednie miejsce, a on ponownie uśmiechnął się.
- Czas to zmienić.
- Nie sądzę – mruknęłam zdezorientowana, gdy zaczął on wykonywać jakieś skomplikowane ruchy, poruszając mną jak szmacianą lalką. Całkowicie się rozluźniłam, dając mu się prowadzić.
- Nie spinaj się tak – szepnął mi do ucha, gdy plecami przylegałam do jego torsu.
- Staram się – warknęłam przez zaciśnięte zęby, gdyż miałam wrażenie, że byłam rozluźniona do granic.
- To staraj się mniej. Wszyscy na nas patrzą – rzucił i ponownie wprowadził nas na środek sali, kręcąc mną, podrzucając i robiąc wiele dziwnych figur, których moja wyobraźnia sama nie byłaby w stanie wytworzyć. Dyskretnie rozejrzałam się dookoła i faktycznie inni przestali tańczyć, skupiając się na nas. Na dosłownie chwilę przed oczami mignął mi Raito i Kiba, a ja miałam ochotę głośno się roześmiać. Jestem żałosna.
- Jesteś tym sternikiem, którego szukamy, prawda? – tak naprawdę to byłam tego już prawie pewna, ale wolałam się upewnić.
- Nie ograniczaj mojego życia jedynie do zawodu sternika, pani – odparł jakby oburzony.
- Zadałam ci pytanie – szarpnęłam nim lekko, chcąc pokazać, że ja też mam tu coś do powiedzenia.
- Tak chcesz się bawić? – szepnął, a w jego szarych oczach zamajaczyły złowróżbne ogniki. Wzrok miałam nieugięty, ale taka mała, maluśka Dyara w mojej głowie właśnie sikała po nogach, bo wiedziała, że jeśli on podkręci tempo jedynie troszeczkę, to poplączą mi się nogi i zaliczę na oczach tych wszystkich ludzi gafę stulecia.
- Może potem – odparłam pewnie, chcąc aby zrobił wszystko tylko nie wprowadzenie jakiś nowych figur!
- Zapamiętam – mruknął i zaczął mną obracać, a ja miałam w tej chwili ochotę na posiadanie pięknej czerwonej sukni, która mogłaby kręcić się razem ze mną.
- Więc tak czy nie? – spytałam, gdy jego dłonie ponownie wróciły na moją talię.
- Tak.
Zatrzymaliśmy się, a on odsunął się ode mnie. Muzyka nadal grała, a on ukłonił się i ucałował moją dłoń.
- To był mój najlepszy taniec, pani – ludzie zaczęli nam klaskać, a ja zdenerwowana i pełna nowych wrażeń, również ukłoniłam się tak samo jak na początku tańca – przepraszam na chwilę – powiedział i prawie natychmiast zniknął wśród tłumu. Zafrasowana i w sumie ogłupiała, ruszyłam powoli w kierunku naszego stolika. Czułam na sobie wzrok większości osób. Nie patrzyłam jednak nikomu w twarz, bo znając życie byłam czerwona jak burak. Za dużo emocji naraz.
***
Sasuke
Ta nowela o której wcześniej śpiewała Dyara, naprawdę zaczyna mieć sens. Ja wiem, że ona cierpi, ale ten trójkącik wygląda tak zabawnie, że aż grzech ich nie wyśmiać. Cała trójka chodzi struta jakby mieli co najmniej tygodniowe rozwolnienie, aż do dzisiaj – patrz przypadek płci żeńskiej Dyara. Spojrzałem na Mashi’ego w obcisłym kubraczku kelnerskim, który przestraszony siedział za Sakurą i spoglądał wszędzie tylko nie na mnie. Dyara została porwana na parkiet przez jakiegoś typa spod ciemnej gwiazdy, który od razu mi się nie spodobał. Kiwnęła jednak na mnie głową, więc dałem jej wolną rękę. Gdy ujęła jego dłoń, on pociągnął ją w stronę tańczących i tyle ich widziałem. Na stole stało wiele półmisków z jedzeniem różnego rodzaju w środku, a ja swój zdążyłem już opróżnić. Reszta jadła łapczywie, lecz oderwała się misek, gdy na parkiecie coś się zmieniło. Sakura stanęła na kanapie, a inni ze mną włącznie postąpili za jej przykładem. Było blisko tego, żebym zagwizdał.
Dyara przyklejona w sumie do nieznajomego faceta wywijała z nim na parkiecie, jakby ćwiczyła ten układ przez lata. Dobrze wiedziałem, że nigdy nie potrafiła tańczyć, więc zdziwiłem się jeszcze bardziej. On zaczął nią podrzucać, przerzucać, kręcić, a ona całkowicie dała mu się prowadzić, zamieniając co chwilę kilka słów. Wracając do naszej noweli, spojrzałem na Kibę i Raito, których szczęki można było zbierać z podłogi. Aha! Widzicie gnoje, co znaczy Uchiha?
Uśmiechnąłem się pod nosem i z powrotem usiadłem. Reszta jednak stała i podziwiała najprawdopodobniej pierwszy taniec mojej siostry z zachwytem wymalowanym na twarzach. Ten facet to chyba ten, którego szukamy z tego, co napisał Itachi.
Oho, skończyli tańczyć. Sakura jako pierwsza usiadła i nachyliła się w moją stronę:
- Ty też umiesz tak tańczyć?
- Ja umiem wszystko – odparłem zdegustowany jej pytaniem. To chyba przecież oczywiste!
- Doprawdy? – uśmiechnęła się i napiła herbaty.
- Oczywiście, że tak.
- Więc pamiętaj, że wisisz mi co najmniej jeden taniec – oblizała usta, a ja miałem wielką ochotę zabrać ją do jakieś sypialni, lecz w tym momencie przy stoliku pojawiła się Dyara, która usiadła obok Sakury.
- Nie chwaliłaś się, że potrafisz tańczyć – rzuciłem, odstawiając na stół kufel piwa.
- Sama tego do dzisiaj nie wiedziałam – odparła i niczym rasowy chłop wychlała resztę zawartości kufla jednym duszkiem i wyciągnęła go ku Mashi’emu - jeszcze raz to samo – warknęła i nadal na nikogo nie patrząc zaczęła jeść wszystko co miała pod ręką, a przestraszony jej miną Harashi pomknął natychmiast w stronę kuchni.  Na moich kolanach leżał jego raport, ale nie miałem najmniejszej ochoty go czytać.
- Gdzie jest ta siwa wywłoka? – spytałem, chcąc wreszcie załatwić sprawę transportu. Grajkowie zapuścili jakąś szybszą, żywszą melodyjkę, na co noga Dyary automatycznie zaczęła wybijać rytm.
- Tylko nie wywłoka, proszę – odparł nieznajomy, który niespodziewanie pojawił się obok stolika. Co za typ.
- Zastanowię się – mruknąłem, spoglądając na Dyarę, która wyglądała, jakby połknęła patyk. Kiba siedział zniesmaczony, a Raito ciskał gromami z oczu na widok nowego. Sakura wydawała się być nim zainteresowana, przez co nie lubiłem go jeszcze bardziej.
- Przyszliście nawet w porę – odparł, wygodnie się rozsiadając.
- Trudno żeby było inaczej.
- To słuchajcie! – klasnął w dłonie – zrobimy tak. O, Mashi! – krzyknął na chłopaka, który mało co się nie wywrócił z wielkim kuflem piwa w ręce.
- Tak, lordzie?
- Zaprowadzisz naszych gości do pokoi żeby zostawili plecaki, a potem zapoznasz ich z Victorią. Jasne? – Dyara wychyliła kolejne kilka łyków z kufla i otarła usta rękawem.
- Tak jest, sir! – Mashi wyprężył się na baczność, jakby zależało od tego jego życie. Boże jak ta muzyka mnie wkurwia.
- Więc proszę najeść się do syta – zwrócił się już do nas – oraz rozgościć, a potem poznać moją Victorię. A panią ponownie proszę do tańca – ten pajac znów wstał i wyciągnął dłoń w stronę mojej siostry, która z lekko przyćmionymi oczami przyjęła jego ofertę – sayonara! – krzyknął do nas i ponownie porwał Dyarę, a ja miałem wrażenie, że zaraz wybuchnę. Ta wkurwiająca muzyka, nasz sternik, którego imienia nawet nie znam, Mashi pedał … potrójny już agent? Co za ***!
- Chodź – wziąłem Sakurę za rękę, która naprędce zdążyła złapać udko z kurczaka. Przepchałem się przez tłum, otworzyłem drzwi i jak najszybciej znalazłem się na dworze, gdzie spotkaliśmy się z ulewą! – no kurwa nie wierzę! – warknąłem już przemoczony do suchej nitki.
- Sasuke-sama? Może parasol? – obok nas pojawił się Mashi z parasolką nad głową i jeszcze jedną w ręce.
- W dupę se wsadź ten pieprzony parasol! – usiadłem na stołku, dołączonym do ławy, która stała nazewnątrz.
- Sasuke? – powiedziała Sakura, delikatnie dotykając mojego ramienia.
- Co? – warknąłem.
- Mam pewien pomysł – również cała mokra usiadła na moich kolanach. Mało co widziałem przez deszcz, ale te zielone oczy potrafiłbym dojrzeć wszędzie.
- Hm? – dziewczyna zapatrzyła się w niebo i uśmiechnęła się. Zwróciła swoją twarz ku mnie i wyszeptała mi prosto w usta.
- Pierdol to, chodźmy się kochać – po czym tym razem ona pociągnęła mnie za rękę w stronę wybrzeża. Biegliśmy w akompaniamencie deszczu i nawoływań Mashi’ego:
- Ale Sasuke-sama!
***
Dyara
Ja już wszystko odkryłam, mówię wam! Bo, bo to wesele jest, hep!
- Na lewo, na prawo, w górę i dół! – śpiewałam razem z miejscowymi i Arthurem, robiąc wokół pary młodej wielkie kółko. Skakałam, tańczyłam, darłam się i piłam, hep! Ale życie tu jest piękne!
Szybka muzyka ustąpiła wolnej spokojnej piosence. W sumie to chciałam się jeszcze pobawić, iść spać i napić się jednocześnie. To deprymujące.
- Ostatni taniec? – Arthur nachylił się nad moim uchem i bez krępacji położył dłonie na moich biodrach.
- Z tobą zawsze – rzuciłam sarkastycznie i zaśmiałam się, a on razem ze mną. Chłopak przyciągnął mnie do siebie, a ja wtuliłam twarz w jego tors, oplatając go ramionami i wdychając mieszankę męskiego potu  oraz perfum. Bardzo ładnych perfum.
Gdy tak kołysaliśmy się powoli w rytm muzyki było mi dobrze. Nie wiem, czy to przez procenty, które krążyły mi w żyłach, czy obecność drugiej osoby tak blisko. To ułudne wrażenie szczęścia bardzo mi się podobało. Zignorowałam nawet ból gardła, który drapał mnie niemiłosiernie. To klątwa postanowiła o sobie przypomnieć, ale ja nie chciałam psuć tej chwili, mimo wszystko. Od momentu gdy Arthur poprosił mnie do tańca, w moim życiu – patrząc na minione półtora miesiąca – coś zaczęło się dziać.
Bawiłam się swobodnie, nie musząc dbać o swoją reputację. Przez ten czas byłam sobą. Nikt mnie tu nie oceniał, nie patrzył krytycznie. Wszyscy bawili się na równi ze mną, a nawet gdy pomyliłam kroki w jakimś regionalnym tańcu, to pokrzepiali mnie uśmiechem i zapraszali do dalszej zabawy. Brakowało mi takiego wyluzowania się.
Arthur był osobą specyficzną. Kompletnie odbiegał od moich wyobrażeń na temat szalonego sternika, który porwie się na podróż do Koryntu. Nie musieliśmy podpisywać żadnych dokumentów. Nie pokazał nam statku, a resztę mojej grupy powierzył Mashi’emu. Ja po prostu wiedziałam, że to on. Wiedziałam to instynktownie, na co teraz przylgnęłam do niego bardziej, a on nie był mi dłużny. Jutro będę tego żałować, na bank. Przytulać się do faceta, którego dopiero co poznałam? No hańba! Ale, ale pasowało mi to. On niczym się nie przejmował. Żył chwilą i czerpał z życia tyle ile mógł, czyli robił to, do czego ja nigdy nie byłam zdolna. Po nim to widać. Westchnęłam.
- Ta dwójka chłopaków, która z wami przyszła. Coś z nimi nie w porządku? – mruknął bardzo blisko mojego ucha. Przez moje plecy przeszedł dreszcz, a dopiero po chwili zarejestrowałam, że mówił o Kibie i Raito.
- Życie życie jest nowelą, raz przyjazną a raz srogą… - zaśpiewałam cicho, gdyż głos mi wrócił.
- Czyli jednak – przeniósł moje ręce na swoją szyję, tym samym karząc patrzeć mi do góry.
- Jednak, hep? – wszystko wokół mnie wirowało, a jego włosy w tym świetle wydawały się być koloru blond. Ojeej.
- Lubię cię – mruknął uśmiechając się chłopięco. Łoo losie. Tańczę wolnego z mega przystojnym facetem, hep. Ja nie wiem co ja tu robię…
- Powinnam powiedzieć, że ja też? – złapałam się go mocniej, bo świat znów zaczął się kręcić.
- Hmmm – udał zamyślonego – chyba tak.
- Więc okej. Też cię lubię, hep – ale mi tego brakowało. Chyba zacznę praktykować przytulanie się. To lepsze od czekolady – będę coś jutro pamiętać?
- Może tak, może nie – mruknął i pokazał mi język.
- Menda – skwitowałam go opuszczając głowę.
- Ale za to jaka przystojna!
- Narcyz.
- Ale za to jak świetnie tańczy!
- No dobra, tu się zgodzę – znowu się w niego wtuliłam, zapominając o wszystkim co nie jest nami i muzyką – ej – podniosłam głowę, patrząc w jego szare oczy – będziesz moją etatową przytulanką? Hep?
- Myślę, że da się to zrobić – uśmiechnął się cwaniacko.
- O. Fajnie  - mruknęłam, a on odsunął się ode mnie.
- Chodź – wziął mnie delikatnie za ramię i poprowadził bocznym korytarzem. Te światełka były piękne, hep! Minęliśmy sporo drzwi i nawet weszliśmy na schody! Dałam radę, dałam! Stanęliśmy, a przed nami pojawiły się kolejne stopnie.
- Jeszcze więcej? – mruknęłam, gdyż zamykały mi się oczy.
- Kobiety… - odparł i wziął mnie na ręce, a mi znów zrobiło się ciepło i wygodnie. Wniósł mnie na górę i łokciem otworzył drzwi. Znaleźliśmy się w kolejnym korytarzu. Ojeeej. Znowu ładne światełka.
- Ej, gdzie ty mnie niesiesz? – ocknęłam się na chwilę, bo powróciły do mnie resztki zdrowego rozsądku.
- Do sypialni.
- Nie pójdę z tobą do łóżka! – krzyknęłam nagle spanikowana. A już było tak pięknie…
- A czy…
- Co tu się dzieje?! – nagle z drzwi do któregoś pokoju wypadli Kiba z Raito.
- Nic się nie dzieje – odparłam, nie chcąc ich widzieć. Mam ich dwóch po dziurki w nosie. Jednak ich miny… Chyba kiedyś jeszcze raz poproszę Arthura, żeby nosił mnie rękach - spokojnie chłopcy – wysunęłam dłoń do przodu – Dyary starczy dla wszystkich, hep.
- Stary, ona jest chyba pijana – powiedział Kiba do Raito, patrząc się na mnie dziwnie.
- No przecież nie trzeźwa –odparł Arthur, otwierając łokciem kolejne drzwi.
- Tylko coś jej zrób, skurwielu – warknął Raito, a ja właśnie chciałam coś im na mój temat powiedzieć, ale znów straciłam głos, hep.
- Jakoś mi do tego nieprędko – mruknął i wniósł mnie do małego pokoju i nogą zamknął drzwi. Postawił mnie, a ja stałam tylko i wyłącznie dlatego, że trzymałam się jego ramienia – to co mała, rozbieraj się.
- Że co?!
- Żartowałem – parsknął, patrząc na mnie – gdzie mogę znaleźć twojego brata? Muszę omówić z nim kilka spraw.
- Ja, ja nie wiem – mruknęłam i podeszłam do okna, wysilając się jak jeszcze nigdy.
- Dobra burza, co nie? – spytał, podchodząc do okna balkonowego – o mój Boże! Victoria! – krzyknął i wybiegł z pokoju.
- Każdy facet jest taki sam – śpiewałam sobie pod nosem, malując palcem po zaparowanym oknie. Było mi gorąco i czułam, że pomimo wszystko muszę wyjść na świeże powietrze. Otworzyłam więc drzwi na balkon i wyszłam na kafelki. Moje włosy porwał wiatr, a ja odruchowo zamknęłam oczy. Na dworze padał deszcz, lecz balkon miał taki swój baldachim. O, jakie fajne słowo. Baldachim.
Podeszłam do barierki i oparłam się o nią. Ale ładne drzewko. A tam jakie piękne morze i takie duuuże…
- Dyara? – na balkonie ni stąd ni zowąd pojawił się Raito, bacznie mi się przyglądając.
- A jak ty się tu dostałeś? O ty mały, tajniaku ty. Cichociemny agent trochę z ciebie, hep.
- Nasze pokoje mają łączony balkon – odparł, a moje wyobrażenia na temat Raito ubranego w taką wielką czarną pelerynę legły w gruzach.
- Aa, tak też może być – znów zapatrzyłam się w morze totalnie go ignorując.
- Słuchaj Dyara – zbliżył się, a ja patrzyłam na niego kpiarsko. Ojojoj, rycerzyk Raito zdecydował się udzielić mi audiencji - czy mam u ciebie jeszcze jakieś szanse?
- Wybacz, nie upijam się tak jak kiedyś, hep – zaśmiałam się cicho pod nosem.
- Ty nigdy nie piłaś – zmarszczył brwi.
- I o to właśnie chodzi – poklepałam go po ramieniu i odwróciłam się przodem do drzwi. Ostatnim co mignęło mi przed oczami był wielki, czarny statek na szalejącym morzu i oooo butelka sake, stojąca na stoliku nocnym. Oj będzie bal, oj będzie bal.

*** 
Ohayo! :D
Przed chwilą dodałyśmy z Akemii notkę na After Shinobi World, a ja pięć minut później publikuję Kyodai. Ale jestem szalona xd
Nie uwierzycie, ale podoba mi się ta notka. Serio!
A Arthur? *w* Podbił moje serce już wtedy, gdy jeszcze do końca nie istniał <3 mam nadzieję, że wy też go polubicie. 
Spięłam się i dzisiaj napisałam prawie cały rozdział. Hymhymhym.
Cieszę się, że jesteście!

17.12.2013r
Uhuhu! Jednak nie poszłam spać,  a sprawdziłam wszystko i napisałam nawet kawałek nowej notki. Tyle wyrać *q*

31 komentarzy:

  1. Na bogato! Uśmiałam się strasznie. Baldachim?! Kocimiętka?! Co do tego Arthura... imię w ogóle nie kojarzy mi się z opowieścią ale akceptuję to. Raczej mała Uchiha podbiła moje serce. I Sasu! Uwielbiam, no po prostu uwielbiam! Właśnie skończyłam oglądać kolejny odcinek "Naruto", powyłam się i w takim nastroju weszłam na Twojego bloga, a tu co? Łzy zapomniane, pijana Dyara zabrała je i odrzuciła daleko od Radh. Boże, nadal jestem pod wrażeniem Twojego stylu, będę to chyba powtarzać do znudzenia! I trudno! Rób częściej opcje z pijaną Uchiha, to takie zabawne, ma wtedy jeszcze bardziej ciętą ripostę niż zazwyczaj. Dalej mnie Sasuke trzyma... mrrr.... już sobie wyobrażam, co on tam z tą przebrzydłą Haruno wyczynia. Ja bym go całowała lepiej, to na pewno! No, czekam, co będzie dalej. Podejrzewam, że Arthur odegra dużą rolę i trochę namiesza w życiu Dyary... i kim, do cholery, jest Victoria?! Nieprzyjemnie kojarzy mi się ze "Zmierzchem", bardzo nieprzyjemnie. Nie zrobisz z niej wampira, prawda? Powiedz, że nie! Umrę jeśli tak będzie, to nie jest śmieszne, oglądałaś którąkolwiek część Paranormal Activity? No, to właśnie coś takiego Ci zrobię. Tak, owszem, to jest groźba, możesz się obrazić, trudno.
    Ostatnie stanie mnie rozwaliło, centralnie, od środka. Powtórzę: U-WIEL-BIAM "UCHIHA KYODAI" I AUTORKĘ SHEEIREN IMAI I WYKRZYCZĘ TO W TWARZ KAŻDEMU!!!
    Oczywista rzecz, życzę Ci powodzenia, daj z siebie wszystko na tych mistrzostwach tylko... w czym? Nie bij, nie jestem poinformowana, przepraszam. Podsumowując: rozdział jest świetny, z przyjemnością czytałam i nawet puściłam sobie podkłady muzyczne (przy których też japę cieszyłam), czego zazwyczaj nie robię (ta Polka była wspaniała <3). No! Do usłyszenia, maleństwo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Arthur *w* jeśli nie kojarzy ci się z Japonią, to się nie przejmuj. Jesteś na właściwym tropie.
      Interesuje cię Victoria? Hymhymhym. Spokojnie, na pewno nie jest to wampir. Nienawidzę ich ( z wyjątkiem Damona z TVD <3 ) obrażę się, ale tylko dlatego, że posądziłaś mnie o wplecenie tutaj wampira xd
      Kurdeeee. Nie przywykłam do tylu komplementów. Po przeczytaniu takiego komentarza aż mam ochotę pisać od razu kolejną notkę, a radość jest porównywalna do wielkiej milki tofi *w*
      Dziękuję, dziękuję, dziękuję <3
      Informuję - Oyama Karate. W niedzielę mam walki więc w sumie będę się bić, a że prawdopodobieństwo jest maluśkie to najprawdopodobniej nie ciebie xD
      Dziękuję jeszcze raz za wszystkie miłe słowa. To naprawdę dużo dla mnie znaczy.
      Pozdrawiam <3

      Usuń
  2. Wygraj! Wierzę w Ciebie! Daj z siebie wszystko! Jesteś młoda! Uhuhu, dobra, moja wina, gomenasai, faktycznie, bezczelnie posądziłam Cię o te wampiry... Milka Toffi... naprawdę się polubimy, naprawdę, naprawdę <3 Awww... Ależ gdzie tam, zasłużone komplementy, nie bądź taka skromna ^^.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwaga, komentarz będzie długi:
    1) Moja mama oglądała przedwczoraj Klan i wczoraj cały dzień leczyłam się z tej piosenki. To nie! Ty mi musiałaś ją przypomnieć.
    2)Zaskoczył mnie ten rozdział. Takie wieśniackie klimaty. Nietypowe, ale śmieszne.
    3) Taniec Dyary i Arthura był niesamowity! Tak to opisać! GENIUSZ! W ogóle uwielbiam tańczyć, szczególnie tango (chociaż nie robię tego profesjonalnie), a to miało właśnie taki nastrój. Taki niebezpieczny i napięty.
    4) Arthur? Tak, lubię go i to bardzo. Spodobał mi się. Mam nadzieję, że będzie go więcej. Ale! Żeby nie było nadal jestem wierna mojemu ideałowi.
    5)No a mój ideał to mnie rozwalił. "Zabrałbym ją teraz do jakiejś sypialni" albo " Boże jak mnie ta muzyka wk*****" To takie prawdziwe. Ja, a w zasadzie bohaterka mojego bloga, to by już chyba rozpizdrzyła cały lokal, albo głowa by jej/mi pękła.
    6)Teraz tochę o moim blogu. Ostatnio go ładnie ogarnęłam. A miałam wcześniej stan depresyjny, bo jedyne osoby jakie go odwiedziły to jacyś amerykanie i 5 Niemców! Co to ma być?! Dlatego serdecznie cię zapraszam (czytaj: błagam na kolanach), abyś przeczytała chociaż pierwsze kilka rozdziałów. Nie są długie. A jak ci się zachce, to nie pogardzę komentarzem i obserwowaniem. Nie mam też nic przeciw słowom krytyce. Wnoszą najwięcej, do sposobu pisania.
    7) Dość o blogu! Czy ty naprawdę nie lubisz ryby? Jak tak można?! Ryba jest pyszna, szczególnie sushi (choć nie przesadzałabym z tym tak bardzo bo ma jednak bardzo specyficzny smak i nie każdy może się przełamać żeby jeść glony, hehć). A jak ja dorwę się do wędzonego łososia to jego jedzenie wielce celebruję, bo jest to dla mnie ogromny rarytas (patrz: cena)
    8) Czy ty na pewno byłaś trzeźwa pisząc to? Bo pijana Dyara wyszła ci podejrzanie dobrze...

    Podsumowując, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo mi się ten rozdział podobał i w napięciu czekam na następny. I oczywiście życzę powodzenia i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem co mi się stało z blogerem, ale zamiast konta goggle wyświetla konto blogera. Tak więc dopiszę swoją poprawną nazwę: Natalia Takishima

      Usuń
    2. Klan dobry na wszystko xD
      Klimaty rzeczywiście z deka wieśniackie, ale miało być śmiesznie xd
      Kompletnie nie umiem tańczyć...
      Tak, Sasek zdecydowanie ma coś w sobie. Ale wiesz... nie jest Itasiem xD
      Postaram się czytnąć, obiecuję!
      Nienawidzę ryby...
      Byłam trzeźwa! Jestę sportowcę, nie piję xD
      Dziękuję za komentarz :D

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  5. O w... kant szafki! Jeden z najciekawszych rozdziałów jakie sie pojawiły na tym blogu! Mówiłam już Ci kiedyś, że lubie Twoje blogi? Jeśli nie, to mówię: UWIELBIAM JE. Rozwalają mnie te życiowe myśli Saska- boskie są XD I ten Arthur- kojarzy mi sie z zajebistą osobą, dlatego za imię (a właściwie za szczęśliwy zbieg okoliczności) masz u mnie plusa :P Ale zasadnicze pytanie: Dlaczego ja nie widze nigdzie jego zdjęcia/podobizny???? Bo w żaden sposób nie mogę go sobie wyobrazić XC

    Pozdrawiam,
    Mystery :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie mówiłaś, pierwszy raz się spotykamy xD
      Aczkolwiek miło jest mi bardzo :D
      Sasek to moja najbardziej ironiczna i sarkastyczna odsłona, która może się równać jedynie z moim odpowiednikiem na ASW xd
      No właśnie w internecie nie ma takiej chodzącej zajebistości jak Arthur, no!
      Ale postaram się coś wykombinować, obiecuję!
      Pozdrawiam ;D

      Usuń
  6. A więc jestem! Na gg ci juz pisalam, ze nareszcie dodalas, wiec nie bede sie powtarzac xd Notka jest..hm, niezła...dobra jest zajebista! *-* Wszystko świetnie współgrało ze sobą. Zakochałam się w Arthurze, faceci którzy potrafią tańczyć od razu podbijają serca kobiet! *w* Haha Dyara im pokazała! Dobrze gnojką, niech sb nie myślą, że będzie po nich płakać całe życie. Ona jest Uchiha gad demyt! A to, że się upiła...każdemu od życia się coś należy, nie? xD Musze tez dodac, ze kiedy Arthur tanczyl z Dyara to serce mi szybciej bilo, podklad byl idealnie dopasowany i az chcialo sie tanczyc razem z nimi! Hmpf, gdzie moj Itas? Mam nadzeiej, ze pojawi sie w nastepnej notce ;3. Czekam z niecierpliwoscia na next.
    Buziaczki ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, posiadanie genów Uchiha ma swoje plusy.
      Ale hola hola, koleżanko.
      Swoje klejące się łapska z dala od mojego męża, proszę!
      Itaś nie jest na sprzedaż! Żeby to było wiadome!
      Żegnam i dziękuję za komentarz ;*

      Usuń
    2. Haha zobaczymy skoro Diara jak to ujęła starcza dla wszystkich, to może i Itachi będzie taki hojny :D

      Usuń
    3. XD
      Nie ma tak dobrze XD
      Drugie nazwisko Itasia to Imai XD

      Usuń
  7. Heej, przeczytałam rozdział i tak szczerze... To Dyara to nie do końca moje klimaty, od pocztku jakoś średnio mi podchodzila, ale to co jest cudowne w twoim opowiadaniu, to fakt, że rekompensujesz mi to wszystko bezblednym Sasuke. I chyba to jest dobre, co? Każdy znajdzie coś dla siebie ;-) no nic, pozostaje mi czekać na kolejny rozdział i mieć nadzieje na więcej scen z moja ukochaną parka, pozdrawiam hayley :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam cię, że czytasz bloga w którym nie trawisz głównej bohaterki xD
      Ale jest Sasek jest impreza B|
      Okej, okej! Będzie więcej Saska!
      Przynajmniej się postaram.
      Pozdrawiam :D

      Usuń
    2. Oj tam zaraz nie trawie :-P po prostu nie mój typ osobowości trochę ;-) dziękuję za Saska ;-) hayley

      Usuń
  8. Blog jest cudowny;d a ten rozdział mnie rozwalił. Sasuke jest taki.. taki jaki powinien być;d Uwielbiam go<3 I ogromnie się cieszę, że jest z Sakurą! Tak powinno być;d Więcej tej pary poproszę :*
    Dyara i Arthur! I koniec kropka:D Czuje, że on będzie dla niej stworzony;d
    Weny życzę! I czekam na następny rozdział:)
    Namira

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No witam ;D
      Miło mi bardzo, tyle komplementów :D
      Weną nie pogardzę, a nowy rozdział może pojawi się przed nowym rokiem ;D
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  9. No siema siema, Sheeiren :3 W sumie powinnam teraz kuć na sprawdzian z historii, ale stwierdziłam, że jednak ostro mnie to jebie i że wolę sobie usiąść, zrelaksować przy twoim blogu *-*Co tam, raz można sobie olać xD Poza tym już najwyższy czas nadrobić zaległości, no i stęskniłam się za Dyarą i w ogóle za całym blogiem <3
    No i w ogóle jezuuuuuuuuuuuuuu, sory, zalegam u ciebie z bodajże 4 notkami! Shame on me… ;___;
    Rany, dziewczyno, jak ja uwielbiam twój sposób pisania :D Zwłaszcza jak masz takie zabawne wtrącenia w fabułę, na przykład gdy Hinata krzyknęła w jednym momencie i do tego komentarz „ta to ma wyczucie” i tym podobne xD Kocham ten dystans u ciebie.
    Ino mnie wkurwia, no i to dosyć mocno. No co za fałszywa łajza! Zazwyczaj to Sakura jest moim wrogiem publicznym numer jeden, ale w tym momencie blondynka wychodzi na prowadzenie xD I dobrze, jej też nigdy nie lubiłam w M&A. Podobało mi się, jak Sasuke ciągle ją w myślach chamsko komentował, chociaż jak na mój gust i tak dosyć łagodnie xD Taki na przykład prawy sierpowy nie byłby złym pomysłem… :3 Obiecaj mi, że ktoś jej kiedyś przyłoży *-* Najlepiej ktoś z Uchihów xD Najlepiej Dyara xD
    Hahahahahaha, Dyara mnie rozjebała :D „Urodziła już tego cholernego bachora czy nie?” :D Tyle delikatności i subtelności, no kocham ją za to :D Wyobraziłam sobie do tego jeszcze, jak idzie taka wkurwiona przez korytarz, taka tykająca bomba, i po prostu zabił mnie ten fragment <3
    Wgl zakochałam się w opisie tych emocji Uzumakiego z perspektywy Uchihy <3 O rany, to było takie… nie wiem, realistyczne, normalnie sama czułam się jak Naruto i prawie się popłakałam ;_; I strasznie podobało mi się jeszcze, jak Sasuke, mimo że wcześniej mówił, że nie zrobiło mu się Naruciaka żal i tak dalej, to jednak podszedł do niego, przypieprzył mu po przyjacielsku w mordę i pomógł się ogarnąć *-* Strasznie mnie ujął ten moment :3
    A jak już jesteśmy przy temacie Uchihy, to tak smutno mi się zrobiło, jak mówił o tej obojętności, z jaką podchodzi do świata… Brak emocji to chyba jeszcze gorsze uczucie niż złe emocje, tak myślę. No ale skoro jednak pomógł temu Naruto i coś w nim drgnęło, to chyba nie jest z nim tak źle, co? ^^
    Jaaaaaaaaaaaaaaaa… nie wierzę, że Raito to zrobił… No jaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaki idiota, Yamura, czemu, kurwa?! A ja cię tak uwielbiałam, byłeś idealnym kandydatem na mojego męża! Ja jebieeee…. Jak spierdolił, jaaaaa….. no i do tego jeszcze z taką szmatą… teraz nie dziwię się paskudnemu humorkowi Dyary, i tak przyjęła to dosyć spokojnie. I właśnie w takich momentach uważam, że obóz koncentracyjny dla facetów wraz z wrzuconym tak napalmem byłby świetnym pomysłem ^^
    Dobra, teraz czas na rozdział IV
    Ohhh, Dyara jak ja cię dobrze rozumiem! Też tak mam czasami i nienawidzę świata tylko za to, że jest xD
    Jej, ta rozmowa Dyary z Sakurą bardzo mnie poruszyła. No i strasznie podobał mi się ten monolog Dyary o tym, co się działo, gdy postanawiała zaufać ludziom, mimo że był taki przykry. No ale racja, jak ona ma komukolwiek zaufać, skoro wszyscy ją wtedy później krzywdzą?
    W sumie zgadzam się z decyzją Dyary o tym, żeby nie wybaczyć Raito. To co zrobił to była przesada, dla mnie jest już niestety definitywnie skreślony. Nie wiem co on (a właściwie ty opisując go xd) musiałby zrobić, abym go na nowo polubiła. Sad :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobra, ta scena z tym, jak Sasuke wręczył Sakurze spinkę matki i stwierdził, że teraz to co jest dla niego najważniejsze ma przy sobie, to właśnie ta scena mnie ujęła *-* W ogóle Uchiha wyszedł ci taki zajebisty w tym opowiadaniu, jaram się nim tak strasznie <3 I jeszcze potem, ta rozmowa z Raito i to jak powiedział, że nigdy w życiu nie zrobiłby czegoś takiego Sakurze… Kuźwa, uwielbiam go u ciebie <3 O ranyyyy, i jest takim cudownym troskliwym starszym bratem *______________* Dobrze gadasz, Uchiha, polać mu!
      No i teraz przenosimy się do tego, co dzieje się u kolejnego z Uchihów, słodziaśnego Itachiego *-* hahahaha, Hidan po raz kolejny mnie u ciebie rozpierdala, rany, jak ja kocham tego gościa, ten jego entuzjazm na dziwki :D O ile cały nastrój tego rozdziału był raczej smutny, o tyle ten fragment jest tutaj takim promyczkiem słońca :3 No, jak się później okazuje nie do końca. Kurczę, wiadomość, że Imrin go opuściła jest taka jakaś… niejasna. No po pierwsze strasznie szkoda mi Itachiego, wreszcie komuś powiedzmy zaufał, a tu takie coś :< Ale mam teraz takie uczucie, że Imrin coś kombinuje, na stówę. O ile w miarę ją lubiłam wcześniej, to teraz coraz bardziej mi się ona nie podoba :<
      Swoją drogą zajebiście opisałaś to wszystko z perspektywy Itachiego, w taki bardzo… itachiowaty sposób xD Kurwa, zazdroszczę ci, że tak potrafisz wczuć się w jakąś postać *-* Od razu widać ten taki jego profesjonalizm i w ogóle, jara mnie strasznie <3 A ten koleś to kolejny, który coś kombinuje, też mi się on nie podoba, mam nadzieję, że Itachi szybko go rozgryzie :3
      No i mamy kolejny tudzież rozdział, który już na samym początku rozpierdolił mnie śmiechem, w momencie, w którym Dyara zaczyna śpiewać piosenkę z klanu :D hahahahahahaha, te twoje nawiązania do Snikersów, „klanów” i innych takich są po prostu mistrzowskie <3 A potem jeszcze z kiepskich, nie no, leżę i nie mogę się podnieść z podłogi :D
      W fajny sposób opisałaś też to miasteczko, port czy cokolwiek to jest, jako takie miłe i przyjazne, jak z jakiejś sielankowej opowieści. A Mashi jako kelner też mnie rozwalił :D
      O Jezu, i potem to hot tango *-* strasznie mi się to podobało normalnie czytałam z oczyma jak pięć złotych <3 I faktycznie muzyka robi naprawdę dużo, jak włączyłam sobie tego Leszka Możdżera to od razu wprowadziłam się w taki nastrój… no, Shee, to było zajekurwabiste <3 No i do tego potem te teksty do siebie jakie serwowała z tym tancerzem, Arturem, jak się później okazuje, to była taka zajebista wojna słowna między sobą *________* kocham takie pikantne momenty <3 W ogóle spryciara z tej Dyary, że tak sobie podpatrywała jak inne kobiety tańczą :3
      Hahahaha, to zdanie Sasuke: „Aha! Widzicie gnoje, co znaczy Uchiha?” zdaje się całkowicie podsumowywać moje emocje :3
      No proszę, proszę… well, well, well xD Starszy brat poszedł się, że tak niegrzecznie powiem ruchać, to można się bawić :3 Pijana Dyara jest urocza xD No i kobieto, za tą melodię „Sad Violin” masz u mnie pierdolonego, milionowego plusa, bo po pierwsze: kocham skrzypce ponad życie <3333 i po drugie: znam ten utwór i jest moim jednym z ulubionych <3333333333 I do tego świetnie wpasowało się w klimat, no aż normalnie ogarnęła mnie taka melancholia jak czytałam, że nareszcie Dyara czuła się sobą i w ogóle. A potem, jejuuu, jaka przeurocza scena, gdy tak sobie rozmawiali, i mimo że najebani w trzy dupy (a przynajmniej Dyara), to potrafili sobie dogryzać trochę i bawić się w gry słowne *-* Kocham, kocham, kocham <3

      Usuń
    2. Ohohoho, potem jak wparowali Raito i Kiba, to miałam taką cichutką nadzieję, że się pobiją czy coś z Arthurem :3 Hahahah, Dyara mnie rozwaliła tym swoim „spokojnie chłopcy, Dyary wystarczy dla wszystkich” :D:D:D:D:D Boże, kocham pijanych ludzi <3
      No dobra… mimo wszystko wciąż mam jeszcze mały sentyment do Raito, no :< No ale… ale Arthur też jest takim sexem, ale Raito zawsze był taki fajny i dobry i miły… i… i… uhhh, nienawidzę cię xD przez ciebie mam wojnę w głowie xD
      Boże, dziewczyno, tak strasznie zaogniłaś moją ciekawość, nie mogę się doczekać, jak sprawy potoczą się dalej *-*
      No i tak na koniec jeszcze raz, wielkie, wielkie, wielkie przepraszam za tak długie spóźnienie u ciebie :< Mam nadzieję, że ci to wynagrodziłam chociaż jedną dziesiątą tym komentarzem(-tarzami :3) i obecnością twojej szanownej osoby w nowym rozdzialiku u mnie ^^
      No nic, trzymaj się kocie, niech wena będzie z tobą ;*
      PS: Kurwa, jebnę ci kiedyś za te chujowe kody sprawdzające czy ejstem automatem xD

      Usuń
    3. Ohayo <3
      Amane, gnieciesz xDDD
      Wybaczam wszystkie zaległości! Czuj dziś me miłosierdzie i odbierz ode mnie łaskę odkupienia <3
      Jeśli na Kyodai Dyara nie będzie miała możliwości przyłożenia Ino, to obiecuję, że napiszę łanszota specjalnie dla ciebie <3
      Racja, Dyara przyjęła to dość spokojnie jak na Uchihę. Obiecuję, że przy poprawkach dodam jakiś fragment o nabijaniu Raito na pal czy coś. Tak do smaku.
      Sasek, ołłł jessss. Z niego jestem chyba najbardziej usatysfakcjonowana. Tyle mojego chamstwa i wredoty wychodzi na wierzch <3
      Imrin jeszcze nam trochę namiesza, dobrze kminisz ;3
      Tak, pijani ludzie są dość zabawowi, nie powiem xD
      "PS: Kurwa, jebnę ci kiedyś za te chujowe kody sprawdzające czy jestem automatem xD"
      Uwierz, że to z dobroci serca XD
      Zyskałaś miano posiadania najdłuższego komentarza na Kyodai xD nie wiem jak dla ciebie, ale ja sądzę, że powinnaś co najmniej zejść, chociaż na moment XD
      Liczę na szybką notkę i do napisania, tygrysie :D

      Usuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  12. Siemka! W końcu przybyłam, nadgoniłam zaległości i jestem pod wrażeniem (^.^) ! Sheeiren, zrobiłaś niesamowite postępy, gratuluję! :D Dwie ostatnie notki 1szej części bardzo mi się spodobały. Choć były trochę melancholijne... Boli mnie tylko ominięcie walki z Madarusiem ;____; ale no przeżyję to :P.
    Co do drugiej części... Raito giń! Ty cholerna mendo społeczna, jak mogłeś do zrobić Dyarze ;____; skandal! Weź go Shee uśmierć, bo to frajer xD. Wolę Arthura, kyaaa >.< ! Wgl nie poznaje Sasuke.. Czy on wraz z tą klątwą otrzymał w pakiecie dobro? :D:D:D Sakura aż za dobrze na niego działa, gdzie takie lekarstwa na facetów można dostać? Mam takiego jednego delikwenta, któremu by się przydały :P hahaha.
    No cóż, wiesz, że ja nie lubię się nigdy rozpisywać, tak w ogóle to nie umiem pisać komentarzy, więc napiszę tylko... Tak trzymaj! Weny życzę! Czekam na kolejną świetną notkę *.* !
    Sayo~! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No witam! Zaszczyt mnie kopnął Unno :3
      Postępy powiadasz? ._. i tak ci nie wierzę xD
      Raito, tak ._. to jest kwestia sporna xd ale nic na razie ci nie powiem xd
      Najs, najs! :3
      No trzymaj się ;D

      Usuń
  13. Komentuję rozdział oczywiście w dniu jego dodania, hahahahha. xD No nie musisz dziękować. ;D
    Mashi kelnerem, się porobiło! <3 Cieszę się, że go nie zabili przy okazji. xd
    Kocham Raito, więc mam nadzieję, że weźmiesz to pod uwagę i wrócą kiedyś do siebie. Ale na razie może być z Arthurem... xD On też wydaje się całkiem spoko i może chociaż by jej nie zdradził przy pierwszej lepszej okazji. Ten jego taniec z Dyarą był świetny, szkoda tylko, że zorientował się, iż Dyara używała sharingana. Ech, tyle w życiu przegrać. xD Trochę FILTROWALI ze sobą. xD :3
    MAŁO SASUKE, ZA MAŁO SASUKE! ;__________________; Cóż, nie mogę nacieszyć się jego zmianą na lepsze, ale z drugiej strony jakby czasami kogoś przypadkiem zabił, albo zrobił komuś krzywdę, nie obraziłabym się. ^^ <3
    Podkłady były zajebiste, zwłaszcza ta "Polka" <3 xddddd
    Ogólnie to powodzenia na Mistrzostwach, nie? xDDDDDD Szkoda, że już dawno po nich.. Trochę lipa. xd
    Trzym się :)
    I wyślij mi wreszcie te piosenki na gg -.- ;_;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zołczan, Zołczan jak zawsze na czas xD
      Mashi? Nie, może mi się kiedyś jeszcze przydać xd
      Okej, obiecuję, że Sasuke będzie, no ._.
      Spokojnie, zdąży jeszcze kogoś zabić XD
      Mjuzik starałam się dobrze dobrać. Miło, że mi się udało xD
      Wysłałam xD
      Baj <3

      Usuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  15. Witam serdecznie! Jestem Angel Kitty i obserwuję sobie twojego bloga od.. Uhuu, dobrych kilku miesięcy. Jakoś mam tendencje do tego, że wolę przeczytać rozdział i czekać na ciąg dalszy, niż przczytać rozdział, SKOMENTOWAĆ go i czekać na ciąg dalszy. Zawsze byłam nieśmiała, ale w końcu trzeba się przełamać, nie?
    Co do rozdziału, to podobał mi się, nawet bardzo ^^ Było kilka momentów, które mnie rozwaliły jak naprzykład "Pierdol to, chodźmy się kochać". Myślałam, że spadnę z krzesła xD Ogólnie rozdział wesoły, napakowany pozytywną energią (zwłaszcza ja Dyara zaczęła śpiewać piosenkę z Kiepskich xD). Czekam na następny.

    Weny życzę -------- Angel Kitty



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam!
      Jest mi niezmiernie miło, że się przełamałaś. Nawet nie masz pojęcia jak bardzo :D
      Staram się kreować Sakurę i Sasuke na takich, aby mogli was czymś zaskoczyć, a nie "love is everywhere", kiedy możecie zacząć rzygać tęczą (y)
      Dziękuję bardzo za komentarz, mam nadzieję, że nie opuścisz Kyodai ;D
      Pozdrawiam ;)

      Usuń