sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział XXXII

Rozdział dla Anayanny, 
która jako jedyna 
rozwiązała zagadkę ;)
 Dyara
Zonk gonił zonk, aby przegonić kolejny. Najpierw Sasuke, potem jego zachowanie względem Sakury, a następnie Miranda będąca Mirvą. Już nawet nie miałam ochoty doszukiwać się tutaj ukrytego sensu, bo pewnie nawet go tu nie było, co nie zmienia oczywiście faktu, że miałam dość niespodzianek jak na dzisiaj. Życie jednak uraczyło mnie kolejną porcją cierpienia, nawet jeśli nie wykonało wyroku personalnie na mojej osobie.
Tego co działo się po głośnym krzyku Raito nie można zaliczyć do rzeczy przyjemnych. Nigdy nie widziałam „tej” jego odsłony. Zawsze opanowany to on uspokajał mnie, a nie na odwrót. Przyznam się, że mnie też lekko zdezorientowała informacja, że niejaki Mashi był zabójcą Ache. Przeżyłam to jednak bez szczególnych ekscesów, prócz chwilowego szoku, ale Raito… I tu zaczynają się schody. Nie ubodła mnie wiadomość o tożsamości winowajcy, lecz stan mojego chłopaka, który wyglądał jakby chciał wyrazić wszystko w jednym. Furia walczyła ze smutkiem, natłok informacji z żalem, aby w ostatniej rundzie zwyciężyła nowa w walce niemoc i rozpacz.
Gdy do Raito dotarły fakty, rzucił się na mężczyznę, lecz został zatrzymany przez Sasuke. Opanowany, zimny i tnący powietrze głos mojego brata, przeciwko pełnemu smutku swoistemu nawoływaniu o pomoc Yamury, eh… On teraz tego nie przyzna. Nie przyzna, że potrzebuje pomocy. Gdy Sasuke nie pozwolił mu dobrać się do Mashi’ego, ten wyszedł ze stołówki trzasnąwszy drzwiami. Nie poszłam za nim, nawet się nie ruszyłam. Patrzyłam jedynie nieobecnym wzrokiem w talerz, gdy już udało mi się na spokojnie usiąść.
Sakura chciała mnie jakoś pocieszyć, ale nie na wiele jej się to zdało. Mimo wszystko chciałam przejąć ból chłopaka na siebie, a nie mogłam i to tylko potęgowało moją złość. Mając jednak dość siedzenia w miejscu, gwałtownie odsunęłam krzesełko, wstając. Zignorowałam wszystkich wokół i wyszłam, rzucając jedynie mordercze spojrzenie odpowiedzialnemu za wszystko pedałowi. Najadłam się, ale nawet to nie polepszyło mi humoru. Było mi najnormalniej w świecie źle.
Szlajałam się po kryjówce bez sensu, chcąc jedynie zabić czas. Tułałam się po krętych korytarzach, dopóki nie znalazłam upragnionego wyjścia na powierzchnię, gdzie od razu powitała mnie zimna, morska bryza, która dość szybko otrzeźwiła mi umysł. Na dworze było chłodno, ale nie zrobiło mi to jakiegoś większego problemu, bo i tak przecież nikogo to nie interesowało, ne? Bo mnie na pewno nie.
Rozglądałam się za Raito, lecz na nic się to zdało. Nie chciałam krzyczeć, bo jakiś cichutki głosik podpowiadał mi, że to zły pomysł. Tak też w ciszy przymierzałam kępy zielonej trawy, aby znaleźć się w końcu na piasku. Zdjęłam buty, biorąc je w rękę, a moje stopy zanurzyły się w żółtym pyle. Wyciągnęłam ręce w górę, a przeciągając się czułam, że ogarnia mnie senność, pomimo otaczającego zimna. Potrzasnęłam głową chcąc odpędzić wszystkie, dziwne myśli - poskutkowało. Z wypraną z problemów głową podążałam tam gdzie mnie nogi poniosły. Miałam dość tej całej farsy. Niech Konoha ginie. Było mi już wszystko jedno, chciałam tylko spokoju. 
Wzięłam do ręki kamyk i wkładając w to całą siłę, rzuciłam go w morze. Ten wpadł po chwili do wody z głuchym pluskiem, przerywając ciszę. Zmrużyłam oczy, gdy coś czarnego pojawiło się na niebie. Przyglądałam się temu przez moment, aby kilkanaście sekund później wypatrzeć tam sylwetkę ptaka. A myślałam już, że to coś, co ukróci moje bezsensowne życie, hmpf.
Ruszyłam dalej brzegiem, a fale co jakiś czas obmywały mi stopy. Cały czas rozglądałam się na boki, szukając Raito, ale w zasięgu wzroku miałam tylko piasek, kamienie, wodę i trochę trawy. Westchnęłam, zatrzymując się przy jednym z wielu ogromnych głazów. Wdrapałam się na niego i usiadłam, aby po chwili podciągnąć kolana pod brodę.
- Kraaa! – odwróciłam natychmiast głowę w stronę, z której dobiegał dźwięk. Od razu zauważyłam tego czarnego ptaka, który okazał się … krukiem.
- Itaś? – mruknęłam pod nosem, a zwierze podleciało bliżej, żeby usiąść mi na ramieniu. Ptak dotknął łebkiem mojego ucha i wtulił się w moją szyję – Itaś – mruknęłam już pewna, zamykając na chwilę oczy, uśmiechnąwszy się.
- Kraaa – nie było to już głośne krakanie, tylko cichutki sygnał, że to czas na przekazanie wiadomości. Przewróciłam oczami, cofając się, aby zrobić ptakowi miejsce na granicy kamienia. Ten stanął na krawędzi i zamknął oczy. Nagle pojawił się przede mną malutki zwitek papieru, więc pospiesznie odpakowałam liścik.
Madara uderzy najpóźniej za dwa dni. Musicie być gotowi, bo będzie to trudna walka. 
Kabuto ma jakiegoś asa w rękawie. 
Powiedz Sasuke, że jeśli uda nam się przeżyć wszystko mu wytłumaczę.
I.
Tak jak myślałam, walka nas nie ominie, eh… Ptak bez pożegnania odleciał, a ja założyłam buty i zsunęłam się po tylniej stronie głazu. Spojrzałam na niebo które zaczynało robić się granatowe, a powietrze nie ustępując mu, stawało się zimniejsze. Prychnęłam pod nosem z niemocy i właśnie miałam się przeciągnąć, gdy…
- Dyara – zwróciłam się w lewo i zobaczyłam Raito, który siedział na piasku, opierając się o jeden z wielu sąsiednich głazów. Otworzyłam oczy ze zdziwienia. Jakim cudem mogłam go nie zauważyć?
- Boże, Raito – nie wiedziałam w co wsadzić ręce, co powiedzieć. Kompletna pustka… Szybko jednak znalazłam się obok niego, stając po jego dwóch stronach, kucnęłam i popatrzyłam na jego twarz. Jeszcze nie widziałam na niej aż takiego braku pozytywnych emocji, było to dla mnie coś nowego. On jednak uciekał przed moim wzrokiem, więc przybliżyłam się, łapiąc go za podbródek, tym samym każąc na siebie spojrzeć.
- Teraz jak go znalazłem, nie mogę nic zrobić… - bezsilność, po prostu typowa bezsilność. Wtuliłam się w niego, siadając okrakiem na jego kolanach, oplątując szyję rękoma.
- Wiem, jak to jest – szepnęłam mu do ucha, a moim ciałem wstrząsnęły lekkie dreszcze, bo zaczynało robić się zimno.
- W ogóle mi to nie pomaga – uśmiechnął się smętnie i widocznie czując, że jest mi chłodno, aktywował to swoje jutsu, które powodowało, że promieniował on ciepłem. Wtuliłam się więc jeszcze bardziej w jego tors, a Raito  wyraźnie się rozluźnił, odchylając głowę do tyłu.
- To też wiem – zaśmiałam się gorzko, doskonale zdając sobie z tego sprawę.
- Pamiętasz, gdy pod koniec naszego pierwszego spotkania, rozmawialiśmy o gwiazdach? – spytał, a ja lekko uniosłam się do góry, aby spojrzeć na jego twarz.
- Do czego zmierzasz?
- Pamiętasz?
- Tak – mruknęłam i właśnie poczułam wielką chęć, żeby go pocałować.
- Dziś nie ma ich na niebie – oparłam swoje czoło o jego i westchnęłam. Wiem, do czego zmierzał. Kiedyś podczas tej rozmowy, uznaliśmy, że każdy zmarły ma swoje miejsce na niebie jako gwiazda, że są ich niezliczone miliardy tysięcy, a dziś na nieboskłonie nie było ani jednej – ale jest jedna gdzieindziej  – powiedział, patrząc mi się prosto w oczy – dobrze, że jesteś – oparłam ręce o głaz po dwóch stronach jego głowy, wpijając się w jego usta. Wiedziałam, że chciał zapomnieć, a tym samym, że oczekiwał czegoś więcej, lecz mimo to oderwałam się od niego, zbliżając się do ucha chłopaka.
- Mów szeptem, jeśli mówisz o miłości – przeszedł go dreszcz, gdy przygryzłam płatek jego ucha.
- Przejrzałaś mnie – mruknął i pocałował, zdejmując mi bluzkę. Te jego szczere, szeroko otwarte oczy,  pełne czegoś czego pewnie nigdy nie zrozumiem, wpatrywały się w mnie tak natarczywie, że pierwszy raz poczułam się głupio. Nie zastanawiając się jednak dłużej ściągnęłam z niego niebieską podkoszulkę, aby zobaczyć idealnie wyrzeźbiony tors. Uniosłam jedną brew do góry, uśmiechając się jednoznacznie, a w odpowiedzi dostałam identyczny uśmiech. Ułożyłam dwie koszulki za sobą i powoli, delikatnie sunęłam palcami po jego szyi, barkach, klatce piersiowej. On tylko patrzył na mnie z nieskrywanym zaciekawieniem, a gdy dotknęłam jego spodni, ten niespodziewanie pchnął mnie do tyłu, sprawiając, że upadłam plecami na nasze ubrania. Nie zdążyłam nawet zaprotestować, bo Raito dość szybko mi to uniemożliwił swoimi ustami, a ja nie protestując, wplątałam palce w jego włosy, na co zamruczał cicho.
Nie za bardzo wiedziałam co robię, ale było mi dobrze. A chyba o to w tym wszystkim chodziło. Chłopak nie odrywając się ode mnie szybko pozbył się resztki mojej odzieży, przez co po chwili zostałam w samej bieliźnie. Lekko go odsunęłam, pytając:
- Kochasz mnie?
- Tak, na dziewięćdziesiąt dziewięć procent – znów go pocałowałam, gdy ten zaczął rozpinać mój stanik.
- A ten jeden procent? – spytałam. Znowu zrobiłam coś nie tak?
- Nienawidzę go.
- Ale dlaczego? – ponownie zadałam pytanie, szukając po omacku szlufki od jego paska. Było mi strasznie gorąco, a serce biło jak oszalałe, bo nie wiedziałam czego się spodziewać.
- Bo kochasz takiego dupka ja.
- A ty egoistkę, jesteśmy kwita – na te słowa chłopak uśmiechnął się łobuzersko, a mój stanik zniknął w nieodgadnionych czeluściach plaży. Odwróciłam wzrok, bo znów czułam się onieśmielona, na co on zaśmiał się cicho, tylko przysparzając mi powodów do kolejnych rumieńców.
- Oddałbym wszystko, żeby mieć przy sobie taką egoistkę na zawsze – w końcu rozpięłam ten cholerny pasek i rozporek. On jednak nie tracił czasu. Jego  dłonie były wszędzie. Miałam wrażenie, że dotykał moich barków, a gdy otwierałam oczy, ten kreślił kółka na moim brzuchu, co chwilę zahaczając o piersi. Nie powinnam się wstydzić? Być spięta? Miałam nadzieję, że nie, bo czułam się cudownie i wiedziałam, że jestem bezpieczna. A nic nie rozluźnia tak, jak poczucie bezpieczeństwa.
Zdjęłam z niego spodnie, poczym przewróciłam go na plecy. W jego oczach było coś, co tylko dodawało mi odwagi, a ja nie zamierzałam czekać w nieskończoność. Pocałowałam go w usta, po czym lekko zacisnęłam zęby na jego wardze. Ten warknął cicho, lecz na pewno nie w geście sprzeciwu. Coraz częściej poruszał biodrami, co dało mi jedynie kolejny sygnał do działania. Zjechałam z pocałunkami niżej. Szyja, obojczyki, ramiona, mostek. Raito westchnął cicho, gdy zbliżyłam się do bokserek. Gestem dał mi znać, żebym zdjęła majtki. Wstałam więc i pozbawiona jego dotyku zadygotałam z zimna. Stałam przed nim zupełnie naga, mając zamiar dać mu coś, czego nie dostał jeszcze nikt, a on zdając sobie z tego sprawę uśmiechnął się jedynie, a ja po chwili ponownie znalazłam się obok. We włosach miałam piasek, a pył drażnił również inne części mojego ciała, dla których nie starczyła powierzchnia ubrań, lecz nie było to teraz istotne.
Miałam zamiar dotknąć jego uda, lecz przypadkowo trafiłam trochę wyżej, przez co chłopak spiął się na moment. Zaintrygowana ponowiłam ten ruch, a on zareagował jeszcze gwałtowniej – podobało mi się to. Już nawet sama przed sobą przyznałam, że cholernie mnie to podniecało, więc po co to dalej ukrywać? Szybko więc pozbyłam się bokserek, czekając na ruch z jego strony. Kropelki potu na naszych ciałach zaczęły wzajemnie się mieszać, a oddechy synchronizować, aby pędzić razem w zabójczym tempie. Raito ocierał się o mnie, a ja całkowicie tego nie kontrolując jęknęłam cicho w jego usta.
- Kochanie – sapnęłam, nie kontrolując swojego głosu.
- Hm?
- Jaki mam kolor oczu? – zbiłam go z tropu tym pytaniem, lecz po prostu czułam, że muszę je zadać.
-  Kolor czarnej, bezkresnej pustki, w której mógłbym błądzić całe życie - i tyle wystarczyło abym poczuła się wyjątkowa i pozwoliła mu na wszystko.
***
Trochę później
Miałam ochotę śpiewać, tańczyć, skakać, biegać, a najlepiej wszystko naraz! Nie myślałam o niczym nieprzyjemnym, o niczym, co mogło mnie zasmucić. Czułam się świetnie i chociaż przez chwilę byłam szczęśliwa, co wprawiło mnie w cudowny nastrój.
- Idziemy już? – Raito uśmiechnął się delikatnie, patrząc się na mnie z góry.
- Tak – pocałowałam go przelotnie w usta i wstałam z uśmiechem. Otrzepawszy ubrania z piasku, wrzuciłam je na siebie, biorąc po chwili buty w ręce. Obróciłam się do chłopaka i zobaczyłam, jak przygląda mi się z zaciekawieniem, opierając się o głaz.
- Heh – mruknął jakby sam do siebie, lecz nadal spoglądając na mnie.
- Co tam? – spytałam, kładąc ręce na biodrach.
- Nic – znów się uśmiechnął i podszedł do mnie, łapiąc za dłoń i wyprowadzając z labiryntu przeróżnych głazów i kamieni na piasek. Księżyc świecił jasnym blaskiem, odbijając się od tafli wody. Nie przeszkadzało mi zimno, bo znów miałam obok siebie, własny grzejnik, działający dwadzieścia cztery godziny na dobę – co to za piosenka, którą nucisz?
- Hę? – spojrzałam na niego, jak na idiotę. Przecież idziemy w całkowitej ciszy.
- Odkąd minęliśmy te głazy, bez przerwy nucisz jakąś melodię… - teraz to on przyglądał mi się jakbym co najmniej powiedziała coś głupiego. Gdy był już pewny, że naprawdę nie wiem o co się rozchodzi, zaśpiewał mi to, co podobno nuciłam ja. Kiedy usłyszałam tę piosenkę, nawet w jego wykonaniu, na moje usta wpłynął uśmiech, abym po chwili zaczęła się śmiać – co znowu kompromitującego zrobiłem, że znów się ze mnie śmiejesz? – mruknął lekko obrażony, nie znając powodu mojego wybuchu.
- To piosenka z czasów gdy byłam mała i nie znałam cię jeszcze. Moimi kompanami byli wtedy Konohamaru i Udon. Ten pierwszy był całkiem miły i przystojny, a ten drugi… To tak, jakbyś wszystkie zwyczaje świń, przekazał jednemu człowiekowi – nadal patrzył na mnie przenikliwym wzrokiem, nie rozumiejąc o co mi chodzi – i jest to nasza drużynowa piosenka, którą zawsze nucę, jeśli mam dobry humor. Wspomniałam ci już o sensei’u zboczeńcu, który…
- Miły i przystojny, mówisz? – złapał mnie w biodrach, przyciągając do siebie.
- Tak – odpowiedziałam, gdy ten muskał swoje usta moimi.
- Jesteś pewna? – mruknął.
- Tak! – krzyknęłam i roześmiana pobiegłam przed siebie, boso po piasku.
- Jak cię złapię – sapnął.
- To co?! – odkrzyknęłam przez plecy.
Po chwili silne ramiona oplotły mnie od tyłu, trzymając w mocnym uścisku.
- To to – odwróciłam głowę w lewo, a obdarowana zostałam całusem w policzek.
- Słaaaaaaaaboooo! – mruknęłam znudzonym głosem.
- Ty *** kobieto – warknął, a jego epitety opisujące moją osobę zagłuszył dźwięk (poof!), który jedynie zapowiedział…
- Liara! – krzyknęłam, gdy zwierzątko pojawiło się pod moimi nogami.
- A i owszem, panienko Uchiha – powiedziała łasica tonem dość poważnym, abym mogła zacząć się martwić.
- Że co proszę? – panienko Uchiha, kto to słyszał…
- Może niedługo pani… - mruknął Yamura.
- Sugerujesz coś? – natychmiast odwróciłam głowę w jego stronę.
- Nie nie… - chłopak podrapał się po karku w geście zakłopotania.
- No – fuknęłam. Nie będzie mi tu żadnych herezji uskuteczniał, ot co!
- Możecie wrócić już do siedziby? Wyruszamy za pół godziny.
Warknęłam pod nosem zdenerwowana. Pół godziny na spakowanie się, to nie problem, bo mogę wyrobić się w niecałe piętnaście minut, ale ja chciałam spać…
Gdy wybiegliśmy z piasku szybko otrzepałam stopy, wkładając je po chwili w buty. Raito zrobił to szybciej i jedynie czekał na mnie z politowaniem wymalowanym na twarzy. Zmrużyłam oczy, wstając, na co on uśmiechnął się głupkowato – faceci. Biegnąc po trawie w pierwszej kolejności starałam się o nic nie potknąć, lecz na drugim planie królowały myśli o tym co stało się niedawno i o tego skutkach, które właśnie dają o sobie znać – wszystko mnie boli… I jak ja mam teraz biec do Konohy?!
Wskoczyliśmy przez klapę do kryjówki i pognaliśmy w stronę swojego pokoju, lecz zatrzymałam się przed drzwiami Sakury.
- Zacznij nas pakować, a ja zaraz wrócę  - powiedziałam w stronę chłopaka, który kiwnął głową i pobiegł dalej. Zapukałam, a gdy nie usłyszałam odpowiedzi po prostu nacisnęłam klamkę, aby  zobaczyć mojego brata i dziewczynę w dość dwuznacznej sytuacji – ekhm – chrząknęłam, a oni nic sobie z mojej obecności nie robiąc, kontynuowali – ekhm!
- Przestań przeszkadzać, co? – warknął Sasuke, na co Sakura jedynie zachichotała. Czy ja na pewno trafiłam do właściwego pomieszczenia?
- Powiedz mi, gdzie jest miejsce zbiórki, jaki jest plan i znikam…
- Zbiórka przy klapie, reszty dowiesz się na zbiórce – podirytowany Sasuś to naprawdę ciekawy widok, a, że ja już nie chciałam się narażać, bez słowa, jak najszybciej stamtąd wyszłam. Nie tracąc dobrego humoru wparowałam do swojego pokoju, teraz już świadomie nucąc melodyjkę.
- Zapowiada się interesująca noc, nie sądzisz? – spytał Raito, pakując rzeczy do plecaka.
- Jak mam to rozumieć? – przystanęłam przy szafie, spoglądając na niego przez ramię.
- A jak wolisz – mruknął, a ja zwróciłam się z powrotem w stronę mebla. Ta jego powierzchowna radość niedługo minie. To szczęście, które stara sobie teraz wpoić też zaraz wyparuje. Przeszłość i tak znów go dopadnie, czy on tego chce, czy nie.
Już w ciszy zapakowaliśmy się do końca. Żadne z nas nie miało już ochoty rozmawiać. Dobry nastrój prysł jak bańka mydlana, nie pozostawiając po sobie ani krzty pozytywnych emocji. Wiem, jak to jest wmawiać sobie coś, co przez moment wydaje się dobre. Przez moment jest inaczej, lepiej. Gdzie więc znajduje się problem, aby było ich więcej?
To nadal tylko jeden moment, jeden z wielu…
Momentu nie przemienię w całe życie, a chwila nie stanie się wiecznością.
Westchnęłam i znów przykleiłam na usta wymuszony uśmiech. Z biegiem czasu, robiłam się w tym coraz lepsza…
Mieliśmy jeszcze piętnaście minut, więc szybko wskoczyłam po prysznic. Gdy skończyłam, bez zbędnych słów, wiedząc, co było na rzeczy wspólnie opuściliśmy pokój. Pamiętałam już drogę do klapy, więc bez problemu po chwili znaleźliśmy się na miejscu. Obskurne ściany przywitały nas czernią, a światło zapewniało nam jedynie kilka świec. Usiedliśmy obok siebie na podłodze, a Raito objął mnie ramieniem, tym samym zapewniając mi ciepło. Wtuliłam się w niego, słysząc jego nierównomierny oddech.
Ból będzie przychodził falami, szczególnie ten spowodowany niemocą, czymś nad czymś nie mamy władzy. Wcześniej na chwilę potrafił o nim zapomnieć, wtedy na plaży. Skupił się całkowicie na innej rzeczy i to pozwoliło mu się zatracić. Lecz pakowanie nie pochłonęło całej jego uwagi, przez co mechanicznie wkładając ubrania do plecaka, myślał o czymś innym, co jedynie prowadziło w naszym przypadku do rozpamiętywania przeszłości.
- Czy mogłabyś kiedyś ubrać się jak kobieta, a nie jak dziwka?
- Nie ubieram się jak dziwka!
- A no tak, sorry. Pani lekkich obyczajów…
- A żebyś wiedział!
- Taaa, już.
- No, a nie?
- Wypchaj się.
- Sam się wypchaj.
- Mogłabyś wymyślić jakieś inne „cięte riposty”.
- Mam cię już dość!
- Wzaje… o cześć Dyara! – krzyknął Suigetsu, gdy jego sylwetka wyłoniła się zza rogu. Tak jak podejrzewałam ciągnęła się za nim poczwara.
- Ahh, to wy – sapnęła Karin, a żyłka na moim czole zaczęła niebezpiecznie pulsować, z resztą jak za każdym razem, gdy tylko ją widziałam.
- Masz z tym jakiś problem? – warknęłam. Jeszcze półgodziny temu byłam szczęśliwa, co ewoluowało w melancholię i smutek, teraz kończąc na wściekłości. Co jeśli ludzie mają rację i ze mną naprawdę jest coś nie tak?
- Witajcie – przed nami zmaterializowała się Mirva, mówiąc niskim, chrapliwym głosem.
- Witaj – odpowiedziałam, darząc tę odsłonę Mirandy czymś na kształt sympatii. Po prostu mi nie przeszkadzała.
- Ale to było wtedy… a no tak, tak, właśnie wtedy!... No nie mów, że nie pamiętasz! I wtedy on… no dokładnie i ona razem z nim… - nagle zrobiło mi się gorąco. Ręka Raito wręcz parzyła mi skórę, więc jak najszybciej ją z siebie zrzuciłam. Jego twarz poczerwieniała ze złości, a miałam wrażenie, że chłopak wręcz eksplodował, gdy w polu jego widzenia pojawił się Mashi a zaraz za nim Juugo.
- Raito, spokojnie – uniosłam dłonie w pokojowym geście, zasłaniając mu Harashi’ego, lecz Yamurze wystarczył jedynie głos pedała.
- Kochanieee! Bo Suigetsu powiedział, że ubieram się jak dziwka! – krzyknęła Ruda, machając rękoma na wszystkie strony.
- Jak pani lekkich obyczajów, a nie… - mruknął sfrustrowany Hozuki.
- Nie waż się tak o niej mówić, bo cię zabiję! – niby powiedział to w żartach, lecz dało się tu wyczuć nutkę groźby, która najskuteczniej trafiła w Raito.
- Tak jak zabiłeś mojego brata?! Od tak, dla kaprysu?! – udało mi się zatrzymać go w miejscu, lecz niestety mówić nie mogłam mu zabronić. Nagle zrobiło się cicho, a dało się dosłyszeć jedynie skwierczenie świec.
Poof! Sakura razem z Sasuke pojawili się obok Mirvy, nie witając się ani słowem. Widziałam, że Haruno chciała coś powiedzieć, ale widząc w jakim stanie jest Raito, chyba zrezygnowała.
- Więc tak, bez większych ogródek – chrząknął Sasuke – jak już wiecie będziemy bronić Konohy i jej mieszkańców. Suigestsu, na miejscu masz rozpuścić swoje wodne klony pod postaciami małych zwierząt. Odnajdziesz mi Radę oraz Danzo i co godzinę raport o ich poczynaniach ma do mnie docierać. Przez jeden dzień będziemy przebywać na terenach Liścia, co uzgodniłem z tamtejszym Hokage. Tam dokładnie przeanalizujemy plan bitwy. Wszystko jest podpasowane pod Mirvę, która potrzebuje czasu, aby zebrać dostatecznie dużą ilość energii, na tak wielkie starcie. Możemy mieć jedynie nadzieję, że Madara nie upatrzył sobie jutra, na zrównanie Konohy z ziemią. Jakieś obiekcje? - nie miałam siły pytać się o cokolwiek. Byłam zbyt skupiona na trzymaniu Raito w ryzach – tak myślałem. Więc ruszamy. Macie poruszać się cicho i nie prowadzić żadnych rozmów. Reszty dowiecie się w swoim czasie.
I tak utworzyła się kolejka do klapy, która otwierała nam przejście na powierzchnię. Puściłam chłopaka, a ten uspokoił się nieco.  Jednak w momencie, gdy Mashi przechodził obok niego, ten nachylił się, mówiąc:

- Wiedz, że w każdym wrogu będę widział ciebie. Każda martwa twarz będzie odzwierciedlała twoją mordę, Harashi.




Sceneria w tle się troszkę nie zgadza, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie! <3


*** 
Ohayo!
Jestem! Wiem, że tęskniliście!
Ba dum tssss - co za suchar...
Więc tak. Przyznam się szczerze, że nie mogłam zebrać się do tego rozdziału. Nie miałam na niego pomysłu, a wcześniej jego zamysł wyglądał kompletnie inaczej. Lecz Sheeiren jest głupia i sobie go zmieniła, ale to już wiemy nie od dziś.
Mam już zarys fabuły na drugą serię. Aby miała ona sens, potrzebuję jednego dnia w Liściu. Mam nadzieję, że nie rozczaruje was moja koncepcja...
Ten pseudo hentai kompletnie mi nie wyszedł, ale nie hejtujcie mnie za to, proszę...

Powinnam niedługo dodać coś na "Anatę", bo wszystko mam już z głowy. Egzamin karate w Krakowie zdałam, z testów gimnazjalnych miałam 91%, dostałam się do wymarzonego liceum, jest po radzie i nie liczy się już frekwencji. A co to znaczy?

WAKACJE!!!

Taaaaak. Wiem, że się cieszycie.
Kończąc, Chciałam przeprosić za tak długą przerwę i obiecuję poprawę.
Bywajcie!

14.12.2013r
Merry Christmas everyone! Uhuhuh. Świąteczne klimaty zaczęły mi się udzielać B|
Też chcecie już święta? :D

9 komentarzy:

  1. Mheheheh taki ze mnie cichy geniusz!
    Dziękuję za dedykację *.*

    Nie wierzę, napisałaś PÓŁ HENTAI! Narzekasz, narzekasz a mi i tak się podobało. Było słodko, ale nieprzesadnie, namiętnie i cudownie. No i też nietypowo, co jest chyba dobrym słowem opisującym Dyrię w każdej sytuacji. Jak mu dojebała z tym kolorem oczu xD dobrze, że wiedział
    Ech no i ja już nie wiem czy Itachi jest zły czy dobry..
    Mimo, że Mashi jest gejem, a ja lubię geji to mam nadzieję, że w czasie walki w Konosze, Raito tak jakoś.. przypadkiem.. niechcący.. go zabije!

    Pozdrawiam, buziaki ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. Noooooooo, nareszcie!!!
    Ponad miesiąc bez Dyary, leniu, wiesz co ja przeżywałam? ;_; Ale tak się cieszę z nowego rozdziału, że nawet nie umiem być na ciebie zła ^^ Szczęściara z ciebie, potrafię być prawdziwą suką, jak jestem zła xd
    No właśnie, rozdział ;> Jak już zauważyła Ana - pół hentai xD Kurczę, tak zajebiście ci szło, dlaczego przerwałaś? *-* Wcale nie był beznadziejny, był cudny <3 No i ah, te słodkie przekomarzanki między Dyarą a Raito "-sugerujesz coś? - nie, nie..." hahahahaha xd Jak ja lubię takie nieprzesłodzone sceny :3 Raito i Dyara to wgl piękny duecik, jeden z moich ulubionych. Weź w drugiej części napisz hentai’a :D Rany, ale ze mnie perwers, wszystkich namawiam do pisania takich scen ;_;
    A jak już mówimy o duecikach – Sasuke i Sakura. No dobra, nie będę powtarzać setny raz, że u ciebie lubię naszą różową bohaterkę, bo pewnie masz już dosyć xd Lecz wiedz, że ją u ciebie lubię <3 Ale to była zajebista scena, jak im Dyara wlazła do pokoju, myślałam, że padnę. Ta niedwuznaczna sytuacja, i to stwierdzenie Uchihy: przestań przeszkadzać, co?
    Mashi? Ten pedał? On jest zabójcą Ache? Jestem w szoku, że on w ogóle potrafi utrzymać dłużej kunai’a w ręce, a tu proszę, jaki nam się delikwent trafił… W życiu nie pomyślałabym, że to on może być zabójcą, ale cóż, cicha woda brzegi rwie xd Ponieważ kocham Raito (wgl wszyscy faceci wykreowani przez cb są jacyś tacy mega sexowni i kochani, jak ty to robisz? ;_; ), mam nadzieję, że ten gnojek zginie. Nie. Że zostanie zabity przez naszego kochanego Yamurę. No cholernie mi szkoda chłopaka, to musi być straszne patrzeć w mordę gościa, który zabił jego brata i nie móc nic z tym zrobić :c Dyara ładnie powiedziała o tym bólu wtedy, o tej niemocy, podobało mi się :3 Życiowa dziewczyna xd
    No ale potem na szczęście rozweseliłaś nas zajebistą wymianą zdań między Suigetsu a Karin :D hahahaahahahaha, „czy mogłabyś kiedyś ubrać się jak kobieta, nie jak dziwka?” <333 Ah, ta bezpośredniość Suigetsu… ale racji trochę ma, Karin zawsze ubierała się jak ostatnia kurwa xd no i słusznie jej powiedział, żeby wymyśliła jakieś lepsze cięte riposty.
    No no, ciekawie się zapowiada ta obrona Konohy :O Nie mogę się doczekać, aż będę to mogła przeczytać, czuję, że to będzie genialne *-* Ciągle jara mnie strasznie to, że Sasuke będzie bronił swojej rodzinnej wioski i że zrezygnował z tej swojej jebanej zemsty <3
    No nic, czekam z niecierpliwością na, jeśli dobrze liczę, finałowy rozdział i życzę mnóóóóóóśtwa weny, żebym następnym razem nie musiała tyle czekać xd
    Pozdrawiam i ściskam gorąco <3
    PS: W odpowiedzi na twój komentarz u mnie: moooooorda, dopiero dzisiaj weszłam na bloggera :D Za to w nagrodę masz w miarę długi i konstruktywny komentarz :3
    PSS: Wiesz, byłoby dużo łatwiej, jakbym nie musiała udowadniać, że nie jestem automatem w tej durnej weryfikacji :D (tak na marginesie, przed chwilą się dowiedziałam, że jestem xd) just sayin... :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie lubię tej durnej weryfikacji, ale strony porno bez niej szaleją "automatycznie" - if you know, what i mean ^^
      To wchodź na bloggera częściej i pisz rozdział, a nie jakieś idiotyczne przerwy mi tu podajesz ]:->

      A komentarz jest cudowny <3

      Usuń
  3. Dobra, jest 03:11, jestem cała w farbie (i nie wiem za groma jak ona znalazła się na mojej twarzy), mam całe zasyfione biurko, a mimo to, jak obiecałam, zabieram się za czytanie. SŁOWO HARCERZA, KURWA! xd
    Ty, piękna - to z gwiazdami to nie jest z Króla Lwa? ;> Bo tak mi się jakoś kojarzy...
    łuhuhuhuh! I ten hentajec, który miałam zaszczyt przeczytać najwcześniej! <3 Mówiłam, że wyszedł dobrze, głupia... Ehh, Ty się lepiej zajmij pisaniem, a ja będę publikować, bo z Tobą to nic nie wiadomo xd
    ,,Nie będzie mi tu żadnych herezji uskuteczniał, ot co!" - haha, jebałm! Kocham te dopowiedzi Dyary, no!
    Nooo... Groźby są karalne, Raito, ale... Ale w końcu może polać się krew, a pedała mi nie szkoda.. Shee' usuń go z kadru xd
    Okej, skończyłam czytać - co oznacza, że wracam do mojego walonego projektu.
    Czymiej się!

    OdpowiedzUsuń
  4. No.. trochę długo trzeba było czekać na ten rozdział. Ale warto było. ^^ Długi. :33
    Nie spodziewałam się, że napiszesz hentai. Kobieto, wiesz jak mnie zaskoczyłaś? Bardzo dobrze ci wyszło. W sumie chciałabym być na miejscu Dyary. Trochę ma fajnego faceta. Ale tez mi go szkoda.
    Cięte riposty Karin.. kocham mocno!xD
    Sasuś z Sakurą tez juz coś ten? ^^ Awww, jaram się. *.*
    Mnie tez ogarnelo lenistwo i nie moge sie zebrac, zeby pisac rozdzialy. xD
    To co.. do nastepnego! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No to teraz ja zagoszczę w szeregu komentujących! Wiem miałam być druga, ale Amane mnie ubiegła! >.< moją rezerwację trafił szlag :P
    NNo w każdym razie, już ci powiem, że komentarz będzie taki sobie - humor mi dzisiaj nie dopisuję. Jednak, wspaniałe opisy jak zawsze zresztą, przy nich można się bardziej uśmiechnąć, pośmiać niż nie na jednym dialogu xD
    Ale ej, że ty napisałaś hentai'a chociaż o bardziej była gra wstępna, ale ok i tak mnie zaskoczyłaś xD znaczy no... nie wiem czemu xD
    Zły Sasuke, no ale kto nie byłby zły, gdy się mu przeszkadza w takiej sytuacji ;] Dyara wstydź się :P Brat ci nie przeszkadzał... no, tak w połowie xD
    Karin i jej "cięte" riposty xD ależ ona żałosna, masakra :P czytałam dziś najnowszy tom Naruto, gdzie jest jakieś dwie strony o niej i po prostu cieszę się, że takie coś mnie nie otacza towarzystwem :P Jednak wolałabym, aby latała za Sasuke, a nie tym pseudo pedałem :P
    No to ja czekam na następny rozdział :)
    Życzę weny i pozdrawiam ciepło ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. zostałaś dominowany przeze mnie do Versatile Blogger Award więce informacji na moim blogu http://sasusaku-na-zawsze-razem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow... To jest świetne, wiesz?
    Mam prośbę..
    Ja też zaczęłam pisać opowiadanie, ale nie wiem czy jest dobre...
    bardzo zależy mi na opinii kogoś takiego jak ty...
    Mogłabyś ocenić??
    To link ---> http://mroczne-spojrzenie.blogspot.com/
    Mam nadzieję, że zaszczycisz mnie komentarzem :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Kyaaaaaa...
    Mamciu, jestem zachwycona tym opowiadaniem *.* Przeczytałam całe w 2 dni i chcę więcej. Więcej, więcej, więcej <3 Mam nadzieję, że nie zrobisz wielkiego bach i zakończenia za 2 rozdziały? Ta historia jest piękna <3 Też miałam zamiar zrobić opowiadanie o siostrze Itachiego i Sasuke, ale potem stwierdziłam, że na razie 2 opowiadania starczą...
    Ale. Co ja się tu będę... Hasła Sasuke po prostu miodzio. W tej wersji jest nawet, nawet (bo generalnie to za nim nie przepadam xD). Jestem ciekawa jak z tego wszystkiego wybrniesz.
    Pozdrawiam
    Ahiru
    [http://life-in-akatsuki.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń