niedziela, 24 marca 2013

SasuSaku II

Enma, te obrazki mi pomogły. Arigato ^_^

Sakura
Brutalnie obudzony przez własną podświadomość płatającą mu figle (z moją małą pomocą), Sasuke podskoczył jak oparzony. Nerwowo rozglądał się na boki, sprawiając wrażenie przestraszonej zwierzyny, czekającej na brutalną, lecz spodziewaną śmierć. Po chwili uspokoił się jednak i potarł skronie dłońmi, chcąc doprowadzić się do porządku. Siedziałam w namiocie, uchyliwszy wcześniej jedną burtę, aby móc go spokojnie obserwować. To co zrobiłam, nie było fair w stosunku do niego, ale niektóre działania wymagają drastycznych środków. Z resztą. Przeżył już kiedyś gorsze piekło…
Pomarańczowe płomienie tańczyły radośnie, na tle spowitej ciemnością małej polany. Słyszałam przyśpieszony oddech Uchihy oraz cichy, dochodzący z daleka szum fal, uderzających o skalisty brzeg. Nie wiedziałam, gdzie szliśmy. Nie wiedziałam, co tam zastanę i ile jeszcze wytrzymam. Nie wiedziałam… w sumie mało co wiedziałam. Jedyny pewniak, którego się trzymałam to Sasuke. Szukając go od lat, zdążyłam wykreować sobie całkiem realne wyobrażenie jego osoby i przyznam się szczerze, że nie odbiega ono jakoś szczególnie od oryginału, który zdarzyłam poznać.
Nigdy również nie dowiedziałam się, czemu jako mała dziewczynka postanowiłam obdarzyć go czymś tak ważnym jak zauroczenie, które przeistoczyło się w miłość, a ona biegnąc na równi z czasem stopniowo rosła, nie mając zamiaru przestać. Chciałam mieć kogoś, dla kogo będę najważniejsza na świecie, mieć rodzinę: męża i dwójkę dzieci. Od zawsze o tym marzyłam. Inni śnili o pieniądzach, sile, pozycji społecznej – ja, nie. Forsa szczęścia nie daje i wiadomo to nie od dziś. Siła? Jest, ale równie dobrze może jej nie być. Jeśli ją posiadasz, jesteś championem. Jeżeli przez całe życie pracujesz na swój wizerunek oraz robisz wszystko, aby nie zawieść samej siebie jesteś mistrzem.
Mistrzem się jest, a championem się bywa.
Nie raz i nie dwa, zastanawiałam się, jak zareaguję na jego widok. Tak jak mocno go kocham, tak samo go nienawidzę. Zdecydowanie bardziej starałam się okazywać tę drugą opcję mojej osobowości, lecz jak powszechnie wiadomo nie zawsze mi się to udawało. Ale jak nie zwrócić uwagi na tak przystojnego mężczyznę, który marszczy nos, gdy coś go trapi, który lekko, prawie niezauważalnie zaciska pięści, gdy się denerwuje, który … STOP! Ta część mnie powinna dawno zginąć i nigdy nie powrócić. Byłoby to chyba najlepsze wyjście – szkoda, że nieosiągalne…
Trudno było mi manipulować jego snem. Gdy byłam w Konoha, często zdarzało się, że bawiłam się ludzkimi wyobrażeniami, tym samym trenując oraz czerpiąc z tego radość. Czułam się szczęśliwa, kiedy widziałam dziecko sąsiadki, które od kilku dni nękały koszmary, jak kolejnego dnia wychodzi zadowolone na dwór i gania uciekające przed nim motyle. Nazwałam to samolubną satysfakcją. W końcu nie każdemu może spodobać się jeden z wytworów mojej chorej wyobraźni, prawda? Żyłam jednak nadzieją, że wszystko co robię ma sens. Bez tego równie dobrze, mogłabym skoczyć z najbliższego urwiska, krzycząc na całe gardło, że „nikt mnie nie kocha i życie jest złe”. Z taką motywacją nie można zajść daleko…
Gwiazdy na niebie świeciły jasnym blaskiem, a ja jak urzeczona wpatrywałam się to w nie, to w Sasuke, który schował twarz w dłoniach, lekko dygocząc. Z zimna? Ze strachu? WRÓĆ. Uchiha niczego się nie boją, zapomniałam. Patrząc na niego teraz, zastanawiałam się czy dobrze zrobiłam. Chciałam przemówić mu do rozumu, ale przecież nawet najtwardszy człowiek ma jakieś emocjonalne granice. Co, jeśli przesadziłam? Pierwszą część jego snu tylko oglądałam, bo potrzebowałam czasu, aby przejąć nad nim kontrolę. Mogłam starać się zrobić to wcześniej, cholera.
Westchnęłam i wzięłam do ręki koc, aby mieć jakieś usprawiedliwienie na bezcelowe tak naprawdę wyjście z namiotu. Popatrzyłam na Dyarę, która pogrążona we śnie nie zdawała sobie sprawy z tego, co właśnie działo się wokół niej. Co by mi powiedziała? Byłaby zła za to, co pokazałam Sasuke? Ehhh, jakie to wszystko jest problematyczne.
Wstałam i wyszłam. Uchiha nie zwrócił na mnie uwagi. Tępo wpatrywał się w kawałek ziemi, który chwilowo sobie upatrzył i chyba nie kwapił się do robienia czegoś innego. Nie wiedziałam, w jaki sposób zacząć tę rozmowę. Udawać, że nie miałam o niczym pojęcia, czy perfidnie zacytować jedno ze zdań wypowiedzianych we śnie? Postawiłam na tę drugą opcję. Chcę go zmienić, chcę do niego dotrzeć. Zrobię to nawet za cenę jego bólu.
- Już dawno nie żyją – powiedziałam cicho. Nie modulowałam głosu, lecz on nagle podniósł głowę i zaczął wpatrywać się we mnie czerwonymi tęczówkami sharingana. Starając się zachowywać spokojnie, powoli podeszłam bliżej niego. On nadal z zaciśniętymi pięściami przyglądał się, gdy szłam w jego stronę. Bezszelestnie usiadłam obok, opierając się o to samo drzewo. Zastanawiałam się, czemu jeszcze nic nie powiedział. Dlaczego milczy?
- Czemu mi to robisz? – cztery wyszeptane słowa dotarły do mnie, z podwójną mocą. Równie dobrze mógłby je wykrzyczeć, a ja odebrałabym je tak samo. Nie zdążyłam uratować go przed koszmarem od początku. Nie byłam jeszcze tak wprawiona w tej sztuce, jakkolwiek by ją nazwać.
- O czym mówisz? – spytałam również szeptem.
- Dobrze wiesz, o czym – warknął i odwrócił się w moją stronę. Sam widok sharingana mnie przerażał. Nie wspominając już, o jego nocnej wersji, gdy jedyne osoby, które nie śpią to ja i Uchiha.
- Byłam tam tylko od momentu, gdy trafiłeś do Konohy – mruknęłam, zamykając oczy.
- Łżesz – syknął.
- Nawet nie mam powodu, aby to robić – palnęłam odruchowo. Kuso! Miałam go nie denerwować.
- Łżesz – powtórzył.
- Nie. Byłam tam tylko pobocznym obserwatorem, a nic nie mogłam na to poradzić. Nie jestem tak biegła w kontroli snów, Sasuke – chłopak odetchnął i lekko się rozluźnił, na co delikatnie się uśmiechnęłam.
- Widziałaś wszystko?
- Tak.
Na chwilę między nami zapadło dość ciężkie milczenie. Ja chciałam coś powiedzieć jemu, on mi, lecz nie wiedzieliśmy od czego zacząć. Do tego, hmmm. Może tylko ja to tak odbierałam? On zawsze wolał ciszę.
- I to nie raz… - mruknęłam.
- Co nie raz? – nie patrzyliśmy się na siebie, ale miałam wrażenie, że połączyła nas bardzo cienka nić porozumienia, która nie wymagała kontaktu wzrokowego.
- Nie raz widziałam śmierć twoich rodziców – znów się  spiął i zaplótł palce we włosy – To, to był tylko krótki kawałek tego, co przeżywała Dyara każdej nocy.
Wiatr zawiał mocniej, a do mnie doleciało słone, morskie powietrze. Okryłam się kocem, bo temperatura dość gwałtownie spadła.
- Potrafisz to zatrzymać? – spytał cicho, wpatrując się w niebo.
- Tak – odpowiedziałam prawie natychmiast, a powinnam się pohamować… Znów zamilknął na kilka minut. Nie miałam zamiaru przerywać jego przemyśleń, czy kontemplacji, jak kto woli. Zauważyłam już, że jego sposób postrzegania świata, potencjalnego sukcesu, bądź porażki, uległ zmianie. Oczywiście, nadal analizuje wszystko, lecz zajmuje mu to o wiele więcej czasu. Teraz pytanie: robi to wolniej, czy dostrzega więcej możliwości?
- Jak? – zapytał, bawiąc się ogniem. Jedną ręką wysłał chakrę do ogniska i momentalnie płomienie buchnęły go góry. Mimowolnie uśmiechnęłam się. Zrobił to dla własnego widzimisię, czy zauważył to, że było mi zimno?
- Potrzebuję do tego czasu oraz muszę być blisko osoby, której chcę pomóc. Spędzać z nią nawet dwadzieścia cztery godziny na dobę, aby nasze energie mogły współgrać oraz, aby twój umysł szybciej przyswoił sobie moją obecność. Im bliżej mnie śpisz, tym mam większe pole manewru – wyrzuciłam na jednym tchu – mogę pokazać ci zupełnie inny świat – dodałam już spokojniej, nie chcąc zniszczyć tego, co właśnie udało mi się osiągnąć. Trochę przesadziłam z tą bliskością i tak dalej, ale czy jest w tym coś złego?
- Nie chcę – odpowiedział spokojnie, lecz stanowczo.
- Mam pomysł – odwróciłam się do niego przodem, widząc go już w całej cudownej okazałości.
- Hmpf? – mój melancholijny nastrój widocznie mu się udzielił, bo zamiast odejść stąd jak najszybciej, on rozmawiał ze mną, kryjąc jedynie lekko swoje zainteresowanie.
- Dziś sprawię, że będziesz śnił o niczym. Po prostu zaśniesz i od razu się obudzisz. Coś, jak czarna dziura – obserwowałam zmiany w jego mimice twarzy. Cóż za nowość – nie dopatrzyłam się ich…
- Co będziesz z tego miała? Wątpię, abyś robiła to bezinteresownie – mruknął, zamykając oczy.
- Trenuj mnie – prawda była taka, że robiłam to właśnie bezinteresownie, pomijając egoistyczną potrzebę przebywania blisko niego. Musiałam jednak odnosić jakieś korzyści z tej całej farsy zwanej miłością, prawda?
- Chyba kpisz – odwrócił głowę, a ja zaklęłam siarczyście w myślach. Przesadziłam… - to wszystko? Trening?
- Hai – odparłam, udając, że ostatnie wypowiedziane przez niego zdanie, nie zrobiło na mnie wrażenia.
- Żadnych snów, w zamian za trening?  - powiedział cicho, rozmasowując dłonie, nadal lekko zdziwiony.
- Dokładnie tak – odpowiedziałam. Sasuke wstał i otrzepał spodnie. Patrzyłam, jak światło księżyca odbija się od jego włosów, jak mięśnie napinają się pod białą, idealnie dopasowaną do niego koszulą. On zauważywszy to wygiął usta w cynicznym uśmiechu i podał mi rękę. Zaskoczona przyjęłam ją i również podniosłam się na nogi, syknąwszy z bólu. On zirytowany do granic, sapnął cicho. Zrobiłam coś nie tak?
- Masz - stał obok mnie z wyciągniętą dłonią. Patrzyłam się na niego jak cielę w malowane wrota. Musiałam unieść wzrok, z racji, że chłopak był wyższy, lecz nawet wtedy nic nie przyszło mi do głowy.
- Ale co? - spytałam, nadal nie wiedząc o co chodzi.
- Chakrę - jego irytacja sięgnęła chyba zenitu, lecz...
- Po co? - ponownie zapytałam. Chyba momentalnie pożałował pójścia ze mną na kompromis.
- Masz na plecach nadal niezagojone rany i musisz zregenerować siły na kolejny dzień podróży, no i to majstrowanie przy snach też kosztuje trochę energii - mruknął i podsunął rękę bliżej. Kolejny raz pozytywnie zaskoczona przyjęłam jego propozycję. Złapałam jego emanującą ciepłem dłoń, tak różną od mojej która dygotała z zimna.
Poczułam, jak otwiera swoją blokadę chakry i wysyła do mnie energię. Chłonęłam ją, zastanawiając się, jak bardzo jest zmęczony, że mi to proponuje. Kolejny raz to robi, a mój organizm przyjmuje jego energię szybciej i łatwiej, niż tą Dyary. Hmmm. Otworzyłam oczy i zabrałam rękę, choć wcale nie chciałam tego robić. Sama zakończyłam transfer, nie chcąc go jednak w pełni wykorzystywać.
- Dziękuję – mruknęłam, poprawiając koc na swoich ramionach. Przekrzywił głowę, patrząc na mnie zamyślonym wzrokiem, a ja czułam się jak ostania idiotka. Sterczałam w nocy, na zimnie, opatulona kawałkiem materiału, z światowej klasy przestępcą przed sobą, który…
- Proszę – odparł cicho i odwrócił się na pięcie. Nie ruszyłam się z miejsca, bo powoli docierało do mnie to, co usłyszałam. Uchiha Sasuke powiedział… proszę. Gdzie jego pieprzona duma?
Chłopak podszedł do namiotu Suigetsu, który miał go zastąpić. Nadal zdumiona podreptałam do siebie.
- Ale szefie… - jęknął niewyspany Hozuki.
- Nie pierdol, tylko pilnuj – warknął Uchiha. Hyhy, widzę, że humorek wrócił.
Wskoczyłam w śpiwór i szczelnie okryłam się kocem. Nie czułam się śpiąca, dzięki dawce chakry nadesłanej przez Sasuke. Spożytkowałam ją jednak na uleczenie wszystkich ran oraz na dokładne spenetrowanie organizmu Dyary, który z minuty na minutę odżywał. Westchnęłam i ponownie całkowicie zakopałam się w śpiwór.
Sen o niczym, tak? A może jednak nie?
***
Sasuke
To była przyjemna noc, taka bezproblemowa. Czułem się wyspany, aczkolwiek nie chciało mi się wstawać.
- Misiu pysiu, oooooo! – pisk Karin z rana automatycznie skasował mój początkowy, dobry humor. Podniosłem się do siadu, przecierając oczy. Sakura i ta rozmowa w nocy… Hmpf. W końcu na coś się przydała, lecz nie za bardzo rozumiem cel jej działań. W sumie, to w ogóle jej nie rozumiem, jest jakaś dziwna.
- Karin, przestań – zirytowany Suigetsu również dołożył swoje pięć groszy do „polepszenia” mojego nastroju.
- Przestańcie wszyscy  - usłyszałem stanowczy, kobiecy głos należący do Sakury.
- Tylko nie bij! – prychnął Hozuki. Zaintrygowany biegiem wydarzeń, czekałem na kolejne słowa dziewczyny. Nie doczekałem się ich, bo na polanie zapanowała kompletna cisza.
Pszthrrrr, bum!
Wyskoczyłem ze śpiwora, biorąc katanę do ręki i sekundę później znalazłem się przed namiotem. Ziemia popękała w wielu miejscach, tworząc kilka kraterów, a Sakura właśnie szykowała się do ataku na wcześniej wspomnianą dwójkę z wielkim shuriken’em w ręku. Wyskoczyłem i w locie zahaczyłem go o katanę, tym samym zatrzymując i ratując Rudą od niechybnej śmierci, ponieważ Suigetsu zdążył się uchylić. Zwinnie wylądowałem na ziemi, a gdy to zrobiłem shuriken zniknął w kłębie białego dymu. Odwróciłem się, słysząc cichy chichot Sakury, który przerwał chwilową ciszę.
- Sasuke-kuuuun!  - odchyliłem się do tyłu i ujrzałem Karin całą w błocie, która szukała w tej breji okularów po omacku. Westchnąłem i rozejrzałem się po polanie. Czując na sobie wzrok Haruno, zdecydowałem, że zostawię sobie ją na koniec. Raito siedział przy resztkach ogniska, rzeźbiąc coś w kawałku drewna, nie zwracając uwagi na to, co działo się dookoła, a Jugo leżał na plecach patrząc się w niebo, a jeśli chodzi o kwestię zainteresowania całą tą sytuacją, to w ogóle nie odstępował swojemu kompanowi. Nie znalazłem Suigetsu, gdzie on…
Gdy przerzuciłem swój wzrok na Sakurę, ta ruszyła w stronę Larwy, która nadal bezradnie siedziała w błocie po pas, co chwilę powtarzając moje imię. Schyliła się do niej i szepnęła coś na ucho. Mina Rudej zrzedła, a Haruno oddaliła się od niej z cwaniackim uśmieszkiem na ustach.
- Maaashi-kuuuun! – kolejny pisk przeszył powietrze, przyprawiając mnie o głęboką irytację. Już chciałem coś powiedzieć, gdy…
- Tak, kochanie? – ku mojemu zdumieniu Harashi właśnie … wyskoczył zza krzaków i podpełznął do Karin. W sumie to zastanawiałem się, dlaczego nasz drużynowy pedał nagle przerzucił się na Rudą. Nie, żebym narzekał, czy coś, ale z tego co wiem, to jest on gejem, a z moich informacji wynika, że Karin jest dziewczyną, co wewnętrznie się kłóci. A to podobno kobiety są skomplikowane. A jeśli Mashi nie jest mężczyzną?!
- Znajdź mi okularyyy – wyglądali przesłodko, aż do porzygu. Dwójka ciot, klęczących po pas w błocie, mizdrzących się do siebie. Szczyt marzeń…
- Hahahah – Sakura, która stała jakieś dwa metry ode mnie, wybuchła głośnym śmiechem. Miała na sobie krótkie czarne spodenki, tego samego koloru stanik i coś podobnego do siatki (drutu kolczastego?) na brzuchu. Ten strój cholernie podkreślał jej wysportowaną sylwetkę, której nigdy nie widziałem u Karin, a to z reguły ona woli ten typ ubierania się. Haruno również zapatrzyła się na mnie, przenosząc ciężar ciała na jedną nogę. Uniosłem jedną brew do góry, a on zrobiła dokładnie to samo, aby po chwili otaksować mnie wzrokiem od góry do dołu i ponownie się uśmiechnąć.
Hmpf.
- Zbierajcie się – udało mi się przebić przez łkanie Larwy i odgłosy pocieszające, wysyłane w jej stronę przez Mashi’ego. Raito bez słowa oderwał się od pracy i wstał, po czym to samo zrobił Jugo, a Sakura zniknęła w namiocie. Gdzie jest…
- Już jestem, szefie! – Suigetsu. Westchnąłem i wróciłem do namiotu. Złożyłem śpiwór i sięgnąłem po koszulę. No i wszystko jasne. Wystarczy wyjść bez koszulki na dwór i już kobiety głupieją. Haruno jest jednak taka sama, jak wszystkie inne.
W sumie. Może jednak, nie? W końcu nie zaczęła się ślinić.
Dziesięć minut później nie było nawet śladu po naszej obecności w tym miejscu. Jugo „posklejał” popękaną ziemię swoim dotonem, a Karin wzięła ubrania od Sakury, spaliwszy stare. Zielonooka niechętnie je jej pożyczyła. Oczywiście był to gest prosto z serca. Musiałem przyznać, że Larwa wyglądała w nich tak, jak ja w stroju baletnicy, czyli żałośnie. Te ciuchy zdecydowanie bardziej posowały na Haruno. Wspomniana dziewczyna stojąc obok Raito z Dyarą na rękach, poprawiła sobie właśnie plecak, na co ja westchnąłem i podszedłem do niej.
- Daj to.
- Ale co? – przerwała rozmowę, zwracając się do mnie.
- Plecak – mruknąłem lekko zażenowany, wyciągając dłoń do przodu.
- Hm – tylko tyle zdołała z siebie wydusić, po czym podała mi ten zasrany plecak.
- Dziewczyno, co ty tam nosisz… - warknąłem, czując spory ciężar w ręce.
- Wszystko i nic – odparła z lekkim uśmiechem i poprawiła sobie to siatko-ogrodzenie na brzuchu.
- Gotowi?
- Hai.
***
Sakura
Uchiha po raz kolejny mnie zaskoczył. W życiu bym się nie spodziewała, że weźmie ode mnie ten plecak. Do tego wyjątkowo często zawieszał na mnie swój, z pozoru nieobecny wzrok. Czułam, że jestem coraz bliżej osiągnięcia mojego celu, lecz nadal jest to za daleko.
Skakaliśmy po drzewach w kierunku morza, co wywnioskowałam po coraz głośniejszym szumie fal. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, a wyjątkowo chciałam pokonwersować sama ze sobą. Musiałam przyznać, że byłam dumna z tego, co zrobiłam w nocy. Odcinając Sasuke od snów, zabrałam jego porcję nocnych fantazji i przerzuciłam ją na Karin i Mashi’ego, co było dość dobrze widać, po dzisiejszym zajściu. Satysfakcja pełną gębą.
Ta dwójka robi tu za niezły kabaret, a ja nie miałam zamiaru im w tym przeszkadzać.
- Sasuke-kun – Larwa zwróciła się do Uchihy, co jednak wyrwało mnie z zamyślenia. Czy pominęłam coś podczas mojej krótkiej przemowy, gdy ta zabawiała się w błocie? Zbyt mało dosadnie wyjaśniłam jej, że ma zostawić go w spokoju? Jeśli jeszcze raz usłyszę jakikolwiek przesłodzony odgłos, który znajdzie ujście w jej larwich ustach i zostanie skierowany do Sasuke, to klepankę ode mnie ma już murowaną.
- Co? – spytał Sasuke zimnym, niskim głosem.
- Musimy pobiec okrężną drogą. Trzy kilometry za wschód znajduje się grupka ludzi z dość wysokim poziomem chakry – on skinął na to głową, nie przerywając biegu.
W moim gardle pojawiła się gula, która wcale nie miała ochoty zniknąć. Bałam się, że spotkamy Konohę, a wtedy mój plan doszczętnie legnie w gruzach. Do tego Naruto na siłę będzie chciał mnie zabrać do domu, kiedy ja wcale (chwilowo) tego nie chciałam. Naszukałam się Sasuke przez te kilka lat. A teraz, gdy udało mi się do niego zbliżyć, miałabym to zaprzepaścić? Co to, to nie (takie oferty tylko w Biedronce xd – dop. autorki)
Obiekt moich przemyśleń właśnie przeczesał sobie ręką włosy, a ja cicho westchnęłam. Tyle czasu wyobrażałam sobie go w różnych sytuacjach, nawet tych domowych z odkurzaczem w ręku. Tak poza tematem: ciekawe, czy umie gotować? Lub zrobić zakupy w mięsnym  i rozróżnić wołowinę od baraniny? Wbrew pozorom, może ma na ten temat jakiekolwiek pojęcie? Ale o czym ja mówię. W końcu to je Uchiha, tego nie ogarniesz…
Liczba drzew w zasięgu mojego wzroku malała, natomiast coraz bardziej rozpościerał się przede mną morski krajobraz. Sól w powietrzu wyczuwałam już bez problemu i napawałam się pięknym widokiem. Kocham wodę, a tutaj gdzie mam jej pod dostatkiem, potrafię być niebezpieczna. Naprawdę, bez ściemy, nie kłamię!
Biegliśmy w ciszy. Z początku podążałam na samym końcu, chcąc mieć sytuację pod kontrolą. Lecz gdy wybiegliśmy na plażę, odrzuciłam ten pomysł. Jak mam podziwiać to wszystko dookoła, gdy mam przed sobą tłustą dupę Karin? To fizycznie niemożliwe. Przyspieszyłam i znalazłam się na przedzie (ku mej uciesze) koło Sasuke, który nawet obdarzył mnie chłodnym spojrzeniem, lecz nie odezwał się.
Z racji, że nie jestem osobą cierpliwą, właśnie miałam się spytać, jak daleko jeszcze, lecz…
- Szefie! Ile jeszcze? – zawołał Suigetsu z końca kolumny. Sasuke odwrócił głowę do tyłu i zmierzył go jedynie morderczym wzrokiem, a ja dzięki temu miałam idealny widok na jego profil. Mało co się nie wywróciłam, lecz tak wspaniale to zatuszowałam, że nikt niczego nie widział. Skoro coś się w nim zmieniło, to zaraz zobaczymy, w jak dużym stopniu…
Kilka minut później
Nadal biegliśmy. Nie było fajerwerków, zakochanych par i darmowej coli w plastikowych kubkach. W ofercie był tylko nagrzany od prażącego słońca piasek, a do tego słona woda gratis. Nic się nie działo, a ja nie lubię, gdy jest nudno.
- Sasuke? – spytałam, siląc się na spokojny i opanowany, lecz zarazem ciepły głos.
- Hm? – mruknął. Nie zignorował mnie, o tak! Sukces!
- Daleko jeszcze? – ponowiłam pytanie Suigetsu, spodziewając się tym razem kompletnej ignorancji ze strony Uchihy.
- Jakieś dwie minuty biegu – gdybym miała do dyspozycji jakiś blat czy ścianę, to z pewnością zaryłabym w nie głową, jednocześnie skacząc jak głupia, że coś udało mi się osiągnąć. Uśmiechnęłam się delikatnie, a mój uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej, gdy usłyszałam donoście sapnięcie Karin, która również musiała zauważyć, że tylko ja byłam godna odpowiedzi ich lidera.
Ponownie wbiegliśmy w las, lecz nie trwało to długo. Sasuke podniósł dłoń do góry, a wszyscy zatrzymali się. Chłopak podszedł do drzewa, nieróżniącego się w niczym od reszty i przyłożył do niego trzy palce, mamrocząc coś pod nosem. Po chwili owe drzewo delikatnie mówiąc uległo destrukcji, albo prościej, po prostu zniknęło. Uchiha wskoczył w dziurę, która w efekcie się pojawiła. Wskoczyłam zaraz za nim, a reszta zrobiła dokładnie to samo.
***
Sasuke 
Głupia Sakura. Mądra Sakura. Ładna Sakura. Dziwna Sakura. Odpowiedzialna Sakura. Piękna Sakura. Irytująca Sakura. Uzdolniona Sakura. Śliczna Sakura lub po prostu Sakura. Słowo – Haruno – potrafi opisać to wszystko? Hmpf. To wszystko jest bardzo skomplikowane.
Znaleźliśmy się w kwaterze. Czekałam aż reszta drużyny łaskawie ruszy się i zejdzie na dół.
- Mashi-kun! Bo ja się boję! – to niczym nawoływanie do ryków godowych, wygłodniałych surykatek na biegunie. Coś takiego nie miało prawa istnieć, a jeśli już to powinno być zabronione. 
 - Już, kochanie! – Harashi pojawił się na dole i wyciągnął ręce do góry, w których po chwili wylądowała Ruda. Chłopak z nią na rękach zatoczył się, próbując złapać równowagę. Ta spokojnie przespana noc naprawdę wychodziła mi na dobre. To cudowne, jak człowiek przestaje zwracać uwagę na pewne nieprzyjemne aspekty życia, jak dzielenie go po części z pedałem i rudą larwą. Do tego nawet chichot Sakury oraz zboczone uwagi Suigetsu mnie nie irytowały.
- Sasuke! – krzyknął Raito – weź Dyarę! Nie dam rady zejść z nią na rękach, żeby nic się jej nie stało! – westchnąłem, podszedłem do wejścia i zadarłem głowę do góry. Delikatnie wziąłem siostrę na ręce i powróciłem na poprzednie miejsce. Sakura podeszła do nas i poprawiła jej grzywkę, która wpadła na oczy i naciągnęła podciągniętą wcześniej koszulkę. Nawet w Konoha, gdy latała za mną dzień i noc nie patrzyła na mnie tym wzrokiem, którym obdarzyła teraz Dyarę. Potarła delikatnie jej policzek dłonią i lekko pstryknęła w nos. Jej uśmiech się powiększył, lecz zrobił się nerwowy, gdy zorientowała się, że stałem obok niej i przypatrywałem się jej czynom, z niekrytym zainteresowaniem. Szybko cofnęła rękę i oparła ją sobie na biodrze.
- Rozlokujcie się po pokojach. Jest ich sporo, więc nie będzie problemu z brakiem miejsc. Mashi, razem z Karin jesteście odpowiedzialni za kuchnię. Juugo, będziesz zaopatrywał nas w żywność. Wiesz, o czym mówię, także nie mam zamiaru ci nic tłumaczyć. Suigetsu do ciebie należy kwestia wody. Ma nam jej nie braknąć. Jedyna moja sugestia, to żebyś spał w pokoju z Dyarą – spojrzałem wymownie na Raito – możecie się rozejść.
Oddałem chłopakowi siostrę, blokując wszystkie obrazy, które nasuwały się przed moimi oczami. Była ona tak bardzo podobna do matki, jak Itachi do ojca. Zawsze widziałem, że nie całkiem pasuję do tej rodziny…
***
Sakura
- Sakura – usłyszałam, gdy właśnie miałam zamiar odejść.
- Hmn?
- Chodź ze mną.
- Ale po co?
- Mieliśmy spać w jednym pokoju, prawda?




Ładnie podziękujmy Rinie ;)

***
Ohayo ^_^
Jestem pełna pozytywnej energii, co chyba widać po rozdziale. Takie dni jak wczorajsze zawody, jak najbardziej mi służą ;3 
Co wam powiem, to wam powiem, że notka mi się podoba. Jak prawie wszystko z resztą dzisiaj, także nie przejmujcie się i piszcie komentarzach, że wyszła fatalnie, jeśli macie taką ochotę. 
Już nawet nie mam siły prosić was o opinie, serio. Znudziło mi się to :D
Choć czuję się trochę żałośnie, porównując liczbę komentarzy z liczbą obserwatorów.

Karateka nie narzeka. Harcerz czuwa, a czytelnik ...  sami dokończcie ;)

21 komentarzy:

  1. Joł.
    Większość rozdziału już czytałam. ^^ Widzę, że nie zrobiłaś podwojonej dawki. Dobra, może chociaż ten komentarz będzie dłuższy. No zobaczymy xD
    Mój Uchiha zaczyna mięknąć, podoba mi się to. Poniósł Sakurze plecak. :o
    Nie prują się na siebie. :o
    Zaczynają się przemyślenia na swój temat.
    Mashi i Karin. *.*
    I tak jej tłusty tyłek jest najlepszy, a oferty z Biedronki..najzajebistsze? xd
    Padnięta Aga? ;o
    Karateka nie narzeka, harcerz czuwa, a czytelnik komentuje! :D
    Czekam na ostry romans, albo jakieś hentai. xd
    Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  2. A czytelnik komentuje! Łahahaha xD
    Dobra, kochana; ja to już czytałam i wszystko powiedziałam, ale napiszę jeszcze raz, że niektóry momenty zwalały z nóg (a w tym przypadku, z krzesła). Czytam chyba po raz trzeci, a nadal śmieję się do zakwasów xD Jak Ty to robisz?
    Ach, no i końcówka!
    (Mówiłam, mówiłam, mówiłam! Ne-ne ne-ne ne-ne neee-nee! Mówiłam, że będą Cię nękać o hentai'a!)
    A teraz, na cześć mojej kochanej końcówki głośne ,,Uuuuu!"
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zła Sakura, ta? Ale popatrz, jak to działa. Dziewczyna jest względem faceta bee i wogóle, a ten nagle robi się miły.

    Harcerz czuwa, tak Słoneczko? :D

    OdpowiedzUsuń
  4. No notka zajebista.
    Widać, że moja zasługa. Z pewnością nie byłoby takie dobre gdybym ci tych obrazków nie przesłała. Czyli wnioskują to ja jetsem zajebista. Dobra lol, żartowałam.
    Kąpiel w błocie genialna <33 Dobry miałaś pomysł przyznam xd
    Heh....w jednym pokoju mówisz? ;>>> nioch,nioch,nioch ja wcale nie mam skojarzeń. Bardzo mnie ciekawi co wymyślisz xd

    Uchiha miły dla Sakury, LOL. Dobrze wiesz, że nienawidze jej więc tutaj będę hejtowała. XD hejt, hejt, hejt, hejt, hejt, hejt, hejt, hejt, hejt, hejt, hejt, hejt, hejt.



    Karateka nie narzeka, harcerz czuwa, a czytelnik............................... nie wiem, jestem kiepska w zgadywankach ;__;
    Notka była fajna. Dawaj kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak więc nie lubię Saskacza, a Sakurę gonię z tasakiem po nocach, więc stwierdzam zgon na skutek paringu SasuSaku xD
    Co nie znaczy, że nie czytam xD
    Podoba mi się, nie powiem xD.
    A ninja co robi? xD Bo ja jestem ninją xD

    OdpowiedzUsuń
  6. O rany, jak mogłaś oddać mojego Sasa Sakurze? ;___;

    Nie no dobra, w Twoim opowiadaniu jest całkiem w porządku, więc nie mam na co narzekać *-*
    Miły i przyjazny (tak trochę xd) Sasuke... ależ on jest wtedy uroczy. Naprawdę, urzekł mnie tym słodziak jeden <3
    Cholera, ale ja go tu pozbawiam męskości :/ No ale to je Uchiha, tego nie ogarniesz xD

    Hahaha, jak Karin wylądowała w błocie, to mnie rozwaliło :D :D No i jak Mashi szukał jej okularów, epicki fragment. Chociaż mogła się tam utopić, jakoś bardzo bym nie rozpaczała ;)

    Wspaniale mi się czytało ten rozdział, naprawdę, dawno się tak nie uśmiałam ;3
    Życzę weny, kochana, i czekam na nexta *-*
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. SasuSaku! To lubię! Choć wiem, że paring jest tu tylko przejściowy i tak cieszę się, że mogę przez chwilę pozachwycać się przebiegiem fabuły. Nie zawiodłam się na tobie. Podołałaś zadaniu i świetnie opisałaś uczucia Sakury i Sasuke... Ale, ale! Mimo wszystko Sakura wydaje się... nie być tu Sakurą. Zbyt dużo sarkazmu w jej wypowiedziach i tego stylu, który dotąd kojarzył mi się wyłącznie z Dyarą. Momentami naprawdę myślałam, że równie dobrze mogła być to jej perspektywa. Sasuke opisany idealny. Rodzina Uchiha w twoim opowiadaniu słynie z ironicznych wypowiedzi. Nie wiem tylko dlaczego nagle przerzuciło się to na Sakurę.
    Obiecałam, że nadrobię i co? Nadrobiłam! W szkole... na informatyce... xD Akurat trafiły mi się dwie godziny wolności. Hej ho! Zakończenie tego rozdziału sprawia, że nie mogę się doczekać dalszego ciągu. Właściwie nie myślałam, że tak bardzo podkreślisz SasuSaku. Myślałam, że delikatnie wpleciesz tą dwójkę w wydarzenia z rodzeństwem Uchihów. a ty zdecydowałaś się zrobić z tego odrębne rozdziały. Zwłaszcza, że nie wszyscy twoi czytelnicy, są fanami SasuSaku, co wywnioskowałam po komentarzach. Oczywiście ja bynajmniej nie mam nic przeciwko temu! :)
    Masz prawo być dumna z tego rozdziału. Życzę weny, która znowu się ciebie trzyma ;___; (to nie fair) i cieplutko pozdrawiam! :) Przepraszam za jakość komentarza, ale za dwie minuty zadzwoni dzwonek, a muszę się jeszcze wylogować XDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No muszę przyznać ci rację. Przesadziłam trochę z tym sarkazmem, ale ... no miesza mi się już xd. Dwa opowiadania, a łącznie ponad 4 narracje ._.
      Ale obiecuję poprawę ;)
      Fani Dyary muszą przeczekać jeszcze kilka rozdziałów tego SasuSaku ^_^
      Mam nadzieję, że przez ten czas mnie nie opuszczą ;)
      Sakura będzie w następnych notkach bardziej ogarnięta :D

      Usuń
  8. Grrr SasuSaku.
    Sakure lubię ale Sasuke to nie bardzo xD
    Chociaż i tak jest boski xD
    Bardzo dobrze tak Karin, że wylądowała w błocie nie lubię jej :D
    emmm... Sasuke miły dla Sakury ? 0.o
    By tylko spróbował nie byc dla niej miły -.-
    Czekam na next :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Zauważyłam, że pisząc rozdział, bazujesz głównie na dialogach (oczywiście nie wszędzie, ale jest to jednak główna, znacząca część tekstu). Jest to troszkę niebezpieczne. Musisz bowiem stworzyć dialogi na tyle realne, wciągające, aby czytelnik nie porzucił czytania po kilku akapitach. Wydaje mi się, że Tobie zdecydowanie się udało ;)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  10. No nareszcie się wzięłam za przeczytanie i teraz jako dobry czytelnik skomentuję ;D
    Wpierw jednak przepraszam cię za to opóźnienie :( To były jedne z dni, w których miałam ostrego lenia i mam nadzieję, że on się już nie powtórzy ^^
    No muszę ci powiedzieć, że... w jednym słowie zmieniłaś płeć Sasuke :P Na serio, ale przechodząc do setna to genialny rozdział, fajnie wszystko opisałaś, a ja w sumie myślałam, że wątek Uchihy po przebudzeniu to jest sen :P Jakieś takie dziwne mi się wszystko wydawało :P Suigestu nagle gdzieś znika, Sakura ma głupawkę (śmieje się jak głupia do sera) a Mashi reaguję pozytywnie na zaloty Karin XD
    Podoba mi się to jego rozpoczęcie okazywania ciepłych uczuć Sakurze :) A przy tym dalej fajnie się siedzi w jego głowie xD Jego umysł wychodzi ci najlepiej :P
    No, no ta końcówka całkiem fajna, wiem że hentai'a raczej nie zwiastuję, ale dwuznaczność jest hehe xD
    Czekam na następną notkę ;D
    Życzę weny i pozdrawiam ^^
    Wesołych świąt i przestaw budzi godzinę do przodu :P
    Kurde w takim razie druga się zbliża... ciao! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ohayo!Jestem nową czytelniczką i muszę przyznać, że rozdział mi się podoba i tag wg to cały blog jest fajny:D Tak, wiem, wiem przyszłam dość późno, ale jakoś nie dawno zaczęłam czytać jakieś blogi :D Czekam na kolejną notkę :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Bluzka z 'siatki (drutu kolczastego?)' brawo Sasuke znasz się na modzie.
    Ahahahahahah 'niczym nawoływanie do ryków godowych, wygłodniałych surykatek na biegunie. Coś takiego nie ma prawa istnieć, a jeśli już to powinno być zabronione.' Umarłam. xD Przynajmniej ma poczucie humoru xD
    Hmm nie wiem czemu, ale Sakura mnie wkurza ;__; Jeden z niewielu blogów w którym pomimo upływu lat nie wyleczyła się z miłości do Sasuke, co bardziej pasuje do jej charakteru z anime, ale mi osobiście nie podpada xD Te uwagi o jego boskości i wgl, są takie Sakurowe i podobne do niej, no ale irytują mnie xd
    Ale fajny pomysł z tą jej kontrolą snów.
    Zapraszam na mojego Bleachowego bloga:
    wszystko-za-spojrzenie.blogspot.com
    Na Anayannie wreszcie pojawiła się nowa notka ;D
    Pozdrawiam, buziaki ;3

    OdpowiedzUsuń
  14. Dobra, nie lubię Sakury, normalnie rzygam jak o niej myślę, słyszę itd... Ale Twoje opo jakoś tak na mnie nie działa ^^. Powiem nawet, że chętnie czytam SasuSaku w Twoim wykonaniu - możesz być z siebie dumna ;D.
    Rozdział bardzo mi się podobał. Nie był przesłodzony, a całokształt wyszedł realnie :). Dobrze, że Mishi przerzucił się na Rudą xD aż mnie w brzuchu coś skręcało jak kleił się Sasuke -.-" haha a to do mnie niepodobne, bo przecież lubię yaoi, ne? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem dlaczego napisałam 'Mishi', ale chyba wiesz, że chodziło mi o tego pedałka Mashiego, ne? :D

      Usuń
  15. Mam nadzieje że w twoim opowiadaniu Sakura będzie z Sasuke (pasują do siebie)

    OdpowiedzUsuń
  16. Smutny nastrój minął poprzednich notek minął i znowu nieźle się uśmiałam :) Te momenty z Karin są najlepsze xD Nie uśmierć jej, błagam :D Mimo tego, że lubię ją tak jak Sasuke, to jednak fajnie tak się z kogoś pośmiać.
    Bardzo podoba mi się to, że Sakura posiada taką umiejętność ^^ Nigdy bym nie wpadła na coś takiego jak kontrola snów - gratuluję pomysłów :D

    OdpowiedzUsuń
  17. "W końcu to je Uchiha, tego nie ogarniesz…" <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Hahahahah :-) Oferty z Biedrony <3m No tak,Polska ....

    OdpowiedzUsuń