czwartek, 9 maja 2013

Rozdział XXXI


Notka pisana przy Disney'owskich piosenkach, 
do których zawsze miałam słabość... <3
I w sumie napisany dzięki Akemii, 
która mnie zmotywowała do pracy.
Arigato ;)
Dyara
- Aaaa! To chyba was miałam poznać! – Gdy doleciał do mnie ten pisk, zatrzymałam się w pół kroku z otwartą buzią, lustrując postać przede mną. Płeć zielonego potwora rozpoznałam po głosie. Faceci nie potrafią wydawać z siebie tak wysoko artykułowanych dźwięków. A może jednak? Mashi byłby do tego zdolny… - Jestem Miranda-chan! – Okej, to imię na pewno jest żeńskie…
Miałam ochotę pacnąć się w czoło. Ona ma cycki…
Już widziałam, że jest kobietą.
- Witaj – odezwał się Raito, pewnie tak samo zdziwiony jak ja.
- A ty pewnie jesteś Dyara! – Podparła sobie brodzę na niewidzialnym, lewitującym stoliczku, wgapiając się we mnie jak w najpiękniejszy na świecie obrazek. My na pewno nadawałyśmy na tych samych falach?
- Zależy dla kogo. – Przekrzywiłam głowę, ciekawa jej reakcji.
- Hihihiihi, dla mnie! – Zdawałam sobie sprawę, że większość ludzi z natury ma wysoki głos (jak wszyscy Japończycy, o tym mówię – dop. autorki), ale to już przesada.
- Nie – fuknęłam i nadal trzymając biednego chłopaka za rękę, ruszyłam w stronę stołówki. Byłam głodna! A głodna Dyara, to zła Dyara.
- Oj no przepraszam, nooo! – Podleciała do nas, skacząc z jednej nogi na drugą. Znów się zatrzymałam, bo dopiero teraz zauważyłam, że ona ma … ogon?!
- Co to jest? – Wskazałam palcem na zielone, żyjące własnym życiem coś, znajdujące ujście w tyłku Mirandy.
- Mój ogonek! – wypowiedziała to z taką dumą, jak ja mogę powiedzieć, że jestem Uchiha, a to już coś.
- A-aha. – Potrząsnęłam głową i znów chciałam ją wyminąć.
- Nazywa się Herman, hihi! Prawda, Herman? Lubisz nowych znajomych? – Jak można nazwać część swojego ciała, a do tego się do niej zwracać?! To tak, jakbym mojej ręce nadała imię Steffy i prowadziła z nią konwersacje na poziomie. W sumie wtedy tekst: mów do ręki miałby sens. -  Dyara-chan, poczekaj! Sakura-chan kazała mi po ciebie iść – pisnęła, po czym niewiarygodnie szybko znalazła się obok Raito, będąc stanowczo za blisko. – A ty kim jesteś? – dotknęła jego torsu swoim zielonym palcem, wywiercając w nim dziurę swoimi żółtymi ślepiami.
- Moim chłopakiem – warknęłam, odpowiadając za niego.
- Spokojnie kochanieńka, nie chcę podbierać ci … - Zaczęła się głęboko nad czymś zastanawiać, uderzając się co chwilę dłonią w skroń. – Tego, no… słowa mi brakuje…
- Chłopaka? – spytał rozbawiony całą tą sytuacją Yamura.
- Tak! – Klasnęła w dłonie, podskakując
- Chodźmy już jeść – mruknęłam, bo naprawdę byłam głodna.
- Dobrze, dobrze. Idę z wami! – Zarzuciła ogonem, odwracając się do tyłu oraz zmierzając w stronę stołówki.
- Raito, to jest zwykła banda idiotów. Nie wytrzymam tu – wyszeptałam mu na ucho. On przechylił głowę, całując mnie w czoło.
- Damy radę – mruknął, puszczając mi oczko.
Miranda szła przed nami dość ostentacyjnie kręcąc tyłkiem, co nie podobało mi się jeszcze bardziej. Kątem oka spojrzałam na Raito, którego wzrok był skupiony wiadomo na czym.
- No wstydziłbyś się – fuknęłam, puszczając jego rękę. Popatrzył na mnie dziwnie, po czym dopiero po chwili zrozumiał, o co mi chodzi.
- Ja jestem tylko facetem. – Podniósł ręce na wysokość piersi, w geście obronnym.
- A ja tylko kobietą – warknęłam, przyspieszając.
- Kochanie, no. Nie moja wina, że faceci to wzrokowcy. – Dobiegł do mnie.
- Tak się tłumacz… - Szłam za zapachem, więc na chybił trafił otworzyłam wielkie, drewniane wrota, pchając je przed siebie, co wymagało ode mnie sporo wysiłku.
- Dyara! – Gdy tylko przekroczyłam próg pomieszczenia Sakura rzuciła mi się na szyję, skutecznie na niej wisząc.
- Ohayo! – Również ją przytuliłam, obejmując w pasie. W pamięci miałam wielką dziurę i nie za bardzo wiedziałam co działo się w czasie, gdy spałam, więc może takie radosne przywitanie to nic dziwnego. – Chodź – Złapała mnie za dłoń i pociągnęła za sobą. Spojrzałam po ludziach, którzy nieszczególnie przejęli się moją wizytą. Mianowicie Suigetsu, Juugo, Mashi i Karin byli pochłonięci nadzwyczaj ciekawą rozmową, a ja nie miałam zamiaru im przerywać. - Ziemia do Dyary. - W końcu zwróciłam uwagę na machającą mi przed twarzą ręką Sakurę.
- Hm? - Kilka razy szybko zamknęłam i otworzyłam oczy, aby szybciej się skupić.
- Nie jesteś ciekawa, co się działo? A tym bardziej - Popatrzyła na mnie swoim specyficznym wzrokiem - nie jesteś głodna?
- Żarcie! - krzyknęłam, a w oczach musiały pokazać mi się serduszka. 
- Siadaj obok Sasuke, zaraz przyniosę ci coś ciepłego - odpowiedziała z ciepłym uśmiechem na ustach. Gdy odeszła, odsłoniła mi również przyczynę mojego pobytu w Tace – mojego brata.
Sasuke
Jedzenie kurczaka jest doprawdy kłopotliwe. Jakby nie mogli podawać już obranego, oczyszczonego mięsa, tylko niczym zwierzak, muszę grzebać w mieszaninie kości, kostek, kosteczek, chrząsteczek i żyłek, aby dotrzeć do interesującej mnie części kurzej nogi. Ile człowiek się z tym namęczy...
Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi i odwróciłem głowę w tamtą stronę, aby zobaczyć wchodzącą przez nie moją siostrę. Trochę się zdziwiłem, bo z tego, co mówiła Sakura, miała  ona obudzić się po dobrym tygodniu, a nie kilku dniach. W momencie, gdy właśnie myślałem nad przedterminową pobudką Dyary, różowowłosa wcale nie wyglądając na zaskoczoną, odeszła w stronę kuchni, co pozwoliło mi widzieć siostrę w całej okazałości. 
Dziewczyna spięła się na mój widok, lecz kącik jej ust zaczął niebezpiecznie drgać. Gdy weszła do stołówki, wyglądała bardziej na podenerwowaną niż radosną, jak teraz. Zmarszczyła nos, mając to w zwyczaju, gdy coś ją rozśmieszy i ruszyła w moją stronę. Nadal czujnie śledziłem ją wzrokiem, nawet gdy ta uciekała od mojego spojrzenia. Dopiero, gdy usiadła obok mnie, zauważyłem, tego jej kochasia, którego nie lubię. Denerwuje mnie.
- Witaj, Sasuke – powiedziała Dyara. Z jednej strony wyłapałem w tym nutkę nieśmiałości i strachu, lecz z drugiej widziałem, że ledwo powstrzymuje się od parsknięcia śmiechem.
- Wi… - Stać mnie było na tylko tyle, ponieważ w dalszej wymowie słów: witaj Dyaro -  przeszkodziła mi ta pieprzona noga z kurczaka, którą cały czas miałem w ustach, przytrzymując ręką. Momentalnie pozbyłem się kawałka mięsa.
- Hihi. - Kiedy położyłem resztki na talerz, dziewczyna zaczęła cicho chichotać.
- Śmieszy cię to? – mruknąłem, lekko zażenowany. Jej źrenice od razu się rozszerzyły, cień strachu przeleciał po twarzy, a ona sama odsunęła się ode mnie.
- Ale Sasuke, dlaczego tak niemiło witasz siostrę?
- Hmpf. – Niewiadomo skąd, nagle przede mną wyrosła Sakura, trzymając w ręce miski z gorącą zupą. Jedną postawiła przed Dyarą, a drugą przed Raito.
- Proszę. – Jej uśmiech jest taki … wielofunkcyjny. Tak, nareszcie znalazłem dobre słowo, aby go określić - wielofunkcyjny. Nim się spostrzegłem, czarnowłosa zapomniała o swoim strachu i natychmiast zaczęła pochłaniać zawartość owej miski, a Raito po chwili lecz nieco wolniej do niej dołączył. Zielonooka patrzyła na to z nieskrywaną radością. Emanowała od niej aura, której mi zawsze brakowało, przez co czułem, że wypełnia ona to, czego ja nie posiadałem.
- Dziękuję – wysapała Dyara, która aż się dyszała od wysiłku włożonego w tak szybkie zjedzenie zupy – a…
- Tak, jest coś jeszcze. – Sakura znów się uśmiechnęła, co od razu wprawiło mnie w lepszy nastrój. Siostra jakby naprawdę o mnie zapominając, wzięła w rękę serwetkę, aby zetrzeć z policzka Raito resztkę jedzenia. Nie chciałem się zastanawiać, jakim cudem się ono tam znalazło, lecz przyznam, że ładnie to wyglądało, a oni wizualnie do siebie pasowali. Zawsze jednak myślałem, że znajdzie sobie blondyna… Odkąd pamiętam, to właśnie ten kolor włosów podobał jej się u chłopaków najbardziej.
- Nadal jestem głodna – jęknęła, przeciągając się. Jedną ręką niechcący dotknęła mojego ramienia, na co natychmiast odskoczyła jeszcze dalej, prawie siadając na biedym Yamurze.
- Doprawdy? – odparłem, dobrze wiedząc, iż zdanie nie zostało skierowane do mnie.
- A co? – Jej postawa zmieniła się diametralnie. Jakby ktoś podmienił zdenerwowaną Dyarę, na pewną siebie Dyarę. Ona ma to chyba po Sakurze.
- Chciałbym wiedzieć.
- Nigdy cię to nie interesowało. – Dumnie podniosła głowę do góry i oparła ręce na blacie, patrząc się wszędzie tylko nie na mnie. Już miałem coś powiedzieć, że właśnie tak zostaję nagradzany za dobre chęci, lecz znowu Sakura wkroczyła do akcji.
- Ale Dyara, dlaczego tak niemiło odzywasz się do brata? – zaświergotała stawiając przed dziewczyną kolejny talerz. Obydwoje popatrzyliśmy na nią spod byka – i właśnie dlatego jesteście rodzeństwem! Robicie dokładnie takie same miny – spojrzałem ukradnie na Dyarę, nie odwracając głowy, a ona zrobiła to samo, po czym szybko odwróciła wzrok.
- Przesadzasz – powiedziałem.
- Nie kochanie, ani trochę – na te słowa moja siostra prawie udusiła się, gdybym jej od tego nie wyratował siarczystym uderzeniem w plecy. Wypluła kotleta i popatrzyła na Sakurę, jakby co najmniej doznała olśnienia.
- Możesz powtórzyć?
- Powiedziała kochanie, kochanie – mruknął Raito. Powiem, że zapulsował u mnie tym tekstem – mogłabyś zacząć się od niej tego uczyć – burknął już mniej przyjemnie, za co polubiłem go jeszcze bardziej.
- A wypchaj się – fuknęła, powracając do pochłaniania ziemniaków. Sakura wychyliła się do tyłu i za plecami moimi i Dyary, przybiła sobie z Yamurą „piątkę”. To mnie już podirytowało.
- A wypchajcie się oboje – powiedzieliśmy równo. Ja normalnie, a Dyara z buzią pełną jedzenia, co oczywiście nie przeszkadzało jej, aby zabijać wzrokiem dwójkę chwilowych sojuszników.
- Jesteście naprawdę zabawni – odpowiedziała Sakura, po czym szybko pocałowała mnie w policzek, aby zaraz przylgnąć do mojego ramienia. Rzuciłem jej tylko pełne wyższości spojrzenie, na co ta nadal uśmiechnięta wzruszyła ramionami. Hmpf, kobiety.
- O. – Raito wskazał na nas nożem – tego też mogłabyś nauczyć. – Chcąc ostentacyjnie zakończyć swoją wypowiedź w momencie gdy wypowiedział ostatnie słowo, kotlet zakończył swój żywot śmiercią naturalnych w jego ustach.
- Będziesz coś chciał, mendo – warknęła, odsuwając od siebie pusty już talerz.
- Będę, o to się nie martw. – Ten dwuznaczny uśmieszek i chichot Sakury, dały Dyarze wyraźnie do zrozumienia, o co się tu rozchodziło. Przez krótki moment, chciałem przepytać chłopaka, na temat jego przeszłości i zażądać od niego trzech zdjęć oraz dokładnego CV. Na szczęście szybko mi to przeszło.
- Żarty żartami, ale mamy chyba ważniejsze rzeczy do omówienia… - Momentalnie posmutniała, podpierając się jedną ręką o stół.
- Czekałem, aż ktoś to powie – mruknąłem, za co doczekałem się palców Haruno na żebrach, które namiętnie chciały zrobić tam jakiś tunel.
- Więc? – Nastąpiła chwila ciszy, przerywana jedynie przez piski Karin. Nikt jednak nie zwrócił szczególnej uwagi na Rudą, nadal czekając na moją odpowiedź.
- Sasuke, powiedz im wreszcie – westchnęła Sakura, prostując się.
- Hmpf. – Wcale nie miałem ochoty na pełne emocji i ekspresji przemówienie, więc wysiliłem się jedynie na krótkie – nie będę atakował Konohy.
Zesztywniała. Wiedziałem, jak bardzo Sakura obawia się jej reakcji. Przez te kilka dni, przybliżyła mi trochę życie Dyary w Liściu, przez co miałem wrażenie, że trochę ją poznałem, lecz oczywiście nie do końca. Na pewno jednak nie spodziewałem się, że rzuci mi się na szyję, przytulając z taką energią, jakby chciała mnie co najmniej udusić.
- Arigato, arigato nee-san. – Byłem co najmniej zdziwiony. Przyzwyczaiłem się, że Sakura była osobą dość zmienną, lecz moja siostra bije ją na głowę. Siedziałem teraz tyłem do Haruno, a przodem do Raito, który spoglądał na nas z uśmiechem. Co jest z tymi ludźmi? Z czego oni się tak nieustannie cieszą? – Gomen – mruknęła, odsuwając się. Na jej policzkach skapywały łzy, lecz jej oczy były szczęśliwe. Dyara, łzy, koszula, mokro -> mokra koszula. Shimatta! Świeżo prana…
- Ja również się cieszę – powiedziała Sakura, która wyglądała, jakby również miała się za chwilę poryczeć. Kobiety…
- Dlaczego zmieniłeś zdanie? – Znowu wyglądała, jakby chciała mnie zabić. Wzięła z talerza widelec i przystawiła mi go niebezpiecznie blisko twarzy, ostrym czubkiem ku mnie. Jak Raito z nią wytrzymywał?
- Bo miałem taki kaprys. – Nie będę jej się zwierzał. Nigdy tego nie robię i nie zamierzam tego zmieniać, także…
***
Dyara
Kaprys, kaprys… Kaprysy to mają małe dzieci. Sasuke zawsze miał tendencje do denerwowania mojej osoby, jak widać nie uległo to zmianie.
Gdy go jednak zobaczyłam, byłam dosłownie przerażona. Od razu przed oczami stanął mi widok z jego sypialni, gdzie widziałam coś, czego nie powinnam. Mimo wszystko on nie był od tego, aby decydować o tak ważnych rzeczach. Spokojniej bym żyła, gdybym nie musiała tego widzieć. W pewnym sensie uodporniło mnie to trochę, ale co za dużo to niezdrowo.
Potem miałam mieszane uczucia, lecz przeraziłam się ponownie, gdy przez przypadek go dotknęłam. Później przestałam myśleć nad tym co robię, postępowałam odruchowo i przyznam, że dość impulsywnie…
- Kyaaaa! Wy naprawdę jesteście bardzo do siebie podobni! – Przestałam wpatrywać się w Sasuke, na rzecz kochanej Mirandy.
- Ty naprawdę jesteś taka głupia, czy tylko udajesz? – syknęłam, bo jak przed chwilą było źle, ale stabilnie, to teraz cała równowaga mojego nastroju ponownie zdawała się walić.
- Ogólnie to jestem dobrą aktorką! – Nadal niezrażona stała naprzeciwko mnie, po drugiej stronie stołu.
- Chwalisz się, czy żalisz? – spytałam, mając nadzieję, że w końcu się zamknie. Poczułam lekkie wyrzuty sumienia, gdy jej radosny ogon oklapł, a iskierki w oczach zniknęły. Lecz co szybko naprawiło moje samopoczucie? Brak jej głosu…
- Sasuke-kuuun! – No kurwa, no nie. Z pomocą chakry, natychmiast znalazłam się obok kolejnego źródła hałasu, przygważdżając jak się okazało kolejną istotkę (tym razem rudą) do ściany.
- Możesz łaskawie zamknąć paszczę? Jeśli nie, to bardzo chętnie ci pomogę – warknęłam puszczając dziewczynę, która po chwili zaryła o podłogę. Otrzepałam sobie dłonie, bo jeszcze czymś się zarażę i z nieobecnym wzrokiem ruszyłam w stronę stołu. Wiedziałam, że wszyscy się na mnie patrzyli, ale w sumie: kogo to obchodzi?
W sali momentalnie zrobiło się cicho i tylko mucha zakłócała mój idealny spokój, lecz z uśmiechem podeszłam do Raito, aby pocałować go w policzek i usiąść na swoim miejscu.
- Zawsze mówiłem, że ona ma paszczę, a nie twarz – mruknął Sasuke.
- A myślałeś, że to z tobą jest coś nie tak. - Sakura wcale nie wydawała się zdziwiona, wręcz przeciwnie.
- Ze mną jest zawsze wszystko tak – odparł, biorąc do ręki kubek.
- No tak, chodząca zajebistości – odgryzła się, wstając, aby wziąć talerze.
- Narzekasz kobieto…
- Od tego jestem…
- My też tak wyglądamy? – powiedziałam Raito na ucho, aby reszta nie usłyszała.
- Nawet gorzej – odezwał się Sasuke, dopijając resztkę soku.
- A pytał się ciebie ktoś? – Szkoda, że Sakura zabrała mi ten widelec.
- A kazał ci ktoś słuchać? – W tym momencie otworzyły się drzwi, aby Juugo i Suigetsu, którzy wynieśli nieśli Karin na rękach, mogli się spokojnie stąd ewakuować. – Ty, zostajesz. – Wskazał na Mirandę, która z miną cierpiętnicy podreptała z powrotem do naszego stolika. W pomieszczeniu został jeszcze jeden  chłopak, którego imienia nie zapamiętałam, bo nie wydawało mi się to konieczne.
- Gdzie jest Kasai? – nagły przebłysk pamięci i widok ciemnowłosej dziewczyny, która wypuszcza w moją stronę ogniste pociski spadł na mnie jak grom z jasnego nieba.
- Zabiłem sukę – przechyliłam głowę lekko w lewo, co przypominało minę zdziwionej Liary.
- Ale że jak?
- To ja pójdę po jakiś deser – powiedziała Sakura i już jej nie było.
- Każdy, kto atakuje moją rodzinę nie ma prawa żyć.
***
Sasuke
Czy to zdanie jest aż takie dziwne i szokujące?
- A-aha.
- Ja rozumiem, rodzinna schadzka i te sprawy, ale możemy przejść do rzeczy ważniejszych?
- Oczywiście, Mirva – odparłem, chcąc wydobyć Dyarę w tego szoku, alby wprowadzić ją w kolejny. Tak, jak myślałem, jej spojrzenie powędrowało na Mirvę, która przed chwilą była Mirandą. Ta zielono skóra kobieta posiadająca dwie osobowości. Ta mroczniejsza, właśnie miała ochotę, aby się wreszcie pojawić.
- A-ale, jak to? – wydukała siostra.
- Od kiedy się jąkasz? Jakąś kurację ci załatwić?
- Stul pysk,  Sasuś – żyłka na moim czole zaczęła niebezpiecznie pulsować. Nienawidzę, gdy mnie tak nazywa. Zostało jej to z dzieciństwa i weszło w nawyk, sądząc po czujnym wzroku skierowanym na mnie w razie jakiegoś ataku.
- Chyba nie muszę cię upominać – warknąłem, przeczesując ręką włosy.
- A ty jak zawsze swoje… - mruknęła Dyara, uśmiechając się głupio. Sakura ponownie weszła do pomieszczenia, gdy uniosłem jedną brew do góry, w pytającym geście. – Zawsze miałeś kompleksy na punkcie swoich włosów. – To już nie było odruchem. Powiedziała to z premedytacją.
- Więc co z tą Konohą? – Mirva oparła dłonie o stół, pochylając się do nas.
- Uspokój się kobieto. Przeżywasz jak mrówka okres… - prychnęła, biorąc do ręki jedno z wielu jabłek, które przyniosła Haruno.
- Masz z tym jakiś problem? – Oczy Zielonej stały się granatowe. Kolor jej tęczówek odzwierciedlał jej nastrój, więc… W sumie, to Dyara zaczęła tę sprzeczkę, ale miała to szczęście bycia moją siostrą.
- Spokój, Mirva. – Dziewczyna spotulniała, lecz nie w takim stopniu, jakbym sobie tego życzył.
- Ej, bo ja też jestem ciekawa .– Nie powiem, bo szybko się tu zaaklimatyzowała, ale zabierłaa mi moją rolę „człowieka w centrum uwagi”, co bardzo mi się nie podobało.
- Będę gotowa pojutrze. Wcześniej nie dam rady, Uchiha-sama – Zielona na potwierdzenie machnęła ogonem.
- Nie da się szybciej?
- Niestety nie.
- Trudno. Mashi! – Chłopak w ciągu trzech sekund znalazł się obok.
- Tak?
- Najpóźniej jutro o godzinie dziesiątej masz mi zdać raport o ruchach Madary, rozumiesz?
- Hai.
- Dyara – zwróciłem się do niej, uważnie patrząc w jej oczy – nie zaatakuję Konohy, lecz …
- Będzie jej bronić. – Przerwała mi Sakura, wiedząc, że nie przejdzie mi to łatwo przez gardło. Oczy mojej siostry wyglądały jak dwa spodki – do tego potrzebna jest nam Mirva lub Miranda, jak wolisz, aby walczyć przeciwko Zetsu, który zdradził Akatsuki, zawierając pokój z Madarą. Rozumiesz?
- Zmieniłeś się – odparła patrząc w jakiś punkt za mną.
- Nie. – Skierowała na mnie swój wzrok – po prostu zmienił mi się kaprys. – Dyara zmrużyła oczy podirytowana, a Sakura westchnęła.
- Więc…

- Chwila, moment – przerwał mi Raito, gdy właśnie chciałem wygłosić jedno z dłuższych przemówień w moim życiu. Yamura wstał i wskazał palcem na Mashi’ego – to ty!























  

  Nasze małe rodzeństwo ;)




Miranda/Mirva 





*** 

Ohayo! 
Hmmm. Wróciła Dyara i mam nadzieję, że nie zawiodłam waszych oczekiwań co do tej notki.
Trochę dziwnie pisało mi się ten rozdział, wiedząc, że do końca bloga (ewentualnie "Serii Pierwszej") zostały może trzy? 
Wiem, że to kilka stron w Wordzie składa się prawie z samych dialogów, ale musiałam przekazać tutaj uczucia bohaterów względem siebie oraz nie chciałam przedłużać i dawać tego do kolejnego rozdziału.
Piszcie co sądzicie. Naprawdę mi na tym zależy ;)

13.12.2013r
Dzisiaj dowiedziałam się o "Warsaw Shore" czy jakoś tak. 
->Moja reakcja? <-
Świecie, dokąd ty zmierzasz...

11 komentarzy:

  1. Sakura x Sasuke są boscy! Takie stare, dobre małżeństwo - chodzi mi tu o ich "kłótnie", zresztą, podobnie zachowują się Raito x Dyara.
    A co do nazywania części ciała... Kochanie, mój bebech zwie się Stefan i tylko z nim mogę odbywać konwersacje na poziomie xd
    Błąd znalazłam w: sztuk 1.
    ,,Wynieśli nieśli", fragment, gdzie Dyara przydzwoniła Karin (tak na marginesie - bardzo dobrze, że tak się stało ^^)

    Napiszę Ci wiadomość prywatną tutaj, bo naprawdę nie mam czasu żeby usiąść na GG :C
    Krótko mówiąc, zapierdzielam 25h/24h, na blogach znów mam zastój, do inteligentnych konwersacji został tylko mój Stefan, z rosyjskim idzie mi fatalnie, w sobotę jadę na koncert, na którym będą zespoły, które jadą na Woodstock i... No i to, co pisałam na Anacie, obrazki się tworzą, powoli, a jednak :)
    A co u Ciebie, droga siostro? xd

    PS Lałam z tego rozdziału (w pozytywnym sensie), fajnie by było, gdyby pojawiła się seria II, a z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz odpisze ci sms, bo mnie szlag trafi z tym blogspotem na komórki -,-"

      Usuń
  2. Ech mam tyle do powiedzenia a pisze z telefonu wiec nie wiem jak mi to wyjdzie ;__;
    Pojawilo sie kilka bledow ale z wyzej wymienionego powodu nie chce mi sie ich wypisywac.
    Och ty bestyjko! Najlepszy moment SasuSaku ucielas! Bo chyba skonczylo sie na tym snie, nie? A tu juz sa razem! Slodko *.*
    U mnie Raito tez zapunktowal tym txt o kochaniach, ale ma jakis spaczony gust xD rozumiem dobra dupa.. ale z ogonem?
    Uuu ta cala Miranda.. taka zenska wersja Zetsu, moze zamiast ze soba walczyc to oni sie w sobie zakochaja i beda mielk slodkie, zielone dziecieczki? *.*
    Eee no nie wiem. Czuje ze zapomnialam duzo rzeczy o ktorych chcialam wspomniec, ale ja juz tak mam xd
    Fajnie ze bronienie Konohy i wgl, ale gdzies tam sie jeszcze musza Akasie przypaleta, nie? No i o ile dobrze pamietam to Itachi cos tam knul z ta swoja.. Imrin Srimrin
    A! Juz pamietam. A coz to za reakcja Raito? Czyzby moj przyjaciel gej byl winny smierci Ache, czy o cos zupelnie innego chodzi ;>

    Pozdrawiam, buziaki ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. +10 do lansu, Ana
      Nie wiem, czy mogę mówić, więc dowiesz się w swoim czasie xd

      Usuń
  3. No nieźle, widzę, że na brak wyobraźni to ty nie cierpisz xd Ciekawa... osóbka (to jest osoba?) z tej Mirandy/Mirvy... Podobało mi się, jak Dyara jej cisnęła, no ale w sumie nie dziwię się jej :D No bo kurwa, samo manie ogona jest niezłe, ale żeby go kurwa nazwać? ;__; I to kurwa Herman?! Ale fajny pomysł z tymi jej dwiema osobowościami ;>
    O rany, jak ja kocham nasze słodkie rodzeństwo Uchiha *-* Brakowało tylko Itachiego. No właśnie, mi masz za złe, że za mało Twojego męża, a u Ciebie też go coś mało xd
    Ale jest Dyara! Rany, jak ja tęskniłam za tą dziewczyną :3 No i za Raito, oczywiście.
    Hahaha, rozmowa przy stole rządzi, normalnie mnie rozwalała, od początku do końca :D Te wszystkie teksty o kuracji, o kompleksie z włosami... Dobre :D
    Hmm... w sumie jeden z niewielu blogów, gdzie trawię Sakurę, to już ci chyba mówiłam ^^ Fajni są, gdy są razem, tak słodko się sprzeczają :D
    Prawdę mówiąc smutno mi trochę, że zostały tylko jakieś 3 rozdziały :( Jak nie zrobisz drugiej części, to cię umrę, serio *groźna mina* To jest za dobre, żeby to kończyć xd
    No nic, pozdrawiam serdecznie i czekam na ciąg dalszy ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohayo! U mnie pojawiła się nowa notka ;*

      Usuń
  4. Cóż to za przepełniony miłością rozdział? :3 W sumie to nawet lubię takie.

    Sasuke i te jego kaprysy. Hahaha. Tak nagle odwidziało mu się zniszczenie Konohy? Pewnie Sakura ma z tym coś wspólnego. ^^

    Dyara powróciła! I bardzo dobrze, trochę jej ostatnio brakowało. Pyskówki z braciszkiem. <3

    Mam wrażenie, że ta notka jakaś krótka była, bo szybko ją przeczytałam. Ale może to tylko wrażenie *,* ^^

    Coraz bardziej lubię Raito. Fajny z niego gość. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczerze to czekałam, aż pojawi się Dyara. Miałam dość SasuSaku, ale widzę, że dalej będą o nich wątki miłosne xD No sorki, siła wyższa, po prostu nienawidzę różowej xD
    No i jest też Raito. Ten wspaniały gościu, którego najbardziej lubię w tym opowiadaniu ;33
    Ej jak to 3 rozdziały? :OOOO Ze niby ma to być juz koniec? Do dupy. Do Dupy. Do dupy! SMUTNO MI :C Wielka szkoda. No, ale nic może wtedy zacznę twojego drugiego bloga czytać (Właśnie wybacz, że go nie czytam. Przyczyna - lenistwo XDDD ale w końcu się za niego zabiorę, obiecuję ;3)
    No, ale jak ładnie ładnie poproszę to może zrobisz drugą serię, prawda ? TAK WIĘC ŁAAAADNIE PROOOOSZĘ NIE KOŃCZ TAK SZYBKO ;C Dobra nie umiem... chuj, masz dać drugą serię. Dziękuję za uwagę xD
    No to czekam na next. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Właściwie to nie wiem co powiedzieć o tym rozdziale :D. Miłość, miłość, wszędzie miłość. Zrobiło się tak słodko i kolorowo, że niemal słyszałam jak tyka bomba zegarowa, która odlicza czas do akcji w Liściu, by te wszystkie gorące uczucia pozamieniać w rozpacz, żal i niemoc. Serio. I oczekuję, że obrona Konohy będzie momentem zapierającym dech w piersiach ;>.
    Poza tym.. wyczuwam śmierć! Na pewno kogoś ukatrupisz! Uch.
    Cóż, nic więcej nie mam do powiedzenia :D. A nie, jednak mam! Ale to GG, bo to takie tam... Zresztą zobaczysz :D.
    Weny! Chęci! I wolnego czasu dla Ciebie!
    Ciao!

    OdpowiedzUsuń
  7. Oho. Znowu musiałaś czekać na komentarz... Przepraszam, ale nauczyciele dobitnie uświadamiają nam, że koniec roku szkolnego jeszcze nie nadszedł... So...
    Rozdział cudowny. Widziałam kilka błędów, ale każdy je popełnia, nie?
    Love, love, love ♥ Ohh~ ; 3
    Raito to mój ulubieniec. Skradł mi serce, poważnie! Uwielbiam faceta ♥
    Tylko trzy rodziały do końca? Przepraszam za wyrażenie, ale chyba cię pojebało złotko! Ja chcę więcej... nie każ mi cię błagać, dobrze? Kolejną serię proszę... ; 3

    No nic, chyba nie mam już nic do dodania.

    PS: Zapraszam do siebie!

    OdpowiedzUsuń
  8. No nareszcie przeczytałam :D Wybacz, że to tyle trwało, ale jakiś leń mnie dopadł i za nic nie mogłam się go pozbyć =.= Lecz! Jestem xD

    Notka genialna! Ja chyba się zabiję za tego lenia D: Normalnie jest perspektywa Dyary, jest perspektywa Sasuke i obie są zajebiste – hańba mi, no! XD Dyara to się zrobiła taka wyszczekana, strach się bać, biedny Raito xD Do tego jej huśtawki nastroju O.O Czy aby Raito nie zrobił jej jakiegoś „zastrzyku” kiedy spała? :P Nie dość, że zmienny humor, to jeszcze zwiększony apetyt… coś chyba podświadomie dajesz nam do zrozumienia, kochana xD
    Sasuke to taki sam, ale uwielbiam go u ciebie – to jego wysokie mniemanie o sobie xD hehehe, ja też zawsze sypie w myślach kurwami, gdy na obiad mam kurczaka, przy jedzeniu go czuję się jak jakiś bezdomny, że aż rękami jem xD no ale wracając, on też ma jakieś wahania xD najpierw nie lubi Raito, potem lubi xD ale w sumie tacy są bracia – dziwni xD Hehehe z tym podaniem, zdjęciami i CV to ja słyszę, gdy chcę by mi podali coś – herbatkę itepe xD
    Następna sprawa, on jest z Sakurą! xD To dla Dyary musiał być szok, ale zbytnio się nie zdziwiła xD No i widzę, że Uchiha nie pałają zbytnio czułościami xD Widać, że są do siebie podobni xD Druga sprawa, Sasuke rezygnuję z podboju Konohy O.o Mało tego, chcę ją bronić – jakie to fajne ;D Gambatte! ;D

    No to tym akcentem kończę, jeszcze raz przepraszam za zwłokę :(
    Czekam z niecierpliwością na następny rozdział :D
    Pozdrawiam i życzę weny :):*

    OdpowiedzUsuń