czwartek, 14 marca 2013

SasuSaku I


Polecam włączać podkłady. Trochę siedziałam, aby odpowiednio je dobrać i według mnie stwarzają one dobry klimat. Szczególnie ostatnie dwa ;)

Sasuke

Kilka dni wcześniej, po wizycie Sasuke u Madary i walce Dyary z Kasai. 

Po co tworzyć coś, co jest ulotne i kruche? Jak szczęście, radość, czy miłość? Po co? Wszystko kiedyś zniknie, prócz nienawiści i smutku, który rozsadzając twoje serce nie myśli o uczuciach, które tobą targają, ponieważ robi to dla czystej przyjemności zadawania bólu. Nawet sen nie daje mi ukojenia, nic, ani nikt nie potrafi mi pomóc. Ale jak ktoś ma to zrobić, jeśli choroba jest niezdiagnozowana? Nie mogę spać. Obrazy, które widzę w nocy są niczym zapalona zapałka, która po chwili spada, aby wzniecić pożar nie dający się ugasić. Ten pożar szaleje we mnie już kilka lat, a nie ma niczego co mogłoby go stłamsić. Od jakiegoś czasu zastanawiam się, kiedy ogień wypali to, co ze mnie zostało, bo zostało już nie wiele.
Co się ze mną stanie, gdy Itachi będzie już gryzł ziemię, gdy zabiję go z zimną krwią? Co wtedy? To kolejne pytanie, na które nie znam odpowiedzi. Co robię nie tak? Chcę tylko spełnić obowiązek, testament, który pozostawił po sobie klan. Dlaczego Dyara postępuje inaczej, czemu zawsze mu wierzy? Co ją skłoniło do wybaczenia? Nie jestem w stanie tego zrozumieć. Nie ma chwili, żebym o tym nie myślał. Lecz z drugiej strony, dlaczego ją uratowałem, nie pozwoliłem na jej śmierć z ręki Kasai? Co mną kierowało? Od kiedy słyszałem jej rozmowę z Sakurą, coś we mnie pękło i obudziło tą zapomnianą część mnie, która miała nadzieję. Skończ pierdolić Uchiha, nadziei nie ma.
- Szefie! Mam go! – krzyknął Suigetsu, targając za sobą marudzącego Mashiego.
- Zostaw! Nie dotykaj! To jedwab! – rzucał się Harashi, próbując oderwać rękę Hozukiego od brązowego materiału kimona.
- Zamknij się, bo nie ręczę za siebie – wysyczał jego oprawca, rzucając mi pedała pod nogi.
- Ooooo! Sasuke-kun! – ten zaczął kłaniać się, chcąc dotknąć moich stóp. Kopniak w niego wymierzony szybko go do tego jednak zniechęcił.
- Suigetsu, weź go gdzieś przywiąż. Jeśli jeszcze raz, będzie próbował czegoś takiego, oddaj go Karin – warknąłem, siadając na ogromnym kamieniu, znajdującym się nieopodal. 
- Nie, nie, nieeee! – jęczał szatyn – tylko nie to! – teraz na klęczkach, starał się uciec od kary, która niechybnie nadejdzie.
- Mówiłem ci coś, Hozuki – odwróciłem się do nich tyłem, mając ich głęboko gdzieś.
- Co się ślinisz, łajzo! Z takimi tekstami do szefa?! – Suigetsu dobrze czuł się w roli chwilowego opiekuna naszego drużynowego pedała. Miał nad kimś władzę i najwyraźniej bardzo mu się to podobało. Mashiego wziąłem ze sobą bez wiedzy Madary i byłem ciekawy, kiedy dowie się, że brakuje mu pewnego, dość ważnego informatora…
- Maaaashi-kuuuun! – Larwa wytoczyła się na powierzchnię. Gdy tylko stanęła na nogi, popędziła w tempie natychmiastowym do zrezygnowanego Harashiego, który jedynie czekał na nieuniknione.
- Karin, nie drzyj mordy. To już nie nasza miejscówka – wysyczał Suigetsu, widząc rozanieloną Rudą, przytulającą chłopaka. Mogłem powiedzieć, że w tej kwestii szczerze mu współczułem. Okularnica zostawiła mnie w spokoju, gdy dowiedziała się, że pedał również z nami idzie. Lecz czy to nie jest piękne?
- Więc tak się poznaliście, tak? – usłyszałem ciepły głos Sakury i odwróciłem głowę w tamtym kierunku. Zauważyłem dziewczynę, czekającą na Raito z Dyarą na plecach. Wyglądała … inaczej. Miała na sobie przydługą czerwoną bluzkę, czarne spodnie za kolano i jakieś różowe buty. Skąd ona wzięła te ciuchy?
- Tak, nic specjalnego - uśmiechnął się lekko, chwytając ciało mojej siostry w inny sposób, bo trzymał ją teraz na rękach.
- Dobrze, że ma kogoś takiego, jak ty - przekrzywiła delikatnie głowę, również posyłając mu uśmiech. Miałem wrażenie, że nie zwracali uwagi na to, co działo się wokół nich. Sakura wyglądała na szczęśliwą, tak po prostu bez powodu, a Raito nie był jej dłużny. Dlaczego? Dlaczego ona była taka radosna?
- Uchiha - nie zmieniła tonu swojego głosu, gdy zwróciła się do mnie - tu jest twój plecak - cały czas uśmiechnięta podała mi owy przedmiot. Skinąłem głową i odebrałem z jej rąk moją własność. 
To był test. Musiałem zdobyć pewność, czy dziewczyna przynajmniej w jakimś stopniu wypełniała moje rozkazy. Oczywiście nie oczekiwałem, że odda za mnie życie, ale zawsze jest potrzebny ktoś, kto przyniesie ci coś tak nieistotnego, jak na przykład ciastko.
- Gdzie jest Juugo? - mruknąłem, sprawdzając pobieżnie, czy Haruno spakowała wszystko.
- Idę, idę... - ponownie wszyscy skierowaliśmy głowy, ku zejściu do kwatery. Chłopak z wielką torbą w ręku po chwili stał już obok nas.
- Co to jest? - warknąłem, wskazując na damskie ciuchy, znajdujące się wcześniej w moim plecaku.
- Spakowałam nas razem - prychnęła i oparła dłonie na biodrach - myślałeś, że będę targać osobny pakunek? - patrzyła na mnie spod zmrużonych oczu, a ja miałem ochotę roześmiać się jej prosto w twarz. Albo mi się wydaje, albo ktoś się zagubił w hierarchii tej grupy.
- Jesteś żałosna - odparłem i wręczyłem jej plecak z powrotem.
- Mógłbyś mieć trochę szacunku choćby do kobiet - postąpiła krok do przodu, a gdyby jej wzrok mógłby zamrażać, to każdy na tej polanie skończyłby jako porządna mrożonka.
- Jesteś żałosna - powtórzyłem, nadal trzymając wyciągniętą rękę w jej stronę.
- Nie mam zamiaru tego nieść - rzuciła, odwracając się w stronę Raito. Hmpf, co za babsko. W sumie, dlaczego ja ją ze sobą zabrałem? Otworzyłem plecak i wywaliłem z niego wszystko, co nie było moje - Uchiha, co ty robisz?! - wszyscy zamilkli. Karin nie napastowała już Mashiego i nawet Suigetsu się zamknął, a ja? Kompletnie zignorowałem jej irytujące protesty i założyłem zapakowany prawie do połowy plecak na plecy.
- Wszyscy gotowi? - spytałem patrząc na ludzi przed sobą, który namiętnie wpatrywali się kupkę ubrań leżącą na ziemi.
- Ja, nie - oświadczyła definitywnie Sakura.
- To ruszamy.
- Uchiha, stój! - szczerze śmieszyły mnie jej "wybuchy", ale tylko z początku.
- Nie mam czasu, bawić się w jakiegoś pieprzonego dżentelmena. Jeśli chcesz zabrać to wszystko ze sobą, będziesz nieść ten plecak - poczułem się zdecydowanie lepiej, gdy widziałem, jak mina Haruno stopniowo mizernieje.
- Daj to - warknęła. Oddałem jej przedmiot tej dziwnej sprzeczki, aby po chwili patrzeć, jak zdenerwowana wpycha do niego ubrania na siłę.
- Karin, oddaj jej trochę chakry - powiedziałem, gdy w końcu skończyła.
- Ale Sasuke-kuuun - jęknęła, nie przestając głaskać Mashi'ego po głowie.
- Moja cierpliwość ma granice - dziewczyna spuściła wzrok i podeszła do różowo włosej, która bez wahania przyjęła rękę Rudej i zamknęła w uścisku. Czekaliśmy w ciszy, aż proces dobiegnie końca. To chyba logiczne prawda? Gdyby Sakura nie miała chakry, podróż opóźniłaby się jeszcze bardziej. Tak sobie to przynajmniej tłumaczyłem.
Po chwili kobieta puściła Karin i spojrzała na mnie wyczekująco. Odwróciłem się i za pomocą chakry wskoczyłem na drzewo. Potem na kolejne, kolejne i kolejne. Po kilku minutach biegu doszły do mnie początki rozmów, prowadzonych przez resztę. Suigetsu rozmawiał z Raito o różnych rodzajach broni. Wywnioskowałem, że chłopak posługiwał się z reguły ninjutsu i używał jedynie kunai. Hozuki zaczął swój monolog o mieczu, który jest w jego posiadaniu, a dla tego chłopaka to temat rzeka. Juugo ku memu zdziwieniu zagadnął Sakurę. Ta rozluźniła się już nieco i po chwili spokojnie prowadziła rozmowę o ... pogodzie. Karin śliniła się do Harashi'ego, który tęsknie patrzył w moją stronę, a ja w tym momencie miałem ochotę jedynie zobaczyć jego rozpłaszczoną mordę, po spotkaniu z pobliskim drzewem, które niestety nie nastąpiło.
Na ciele Dyary nie było widać żadnych śladów po stoczonej ostatnio walce. Sakura musiała zaleczyć wszystkie obrażenia zewnętrzne. Może jednak będzie z niej pożytek?
Z biegiem czasu, słońce coraz bardziej chowało się za horyzontem, temperatura spadała, a po mojej drużynie widać było już zmęczenie. Ruda co dziesięć minut informowała mnie, czy nie ma nikogo w pobliżu, przerywając na chwilę prowadzoną właśnie konwersację. Choć była ona upierdliwa, Mashi „kobiecy”, Suigetsu marudny, a Sakura irytująca, nikt nie chciał pokazać przy mnie swoich słabości. A, mój błąd - jedynie Juugo jest normalny, nie licząc rzadkich wybuchów złości. On pewnie też nie miał zamiaru się poddać.
Gdy zaczęło się ściemniać, rozmowy umilkły. Mało kto miał jeszcze siłę na poruszanie jakichkolwiek tematów, a ja wreszcie mogłem odetchnąć. Cisza pozwalała mi się zrelaksować i ... 
- Zróbmy postój, szefie - rzucił z tyłów Suigetsu. Chyba zlitował się nad resztą i nadszarpnął swą dumę, aby zaryzykować prośbę o przerwę. Spojrzałem na niebo i wywnioskowałem, że minęła dwudziesta druga. W sumie mogliśmy się zatrzymać. Uniosłem prawą dłoń do góry, po czym szybko skierowałem ją na dół. Zeskoczyłem, gładko lądując na ziemi. Znajdowaliśmy się w środku lasu, lecz nie widziałem problemu, aby rozbić tu obóz. 
- Juugo, zajmiesz się jedzeniem. Suigetsu znajdź drewno na ognisko – w końcu możemy je rozpalić. Znajdowaliśmy się kompletnej puszczy, niedaleko opuszczonego wybrzeża i nikt nas nie śledził - Sakura, znajdź wodę. Karin i Mashi - popatrzyłem na naszą parkę - przygotujcie teren. Raito, zostań i pilnuj Dyary.
- Hai - odpowiedzieli jednogłośnie. Skinąłem głową i odszedłem, nie mając w tym konkretnego celu, prócz kilkuminutowego odpoczynku od tej głośnej zgrai.
- Sasuke - słysząc swoje imię, odwróciłem się przez ramię - pójdę z tobą - Sakura zdjęła powoli plecak z pleców, opierając go po chwili o drzewo, biorąc jeden bukłak w ręce.
- Hmpf - sapnąłem i ponownie zacząłem iść. Po chwili usłyszałem ciche kroki dziewczyny. Nie odzywała się, po prostu szła obok, rozglądając się na boki. Spojrzałem na nią i dopiero teraz, z bliska zobaczyłem plamy krwi na jej barkach.
- To od plecaka - powiedziała, nadal patrząc na otaczający nas las, z miną błogiego spokoju. Nie odpowiedziałem jej, bo przecież nie musiałem, ale trochę zaniepokoił mnie widok krwi - to nie tak, że nie potrafię się uleczyć - odpowiedziała cicho, ponownie nie usłyszawszy mojego pytania - po prostu nie miałam tyle chakry i czasu, aby zamknąć wszystkie rany do końca. Niektóre uleczyłam jedynie powierzchownie, aby nie wdała się infekcja, lecz pod skórą nadal mam niezagojone obrażenia.
Zachowałem kamienny wyraz twarzy, próbując ją ignorować. Nie, żeby ruszyła mnie jej opowieść, ale... Ehhh, sam już nie wiem. Kim ona w końcu jest? Chamską dziewczyną, którą poznałem, gdy mieszkaliśmy w jednym pokoju? Irytującą dziewuchą, która ujawniła się przed kryjówką? Czy tą dorosłą kobietą, którą widzę teraz, potrafiącą zignorować fizyczny ból? Ile jeszcze odsłon posiada Haruno? Pytania, pytania, pytania. Od kiedy zawracam sobie nimi głowę? To irytujące.
- Piękny księżyc, prawda? - wyszeptała, zapatrując się w niebo, z rozanieloną miną. Ponownie dziś wyglądała na szczęśliwą, tak po prostu, bez powodu. Dlaczego?
- Miałaś chyba szukać wody - mruknąłem, wsadzając ręce w kieszenie. Ta westchnęła cicho, lecz nie dała wyprowadzić się z równowagi.
- Dobrze wiem, gdzie jest - kąciki jej ust ponownie powędrowały do góry. Uniosłem jedną brew, tym razem jednak czekając na odpowiedź - jestem lepiej wyszkolona, niż ci się wydaje - powiedziała, bawiąc się dłońmi. Delikatny szum liści wprawiał mnie w zamyślenie, zamyślenie o niczym. W takich momentach w moim umyśle tworzyła się jedynie pustka. Po prostu trwałem, korzystając z chwili rozluźnienia.
- Nic się nie zmieniłeś - Sakura przejechała sobie dłońmi po włosach, po czym również włożyła je w kieszenie - zawsze sam, z dala od wszystkiego co miłe i radosne - uśmiechnęła się cynicznie - Dyara miała dość spore trudności, aby z powrotem wdrożyć się w życie wioski - prawie niezauważalnie drgnąłem na dźwięk imienia mojej siostry - lecz udało jej się. Przez cały ten czas mieszkałyśmy razem. Przygarnęłam ją, gdy odszedłeś. Nikt nie zna jej tak, jak ja, Sasuke - wyrzuciła z siebie na jednym tchu, patrząc w niebo. Po co to zrobiła? Przecież Dyara traktowała ją wtedy jak zło konieczne - ona tęskni, Sasuke. Po prostu tęskni, szczególnie w snach - wiatr zawiał mocniej, targając naszymi włosami i ubraniami - to, że potrafię na nie wpływać, jest chyba jakimś błogosławieństwem z góry. Noc w noc krzyczała, płakała, rzucała się w łóżku. Na początku wmawiałam sobie, że to przejdzie, że wszystko będzie dobrze - spuściła głowę, a z jej ust wydobyło się westchnięcie z nutką zawodu - to nie minęło - spojrzała się prosto w moje oczy, które przypadkiem były skierowane właśnie na nią. Otworzyła usta, chcąc kontynuować swój wywód, lecz jej przerwałem.
- I nie minie - odpowiedziałem, lustrując jej twarz, próbując doszukać się czegoś, co pomoże mi podważyć wszystkie argumenty dziewczyny. Ta dziwna dyskusja tak naprawdę nie miała początku, lecz obydwoje wiedzieliśmy, o co chodzi, a było to dla mnie dość dziwne. Czemu ja z nią w ogóle rozmawiam?
- Minie, pomogłam jej - lekko uśmiechnęła się, starając się ukryć ziewnięcie - tobie też mogę pom...
- Nie - mój głos przeciął powietrze, niczym brzytwa, nagle i bez ostrzeżenia.
- Zrozum... – wyjęła ręce z kieszeni i zaczęła nimi gestykulować.
- Nie - powtórzyłem, mając już w głowie totalny mętlik.
- Sasuke, proszę – po tych słowach dotknęła mojego ramienia. Popatrzyłem na nią spod byka, lecz ta nie zabrała ręki – tam, u Madary – spuściła wzrok, chcąc zatuszować zakłopotanie – pozwoliłeś mi. Po krótkiej chwili dodała – dlaczego?
- Miałem taki kaprys – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. 
- To czemu nie chcesz mieć go ponownie? – patrzyła na mnie z dołu z niemą prośbą. 
- Bo teraz mam inny kaprys – strzepnąłem jej dłoń i odwróciłem się z zamiarem odejścia – nie wracaj do obozu bez wody.
Idąc już z daleka widziałem, że ognisko zostało rozpalone. Orientując się w sytuacji wiedziałem również, że Karin spała w swoim namiocie, zaciągając tam wcześniej Mashi’ego, a Raito zostawił opatuloną kocami Dyarę w innym namiocie, samemu siedząc z chłopakami przy ognisku.
- Wszystko zrobione, szefie! – powiedział Suigetsu, gdy tylko mnie zobaczył. Skinąłem głową i usiadłem nieopodal ich, opierając się plecami o drzewo.
- Gdzie jest Sakura? – Raito zaczął rozglądać się dookoła w poszukiwaniu dziewczyny. 
- Szuka wody – mruknąłem i odpiąłem sobie guzik koszuli przy szyi, który denerwował mnie od dłuższego czasu, a do tego chciało mi się pić.
- Zostawiłeś ją samą w tym lesie? – Yamura wyraźnie się zdziwił, czego dowodem były jego wytrzeszczone gały, skierowane na mnie.
- Jest kunoichi, da sobie radę – mruknąłem, zamykając oczy.
- Ohayo, już wróciłam! – usłyszałem gdzieś za sobą.
- O, jak dobrze, że już jesteś – Raito odetchnął widząc Haruno, zmierzającą w naszym kierunku, patrząc na mnie co chwilę, próbując mi tym samym okazać niezadowolenie, jakim darzył moją osobę.
- Masz tylko jeden bukłak? – rzucił Suigetsu, rozprostowując ręce.
- Na razie, tak – na tym ich rozmowa dobiegła końca. Haruno podeszła do mojego plecaka, po czym wskazała na niego palcem. Miała być to chyba swoista prośba… Kiwnąłem głową na „tak” i dalej obserwowałem jej poczynania. Wyjęła mój bukłak i wzięła go do ręki. To samo zrobiła z bidonami pozostałych. Usiadła kilka metrów od nas, stawiając je obok siebie, z otwartymi wieczkami. Złożyła dłońmi kilka pieczęci i mrugnęła coś pod nosem. Po chwili woda, z zapełnionego pojemnika zaczęła się przemieszczać do tych sąsiadujących. Uruchomiłem sharingan’a, aby wszystko dokładnie widzieć.
Woda klonowała się, co chwilę przybywało jej coraz więcej. No proszę, nie wiedziałem, że Haruno posługuje się suitonem. Ciekawe, czy włada jeszcze jakimś innym żywiołem…
Gdy wszystkie bukłaki zostały napełnione po brzegi, Sakura uśmiechnęła się i zakręciła je. 
- Suigetsu – zawołała chłopaka i rzuciła mu bidon, po czym powtórzyła to samo względem reszty do momentu, gdy zostały obok niej dwie butelki. Wtedy wstała i podeszła do mnie – proszę – mruknęła, podając mi picie. Nie wiem, czego oczekiwała, ale nie doczekała się słowa: dziękuję.
- Idź do Dyary. Sprawdź czy opatrunki się trzymają i śpij razem z nią. Ja przekimam tutaj – powiedział Raito, patrząc na Sakurę, która zdążyła już rozłożyć sobie koc.
- Arigato – uśmiechnęła się lekko i weszła do namiotu. Gdy poły się zamknęły, przy ognisku zapanowała cisza.
- Ja obejmuję pierwszą wartę. Za dwie godziny zmieni mnie Suigetsu, potem Juugo, a na końcu Raito. Żegnam - po tych słowach jedynie Yamura pozostał przy ognisku, lecz szybko zasnął na przygotowanym przez Haruno posłaniu. 
Wreszcie koniec tego pierdolonego dnia.
***
(obowiązkowo)
Zapach krwi, ciemność i ten głos. Drgawki wstrząsające moim ciałem i okropny ból głowy. Widzę go, widzę go doskonale. Wysportowana sylwetka, długie czarne włosy, katana w ręku i te oczy. Pełne szaleństwa i uczuć, których nie jestem w stanie zdefiniować. Wyjmuję miecz z pochwy i mocno zaciskam na nim dłonie. Z łzami w oczach zaczynam biec, mierząc bronią w jego serce. Gdy jestem już blisko, on zmienia się w tysiąc czarnych kruków, a ja widzę tylko jego sharingana, który odznacza się swym złowrogim blaskiem w tej powszechnej ciemności. 
Nerwowo rozglądam się dookoła szukając brata. Nawet z uruchomionym kakkei genkai nic nie słyszę i prawie nic nie widzę. 
Nagle on pojawia się kilka metrów ode mnie. Ponownie na niego nacieram i o dziwo trafiam. Widzę, jak jego czarne tęczówki blakną, jak z ust leci stróżka krwi. On niezmiennie jednak wpatruje się we mnie swym martwym, nieobecnym spojrzeniem, a gdy rozchyla wargi, aby coś powiedzieć, na jego miejscu pojawia się moja matka.
- Nie zdołałeś nas uratować! To przez ciebie zginęliśmy! - patrzę na nią, z moją kataną wbitą w jej serce. To ja ją zabiłem...
- Arghhh! - słyszę za sobą i natychmiast kierując się instynktem tnę powietrze z tyłu. Przecinam coś, a orientuję się o tym dopiero, gdy głowa mojego ojca toczy się po ciemnej podłodze.
- To ty... ZDRACJA!
- Nie, nie, to nie ja! - krzyczę, zasłaniając przedramieniem oczy. Wszystko, byle tylko na nich nie patrzeć.
- Teraz też nie jesteś lepszy! - słyszę głos matki niebezpiecznie blisko mnie. Opuszczam rękę i widzę ją metr ode mnie, z krwawiącą raną. To ja ich zabiłem...
- Zostawcie mnie, zostawcie - zaczynam się cofać, chcąc od tego uciec.
- To byłoby za proste mój mały, głupiutki braciszku - Itachi pojawia się obok, przykładając mi dwa palce do czoła, a ja nie mogę się ruszyć, nie jestem w stanie - uciekaj mój braciszku uciekaj i żyj, żyj w hańbie... - odwracam się i biegnę przed siebie jak najdalej, w akompaniamencie złowrogiego śmiechu mojej rodziny.
Pojawia się przede mną przepaść. Wylewa się z niej jasne światło i razi mnie po oczach. Nie mam dokąd uciec. Teraz gdziekolwiek się rozejrzę widzę nicość. Skaczę w nią, mając nadzieję, że to wszystko się zaraz skończy...
(Ten podkład daje naprawdę wiele)
Upadam, lecz podnoszę się od razu i rozglądając się dookoła, próbuję zorientować się, gdzie dokładnie się znajduję. Otrzepuję się z kurzu i chowam katanę do pochwy na plecach, zastanawiając się jak zakończyć ten popieprzony sen.
- Poznajesz to miejsce? - słyszę cichy, kobiecy głos. Nie potrafię określić skąd pochodzi, lecz mam wrażenie, że jest wszędzie.
- Kim jesteś? - obracam się, szukając wzrokiem jego właścicielki.
- Pytam się, czy poznajesz to miejsce? - ponownie głos dziewczyny dochodzi zewsząd. Ja go przecież znam... Lecz nie potrafię nawet przypomnieć sobie imienia tej kobiety.
- Tak - chrypię przez zaciśnięte z nadmiaru emocji gardło, wycierając spocone dłonie o spodnie.
- Więc, gdzie jesteśmy? - słyszę cichy, ciepły szept przy uchu i natychmiast odwracam się, lecz widzę tylko pustkę. W tle jedynie migoczą latarnie, tworząc łunę nad mniejszymi budynkami. Księżyc świeci jasnym blaskiem, a wiatr delikatnie muska moją skórę. Znam to miejsce...
- W Konoha - odpowiadam i łapę się za głowę, chcąc się obudzić.
- Czym jest Konoha? - kolejne pytanie uderza we mnie ze zdwojoną siłą.
- Niczym - rzucam i uspokajam się nieco. Nie ma tu Itachi'ego, nie ma tu mamy i taty, wszystko jest już dobrze. Jakby na moje słowa, świat nagle zaczyna wirować, aby po chwili pokazać mi się w zupełnie innej perspektywie.
Znajduję się na głównej, zatłoczonej ulicy Liścia. Słońce świeci w zenicie, a ludzie biegają między straganami, spiesząc się, jakby od tego zależało ich życie. Sprzedawcy nawołują klientów, którzy jednak nie mają czasu na tak prozaiczną czynność, jak zakup jakiegoś towaru. Patrzę na lewo i widzę skałę z wyrytymi na niej twarzami byłych Kage. Stoję tak przez chwilę, nie zmieniając pozycji oraz przyglądając się codziennej rutynie mieszkańców. Gdzieś w tle dzieci bawią się w ninja. Shinobi skaczą po dachach, a pod zgaszoną latarnią na okazję czeka uliczna dziwka. Starzec z papierosem w ustach opiera się o zardzewiały rower, a obok niego stoi zapewne dziergająca na drutach żona. Wszyscy są tacy... Beztroscy. Tak dawno nie byłem w żadnej wiosce, że aż zapomniałem, jak wygląda tu normalny dzień.
Niespodziewanie świat wiruje ponownie, a ja trafiam w jakąś boczną uliczkę. Słońce już zachodzi, tworząc na niebie pomarańczową poświatę. Domki jednorodzinne stoją tu w rzędach, a na każdym podwórku zasadzone są różnorodne kwiaty. Tu przechodzi starsza kobieta, tu szczeka pies, a ja się zastanawiam, dlaczego mój umysł zaprowadził mnie aż do Liścia.
- Aaaaaaa! - nagle słyszę krzyk, więc odwracam głowę w tamtą stronę. Zza rogu wybiega małe, przerażone dziecko, które kompletnie nie pasuje, do panującej tutaj spokojnej i trochę słodkiej atmosfery. Patrzę na nie z zainteresowaniem, będąc jednocześnie przytłoczony nadmiarem wspomnień, które teraz przypomniały sobie o własnym istnieniu. Chłopczyk potyka się o własne nogi i upada, ale po chwili ponawia bieg.
- Nie uciekniesz mi - mam wrażenie, że wszystko się zatrzymało, gdy słyszę głos należący do mężczyzny goniącego chłopaka. To ... to jestem ja.
- Nie, proszę! - po tych słowach cała ulica staje w ogniu, słońce się chowa i na powrót mamy noc. Widzę siebie, jak coraz bardziej zbliżam się do przerażonego dziecka, które ponownie upada, lecz nie ma już sił, aby wstać - dobrze! Zabij mnie, ale zostaw w spokoju moich rodziców i młodszego brata, proszę! - mały wymachiwał rękoma, jakby chciał odpędzić natrętnego owada.
- Już dawno nie żyją - patrzę na siebie i coś w środku nie pozwala mi dopuścić do śmieci tego chłopaka. On, on jest taki jak ja. Nie ma już rodziny, nie ma niczego ani nikogo, dla kogo mógłby żyć. Wie, że zaraz zginie i nawet nie potrafi się obronić... – jesteś za słaby, za mało w tobie nienawiści - widzę miecz, który zaraz przetnie go na pół. Stoję jednak uparcie w miejscu, będąc pomiędzy młotem, a kowadłem. Co robić, co robić...
Dziecko nakrywa rękoma głowę i czeka na cios. Nie płacze, wiedząc, że i tak w niczym mu to nie pomoże. Wie, że tu skończy się jego historia.
Trzy, dwa, jeden i miecz mojego klona, krzyżuje się z moją klingą, tym samym broniąc chłopaka przed niechybną śmiercią. Sobowtór znika, sceneria się zamazuje. Wokół mnie wirują płatki drzewa wiśni. Czuję ich zapach. 
Na skraju świadomości, słyszę jeszcze krótkie, wypowiedziane przez dziecko: arigato.




Ładnie podziękujmy Rinie za obrazek ;)
Mashi został zamieszczony w zakładce Bohaterowie/Galeria ;)

***
Yhyym, ohayo.
Jestem, lecz tylko częściowo. Mnóstwo mnie zostało na sali gimnastycznej, gdzie spędzam ... dużo czasu. Kolejną część mnie uwięziono w szkole, między innymi przez "podstawę programową" i "egzamin w kwietniu!". Jutro na szczęście mam ostatni dzień tej katorgi... W kolejnym tygodniu rekolekcje, dzień wagarowicza, pielgrzymka i zawody w weekend. Wspomniałam coś o codziennych treningach? Jeżeli mnie to właśnie to robię.
Ta bezsensowna wypowiedź zmierza do tego, aby nie wprost powiedzieć wam, że przepraszam za jakość tej notki, wykonanie i wszystko, co tylko jest z nią związane, prócz obrazków, które zawsze polepszą standard dzisiejszego niewypału. 
Obiecałam SasuSaku i ... nadejdzie na to pora. Z premedytacją cały rozdział napisany jest z perspektywy Sasuke. Muszę przedstawić jego pogląd na świat i powoli wprowadzać w nim zmiany. Dziwne, jeśli nagle zacząłby pałać niecenzuralną miłością, do wszystkiego co chociażby pełza - Larwa Karin - chociażby. 
Mam wrażenie, że to co piszę nie ma sensu i coraz bardziej utwierdzam się w tym przekonaniu. Hmpf.
Bywajcie!

06.12.2013r
Mikołajki, yeeey!
Duża paczka słodyczy i od razu człowiekowi milej sprawdza się własne bazgroły ^^

13 komentarzy:

  1. Jej <3 świetnie Ci wyszedł ten rozdział ^^. Wgl uwielbiam fragmenty pisane z perspektywy Sasu :D.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cały rozdział z perspektywy mojego męża! ^^ Jupi! xd

    Ten cały Mashi zaczyna mnie przerażać. Dobrze, że ta ruda małpa się nim zajęła.

    Nie no ja rozumiem, że to jest Uchiha Sasuke, ale żeby aż tak traktować Sakurę, która nic złego mu nie zrobiła? Nie pochwalam go w tej kwestii. Szkoda mi dziewczyny, noo..:c Ogarnij go trochę.

    Te jego sny... *,*

    Podobało mi się, podład idealnie pasuje. A ta muzyka z Gladiatora. ;_; <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tam mogłabym czytać całe twoje opowiadanie z perspektywy Sasuke w twoim wykonaniu :P
    Strasznie długi mi się wydawał ten rozdział to oczywiście na plus :)
    Heh to ich wyruszenie na wyprawę wydaję się ciekawe ;D Nie wiiem po co wzięli tego pedała, czyżby dla rozrywki? :P jeszcze nie zapoznałaś nas z jego umiejętnościami xD
    A to mnie zaskoczyłaś, że on się bardziej podoba Karin niż Sasuke o.O a tak bardzo liczyłam na jakąś ich o walkę o względy mrs Sasuke :P
    No okrutny ten człek :P żeby wysypać tak jej rzeczy... a co jakby miała tam podpaski? :P No nie, klaps się mu należy xD chociaż sen też tym był w pewnym stopniu ^^
    A ona potem jeszcze była dla niego taka miła i nawet zaproponowała mu pomoc, no ale jaśnie pan musiał unieść się dumą -.-
    I ciekawe co z tyym snem? Będzie miał jakiś wpływ na jego dalsze zachowanie?
    Jakby nie było trochę go pobudziło do odezwu jego sumienia :P
    Nie mogę się doczekać następnej notki :) Życzę weny :)
    (Przepraszam, że tak krótko, to nie mój dzień :P)

    OdpowiedzUsuń
  4. No i jak zwykle mnie nie zawiodłaś w tej notce *-*
    No no no, ta cała ich wycieczka zapowiada się naprawdę ciekawie ;>
    Kocham Sasuke, ale to, jak traktuje Sakurę to lekka przesada (jej, nie sądziłam, że nadejdzie dzień, w którym będę bronić Sakury :D), aż mi się jej szkoda zrobiło, tak chciała mu tylko pomóc :c
    Cholernie podoba mi się to, co napisałaś, że byłoby dziwnie jakby nagle zaczął pałać miłością, w pełni się z tym zgadzam ;) Zawsze na blogach właśnie to mnie wkurzało, że nagle, ni stąd ni zowąd Sas to wielki romantyk :/ Dobrze, że u Ciebie tak nie będzie, to się nazywa prawdziwy blog <3
    Tak jakoś mi się w oczy rzuciło, że coś mało Twojego męża w opowiadanku ^^ Nie miałabym nic przeciwko jakby wrócił na chwilkę ;3
    Sheeiren, co Ty pierdolisz, że to, co piszesz nie ma sensu?! Ja żyję Dyarą i resztą rodzinki Sasuke! *-* Jesteś jedną z niewielu osób, która tak potrafi odzwierciedlić ich prawdziwe osobowości, serio. Nawet tak nie gadaj ;)
    Pozdrawiam i czekam na następną notkę ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Heh Sasuke tak trzymaj! XD Nienawidzę Sakury, za bardzo mnie irytuję i w niewielu blogach jest potępiana i to przez Sasuke xd
    Końcowa część mi się najbardziej podobała. Muzyka dała świetny nastrój. To jak pomógł temu chłopakowi. Na prawdę gdy zaczął krzyczeć ten biedak to miałam przed oczami małego Sasuke ;o
    Rozdział świetnie napisany, na prawdę na wysokim poziomie ;)
    Pisz kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  6. Na wstępie pochwale sie ze mama oddala mi telefon, ale musze poinformowac ze z tego wlasnie wzgledu ze czytam na nim rozdzial nie moglam wlaczyc muzyki ;__; no i jeszcze to brzydkie pismo bez polskich znakow ktorych tak cholernie nie chce mi sie klikac xD
    Kurde uwielbiam poczatkowe przemyslenia Sasuke, a po koncowce rozdzialu widze ze juz cos tam sie w nim zmienia, fajnie fajnie *.* ale jest mega chamski dla Sakury, ktora moim zdaniem jest dla niego za mila xD ubostwiam Mashiego i kurde oczekuje jakiejs pelnej zazdrosci akcj Sakura vs Mashi kiedy SasuSaku zacznie sie na dobre :D
    Pozdrawiam, buziaki! ;3

    OdpowiedzUsuń
  7. Nadrobione :)
    Prowadzisz ciekawa historię taką inną od wszystkich i jest w niej coś ciekawego co zachęca do czytania :)
    Co do tej notki.
    Nie pałam szczególna sympatia do Sasuke, nie że go nie lubię, po prostu no pół na pół :D
    Lubie Sakure nie wiem czemu pałam do niej sympatią, ale w twoim opowiadaniu ona jest zbyt miła a szczególnie do chamstwa Sasuke on jej ciśnie a ona przytulna jak baranek xD
    Muzyka w tle ? Rzadko się zdarza by była dobrze dobrana. W twoim przypadku była nawet dobrze dobrana. Nie lubię osobiście muzyki w tle no chyba, że jest idealnie dobrana to odtwarzam i się wkręcam :)
    Ale notka i tak świetna czekam na next :D


    OdpowiedzUsuń
  8. No więc...
    Zostałaś nominowana przeze mnie do nagrody The Versatile Blogger Award.
    [http://zycie-niemal-na-pewno-ma-sens.blogspot.com/p/the.html]

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział bardzo udany i pełny emocji, uwielbiam takie :) Co prawda, mało było tu Dyary, ale mam nadzieję, że pojawi się w następnym ;D Miałaś rację, podkłady muzyczne świetnie pasowały i warto było je mieć puszczone. Sasuke <3- tylko tyle mogę o nim napisać xd Mashi, lubie gejów a on to po prostu bomba xD Dyara, hmm.. szkoda że nie jest silniejsza, mam nadzieję, że udowodni temu Madarze, że jest idealna do klanu Uchiha a on niech się wypcha ^^
    Pozdrawiam i czekam na nexta :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Zostałaś nominowana do Liebster Award na sakura-fallen-in-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Sakura wreszcie wydoroślała.Ale Sasuke jest dla niej wredny. Przez to wnioskuję, że zostaną parą ;D Rozdzaiał jak najbardziej udany :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zostałaś nominowana do The Versatile Blogger Award! Wszystkie informacje znajdziesz na (http://uczucie-w-fairy-tail.blogspot.com/p/the-versatile-blogger-award.html)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten rozdział przerósł wszystkie inne. Niesamowicie dopasowałaś tę muzykę. Dwie pierwsze uwielbiam, wprowadzają w taki niesamowity klimat. Trzecia też wiele zrobiła. Liczę na to, że muzyka w tle będzie pojawiała się jeszcze częściej:)
    Tylko Sakura wydaje mi się teraz troszkę dziwna, wcześniej była taka nabuzowana i wkurzona a teraz taka troszkę się zrobiła za miła.

    OdpowiedzUsuń