sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział XXXIII

 Dyara 
Byłam obolała i niewyspana. To nie wróżyło nic dobrego, a prowadziło jedynie do zwiększonego trybu narzekania, a było to do prawdy uciążliwe dla niektórych osób. Ich prośby o zamknięcie mej jadaczki nie zawsze, czyli prawie nigdy nie skutkowały, lecz teraz jednak z powodów natury wyższej, musiałam trzymać gębę na kłódkę i nie robiłam tego tylko z powodu rozkazu Sasuke. Raito cały czas niespokojny i z morderczym wzrokiem wlepionym w plecy Harashi'ego, poruszał sie naprzód obok mnie, a ja nie chciałam dostarczać mu kolejnych problemów. Zastanawiam sie nad tym, co wspólnie tworzyliśmy. Kim my tak naprawdę dla siebie jesteśmy? Można, a nawet chyba trzeba uznać nas za parę, ale czy na pewno? Gdy Raito ochłonie będę musiała o tym z nim porozmawiać, nie ma bata, aby było inaczej.
Więc tak. Trzeba uporządkować sobie wydarzenia ostatnich dni. Cała afera w Liściu, gdy zatrzymałam walczących braci – punkt pierwszy. Moja śpiączka - musiało minąć co najmniej kilka dni, jeśli nagle Sakura i Sasuke nie pałają do siebie nienawiścią – punkt drugi. Tak poza tematem, mój egoistyczny braciszek sie przełamał? Wszystko z Sakury potem wyciągnę, nawet te pikantne szczegóły. No i w sumie, ujawnienie sie Mashi'ego – punkt trzeci. Hmmm. Może podczas tej wojny niechcący utnę mu głowę? Tak, to jest bardzo dobra perspektywa na przyszłość. Potem plaża i ... wiadomo co – punkt czwarty. Nadal się czerwienię, gdy o tym myślę. Spojrzałam ukradkiem na Yamurę, który również zatopiony był we własnych myślach, a na moje usta wstąpiło coś na kształt uśmiechu. Później spakowaliśmy się i teraz zmierzaliśmy w stronę Konohy – punkt piąty.
Powinnam skontaktować się jakoś z Itachi'm. Nie mogłam zostawić tej sprawy samopas. Może nie do końca to po sobie pokazywałam, ale cholernie się denerwowałam. Wojna nieuchronnie zbliżała się, a razem z nią Madara - samo to imię napawało mnie lękiem, a co dopiero jego umiejętności, o których tak wiele słyszałam. Do tego Sasuke – również bardzo potężny człowiek. Itachi, który najprawdopodobniej też się zjawi i Mirva, klonująca się kobieta z ogonem, posiadająca dwie osobowości. Przy tych wszystkich ludziach czułam się żałośnie. Niby „jestem z klanu Uchiha” i mam mangekyo, ale nigdy go nie używałam. Nie potrafię stworzyć Susanoo, czy Amaterasu. To techniki dla mnie tak odlegle, jak zawodowy balet.
Z tą dręczącą mnie myślą, wyrwałam się z szyku i przyśpieszyłam, aby znaleźć się obok brata.
- Sasuke?
- Czego? - warknął wyraźnie zdenerwowany. Znowu zrobiłam coś nieświadomie?
- Jak zacząłeś trenować mangekyo? - spytałam cicho i trochę niepewnie. Mimo mojej śmiałości na stołówce i późniejszego dość pociesznego humoru, Sasuke nadal był mi obcy. Nie znałam powodów jego postępowania, przez co czułam się jak zwyczajny pionek. Jeden z wielu, który po prostu miał zacząć walczyć, kiedy mu karzą. 
- Chyba musimy porozmawiać - mruknął, patrząc przed siebie. Nigdy nie lubiłam go o nic prosić, bo zawsze wolałam zrobić wszystko sama, więc teraz było mi głupio i nachodziły mnie dziwne myśli. Może on wcale się nie zmienił, a to wszystko było dla picu? Może wcale nie chce bronić Konohy, tylko od środka opracować nasz system, aby potem umiejętnie go zniszczyć?  Muszę uważać i trzymać go na dystans, bo niestety chwilowo jest moim bratem tylko na papierze.
- Więc? - niepewnie na niego spojrzałam, na co on delikatnie odprawił Sakurę do tyłu, która z dość zbolałą miną zrobiła, co kazał.
- Skąd przypuszczenia, że posiadasz mangekyo? - to pytanie wydawało mi się absurdalne. Przecież zdobyłam je w pojedynku z ... o cholera, z Itachi'm. Jak ja mu to powiem...
- Na jednym treningu, udało mi się to uaktywnić - bąknęłam, mając nadzieję, że nie spyta o nic więcej.
- Co to był za trening?
- Kontrola chakry, z elementami genjutsu - powiedziałam na jednym tchu, odrobinę za szybko. To chyba dało mu do myślenia.
- Kto cię trenował? – zapytał tym swoim zimnym, wyrachowanym tonem. Dobrze, że nie widział mojej miny. I co teraz?
- Pewien... doświadczony człowiek - wystukałam.
- Widocznie nie dość dobrze doświadczony, jeśli oboje zostaliście wciągnięci w genjutsu, a żadne z was tego nie zauważyło - prychnął. O Boże, jak dobrze, że nie poruszył kwestii trenera. Chwila! Jakie genjutsu?!
- Sugerujesz coś?
- Nie masz tego stopnia sharingan'a.
- Że jak? - odezwałam sie trochę głośniej, niż chciałam, przez co nawet zwrócił na mnie swój chłodny wzrok.
- Tak. Nie wiem, jak ktoś cię trenował, ale najwyraźniej był kiepski - Itaś, jak ty byś to teraz usłyszał... - Kasai dysponowała wtedy mocą Madary, tak podejrzewam. Ze swoimi umiejętnościami nie potrafiłaby wciągnąć Uchihy w genjutsu tak, aby o tym nie wiedział - a co, jeśli było tam wtedy dwóch Uchihów? Moje alter ego i te irytujące pytania kiedyś mnie zniszczą, yhym.
- A-aha - ściągnęłam brwi i zacisnęłam usta. Czułam, że poszło za łatwo. Widziałam to nawet po Itachi'm, który przez trzy, następne dni kontemplował nad tą zmianą. Z racji, że nigdy więcej nie udało mi się  uruchomić mangekyo , nie rozpaczałam tak bardzo, bo nie czułam jakbym coś straciła, pomijając świadomość posiadania czwartego poziomu. Czyli jestem jeszcze słabsza, cholera.
- Kto cię trenował? - zadał to pytanie takim samym tonem, jak wszystkie inne wcześniej, ale on już chyba wie, czuje to.
- Itachi - wyszeptałam, lecz byłam pewna, że to usłyszał. Patrzył niezmiennie w dal, nie odzywając się już w ogóle. Ale czego sie spodziewałam? "To super siostrzyczko, dobrze, że ktoś nauczył cię klanowych technik, gdy ja nie mogłem tego zrobić?" - za ile będziemy w Konoha? - spytałam, chcąc jak najszybciej zmienić temat.
- Gdzieś nad ranem - warknął, a ja jak najszybciej wróciłam do Raito. Sakura w tym czasie poklepała go po ramieniu i rzucając mi udręczone spojrzenie, przyśpieszyła, aby znaleźć się obok Sasuke.
- Coś sie stało? - zapytał, cudem unikając gałęzi, która miała ochotę na bliskie spotkanie z jego twarzą.
- Nie posiadam mangekyo – odparłam głucho, bo chyba jeszcze nie do końca to sobie przyswoiłam. Niby nie czułam w sobie pustki, ale ta świadomość. Ta świadomość nieumienia czegoś. Nienawidzę tego.
- Czyli? - spojrzał na mnie przelotnie. Gołym okiem było widać, że chciał ciągnąć tę rozmowę, aby tylko zmienić tok swoich myśli.
- To czwarty poziom  mojego kakkei genkai - wyszeptałam, przypominając sobie, że Sasuke zakazał wcześniej rozmów - wszystko ci potem wytłumaczę - pokiwał na to głową, a ja złapałam go na za rękę, co chyba pomogło mu chociaż na chwilę, bo dosłownie na moment na jego ustach zawitała imitacja uśmiechu. Puściłam jednak jego dłoń, bo nie dało się biec w ten sposób. A co jeśli mój brat kłamał? Jeśli naprawdę chce nas zdradzić i po prostu wprowadza mnie w błąd?
Mijała czwarta godzina biegu, a my nie mieliśmy żadnego przystanku. Moje myśli krążyły wokół braci, Raito, śmierci Mashi'ego, która niechybnie nadejdzie z ręki mojej bądź mojego chłopaka - tak na marginesie, podoba mi sie to określenie - i Konohy.
Szósta godzina, a słońce powoli pojawiało się na horyzoncie. Już dawno temu zostawiliśmy za sobą morze i sosnowe lasy. Znów byliśmy na terenach stricte podobnych do Konohy.
Dziewiąta godzina, a ja byłam wycieńczona. Wszystko przed oczami mi się zamazywało. Po drodze zjadłam tylko jedną kanapkę, która została w pokoju i wypiłam butelkę wody. Obraz tracił ostrość, a ja miałam wrażenie, ze ledwo kontaktowałam ze światem zewnętrznym.
- Trzymasz sie jakoś? - spytał Raito głosem pełnym troski.
- Jakoś muszę. Uchiha potrafi - uśmiechnęłam się blado. Nie mogłam narzekać. Nawet Karin nie pisnęła słówkiem, nawet Mashi trzymał gębę na kłódkę. Suigetsu również milczał. Nie mogłam pierwsza przyznać się do słabości.
- Szefie, musimy sie zatrzymać. Muszę uzupełnić płyny. Wiesz, że nie przeżyję długo o dwóch butelkach wody - powiedział Suigetsu, sennie przecierając oczy. Jak dobrze wiedzieć, że nie tylko ja niedługo padnę.
- Właśnie, on dobrze gada - zawtórowała mu Karin.
- Żadnej przerwy - rzucił chłodno Sasuke.
- Ale... - próbowałam oponować.
- Dyara? - ni stąd ni zowąd odezwała się Sakura.
- Co? - warknęłam. Byłam zła, zmęczona, głodna i spragniona.
- Nie poznajesz? - wysiliła się na uśmiech, a ja podniosłam wzrok ze swoich stóp, przed siebie. Nagle Sasuke zeskoczył na ziemię, a my zaraz za nim. Ten las, ta droga... O nie. Nie wierzę, udało nam się.
Przed nami rozpościerała się Konoha. Nagle dostałam wielki zastrzyk energii, a wyczerpanie zniknęło. Widziałam już skałę, z twarzami kage i wysoki budynek, gdzie jeszcze niedawno odbierałam dowód osobisty. Uśmiech rozświetlał moją twarz, gdy zbliżaliśmy sie do wielkich wrót. Mieliśmy do nich jeszcze dobre sześćset metrów, a one już się otwierały przed jakimiś ludźmi wychodzącymi nam na spotkanie. Byliśmy coraz bliżej i mogłam teraz rozpoznać osoby, które przyszły nas przywitać. Robiło mi się ciepło na sercu, kiedy widziałam Konohamaru, Udona, Ebisu, Hinatę, Kakashi’ego, a nawet Rock'a Lee. Poprawiam grzywkę. Nie będę dobrze wyglądać we fryzurze "po seksie i długiej podróży". Taki widok na pewno by ich wystraszył. Po chwili zza bramy wyszedł Naruto w płaszczu Hokage, a za nim ... o nie.
Kiba.
Mechanicznie zatrzymałam się za resztą, gdy dotarliśmy do bramy, intensywnie wpatrując się w chłopaka. Już chciałam złapać Raito za rękę, kiedy ten zrobił to pierwszy. Popatrzyłam na niego, lecz on myślami dryfował gdzieś bardzo daleko, po miejscach dla mnie chwilowo nieosiągalnych. Euforia mijała, a zmęczenie znów dawało o sobie znać. Głośno wypuściłam z siebie powietrze, gdy pomiędzy nami zapadła głęboka cisza.
- Witajcie w Konoha! – to męczące milczenie przerwał Naruto, który z radością otworzył ręce, w których za moment znalazła się Sakura. W moim kierunku wykonała ten gest Hinata, więc niepewnie podeszłam, aby po chwili wpaść w ramiona Hyuugi, w których było tak ciepło i wygodnie, że mogłabym tu usnąć… W sumie teraz mogłabym usnąć nawet na stojąco.
- Cześć, Mała – kobieta przytuliła mnie mocniej, po czym wypuściła ze swoich objęć, na rzecz Sakury. Kiwnęłam głową na swoich znajomych, pomijając jedną osobę.
- Sasuke – powiedział Uzumaki nadal miłym tonem, lecz z pewną rezerwą.
- Naruto – odpowiedział mój brat, czujnie mierząc wszystkich wzrokiem.
- Pewnie jesteście zmęczeni – odparł, chcąc rozluźnić atmosferę.
- Oczywiście głupku, że jesteśmy zmęczeni – wydarła się Sakura, odczepiając się od żony wspomnianego głupka.
- T-tak myślałem, Sakurcia-chan – wyjąkał, drapiąc się po karku.
- Oj, Sakura! Daj mu chociaż dzisiaj spokój – mruknęła Hinata, przyjaźnie się uśmiechając.
- Dobra, już dobra – różowo włosa mlasnęła językiem, zakładając ręce na piersi.
- Więc tak – Naruto przybrał minę „na Hokage” i zwrócił swój wzrok ku mojemu bratu, który nie dając po sobie poznać zaskoczenia, stał niewzruszenie w tym samym miejscu – zapraszam was do środka. Ulokowałem was w wolnych pokojach mojej rezydencji. Przecież i tak nie pomieszkacie w nich długo… - powiedział sfrustrowany, dając nam delikatnie do zrozumienia, że gdyby nie wojna, niekoniecznie pozwoliłby nam wejść do Konohy. Sasuke skinął głową i ruszył za kage, który znajdował się już przy lekko uchylonej bramie, a my razem z nim. Pchnął drewniane wrota używając chakry, a teraz wioska stała dla nas otworem.
Zamurowało mnie. Drogę do siedziby Naruto, wytyczał nam szereg shinobi. Cywile również wyszli na ulicę, stojąc za ninja. Oni wszyscy robili za żywe, w każdym momencie potrafiące zabić ogrodzenie. Otrząsnęłam się z szoku dopiero, gdy Raito delikatnie pociągnął mnie do przodu. Odwzajemniłam uścisk dłoni i powoli ruszyłam, myśląc o wszystkim tylko nie o Izunuce, który szedł za nami. Czułam na sobie jego wzrok, wypalający dziurę w moich plecach, więc był to wystarczający powód, aby zbliżyć się do Raito, który chyba dopiero teraz zrozumiał dlaczego się tak zachowywałam. Jak na zawołanie przyciągnął mnie do siebie, kładąc rękę na mojej talii.
Wzrokiem sunęłam po wszystkich postaciach, które mnie otaczały. Niektóre twarze były dla mnie znajome, lecz większość to przeciętni obywatele Konohy, których nigdy nie miałam okazji poznać. Mijaliśmy tak bliskie mi uliczki, domy, sklepy. Miejsca, które były dla mnie czymś więcej niż zwykłymi budynkami, a może jednak nie? Potrząsnęłam głową, gdy przed oczami pojawił mi się Kiba. Nie, nie teraz. Spojrzałam w bok na mojego brata, który niewzruszony szedł przed siebie równym krokiem. Sakura co chwilę komuś machała, czy mówiła zwykłe „cześć”. Z samego początku powitała nas jednak cisza. Teraz ludzie powoli zaczęli pojmować to, co działo się wokół nich i wywołało to u nich radość, ale tylko powierzchowną. Strach wyczuwany w powietrzu można było kroić nożem, a potworki czające się w czeluściach mojego umysłu również dorzuciły tu swoją sumkę lęku. Całkiem sporą sumkę.
- Trzymasz się jakoś? – usłyszałam szept Raito trudny do wyłapania w tym gwarze, który zdążył już zaistnieć.
- Jakoś muszę – odparłam, ziewając. On na to zakrył mi usta ręką, po czym dał pstryczka w nos. Już chciał się odezwać i zapewne uraczyć mnie jakąś reprymendą, lecz mu to uniemożliwiłam – oszczędź sobie tego, kochanie – mruknął na to coś pod nosem, ale po chwili pocałował mnie delikatnie w skroń, nadal mając jednak nieobecne spojrzenie. Uśmiechnęłam się mimo tego, że zaraz padnę plackiem na tej drodze i nawet obecność tak wielkiej ilości ludzi nie powstrzyma mnie od tego. Podniosłam wzrok na Naruto, który dumnie kroczył do swojej siedziby, lecz nie zdobyłam się na to, aby obejrzeć się w tył. Po prostu, nie.
Gdy ocknęłam się z transu, znajdowaliśmy się przed wejściem do budynku. Wielkie schody piętrzyły się przed nami, a na samym ich dole czekała na nas czwórka ludzi – sekretarka i ochrona? Hmmm.
- Tamiva, zaprowadź Dyarę, Raito oraz resztę składu Taki do ich pokoi – zwrócił się do blondynki Naruto.
- Hai, Hokage-sama – odpowiedziała naprędce, poprawiając przylegającą do ciała białą koszulę.
- Sasuke, Sakura jeśli pozwolicie, chciałbym porozmawiać – zwrócił wzrok ku tej dwójce.
- Hai – odpowiedziała Sakura. Mój brat natomiast wysilił się jedynie na kiwnięcie głową. Twarz miał jakby wykutą z kamienia, lecz ja wiedziałam, że tak naprawdę było zupełnie inaczej. On po prostu nie dawał po sobie tego poznać, tego co w nim siedziało.
- Też mogłabym uczestniczyć w tej rozmowie – gardłowy, niski głos Mirvy doleciał do moich uszu. Odwróciłam się w jej stronę, aby nie zobaczyć nawet cienia zmęczenia na jej twarzy. Jak ona to robi?
- Ma rację – odparł beznamiętnie Sasuke.
- Więc niech tak będzie. Wy – Naruto wskazał na nasz orszak powitalny – możecie już iść. Potem się jeszcze zobaczycie. A wy – rzucił mając na myśli Sasuke, Sakurę i Mirvę - chodźcie – powiedział na odchodne i pocałowawszy szybko Hinatę, ruszył po schodach na górę, a za nim wybrana z nas trójka.
- Proszę za mną – powiedziała rzeczowym głosem blondynka, zachęcając nas ręką, gdy pierwsza grupa była już dość wysoko. Machinalnie ruszyłam do przodu, myśląc jedynie o ciepłym łóżku. Wokół nas wciąż było głośno, lecz miałam wrażenie, że nawoływanie tłumu formowało się w jakiś wyraz lub zdanie, ale niestety nie byłam w stanie tego wyłapać. Z początku liczyłam stopnie, po których się wspinałam, lecz przy sześćdziesiątym trzecim odechciało mi się.
- Na..ja! Na..ja! – wrzeszczał tłum. Co oni do cholery chcą powiedzieć? Tamiva otworzyła przed nami drzwi, zapraszając do środka – nadzieja! Nadzieja! – krzyczeli ludzie zgromadzeni na dole.
Tym dla nich byliśmy? Nadzieją? Nie wiedzieli o czym mówili, głupcy. Sasuke jeszcze nie dawno chciał zabić was z zimną krwią. Nie wiedziałam, co Mirva była mu winna, lecz na jego rozkaz zrobiłaby to samo. Suigetsu przy takim rozwoju wypadków byłby w siódmym niebie, Karin pewnie rozsiadłaby się pod drzewem, z zaciekawieniem oglądając tę masakrę. Mashi, hmm, on był zagadką, a Juugo był tak oddany mojemu bratu, że zrobiłby dla niego wszystko. A ja? Kim ja jestem? Zwykłą, szarą potomkinią klanu Uchiha, żyjącą w cieniu swojego potężnego rodzeństwa, a Raito to w ogóle człowiek spoza norm klasyfikacyjnych. I to my, banda pomyleńców byliśmy dla was nadzieją?
Znajdowaliśmy się w obszernym holu. Z reguły mam pamięć do szczegółów, lecz teraz ledwo stawiałam nogę za nogą i najmniejszym możliwym zainteresowaniem obdarzałam freski zdobiące ściany, czy lśniąco białe kafelki na podłodze. Wchodziliśmy w jeden korytarz, przechodząc w drugi. Tu jeden schodek, tu kilka, tu kilkanaście. Kolejne urządzone w tym samym stylu korytarze, korytarzyki i korytarzyczki. Wreszcie znaleźliśmy się w jakimś podziemnym tunelu, a gdy z niego wyszliśmy, znaleźliśmy się w budynku, który wyglądał jak zwykły dom, tylko w rozmiarze xxl. Ziewnęłam tym razem zakrywając usta ręką, aby nie mieć nic wspólnego z wymownym wzrokiem mojego chłopaka. Teraz włącznik z napisem „kultura” mu się włączył, no myślałby kto.
- Hozuki Suigetsu – wyczytała blondynka z kartki, którą wzięła dosłownie z nikąd, po czym otworzyła pierwsze, znajdujące się najbliżej niej drzwi – to pański pokój. Każda sypialnia wyposażona jest w łazienkę oraz telefon do kuchni. Proszę dzwonić, jeśli któreś z państwa sobie czegokolwiek zażyczy.
- Darmowe żarcie? – wrzasnął Suigetsu, którą zdążył wejść już do pokoju.
- Tak, proszę pana – odpowiedziała rzeczowym tonem kobieta.
- Jestem w raju! – rzucił się na łóżko, a ja miała ochotę zapaść się pod ziemię. Co za wstyd…
- Może nas pani skierować od razu do naszego pokoju? – wyrwał się Raito, obdarzając blondynkę czujnym spojrzeniem, na co ta zarumieniła się lekko.
- Jasne. Znaczy – zmieszała się – tak, proszę pana – wbiła wzrok w podłogę. O nie, nie, nie. On jest mój. Trzymaj od niego swoje wypielęgnowane łapska z daleka, mendo! – naszego pokoju? – spojrzała na niego czujnie.
- Daj im ten pokój, a nie będziesz się głupio jąkać – warknęła Karin, wisząc na biednym Harashi’m.
- Uchiha Dyara i Yamura Raito – powiedział spokojnie brunet, na co blondyna otworzyła szerzej oczy, słysząc moje nazwisko. Ehhh, no tak. Kto chciałby z jakąkolwiek Uchihą przebywać więcej niż dziesięć minut, nie wspominając o dzieleniu jednego pokoju…
- O-oczywiście. Pokój numer pięć – mruknęła, nie patrząc na nas. Raito dość gwałtownie pociągnął mnie za rękę, całkowicie ignorując wściekłą Rudą i marudzącego Mashi’ego i podążył ku piątym drzwiom. Otworzył je szybko, wręcz wciskając mnie do środka, po czym natychmiast je zamknął, pchnąwszy mnie na ścianę. Z mojego gardła wydarł się cichy jęk zdziwienia, gdy Raito przywarł swoimi ustami do moich, nie dając mi możliwości manewru, opierając ręce po dwóch stronach mojej głowy. Odruchowo wplątałam dłonie w jego włosy, pogłębiając pocałunek. On po chwili oderwał się ode mnie i spuścił głowę tak, że stykaliśmy się czołami.
- A to za co? – spytałam cała czerwona i zbyt zawstydzona, żeby patrzeć mu w oczy.
- W ten sposób mogę zapomnieć – odparł szeptem, dotykając mojego policzka, po czym znów wpił się w moje usta, lecz z większą brutalnością. Odepchnęłam go lekko, lecz nie zareagował. Dopiero gdy włożyłam w to trochę siły, chłopak odsunął się, patrząc na mnie dziwnie. Jego oczy wróciły do normalności po kilku sekundach, a w tym czasie milion myśli zdążyło przebiec mi przez głowę. Ściągnęłam brwi, chcąc poczuć trochę przestrzeni wokół siebie. Wyminęłam go i zdejmując ubrania udałam się do łóżka. Rzuciłam je na podłogę i zostając w bieliźnie wsunęłam się pod kołdrę, prawie natychmiast odpływając, tym czasem nie mając czasu zastanawiać się nad dziwnym zachowaniem Raito.
***
Sasuke
Szedłem za Naruto, a wszystko we mnie wrzało. Ta radość, te piski, te krzyki. Rozpierdoliłbym tych wszystkich ludzi w cholerę. Ale nie! Uwiodła mnie taka jedna różowa diablica, odciągając od tego. No i po co?! Ten świat byłby o ton cichszy, jakbym wyeliminował Konohę. Zachciało mi się bawić w pieprzonego bohatera, a może jednak…
- Sasuke? – spytała cicho Sakura, sunąc bezszelestnie obok mnie. Jej dobry nastrój się ulotnił, a przemawiał przez nią teraz jedynie strach. Ręce trzęsły jej się pewnie dodatkowo ze zmęczenia, a powieki również zamykały się coraz częściej.
- Hm? – odpowiedziałem po chwili.
- Jesteś pewien? – patrzyła na mnie niepewnie, a ja nie wiedziałem, co jej odpowiedzieć. Teraz było mi już wszystko jedno. Zależało mi jedynie na śmierci Rady i rozmowie z Itachi’m. Tak, rozmowie, przynajmniej na chwilę obecną. Nie odpowiedziałem jej. Naruto wszystko słyszał, a ja nie powiem „oczywiście, że tak”, bo nienawidzę kłamstwa, a milczenie nie jest oszustwem.
Mijaliśmy mnóstwo korytarzy. Kiedyś, gdy byłem jeszcze mały notorycznie spacerowałem tutaj i teraz nawet z zamkniętymi oczami, mógłbym znaleźć się w gabinecie Hokage. Od chwili, gdy byłem tu ostatni raz, niewiele się zmieniło. Te same zgniło zielone ściany, wielkie okna i specyficzny zapach starych dokumentów. Zdziwiło mnie,  że od momentu kiedy tu weszliśmy, nie minęliśmy ani jednego pracownika. Biurka były puste, tak samo jak i gabinety. Czy Naruto aż tak boi się starcia, że odwołał ludzi ze stanowisk i skierował do podziemnej kwatery? Jeśli tak bardzo sika po nogach ze strachu, to nie powinien pozwolić zbierać się obywateli Konohy w tak duże skupiska, jak chociażby to, które widzieliśmy na samym wejściu. No chyba, że uważał nas za zagrożenie, co w sumie jest dość logiczne, ale nadal nie wyjaśnia tego wielkiego tłumu. Ci wszyscy cywile powinni już od co najmniej wczoraj siedzieć w schronach, a nie radośnie witać zdrajcę swojej wioski.
Szliśmy w absolutnej ciszy, którą przerywały jedynie odgłosy naszych kroków i przyśpieszony oddech Haruno. Uzumaki zatrzymał się nagle przed drzwiami swojego gabinetu, szukając w kieszeni klucza. Złapałem Sakurę za ramię, bo w całym tym amoku jeszcze by w niego wpadła. Spojrzała na mnie przestraszonymi oczyma, napotykając mój chłodny wzrok. Aż tak się bała? Nic jej teraz nie groziło, prócz mojego zmiennego nastroju, oczywiście. Naruto nie pozwoli jej skrzywdzić, a ja tym bardziej, chyba. Zamek kliknął, a drzwi otworzyły się, dając nam wgląd na obszerny gabinet kage i widok na całą wioskę. Mirva podeszła do okna, z zachwytem przyglądając się panoramie Konohy. Sakura padła na fotel, a ja stałem z założonymi rękoma na dywanie przed biurkiem, za którym na krześle usiadł właśnie blondyn.
- Nawet nie wiem od czego zacząć - mruknął, zakładając ręce za głowę i odchylając się do tyłu.
- Najlepiej od początku - warknąłem. Niezorganizowanie. Wspominałem, że tego nienawidzę? 
- To ty jesteś naszą wielką bronią, tak? - zwrócił się do ogoniastej, która odciągnęła swój rozmarzony wzrok od domków na dole.
- Taaak - przeciągnęła, obracając się powoli.
On mnie najnormalniej w świecie zignorował. Naprawdę nie zwracałem już uwagi na wiele rzeczy. Puściłem mimo uszu to, że gdy zdecydowałem się bronić Konohy, Sakura pod nieobecność Dyary puściła Liarę do Itachi'ego. Taka mała menda, łasica wiedziała, gdzie znajdował się mój brat, którego przez lata próbowałem zabić, a ja nie! Ta świadomość irytowała mnie najbardziej. Jakiś futrzak posiadał najważniejszą jak dla mnie informację. Haruno powiedziała, ze jeśli Itachi się o tym dowie, to do Naruto również niezwłocznie dojdą te wieści. Jakaś pierdolona siatka szpiegowska, o której nie miałem pojęcia. Mashi dostanie za to po dupie. Mój najlepszy informator, okazuje się być nieskuteczny! Rozumiem, że czasem jego zachowanie skłania ludzi do wątpliwości, jak wszystkie te akcje z Karin i jakieś chore umizgi w moją stronę, ale nigdy, powtarzam nigdy nie zawiódł mnie, jeśli chodzi o dostarczanie "nowych wieści", jak ma w zwyczaju mawiać. Do dzisiaj. Czemu nie uświadomiłem sobie tego wcześniej?
- Więc na czym dokładnie polega twoja specjalność? - spytał po chwili przerwy Naruto, a ja wróciłem do rzeczywistości, przysięgając sobie pomstę na Harashi'm.
- Jestem daleką krewną Zetsu, który pracuje dla przeciwnej strony, z tego co wiem - powiedziała, a jej ogon podskoczył radośnie - pochodzimy z jednego klanu, który niegdyś podzielił się na dwie części. Domyślam się, że średnio obchodzi was moja biografia, więc przejdę do sedna. Jesteśmy jedynymi przedstawicielami klanu Mikao, o prawie tych samym umiejętnościach - przechadzała się w jedną, a to w drugą stronę, ostentacyjnie wykonując zwroty o sto osiemdziesiąt stopni na każdym końcu wyimaginowanej ścieżki - posiadamy zdolność klonowania, a dosłownie mówiąc wytwarzania roślinnych klonów. Różnimy się tym, że on wypuszcza jedynie swoje białe kopie, a czarna połowa pozostaje tylko jedna. Ja nie dzielę się na dobro, bądź zło, a po prostu moje klony podczas walki mogą ulec zmianie nastroju.
- Co masz na myśli? - spytał, niespokojnie kręcąc się na krzesełku.
- Spokojnie, nadal będą wykonywały moje polecenia. Ich hmmm - zamyśliła się - podejście do sprawy może się zmienić, aczkolwiek wtedy również mogą bez problemu zabijać.
- Dobrze - odparł, robiąc z palców młynek. Rzuciłem wzrokiem na Haruno, która usnęła na fotelu z otwartą buzią. Ahhh, kobiety.
- Będę gotowa jutro rano. Mój klan rządzi sie innymi prawami i jest to dość skomplikowane - powiedziała, zaplatając ręce za plecami - z wiadomych przyczyn, nie mogę ujawnić wam wszystkich jego tajemnic - co jakiś czas patrzyła na mnie, jakby sprawdzała, czy jej słucham. Nie wiem, po co to robiła. Przecież zdaje sobie sprawę, że wiem o niej wszystko.
- Jakaś dokładna godzina? - Naruto przestał bawić się dłońmi, a teraz dla odmiany podparł sobie nimi brodę.
- Mimo szczerych chęci, nie. Oszacowanie co do dnia, to i tak bardzo dużo, Hokage z Wioski Liścia - powiedziała tonem, który można odebrać za uwodzący.
- Czego chcesz w zamian?
- Sama dokładnie nie wiem - mruknęła, zapatrując się w krajobraz za oknem - nie pochodzę stąd, Uzumaki Naruto. Mój kraj leży daleko za morzem. Wasza waluta jest dla mnie zbędna, wasze złoto nic dla mnie nie znaczy. Przyda mi się jedynie pewne pismo  - znów skierowała swój wzrok na blondyna, który słuchał jej z uwagą.
- Czego to pismo ma dotyczyć? - spytał, mrużąc oczy w zastanowieniu.
- Mnie. Mają być to rekomendacje, stawiające mnie w dobrym świetle. U was zdrajca nosi miano nukein’a, u mnie nazywane jest to „kaina”. Kaina to zbieg, przestępca – westchnęła - figuruję jeszcze w Spisie Rigier’a, cos jak wasza Księga Bingo. Zależy mi na dobrej opinii, chcę powrócić do swojej wioski. Możesz mi to zaoferować, Hokage? - znów zaakcentowała ostatnie słowo dość jednoznacznie. Mirva, uważaj. Nie wiem, czy to dobry krok.
- Taka rekomendacja nie jest niczym niezwykłym, lecz nie jestem pewien, czy zapewni ci ona wolność w twoim kraju - odpowiedział, ponownie się prostując.
- W tym momencie zyskałeś moje całkowite wsparcie - mruknęła, przekręcając głowę.
- Co masz na myśli?
- Gdybyś od razu potwierdził moje słowa, odeszłabym. Nie chciałeś mimo wszystko mnie zatrzymać i uprzedziłeś, że twoja opinia niekoniecznie zdziała cuda, a moje winy zostaną odpuszczone. To się ceni, Hokage - odparła poważnym tonem, obracając sie w kierunku fotela, kręcąc przy okazji ogonem. Gdybym nie był sobą, to popatrzyłbym na Naruto i ruszał brwiami w górę i w dół, z tym jednoznacznym uśmieszkiem na ustach.
- Więc zaraz przyjdzie po ciebie mój pracownik. Spisze wszystkie twoje dane oraz da ci dokumenty do podpisania, które świadczą, że walczysz po naszej stronie. Pasuje ci taki układ? - spytał, a ona prędko wstała z fotela i podeszła raźnym krokiem do biurka. O nie...
- To umowa? - spytała piskliwym głosem Miranda, wyciągając rękę do Uzumaki’ego. Ten wyglądał jakby właśnie zobaczył ducha, co w sumie mało mija się z prawdą...
- Umowa - podał jej dłoń, którą ona ochoczo uścisnęła.
- Super - uśmiechnęła się i mogłem się założyć, że gdyby mogła, przytuliłaby Uzumaki'ego z całej siły. Na szczęście, do niczego takiego nie doszło.
- Na korytarzu czeka na ciebie mój człowiek, który skieruje cię w odpowiednie miejsce - nie zadawając zbędnych pytań, wskazał na drzwi. O, chyba wróciła Mirva. Zgrabnym kobiecym krokiem, a nie dziecinnym pląsem ogoniasta skierowała się do drzwi. Po chwili uchyliła je, aby powiedzieć przez ramię:
- Jeszcze się zobaczymy, Uzumaki Naruto - drzwi trzasnęły, a my zostaliśmy w pomieszczeniu sami. Blondyn opadł na krzesło, zapatrując się w sufit.
- Nigdy bym nie pomyślał, że spotkamy się w takich okolicznościach, Sasuke - powiedział, patrząc na mnie przenikliwie.
- I kto to mówi - warknąłem, siadając na fotelu. Musiałem nadmienić, że też nie byłem szczególnie wypoczęty, więc siedzenie tutaj to  nie jest rzecz, jaką najbardziej chciałbym teraz robić.
- Nie wiem, co mam ci powiedzieć. Przez tyle lat tak dużo rzeczy się uzbierało, że...
- Nie obchodzą mnie twoje żale, Naruto. Jeśli mam bronić Konohy, to mam swoje warunki, które musisz zaakceptować - powiedziałem chłodno, od razu przechodząc do sedna sprawy, na co on lekko się wzdrygnął. Z jego twarzy zniknęła nostalgia, zostając zastąpiona przez powagę.
- Więc mów, Uchiha - rzucił, podpierając łokcie o biurko. Zuchwałe Naruto. Muszę dać ci dodatkowy punkt za odwagę. Ale z resztą, tego chyba nigdy ci nie brakowało.
- Rada - poczekałem, aż spokojnie objedzie mnie wzrokiem od góry do dołu, po czym dopiero kontynuowałem - jutro dwaj jej członkowie nie stawią się na zebraniu. Rozumiesz, co mam na myśli? - uniosłem brew do góry, jedną rękę kładąc na oparciu fotela.
- Nie mogę ci pozwolić na morderstwo swoich ludzi, Sasuke - mruknął, patrząc na wioskę.
- Wolisz, żeby zginęła ta dwójka, czy cała Konoha jeśli się od was odwrócę? - warknąłem zirytowany. Szybka decyzja, Naruto. Nie lubię czekać, przecież wiesz.
- Jutro będę "zdziwiony", że się nie pojawili, lecz nie będę znał powodu ich nieobecności. Pasuje ci to? - bitwa na spojrzenia trwała, a ja wcale nie miałem zamiaru się poddać.
- Posłuchaj mnie raz, a porządnie. Albo będzie tak, jak ja chce, albo w ogóle. Jestem tu tylko z powodu Sakury i Dyary. Nic innego nie przywiało mnie z powrotem do Liścia, rozumiesz? Gdyby nie one, teraz razem z Madarą siedziałbym w kwaterze i dokańczał plan zagłady twojej ukochanej wioski, wiec nie próbuj ze mną niczego negocjować - zakończyłem to podniesionym głosem, co chyba osiągnęło zamierzony efekt. Uzumaki zamilknął na kilka minut, a ja nie chciałem przerywać mu kontemplacji. Niech myśli. Kiedyś zajmowało mu to dużo czasu. Może akurat to się nie zmieniło?
- Coś jeszcze? - spytał, wyraźnie walcząc ze słowami, które cisnęły mu się na usta.
- A i owszem - odpowiedziałem, przeczesując palcami włosy - jeśli po tej całej wojnie, moi ludzie będą chcieli być obywatelami Konohy, pozwolisz im na to. Jeśli nie, dasz im odejść. To samo tyczy się mnie, Dyary, Sakury i Raito.
- Chcesz abym później pozwolił Sakurze odejść? - uniósł się, wyraźnie zbulwersowany.
- Widzę, że troszczysz się o moją siostrę tak bardzo, że aż wcale - warknąłem.
- Sasuke wiesz, że nie to miałem na myśli - uniósł ręce w obronnym geście.
- Tak. Wątpię, żeby tu została, gdy ja odejdę - wypowiedziałem słowa, których byłem wręcz pewien, skutecznie ignorując protest blondyna. Ona nie wytrzyma beze mnie, a ja bez niej, więc to chyba oczywiste, że nie rozstaniemy się po tym starciu.
- Posłuchaj, ona jest dla mnie bardzo ważna i...
- Dla mnie również, Naruto - przerwałem mu w połowie zdania, kolejny raz powodując milczenie.
- Ona ma tu wszystkich. Przyjaciół, pracę, dom. Mnie i Hinatę w ciąży. Jestem pewien, że nie opuści nas do momentu porodu - powiedział na jednym tchu, rozluźniając się lekko.
- Zrobimy więc tak. To ona podejmie decyzję.
- Ale jest to równoznaczne z twoją poprzednią prośbą - zmarszczył brwi.
- Nie - spojrzał na mnie dziwnie - wtedy zabrałbym ją stad nawet siłą, a teraz będzie miała wybór.
- Nic się nie zmieniłeś, Uchiha - mruknął, nadal patrząc mi się prosto w oczy - coś jeszcze?
- Itachi - warknąłem przez zaciśnięte zęby - od kiedy wiesz?
- Od pół roku, kiedy to członkini Rady wygadała się przez przypadek na tajnym zebraniu korzenia - odparł, bawiąc się  długopisem leżącym na biurku.
- A ja kurwa dowiedziałem się kilka dni temu. Wyjaśnij mi, jak jest to do cholery możliwe! - wydarłem się, pochylając się nad nim i opierając ręce o blat. Blondyn nie odsunął się ani o milimetr, a nasze twarze dzieliły zaledwie centymetry.

- Nie wiem, nie jestem twoim informatorem - odpowiedział poważnie, a ja  wróciłem do poprzedniej pozycji.
- Jakie jest jego zadanie w tej wojnie?
- Tego to sam jeszcze nie wiem.
- Jak to nie wiesz?! - znów wrzasnąłem na niego, lecz on ponownie nic sobie z tego  nie zrobił.
- Po prostu, nie wiem. On sam również nie wie, czy w ogóle się tu zjawi - westchnął - Akatsuki zaprzestało polowania na demony, przez co powoli zawiesza swoją działalność, przenosząc się chyba na tereny tej twojej Mirvy. Uprzedzając twoje pytanie - odkrząknął - nie mam pojęcia, dlaczego. Członkowie Brzasku mają teraz więcej swobody, przez co Itachi może będzie zdolny zjawić się tutaj. Jeśli mu się to uda, będzie walczył po naszej stronie.
- Jak ty to sobie kurwa wyobrażasz? - spytałem z kpiną, choć wściekłość zżerała mnie od środka. Popatrzyłem ukradkiem na Sakurę, która pomimo naszych wrzasków spała jak kamień - myślisz, że co? Że będę walczył z nim ramię w ramię w obronie Konohy? Jeśli tak, to grubo się mylisz - warknąłem, poprawiając się na krześle.
- Sasuke, ja rozumiem...
- Nie Uzumaki, ty nic nie rozumiesz - odparłem oschle.
- Też wychowałem się bez rodziców, więc...
- Właśnie, dobrze, że to powiedziałeś - znowu się nachyliłem - ty ich nigdy nie miałeś i od zawsze byłeś sam - cień złości przebiegł po jego twarzy, lecz ja kontynuowałem - to ja odczułem stratę. Zabrano mi coś wspaniałego, czego ty nigdy nie doświadczyłeś, więc nie, nie wiesz jak to jest - z powrotem usiadłem, chcąc ochłonąć. Przecież nie rozpierdolę gabinetu Hokage w środku wioski! A może jednak...?
- Dyara jakoś dała radę - odpowiedział cicho, nie patrząc na mnie.
- Ale ona wiedziała od zawsze, to zasadnicza różnica - rzuciłem gniewnie.
- Dobra, koniec - wstał gwałtownie - o tym porozmawiamy później, teraz nie mamy na to czasu.
- Co z Itachi'm? - warknąłem również wstając.
- Nie wiem, Sasuke - powiedział ledwie słyszalnie - jeśli będę coś wiedział, od razu dam ci znać - skończył już trochę głośniej - obiecuję.
- Nie obiecuj - odparłem zimno - bo nie zawsze każdą obietnicę można spełnić, a ja nie chcę się na tobie zawieść Naruto.
- Zbudzę cię, jeśli będzie mi cokolwiek wiadomo. Teraz za drzwiami stoi mój człowiek, który zaprowadzi cię do twojego pokoju - strzepnął niewidzialny kurz z rękawa płaszcza i rzucił mi ponaglające spojrzenie.
W ciszy podszedłem do Sakury, biorąc ją na ręce. Nie obyło sie bez zdziwienia blondyna, lecz chwilowo miałem głęboko w dupie jego zdanie na ten temat. Wyprzedził nas, aby otworzyć nam drzwi - śpijcie dobrze - powiedział na odchodne, jakby z uśmiechem. Nie odezwałem sie do niego ani słowem, a gdy właśnie chciałem mu jednak coś powiedzieć, drzwi za mną zatrzasnęły się. Spojrzałem w prawo i ujrzałem "pracownika Naruto", którym okazał się Kiba Izunuka. Chłopak z mojego rocznika, z tego co pamiętam.
- Tędy - mruknął i zaczął iść przed siebie. Ruszyłem za nim, w myślach mając już tylko wielkie, wygodne łóżko.
- A i Kiba! - krzyknął do nas Naruto, wystawiwszy głowę zza drzwi, gdy byliśmy juz na zakręcie - powiedz Shikamaru i jego ojcu, ze mają natychmiast się u mnie stawić.
- Tak jest - odkrzyknął brunet, z zamiarem pójścia dalej.
- A! I Kiba! - mężczyzna ponownie odwrócił sie znużony - niech przyniosą ze sobą podwójny ramen! - krzyknął i znów zniknął w swoim gabinecie. Izunuka westchnął i ponownie zaczął iść.

Ten zidiociały głąb nic a nic się nie zmienił.
*** 

Ohayo!
Wróciłam, a dość długo mnie nie było, ale mam usprawiedliwienie!
Plan na Serię Drugą kompletuje się z każdym dniem ;)
U Dyary trochę się pozmieniało, jak widać. Kto wie, czy na lepsze?
Blog chyba wraca do świetności, bo wczoraj stuknęły mi aż 102 wejścia. 
Nawet nie wiecie, jakie to miłe!
Nie męczę was dłużej, a i sama zmykam, bo czas mi się kończy. 
Jedną nogą jestem już w aucie, zmierzającym na urodziny młodszego brata xd
Bywajcie! ;D

14.12.2013r
Macarena, macarena bajla bajla ela ela... Łuhuu, weekend!
Poprawianie tych rozdziałów nawet przysparza mi trochę frajdy xd
Powinnam gdzieś spisać co większe wpadki.
Może tak zrobię? xd


15 komentarzy:

  1. No siemka.
    Zacznę od tego, że znalazłam jeden błąd:
    'zatrzymałam wałczących braci'
    A teraz tak.. Lubiłam KibDya (czy coś w tym stylu), ale wolę Raito więc czekam na jakąś ostrą konfrontację między byłym chłopakiem a aktualnym :D
    Biedny Raito tak się zamęcza tym Mashim, niech go w końcu ktoś zabije i święty spokój będzie.
    Ciekawy pomysł z całą tą osobą Mirvy, widzę, że Hinata ma konkurencję xD
    Nie było jako takiego SasuSaku, ale fajnie Sasuke o Sakurze mówił *.*, że ją nawet siłą zabierze, że nie wytrzymają bez siebie.. to było urocze.
    Naruto i Sasuke.. Tutaj jestem zaskoczona. Taka cholerna, ciężka atmosfera wrogości między nimi panuje. Widzę, że Naruto odpuścił z tą bezdenną przyjaźnią do Sasuke i teraz bardziej zależy mu na dobru wioski. No i trochę bawiło mnie, jak Sasuke skutecznie ucinał wszystkie jego wypowiedzi, które prowadziłyby do patetycznych przemów xD
    Czekam na nexta
    Pozdrawiam, buziaki ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohayo :D
      A jednak mnie nie zostawiłaś xD bardzo się z tego powodu cieszę ;)
      Taaaak. Naruto już nie jest bez winy i niedługo też będzie miał "brudne rączki" ]:->
      A Sasuke to Sasuke xd najbardziej sarkastyczna i czasem bezczelna strona mojej natury ujawnia się w tej narracji, także musisz mi to wybaczyć xd

      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam ;D

      Usuń
  2. No nareszcie! Wiesz, jakie to męczące czekać na upragniony rozdział?!
    Uuu, jak słodko! Sasuke wyznał, że Sakura jest dla niego ważna. Nie umiem komentować czyjejś pracy, więc napiszę krótko i na temat. Notka świetna jak zawsze. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział, i mam nadzieję, że seria druga będzie równie interesująca - a może jeszcze lepsza - co seria pierwsza. Życzę weny oraz pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam ;)
      Seria druga powinna być bardziej ... zaskakująca i uporządkowana, to na pewno.
      Pozdrawiam i dziękuję za miłe słowa i komentarz ;)

      Usuń
  3. Blog dopiero zaczęłam czytać, ale strasznie mi się spodobał, ogólnie ciekawa historia taka oryginalna, szczerze pierwszy raz czytam coś w ten deseń o rodzinie Uchiha i bardzo mi się podoba :)Notka świetna, jak zwykle zresztą ;))
    Uwielbiam Raito i też trochę liczę na jego konfrontację z Kibą, niech mu pokaże jaki błąd popełnił "zdradzając" Dyarę.
    Trochę niepokojąca była ta scena w pokoju Raito I Dyary, w sensie że się tak narzucał ale to nic i tak go kocham ;P
    Sasuke, och jakie to urocze, nic więcej nie trzeba mówić :D
    No nic z niecierpliwością czekam na nexta i życzę dużo weny!!!
    DB

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy nowy czytelnik, to kolejna porcja radości :3
      Dziękuję bardzo i pozdrawiam :D

      Usuń
  4. Joł, joł, joł. :D
    Matko, jak dawno tu niczego nie było. Stara... Ostatnia notka była w czerwcu. :o Aż musiałam ją przeczytać, żeby sobie wszystko przypomnieć.
    Głodna, wkurzona, zmęczona.. Coś jak ja na polskiej górce. xd Tak mi się skojarzyło.
    Szkoda mi się zrobiło Kiby, bo pewnie nie czuł się za fajnie, gdy zobaczył Dyarę w objęciach Raito. Współczuję. :cc
    Plan zabicia Rady według mnie jest genialny. Mam nadzieję, że zakończy się powodzeniem.
    Naruto jakiś taki.. hmmm, zbyt łatwo się na wszystko zgadza? Ja rozumiem, że przyjaciel i w ogóle, no ale kurde, on jest HOKAGE. -.-
    "Jestem tu tylko z powodu Sakury i Dyary. Nic innego nie przywiało mnie z powrotem do Liścia, rozumiesz?" - to było mega urocze. Widać, że Saskowi zależy na dziewczynach. <3
    Ogólnie to miałam wrażenie, że jakiś trochę krótki był ten rozdział. ;>
    Nie masz usprawiedliwienia, po prostu ci się nie chciało!! Na obozie się pisało rozdziały na Anatę, ale żeby cokolwiek na ten blog napisać to już nie... ^^
    To do następnego. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby napisać tutaj notke, musiałam powrócić do starych rozdziałów, więc nie mogłam tam pisać xd
      Kiba, Dyara, Ratio... Tu powinno być ciekawe ;)
      Sasus to Sasus to będę za dużo mówić xd
      mam nadzieję, że nie zawiode w kolejnym rozdziale ;3

      Usuń
  5. O Dziewczę! Ileż ja się naczekałam na rozdział to moje :) Jednakże warto było :D
    Bardzo fajny i ciekawy rozdział. Wydał mi się straasznie długi, jednak tylko przez to, że ciągle coś mi przeszkadzało i musiałam się od niego oderwać :P

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Nowa czytelniczka ]:->
      Witam! ;D
      Miło mi i mam nadzieję, że zostaniesz przy mnie na dłużej :p
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bum i jestem :D miałam dziś w ogóle nie wchodzić na kompa, ale najwidoczniej jestem uzależniona xD nie no, tak naprawdę piszę z tableta więc się nie liczy xD anyway, rozdział boski, no mimo tak rzadkich notek, w ogóle nie tracisz poziomu, to się chwali :D
    Dyara no naprawdę jej przemyślenia były boskie (ale i tak pozostaję w cieniu swojego lalusiowatego braciszka) no ta jej zazdrość o te asystentkę była mocna xD coś czuję, że skoro go olewa i w wiosce jest Kiba to dojdzie do zdrady... oczywiście Raito zdradzi, bo to facet, a oni tak robią xD no ale jszcze wcześniej tak mnie ciekawiło to wtrącenie o mangekyou sharingana, tak się zastanawiałam czyw końcu jej powie, że to genjutsu xD a potem takie "hm, a to było w tym opowiadaniu?" XD anyway, szkoda mi jej z tymi myślami, że jest beznadziejna i tak dalej, ktoś powinien jej podnieść samoocenę :)
    Sasuke, rany boskie uwielbiam siedzieć mu w głowie, kiedy go opisujesz XD - wiem, powtarzam się xD ale on jest taki samouwielbiający siebie, no kurde lubię czytać te jego narcystyczne komentarze i mieć takie politowane spojrzenie na ekran xD ale podobała mi się jego rozmowa z Naruto, jego dialog o obietnicy, by nie składał, bo nie chcę się na nim zawieźć, no kurwa, jakie to było zajebiste xD no i oczywiście jego wspominki o Dyarze i Sakurze no słodko xd a potem te jego spekulację, iż jak Saku nie będzie chciała odejść po dobroci to ją wyciągnie siłą - normalnie romantyczność XXI wieku xD
    Jednakże ostatnie linijki rozdziału mnie po prostu zniszczyły xD śmiem stwierdzić TRUE STORY xD
    Czekam z niecierpliwością na dalszy rozwój wydarzeń xD
    Życzę dużo weny i pozdrawiam gorąco :) :* :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  9. No i spóźniona… jakie to dla mnie typowe… mam nadzieję, że mi wybaczysz, rozumiesz, rodzinka z dosyć daleka, bo aż z Irlandii i nagle nie ma na nic czasu :/ Na szczęście, pojechali już sobie w pizdu, więc mogę przejść do komentowania *-*
    Boże, nawet nie wiesz, jak bardzo czekałam na tą notkę <3 Stęskniłam się za Dyarą, Raito no i za nimi wszystkimi w twoim wykonaniu. No i w dodatku ich powrót do Konohy… cóż za majstersztyk :3
    Raito jest przeuroczy. Wiem, że pewnie mówiłam już z milion razy, ale kocham wszystkich męskich bohaterów wykreowanych przez ciebie *-* Są tacy kochani, czy to Utakata czy Raito… po prostu mężczyźni idealni <3
    He He He, Sasuke jaki ponury xd No ale to Sasuke, czego się można innego po nim spodziewać. Poza tym wracając do rodzinnej wioski, którą jeszcze niedawno miało się ochotę zrównać z ziemią, trudno o inny nastrój niż ponury xd Ktoś już to chyba pisał, ale muszę się powtórzyć – uwielbiam moment, gdy mówi, że jest w Liściu tylko i wyłącznie dla Dyary i Sakury <3 To było przeurocze.
    Hahaha, rozwaliła mnie Sakura zasypiająca na fotelu ;D Jeszcze z otwartą buzią xd Kurde, naprawdę musiała być zmęczona, skoro nawet wrzaski Sasuke jej nie obudziły, a wyglądało na to, że na wzmiankę o Itachim dosyć głośno się darł xd No i jakoś tak… zasmuciły mnie kontakty Sasuke z Naruto :< No wiadomo, że po takim czasie trudno, żeby było jak dawniej, ale no… mimo wszystko smutno xd Oby Sakura chciała zostać w Wiosce, mam taką w sobie cichą nadzieję ^^
    No i na końcu Naruciak mnie rozwalił :D To jak dwa razy zawołał Kibę, a przy ostatnim razie dowalił jeszcze o tym swoim ramen, hahahaha, jebłam :D
    A tak swoją drogą zastanawia mnie cholernie, co też takiego czuje teraz Kiba… no, szczęśliwy to on na pewno nie jest, jednak Dyara raczej skupiała się na ignorowaniu go, więc za dużo się o nim w tym rozdziale nie dowiedzieliśmy xd No ciekawe, czy w następnym rozdziale trochę to rozjaśnisz :3
    No nic, czekam więc z ogromną niecierpliwością na kolejną notkę *-* No i mimo wszystko wierzę, że nie będę musiała czekać na nią tak długo <3
    Pozdrawiam i życzę weny ;*
    PS: Zawsze zapomnę odpowiedzieć, ale teraz pamiętam – Twoje komentarze też kocham z całego serduszka <333 Zresztą ja wszystkie komentarze kocham <333

    OdpowiedzUsuń
  10. No i fajnie. Trochę dłuugi, a nawet bardzo, ale to nie szkodzi, bo mi się podoba. No, może tylko jakichś pojedynków mi zabrakło, ale poza tym to przyjemnie się czyta, a to najważniejsze. No i Sasuke jest w końcu dobry (poniekąd). I to mnie ogromnie cieszy. Tak więc życzę weny i pozdrawiam.
    Yuki

    OdpowiedzUsuń