poniedziałek, 16 września 2013

II Rozdział I

Dla Kyoki i Wiśni za wsparcie ^^

Sasuke

Muzyka
5 miesięcy później
Deszcz. Znowu ten upierdliwy deszcz bębnił w moje okna, irytując z sekundy na sekundę coraz bardziej. Niszczył mój spokój, czyli chwilowo rzecz o której marzyłam ponad życie. Tylko tego mi brakowało, aby w spokoju zastanowić się nad tym wszystkim, a nic nie ułatwiało mi tego zadania, hmpf.
Przekręciłem się na drugi bok, a błyskawica wybrała akurat ten moment aby rozjaśnić niebo na krótką chwilę. Kto by pomyślał, że po tylu latach znów znajdę się w Konoha? Nikt pewnie nie byłby na tyle głupi, aby chociaż wysnuwać takie przypuszczenia. A jednak, byłem tu. Leżałem w swoim własnym łóżku, beznamiętnie wpatrując się w ścianę. 
Po części nauczyłem już radzić sobie ze wspomnieniami. Sakura miała rację – z czasem to przychodzi prościej i nie zajmuje tak dużo uwagi, jak kiedyś. Znów powoli zakładam blokady na pewne kategorie przeszłości i z dnia na dzień jest lepiej. Jednak czasem mam zwidy i to deprymuje mnie najbardziej na świecie. Wprowadza w bezsensowne zamyślenie, które do niczego nie prowadzi, wpędzając jedynie w zakłopotanie polegające na niepanowaniu nad swoim umysłem w  całości. Ta bezradność powoli mnie przytłaczała. 
Chciałem uczyć innych jak mają żyć, gdy sam tego nie potrafiłem.
Czasem, kiedy  zostawałem w domu sam, widziałem matkę. Ostatnio dla przykładu zmywała naczynia w zlewie, świecąc niebieskim światłem, a ja niczym nastawiana na korbkę zabawka bezwiednie poszedłem w jej stronę, wyciągając rękę przed siebie. Gdy byłem już blisko, gdy brakowało kilku minimetrów, abym ją dotknął, ona zniknęła. Zmieniła się w białą mgłę i znikła, a ja stałem jak ostatni wariat i patrzyłem się przed siebie, zadając tym samym niewypowiedziane na głos pytania. Męczyło mnie to. Ta niemoc. Niemoc i niewiedza.
Coraz mniej wychodziłem z domu. Nie miałem ochoty patrzeć na uśmiechniętych byłych znajomych, którzy zaczynali już zapominać o wojnie i o tym, że polegli tam ich przyjaciele. Zazdrościłem im. To druga rzecz w życiu, której komuś zazdrościłem – umiejętności kasowania wspomnień. Kilka dni temu rozmawiałem o tym z Dyarą, która również opanowała tę technikę. Po prostu zmusza siebie do nie myślenia o przeszłości, a niechciane wydarzenia znikają i robią to nieprzerwanie. Niestety ma to swoją wadę. Zła część tego co było, zabiera również ze sobą te dobre aspekty życia, które warto zapamiętać i jestem pewien, że ona nie kłamie. Gdy rzuciłem coś ostatnio apropo tego co działo się ponad sześć lat temu, ona zdawała się naprawdę nie kojarzyć faktów.
Męczy mnie piosenka. Piosenka, którą nuciła mama w tę noc. Gdy jeszcze w starej kwaterze Dyara zamieściła to w genjutsu, którego sam doświadczyłem nie zwróciłem na to uwagi. Lecz jakiś tydzień temu wszystko przyśniło mi się ponownie. Wtedy, kiedy Sakury akurat nie było w domu. Widziałem to jakby na jawie - dokładnie, z prawie wszystkimi detalami. Włącznie z tą piosenką, ale … to jedyny element, którego nie mogę sobie przypomnieć. Nawet nie znam melodii, nie wspominając o tekście. Kiedy spytałem się o to Dyarę, ona popatrzyła tylko na mnie dziwnie, mówiąc, że nie kojarzy, aby Mikoto śpiewała cokolwiek. To jeden z minusów jej systemu obronnego. Każdy przyjmuje swój własny, który zaczyna działać po pewnym czasie. Z reguły my, ludzie robimy to nieświadomie. Lecz niestety ja zdaję sobie z tego sprawę i wcale nie czuję się z tym dobrze.
- Sasuke, gdzie jesteś? – bębnienie deszczu przerwał dźwięczny głos Sakury, rozchodzący się po piętrze. W ogóle nie słyszałem, jak wchodziła na górę. To pewnie przez pogodę – Sasuke! – krzyknęła już zirytowana moim brakiem odpowiedzi.
- Tutaj – powiedziałem, gdy właśnie przechodziła obok otwartych drzwi pokoju w którym się znajdowałem, zmierzając do dalszych pomieszczeń. Ona zatrzymała się w pół kroku i obróciła się o dziewięćdziesiąt stopni, stojąc teraz do mnie przodem.
- Czy nie mogłeś odpowiedzieć mi wcześniej?! – rzuciła z furią płaszcz na krzesełko i schyliła się, aby rozwiązać buty. Podniosłem się leniwie do siadu, rozmyślając nad powodem jej złości.
- O czym ty mówisz? – spytałem, patrząc na nią bacznie.
- Wołam cię idioto od kilku minut! Prawie zeszłam na zawał ze strachu, bo ty nie byłeś łaskawy mi odpowiedzieć! – hmpf. Ma okres, czy jak? I dlaczego rozbiera się dopiero teraz?
- Czemu zdejmujesz ubrania tutaj?
- Bo jak mi nie odpowiedziałeś, to odstawiłam reklamówki tam gdzie stałam i poszłam cię szukać, idioto! – nie mogła poradzić sobie z zapięciem swetra, więc wstałem i podszedłem do niej, łapiąc jej dłonie, na co ta uspokoiła się trochę. Rozpiąłem suwak i ponownie złapałem ją za rękę.
- Nie odpowiedziałem, bo nie usłyszałem – mruknąłem cicho, mając nadzieję, że na tym zakończy się nasz nierówny pojedynek. Jednak tymi słowami chyba jedynie pogorszyłem sytuację, bo teraz jej wzrok z zabijającego zmienił się na litościwy. Nie chciałem jej litości – nie patrz tak na mnie – warknąłem, odsuwając się – nie jestem kaleką – podszedłem do okna, zapatrując się na walczące z wiatrem drzewo.
- Nasiliło ci się? – już spokojnie podwinęła rękawy i założyła ręce na piersi.
- Nie, poprawiło – prychnąłem sarkastycznie, na co ona wydęła usta.
- Martwię się, uszanuj to – fuknęła, biorąc buty w rękę, po czym wyszła.
Westchnąłem, obracając się, mając tym samym na widoku cały mój pokój. To tutaj ostatnimi czasy przebywałem. Jakoś nie mogłem do końca zaaklimatyzować się w sypialni, gdzie spędzam noce z Sakurą. To tutaj w tym małym, pomalowanym na granatowo pokoiku potrafiłem się trochę rozluźnić i puścić wodze myśli, co wcale nie było takie łatwe, jakim się wydaje. Okno, regał, biurko na którym leżał jej płaszcz. Płaszcz kobiety, która wszystkimi swoimi siłami wyciągnęła mnie z moralnego dna, sprowadzając na tylko sobie znaną ścieżkę, bo na pewno nie jest to ścieżka prawości. Sakura nie stara się mnie zmienić, już nie. Wie, że Konoha jest dla mnie tylko wioską. Taką, jak każda inna z tą różnicą, że tu się wychowałem i nie chce na siłę wpajać mi swoich wartości. Za to ją kocham. Za tę akceptację, którą mnie obdarzyła.
Przeczesałem ręką włosy. Jeszcze kilka miesięcy temu nie posądziłbym się o takie myśli. Gdyby ktoś mi powiedział, że ponownie zamieszkam w Konoha, znajdę kobietę, która da mi szczęście, odnowię kontakty z siostrą, a moja nienawiść do brata zmaleje, wyśmiałbym go. Nie. Prawdopodobnie bym go zabił za gadanie takich herezji. Ostatnio w moim słowniku zagościło słowo „kochać” i muszę przyznać, że nadal jest mi obce, a wymawianie go przychodzi mi z trudem. To jedno słowo zawiera zbyt wiele, aby go nadużywać, albo, żeby go w ogóle używać. A jednak gości czasem w moich myślach. Hmpf.
Zamknąłem uchylone okno, wziąłem jej płaszcz i wyszedłem z pokoju. Zaraz znowu na mnie nakrzyczy, potem zamilknie, ponownie da reprymendę, a następnie się pogodzimy. To już z reguły taki standard, który w siedemdziesięciu pięciu procentach się sprawdza. Idę, będę miał to z głowy. Prychnąłem na swoje własne myśli, że zamieniam się w faceta pod pantoflem. Jestem Uchiha, a to jest przecież niedopuszczal…
Stanąłem jak wryty. Miałem wrażenie, że czas się zatrzymał, a deszcz całkowicie ucichł. Patrzyłem, patrzyłem na… moją mamę, która uśmiechnięta wchodziła po schodach. Nagle moją uwagę przykuła kolejna emanująca błękitem postać, a mianowicie mój tata, który stał w drzwiach sypialni Dyary, patrząc na nią z uwagą. Ona zamyślona szła dalej nieświadoma jego obecności. Pisnęła głośno, gdy tata złapał ją w pasie i przyciągnął do siebie, lecz wyrwała mu się, uciekając. Patrzyłem z przestrachem, kiedy biegła w moją stronę. Podświadomość krzyczała: odsuń się, odsuń się! Ale ja nie potrafiłem. Mikoto dosłownie wbiegła we mnie, a sekundę później widziałem już tylko białą mgłę. Tata stał cały czas w tym samym miejscu, lecz mimika jego twarzy zmieniła się, gdy mama zniknęła. Popatrzył na mnie gniewnie i ruszył w moją stronę z uniesioną pięścią. Otworzyłem szerzej oczy, a po chwili poczułem jedynie zimno, które mnie owiało, gdy duch zmienił się w mgłę.
Nie mogłem się ruszyć. Wszystkie moje mięśnie odmówiły współpracy, a szufladki znów zaczęły się otwierać. Nie, nie, nie!
- Sasuke – znikąd pojawiła się Sakura, oplatając mnie rękoma – nikogo tu nie ma. Ich tu nie ma, Sasuke – mówiła cicho, gładząc mnie po plecach – jesteśmy sami – zamknąłem oczy i opuściłem zdrętwiałe ręce.
- Ale byli – szepnąłem, mając w wyobraźni obraz zadowolonej mamy i wściekłego ojca.
- Wołałam cię – odparła równie cicho.
- Nie słyszałem cię – odpowiedziałem przez zaciśnięte zęby.
- Wiem i nie rozumiem, dlaczego – pokręciła głową na boki.
- Ja też nie i wca…
- Szukałam już wszędzie. Przeczesałam całą bibliotekę, wysłałam list do Suny i oni też nie mają o tym pojęcia. Ja już nie wiem, co mam robić – brutalnie przerwała moją wypowiedź, na rzecz swojej, w którą włożyła więcej uczuć, niż pewnie początkowo zamierzała. Ze stwierdzenia faktu, wyszło jej bolesne narzekanie.
- To mój problem – mruknąłem, odpędzając wizję duchów i mając nadzieję, że te słowa zamkną jej buzię.
- To NASZ problem – o jakie płonne były moje nadzieje… Nałożyła nacisk na jedno słowo, chcąc dosadnie dać mi do zrozumienia, że się o mnie martwi. Tylko, że ja to wiem. Ale nie mam zamiaru tego roztrząsać.
- Hmpf.
- Ty nie rozumiesz – powiedziała cicho, odsuwając się. W mojej głowie zapaliła się malutka, czerwona lampeczka, sygnalizująca kłopoty na które wcale nie miałem ochoty.
- Czego znowu nie rozumiem? – spytałem, mimowolnie przewracając oczami.
- I właśnie w tej sposób się zachowujesz – warknęła, wysuwając przed siebie palec, aby zaraz uderzyć mnie w pierś.
- Hej, hej, hej. Nie pomyliło ci się coś? – zmrużyłem oczy. Nie podobał mi się kierunek, w którym zmierzała ta rozmowa.
- Próbuję ci jedynie powiedzieć, że ostatnio ponoszę największą klęskę mojego życia! – krzyknęła, odpychając mnie z zamiarem odejścia. Złapałem ją jednak za dłoń z powrotem każąc na siebie spojrzeć.
- O czym ty mówisz? – spytałem szczerze zainteresowany, nie mając nawet przypuszczeń na temat powodu jej wybuchu.
- O tym, że nie potrafię zrobić najważniejszej rzeczy! – wrzasnęła z pretensjami w głosie, a jej oczy zaszkliły się momentalnie.
- Ale…
- Jestem lekarzem, a nie potrafię pomóc osobie, na której najbardziej mi zależy. Czy to jest takie trudne do zrozumienia, Uchiha?! – tupnęła nogą, wyrzucając ręce do góry.
- To wcale nie jest tak – tak bardzo wiedziałem, jak ona się czuła. Tak bardzo nie potrafiłem na to nic poradzić. Niemoc. To znowu ta pieprzona niemoc.
***
Dyara
Wbiegłam do kuchni niczym torpeda, mało co nie wywróciwszy się na zakręcie. Najpierw migiem przeszukałam lodówkę, a gdy nic w niej nie znalazłam z hukiem zamknęłam jej drzwiczki. Gdzie ona jest? Spenetrowałam potem szafkę nad kuchenką, lecz znalazłam tam same przyprawy, a moje zdenerwowanie rosło z sekundy na sekundę. Następnie dorwałam się do wszystkich innych szafek i oczywiście dopiero w ostatniej znalazłam upragnioną rzecz. Czekolada! I to z musem borówkowym! Jak mi tego brakowało przez ostatni tydzień!
Rozanielona usiadłam w kuchni na kafelkach, za plecami mając piekarnik. Na moich ustach zagościł błogi uśmiech, gdy na języku poczułam słodki smak raju, więc nie patyczkując się z tabliczką, ugryzłam ją po raz kolejny. Czy jakikolwiek wielbiciel czekolady łamał ją kiedykolwiek na prostokąciki? Szanujmy się… Po chwili puste opakowanie wylądowało na podłodze obok mnie. Hmmm, to bierzemy się za następne, niach niach.
- A co ty tu robisz? – podniosłam wzrok i zobaczyłam Raito, który opierał się o ścianę z rękoma założonymi na piersi, przyglądając mi się z rozbawieniem. Dopiero co wróciliśmy ze spaceru, gdyż rozpadało się już kompletnie i nie mogliśmy go kontynuować. Nawałnicę przetrwaliśmy pod daszkiem sklepu, lecz gdy można było już iść, otworzyliśmy parasol i wróciliśmy do domu, będąc pewnymi, że wiatr już nam go nie zabierze.
- Jem – powiedziałam z ustami pełnymi czekolady, na co on zaśmiał się i przeczesał ręką włosy, podchodząc bliżej.
- Zostawiłaś coś dla mnie? – spytał, rozglądając się dookoła, lecz znalazł jedynie dwa puste opakowania.
- Zgłupiałeś? – odpowiedziałam z pełną buzią.
- Zachowujesz się jak małe dziecko – zbeształ mnie, otwierając lodówkę.
- Dobrze mi z tym - fuknęłam, marszcząc brwi. Chłopak trzymał teraz w ręce butelkę mleka i patrzył na nią z konsternacją - nie jest przeterminowane - powiedziałam, gdyż butelka zdążyła już wylądować we wszystkich możliwych płaszczyznach, gdy Raito skupiony szukał na opakowaniu daty. On na to mruknął coś pod nosem i usiadł naprzeciwko mnie, opierając się o szafkę, a nogi rozłożył tak, że byłam pomiędzy nimi. Nadal bez słowa skierowanego w moją stronę odkręcił korek i za jednym razem wypił pół litra mleka. Fuj.
- Spokojnie, nie pójdzie ci w cycki - mruknął.
- Ale o czym ty mó... A ty mendo! - nachyliłam się do przodu i przechyliłam butelkę z której ponownie pił, w efekcie na jego koszulce powstała mokra plama.
- Pójdzie w dupę, wiesz o tym - powiedział melodyjnie, wskazując na opakowania po czekoladzie.
- Czep się - rzuciłam, odwracając głowę na bok. No żeby bez pardonowo takie sugestie mi tu urządzać! - znajdź sobie inną, z mniejszym tyłkiem i większymi cyckami - syknęłam, wstając.
- Masz kompleksy, młoda? - spytała Mirva, wchodząc do pomieszczenia. Jeszcze jej tu brakowało... Ubrana w moje spodnie dresowe i jeden z wielu t-shirtów prezentowała się całkiem nieźle, jak na chodzącą roślinę. Musiałam dać Zielonej te spodnie, bo gdy pożyczyłam je jej raz, to wycięła w nich dziurę, bo Herman musiał czuć przestrzeń wokół siebie, czy coś...
- No cześć - powiedział Ratio, odstawiając pustą już butelkę na podłogę.
- Dlaczego nic tu nie ma? - warknęła wskazując na lodówkę, po czym popatrzyła na mnie złowrogo. Rozgniewana Zielona?
- Bo nie zrobiłaś zakupów - odparłam podchodząc do umywalki, podziwiając przez okno niebo, które powoli rozjaśniało się.
- Ja? - otworzyła szerzej oczy i cofnęła się o jeden krok.
- No a kto? - sapnęłam - teraz twoja kolej.
- A no może faktycznie - odparła, zamyśliwszy się przez chwilę. Ratio westchnął i wstał, aby wyrzucić śmieci - tak poza tematem, to mam dla was propozycję.
- Hmmm? – mruknęłam, szukając patelki. Gdzie jesteś pateleczko? Chodź do mamusi, no chodź.
- W piekarniku – powiedział rozbawiony Raito, wyjmując z szuflady deskę i nóż.
- Eee? – podniosłam się, uderzając głową o kant blatu. Kuso!
- Pierdoła – westchnął, kręcąc głową – patelka jest w piekarniku.
- Skąd wiesz, że szukam akurat tego? – mruknęłam zgryźliwie.
- Bo jeśli robisz coś do jedzenia, to może być to tylko i wyłącznie jajecznica – odparł, szatkując jedyną marchewkę, która ostała się w czeluściach lodówki.
- Sugerujesz coś? – zmrużyłam oczy i podeszłam do niego z upragnioną patelką w ręce.
- Tak – powiedział, a pokrojona marchewka wylądowała w blaszanej misce.
- Sugerujesz, że nie umiem gotować? – zbliżyłam się, wymachując groźnie swym znaleziskiem.
- Ja tego wcale nie sugeruję – opuściłam rękę, myśląc, że dał mi spokój – ja to wiem.
- O ty mendo! – wrzuciłam patelnię do zlewu i dumnie odwróciłam się do niego tyłem, ze skrzyżowanymi rękoma. Nie każdy musi mieć talent kulinarny! Szczególnie, gdy nie ma nic w lodówce! Swoją drogą muszę przyznać to, że jedyne co potrafię zrobić dobrze na sto procent to jajecznica. No ale nie musiał mi o tym przypominać, prawda?! Jajecznica, jajecznicą, ale może być przecież z cebulą, ze szczypiorkiem, z kiełba…
- Skończyliście? – spytała Mirva, siadając na wysokim krzesełku barowym, obitym czarną skórą. Rozejrzałam się dookoła. W sumie całkiem niezłą mamy tą kuchnię.
- Wątpię – kątem oka spojrzałam na usatysfakcjonowanego Raito, który właśnie kończył sałatkę z marchewki i pora, który niewiadomo skąd znalazł się na desce. Co za menda, hmpf. Jeszcze będzie chciał mojej jajecznicy!
- Nieważne – westchnęła – nie przyszłam tu do was, aby rozmawiać na temat jedzenia – podparła głowę na łokciu, a Herman poruszył się nieznacznie. Wrrr, nadal nie mogę się do niego przyzwyczaić…
- Zauważyliśmy – odpowiedział Raito i zostawiwszy przygotowaną surówkę, odwrócił się w naszą stronę. Prychnęłam, a uśmiech na jego ustach jedynie się powiększył. Oj, czekolado. Tylko ty mnie rozumiesz.
- Sprawa wygląda następująco – przerwała, bębniąc palcami o blat – jak widzicie jestem już prawie w formie i zamierzam domagać się swojej części umowy – uniosłam brew do góry, zaciekawiona – zgodnie z tym, co obiecał mi wasz Hokage mam powrócić do swojego kraju – szukałam w swojej pamięci tego faktu i rzeczywiście, Naruto mówił coś takiego.
- Ale dlaczego przychodzisz z tym do nas? – spytał Raito, wyjmując talerze – rób tą jajecznicę – rzucił w moją stronę.
- Ani mi się śni – warknęłam – więc? – zwróciłam się w stronę kobiety.
- Wiem, że ty i twoje rodzeństwo chcecie dostać się na drugi kontynent – spojrzała na mnie z błyskiem w oku – a do tego potrzebne mi jest coś w rodzaju eskorty, jak już mówiłam.
- Tobie potrzebna jest eskorta? – popatrzyłam na nią z powątpieniem, starając się na razie nie myśleć o pierwszej części jej wypowiedzi – Mirva, byłaś asem w naszej armii. Gdyby nie ty, ta wojna mogłaby skończyć się zupełnie inaczej. Nie udawaj skromnej, bo świetnie zdajesz sobie z tego sprawę – Herman zdradził jej satysfakcję, a Raito zdążył już postawić patelkę na gazie i nalać na nią trochę oleju. Przeszedł obok mnie, dość niedelikatnie przepychając, aby dostać się do lodówki. Parszywa menda.
- Eh, to może inaczej – mruknęła, zeskakując z krzesełka, żeby również podejść do lodówki, od której odszedł właśnie Raito z czterema jajkami w ręce. Hmmm. Jajecznica ze szczypiorkiem, albo ze średnio przysmażoną cebulką… Nie, nie zrobię tego. Ma sobie radzić sam – zmierzam do tego, że wcale nie jestem szanowaną obywatelką Koryntu. Nigdy nią w sumie nie byłam – usiadła z powrotem na stołku z jabłkiem w ręku. Moment, to ta lodówka nie miała być pusta? – macie coś takiego jak Księga Bingo, a niej zapisane są nazwiska nukein’ów, mylę się?
- Nie – mruknęłam, patrząc na Raito, który wbijał właśnie jajka na rozgrzaną patelkę. Hmpf, nie. To moja robota. Bez słowa podeszłam do niego i przechwyciłam stery w wyprawie ku jajecznicy, na co on uśmiechnął się znowu i przepuścił mnie bez żadnego problemu. I tak jest mendą.
- W Koryncie nazywamy to Spisem Rigier’a, a takich ludzi kaina – ugryzła jabłko, nie odzywając się przez chwilę, więc ciszę przerywało jedynie skwierczenie oleju – przechodząc do sedna, możecie mnie tam odnaleźć – przestałam mieszać jajka drewnianą łyżką, bo moja ręka zatrzymała się i nie miała ochoty dalej ze mną współpracować.
- Jesteś nukein’em? – spytałam w końcu zdziwiona.
- Kaina, Dyara. Kaina – poprawiła mnie, usadawiając się wygodniej.
- O-okej, kontynuuj.
- Mogę nazwać tę podróż obustronną korzyścią. Wy pójdziecie razem ze mną jako „eskorta spoza kontynentu”, bo według prawa nie można was wtedy dotknąć, a jeśli będę podróżować z wami, to mnie również – wzięłam patelkę w rękę i skierowałam się do talerzy, przyszykowanych przez chłopaka, myśląc o tym, co powiedziała przed chwilą Mirva – za to wasza trójka będzie miała możliwość dowiedzenia się czegoś o klątwie – znów znieruchomiałam. Gdy tylko słyszę to słowo, przechodzi mnie dreszcz, a do głowy wracają wspomnienia. Nie, nie, nie.
- To tyle? – spytałam chłodno, wkładając patelnię do zlewu.
- Tyle? – spytała niezadowolona – twój brat już ma problemy ze słuchem. Tobie też pewnie coś dolega, a Itachi również nie jest w pełni sił.
- Skąd o tym wiesz? – oparłam dłonie o stół, patrząc na nią groźnie.
- Ha! – prychnęła – proces zdobywania informacji już się rozpoczął, jeśli chodzi o mnie, oczywiście. Aczkolwiek jeśli gardzisz moją pomocą, to wcale nie muszę ci jej udzielać – ugryzła jabłko, wstając, a ja nie mogłam się wysłowić.
- Poczekaj – powiedział Raito, widząc, że nie mogę się odezwać. Kuso! Znowu? Odetchnęłam głęboko i skupiłam wzrok na Zielonej.
- Co możesz mi zagwarantować?
- Informacje, to pewne – Herman znów się poruszył, tylko tym razem nie wiedziałam, jak mam to zinterpretować.
- Kto dokładnie ma z tobą iść? – spytałam, rozluźniając się.
- Nie ukrywam, że nie mam kontaktów w tej wiosce, prócz was, twoich braci i Hokage. Mimo spędzenia tu kilku miesięcy nie miałam ochoty z nikim poznawać się bliżej. Do tego wiem, że w walce na pewno nie zawadzacie, wręcz przeciwnie. A tak się składa, że akurat potrzebujecie pomocy w Koryncie – powiedziała na jednym tchu, opierając ciężar ciała na jednej nodze – co za zbieg okoliczności, prawda? – jej niski dotychczas głos podwyższył się o oktawę, a w oczach pojawiła się dziecięca radość. Miranda?
- Tak, prawda – mruknęłam, wyjmując z szuflady dwa widelce oraz próbując zebrać myśli do kupy.
- Więc wy, Sasuke i Itachi przydacie mi się najbardziej – jej głos wrócił do normy, a Mirva odzyskała władzę nad ciałem.
- Zwróć uwagę, że Itachi’ego nie ma w wiosce od dłuższego czasu i z tego co wiem, nie ma zamiaru tu wracać – wsunęłam pierwszą porcję jajecznicy do ust. Mmm, wyszła mi.
- Zwracam na to uwagę, ponieważ wiem, że możesz się z nim skontaktować – przełknęłam, nakładając sobie na talerz surówki. Cholera, ma rację.
- Mów dalej.
- Legenda o Trójce Demonicznego Rodzeństwa, dwójka braci i jedna siostra. Mówi ci to coś? – w ustach natychmiast mi zaschło, a czas spowolnił swój bieg. Rodzeństwo, jest. Trójka, jest. Demoniczne? Hmmm…
- Może – odpowiedziałam po dłuższej chwili, ponownie nie mogąc wymówić wybranych słów.
- Więcej ci nie powiem, dopóki nie opuścicie terenu Konohy, jako moja eskorta – rzuciła ogryzek jabłka do kosza i oczywiście trafiła.
- To jest szantaż – uniosłam się, wrogo mrużąc oczy.
- Może niekoniecznie jawny, ale… - udała zamyślenie – chyba masz rację.
- A co wy tu wszyscy robicie? – do kuchni wkroczyła Sakura, ubrana w zgniłozielony sweter z podwiniętymi rękawami, nerwowo przeczesując wzrokiem pomieszczenie.
- Zacieśniamy stosunki... – powiedział ironicznie Raito, zabierając sprzed mojego nosa pusty już talerz, aby włożyć go do zlewu.
- A i owszem – odpowiedziała Mirva, przeciągając się. Prychnęłam, sięgając po butelkę z wodą. Sakura wyczuła jakiś zapach i bardzo starała się go zidentyfikować niuchając co chwilę.
- Co jedliście? – niuch, niuch. Nim zdążyłam odpowiedzieć, różowo włosa spostrzegła patelkę – to mówisz Dyara, że dla odmiany zrobiłaś jajecznicę? – widziałam, że starała się nie roześmiać, lecz ona również i tak trafiła na moją czarną listę. Kolejna menda… - moment - zatrzymała się – Raito, czemu nie zrobiliście obiadu?
- A niby z czego? – fuknął urażony. Ktoś tu podważa jego stanowisko kucharza, ojojoj.
- Reklamówki stoją w holu, od dwudziestu minut – zmrużyła oczy i myślała chyba, że oświadczyła nam rzecz oczywistą.
- Dowiaduję się o tym dopiero teraz, gdy wykorzystałam wszystkie swoje siły, na zrobienie jajecznicy? – plasnęłam się otwartą stroną dłoni w czoło.
- To wszystko twoja wina – powiedział Raito, włączając czajnik.
- Moja? – zdziwiłam się, a spokojny stan mojego umysłu zaczynał ewoluować nie w te stronę, co potrzeba.
- Gdybyś nie pobiegła w poszukiwaniach czekolady, to możliwe, że zamiast jajecznicy, jedlibyśmy na przykład naleśniki – podszedł do mnie uśmiechnięty, aby złapać w pasie i przytulić, lecz ja niewzruszona stałam uparcie i nie miałam najmniejszego zamiaru odwzajemnić jego gestu.
- Tak, czy siak – powiedziała Sakura, chcąc rozładować atmosferę – zrobiłam zakupy i bardzo się z tego cieszę – zaczęła rozpakowywać reklamówki, po które przed chwilą poszła do holu, a ja nie miałam ochoty dłużej tu siedzieć.
- Idę, a my – wskazałam na Mirvę – jeszcze sobie porozmawiamy – odpowiedziała mi kpiącym uśmiechem.
- Gdzie idziesz? – spytał Raito, przyciskając mnie mocniej do siebie.
- Jak najdalej od ciebie – syknęłam, wyrywając się z jego objęć.
- Hyhyhy, zaczyna się – zaśpiewała melodyjnie Mirva, gdy wyminęłam ją z gracją wariatki
- Nie śmiej się, Zielona – warknęłam, obracając głowę w jej stronę.
- Dya… - zawołał Raito, gdy nagle wpadłam na czyjś tors.
- Sasuke! – odskoczyłam z krzykiem do tyłu, łapiąc się za pierś, aby uspokoić galopujące serce.
- Nie drzyj się – syknął, łapiąc się za głowę. Podniósł wzrok, a na jego ustach pojawił się grymas – a tu co? Spotkanie integracyjne?
- Hmpf – sapnęłam, gdyż obecność brata nie podziałała na mnie uspokajająco – dobranoc – wyminęłam go, będąc w centrum uwagi wszystkich, a w pomieszczeniu na chwilę zapanowała cisza. Wchodząc po schodach na górę, słyszałam jedynie kroki Raito podążającego za mną. Burza powoli przechodziła, a dach będzie idealnym miejscem, aby przemyśleć to, co powiedziała mi Mirva. To nie może być takie proste.
***
Itachi
Dzień później.
- Deeeejuś! – dziki pisk przeszył powietrze, a herbata w moim kubku aż się zatrzęsła.
- Hidan, plejasie. Zamknij ryj – odpowiedź na poziomie wyzwiska wydobyła się z ust Doushito, który z całych sił próbował wyciągnąć siekierę z pniaka, gdzie ta ugrzęzła.
- Sam się zamknij, transie! – westchnąłem i spokojnie, siedząc na tarasie, wygrzewając się w popołudniowym słońcu, upiłem łyk zielonej herbaty. Podobno pomaga się uspokoić, a jak na chwilę obecną jest mi to bardzo potrzebne.
- Nawet drewna nie potrafisz porąbać, jak należy. Ciota! – miałem powoli dość. Przez cały czas, gdy byłem częścią Akatsuki z łatwością ignorowałem odzywki tych dwojga. Ale dziś coś jest nie tak, czuję to i kompletnie mi się to nie podoba.
- Ciasta? – głowa Imrin nagle wychyliła się zza drzwi, a ja odetchnąłem. To tylko ona… Skinąłem twierdząco i powróciłem do picia herbaty oraz pilnowania tej dwójki.
- Deeejuś – zwrócił się do chłopaka Hidan, ponętnie opierający się o drzewo – bo tu chodzi o to, aby pniaki pękały na pół, a nie siekiery – po tych słowach wpadł w nieopanowany śmiech, gdy Deidara niezmiennie trzymał w dłoniach złamane narzędzie. W akcie złości ten nagle metalową częścią wymierzył w Hidana, któremu ostrze po chwili wbiło się w udo.
- Ooo tak! – ten krzyknął ucieszony taką dawką bólu. Idiota.
- Widzę, że też masz dość – mruknął Kisame, który właśnie wyszedł z domu. Mężczyzna oparł się o balustradę i zapatrzył na wyzywających się towarzyszy. Ponownie upiłem łyk herbaty, próbując się zrelaksować.
- Ty popieprzony jashinisto! – już wstawałem, już prawie wstałem, już wstałem! Dobrze, że Kisame mnie trzymał, bo...
- Jabłecznik podano – na taras weszła Imrin i zatrzymała się w drzwiach, widząc mnie w uścisku Hoshigaki’ego. Kulturalnie strzepnąłem jego dłonie i wróciłem na swoje krzesełko, gdzie miałem doskonały widok na zatokę.
- Dziękuję – mruknąłem, biorąc kawałek ciasta.
- Ja również – odpowiedział niskim głosem Kisame, a Imrin uśmiechnęła się do nas miło i ponownie zniknęła w domku. Mój partner rozejrzał się prowizorycznie dookoła i zapytał – jak oczy? – nie przerywałem jedzenia. Dopiero, gdy skończyłem swoją porcję i odstawiłem swój talerzyk na stolik, zdecydowałem się mu odpowiedzieć.
- Bywało lepiej – splotłem ręce, kręcąc palcami młynek. O. Siekiera wylądowała w wodzie.
- Goń się, pedale!
- Ale pogorszyło ci się nagle, czy stopniowo, tak jak nadal? – również złapał kawałek ciasta, a ja z całych sił próbowałem ignorować odgłosy dochodzące z podwórka.
- Sam już nie wiem – mruknąłem, zamykając oczy i odchylając głowę do tyłu, gdzie czekała na nią miękka poduszka.
- Wszystko się pieprzy – rzucił i tak jak ja, oddawał się chwili spokoju, która o dziwo zaistniała. Siedem, osiem, dziewięć, dziesięć. Otworzyłem oczy. Przez dziesięć sekund wokół nas panowała cisza. Aha, już wszystko jasne. Deidara gdzieś zniknął, a Hidan na piasku stworzył jakiś krąg i odprawiał te swoje modły. Jak dobrze…
- Eee! Itachi! – jak zawsze beznamiętnie spojrzałem na Hidana, który darł się niemiłosiernie, próbując zwrócić moją uwagę – masz zapałki? – Kisame roześmiał się cicho, a ja już miałem ochotę zrobić to samo. Niczym dziwnym było jednak to, że tego nie zrobiłem.
- A co chcesz podpalić? – odkrzyknął Hoshigaki, najwyraźniej zainteresowany pomysłem Siwego.
- Siebie! – pierdolę, wychodzę. Szybko wstałem z bujanego fotela, mało co nie potrącając stolika, na którym stały kubki i dzbanek. Gdyby to spadło, Imrin by mnie zabiła…
- Zbierasz się? – spytał rozbawiony. Nie odpowiedziałem mu, lecz wiedział, że to znaczyło „tak”.
Pchnąłem lekko uchylone drewniane drzwi, a przede mną pojawił się mały i dość przytulny hol domku letniskowego Imrin. Zdjąłem buty, układając je pod ścianą i po wypolerowanym parkiecie przeszedłem do salonu. Wszedłem do dobrze urządzonego pomieszczenia, idealnego do poczytania książki w wolnym czasie. Jasne ściany i dwa duże okna, dzięki którym światło wpadało do środka. Ciemna kanapa, dwa fotele stojące po lewej i ogromna, czarna szafa po prawej. 
Imrin nawet nie zauważyła, jak wszedłem. Cicho podszedłem bliżej, a gdy złapałem ją w pasie, to prawie natychmiast jej łokieć powędrował w stronę mojego splotu, a kolano już szykowało się do spotkanie z moim kroczem. Zblokowałem jej uderzenia, po czym obróciłem w swoją stronę.
- Ach, to tylko ty – westchnęła, opierając czoło o moją klatkę piersiową. Skonsternowany uniosłem brew do góry, a przez koszulkę czułem, jak Imrin się uśmiecha – wiem, co teraz robisz i co myślisz i wiedz, że to nie tak jak myślisz – zaśmiała się cicho, wtulając bardziej. To zdanie chyba niekoniecznie było logiczne… - spodziewałam się Hidana – odsunąłem ją od siebie i popatrzyłem karcąco.
- Spodziewałaś się napalonego, bezmózgiego  faceta zamiast swojego narzeczonego? Chcesz mi coś powiedzieć?
- Nie – potrząsnęła głową – tylko to już mój instynkt. Nic na to nie poradzę – wbiła wzrok w ziemię, a wyraz jej twarzy zmienił się na posępny.
- Kobieta brutal – ogniki w jej oczach ponownie się zapaliły, a ona sama uśmiechnęła się lekko. Hidan, ty zidiociały zboczeńcu. Z tobą rozprawię się później.
- Długo tu jeszcze będziemy? – spytała biorąc do ręki konewkę, którą jeszcze chwilę temu podlewała kwiatki.
- Nie mam pojęcia – usiadłem na wygodnej narożnej kanapie, obserwując Imrin. Nawet w dresach wyglądała świetnie. Przywilej kobiety Uchiha.
- Zaczyna mi się tu nudzić – westchnęła, odstawiając konewkę na parapet.
- Nudzę cię? Nie jestem wystarczająco zabawny?
- Ty nigdy nie byłeś zabawny – odparła, podpierając ręce na biodrach.
- To wcale nie jest komplement.
- Nie miał być – burknęła, siadając obok.
- Gorszy dzień? – odburknąłem w końcu się odprężając.
- Nie denerwuj mnie, Uchiha – warknęła, splatając ręce na piersi.
- Gadasz identycznie, jak Dyara.
- Raczej ona, jak ja – powiedziała dumnie, na co ja uśmiechnąłem się w duchu – co się stało? – milczałem przez  pewien czas. Nie bardzo wiedziałem od czego zacząć. Nigdy nie potrafiłem się nikomu zwierzać i nigdy nie miałem takiej potrzeby. Tak naprawdę to nadal jej nie mam, ale Imrin już tak, a to zmieniało postać rzeczy.
- Nie powiedziałem ci wszystkiego – mruknąłem, patrząc na morze za oknem.
- Co masz na myśli? – oho, zaczęło się. Przesłuchanie Imrin Urinai. Raczej Uchiha, tak.
- Jak mnie spotkałaś to posługiwałem się już czarną chakrą, prawda? – ta potwierdziła, lecz nie odezwała się – problem polega na tym, że Dyara posiada czerwoną, a Sasuke niebieską. Gdy kiedyś się mnie spytałaś: dlaczego? - odpowiedziałem ci, że to dziedziczne. Tak naprawdę nie miałem pojęcia, czemu akurat moja jest czarna – usiadła wygodniej, opierając się o mój bark, a ja kontynuowałem – dostałem dziś wiadomość od Dyary.
- Co w niej było? – zapytała spokojnie, lecz ja wiedziałem, że w środku aż nie może doczekać się odpowiedzi.
- Pewne – przerwałem – informacje.
- Itachi! – uniosła się.
- No już ci mówię – mruknąłem zafrasowany – jestem pod działaniem jakiejś klątwy – spodziewałem się wszystkiego, tylko nie wybuchu śmiechu mojej narzeczonej. Popatrzyłem na nią dziwnie, a ta powoli uspokajała się.
- Wierzysz w te bajki? – zwróciła się w moją stronę, autentycznie rozbawiona.
- Mam podstawy.
- No niby jakie?
- Mirva powiedziała o tym Dyarze, a dokładniej o klątwie Trójki Demonicznego Rodzeństwa, czy jakoś tak i niestety znalazłem już potwierdzenie jej słów – przez chwilę panowała między nami cisza, lecz na ustach Imrin błąkał się uśmiech. Hmpf.
- Kim jest Mirva, że wyjawiła wam takie ciekawe informacje? – podniosła się z kanapy i tanecznym krokiem podeszła do szafy, otwierając ją.
- To ta roślinna kobieta, która pomogła w bitwie z Madarą. Kuzynka Zetsu – blondynka znieruchomiała na chwilę, mając na sobie wpół włożoną bluzę. Stała tak przez kilkanaście sekund, a ja w milczeniu doszukiwałem się powodu jej zachowania. Zdziwienie? To, że wspomniałem o Zetsu? Nie, to nie to.
- A-aha – zapięła bluzę, zamykając szafę.
- Wszystko w porządku?
- Tak – uśmiechnęła się troszeczkę zbyt wymuszenie, jak dla mnie. Nie dałem po sobie nic poznać, jak zwykle z resztą i przez chwilę patrzyliśmy się na siebie w ciszy.
- Chodź do reszty – powiedziała, idąc w stronę drzwi.
- Nie chce mi się – mruknąłem.
- Deeeejuś! – doleciało zza okna. Serio? Akurat teraz? – Deeejuś, ty transie mój! – Imrin popatrzyła na mnie zwycięsko i wyszła z pokoju.

Jeszcze kiedyś zatłukę tych debili. Za ujemny poziom iq powinno się karać.


*** 

Dum dum dum duuuum.
Seria II, czy jakoś tak xd
Komentarz Kyoki i rozmowa z Wiśnią spowodowały przyspieszenie tego rozdziału.
Gdy czyta się czyjąś pozytywną opinię, na sercu od razu robi się lepiej, a i wena nie odmawia już posłuszeństwa ;)

Tutaj powinno być ciekawie. Mirva i Imrin będą postaciami dość ważnymi. Postaciami, które zaważą na losach Uchihów. Kontynent Zielonej kryje w sobie wiele tajemnic ;>

Mam nadzieję, że was w tej notce nie zawiodłam. Naprawdę się staram...



Nadal zapraszam wszystkich na bloga tworzonego z Akemii.


After Shinobi World


Jest zdecydowanie lepsiejszy niż Kyodai ^^



Bywajcie!
17.12.2013r
Chyba się przeziębiłam ._.
Nie mogę chorować! Jutro trening T_T
(Jeszcze tylko cztery notki... ^^)

9 komentarzy:

  1. Matko Deiuś i Hidanuś mistrzowie tej notki <3 umarłam normalnie
    Dużo fajnych przemyśleń Sasuke, jak ja lubię siedzieć w jego głowie. Zastanawiam się o tym co mówił o pamięci.. No bo to w sumie trochę nienaturalne, rozumiem starać się zapomnieć i wgl ale czy to się może udać w takim stopniu w jakim udało Dyari? No bo przecież morderstwo całej rodziny, a ona ma problemy żeby przypomnieć sobie o co chodziło? Kołysanka którą zawsze śpiewała im ukochana mama, a ona nie pamięta, że coś takiego miało miejsce? Zastanawiam się, czy to taki zabieg celowy i czy jeszcze pociągniesz ten wątek.
    Podróż do Koryntu może być bardzo ciekawa, czekam na nią niecierpliwie. Tak samo jak ta cała historia z Trójką Demonicznego Rodzeństwa.. intrygujące. No i jeszcze dziwne powiązania między Imrin i Mirvą.. zapowiada się fajnie :D
    Czekam na kolejny rozdział, pozdrawiam ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział, jak każdy zresztą z poprzedniej serii wymiata :D
    No i notka, nie sądziłem, że jakoś pomagam ; )

    /Wisnia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozpisał bym się co do paru fragmentów, ale muszę się zarejestrować no i pozostawię coś większego na zakończenie drugiej serii ;) /Wisnia

      Usuń
  3. Hej :)
    Tak więc z normalnym komentarzem przyjdę, jak nadrobię kilka rozdziałów, lecz teraz ze SPAMEM
    http://dwa-rozne-swiaty.blogspot.com/
    Serdecznie zapraszam. Blog opowiada o chłopakach z Akatsuki i obecnie czterech dziewczynach. Jeśli byś chciała to zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oh jej, co za miła niespodzianka *-* Nie myślałam, że drugą serię zaczniesz tak szybko, nawet nie wiesz jak się cieszę :3 Widzę też, że rozdział dosyć długi, co strasznie mnie cieszy xD No, nie przedłużając już xD
    Tak, rzeczywiście pisanie z perspektywy Sasuke idzie ci naprawdę świetnie, poza tym pamiętam, że kiedyś pisałaś, że w ten sposób fajnie się pisze i łatwo… świetnie cię rozumiem, bo ja też lubię pisać z jego punktu widzenia xD
    Hmm, czyli jeśli dobrze zrozumiałam, to te wszystkie duchy jego rodziców to tylko jego mózg i wyobraźnia? Z początku myślałam, że on naprawdę widzi duchy, głupia ja :D Ohohoh, biedny Sas, trochę przerąbane widzieć martwych ludzi :< No ale dobrze, że Sakura go wspiera i jest cały czas przy nim ^^ To było takie urocze, kiedy Sakura stwierdziła, że to jest nie jego problem, a ICH… <3 W ogóle jara mnie ich związek, strasznie, pasują u ciebie do siebie xD
    No i moi kochania Dyara z Raito <3 Też są cudowni, tak słodko sobie dokuczają i się przekomarzają, uwielbiam te ich potyczki słowne xD „-zostawiłaś coś dla mnie? –zgłupiałeś?” haha, jakbym widziała siebie :D Ooo, czekolada z musem borówkowym? Ej, chcę taką! xD Heh, świetnie rozumiem Dyarę, też nie umiem prawie nic upichcić :<
    No i chyba lubię Mirvę, za to, że jest taka konkretna i dosyć sprytna. Zapowiada się całkiem ciekawa podróż do Koryntu xD Jak tylko to przeczytałam, to od razu przyszedł mi na myśl list do Koryntian, Lol xd
    Hahaha, Hidan i Dei rządzą :D Normalnie kocham ich <3 myślałam, że padnę jak Itaś ledwo co się powstrzymywał, aby im nie przypierdolić xD A ten dialog to w ogóle rozłożył mnie na łopatki: „-eee, Itachi, masz zapałki? –a kogo chcesz podpalić? –siebie!” I komentarz Itachiego: pierdolę, wychodzę, hahahahaha :D A tak swoją drogą to strasznie mnie jara ten fragment z perspektywy Itachiego, naprawdę nieźle ci wyszedł :3 Ja się raczej nie odważę pisać z jego perspektywy, zazdroszczę ci *-*
    Soł, ogólnie rozdział zajebisty, cholernie wciąga i zajebiście szybko się go czytało <3 Kurczę no, aż się nie mogę doczekać kolejnych rozdziałów, poza tym w cholerę mnie ciekawi, jak się dalej rozwinie sprawa z tym widzeniem duchów przez Sasuke etc…
    Co do mojego bloga… no cóż, ciężko z tym rozdziałem, ciężko :D podczas gdy do ciebie wena wróciła, mnie trochę opuściła, poza tym w ogóle nie mogę znaleźć na niego czasu :< Ale spokojnie, będziesz miała wkrótce swój występ^^
    No nic, życzę ci mnóstwa weny i czekam z niecierpliwością na next’a <3 Za twojego nowego bloga współtworzonego razem z Akemii zamierzam zabrać się jak najszybciej, aczkolwiek muszę jeszcze trochę uregulować prywatne sprawy^^
    Pozdrawiam serdecznie i całuję ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Deidara <3 Nareszcie pierwszy rozdział drugiej serii, codziennie sprawdzałam czy dodałaś, ale dopiero teraz zebrałam się na komentarz. ;-;
    Znalazłam Twojego bloga na jakimś fanpejdżu i nie żałuję, od razu przeczytałam od początku do końca. XDDD
    Czekam na kolejny rozdział, który (mam nadzieję) pojawi się dość szybko. Weny! ;w;

    OdpowiedzUsuń
  6. hahah hidan i deidara <3! oni są świetni, jak coś gadali nie mogłam się powstrzymać i od razu wybuchałam śmiechem XD teraz zaczynam czytać reszte ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. mam tak samo jak Sasuke. Otaczają mnie ludzie, którzy ciągle zapominają wiele rzeczy z ich własnego życia, podczas gdy ja je zwyczajnie pamiętam. To jest wtedy takie irytujące. Ale ja się pytam, jak możesz być taką okrutną sadystką i zrobić z mojego Sasia kalekę? No ja się pytam JAK???!!! Za to bardzo się cieszę, że wtrąciłaś wątek z Deiem, bo stęskniłam się za nim ostatnio. (Nie chce mi się szukać odpowiednich blogów, jestem leniwa). Za to masz u mnie duży plus. Życzę weny i pozdrawiam jak zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapowiada się ciekawie ;>. Sasuke ma zwidy, Dyara... zachowuje się dziecinnie, a Itachiemu dzieje się coś ze wzrokiem? Interesujące :D. Mirva jest pokręcona, a Imrin z kolei jest dojerzana... O tak. Sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć! Jutro znowu poczytam, a teraz spadam już spać, bo padam na nos ;___; praca mnie wykańcza.

    OdpowiedzUsuń