sobota, 6 kwietnia 2013

SasuSaku III

Sasuke 
- Mieliśmy spać w jednym pokoju, prawda? - cokolwiek Haruno w tym momencie pomyślała, to pokazała to w dość niecodzienny sposób. Z reguły zdziwiony czy zdumiony człowiek, reaguje szerzej niż zazwyczaj otwartymi oczami, ewentualnie lekko otwartą buzią. Kto by się spodziewał, że zamiast spotkać się z takim efektem, wywołanym przez mą wypowiedź, ujrzę, jak wewnętrzną stroną dłoni dziewczyna uderza się w czoło?
Niczym przyłapana na gorącym uczynku, była pacjentka szpitala psychiatrycznego, po chwili Sakura starała się powrócić do swojego normalnego stanu, poprawiając niepotrzebującą tej czynności bluzkę, patrząc na mnie z zaciekawieniem swoimi zielonymi tęczówkami.
I staraj się tu człowieku coś zrozumieć.
- Tak, tak - odpowiedziała, gdy nie doczekała się kontynuacji z mojej strony. Prychnąłem i minąłem ją. Znów poczułem jej zapach i nadal nie wiedziałem, czy były to maliny, czy wiśnie, hmpf. Sakura dreptała za mną w ciszy, z czego byłem bardzo zadowolony. Zero problemów i pieprzenia o niczym bez powo...
- To czym ja będę się zajmować, Uchiha?
- Czy ty musisz tak dużo gadać? - mruknąłem zirytowany przerwaniem tej pięknej ciszy.
- Odpowiedz mi raz, a dokładnie, to nie doczekasz się z mojej strony zbędnych pytań - warknęła wymijając mnie. Ona była doprawdy dziwna. Za pierwszym razem zaintonowała pytanie ciepłym i nawet, podkreślam nawet, miłym dla ucha tonem, a to już podchodziło pod odgłos godny wygłodniałego psa, na gwałt potrzebującego czegoś do jedzenia. Ponownie otaksowałem ją wzrokiem i tak mi przyszło na myśl: czy jej nie jest zimno? Jej ubranie nie zakrywało za wiele.
- Będziesz mi pomagała spać w nocy - odburknąłem i uważałem to za odpowiedź ją satysfakcjonującą. Chyba się pomyliłem, bo natychmiast się zatrzymała, patrząc na mnie przez plecy, jakbym co najmniej powiedział coś głupiego.
- A-aha - odparła po krótkiej chwili. Dopiero teraz to do niej dotarło? Szybko odwróciła ode mnie głowę, czerwieniejąc. Przecież nie jest tu gorąco, wręcz przeciwnie.
- Czy ty w ogóle masz pojęcie, gdzie idziesz? - zadałem to pytanie retoryczne nie bez powodu. Lubię patrzeć, gdy ktoś się przy mnie gubi, a ona robiła to w dość śmieszny sposób, który tylko utwierdzał mnie w przekonaniu, że miałem nad nią władzę. A Uchiha lubią mieć władzę. Haruno nadal nie ruszyła się z miejsca, lecz teraz patrzyła na mnie z nieskrywaną złością. Przed chwilą była zszokowana, a teraz promieniowała od niej wściekłość, gdzie tu logika? - tak myślałem - rzuciłem i podążyłem przed siebie, mając nadzieję, że dziewczyna ruszy za mną. Przynajmniej tutaj wykazała się jakimś przebłyskiem inteligencji, bo to właśnie zrobiła.
Wracając do punktu wyjścia. Nadal szliśmy tym przeklętym korytarzem, aby później skręcić na rozwidleniu dróg w prawo, a następnie wejść do trzeciego, mijanego pokoju. Otworzyłem drzwi i przepuściłem w nich Haruno, która nadal była cała czerwona i za nic nie chciała spojrzeć mi w oczy. Zatrzymałem się, zastanawiając się, czemu zrobiła się taka cicha...
Pierwsze zdanie nie, drugie nie, trzecie...
***
Sakura
Zatkało mnie. On chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, co powiedział.
Weszliśmy do dość pokaźnej sypialni. Odwróciłam się w stronę Sasuke, który nadal stał w przejściu, patrząc na sufit w geście głębokiego zamyślenia, a ja zastanawiałam się, kto z nas był bardziej pokręcony, niż mogłoby się wydawać. Westchnęłam cicho i zostawiłam go w swoim świecie, kierując się do drugich w tym pokoju drzwi. Mając nadzieję, że prowadziły one do łazienki podeszłam i otworzyłam je, nie zawodząc się na poprzednich przemyśleniach. Szukając włącznika od światła postąpiłam krok do przodu, macając ręką ścianę, aż w końcu znalazłam upragniony pstryczek. Żarówka tliła się przez chwilę, aby po kilku sekundach rozświetlić delikatnie te na oko trzy metry kwadratowe. O dziwo nie zauważyłam tu wielkiej ilości kurzu, skąd mogłam wywnioskować, że ktoś tu niedawno był. Zamknęłam drzwi i podeszłam do umywalki. Przemyłam twarz, aby po chwili zapatrzeć się w swoje odbicie w lustrze.
Ehhh. To dopiero początek, a ja już trafiłam wiarę. Wiedziałam, że będzie ciężko, ale...
Potrząsnęłam głową. Byłam tu dla niego i musiałam zrobić wszystko, aby osiągnąć cel. Otworzyłam szafkę i potwierdzając przypuszczenia, że ktoś niedawno tu mieszkał, wyciągnęłam z niej gruby ciemnozielony ręcznik, jakiś płyn i szampon. Otworzyłam kabinę prysznicową, która również była zadbana i nareszcie wzięłam upragnioną kąpiel.
Po kilku minutach wyszłam, wytarłam się, okręcając się ręcznikiem. Wycisnęłam wodę z włosów i wzięłam w ręce ubrania, opaskę Konohy i buty. Pozostawiając łazienkę w takim samym stanie, w jakim ją zastałam, podeszłam do drzwi. Otworzyłam je, zgaszając światło i wpadłam na coś. Podniosłam wzrok i upuściłam wszystko, co uprzednio trzymałam.
- To niewiarygodne, jak kobiety potrafią dwuznacznie zrozumieć proste zdanie - niski, cichy głos Uchihy, spowodował, że na moment zapomniałam, gdzie jestem. Ciemność, zarys jego sylwetki opierającej się jedną ręką o framugę i sharingan błyszczący przerażającą czerwienią. Męskie perfumy z domieszką potu, wdzierające się przez nos do mojego umysłu, tworząc tam istne pobojowisko, nie działały na mnie tak, jakbym tego chciała.
- Nie wiem, o czym mówisz - odparłam. Przeklinałam się w myślach, za to, jakim głosem to wypowiedziałam, z całych sił starając doprowadzić się do porządku, lecz...
- Jesteś naprawdę dziwna - mruknął i odsunął się. Ja wracając do rzeczywistości, kucnęłam i podniosłam z podłogi część mojej garderoby. Nadal zakłopotana przeszłam pod jego ręką i nie patrząc na niego myknęłam w głąb pokoju. Uchiha sapnął i wszedł do łazienki. Wygrzebałam z plecaka długie niebieskie dresy i beżowy sportowy stanik.
Jednak odnoszę jakieś sukcesy. Wcześniejsze 'jesteś irytująca', ewoluowało w 'jesteś dziwna'. Ehh. W sumie nie wiem, co jest gorsze...
Chcąc przestać o tym myśleć, wsiadłam na łóżku w kwiecie lotosu i zaczęłam swój indywidualny trening. Chakra sama się nie wyćwiczy, a korzystam, dopóki jeszcze troszkę jej mam.
***
Sasuke
Brzoskwinie!
Nie maliny, nie wiśnie, a brzoskwinie - właśnie tak pachniały jej włosy. Taka głupia sprawa, a tak mnie irytowała moja niewiedza w tym temacie, że to aż bolało. Szybko zrzuciłem z siebie ubrania i wskoczyłem do kabiny. Odkręciłem ciepłą wodę i najprościej w świecie, czerpałem z tego przyjemność. Kompletnie nie zgadzam się ze stereotypem o zimnym prysznicu. Mówią, że pozwala uwolnić umysł od zwykłych myśli i zrelaksować się. Hmpf, jasne. Jest ci po prostu zimno. Lodowate strumienie dudnią ci po głowie, tworząc to samo w twojej czaszce, co cholernie denerwuje. Po chwili zaczynają boleć cię zatoki i dostajesz drgawek  - szczyt marzeń. 
Wiedząc, że ta cudowna chwila kiedyś musiała się skończyć, zakręciłem kurek i wziąłem z szafki pierwszy lepszy ręcznik. Owinąłem go sobie wokół pasa i po chwili moje stopy spotkały się z zimnymi kafelkami.
Niedługo obiad, więc szczoteczki i pasty poszukam później. Ludzie Mashiego musieli tego przecież używać i mieć jakieś nówki z zapasie, ne? Otworzyłem drzwi i ponownie znalazłem się w pokoju. Zatrzymałem się w progu, widząc widowisko, które właśnie stworzyła Haruno.
Siedziała na łóżku z miseczką przed sobą. Pusta butelka wyjęta z plecaka walała się po podłodze, gdyż jej zawartość została przeniesiona do glinianego przedmiotu. Woda cienkim strumieniem wypływała do góry, tam rozwidlając się na wszystkie, możliwe kierunki. Stworzyła ona swoistą fontannę nad dziewczyną, a ta ruszając lewą ręką, nadal z zamkniętymi oczami kontrolowała pojedyncze krople, które przekształciły się w dwa, identyczne smoki. Sharingan wyłapywał dosłownie wszystko, więc w tych ciemnościach widziałem każdą, wypracowaną starannie łuskę zwierzęcia. Każdy fragment jego pancerza oraz czerwony kolor oczu. Tworzyło to dość ciekawy efekt, gdy z paszcz smoków wystrzeliwały wodne płomienie, które przy samym celu zmieniały się w motyle, które odlatywały, aby rozpaść się na mnóstwa maleńkich kropelek. Uniosłem jedną brew do góry, gdy wpadł mi do głowy pewien pomysł... Złożyłem potrzebne pieczęcie a z moich ust wypłynął ogień, uformowany w smoka. Haruno uśmiechnęła się pod nosem i skierowała "atak" na mnie. Gdy mój smok zionął ogniem, jej wodne kopie uległy destrukcji, kończąc ostatecznie jako para.
Sakura otworzyła jedno oko i lekko uniosła kąciki ust do góry. Hmpf. Nie powinna zrobić się teraz irytująca, mówiąc mi, że nie szanuję jej pracy? Może w niektórych momentach jest naprawdę znośna.
- Czemu zniszczyłeś moje smoki? - spytała tak, jak pyta małe dziecko, dlaczego woda jest mokra lub dlaczego śnieg jest zimny. Patrzyłem na nią spod przymrużonych powiek, lecz ona tego widzieć nie mogła, bo w pokoju  było praktycznie ciemno.
- Chciałem coś sprawdzić - odparłem, mówiąc pierwsze co przyszło mi do głowy. Tak naprawdę to nie znałem tego powodu.
- Aha - odparła i znów zamknęła oczy. Podszedłem do plecaka, wyciągając z nich ciemne dresy i koszulkę. Przebrałem się tu, bo Sakura tak czy tak nie widziała kompletnie nic - gdy byłam w  Konoha, zabawiałam tym dzieci w szpitalu - powiedziała cicho, opuszczając ręce. Nie miałem zamiaru jej odpowiadać,  bo przecież nie było takiej potrzeby - potrafię stworzyć co tylko chcę. Smoki to tylko jedna z wielu odsłon mojej wyobraźni, marzeń.
- Marzysz o smokach? - spytałem, składając ręcznik.
- Tak - przerwała - pewnie zastanawia cię, czemu? - udając, że jej nie słyszę, podszedłem do plecaka i zacząłem się powoli wypakowywać. Beształem się w myślach za poprzednie pytanie, gdy Haruno właśnie całkowicie położyła się na łóżku, zamykając oczy.
Lubię ciemność. To tutaj czuję, że mam władzę. Widzę w niej normalnie, bez żadnych komplikacji. Nie zapałałem światła, bo nie czułem takiej potrzeby, a Sakura i tak leżała na łóżku, więc nie było jej ono potrzebne - smoki nie istnieją. Są  wyobrażeniami, ale właśnie w tym jest ich urok. Nie ma dokładnie wytycznych standardów, co do ich wyglądu, czy charakteru. Sama je kreuję w zależności od nastroju. Smoki są wolne, nikt i nic ich nie ogranicza. Czytałeś kiedyś cokolwiek, gdzie było zapisane, że ktoś oswoił je bez ich woli? Szczerze wątpię - westchnęła, a ja zacząłem się zastanawiać, dlaczego jeszcze nie kazałem się jej przymknąć - z tym jest jak ze snami. Nie sądzisz?
- Może - odburknąłem, patrząc na nią kątem oka oraz zamykając drzwi szafy.
- Tam mam całkowitą władzę. Mogę być kim tylko chcę. Mogę wyśnić sobie kogo tylko chcę. Wszystko jest tam tak, jak ja chcę – musiałem przyznać, że jednak byliśmy trochę podobni. Oboje lubimy posiadać kontrolę nad tym, co się dzieje dookoła. Ciekawe tylko, kto z nas bardziej?
Podszedłem do okna, otwierając po chwili żaluzje. Koniec ciemności, definitywnie. Gdy zawsze jej potrzebowałem, aby spokojnie pomyśleć, to teraz Haruno tak namieszała, że ledwo kontrolowałem swój umysł. Za dużo niechcianych rzeczy przychodziło mi do głowy, a to nie był dobry sygnał.
Po chwili promienie słońca wlały się przez sufit, oświetlając cały pokój.
- Sasuke - mruknęła dziewczyna zaspanym głosem. Po takim krótkim biegu była zmęczona? Hmpf.
- Masz swoją jasność, możesz już wstawać.
- Czy ja powiedziałam, że  nie lubię ciemności? - to zdanie kompletnie wybiło mnie z rytmu i ponownie zniszczyło cały wizerunek Sakury, który zdążyłem sobie stworzyć. Gdyby Karin zamknąć w zaciemnionym pokoju, to by chyba schizofrenii dostała ze mną włącznie, od słuchania jej krzyków.
- Nie zmienia to faktu, że mam cię trenować i zrobię to teraz.
***
Sakura 
A co jeśli?
To pytanie, które ostatnio nie opuszczało mnie nawet na krok. Nie mogłam się do końca przestawić na życie, które w chwili obecnej prowadziłam. Przez lata szukałam Sasuke, a teraz ni stąd ni zowąd, on szedł przede mną szybkim krokiem, pewnie stawiając stopy na zimnej posadzce. Zastanawiam się, czemu zabrał mnie od Madary? W sumie nie musiał. Jedyne racjonalne wytłumaczenie, to moja umiejętność kontroli snów. I to by było tyle w temacie, jeśli chodzi o moją marną dedukcję w tej sprawie.
Szliśmy w ciszy, a towarzyszyło nam jedynie głośne echo, przyprawiające mnie o ciarki. Musiałam zrzucić z siebie ulubione dresy i przebrać się w strój do walki. Niechętnie podążałam za Uchihą. Nie miałam ochoty trenować, tym bardziej z nim, wiedząc, że nie należał on do ludzi, którzy się hamują. Nigdy taki nie był i wątpiłam, aby przez ten czas się to zmieniło.
Gdy doszliśmy do drabiny, chłopak wrzasnął:
- Karin! – jego donośny głos dotarł do każdej części siedziby. Już miałam zadać pytanie, dotyczące Rudej, lecz to właśnie ona mnie uprzedziła.
- Tak, Sasuke-kuuun? – ledwo zdążyłam się odwrócić, a ona już stała metr od niego, wpatrując się, jak w ósmy cud świata. Patrząc tak na nią, żyłam nadzieją, że daleko mi do takiego zachowania, lecz czasem miałam ocho…
- Nie drzyj się – warknął, a ona spuściła wzrok. Wyglądali komicznie. Czerwona twarz, na równi z kolorem włosów dziewczyny kontrastowała z jego jasną karnacją. Czy ona czasem nie jest z tym dziewiczym facetem w kimonie? – nie idziesz z Suigetsu. Powiadom Juugo, że jest twoim zastępstwem. Gdy to zrobisz przyjdź na plażę – spojrzał jej się w oczy – nie lubię czekać.
- Hai, hai! – krzyknęła uradowana, będąc pewnie zadowolona z tego, że Sasuke zwrócił się do niej personalnie. Uchiha jakby nigdy nic, pierwszy wszedł po drabinie i wydostał się na zewnątrz. Nie wie, że kobiety przepuszcza się przodem? Wspięłam się zaraz po nim, klnąc w myślach: egoista, zero kultury osobis… Na górze czekała na mnie wyciągnięta męska dłoń, czekająca na mój ruch. Starając się nic po sobie nie pokazać, złapałam ją pewnie i sekundę później stałam już obok niego.
- Arigato – mruknęłam otrzepując koszulkę. Chcąc odpędzić swoje myśli od jego osoby, zwróciłam się z lekkim uśmiechem ku słońcu, czując na twarzy jego ciepłe promienie.
- Chodź – był to ton jak najbardziej ponaglający, lecz nie wyczułam w nim tej specyficznej nutki złośliwości, bądź zdenerwowania. Kiwnęłam głową i skierowałam swe kroki za nim. Po chwili wyszliśmy z lasu, mając teraz pod stopami piasek. Sól w powietrzu stała się jeszcze bardziej wyczuwalna, przez co tylko miałam ochotę kichać. Z całej siły starałam się od tego powstrzymać, aby nie spotkać się z jakimś głupim komentarzem ze strony Sasuke.
Z racji, że Uchiha milczał i nie zwracał na mnie uwagi, wyminęłam go i skierowałam się do morza. Szybko zdjęłam buty i zamoczyłam nogi po kostki w wodzie. Fale leniwie przypływały i odpływały, a odgłosom ich uderzeń o brzeg akompaniowało skrzeczenie mew. Było ciepło, miło i przyjemnie. Mogłam bez problemu wsłuchać się w naturę i złapać z nią ten unikalny kontakt, jakim jest wdrożenie się w jej życie. Choć, wdrożenie to może za dużo powiedziane. Lubię być pobocznym obserwatorem jej działań. Fascynuje mnie ta harmonia, władająca światem od początku. Pewnie, gdybym była mniej leniwa, może i zaczęłabym się tym głębiej interesować, bo chwilowo przez brak zapału, pod względem wiedzy książkowej byłam na poziomie laika. Właśnie dlatego, trucizna jeszcze krążyła w moich żyłach. Nie potrafiłam znaleźć na nią odpowiedniego antidotum, bo wiedziałam o tym tyle, co o balecie. Czyli nic.
- Już jesteeem! – uradowana Karin pędziła do nas w podskokach niczym upity Choji po imprezie u Ino. Skakał? Skakał. Lecz również chwiał się po nadmiarze spożytych procentów, potykał o własne nogi i chcąc wyglądać zjawiskowo machał rękami do góry i do dołu, udając, że jest wolny niczym ptak i potrafi latać. Kolejny raz naszły mnie wątpliwości. Ja tak nie wyglądam, gdy go widzę, prawda?
- Sakura! – zawołał Sasuke, najwyraźniej potrzebując do czegoś nas obu. Westchnęłam, wzięłam buty w rękę i poszłam w jego stronę.
- Co mam zrobić? – Ruda chyba nie pojmowała, że była nad wyraz irytująca i ciągle grała swoją rolę, niczym się nie przejmując.
- Będziesz walczyć z Sakurą.
- Co?! – wydarła się, poprawiając okulary. On tylko spojrzał na nią z politowaniem pomieszanym z żałością i wskazał miejsce, oddalone o kilka metrów.
- No rusz się – warknął, bo jego cierpliwość co do niej powoli się kończyła. Mnie też jej zachowanie zaczęło porządnie denerwować. To jak się rusza, jak na niego patrzy, jak nerwowo poprawia sobie szkła i na siłę chce obciągnąć niżej przykrótką spódniczkę. Ma problem? Trzeba było ubrać się w coś innego, habit chociażby. Może inaczej – trzeba było się w ogóle nie rodzić.
- Hai, hai – mruknęła i stanęła w wytyczonym miejscu.
- Używacie tylko taijutsu z racji, że Sakura nie ma chakry. Wszystko jasne?
- Tak – odrzekłyśmy (o ironio) zgodnie.
- Zaczynajcie! – stałam bez butów na nagrzanym piasku, czekając na atak dziewczyny. Ta jednak nie miała zamiaru się ruszać, tak też zaczęłam biec w jej stronę, nie spuszczając z niej wzroku. Gdy byłam już metr od niej, niespodziewanie odskoczyłam w lewo, chcąc uderzyć ją pod żebra. Ta jednak odsunęła się, przyjmując cios na gardę. Szybko uniosłam do góry prawy łokieć, a zaraz za nim wyprowadziłam lewy hak, czego Karin zauważyć nie mogła. Wysunęłam w przód dla zmyłki prawą nogę, po czym natychmiast zmieniłam front walki, uderzając dziewczynę kolanem w splot. Ona na to zgięła się w pół i chwilę dyszała w tej pozycji. Odsunęłam się od niej, bacznie ją lustrując. Uśmiechnęłam się pod nosem i zaczęłam się cofać.
- No chodź – mruknęłam w jej stronę – pokaż Sasuke na co cię stać – z pełną premedytacją wypowiedziałam to zdanie. Czy była z tym gościem w kimonie czy nie, Uchiha zawsze pozostanie jej słabością. Dobrze o tym wiedziałam, więc można powiedzieć, że działałam na swoim terenie. To zdanie na moje szczęście podziałało, niczym iskierka zapalająca silnik napędzany jej uwielbieniem do Sasuke. Ruda z mordem w oczach ruszyła na mnie, z uniesioną prawą pięścią. Dokładnie o to mi chodziło…
Gdy była jakieś trzy metry ode mnie, przeskoczyłam w przód i sprawiłam, że piasek wzbił się do góry, trafiając idealnie w jej oczy, co skrzętnie wykorzystałam. Kopnęłam ją w wewnętrzną stronę uda, powodując, że rozjechała się jej pozycja walki. Szybko wyprowadziłam przedni prosty, doprawiając tylnim hakiem. Gdy garda dziewczyny pod naporem moich ciosów opadła prawie całkowicie, skręciłam lewą stopę, uniosłam wysoko kolano i wypychając do granic biodro, wymierzyłam prawe kopnięcie na głowę. Nie spotkałam tam jej rąk, które powinny chronić tę część ciała, więc Karin najnormalniej w świecie upadła na ziemię, lądując z głową w piasku i spokojnie można było ją teraz przyrównać, do przerażonego strusia. Kucnęłam obok niej i lekko poklepałam po policzku.
- Czy jestem już w niebie? – Ruda zbytnio nie kontaktowała, a potwierdzał to jej zamglony i rozbiegany wzrok. W sumie, to trochę jej współczułam. To, że znalazła się w Tace było tylko potwierdzeniem ciężkiej przeszłości, która na pewno dała jej popalić.
- Nie – westchnęłam – możesz usiąść? – podałam jej rękę, a ona lekko ją złapała, podnosząc się do siadu.
- Nic nie widzę! Ciemność, widzę ciemność! – jej oczy patrzyły dosłownie wszędzie i nigdzie, bo dziewczyna naprawdę nie miała pojęcia, co się dzieje.
- Spokojnie, to zaraz przejdzie – powiedziałam uspokajającym tonem – to ja, Sakura – Karin skierowała na mnie swój nieobecny wzrok, podążając za dźwiękiem mojego głosu. Na jej usta wstąpił grymas, lecz przestała się rzucać – połóż się, zamknij oczy i oddaj mi trochę chakry – mruknęłam. Wbrew pozorom wykonała moje polecenie bez najmniejszych pretensji.
- Pomóż mi, ja, ja boję się ciemności – każda kobieta tak szybko zmienia nastrój, czy to tylko ze mną jest coś nie tak?
***
Sasuke
Sakura Obrończyni Uciśnionych – SOU, nie pasuje. Hmpf.
Pozwoliłem jej leczyć Rudą? Nie. Ona ma tu za dużo swobody…
- Arigato, Sakura-chan! – Boże, gdzie ja żyję. Żeby mieć przed oczami wiszącą na mojej byłej kompance Karin, która zachowywała się, jakby dostała co najmniej gwiazdkę z nieba.
- Nie ma za co – odmruknęła Haruno, z początku lekko odwzajemniając uścisk okularnicy, lecz gdy ta nie puściła, dziewczyna starała się już delikatnie swoją pacjentkę od siebie odsunąć.
- Karin, puść – warknąłem, podchodząc do nich. Czy tak nie zwraca się czasem do psów? Nie to, że traktuję ją przedmiotowo, bądź porównuję do zwierzęcia, lecz… Od rychłej śmieci z mojej ręki, ratowały ją jedynie jej umiejętności.
- Hai, hai – odpowiedziała i nadal cała zadowolona stała obok zażenowanej Haruno.
- Oddasz teraz Sakurze prawie całą swoją chakrę i pójdziesz zrobisz obiad, a później poćwiczysz z Mashim taijutsu. On będzie wiedział, co robić. Idź – mina jej zrzedła, lecz bez gadania podała ręce dziewczynie. Po kilku minutach puściła je, odwróciła się i oddaliła. Różowa ściągnęła brwi, w geście politowania.
Sakura Obrończyni Rudych Uciśnionych – SORU. Tak, to wreszcie ma jakiś sens.
- Po co to było? – spytała, poprawiając rękawiczki. Do czego ich potrzebowała w środku lata?
- Musiałem cię sprawdzić – odparłem, patrząc na jej zirytowaną twarz.
- Tak nisko mnie cenisz?
- Hmpf – odpowiedziałem i na chwilę zapanowała pomiędzy nami cisza – przygotuj się.
- Dobrze.
Toż to zadziwiające, że nie musiałem jej nic wyjaśniać. Sama doszła do wniosku, że przy pokładach chakry Karin i po wygranej z nią walce nie spocznie na laurach. Lekko podniesiony na duchu, że nareszcie trafił mi się ktoś inteligentny, oddaliłem się od niej o kilka kroków.
- Żadnej broni, tak to wszystkie chwyty dozwolone – krzyknąłem, chcąc przebić się przed wiatr. Sakura kiwnęła głową, że zrozumiała i zastygła w pozycji walki, czekając na mój ruch. Jeden kącik moich ust powędrował do góry, gdy składałem pieczęcie.
- Katon: Hōsenka no Jutsu - kule ognia poleciały w stronę Haruno z przeciętną prędkością. Ta natychmiast rzuciła się w stronę morza, również wykonując znaki.
- Suiton: Mizu kabe! – ściana z wody zaczerpniętej z morza, skutecznie zatrzymała wszystkie moje pociski. Świadomie pobiegłem w jej stronę, chcąc wiedzieć jak silna jest, na swoim terenie. 
- Katon: Gōkakyū no Jutsu - tym razem z moich ust buchnęła jedna, wielka kula ognia. 
- Suiton: Mizu kabe! – i ponownie została zatrzymana przez Haruno, która zniknęła mi z oczu. Czy ona nie ma innych technik? 
Nagle poczułem, jak coś łapie mnie za kostkę i ciągnie w dół. Natychmiast znalazłem się pod wodą i wtedy zobaczyłem ją obok, z pięścią naładowaną zieloną chakrą. Nie mając możliwości jej zablokowania, oberwałem w brzuch. Coraz bardziej leciałem na dno i coraz bardziej brakowało mi powietrza. 
Zacząłem przebierać nogami i rękoma, jak najszybciej się da i po chwili wypłynąłem na powierzchnię, aby ponownie stanąć na wodzie. Koniec, żarty się skończyły. 
- Imponujące – powiedziałem, uruchamiając sharingana oraz patrząc na nią, gdy stała kilka metrów ode mnie – lecz niewystarczająco. 
*** 
Sakura
- Uchiha-sama! – właśnie składałam pieczęcie do kolejnej techniki, gdy moją uwagę przyciągnął Mashi zbliżający się w naszą stronę. 
- Poczekaj, Sakura – powiedział Sasuke, przerzucając swój wzrok na biegnącego chłopaka. Czy on nie może zwracać się do mnie częściej po imieniu? Westchnęłam i podeszłam do rozmawiającej już dwójki. Nie chciałam ich podsłuchiwać, czy być wścibską, ale… Nie no. W sumie, to chciałam. 
- Mam informacje - Mashi przybrał bardzo poważny wyraz twarzy, tak do niego niepodobny. Ze zdziewiczałego faceta, stał się prawdziwym mężczyzną, przynajmniej w tej chwili. 
- Mów – zimny ton Uchihy spowodował, że po plecach przeleciały mi ciarki. 
- Wiem, gdzie … dostał … szykuje się coś … - kurde balans! Głupi wiatr i fale, popsuły mój idealny, szpiegowski plan. Dochodziły do mnie tylko urywki wypowiedzi chłopaka. Z racji, że prawie nic nie słyszałam, zaczęłam mu się przyglądać. Wyglądał przy Sasuke dość marnie, ale to akurat norma. Bo kto by nie wyglądał? Niezmiennie zaciskał prawą rękę na dziwnym sztylecie, przyczepionym do pasa. Starałam się przyjrzeć mu się dokładniej, lecz brakowało mi do chłopaków kilka metrów. 
- … iść – odpowiedział Sasuke. Mashi kiwnął na mnie głową i odszedł. 
- Hmm? 
- Madara zamierza niedługo zaatakować Konohę samemu, a my musimy go wyprzedzić. Do tego Ita... – szybko przerwał, nie patrząc na mnie. Jestem pewna, że wcale nie miał ochoty mi tego mówić, a jedynie przez przypadek tak wyszło. 
- Czemu tak bardzo jej nienawidzisz? – spytałam, przyjmując z bólem serca wiadomość, że Liść rzeczywiście był zagrożony.
- To mój cel. Nienawiść daje mi siłę – warknął, zbliżając się do mnie.
- W nienawiści jest strach – odpowiedziałam, czekając na cios, którego się spodziewałam. Uchihom się nie sprzeciwia, z nimi można się tylko zgadzać.
- Niczego się nie boję – odparł, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- W takim razie nie jesteś odważny – powiedziałam, teraz będąc już pewna wybuchu Sasuke.
- Dlaczego? – zadał to pytanie cichym, pewnym głosem, lustrując mnie swoimi czarnymi oczami.
- Zawsze mi powtarzano, że od­wa­ga to pa­nowa­nie nad strachem, a nie brak strachu.
- „Jesteś za słaby braciszku. Za mało w tobie nienawiści.” Mówi ci to coś? – moje samozaparcie i szanse na wygranie tej naszej walki topniały w oczach. Co do ciebie trafi Sasuke?
- Jednak ciężko sprawić, aby twoje myśli do kogoś dotarły – odpowiedziałam cicho i zostawiając go samego nad brzegiem skierowałam się do kryjówki. A wszystko dlatego, że jeśli nie walczysz naprawdę, to walka nie ma sensu.

*Mizu kabe – wodna ściana

W końcówce użyłam kilku cytatów nie mojego autorstwa.




***
Ohayo.
Koniec, koniec, koniec tego nieszczęsnego SS w moim wykonaniu. 
Możecie zacząć oblewać!!!
Dyara wraca, czy chcecie czy nie, a raczej myślę, że tak, 
sądząc po marnej ilości komentarzy.


Atak na Konohę się zbliża, a z tym koniec opowiadania.


Myślę nad drugą serią, ale czy to dobry pomysł?
Bywajcie!

06.12.2013r.
Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta... <3


13 komentarzy:

  1. Bardzo fajny rozdział^^ Sparing (NIE paring...) między Sakurą, a Karin po prostu świetny! He, he... Karin boi się ciemności! Czekam na następny ♥!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. No czytam to końcówkę i tak coś mi podpowiada, że gdzieś to słyszałam (na przykład w nazwie mojego bloga? GR - głupia Rina). Widzę, że bawisz się w skróty, co? SORU, faktycznie ładnie brzmi ^^
    Dla mnie napisałaś na 5+, bo nie było żadnego romansu... A niech Cię diabli!
    Ale... Od kiedy Karin jest taka... potulna...?
    I wiesz, co!? Wiesz!? Spodziewałam się jakiejś emocjonującej walki S&S, coś z tymi smokami i inteligentnego wyjaśnienia czerwonego oka smoka (które ja znam ;3)... Skończyłaś SasuSaku (WHY!?), ale pozostawiłaś nas w ciemnej dupie... (no, oprócz mnie, bo ja jestem na bieżąco).
    Tyle mam do powiedzenia...
    (Ja chcę romantic ^^!)
    Czołgiem!

    PS Ostatnio mam fazy na nawiasy xd

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmmm koniec SS? Ale będziesz kontynuowała jeszcze ich wątek po pobudce Dyari nie?
    'W takim razie nie jest odważny' - chyba 'jesteś' nie ;>
    Najbardziej podobała mi się ta akcja przy łazience, mrrr tak na niego wpadła w samym ręczniku xD
    A potem Sasuke się przy niej przebierał! Ach *.*
    Sakura-chan.. Czyżby Karin znalazła sobie nową najlepszą przyjaciółkę? xD

    Pozdrawiam, buziaki! ;3

    OdpowiedzUsuń
  4. No w końcu nie będę musiała znosić Sakury xD Wraca Dyara i się już nie mogę doczekać co wymyśliłaś w kolejnych rozdziałach! :D
    "Nie chciałam ich podsłuchiwać, czy być wścibska, ale… Nie no. W sumie, to chciałam." - skąd ja to znam XD nee raz nie dwa tak powtarzam xd
    Sakura dobrze się wypowiedziała na temat strachu i odwagi... wyszło jej xd
    No czyli Madara zaatakuje i będzie płacz, krew i śmierć. No i na to czekam xd
    Pisz kolejny rozdział ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Notka zarąbista jak zawsze.A co do drugiej serii to dobry pomysł.

    OdpowiedzUsuń
  6. „Niczego się nie boję” „W takim razie nie jesteś odważny” Od dzisiaj to jest motto :O Normalnie zakochałam się w tym, serio tak się tym jaram... <3 Będę to od teraz wszystkim powtarzać, nawet przechodniom na ulicy, tak, to będzie piękne xd
    Wiesz, tak czytam, czytam to SasuSaku, czytam o tej akcji z ręcznikiem, o tej akcji z błędnym zrozumieniem słów Saska (które mnie po prostu rozwaliło :D) i tak sobie myślę: Kurwa, ale ona zajebiście pisze, czemu ja tak nie umiem, god damn it ;_______________;
    Zazwyczaj nie lubię tej pary SasuSaku, ale u Ciebie jest mi po prostu smutno, że ją kończysz. Scena ze smokami była piękna, mogłam sobie wyobrazić, jak tak lecą na siebie, jeden ognisty, drugi z wody… No cudo *-*
    Łohoho, Karin jaka potulna i kochana ;> Nawet najwięksi wrogowie widzę kochają Sakurę ^^ W sumie fajnie, Sakura wyszła przez to na taką… no nawet przyjacielską, podoba mi się, a to się nieczęsto zdarza, zazwyczaj jestem za tępieniem tej różowej szmaty, ale tu… lubię ją nawet bardzo <3
    Tak, tak, tak, druga seria do świetny pomysł, umarłabym, jakbyś odebrała nam Dyarę ;__; Jestem za drugą serią.
    Nie mogę się doczekać, jak to się dalej wszystko potoczy *-*
    Pozdrowienia i czekam z niecierpliwością do następnej notki ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  8. Joł.
    Miałam przeczytać wczoraj, ale coś mi nie wyszło. xd
    Sasuke jest bardzo szarmancki, podał Sakurze swoją rękę, aby pomóc jej. Ach.. :3 Nie wiem który raz to powiem, ale kocham go.
    Dyara wraca... Z jednej strony dobrze, ale z drugiej jakoś wciągnęło mnie to SasuSaku w Twoim wykonaniu. ;)
    I ten tekst Karin po walce "Ciemność widzę, ciemność" - Ahahhahahahahah. Dobre xd
    Mashi też zajebisty. ;3
    Koniec opowiadania już niedługo? :( Szkoda, ale weź zrób drugą serię. ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. W końcu Dyara wraca !!
    Sasuke... Uwielbiam go -.- xD Nie no przynajmniej podał rękę Sakurze jeden plus dla niego xD
    No sakurcie bardzo ładnie wypowiedziała się na temat odwagi i Strachu :)
    Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  10. No i nareszcie zabieram się za pisanie komentarza xD piszę na tablecie, więc mogą być błędy :P
    Ach, podobają mi się te części SasuSaku xD nie lubię ich, ale uwielbiam o nich czytać xD
    Teraz zarôwno dobrze mi się czytało siedząc w głowie mrocznego i wielkiego Pana Sasuke,
    jak i ciekawskiej Sakurze xD
    Sasuke mnie normalnie rozwala z tymi swoimi władczymi myślami xD albo komentarzami na
    temat Sakury i jej chęci noszenia pomocy innym. XD albo to jego łaskawe podanie ręki
    Sakurze xD no nie, cóż za szlachetność xD
    Trochę się speszył przy tych zasłoniętych oknach :P ale tak to jest gdy na siłę chcę się zrobić
    człowiekowi na złość :P fajnie, Sakura się mu tak ładnie zwierza z tymi smokami, a on ma to
    w poważaniu xD jak ona to wytrzymuje? Ja bym od razu dała mu z liścia xD
    Koniec SasuSaku? Nieeee! Szkoda :( a tak fajnie mi się czytało...
    No nic... zobaczymy co Dyara zmajstrruje w następnych rozdziałach :D
    Jestem za drugą serią! :D
    Czekam z niecierpliwością na następny rozdział :) życzę dużo weny, pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Widzę zmiany ;>... Sasuke się zmienia, o tak! ;3 Jestem tylko ciekawa, czy na dobre... Czy to tylko chwilowe przebłyski dobroci w jego wykonaniu heh.
    Haruno ładnie załatwiła Larwę hahaha bardzo dobrze opisałaś tę walkę, gratuluję.
    Od dzisiaj chyba zacznę się jarać SasuSaku ^^ poważnie. To Twoja wina!
    Nie mogę się doczekać zadymy w Liściu, co prawda równa się to z końcem FF, ale no cóż... To nie znaczy, że już nic więcej dla nas nie napiszesz, więc przeżyję :P.
    Czekam na next :3. Sayo!

    OdpowiedzUsuń
  12. Przeczytałam całe opowiadanie. Strasznie mi się podoba i mam nadzieję, że niedługo doczekam się kolejnego rozdziału. Podoba mi się postać Raito. Dażni mnie charakter Sasuke, który wykreowałaś, ale da się to przeżyć. Natomiastm charakteru Karin zdzierżyć nie mogę. No i razi mnie strasznie słowo pedał..*uznajmy, że to jest aluzja*. Poza tym, to chyba już wszystko mi się podoba. Tak więc pisz dalej, bo nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału.

    OdpowiedzUsuń
  13. No w końcu Dyara wraca! W końcu ona to chyba główna bohaterka, co nie? :) Ale co do SasuSaku to pretensji nie mam, czasem jakiś fragmencik w wykonaniu Sakury i Sasuke mógłby się pojawić :D W końcu dzięki SasuSaku wciągnęły mnie fanfiki :D
    Itachiego chcę!!! Coś go brakuje ;_;
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń