sobota, 2 lutego 2013

Rozdział XXVII


Nikt nie wybiera sobie talentów, rodziców i przeszłości. 
Te trzy rzeczy warunkują twoje życie.
Gdy sobie to uświadomisz, nagle zdajesz sobie sprawę,
że niewiele od ciebie zależy, 
że jesteś bezbronny wobec tych czynników.

                                                              Dyara
Budzisz się i wiesz, że jesteś bezpieczna. Przynajmniej teoretycznie. Pomiń to, że twoi bracia to rasowi mordercy, a ty właśnie przebywasz w kryjówce jednego z nich. Leżysz jednak w ramionach chłopaka, którego do końca nie znasz, ale kompletnie ci to nie przeszkadza, w przytulaniu się do niego podczas snu. Sama się sobie dziwiłam, że zdobyłam się na to, aby mu ulec.  Tłumaczyłam to sobie pragnieniem zaznania ciepła, lecz druga część mojego wewnętrznego ja, w ogóle się z tym nie zgadzała i szeptała jakieś głupie podteksty.
Otworzyłam oczy i pierwsze co zobaczyłam, to mój osobisty grzejnik, a dokładniej jego zaciekawione spojrzenie. Natychmiast je zamknęłam mając nadzieję, że tego nie zauważył. On jednak roześmiał się cicho, widząc moje chwilowe zakłopotanie.
- Nie bój się, nie gryzę – mruknął jeszcze trochę zaspany.
- Ja się wcale nie boję – odburknęłam.
- Tak sobie wmawiaj – uniósł się na łokciach, sięgając po coś. Moje pole widzenia było ograniczone, przez jego nagi tors. Chwila, kiedy on zdjął koszulkę? Moje przemyślenia zostały nagle przerwane, ponieważ dopiero teraz doleciał do mnie zapach jedzenia…
- Pokaż co tam masz! – czułam się już lepiej. Nie było mi słabo, a nawet w pokoju zrobiło się cieplej.
- A co za to będę miał? – mówił do mnie, nadal szukając czegoś za plecami.
- Satysfakcję – przewróciłam oczami i podniosłam się do siadu. Przeciągnęłam się i o dziwo nie przyniosło mi to bólu.
- Masz, nie będę cię męczył – z uśmiechem podał mi talerz, który ja natychmiast wzięłam w ręce i zaczęłam pochłaniać to, co się na nim znajdowało. To żarcie wcale nie było takie złe, jak się spodziewałam po takim lokalu.
- Gdzie muszę iść, aby spotkać Sakurę? – mruknęłam i zrzuciłam kołdrę, po czym przeskoczyłam nad Raito, lądując na zimnych panelach. Moment, dlaczego ja jestem w bieliźnie… - coś mnie ominęło? – skrzyżowałam ręce na piersi oczekując wyjaśnień.
- No chyba nie chciałaś spać w tych brudnych ciuchach – mruknął i z powrotem się przykrył. Prychnęłam, rozglądając się po pomieszczeniu, szukając jakiś ubrań - w szafie, w drugiej szufladzie od dołu.
- Skąd wiesz, czego szukam?
- Przecież nie pójdziesz do Sasuke ubrana jedynie w to… - cały czas leżał odwrócony do mnie tyłem, ale teraz przewrócił się na plecy.
- Po pierwsze, będę robić to na co mam ochotę, czyli mogę tam tak pójść – zmrużył oczy, a ja uśmiechnęłam się w duchu – po drugie, miałam iść do Sakury, nie do Sasuke. Nie chcę go jeszcze widzieć…
- Więc mówię. Wyjdziesz i czwarte drzwi po prawej – patrzył na mnie, gdy zakładałam na siebie szarą koszulę i jakieś dziwne granatowe spodnie.  W szufladzie leżał jeszcze niebieski pas. Już kiedyś widziałam ten strój…
- Coś ci to przypomina? – stanęłam i obróciłam się dookoła, czekając na jego odpowiedź.
- Hmpf. Sasuke ma taki sam – mruknął i nakrył się kołdrą z zamiarem pójścia spać. Założyłam buty i przywiązałam do uda kaburę. Nie odważyłam się założyć opaski ze znakiem Konohy. Jeszcze nie teraz.
Obleciałam pokój wzrokiem jeszcze raz, aby upewnić się, że wszystko było na swoim miejscu. Z dziwnym, ale pozytywnym uczuciem opuściłam swój pokój.
Wyszłam na ciemny korytarz i podążałam zgodnie za wskazówkami Raito. Dotarłam do pożądanych drzwi i zastukawszy w nie, usłyszałam po chwili ciche – proszę – po czym weszłam do środka. Ten pokój niczym nie różnił się od mojego, prócz tego, że łóżko znajdowało się po stronie lewej, a nie prawej tak samo jednak dociśnięte było do ściany. Sakura leżała na nim, patrząc na mnie tęsknym wzrokiem.
- Sakura – podbiegłam do niej i złapałam za rękę.
- Ałłć – syknęła – nie tak mocno – uśmiechnęła się lekko.
- Ja myślałam, że nie żyjesz, że zginęłaś. Byłam tego pewna! – patrzyłam na nią, ciesząc się całą sobą.
- Nic mi nie jest – jej usta wykrzywiły się w grymasie, któremu daleko było do uśmiechu.
- Przepraszam za to, że tu jesteś. Nie chciałam, aby to tak wyszło…
- Nie przejmuj się. Wiedziałam, że tak się stanie.
- Skąd? I dlaczego nie wybiłaś okna, nie uciekłaś z tego domu? – delikatnie oparłam policzek na jej dłoni tak, aby jej nie urazić.
- Nie mogłam – wyszeptała, lekko odchylając głowę.
- Jak to, nie mogłaś? – patrzyłam w jej oczy, w których pojawiała się coraz większa bezsilność.
- Nie mam chakry – te słowa kompletnie zbiły mnie z tropu.
- Jakim cudem? – usiadłam na podłodze tak, aby bez problemu móc ją widzieć.
- Misja… Zostałam potraktowana trucizną, która tamuje przepływ mojej chakry. Tylko cudzą mogę kontrolować, ale tylko jeśli ktoś mi ją prześle – mruknęła.
- Ja ci dam swoją – podniosłam się na nogi, po czym usiadłam na brzegu łóżka.
- Zrobisz to dla mnie?
- Jasne – złączyłam nasze dłonie, przez które popłynęła niebieska energia. Siedziałyśmy przez chwilę w ciszy, dopóki dziewczyna nie odezwała się ponownie.
- Starczy – powiedziała, a z jej twarzy zniknął ból – dziękuję – Sakura, tak bardzo za tobą tęskniłam. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo…
- Możesz się już uleczyć? – spytałam, będąc zainteresowana jej brakiem chakry. Czy to znaczy, że nie może być już kunoichi?
- Tak, ale zajmie mi to chwilę – zamknęła oczy, intensywnie się nad czymś skupiając. 
Cała zaświeciła zieloną chakrą, a jej światło wytworzyło łunę, która wpełzła na ściany. Lustrowałam jej zniszczone ciało owinięte bandażami, które przemokły od nadmiaru krwi ubywającej z ciała. Niedziwne, że jest taka słaba. Siedziałam tak kilka minut, lekko się denerwując. Ja również nie czułam się za dobrze. W końcu oddałam jej dość dużo swojej chakry. 
Czemu tak długo to trwa? Gdy wypowiedziałam w myślach to zdanie, Sakura nagle, bez słowa usiadła i  wyciągnęła przed siebie ręce, prostując je do granic, po czym uśmiechnęła się promiennie. Na ten widok aż serce się cieszy, więc i ja odwzajemniłam jej gest.
- Nareszcie mogę się ruszać – powiedziała, czochrając mi włosy tak, jak lubiła. Choć ja za tym nie przepadałam, bo dawno już wyrosłam z czasów, gdy sprawiało mi to przyjemność,  pozwalałam jej na to.
- Czyli jeśli będziesz miała nieustanną dostawę chakry możesz normalnie funkcjonować? – spytałam, myśląc o kamieniu magazynującym od Itachi’ego. Czy ja go w ogóle zabrałam z polany?
- Tak.
- A skąd wiedziałaś, że Sasuke cię porwie? – to pytanie mnie dręczyło, od momentu, gdy powiedziała, że zna na nie odpowiedź.
- Dyara... – westchnęła cicho – ja, nigdy ci o tym nie mówiłam, ale nachodzi mnie coś na kształt proroczych snów. Dlatego ty miałaś problemy z normalnym snem w Konoha. Zawsze byłaś blisko mnie. Zorientowałam się już, że jeśli wizja się pojawia, czerpie ona energię ze snu innej osoby. Wypadło na ciebie – powiedziała jednym tchem. Przyznaję, że to by się zgadzało. U Imrin spałam normalnie, nic mi nie przeszkadzało. Lecz gdy tylko obudziłam się tutaj, od razu zaczęła boleć mnie głowa.
- Od kiedy o tym wiesz? – spytałam, bawiąc się dłońmi.
- Od niedawna. Dlatego też nie potrafiłam obudzić się ze śpiączki w Konoha. Nie wiem, z jakiego powodu to ty jesteś „źródłem” moich sił – spuściła wzrok, najwyraźniej czując się winną mojego złego samopoczucia.
- Czyli teraz już nic cię nie boli? – rzekłam, patrząc na nią.
- Zaleczyłam wszystkie obrażenia zewnętrzne. Nie wiem jakim cudem, ale w żadną ranę nie wdało się zakażenie – jej zaskoczony i jednocześnie zamyślony wzrok wyjaśniał wszystko. Położyłam się obok niej, a ona przytuliła mnie, niczym matka swoje dziecko. Gdy po przeprowadzce do niej miałam koszmary związane z masakrą klanu, ona właśnie w ten sposób je łagodziła. Muszę znaleźć dla niej ten kamień…
- Po co Sasuke cię tu ściągnął? – spytałam, aby zapchać tę ciszę.
- Powiedział mi jedynie, że Madara mnie potrzebuje. Naruto wie, że ta gnida żyje, wykańcza go to. Od ponad roku w końcu wioska jest w stanie gotowości w razie ataku. Nawet Hinata nie daje już rady uspokoić swojego męża. A powinni zamienić się rolami – mruknęła.
- Niby dlaczego?
- Bo nasza Hyuuga jest w ciąży – pokazała mi język i ponownie się uśmiechnęła. No proszę, nasz Hokage będzie miał dziecko, do czego to doszło…
- Gdzie jest mój brat? – spytałam cicho, chcąc zmienić temat
- Wyszedł – jej ton zmienił się diametralnie. 
- Coś więcej?
- Nie mam pojęcia gdzie. Nie obchodzi mnie to – rzuciła i położyła się na plecach.
- Powiedz mi, bo może coś wiesz… - mruknęłam cicho. Nie chciałam o tym rozmawiać, ale musiałam to wiedzieć – dlaczego Kiba mnie wydał? -  nie odpowiadała przez chwilę.
- Korzeń porwał jego siostrę, aby mieć czym go szantażować. Dowiedzieliśmy się o tym dopiero później. Naruto nie miał o tym pojęcia, wziął sobie wtedy dwa dni urlopu. Nie przychodził do siedziby i przekazał obowiązki Radzie. Dowiedział się,  że Hinata jest w ciąży i rozumiesz…
- Kiedy planujesz stąd uciec? – wszystko już wiedziałam. Jak będę udawać, że tej rozmowy nie było, będzie mi lepiej. Nie chcę teraz myśleć, że nie zrobił tego z pobudek osobistych.
- Na razie zostaję.
- Ale jak to? – obruszyłam się.
- Muszę podpatrzeć metody działania Sasuke, aby w razie czego ostrzec Konohę – jej głos był przesiąknięty jadem, lecz dobrze wiedziałam, że nie wyleczyła się do końca z mojego brata.
- Czy ty…? – nie musiałam kończyć tego zdania.
- Nie. Jest tym samym, a nawet gorszym egoistą. Nienawidzę go  - Sakura nigdy nie umiała perfekcyjnie kłamać. Może nowopoznaną osobę potrafiłaby omotać, ale mnie? Przenigdy.  Nie roztrząsałam jednak tego tematu wiedząc, że i tak nic nie zdziałam.
- Sakura, bo ja mogę ci pomóc… - mruknęłam, po czym wyszłam z pokoju.
~*~
                                                 Sasuke
Kolejny kawał ciężkiej, odwalonej, nikomu niepotrzebnej roboty. Razem z Juugo, Suigetsu, Karin i Kasai znajdowaliśmy się na polanie za kwaterą. Kilka sparingów spowodowało dość rozległe zniszczenia w tym jakże przepięknym krajobrazie, lecz dzisiejszy trening nie różnił się niczym od poprzednich - norma. Dość usatysfakcjonowany z wyników mojej drużyny, ruszyłem w stronę głazu, prowadzącego do kryjówki. Karin czołgała się ledwo dychając, chłopaki wlekli się za mną, a Kasai kroczyła obok dumnym krokiem. Walczyła z kompanami na równym poziomie, prócz rudej wywłoki, którą powaliła w trzeciej sekundzie walki. Każdy z nich ucierpiał, lecz po niej widać to było najmniej. Zapatrzona w siebie, dumna egoistka… Jak na rasową Uchihę przystało.
Gdy spojrzałem na nią ponownie, przypomniałem sobie, że miałem iść do Madary, ale … pierdolę, nie robię. Niech się jeszcze trochę poplumka. Nie zaszkodzi mu to, a ja nie będę na każde jego zawołanie.
- Sasuke, czekaj! – wydarł się Suigetsu, trzymając się za krwawiącą nogę, którą Kasai zraniła  podczas walki. Muszę przyznać, że chłopaki przyjęli ją tutaj nawet z entuzjazmem, czego się nie spodziewałem.
- Czego? – nie zaszczyciłem go nawet spojrzeniem i dalej parłem naprzód, mając go głęboko w dupie.
- Noga mnie boooli! – krzyknął, a jego głos przypominał dźwięk, który można porównać do mazania kredą po tablicy, jak za czasów Akademii. Niezwykle irytujący odgłos.
- To sobie ją kurwa odetnij – mruknąłem, na co Kasai zaniosła się głośnym śmiechem.
- Chodź tu, idioto – warknął Juugo, który wziął kumpla na plecy. Ten uradowany, że nie musiał iść o własnych siłach, skorzystał z propozycji.
- Sasuuuke-kuuun! Weź mnie też na barana! – wróć. Wrzaski Suigetsu można wytrzymać, ale ona…
-  Karin. Daj sobie siana i zniknij mi z oczu… - otworzyłem klapę i przepuściłem Kasai. Ta popatrzyła się na mnie sceptycznie, lecz nie odezwała się i zeszła po drabinie na dół. Nie zważając na resztę wlekących się za mną idiotów, zrobiłem to samo.
- Ale Sas…
- Skończ – warknąłem, gdy znaleźliśmy się w korytarzu – idźcie odpocząć. Karin, przestań się walać po ziemi – popatrzyłem na nią karcącym wzrokiem, na co ona natychmiast się podniosła. Po zejściu z drabiny, oczywiście od razu zaliczyła glebę.
- Ta nowa może mnie uleczyć? – rzucić Suigetsu, wskazując na swoją nogę.
- Zobaczymy – mruknąłem, ponieważ tylko tak mogłem mu odpowiedzieć.
- A jak myślisz ? Coś jest z nią nie tak, ponieważ sama siebie nie umie uzdrowić – perfidny uśmiech w tym klanie, to się chyba dziedziczy.
- Ale jak to? – wydukał.
- Normalnie – ten znużony i uspakajający głos Juugo, pozwala mi jeszcze egzystować w tej organizacji. Gdyby nie on, już dawno rozpieprzyłbym to wszystko w cholerę.
- Idźcie. Kasai, ty zostajesz – nie wyglądała na szczególnie zaskoczoną. Gdy odgłos kroków ucichł i byłem pewien, że reszta znalazła się już u siebie, zwróciłem się w stronę dziewczyny.
- Czego chcesz? – rzuciła od niechcenia, patrząc się wszędzie tylko nie na mnie.
- Nie tym tonem, nie tym tonem – miałem ochotę zedrzeć jej ten denerwujący uśmieszek z twarzy, ale potrzebowałem jednak pewnych informacji…
- Więc?
- Co miałaś na myśli mówiąc, że wciągnęłaś kiedyś Dyarę w genjutsu?
- To cię gryzie – mruknęła pod nosem – nie twój interes – podniosła wzrok, wypowiadając ostatnie zdanie. Obydwoje w tym samym momencie uaktywniliśmy sharingan’y.
- Ty chyba zapomniałaś z kim rozmawiasz – coraz bardziej nie podoba mi się ta sytuacja.
- Wątpię – mierzyliśmy się spojrzeniami. Cały czas zastanawiam się, czemu w jej oczach są płomienie, a nie łezki – dobra już dobra – oparła się o ścianę i zadarła głowę do góry. Coś mi tu śmierdzi, za szybko się poddała.
- Słucham.
- Gdy spotkała się z … pewną osobą w … pewnym miejscu – zacinała się co chwilę, co dość potężnie mnie denerwowało – trenowała. Spędziła tam tydzień. Ja przy pomocy jutsu przemiany dostałam się tam, co powinno być teoretycznie niemożliwe, ale jednak udało mi się – ten błysk w jej oku, źle wróży na moją przyszłość – no i po prostu rzuciłam na nią genjutsu. Delikatnie mówiąc, wprowadziłam ją w duży błąd.
- Z kim i gdzie się spotkała?
- O to już ją zapytaj.
- A po co to w ogóle zrobiłaś?
- Madara-sama ma czasem dziwne zachcianki – mruknęła z przekąsem.
- Dlaczego zamiast łezek masz płomienie?
- Czy widziałeś kiedyś kobietę z sharingan’em? To u nas norma – powiedziała i odeszła. Dłużej się nad tym zastanawiając, nigdy nie widziałem członkini mojego klanu z uaktywnionym kakkei genaki. No chwila, a Dyara? Nie przypominam sobie, aby miała ona w oczach coś, co nie było łezką. Stałem tak jeszcze chwilę, po czym sam ruszyłem do swojego pokoju, w złowrogim akompaniamencie echa moich kroków oraz słabego światła świec.
Po chwili, w korytarzu zauważyłem Dyarę, która kroczyła w moją stronę. Założyła strój, który jej dałem. Niestety miałem tylko swoje ubrania, bo nie podrzuciłbym jej tych szmat od Karin, a Kasai nie chciałem w to mieszać. Ona zatrzymała się w miejscu na mój widok. Ja jednak niewzruszenie szedłem przed siebie. Bez słowa podszedłem do niej i poprawiłem koszulę. Może ona też tęskni za tym samym co ja? Może przez ten cały czas, nikt się o nią nie troszczył? Pierdolę,  o czym ja myślę.
- Porozmawiamy później  - rzekłem, lekko zdegustowany swoim zachowaniem i otworzyłem drzwi do swojego pokoju. Wszedłem do środka, a zaraz za mną pojawiła się Dyara – śpisz? – rzuciłem w stronę Haruno.
- Nie Uchiha, powieki oglądam – odparła wściekle i wstała. Chwila… Czy ona jeszcze niedawno ledwo co unosiła rękę do góry? – mówiłam ci już, nie lamp się tak – odwróciła się i podążyła do łazienki. Poruszała się inaczej niż Karin, czy Kasai. Nie niezgrabnie, czy coś, tylko po prostu inaczej.
Dyara usiadła na moim łóżku i czujnie śledziła mnie wzrokiem. Widziałem, że wiele pytań cisnęło się jej na usta, lecz z jakiegoś powodu nie pisnęła ani słowem. Zaciskała pięści, aby tylko się nie odezwać. Ignorując ją zmieniłem koszulę na czystą i bezgłośnie opuściłem pokój. Kiedyś w końcu trzeba zawiadomić Madarę i przyśpieszyć atak, bo powoli to wszystko zaczyna mnie wkurwiać.
~*~
                                                Dyara
Poszłam do swojego pokoju, aby sprawdzić, czy miałam kamień przy sobie. Raito spał, a ja nie miałam ani sumienia, ani potrzeby go budzić. Swoje stare ciuchy znalazłam w kącie. Dopadłam do nich natychmiast, przetrzepując kieszenie. Po chwili wydobyłam z siebie cichy okrzyk radości. Dumna ze swojego znaleziska, uśmiechnęłam się z triumfem i wybiegłam z pomieszczenia. 
Na korytarzu spotkałam … Sasuke. Szedł pewny siebie, nic nie robiąc sobie z mojej obecności. Gdy do mnie podszedł, poprawił mi jedynie koszulę i mruknął krótkie: porozmawiamy później. Weszłam za nim do sypialni i byłam świadkiem dość śmiesznej wymiany zdań. Sakura poszła do łazienki, a mój brat zaczął się przebierać. Chciałam się do niego odezwać, porozmawiać, ale nie byłam na to jeszcze gotowa. Milczałam więc jak zaklęta, modląc się, aby jak najszybciej stąd wyszedł. 
- Dyara? – Sakura w samym ręczniku stała w drzwiach. Nie wiem, ile tak siedziałam, ale dość długo, jeśli dziewczyna zdążyła się umyć. Widziałam na jej ciele blizny, które przypominały mi, że to przeze mnie została tak okaleczona. Widząc ją taką, zdecydowałam, że opowiem jej o kamieniu, o Itachi’m…
~*~
                                                Sasuke
To jest poniżej mojej godności. Idę do niego, a zastaję zamknięte drzwi i pedała Mashi’ego, śliniącego się na mój widok. Pierdolę, gdzie ja żyję. Podminowany skierowałem się z powrotem do siebie. Coraz bliżej i coraz głośniejszy głos mojej siostry wydobywający się pomieszczenia. Oparłem się o ścianę i zacząłem słuchać, ponieważ jej słowa niezwykle mnie zainteresowały.
~*~
                                                 Itachi
Siedziałem w przy słabym świetle świecy przy biurku, na niewygodnym, drewnianym krześle. Cholera, zachciało mi się tworzyć jakiś list. Nie mogłem się skupić, nie wiedziałem, co napisać dalej. Jak bardzo słodkie muszą być moje kłamstwa, że Dyara i Sasuke zawsze w nie wierzą? Jestem naprawdę aż tak dobrym aktorem? Nigdy nie udzielałem się w tym kierunku…
- Skończyłeś już? – Imrin oparła się o moje plecy, zaglądając mi przez ramię.
- Jeszcze nie – odparłem.
- Może ci, pomóc – ostatnie słowo, wypowiedziała jednoznacznym tonem, muskając moją skórę swoim, ciepłym oddechem.
- Zaraz – rzekłem, lecz daleko mijało się to z prawdą, co ona oczywiście wyczuła.
- Mała nosi naszyjnik? – mój mózg reagował dwojako na jej głos i gesty. Umysł inaczej, a ciało…
- Tak – powiedziałem, lecz myślałem o czymś kompletnie innym. Imrin wiedząc co się święci zaczęła masować mój kark.
- Czyli wiemy, gdzie jest? – ten uwodzicielski szept… Była w tym mistrzynią i to w niej uwielbiam.
- Tak.
- Zostaw ten pieprzony list – mruczała mi do ucha, a ja byłem w tym momencie bezsilny.
- Muszę go skończyć – zdawałem sobie sprawę, że droczenie się z tą kobietą, w tym temacie było bezcelowe, ale przecież nie poddam się bez walki…

- Wątpię – odwróciła moją twarz do siebie i namiętnie wpiła się w moje usta. Odrzuciłem długopis, kartkę pozostawiłem wolno na biurku. Knot świecy się wypalił i w pomieszczeniu zapanowała ciemność...


***
Ohayo.
Jakoś mam przypływ weny oraz czasu w tym tygondniu. Napisałam ostatni rozdział i epilog na Kin z Otogakure oraz kolejną notkę tu, na Kyodai. Co się dzieje... Chyba kolejny koniec świata jest blisko. Jak część z Sasuke, Dyarą i Itachi'm nawet mi się podoba, to rozmowa z Sakurą wydaje mi się sztuczna. Próbowałam to jakoś zmienić, ale jak widać nie potrafię. 
Czekam na wasze opinie w komentarzach.
To naprawdę dużo dla mnie znaczy.
Bywajcie!

27.11.2013r
Coś rozdziały zaczynają się wydłużać :D





19 komentarzy:

  1. No, no Sheeiren spać a nie notki dodawać o tej godzinie!
    Co ja gadam, było zajebiście, no to biorę się za komentowanie, bo mam dużo do powiedzenia.
    Ogólnie rozdział bardzo dobry, strasznie słodki początek ach Raito, Raito ;3
    Swoją drogą zaznaczyłam w ankiecie romans, jak większość widzę, więc dziewczyno bierz się do roboty :D
    No a dalej, strasznie słodko musieli się prezentować w tych strojach, a biorąc pod uwagę podobny wygląd Uchihów to już wgl słodziaki bliźniaki ;D
    Sasuke poprawiający koszulę? Urocze ;3 No on ma ten przywilej noszenia seksownego dekoltu ukazującego umięśnioną klatę, u Dyari byłoby to dziwne xD
    Super pomysł z tą trucizną Sakury, ale mam nadzieję, że jakoś da się to zwalczyć? Bo jeszcze uznają ją za bezużyteczną i wezmą i zabiją -.-
    Achh uwielbiam przemyślenia Sasuke: egoistyczny, ponury, sceptyczny, narzekający buc, a przy okazji tak niesamowicie rozkoszny, że bym go zjadła *.*
    Ale za tą końcówkę to cię chyba zabiję! Co to za kłamczuch Itachi hm?! Wyczuwam grubszą aferę, no i jak Imrin ośmiela się tak bezczelnie do niego dobierać, ukatrupię! Mój ukochany Itachi <3
    No i jeszcze dodam, że zajebisty szablon, ogólnie bardzo ładnie blog wygląda ;D
    Buziaki, dobranoc ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach no i jak to ja oczywiście musiałam o czymś zapomnieć -.-
      'Ale … pierdolę, nie robię. Niech się jeszcze trochę poplumka' Normalnie zakochałam się w tym fragmencie, genialne! :D

      Usuń
    2. Lubię pisać z perspektywy Sasuke. Najłatwiej mi to przychodzi. Oddaję tu trochę mój, osobisty stosunek do świata, przez co może to dobrze wyglądać xd
      Nie ujawniam wszystkiego od razu, bo byłoby nudno, o ile już nie jest...
      Itaś, to taka cicha woda. Wiem, że zdradza nas obie, ale to tylko facet. Czego my możemy od niego oczekiwać? ;>

      Dziękuję i pozdrawiam :D

      Usuń
  2. Świetna ta notka, wszystko w nich z wolna wyjaśniałaś, podoba mi się ;D Teraz rozumiem te śpiączkę Sakury, mało tego podoba mi się ten pomysł z sennością, czy tą trucizną, kurczę takie to... no, w życiu bym nie wpadła na to xD brawo ;D
    No ale od początku, obudzenie się Dyary było urocze xD dość spokojnie przyjęła do wiadomości, że chłopak ją rozebrał xD ale no on też nie był odziany xD Hehe, to, że ubrała się w ciuchy Saska, omg xD ja tak nie lubię jego ciuchów, od pasa w dół xD
    Potem siedze w głowie Saska i po raz kolejny mi się to podoba xD te jego komentarze do Suiigestu, no jakbym słyszała mojego tate, obcinanie części ciała to sposób na minięcie bólu xD haha i jeszcze Karin, epicko się nad nią pastwisz <33 Haha taka chodząca szmato-pokraka xDD I te myśli Saauke "pierdole, nie robie" mnie bawią xD ma coś z Polaka xDDD
    Heh Sakura to kurcze jest stanowcza w swoim zdaniu ;D Taka zimna dla Saska :P I like it! xD No i podobała mi się jej rozmowa z Dyarą, mam takie odczucia jakby była to gadka między matką a córką ;D
    Propo, Hyuuga w ciąży <3333 No to Naruto musi być pozytywnie wstrząśnięty xD
    Wracając, Dyara się otwiera Sakurze, a Sas podsłuchuje, ciekawa jestem co usłyszy i jego reakcje na to ;D Tak na marginesie, mogłaś rozwinąć akcje z jego wielbicielem xD
    No i ostatni wątek mnie zdziwił, czemu z własnego męża robisz taką świnie? XD Kurde, a miałam takie nadzieję że będzie posiadał cechy fajnego gościa... :/

    Z (NIE)cierpliwością, czekam na kolejny rozdział, życzę dużo, dużo weny :) pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby Itaś był dobry, byłoby za miło ^^
      Taka już ma natura, że nie może być za dłogo pozytywnie xd
      Z resztą, faceci to w większości świenie, więc jemu też musiało się to udzielić xD
      Ten tekst podebrałam własnie od mojego taty, który dokładnie tak reaguje, gdy mówię, że coś mnie boli xd

      Dzięki i pozdrawiam ;D

      Usuń
  3. Przeczytałam wczoraj, ale nie miałam czasu skomentować, za co naprawdę bardzo przepraszam :)

    Hmm... Ta romantyczna scena nie wyszła najgorzej... Lekko się czytało, no i, nie powiedziałabym, że sztucznie :)
    Dyara w ciuchach Sasuke? Uhuhuhu, musiała bardzo pięknie wyglądać, zwłaszcza w tych pogrubiających spodniach xD Przepraszam, ale nie lubię ubioru Saska od pasa w dół :/

    Fajna scena szczerości pomiędzy Sakurą, a Dyarą, ale tak naprawdę nie dowiedzieliśmy się, czy Sasuke dowiedział się o 'ukrytym' talencie Haruno... Właściwie to ciekawi mnie jego reakcja...
    I... ,,pierdolę nie robię" - czy Sasuke ma polskie korzenie? xD

    Dlaczego zrobiłaś z Itachiego takiego złego gnojka? A zdążyłam go polubić! Biedna Dyara, wszędzie kłamstwa i... Hej! Jeżeli starszy Uchiha jest zły, to Sasuke jest dobry?

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sasuke nie może mieć polskich korzeni, ponieważ w naszym języku jego imię znaczy dosłownie "beczka" >< a tego bym chyba nie zniosła xd
      Za długo byłoby miło, gdyby wszyscy byli dobrzy ^^

      Usuń
    2. Hahahahaha xD Wybaczcie, ale ta "beczka" mnie zmiażdźyła hahahaha xD
      Chyba to wykorzystam u siebie w opowiadaniu hahahaha XD
      Sorki za spam xD ale tak jak Rina, też przez ten cytat pomysłałam o polakach xD

      Usuń
    3. Mój świat się zawalił, gdy ta informacja do mnie dotarła xD

      Usuń
  4. bardzo ciekawy rozdział :)

    siiteemodels.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Co za boski rozdział *-*
    Wszystko się powoli wyjaśnia, ciekawy pomysł z tą Sakurą-prorokinią ;> Ta dziewczyna podoba mi się coraz bardziej, chociaż w anime jej nie znoszę xd
    Dyara ujęła mnie tą swoją taką opiekuńczością w stosunku do Sakury, taka słodka i kochana, jak bez wahania oddała jej chakrę. Po prostu cudna.. Mówiłam już, że uwielbiam jej postać? *-*
    No i Sas, mój kochany, boski Sas! Ależ się cieszę, że go wkręciłaś do opowiadanka, no i że zrobiłaś z niego takiego zabawnego gościa :D "Pierdolę, nie robię...", "to ją sobie kurwa odetnij..." oohooohoh, aż mam łzy śmiechu w oczach <3 to takie zabawne, że on ledwo co wytrzymuje z tą drużyną :D A tak notabene, to po Karin jeździsz równo, i dobrze tak, szmacie! Na pohybel Karin!!! czy coś tam... :)
    Ojoj, Itaś jako czarny charakter? ;_; Mam nadzieję, że wszystko się wreszcie wyjaśni.. Szkoda gościa, był naprawdę w porządku, tak strasznie mi się podobał w roli opiekuńczego brata *-* Ale to do Ciebie należy pióro, a raczej klawiatura ;)
    No nic, pozostaje mi czekać tylko niecierpliwie na kolejną notkę.. Pisz szybko, błagam :3
    Życzę weny i pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję ;)
      Nie lubię Karin i staram się to okazywać xd
      Sasuke, to w ogóle oddzielna opcja. Czasem sama mam takie odzywki, więc można powiedzieć, że ma on w sobie coś ze mnie ^^ Sakurę musiałam ułaskawić. Szkoda mi jej w anime xd Każdy zasługuje na drugą szansę, nie? :D
      Itaś, to taka cicha woda ]:->

      Pozdrawiam :D

      Usuń
  6. Witam ^.^
    Mam małe pytanie. Skąd bierzesz takie... obrazki? Fotki, zdjęcia... chodzi mi o ten w tym rozdziale. Bo właśnie poszukuję takich... podobnych xD Za odpowiedź z góry dziękuję i pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu szukam ich w internecie. Nie mam jakiś specjalnych stron.

      Usuń
  7. Jejciu, strasznie cię przepraszam, że nie komentowałam! Nie miałam za bardzo czasu. Trochę mi się zaległości narobiło, ale wszystko nadrobię ! ;]

    OdpowiedzUsuń
  8. Mashi <3 Pedał i Sasuke, weź zrób taki romans :D:D

    A tak marginesem, to Raito jest fajniuchny :D:D

    OdpowiedzUsuń
  9. Szkoda Sakury. :/
    Raito i Dyara, czyżby w końcu coś zaczęło iskrzyć? Pocałowała go w policzek. O tak :3
    Ten Sasuke ciągle jest wkurwiony na wszystko. Mężu, daj sobie spokój.
    Podobał mi się moment w którym poprawił siostrze koszulę.
    Hinata w ciąży? :oooo
    Mashi, więcej go tu chcę xd No co...może jest fajny xd

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja tam uwielbiam te pozytywne nastawienie Sasuke do wszystkiego <3 Podoba mi się wątek z Raito i Dyarą ;D I to tak bardzo mi się podoba :D

    OdpowiedzUsuń