sobota, 9 lutego 2013

Rozdział XXVIII


Dla Riny, która dość długo truła mi o ten rozdział ;)

Sasuke 
Jakbyś się czuł, gdyby w ciągu kilku minut twoje życie znów straciło sens? Po tym, jak już raz porzuciłeś część przeszłości, aby obrać inną drogę dowiadujesz się, że nie musiałeś?  Jakby nagle okazało się, że bezsensownie opuściłeś rodzinną wioskę, aby spełnić jedyny, najważniejszy i niepodważalny cel - zemstę? Gdy słyszysz głos swojej siostry, w którym jest tyle pozytywnych uczuć pod adresem jego? Osoby, której szczerze życzysz śmierci z własnej ręki? Od dawna marzyłeś, aby widzieć jak kona, aby czerpać nieprzysłowiową przyjemność z jego bólu i cierpienia. Porzuciłeś wszystko, zaprzepaściłeś możliwości na normalną przyszłość. Dlaczego? Aby uspokoić sumienie, coś komuś udowodnić. Ciężkie lata treningów, na których wylewałeś litry krwi i potu poszły na marne! Jakbyś się wtedy czuł? Na pewno nie gorzej niż ja w tym momencie.
Stałem na korytarzu, opierając się o ścianę. Słyszałem jej głos, który co chwila się załamywał oraz ciche westchnienia Sakury, które następnie przerodziły się w cichy płacz. Ona miała czelność ryczeć?! Może jeszcze jak mnie spotka, to zacznie składać mi kondolencje?! Ona nic nie rozumie! Nie może rozumieć! Nie przeżyła tego, nie widziała, jak ginęli jej rodzice! Nie wytrzymałem. Bez pukania otworzyłem drzwi na oścież, po czym wszedłem do jej pokoju. 
- Jak mogłaś mnie tak okłamać! Pytam się kurwa, jak?! - natychmiast znalazłem się przy siostrze, łapiąc ją za koszulę - wytłumacz mi to! - zacząłem nią potrząsać,  odruchowo aktywując sharingan'a.
- To nie jej wina... - powiedziała cicho Sakura, nie dopuszczając Dyary do głosu.
- Co ty o nas wiesz?! Nic! Nie masz o niczym pojęcia! - odwróciłem się w jej stronę - nawet nie waż się ryczeć na moich oczach Haruno. Nie zdajesz sobie sprawy, o czym mowa... - warknąłem zwracając się ponownie do siostry - wyjaśnisz mi to, czy już od razu mogę cię zabić? - docisnąłem ją do ściany, tak jak kiedyś w domu. Co ona tam robiła? Przeglądała rodzinne albumy i on tam był...
- Sasuke, daj mi to wytłumaczyć - wycharczała, ledwo co łapiąc powietrze do płuc.
- Od początku wiedziałem, że coś z tobą jest nie tak! Przyjęłaś wiadomość o ich śmierci tak spokojnie! Od razu powinienem cię zabić. Razem z Itachi'm zniszczyliście mi życie! - puściłem ją. Dziewczyna upadła na podłogę z głośnym jękiem. Kucnąłem i skierowałem jej twarz w swoją stronę. Patrzyła na mnie czarnymi, zaszklonymi, szeroko otwartymi oczami. Bez skrupułów wprowadziłem ją w genjutsu. Przez krótką chwilę starała mi się przeciwstawiać. Jej próby były jednak bezskuteczne.
***
Dyara 

Podkład
PS. Gdy muzyka się skończy, zamknijcie stronę, aby nie słyszeć pozdrowień autora piosenki.
Nie, nie, nie! Nie tak to miało wyglądać! Trzymałam się za obolałą szyję, desperacko próbując złapać oddech. Ślady po jego dłoniach zaczęły mnie piec. Poczułam się tak samo słaba i bezbronna, jak tamtego wieczoru… Kiedy też nic nie mogłam zrobić.
W jego świecie, znajdowałam się sama w naszym rodzinnym domu. W pokoju, gdzie zamordowano moich rodziców. Te same szafki, meble i cisnące się do głowy wspomnienia… Zamknęłam oczy, a gdy je otworzyłam, nagle pojawili się... Właśnie oni,  na tych samych miejscach co zawsze. Tata siedział na wielkim, czarnym fotelu wpatrując się w krajobraz za oknem. Mama natomiast nieopodal na ciemnej kanapie, przeglądała gazetę, nucąc sobie pod nosem kołysankę, którą słyszałam każdej nocy przed snem:
Dobranoc mój aniele, czas zamknąć oczy,
I zostaw swe pytania na inny dzień.
Myślę, że wiem, o co chcesz mnie zapytać.
Myślę, że wiesz, co próbuje powiedzieć.

Obiecałam, że nigdy Cię nie opuszczę,
I powinnaś zawsze to wiedzieć,
Gdziekolwiek pójdziesz,
Nieważne gdzie jesteś,
Nigdy nie będę daleko…

Patrzyłam na nich, nie mogąc wydusić z siebie słowa. Zostawiłam swe pytania na inny dzień. Nie miałaś pojęcia, o co chciałam zapytać oraz co próbowałam powiedzieć. Obiecałaś i zawiodłaś, zostawiłaś mnie. Jesteś daleko mamo. Nawet nie wiesz, jak bardzo daleko…
Oni byli tuż obok mnie, a ja nawet nie mogłam się do nich odezwać. Nagle tata uniósł głowę i gestem kazał mamie zamilknąć. Jej piękny śpiew ustał, a ja tak bardzo chciałam wysłuchać piosenki do końca. Bezszelestnie wstał i podszedł do szafki, na której leżała jedna z wielu katan rozłożonych po całym domu. Złapał za rękojeść miecza i odwrócił się przodem do mamy. Ona przestraszona, z rękoma przyłożonymi w okolice serca wpatrywała się w męża. Fugaku podszedł do żony i złożył krótki, ale czuły pocałunek na jej ustach. W jej oczach błyszczały łzy, gdy patrzyła za odchodzącym w głąb domu ojcem. Pierwsza myśl, która nasunęła mi się na ten widok? Oni wiedzieli, wiedzieli co ich czeka i byli na to przygotowani...
- Itachi. Wiem co powiedziała ci Rada, ale to nie prawda - usłyszałam przepełniony mnóstwem uczuć głos ojca, dochodzący z sąsiedniego pomieszczenia.
- Milcz - rzucił mój brat. Gdy ostatnia głoska tego słowa została wypowiedziana, klinga zderzyła się z klingą. Wstałam, podeszłam do sofy i ułożyłam się obok matki. Chciałam położyć głowę na jej kolanach i znów poczuć matczyne ciepło, którym kiedyś tak często byłam obdarowywana, lecz ta nie widziała mnie, więc tym samym ignorowała, zadając mi ból, który wcześniej po prostu wyparłam ze swojej świadomości.
- Aaaa! - ryk ojca przeszył powietrze. Po chwili dało się słyszeć odgłos uderzenia kolanami o parkiet - Itachi nie będę z tobą walczył pełnią moich sił. Nie spalę całej dzielnicy pełnej ludzi! - krzyknął. Oni znajdowali się w korytarzu, a my z mamą w pokoju gościnnym. Nie widziałam tej nierównej walki, lecz w mojej wyobraźni rozgrywał się prawdziwy dramat...
- Tu już nikogo nie ma. Wszyscy nie żyją - zimny głos Itachi'ego wywołał u ojca jęk, a u matki siedzącej obok mnie głęboki oddech. Włożyła dłoń do ust i zacisnęła zęby, aby tylko nie krzyknąć.
- Co znaczy, że nie żyją? - podniosłam się i skierowałam do nich. Ojciec klęczał przed synem, z kataną przyłożoną do szyi.
- Wstań - to ten głos. Ten, który nieustannie nęka mnie w koszmarach, który straszy po nocach.
- Nie - mój ojciec zmienił strategię. Zaprzestał prób tłumaczenia się, przechodząc do swoistej defensywy - jeśli mam zginąć, daj mi zejść z tego świata z honorem - stałam w drzwiach, nie mogąc wejść do środka – daj mi broń. Wolę popełnić harakiri, niż zginąć z twojej ręki, synu.
- Chyba śnisz - warknął i kopnął ojca w klatkę piersiową. Ten z głośnym krzykiem upadł na plecy. Z jego ud trysnęła krew. To dlatego nie mógł wstać. Itachi przeciął mu mięśnie i ścięgna...
- Idź! - ryknął. Nie rozumiem. Dlaczego on się nad nimi tak pastwi. Gdy, gdy ja mu towarzyszyłam nie zachowywał się tak bezdusznie wobec innych Uchihów. Robił to niczym prawdziwy shinobi na misji, cicho i szybko. A tutaj? On się nad nimi znęca...
Chłopak złożył pieczęcie i razem z ojcem teleportował się do pokoju, w którym siedziała sparaliżowana strachem matka. Najszybciej jak tylko potrafiłam, przemierzyłam korytarz i znalazłam się razem z nimi.
- Idź do niego! - wrzasnął Itachi, wskazując na Mikoto. Ona zlękniona i przerażona widokiem zmasakrowanych nóg męża oraz jego spuszczonej z rezygnacją głowy posłuchała natychmiast. Klęczeli naprzeciwko siebie, patrząc na drugiego ze świadomością, że to już ostatni raz.
- Spełniłeś misję Itachi? - powiedziała matka, z trudem tamując szloch. On na to uśmiechnął się złowrogo, obracając w dłoniach zakrwawioną katanę.
- Wy-wybaczcie mi – szepnął, zaciskając oczy.
Nagle usłyszałam, jak otwierają się drzwi wejściowe, a następnie tupot małych stóp dziecka.
- Mamooo! - Sasuke krzyczy, biegając po całym domu - tatoooo!
- Musiałem.
- Na co czekasz? – odparł tata, z trudem łapiąc żonę za rękę.
- Mamoooo! – Sasuke się nie poddawał i biegał od pokoju do pokoju.
- Miałem zabić tylko ciebie ojcze – zaśmiał się sceptycznie – ale wybiłem jednak wszystkich – wstał i odwrócił się w stronę małego braciszka, który z przerażeniem wymalowanym na twarzy stał w drzwiach, nie mając siły, aby się odezwać. Grał, jestem pewna, że teraz grał.
- To nie musi się tak skończyć – warknął Fugaku, gdy zaczął formować pieczęcie. Widok dziecka tak na niego podziałał?
- Powiedziałem, milcz! – w tym momencie odciął ojcu ręce, aby nie mógł wykonywać znaków. Jego krzyk… był najgorszym i najbardziej przykrym odgłosem, jaki kiedykolwiek słyszałam.
- Itachi? – spytał niepewnie Sasuke, postępując krok do przodu. Stał obok mnie, na wyciągnięcie ręki. Nie chciałam dłużej na to patrzeć. Wybiegłam z pokoju, chcąc skierować się do wyjścia, lecz trafiłam na barierę. Mogłam tylko obserwować…
- Mój mały, głupiutki braciszku – przywitał się i wbił ojcu katanę prosto w serce. Mikoto widząc bezwładne ciało męża, złapała je i zaczęła głośniej płakać.
- Uciekaj Sasuke, uciekaj! – krzyczała przez szloch.
- Co ty zrobiłeś?! – wrzasnął mały i ze łzami w oczach pobiegł na brata, który natychmiast powalił go na ziemię.
- Jesteś za słaby braciszku. Za mało w tobie nienawiści – po tych słowach rzucił nim o ścianę.
- Nienawidzę cię! – gdy wstał, znów rzucił się w stronę Itachi’ego.
- Jestem twoją największą przeszkodą, którą za wszelką cenę musisz pokonać – odparł i zgrabnie przerzucił chłopaka przez plecy, ponownie go wywracając. Tej nierównej walce, towarzyszył szloch matki, która już po prostu nie wytrzymała – a teraz patrz – złapał mamę za włosy. Pomimo jej błagalnego spojrzenia, mruknął jej do ucha – żegnaj – i jednym pchnięciem przebił ją kataną, zrywając tym samym naszyjnik z jej szyi. Moment. Mama nie dała go Imrin, to Itachi jej go zabrał…
- Nie! – z gardła Sasuke wydostał się ryk. Łzy ciekły mi po policzkach, kiedy patrzyłam na tę scenę. Itachi, któremu wybaczyłam i ponownie zaufałam, który uczył mnie w przestrzeni nowych technik, który obiecał Naruto pokój, okłamał mnie i bestialsko zabił moją rodzinę.
- Mój mały, głupi braciszku. Jeśli chcesz mnie zabić, nienawidź mnie, nie cierp mnie, a teraz uciekaj, uciekaj i żyj, żyj w hańbie… - w momencie, gdy Itachi skończył wypowiadać to zdanie, za oknem uderzyła błyskawica, przecinając ciemne niebo, jasną i złowrogą kreską, wytwarzając okropny grzmot. Przerażony Sasuke zaczął cofać się w stronę drzwi.
Zabierz mnie stąd, zabierz! Już dość zobaczyłam!
Brat był jednak głuchy na moje wołania…
- Zawsze pragnąłeś być lepszy ode mnie. Właśnie dlatego pozwoliłem ci żyć… dla mojego dobra – z  tymi słowami zaczął zbliżać się do Sasuke, który już jawnie uciekał. Gdy oboje opuścili budynek, a drzwi wejściowe zatrzasnęły się z głuchym łoskotem, wróciłam do realnej siedziby Sasuke.
To, co zobaczyłam wstrząsnęło mną do reszty, lecz ja też swoje widziałam i nie dałam się tak łatwo złamać. W pomieszczeniu było ciemno, ale spojrzenie Sakury i jej kręcenie głową na nie... Wiedziała, co chciałam zrobić. Jednak pomimo emocji, które mną targały, natychmiast uruchomiłam sharingan’a i we własne genjutsu wciągnęłam brata. Nie stawiał oporów, chciał zobaczyć to, co miałam mu do przekazania…
Pokazałam mu wszystko, od momentu, gdy weszłam do pokoju Itachi’ego. Cała moja rozmowa z nim i moment omdlenia. Słowa, które wypowiedział, podczas tej rzezi zapamiętałam bardzo dobrze. Sasuke usłyszał wszystkie, co do joty. Nie przerywał mi, nie chciał uciec iluzji, a mógł to zrobić w każdej chwili. Pomimo ciężkich treningów i rangi jounin’a, nie mogłam się z nim równać.
Każdy dom, po kolei. Trwało to dość długo, a moja chakra kończyła się coraz szybciej. Połowę oddałam Sakurze, więc byłam już bardzo słaba. Zamglone spojrzenie mojego brata i jego ręce, które opadły wzdłuż tułowia mówiły wszystko. Nie potrzebowaliśmy słów, aby idealnie się porozumieć. Czuliśmy to samo, przynajmniej tak mi się zdawało.
Pamiętam, że wyparłam z siebie wszystkie negatywne emocje, które żywiłam po masakrze. Po prostu zamknęłam się na nie i nawet nie byłam zdolna do płaczu, nie to co teraz.
- Kai – szepnęłam i po chwili znów znaleźliśmy się w kwaterze. Sasuke kucał obok mnie, wlepiając nieobecny wzrok w punkt na ścianie. Może mnie teraz uderzyć, pobić, nawet zabić jeśli zechce. Należy mi się. Nie jestem warta, aby wieść normalne życie, jeśli tak dużą jego część poświęciłam kłamstwom.
Uniósł rękę i już chciał mnie uderzyć z otwartej dłoni, gdy Sakura go za nią złapała.
- Spierdalaj Haruno – warknął i rzucił nią do tyłu. Ona jedynie jęknęła cicho, lądując na posadzce, lecz już się nie odezwała. Brat znów się zamachnął, lecz uderzył pięścią w ścianę obok mojej głowy – masz szczęście, D… - moje imię nie przeszło mu przez gardło. Jego sharingan lśnił w tym ciemnym pomieszczeniu, napawając mnie jeszcze większym lękiem. On po chwili zamknął jednak oczy i wstał – masz być zdrowa jak wrócę – rzucił do Sakury i wyszedł trzaskając drzwiami. Czy jej też się dostanie? Przecież ona nie ma już chakry, aby się uleczyć, a ja nie mogę jej ofiarować swojej.
Siedziałam w tej pozycji dość długo. Sakura również nie wstała, nawet nie kiwnęła palcem. Znała mnie na tyle aby wiedzieć, że lepiej zostawić mnie teraz w spokoju, samą. Za każdym razem, gdy zamykałam oczy widziałam udręczoną twarz mamy i mojego tatę pozbawionego rąk, który z żałością spoglądał na żonę, wiedząc, że zawiódł. Te obrazy nie chciały mnie opuścić, w każdym cieniu widziałam ich, w każdym dźwięku słyszałam ich krzyk.
Machinalnie podniosłam się i podeszłam do dziewczyny. Wyciągnęłam rękę w jej stronę, a ona po chwili podała mi swoją. Przekazałam jej resztki chakry, które jeszcze w sobie miałam. Pozostawiłam sobie naprawdę niewiele. Tyle, aby o własnych siłach dojść do pokoju i położyć się spać. Podeszłam do drzwi i zatrzymałam się na chwilę, kurczowo ściskając zimną klamkę. Znów to wszystko do mnie napłynęło, lecz ze zdwojoną siłą. Nerwowo potrząsnęłam głową, chcąc się tego pozbyć. Musiałam zrobić to samo, co po ich faktycznej śmierci – zamknąć się na te uczucia. Te, które chcąc mnie zniszczyć, czyli wszystkie.
Otworzyłam drzwi i chwiejnym z wyczerpania krokiem zwróciłam się w stronę mojego pokoju. Po kilkudziesięciu krokach znalazłam się na miejscu i weszłam do środka. Raito siedział na łóżku opierając się o ścianę.

- No i jak? – spytał z pełną buzią, jedząc kanapkę.
- Nijak – bąknęłam i zdjęłam z siebie pas, który po chwili wylądował na szafce nocnej.
- Co jest? – odstawił talerz i wstał z łóżka.
- Powiedziałam, że nic – warknęłam i poszłam do łazienki, zamykając się od środka. Przywitały mnie lekko zapleśniałe, białe kafelki, mały prysznic i zlew do kolekcji. Oparłam się na nim patrząc w lustro, ale zamiast siebie, widziałam matkę.
- Dyara – Raito próbował wejść, ale na próżno – Dyara! – powtórzył głośniej. Ja jedynie nadal patrzyłam w swoje odbicie – opowiedz mi o wszystkim – zszedł z tonu i oparł się o drzwi, czemu towarzyszył głuchy odgłos.
- Nie – warknęłam wściekłym głosem, cicho płacząc jednocześnie. Opuściłam głowę i zacisnęłam oczy. Chciałam tylko zapomnieć…
- Dyara… - mruknął żałośnie – możesz mi zaufać – po tych słowach odkręciłam kurek z zimną wodą i opłukałam sobie nią twarz. Chciałam tylko wymazać te wspomnienia…
Wytarłam twarz ręcznikiem i zdjęłam spodnie, zostając w samej koszuli, która i tak sięgała mi do połowy ud. Popatrzyłam znów w lustro i widziałam tam tylko matkę. Naszyjnik na mojej szyi jeszcze bardziej mi o tym przypominał i dołował jednocześnie. Chciałam tylko, żeby to zniknęło…
Rzuciłam ubranie w kąt i wytarłam policzki, aby pozbyć się łez. Te jednak jak na złość napływały cały czas, coraz to nowsze. Wściekła na siebie za swoje słabości skierowałam się do drzwi. Otworzyłam zamek i natychmiast pokój stanął dla mnie otworem, prócz Raito, który zagradzał mi drogę.
- Dyara – nie patrzył na mnie z litością. Wiedział, że tego nienawidzę i nigdy nie pokocham. Stał jedynie z założonymi rękoma, wlepiając we mnie stanowczy wzrok. Zacisnęłam pięści i cała spięta minęłam chłopaka.
- Nic ci nie powiem. Przywiązanie jest ograniczeniem samego siebie – odparłam, będąc odwrócona do niego tyłem. On na to jedynie spuścił głowę. Nie próbował mi wyperswadować swojego zdania. Zdawał sobie sprawę, że ja wiedziałam lepiej i byłam tego pewna. Odwrócił się przodem dopiero, gdy zrzuciłam kołdrę na podłogę, aby tam spać.
- Ty chyba żartujesz – cóż za nagła życzliwość i pomoc, jak mi miło. Szkoda, że teraz a nie sześć lat temu. Nie zauważając mojej reakcji, której oczywiście nawet nie było, powiedział – ja będę spał na podłodze - zgodnie z jego słowami szybko wrzuciłam kołdrę z powrotem. Co chwilę przecierałam oczy, rękawem koszuli, który był już całkowicie mokry. Zrezygnowana położyłam się na łóżku, jak najbliżej ściany i ścisnęłam poduszkę, jak zawsze, gdy byłam mała. Pomagało mi się to uspokoić.
Raito położył się na prowizorycznym posłaniu, zrobionym z jego ubrań. Nie zwracałam na to jednak uwagi. Byłam zbyt pochłonięta swoją bezsilnością i uczuciem bycia żałosną i zbędną, aby mnie to obchodziło. Długo płakałam, bo nie potrafiłam się opanować. Przysięgłam sobie kiedyś, że już nigdy tego nie zrobię. Dlaczego? Przecież nie spotka mnie już nic gorszego od tego dnia. A jednak. Znów przeżyłam ten dzień. I będę go przeżywać każdej nocy w snach.
Gdy mój oddech się wyrównał, w końcu mogłam już spokojnie poukładać myśli. Rozluźniłam uścisk, którym darzyłam biedną, puchową poduszkę. Podkuliłam pod siebie nogi, chcąc bardziej się ogrzać. Nagle poczułam, że materac ugina się pod ciężarem drugiej osoby. Nie chciałam go tu, nie chciałam go już w ogóle. On też mnie zdradzi. Zauroczy, pobawi i zostawi kompletnie samą, jak każdy. Położył się i przysunął w moją stronę. Sakura też ode mnie odejdzie. Nakrył się kołdrą. Dla Sasuke jestem nikim. Jego ręka zawędrowała, aby mnie objąć, lecz ja jedynie spięłam się, czując jego dotyk oraz nie odwzajemniając jego gestu. On też mnie porzuci, jak zabawkę. Każdy rodzi się, by kiedyś umrzeć. Co za różnica kiedy? Itachi jest ... Przytulił mnie, przyciągając siebie.
Tak robiła mama, dokładnie tak samo. Jej ramiona chroniły mnie przed wszystkim, a ja pełna ufności wtulałam się w nie tyle, ile tylko mogłam. Ponownie wybuchłam płaczem, zaprzepaszczając wszystko, co udało mi się przez ostatnie kilkadziesiąt minut osiągnąć. Raito jedynie jeszcze mocniej objął moje ciało, które wbrew mojej woli rozluźniło się i pozytywnie zareagowało na jego dotyk. Odwróciłam się do niego przodem, zastanawiając się, dlaczego to robi, jeśli i tak mnie zostawi?
Patrzyłam się w jego oczy, próbując znaleźć odpowiedź, na nurtujące mnie pytanie.
- Śpij już – szepnął i pocałował mnie w czoło. Ciepło rozlało się po moim ciele, a ja wtuliłam się tors chłopaka chcąc zapomnieć. Ja chciałam jedynie zapomnieć…
***
Itachi

Sześć lat przebywasz w innej rzeczywistości, w świecie innych wartości i przekonań. Przez cały ten czas szukasz siebie. Próbujesz odnaleźć to w co wierzysz, to kim jesteś. Doszukujesz się celu swojego życia. Dlaczego walczysz? Dlaczego zabijasz? Dlaczego kochasz? Te pytania trzymają się ciebie i za nic nie chcą puścić. Ciągle o sobie przypominają. A ty? To po prostu nie masz pojęcia, co mógłbyś na nie odpowiedzieć…
Każdy człowiek żyje, wierząc w to co wie oraz w to, czego doznaje. Sumę tych doświadczeń zwie rzeczywistością. Lecz wiedza i poznanie to pojęcia niejednoznaczne, są niczym więcej jak tylko ułudą, iluzją wykreowanego przez siebie świata.
Czym jest mój świat? To życie w Konoha sześć lat temu? To tułaczka w Brzasku? A może coś pomiędzy? Będąc w Akatsuki, miałem w sobie tylko jedną część starego siebie – moje rodzeństwo. Co z nimi?
Nasz klan od zawsze różnił się od reszty. Bardziej stanowczy, pewny siebie i wbrew pozorom bardzo podatny na uczucia. Nie jest to oczywiste, ale wystarczy dobrze przypatrzeć się naszej historii, przypatrzeć się nam. Sasuke wybrał nienawiść. Inaczej. Ja mu ją narzuciłem wiedząc, że poprowadzi go do mocy – miałem rację. Dyara? Ona potrzebowała czegoś innego, kompletnie przeciwnego i potrzebuje nadal. Nie bez powodu uratowałem kiedyś tego chłopaka w lesie. Już wtedy wiedziałem, do czego będzie mi potrzebny. Nie musiał się z nią zapoznawać, bo miał to już za sobą. Zaufanie? Przyjdzie z czasem. Trenowałem Raito, aby w przyszłości mógł ochronić moją siostrę. Teoretycznie była przy niej Sakura, lecz prócz siły pobranej z chakry i tych snów, nie ma w sobie nic specjalnego.
Cały czas zastanawiam się, czy dobrze postąpiłem. Wiedziałem, że się rozdzielą, że Sasuke ucieknie, a Dyara pozostanie w Konoha. Mimo to nie przerwałem swoich działań. Czy to wszystko osiągnęło zamierzony cel? Ja zgubiłem swą ścieżkę, zamotałem się w tym wszystkim. Bycie sobą w otoczeniu morderców, zdrajców i gwałcicieli dla młodego chłopaka jest irracjonalne i nie do osiągnięcia. Wbrew sobie musiałem się zmienić. Zmienić, aby przeżyć. 
Imrin jest podporą, dzięki której jeszcze się trzymam. Która budzi we mnie szczątkowe człowieczeństwo, nie pozwala spaść na dno. Jestem jej za to wdzięczny, ale wiem, że przynoszę jej tylko cierpienie.  Ostatnio zdarza się to nader często. Może powinienem kazać jej odejść?
- Przestań się zadręczać – powiedziała kobieta, stojąc w drzwiach balkonowych. Opuściłem głowę i zaśmiałem się cicho.
- Nie zadręczam się – wyrzuciłem papierosa za barierkę i oparłem się o nią na łokciach, spoglądając w niebo. Ona tylko westchnęła i podeszła bliżej. Od kilku minut wiedziałem, że mi się przyglądała, ale czy było w tym coś złego?
- Przestań zaprzeczać – swoimi drobnymi dłońmi oplotła mnie w pasie, wtulając się. Razem z nią przywędrowała woń jej perfum. Nigdy nie potrafiłem zdefiniować ich zapachu. Były wszystkim, ale jednocześnie niczym.
- Czemu tu jesteś? Czemu nie odejdziesz? – zapytałem cicho, wpatrując się w zapadające w sen miasto – co cię tu trzyma?
Między nami zapadła cisza. Słyszałem tylko jej przyśpieszony oddech. Rozluźniła uścisk i zwinnie przemknęła obok, znajdując się naprzeciwko, pomiędzy moimi rękoma, opartymi o barierkę. Położyła dłonie na mojej klatce piersiowej, nachylając się.
- Nie zadawaj głupich pytań, Uchiha – mruknęła i pocałowała, a ja znów wiedziałem, że żyję. Chociaż na chwilę…

***
Ohayo wszystkim.
Ten rozdział jest dość dołujący. Ostrzegałam, że nie będzie miło. Przyznam się szczerze, że łatwiej opisuje mi się smutne wydarzenia, porównując do tych radosnych. Czemu? Nie mam pojęcia.
Uważam, że ta jest całkiem, całkiem. Po prostu mi się podoba - to chyba pierwszy raz, odkąd  piszę...
Proszę was o komentarze. Zajmie wam to kilka minut. Apeluję do anonimowych czytelników. Naprawdę zależy mi na waszych opiniach.
Dziękuję za to tym, którzy są ze mną i doceniają to, co robię.
Właśnie zaczęłam ferie, więc może coś wykombinuję? ;>
PS.Tekst kołysanki, którą śpiewała mama rodzeństwa pochodzi stąd.

Bywajcie!

05.12.2013r
Uhuhu. Aj lajk it. Ta historia zaczyna mieć sens B|

20 komentarzy:

  1. Ależ nie ma za co ^^ Polecam się na przyszłość :)
    Teraz to mam ochotę zabić Sasuke. Niech tylko spróbuje zrobić coś Dyarze...
    (O, Twój mąż jako podkład? xD)
    Ta muzyka... Te genjutsu... No prawie się poryczałam! Czytałam to z szeroko otwartymi oczyma i po prostu chłonęłam tekst.

    Sasuke, Ty skurwysynu! Mam już dwójkę Uchihów do zabicia i zmaltretowania, ugh...
    No i kolejny fragment, gdzie miałam ochotę się poryczeć! Biedna Dyara...

    Itachi... Faktycznie, chłopak się pogubił. A do tej Imrin mam mieszane uczucia... Może to ona go tak gubi? Sama niem wiem... Do tego ta muzyka (a jednak z Naruto xD)

    Wspaniały obrazek na końcu :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. ...


    Właśnie się pomalowałam bo zaraz wychodzę i czytając ten rozdział musiałam z całej siły zaciskać zęby żeby się nie popłakać i nie rozmazać. To ja jestem taką beksą, czy ty tak genialnie opisujesz uczucia? Hmm chyba obydwa. Wiem, że jesteś moją kochaną gimbazjalistką, ale opisy w tym rozdziale były jak stworzone przez człowieka który ma już setke na karku i całe życie za sobą. I mówię teraz całkowicie poważnie, to był chyba najlepszy rozdział! Pomijając już te cudowne opisy uczuć i emocji to z tą akcją pokazaną przez Sasuke w genjutsu.. Rozwaliłaś mnie całkowicie! Kto by się spodziewał, że Itachi odwali takie coś? A może to tylko kłamstwo, tajemnica tajemnice tajemnicą pogania xD No i ten końcowy fragment z perspektywy Itachiego.. Ja już kurna nie wiem czy jest zły czy dobry, zagubiony czy co.. Uchh matko takie to zagmatwane a ja bym już chciała wszystko wiedzieć xD
    No i plus za muzykę, która dodatkowo działa na wyobraźnię, oglądałaś Hobbita? Moim zdaniem rewelacyjny film i czekam na dalsze części, chociaż większość opinii z jakimi się spotkałam były negatywne.
    Cieszę się, że Raito ją tak pocieszał i nie opuszczał nawet jeśli ona go odrzucała, no i jak teraz będą wyglądać relacje Sakury i Sasuke po tym jak się tak na nią wydarł ;>
    Achhh tyle pytań, mam nadzieję dostać na nie szybko odpowiedzi! :D
    Pozdrawiam, buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Itachi to kwestia sporna ]:->
      Hobbit? Całkiem niezły film, lecz dla mnie trochę za długi i akcja została za bardzo rozciągnięta. Ale pomijając to, był fajny :P
      Nie umiem opisywać romantycznych scen, więc SasuSaku będziw wyglądało pewnie dość dziwnie xd

      PS. Raito to mój wymarzony facet xD
      Konkuruje z nim tylko Shen na Kin xdd

      Pozdrawiam i dziękuję :P

      Usuń
  3. Rozdział ci się podoba i nic dziwnego. Jest świetny. Powtórzę to jeszcze raz; twój styl pisania się znacznie poprawił. Z przyjemnością chłonęłam każde kolejne słowo. Nie wzruszyłam się do łez, ale wczułam w klimat i teraz jestem trochę nachmurzona (xD). Napisałaś, że łatwiej pisze ci się smutne i dojmujące wydarzenia. Ech, mogę tylko pozazdrościć. Ja mam z tym problem od zawsze. Tobie wyszło świetnie. Ciężko mnie wzruszyć, zwłaszcza, gdy czytam. Choć przyznam, że muzyka bardzo wiele tutaj pomogła.
    Sasuke był tutaj naprawdę okrutny i aż sama się zdziwiłam jego postępowaniem. Przez cały blog nie wydawał mi się taki bestialski, jak w tym rozdziale. Biedna Dyara, biedny Itachi... Jesteś autorką, tworzysz ten świat, weź dla odmiany podaruj im olbrzymi tort truskawkowo-czekoladowy! XD Jestem pewna, że nawet Sasuke nie pogardzi! Może chociaż na chwilę zapomni o wszystkim co złe. (Jestem pokręcona, wiem xd)

    I jestem też czepliwa. Były bowiem takie dwa fragmenty, które trochę zbiły mnie z rytmu czytania. Właściwie nie mama prawa mieć do tego pretensji, to zależy od ciebie czy używasz takich słów w opowiadaniu, czy nie, ale mimo wszystko czytając początek już zaczęło rosnąć moje uznanie do ciebie. Sasuke tak pięknie się wypowiadał, aż tu nagle "Ciężkie lata treningów, na których wylewałeś litry krwi i potu poszły się jebać!" No cóż... sama kiedyś nieustępliwie pisałam wiele przekleństw, bo jak wiadomo, one pozwalają nam szybko wyładować emocje, ale od niedawna trochę mnie drażnią.
    "- Ty chyba żartujesz – hahahahah, cóż za nagła życzliwość i pomoc." hahahahah? No tu mnie zdziwiłaś xD Przecinki wiele by tutaj zdziałały.

    To tyle. Stajesz się coraz lepsza i widać, że bardziej poświęcasz się temu opowiadaniu. Pozdrawiam, życzę weny i samych sukcesów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wszystkie uwagi. Możesz być pewna, że wezmę je sobie do serca ;)
      W kolejnej notce się poprawię, obiecuję :D
      Nad tym tortem się zastanowię ]:-> to jest niegłupi pomysł, może jakiś "łanszot" xd

      Sasuke był okrutny, ponieważ tak zadziałały na niego informacje o Itachi'm. Wcześniej był znośny, bo długo nie miał o nim żadnych wiadomości. Powinnam to gdzieś dopisać...

      Dziękuję za komentarz i obiecuję poprawę ^^

      Usuń
  4. Przeczytane ;D Ciekawa notka choć smutna, bardzo XD ale nie dałaś rady pobudzić moich łez xD
    Jednak od początku, Sasuke to dureń, jak może się tak znęcać nad siostrą? ona miała swoją wersje, którą jej wpojono, nie jej wina =.= (Przekaż Saskowi xD)
    Jednnak ta jego wersja O.O Bardzo kontrowersyjna, ciekawe czy to prawda, czy znowu jakaś sztuczka z tym się wiąże :P Fajnie, źe zadbałaś o te szczegóły typu naszyjnik Mikoto :) Fajnie wprowadza w taką intrygę i niestety stawia Itasia i bIrmin w złym świetle :(
    Raito to strasznie czuły facet, widać, że dobrze zna Dyare skoro nie próbje w żaden sposób wpłynąć na jej sposób myślenia ;) w ciszy pozwala jej się wypłakać xD
    Ta scenka, kiedy ją objął, a ona tak w myślach porównała to do czułości matki - słodziutkie, jeszcze to rozpłakanie się, nie ma co, mój lubiony wątek xD
    No i Itaś... szkoda słów, tak bardzo spadł we moich oczach, że go nie wybronisz xD no chyba, że cofniesz swoje niecne zamierzenia XD (niecne - feel like Dundersztyc xD)
    Chociaż trzeba przyznać, jego miłość do Irmin wydaję się bardzo prawdziwa :)
    No to czekam na następną notkę ;D Pozdrawiam i życzę weny ;D;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Nareszcie, nowa notka <3
    Szczerze? Jeden z najpiękniejszych i najsmutniejszych rozdziałów, jakie miałam okazję czytać (u mnie te dwa zazwyczaj się łączą xd)Naprawdę, rozdział był po prostu piękny, trudno mi to inaczej nazwać..
    Ach, ten Itachi... sama nie wiem już, co o nim myśleć, zrobiłaś mi z nim wodę z mózgu ;) Z jednej strony: jak mógł zrobić coś takiego, ale z drugiej... kto by się nie pogubił wśród tego zła ;_; Podobnie jak ktoś wcześniej stwierdził, nie jestem pewna, czy można ufać tej Imrin, oj, podejrzana coś jest, to chyba ona mu miesza ;> no ale to wszystko jeszcze wyjdzie w praniu, mam nadzieję :3
    Och, i ta wzruszająca troska Raito... to było coś wspaniałego. Gdyby wszyscy faceci byli tacy troskliwi i opiekuńczy jak on świat byłby pięknym miejscem *-* wspaniale wykreowałaś tego pana, wyrazy uznania ;)
    łohohoho, Sasuke nieco się zdenerwował, mógłby trzymać na wodzy nieco te swoje emocje, drań jeden ;_; no ale to Sasuke, czego się po nim innego spodziewać xd
    Moja ulubiona scena - oczywiście Dyara i Raito, naprawdę wielki ukłon w Twoją stronę, nie można było tego lepiej napisać *-*
    Błędów stylistycznych czy ortograficznych nie będę wypominać, bo sama mam ich tonę, a poza tym ich nie dostrzegam za bardzo ;)
    czekam z niecierpliwością na następną notkę :3
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Matko jaki ze mnie leń >< Nie masz pojęcia od jak dawna czytałam tego bloga i wstyd się przyznać, ale skończyłam dopiero teraz. Mogę być już na bieżąco co mnie cieszy ^^ Teraz oczywiście będę komentowała twoje rozdziały, więc zaczynamy od dzisiaj. Tak więc. Notka na prawdę wzruszająca. Mnie trudno doprowadzić do łez, ale i tak przyznam, że stworzyłaś świetny nastrój :) Zachowanie Sasuke mnie dobiło ;o poniosło go, przyznaję, ale co się dziwić skoro tyle rzeczy się dowiedział o Itachim.
    O matko oddaj mi Raito, chcę takiego męża, wiem, że się zgodzisz, dziękuję *.*
    No co tu więcej napisać.... Czekam na kolejną notkę i przepraszam, że jestem patentowanym leniem i nie mogłam się wyrobić z czytaniem ;c
    Pozdrawiam serdecznie i życzę duuużo weny ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. A to Skurwysyn! Ale bardzo ładnie opisałaś, tą krwawą rzeź. Dobrze się czujesz w drastycznych opowiadaniach widzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i swoją drogą to dogoniłam opowiadanie i jestem z tego powodu bardzo zadowolona :)

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ostatnio jestem zabiegana i robię rzecz straszną mianowicie czytam ale nie komentuje.
    W tym rozdziale ograniczę się do pochwalenia notki gdyż jest świetna. Obiecuję że od następnej będę pisać coś więcej.

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej, dzięki za pozytywną opinię na maze-of-lies-sh. Widzę, że posiadasz niesamowity blog <3 W ciągu najbliższych dni z chęcią się z nim zapoznam, bo jak na razie muszę nadrobić zaległości w czytaniu wielu innych, co mocno mnie dobija. Na moim blogu pojawił się nowy rozdział, dlatego tak jak chciałaś - informuję :) [http://maze-of-lies-sh.blogspot.com/]
    Pozdrawiam, życzę udanych Walentynek no i oczywiście dużo weny :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Muszę Cię pochwalić ;>. Czytając ostatnie notki zauważyłam, że poprawił się Twój styl pisania. Robisz mniej błędów, powtórzeń itp., oraz zdania są lepiej poskładane.
    Co do treści. Hmm. Mam mieszane uczucia. Kim tak na prawdę jest Itachi? Dobrym bratem, czy dobrym manipulantem? I ta cała Imrin, coś z nią jest nie tak... Sama nie wiem. Sasuke chyba się trochę pogubił, co? Nie lubię Kasai - działa mi na nerwy heh. Poza tym jest dziwna? Manipuluje innymi? Coś w ten deseń.
    Mogłabym pisać i pisać, ale skończyło by się to laniem wody ^^, więc kończę. Czekam na next! Pozdrawiam ;).

    OdpowiedzUsuń
  12. Także wszystkie rozdziały masz już skomentowane. Czuję się z tym fantastycznie xd
    Sory Aga, że ty taki 'dramatopisarz'jesteś xD.Lubię takie smutne notki, naprawdę lubię. W twoim wykonaniu bardzo mi się podobało.
    Biedni są ci Uchiha. Pecha mają i tyle no...:c
    Sasuke w końcu dowiedział się jaka jest prawda, nie wiem czy to dobrze czy źle, zobaczymy. Nieważne co zrobi, nie przestanę go kochać!
    Też bym chciała tak jak Dyara wtulić się w jakiegoś Raito gdy chcę o czymś zapomnieć lub jest mi smutno. Ahh, marzenia. :3
    Co mi się jeszcze podobało...a tak! Teksty Itasia o rzeczywistości, które uwielbiam :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Hmm, tak przeglądam komentarze i muszę przyznać rację Unnoticed - chan. Z rozdziału na rozdział coraz lepiej! :)
    Spodobał mi się klimat tej notki - bardzo smutna i też taka gwałtowna. Mam po niej dość mieszane uczucia. Trochę obawiam się Sasuke, bo może coś narobić ;p I się o Sakurę boję o.o
    Oby było więcej momentów z Dyarą i Raito <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja lubię smutne rzeczy i lubię płakać - na ogół. Dzisiejszy dzień jest trochę wyjątkowy, więc dziś nie miałam potrzeby płakać. Świetnie dobrana muzyka, ale tej drugiej nie dałam rady posłuchać, bo wiedziałam, że bym się poryczała jak bóbr. Naprawdę podoba mi się twój styl i pozdrawiam
    Natalia Takishima (Yuki)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz.
      Bardzo miło jest mi słuchać tak pochlebnych rzeczy ;)

      Usuń