niedziela, 22 września 2013

II Rozdział II

Następny dzień.
- Sasuke! - krzyknęłam już nieźle wkurzona.
- Nie.
- Ale…
- Nie i koniec, kropka.
- Hmpf - prychnęłam, kopiąc Bogu ducha winny kamyk. Co za człowiek. Ja już nie wiedziałm, jak z nim rozmawiać. Dlaczego jest tak przeciwny, żebym zrobiła sobie tatuaż? Eh.
Szliśmy jedną z głównych ulic Konohy. W tych godzinach wszędzie panował tłok, a ludzie czasem wręcz gdzieś biegli, przepychając innych. Słońce wyszło już zza chmur, a kałuże na chodnikach powoli znikały. W powietrzu unosił się specyficzny zapach, utrzymujący się przez pewien czas po deszczu, a i wiatr czasem dawał o sobie znać. Podpięłam suwak kurtki pod samą szyję i poprawiłam chustkę na szyi. Przestałam chodzić w ubraniach typowych dla shinobi. Miałam na sobie czerwono-czarne adidasy, czarne getry, kurtkę tego samego koloru co buty i chustkę. Wyglądałam jak pomieszanie cywila z ninja, ale jakoś nieszczególnie mnie to obchodziło.
Wzięło mi się tak na zmianę stylu z racji, że przez pierwszy miesiąc po przebudzeniu nie byłam w pełni sił i miałam urlop. Upierałam się, że już po dwóch tygodniach byłam już zdolna do pracy, może nie w stu procentach, ale zawsze coś. Naruto jednak pomimo moich protestów przydzielił mi dodatkowy czas wolny. Teraz już wiedziałam, dlaczego. Popatrzyłam na Sasuke, po czym znów wbiłam wzrok w ziemię.
Podobno ominęły mnie najgorsze wydarzenia. Spałam okrągłe półtora miesiąca przez co, gdy się obudziłam, Konoha była już w miarę odbudowana. Handel między wioskami odrodził się, a Suna przysłała nam zaopatrzenie, jak i ludzi do pomocy. Pierwszy tydzień był najgorszy. Prawie nic nie mogłam zrobić samodzielnie i potrzebowałam opieki dwadzieścia pięć godzin na dobę, istny kosmos. Lecz po drugim tygodniu już spokojnie mogłam wykonywać pracę papierkową, której szczerze nienawidzę, ale wszystko jest lepsze od bezczynnego siedzenia na tyłku. Przeszliśmy dość poważną rozmowę z Naruto oraz nową Radą Wioski - Shikaku i Inoichim oraz Radą Jounin’ów. Podpisaliśmy oświadczenia, że nie będziemy działać na szkodę Konohy oraz tym samym określiliśmy swoją ponowną przynależność do Liścia i od tego momentu nie towarzyszyli już nam ludzie Naruto.
Wtedy też obudził się Itachi. Przez kilka pierwszych dni, nie chciał rozmawiać z nikim poza mną. Tak więc spędzałam przy jego łóżku mnóstwo czasu, nawet siedząc w ciszy, której osobiście nie lubię. To były jedne z najgorszych dni mojego życia. Ten mój wzór do naśladowania, cel na szczycie góry ambicji był bezbronny. Itachi przez czterdzieści osiem godzin nie widział kompletnie nic i czuł się z tym strasznie, a ja niewiele lepiej. Sasuke często stał w drzwiach sali i przyglądał nam się, nigdy jednak nie wchodząc do środka. Nie chciałam go do niczego nakłaniać, a tak naprawdę, to nadal się go trochę bałam.
Gdy tylko Itasiowi w pełni powrócił wzrok, kazał odłączyć się od aparatury i zażądał spotkania z Naruto, które odbyło się niebawem. Dzień później już go nie było. Odszedł po rozmowie z Sasuke, mówiąc, że nie chce sprawiać nam dodatkowych problemów i, że Konoha jest w dobrych rękach. Ze mną też się pożegnał, a ja zapomniałam zapytać go o rzecz, która męczyła mnie już od pewnego czasu, a mianowicie o ten cholerny naszyjnik. Deprymowała mnie ta sprawa strasznie, ale nie chciałam pytać o to Itachi’ego przez kruki. Potrząsnęłam głową, chcąc odpędzić od siebie te myśli. Zapomnij o tym teraz Dyara. Spotkasz go i dopiero wtedy będziesz się tym martwić.
- Sasuke - spytałam, po chwili pociągając nosem.
- Hm? - rzucił, nawet nie odwracając się w moją stronę.
- Czemu tak właściwie Mirva nam pomogła? Powiedziała mi, że miała wobec ciebie ogromny dług wdzięczności, ale co dokładnie była ci winna? - zapytałam na jednym tchu, wpatrując się w brata. Poprawiłam reklamówkę w mojej lewej dłoni, niechcący potrącając przypadkowego przechodnia.
- Gówniaro! Uważaj jak leziesz! - odwróciłam się na te słowa zirytowana, a Sasuke od razu podskoczyło ciśnienie. Mężczyzna za to, gdy tylko zobaczył znak wyszyty na naszych ubraniach otworzył szerzej oczy i machając rękoma wyjąkał: przepraszam, przepraszam, tu zaszła pomyłka...
- Zejdź mi z oczu - warknął Sasuke, patrząc się przez ramię.
- H-h-hai - odparł facet, prawie natychmiastowo niknąc w tłumie.
- Właśnie dlatego nie chciałem tutaj mieszkać - mruknął Sasuke, patrząc w niebo.
- Nie jest źle - odpowiedziałam - więc? - spytałam, chcąc w końcu dostać odpowiedź.
- Uratowałem jej życie - skręciliśmy w lewo, znajdując się na trochę mniej zatłoczonej uliczce, przez co dało się swobodniej rozmawiać.
- Czyli?
- Po co chcesz to wiedzieć? - warknął,  pewnie mając nadzieję, że zastopuje tym moją ciekawość.
- Oboje zdajemy sobie sprawę, że ona coś o nas wie, a chwilowo niekoniecznie chce nam to powiedzieć. Nie wiem, jak ciebie, ale mnie jednak interesuje to, co może się z nami stać - fuknęłam, a po chwili kaszlnęłam. Cholerne przeziębienie.
- Na Koryncie ścigało ją wojsko, a niektóre jednostki przywlekły się za nią aż tutaj. Moi ludzie znaleźli ją wycieńczoną w lesie i przetransportowali do kryjówki. Kojarzyła mi się z Zetsu i myślałem, że ma takie same, bądź podobne zdolności. Zapewniłem jej więc opiekę i schowałem przed pościgiem, dając swoistą wolność - w momencie, gdy Sasuke przestał mówić, akurat weszliśmy przed uchylone drzwi do zakładu krawieckiego.
- O! Moi ulubieńcy! - staruszka o siwych włosach stała za drewnianą ladą, a jej twarz rozjaśnił uśmiech, gdy tylko na zobaczyła.
- Dzień dobry, pani Miyuki - kiwnęłam przyjaźnie głową, a brat zrobił to samo.
- Jak wam dzieci dzień mija? - oparła się na łokciach, poprawiając kucyka.
- Bardzo dobrze - również się uśmiechnęłam, gdy pod nogami przemknął mi czarny kot.
- To co zwykle? - spytała zadowolona, szybko drepcząc w stronę mojej reklamówki.
- Tak - odpowiedział Sasuke, a ja podałam kobiecie torbę.
- Zaraz wracam - powiedziała śpiewnie i zniknęła na zapleczu. Westchnęłam, rozglądając się po malutkim pomieszczeniu. Ta sama drewniana okleina na ścianach, ta sama imponująca ilość kwiatów w każdym możliwym miejscu, ten sam zapach starego drewna i … koty.
- Kici kici - ukucnęłam, chcąc przywołać do siebie Mishę, która właśnie wyszła zza wielkiego storczyka. Kotka rozpoznała mnie i prawie od razu wskoczyła mi na kolana. Podniosłam się ze zwierzakiem na rękach, a Sasuke popatrzył na mnie z politowaniem.
- Zostaw tego biednego kota. Wystarczy, że znęcasz się nade mną - mruknął, opierając się o szafkę.
- Czep się - rzuciłam, drapiąc Mishę po brzuchu - lepiej zajmij się Vegasem, bo przestanie cię lubić - on na to prychnął, a ja całą swoją uwagę skupiłam na rudej kotce, która wydawała się w niebo wzięta. Po chwili spostrzegłam panią Miyuki, stojącą w drzwiach i patrzącą na nas z radością. Przycisnęła palec wskazujący do ust, po czym pokazała na Sasuke, który… bawił się z czarnym kociakiem kłębkiem wełny. Mały z całych sił próbował wyrwać mu zabawkę, lecz on z niekrytą satysfakcją odbierał mu tę przyjemność. Do tego drapał go po brzuchu, przez co biedne maleństwo nie wiedziało, na czym skupić swoją uwagę.
Zaczęłam po cichu chichotać, zakrywając dłonią usta, na co Sasuke szybko się wyprostował i oddał kotu kłębek, udając, że do niczego tu nie doszło.
- Jak pamiętam, to właśnie te koty dały się dotykać tylko wam i mnie. Nikomu innemu nie pozwalały się do siebie zbliżyć - powiedziała cicho, kładąc reklamówkę na ladzie - jednak Assan od jakiegoś czasu stroni od wszystkich. Nawet ode mnie - westchnęła smutno, a w małym zakładziku, przez chwilę panowała cisza. Assan, to granatowy kot Itachi’ego.
- Tutaj mamy dla pani ciasto - przerwałam milczenie, podając jej drugą torebkę.
- Oj, nie trzeba było - w kącikach jej oczu pojawiły się zmarszczki, a sama staruszka chyba troszkę się rozczuliła.
- Sakura siedziała nad nim wczoraj całą noc, specjalnie dla pani - próbowałam jakoś rozluźnić atmosferę, ale nic nie zdziałały moje starania.
- W takim razie proszę przekazać jej podziękowania - odebrała ode mnie podarunek, a moją uwagę przykuł ruch po lewej stronie. Natychmiast odwróciłam głowę w tamtą stronę, aby zobaczyć Assana, który ocierał się o ramię Sasuke - O. A to ci niespodzianka! - klasnęła w ręce staruszka - od trzech miesięcy nie mogłam go nawet dotknąć - mruknęła sama do siebie, podając mi jeszcze inną torbę - to jest wasze stare zamówienie. Uwinęłam się szybciej.
- W takim razie dziękujemy - odparłam, ciesząc się z porcji nowych ubrań.
- Ja również - wyszczerzyła się, ukazując nam swoje ubytki w zębach, co napawało mnie obrzydzeniem, ale… Pani Miyuki była dla mnie jak babcia i mimo takich ekscesów nadal darzyłam ją dość silnym jak na mnie uczuciem.
- Do widzenia - powiedział Sasuke, będąc już w sferze swoich własnych myśli.
- Trzymajcie się, drogie dzieci - pomachała nam, na co kiwnęłam jej głową. Wyszliśmy, ponownie znajdując się w jednej z bocznych uliczek Konohy. Trzy miesiące… Trzy miesiące temu Itachi się obudził, a poprzednim razem tylko ja przyszłam do pani Miyuki, aby naszyła nam znaki klanu na ubraniach.
- Sasuke - odezwałam się, gdy brat bez słowa ruszył przed siebie. Niech się zamyśla, jak mnie nie ma obok. Jego świat, jego kredki - zrobiliśmy już zakupy i odebraliśmy ubrania od pani Miyuki, więc chciałabym iść teraz na trening - zdjęłam z pleców plecak i wyciągnęłam z reklamówki kilka jabłek, wkładając je po chwili do plecaka - masz tu resztę rzeczy, ja zmykam - zatrzymaliśmy się, a ja podałam mu torby - jeśli Raito będzie się pytał gdzie jestem, powiedz, że na jednym z pól treningowych. Jeszcze nie wiem, które przypadnie mi dziś do gustu.
- Yhym - mruknął, a ja wskoczyłam na dach pierwszego lepszego budynku, zmierzając w kierunku Akademii.
- Kuchiyose no Jutsu! - uderzyłam dłonią w jedną z wielu mijanych ścian, a na moim barku pojawiła się Liara.
- Ohayo! - krzyknęła łasica, wygodniej się usadawiając.
- Cześć, cześć - odpowiedziałam, skupiając się na tym, aby czasem nie zaliczyć orła, na jednej z wielu śliskich powierzchni dachów.
- Nawet sobie nie wyobrażasz, jak się cieszę, że mnie przywołałaś!  
- Hm?
- Starsi robią mi aferę, że w mojej norze jest brudno i, że jako summon jednej z Uchihów powinnam zachować trochę powagi i ogłady i bla, bla, blaa - pierdzieliła mi tak nad uchem trzy po trzy, a mój humor nieco się polepszył. Może powinnam zapoznać ją z Mishą? - a tak w ogóle, to gdzie idziemy?
- Na trening - mruknęłam.
- Znowu? - w tym westchnieniu można było wyłapać lament, jak i nutkę rezygnacji - następnym razem, jak się do mnie przyczepią powiem, że to wszystko twoja wina. Za bardzo mnie męczysz!
- Nie przesadzaj - odparłam wskakując na dach Akademii.
- Zobaczymy, kto będzie się śmiał ostatni! - fuknęła. Już w ciszy dotarłyśmy jak się okazało na Pole Treningowe numer dziewięć. Reszta była zajęta, a to odpowiadało mi rozmiarami i było rzadko odwiedzane. Rzuciłam plecak pod drzewo i zdjęłam kurtkę. Pociągnęłam nosem. Jak ja nienawidzę chorować.
Zaczęłam biegać. To nie był dobry czas na bieganie po mieście, więc robienie kółek po lesie musiało mi wystarczyć. Liara poruszała się obok mnie, lecz dobrze wiedziałam, że darzyłyśmy tę czynność takim samym uczuciem, ale od kiedy człowiek robi to co lubi?
- Co? Zmęczona? - spytałam po półgodzinie milczenia, gdy łasicy załączył się już urywany oddech.
- Zajmij się sobą, Uchiha - warknęła. Hyhyhy. Czyżby zakwasy?
Minęło kolejne półgodziny, a Liara nadal się nie poddawała i biegła nieprzerwanie. Narzuciłam dość mocne tempo i nie powiem, bo też się już zmęczyłam. Było zimno i mokro. Przemokły mi buty, a ja sama byłam chora. Do tego… czy wspomniałam już, że nienawidzę biegać?
- Dobra, starczy - powiedziałam, gdy zrobiłyśmy któreś już z kolei kółko. Liara padła na ziemię brzuchem do góry i głośno dyszała - cienias! - rzuciłam w jej stronę, wyciągając z plecaka butelkę wody.
- Ja hep ci kiedyś hep pokażę łapciuchu hep - właśnie coś w rodzaju “hep” wydawała z siebie łasica, próbując zapanować nad oddechem.
- Najpierw musiałabyś mnie złapać - roześmiałam się i napiłam wody.
- Bardzo hep śmieszne hep - mała obkręciła się na bok, a ja usłyszałam jakiś szelest w krzakach, lecz nadal niewzruszenie piłam. Zakręciłam butelkę i zdjęłam z siebie bluzę. Zostałam w samej czarnej bokserce i akurat wtedy wiatr się wzmógł wywołując gęsią skórkę na mojej skórze. Oczywiście musiał zawiać wtedy, gdy chciałam zmienić ubranie… Szybko wyciągnęłam drugą, suchą bluzę na zmianę i wrzuciłam na siebie. Założyłam też kurtkę i usiadłam pod drzewem.
- Kimkolwiek jesteś, wyłaź tych krzaków - powiedziałam na tyle głośno, aby intruz mnie usłyszał. Liara zdziwiona aż przestała dyszeć na moment, gdy z krzaków wyłonił się Kiba.
- Cześć - mruknął trochę zawstydzony. Hmpf, jeszcze jego tu brakowało.
- Potrzebujesz czegoś? - spytałam, opierając łokieć na zgiętej nodze.
- Nie - odparł, siadając obok.
- Więc co tu robisz?
- Byłem na spacerze i zobaczyłem jak biegasz - usiadł po turecku, jakiś metr ode mnie, a ja wbiłam wzrok z Liarę.
- Aha - odpowiedziałam, otwierając plecak - chcesz? - rzuciłam w stronę chłopaka, który bawił się źdźbłem trawy.
- Jasne, dzięki - odparł, biorąc z mojej ręki jabłko. Chcący, czy nie, dotknął przez ułamek sekundy mojej dłoni, a ja zesztywniałam na moment. Jestem beznadziejna.
- Więcej hep ci się hep nie dam hep - powiedziała Liara, siadając.
- Chciałabyś - pokazałam jej język.
- Dyara - odwróciłam się w jego stronę -  chciałbym jednak z tobą porozmawiać - uniosłam pytająco brew.
- To o czym? - oparłam się o drzewo, starając się zrelaksować - pogoda, kolejny szmatławiec w telewizji - wyliczałam na palcach - przepis na idealne ciasto, polityka - spojrzałam na niego, a zauważyłam jedynie jego rosnącą irytację - wiesz - opuściłam ręce - jeśli nie chcesz zawsze możemy zostać przy uniwersalnym temacie pogody, który zawsze się sprawdza. Więc dzisiaj mamy dzień pogodny, lecz miejscami chłodny. Noc mglista, szczególnie na północy, ciśnienie umiarkowane, przewiduję - zasłoniłam oczy ręką i wzniosłam głowę do góry - słońce. Tak, dużo słońca - wzięłam dłoń z powrotem - tak sądzę, aczkolwiek…
- Przestań - rzucił, nieźle wkurzony.
- Ale o czym ty mówisz? - spytałam, przesadnie trzepocząc rzęsami.
- Zawsze, gdy musisz porozmawiać o czymś poważnym, zaczynasz gwiazdorzyć - położył ręce na kolanach, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Ja? - udałam zdziwioną - to powinnam zjeść snicersa, nie? - przybliżyłam się do niego - a jak już jesteśmy przy tym temacie, widziałeś tę ostatnią rekla…
- Przestań! - krzyknął tak, że aż Liara podniosła swój zacny tyłek.
- Nie chcesz gadać o pogodzie, ani o telewizji, ani tym bardziej o jedzeniu - zmrużyłam oczy -  w co jest mi najtrudniej uwierzyć, no ale cóż, ludzie się zmieniają, co nie? - po tych słowach zapanowała między nami cisza i to ze strony Kiby była ona napięta.
- Nigdy nie chciałaś mówić o sobie i swoich problemach. Tu się nie zmieniłaś - mruknął, wzdychając.
- Powinnam się tym przejąć? - skrzyżowałam ręce na piersi, kichając.
- Po prostu daj mi powiedzieć to co chcę, a potem sobie pójdę, dobrze?
- No jak już musisz - przewróciłam oczami.
- Bo ja spotykam się z kimś - mruknął wpatrując się w ziemię. Zmarszczyłam brwi.
- I? - spytałam, nadal nie wiedząc do czego zmierza.
- Po prostu chciałem, żebyś wiedziała.
- Hmpf - prychnęłam cicho, a potem zapadło między nami milczenie, przerywane jednie przez dyszącą łasicę - cieszę się - odparłam w końcu po dłużej chwili, schodząc z tonu.
- Naprawdę? - podniósł wzrok.
- A czy ja cię kiedykolwiek okłamałam? - wyrzuciłam ogryzek za siebie, a Liara podeszła i ułożyła się pomiędzy moimi nogami. Gdy Kiba nie odpowiedział, zdałam sobie sprawę z wredności tej odpowiedzi. To akurat nie miało być niemiłe - naprawdę się cieszę - na potwierdzenie swoich słów, dodałam też lekki uśmiech.
- To-to dobrze - podrapał się po głowie.
- Gdzie masz Akamaru? - spytałam, rozglądając się dookoła.
- Został u Hanabi…
- Hanabi? - coś mówiło mi to imię, ale…
- Mojej dziewczyny, Hanabi - czuł się bardzo skrępowany i zapewne było mu głupio, a ja nie mogłam się powstrzymać przed wybuchnięciem śmiechem - co cię tak śmieszy? - rzucił urażony.
- Ty - odparłam, powoli się uspokajając.
- Niby czemu? - po jego ustach również błąkał się uśmiech i właśnie chciałam mu odpowiedzieć, ale nie mogłam. Złapałam się za gardło, a moje wargi poruszały się bezgłośnie - wszystko w porządku? - chciałam krzyknąć “oczywiście, że nie!”, ale nie byłam w stanie.
- Poczekaj chwilę - mruknęła Liara, przekręcając się na drugi bok. Zamknęłam oczy i wyregulowałam oddech. Otworzyłam je i skupiłam się na Kibie.
- Już jest okej - mruknęłam.
- Co to było? - wydawał się skonsternowany i trochę zmartwiony.
- Nieważne.
- Patrz, kto idzie - rzuciła Liara, a ja zwróciłam wzrok w stronę na którą wskazała.
- To ja będę się zbierał - Kiba szybko wstał i otrzepał rękoma ciemne spodnie - mam nadzieję, że jeszcze pogadamy - powiedział i ponownie zniknął w krzakach. Westchnęłam i zapatrzyłam się na Raito, który zbliżał się do nas, mając jakieś dziecko na plecach.
- Kogo on niesie? - zmrużyłam oczy, próbując rozpoznać dzieciaka.
- A bo ja wiem… To twój facet - fuknęła.
- Widzę, że tryb “patrz na mnie, ale mnie nie dotykaj” ci się załączył - wiatr zawiał trochę mocniej, a mnie znowu przeszły dreszcze.
- Pfff.
- Więc idź marudzić gdzie indziej. Odesłanie - widziałam jej sprzeciwiającą się mi minę, ale trudno. Niech idzie biadolić o swoich problemach Starszym, nie mnie.
Patrzyłam jak i na Raito, jak i na dziecko na jego barkach. Nigdy wcześniej smarkacza nie widziałam, lecz ten zdawał się znać Yamurę bardzo dobrze. Hmmm, coś mi tu śmierdzi jakimś spiskiem.
- Cześć! - krzyknął Raito, machając do mnie ręką, a dzieciak po chwili zaczął go naśladować. Odmachnęłam mu, nie chcąc narażać gardła na dodatkowe usterki. Jakieś dziesięć metrów ode mnie, chłopak zdjął małego ze swoich barków, a ten pobiegł w moją stronę zatrzymując się kilka centymetrów od mojej twarzy.
- Cześć! Jestem Rin! - wyprostował się i podał mi rękę, którą uścisnęłam - ty jesteś Dyara? - złapał się za brodę, udając, że głęboko się zamyśla.
- Tak - odpowiedziałam, a Raito w tym czasie pocałował mnie w policzek i usiadł obok.
- Wiedziałem! - krzyknął uradowany, klasnąwszy w dłonie.
- A niby skąd? - spytałam podejrzliwie.
- Raito opowiadał jaka jesteś śliczna i jak cię zobaczyłem, to wiedziałem, że to ty - odpowiedział już bardzo spokojnie i klapnął na tyłku naprzeciwko nas.
- Hę? - popatrzyłam na Yamurę, który uśmiechał się lekko. Mały przetransportował się do chłopaka, mówiąc mu na ucho.
- Powiedziałem co chciałeś, więc dawaj cukierka - i powrócił na swoje miejsce. Ponownie zaczęłam się śmiać, a Raito zrobił się czerwony, co tylko podsyciło mój śmiech.
- Ty mała mendo - rzucił w stronę dzieciaka, po czym sam zaczął się śmiać.
- Kim on jest? - zwróciłam się do szatyna.
- Jestem Rin Miyara! I będę miał kiedyś największy na świecie sklep z rybami! - odpowiedział za Yamurę chłopczyk, mówiący całkiem poważnie.
- Serio? Sklep z rybami? - na mojej twarzy pojawił się grymas, bo nienawidzę ryb.
- Oczywiście! Tuńczyki, karpie, śledzie, mintaje! Czy ty wiesz, ile można z nich zrobić? Ahh - westchnął rozanielony, a ja popatrzyłam na niego jak na wariata.
- Ile ty masz lat?
- Sześć i pół - odparł, podpierając się rękoma za plecami.
- O-okej. A psik! - kichnęłam, zakrywając usta.
- Jesteś chora? - spytał chłodno Raito.
- Nie. A psik!
- Jesteś niepoważna - stwierdził i podniósł się - wstawaj, idziemy - podał mi rękę.
- Ale ja nie skończyłam jeszcze trenować - w prawdzie skończyłam, ale przecież mogłam zrobić sobie jeszcze kilka rundek.
- Chyba na głowę upadłaś - powiedział już dość niemiło.
- Nie, dzisiaj akurat biegałam.
- Bardzo śmieszne - wziął mój plecak, który wyrwał mu z rąk Rin.
- Ja będę to niósł, przecież jestem mężczyzną! - krzyknął i trudem założył go na plecy.
- Hmpf - sapnęłam i zamknęłam na chwilę oczy, gdy moją głowę przeszył ból. Nagle poczułam, jak ktoś podnosi mnie do góry - ej, ej! Co ty robisz?! - krzyknęłam, gdy tym kimś okazał się Raito .
- Złap się mnie za szyję i nie marudź.
- Ale ja nie jestem małym dzieckiem! A psik!
- Przez ten idiotyczny trening właśnie pokazałaś jak wielkim - powiedział kpiąco, podrzucając mnie lekko do góry, aby wygodniej mnie złapać.
- Menda - syknęłam, gdy ruszył śladami Rina. Mały szedł przed nami śpiewając jakąś piosenkę, a ja szepnęłam Raito do ucha - kim on jest i co tu robi?
- Jego rodzice mieli dzisiaj misję. Mają wrócić z niej jutro. W tych sytuacjach takie dzieci pozostawały w świetlicy łączonej ze zwykłą szkołą, a on musiałby zostać sam z taką niemiłą, grubą babą po sześćdziesiątce. Nie dość, że nazywa się Sabrina, to jeszcze wygląda jak wiedźma.
- I?
- I dlatego zdecydowałem się wziąć go na jedną noc. Masz coś przeciwko? - obrócił głowę na bok, dotykając włosami mojej twarzy. A jeśli ten dzieciak jest seryjnym zabójcą i poderżnie mi w nocy gardło? - nie kształci się na ninje, więc nie zabije cię, gdy najmniej będziesz się tego spodziewać - sapnął.
-Ej! - obruszyłam się - skąd wiedziałeś, że właśnie o tym pomyślałam?!
- Znam cię - westchnął - i nie wierć się.
- Nie mam nic przeciwko - odparłam, bardziej się w niego wtulając, tym samym robiąc się senna.

- Jak to nie kształci się na ninję? - spytałam, dopiero teraz zwróciwszy uwagę na wypowiedziany przez Raito fakt.
- No po prostu. Chodzi do zwykłej podstawówki. Interesuje się matematyką i fizyką, a w przyszłości chce tworzyć broń.
- Brakuje mu tylko koszuli zapiętej pod samą szyję i okularów - mruknęłam.
- Coś ty dzisiaj taka wredna? - popatrzył na mnie czujnie.
- Nieważne… Ale czemu go w sumie wziąłeś?
- A jakbyś się zachowała na moim miejscu? Wychodzę z zajęć, rozumiesz. Ptaszki śpiewają, słońce świeci, ogólnie dzień idealny na piknik. Mijam świetlicę, a tu Rin siedzący na podłodze, a nad nim stoi gruba starucha, krzycząc na niego, że nie wsunął krzesełka, gdy z niego zszedł. No istny horror - byłam pewna, że gdyby mógł, to wzniósł by ręce góry, aby dodać do swojej wypowiedzi więcej ekspresji.
- Okej, okej, rozumiem - ziewnęłam i niedługo później zasnęłam.

Pół godziny później.
- Hej, hej, Dyaaara! Obudź się! - z daleka dobiegały mnie jakieś krzyki, ale spało mi się tak smacznie, że jedyne o czym marzyłam to ich zniknięcie - Dyaraaa! - no chamstwo w państwie… Szybko podniosłam się do siadu, zderzając się z kimś głową.
- Cholera - syknęłam, łapiąc się za czoło.
- Co ty robisz, kobieto?! - Rin siedział na mnie okrakiem, również macając swoje czoło.
- Jak ty się do mnie zwracasz, smarkaczu? - warknęłam zirytowana.
- No chyba żartujesz, że będę do ciebie mówił pani Uchiha - wydął usta jak małe dziecko, ale… chwila. On jest małym dzieckiem…
- Czego chcesz? - mruknęłam, zrzucając go ze swoich nóg.
- Ałć! - krzyknął łapiąc się kostkę - boli! Boli! - przestraszyłam się nie na żarty, jeśli coś mu się stało…
- Pokaż no mi tą nogę - z ociąganiem wziął ręce, a gdy to zrobił, wybuchnął śmiechem.
- Żartowałem, dzidzia. Zluzuj - wyszczerzył zęby, a ja nie mogłam uwierzyć własnym uszom.
- Że co proszę?!
- Okej, zacznijmy od początku - przybrał poważny ton, wystawiając palec wskazujący przed siebie. Patrzyłam jedynie na niego z wyczekiwaniem, tak naprawdę będąc ciekawa, co smarkacz mógł mi zaoferować.
- Bo ja potrzebuję pomocy - zmizerniał i gdyby był szczeniakiem, powiedziałabym, że oklapły mu uszy. Zaczął stykać palce przed sobą, w geście zamyślenia, a ja popatrzyłam na niego krytycznym wzrokiem. Na pewno ma w tym jakiś interes… Sześcioletni bandzior.
- No?
- Zadanie z matmy muszę rozwiązać! - nie wiadomo skąd, w jego rękach pojawił się notatnik i długopis, a na pierwszej kartce równanie.
- Iks równa się potrojonemu igrekowi, będącemu iloczynem różnicy  dwóch pierwszych liczb naturalnych, podzielonych przez… A czep się z takim czymś! - rzuciłam notatnikiem, a Rin ponad wszystko chciał go złapać, przez co spadł z łóżka. Ja dopiero wstałam, dlaczego on każe mi myśleć...
- Ale ja chciałem tylko żebyś mi pomogła! - w jego oczach pojawiły się łzy, a mi zrobiło się głupio. To tylko dzieciak, irytujący, denerwujący i chamski, ale to nadal dziecko…
- To nie tak, że cię nie lubię… - zaczęłam.
- Właśnie tak! - pociągnął nosem, a moja duma powoli się łamała. Jak nisko upadłam, żeby wyżywać się na sześciolatku...
- Emmm… Mogę to jakoś naprawić? - uniosłam ręce lekko do góry, przechylając głowę na bok.
- Tak - fuknął - odpłyyyń! - jego ręka nagle stała się falą, a ja nie wiedziałam co powiedzieć. Mały wstał i właśnie przymierzał się do wyjścia, lecz stanął jednak, wbijając we mnie swój wzrok - nie wiem, co Raito w tobie widzi - zadarł głowę wyżej - jesteś wredna i opryskliwa! - tupnął nogą, a w tym momencie do pokoju weszła Mirva.
- Ohayooo!  - a nie, jednak Miranda.
- Cześć - mruknęłam, pociągając nosem i zakopując się pod kołdrą.
- A ty kim jesteś? Kolejną niemiłą babą? - podszedł do dziewczyny, dotykając palcem jej nogi - do tego jesteś dziwna. Cała zielona!
- Ajć! Ranisz mnie! - Miranda udawała wielce poszkodowaną, a chłopczyk podłapał jej zabawę, przez co po chwili obydwoje skończyli na podłodze odgrywając przeróżne scenki. Żeby tylko nie wpadli na pomysł realizowania kamasutry. Hmpf.
Nakryłam się narzutą po same uszy i w spokoju próbowałam oddać się relaksacji, ignorując bachorstwo. Udawało mi się przez początkowe kilka minut. Potem moja cierpliwość natrafiła jednak na swoje granice.
- A wiesz co? Moja mamusia opowiadała mi kiedyś takie fajne legendy - powiedziała Miranda, a ja nadstawiłam uszu.
- A w ogóle to skąd ty jesteś? Taki podobny facet był naszym wrogiem ostatnio. A może jesteś jakimś opętanym szaleńcem?!  - uniósł się Rin.
- Nie, nie. Hihihihi! Ja nie z tych - już przed oczami miałam tę jej uśmiechniętą mordę. Boże, jak ja nie lubię przesadnych optymistów .
- To opowiedz mi trochę o sobie. Na pewno jesteś ciekawsza niż tamta w łóżku - tak bardzo chciałam na niego nawrzeszczeć, ale tego nie zrobiłam. Chwalmy moją samokontrolę!
- No więc pochodzę z takiej przepięknej krainy, wiesz? Tutaj jest trochę podobnie, ale Korynt jest lepszy!
- A dlaczego? - spytał mały podejrzliwym tonem.
- Mamy takie ooogromne drzewa i śliczne kwiaty. U was jest trochę ponuro, ale u nas też nie wszędzie jest kolorowo. Ludzie fajniej się ubierają. Tak, to na pewno.
- Moda, moda. Wy dziewczyny tylko o tym byście gadały… - westchnął.
- Wiesz, mamy fajne legendy. Jedna na przykład opowiada o rodzeń… - Miranda urwała a najlepszym momencie, a ja się spięłam.
- Ej, ej. Co ci się dzieje? - zapytał przestraszony Rin.
- Po prostu mamusia wraca, do zobaczenia - powiedziała miło,  a chwilę później usłyszałam jak chłopczyk szybko wciąga powietrze.
- Kim jesteś?
- Nazywam się Mirva  - cichy, niski pomruk ze strony Zielonej, pewnie przyprawił chłopaka o dodatkowe dreszcze.
- Aha - mruknął, gdy ta wyszła, zamykając za sobą drzwi - to Mirva, czy Miranda? - rzucił sam do siebie.
Po prostu mamusia wraca. Co to miało znaczyć? Ściągnęłam z siebie kołdrę, potrzebując więcej powietrza. Miranda jest córką Mirvy?!
- Dya… A co ty tu robisz, Rin? - spytał Raito, niespodziewane wchodząc do środa.
- Zastanawiam się nad sensem życia - odparł poważnie, a Yamura przerzucił wzrok na mnie.

- Zbieraj się, grubasie. Natychmiast Idziemy do szpitala. Hinata rodzi.


***
Ohayo!
Jak obiecałam. Licznik przekroczył 30 000, a Rozdział II wychodzi na światło dzienne ^^
Muszę wam powiedzieć, że mam nową miłość <3
SHINGEKI NO KYOJIN *.*
Uzależnia lepiej niż Naruto!
Już obkleiłam SnK trochę szafy, a najprawdopodobniej jutro, nie zostanie na niej nawet centymetr kwadratowy wolnego miejsca xd POLECAM <3

PS Jeśli ktoś będzie się czepiał Snikers'a. Nikt nie mówił, że w Naruto ich nie ma xd
Bywajcie!

17.12.2013r
Wrrrr.
Powinnam się uczyć ._.
Jak Rin wspomniał o równaniach przypomniałam sobie, że matma mnie kocha, ale wymaga dużo czasu, który trzeba jej poświęcić -.-"

17 komentarzy:

  1. Mmmmm, wizyta tego małego zapowiada się ciekawie ;-) bardzo podoba mi się jak opisujesz relacje rodzeństwa i jedyne czego mi dzisiaj zabrakło to brak SasuSaku, a uwielbiam ich jako pare w Twoim wykonaniu! Mam nadzieję, że w następnym rozdziale bd ich więcej, ale spodziewam się również, że Sakura właśnie odbiera poród, skoto to nie z nią Sasuke robił zakupy;-) może czas pomyśleć o własnym maluchu :-D? Kocham dzieci Sasuke, haha:-D cieszę się, że nie odeslalas ich od razu do krainy Mirvy i możemy poczytać trochę rozdziałów bez takiej bardzo bezpośredniej akcji ;-) ogólnie, co bd Cię więcej chwalić dziewczyno? Wiesz, że jesteś świetna :-P pozostaje mi życzyć weny i czekać na kolejny rozdział, pozdrawiam hayley :-*

    OdpowiedzUsuń
  2. To ze snickersem mnie rozwaliło po prostu. XDDD Ciekawe jakie będzie to dziecko. W sensie po kim będzie miało charakter itd. ;_;
    SnK też od niedawna jest moją miłością. ;w; Szkoda, że jutro ostatni odcinek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. + nie wiem czemu, ale na bloggerze nie wyświetliło mi się, że dodałaś nowy rozdział. Dopiero zauważyłam na Twoim fanpejdżu na fb ;o;;

      Usuń
  3. Tak sobie czytałam i czytałam i kurde, muszę się cofnąć w czasie by ogarniać ;-; Jednak podają mi się relacje rodzinki Uchiha :D nawet wciąga, przez chwilę myślałam, że Kiba będzie chciał wyznać miłość, co za fail >.> Chociaż bardziej mnie rozwalił sklep z rybami O.o Czekam na ciąg dalszy! Zapraszam przy okazji do siebie na http://przeznaczenie-kunoichi.blogspot.com :3
    PS. SnK jest wspaniałe! @^@

    OdpowiedzUsuń
  4. Pisz dalej bo uwielbiam czytac twoje opki wieczorami ;]

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam! Przypominam o konieczności wstawienia naszego linku lub buttonu, jeżeli chcesz, by twój blog został dodany do spisu.
    Pozdrawiam!

    http://lapidarium-narutowskie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Odpowiedzi
    1. Tak szczerze to nie, ani trochę.
      Kiedy nadrobię opowiadanie to skomentuję, to obiecać mogę. :)
      PS. Weryfikacja obrazkowa przy komentarzach jest konieczna? Bo np. u mnie na telefonie słabo widać i wpisuje te kody po 15 razy zanim wreszcie trafię na ten właściwy.
      Pozdrawiam. Miłej nocki życzę :-*

      Usuń
  7. Po prostu automaty ze stron porno lubią bardzo Kyodai.
    Ale spoko. Jutro usunę ^^
    Dobranoc ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny blog:)
    przeczytała wszystkie rozdziały w jeden dzień :D
    ciesze się, że piszesz też sakuxsaku <3
    czekam na następny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  9. Twoje zgłoszenie zostało zaakceptowane i opublikowane. Bardzo dziękuję za dołączenie swojego bloga do Lapidarium Narutowskiego. Pozdrawiam i zachęcam do zgłaszania nowych rozdziałów!

    OdpowiedzUsuń
  10. Pisz więcej, bo jest cudowne :3

    OdpowiedzUsuń
  11. I teraz wszyscy komentują tylko po to by był nowy rozdział :3
    A ogulnie to rozdział świetny kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Sasuke bawiący się z kotkiem: to takie rozbrajające :3 Ale jeszcze bardziej jest marzenie tego małego dzieciaka. "Sklep z rybami". To było takie spontaniczne i słodkie, że naszła mnie taka sadystyczna ochota zepsucia mu tego marzenia . Rozdzialik świetny. Czytam dalej.

    OdpowiedzUsuń
  13. No witaj, kochanie ;* No więc tak, zacznę jak ostatnio wszystkie komentarze, od zajebiście wielkich przepraszam za takie spóźnienie :< Wybacz, że dopiero teraz się za to zabieram, bo rozdział mam już dawno obcykany, ale no… taka a nie inna sytuacja życiowa (God, ale poważnie brzmi xd) mnie do tego zmusiła. Niemniej już jestem :3 Jeszcze raz wybacz kocie, że tak długo musiałaś czekać :< twoja wiadomość na gg tak mnie wzruszyła *-* Jesteś kochana <3
    No więc dobrze, zaczynając od rozdziału II… no kurwa, Sasuke, nie lam, jak Dyara chce sobie zrobić tatuaż to niech sobie zrobi, jestem jak najbardziej za xd Ojej, Sasuke strasznie mnie jara gdy tak broni Dyary i się wścieka, jak ktoś jej podskoczy. Ile ja bym dała za takie starszego brata <3 Tak, Sasuke w wersji starszego braciszka jest zdecydowanie sexi xD
    Chwila… czy… czy ty… czy ty nazwałaś KOTA imieniem, jakie nosi mój któryś z kolei mąż (Misha Collins)? ;_; Jak mogłaś mi to zrobić i nazwać kota Misha xD Boże, będziesz się za to smażyć w piekle xD No ale dobrze chociaż, że kot, koty są w porządku :3 Hahahaha, rozjebało mnie to z tym głaskaniem kota przez Sasuke, wyobraziłam go sobie jak się prostuje i taki poker face, że niby wcale go nie głaskał :D
    Hyhyhym, zaskoczyłaś mnie tą rozmową Dyary z Kibą. Rany, uwielbiam charakter Dyary :3 A na snikersie to w ogóle leżałam ze śmiechu :D w ogóle ujęła mnie reakcja Dyary, że się cieszy i w ogóle *-* To dobrze, że mu wybaczyła :3 A Raito jak zwykle przeukochany <3 Nie wiem, jak ci się udaje tworzyć takich idealnych facetów, ale rób to dalej, jest się czym wtedy pojarać xD
    Oh, biedna Dyara wybudzona z drzemki… no naprawdę chamstwo, jak ja ją dobrze rozumiem ;_;
    A ten dzieciak to jakiś dziwny, chamski jest xD Normalnie lubię dzieci, ale ten tu coś za bardzo się cwani. Ale jego rozmowy z Mirandą i tak mnie rozpierdalały :D
    O jezuuuu, Hinata rodzi!!! Nie mogę się doczekać *-*Obiecuję, że nadrobię wszystkie rozdziały, kochana :3
    I jeszcze raz przepraszam, że nie dawałam znaku życia. Pozdrawiam gorąco ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobrze, że odpisałaś!
      Już miałam CIA wzywać do Detektywów dzwonić i W11 zawiadamiać. Twoje szczęście, że dałaś jakiś znak życia! <3
      Uuhhuhuh. Przeczytaj III i IV rozdział, to dowiesz się, jak słodcy są "moi" faceci XD
      Chyba wyobraziłaś sobie sytuację z kotem tak jak ja - było śmiesznie xd - nawet tę przesadzoną reakcję Sasuke :3
      Mam nadzieję, że twa "trudna sytuacja" życiowa się ułoży. Jak nie dzwoń do mnie, skopę kogo trzeba <3
      Baaj ;*

      Usuń