wtorek, 19 lutego 2013

Rozdział XXIX

Itachi 
Spowite ciemnością, długie i kręte korytarze siedziby nigdy nie działały na mnie pozytywnie. Z resztą mało co wywoływało we mnie takie uczucia, lecz czego innego można byłoby się spodziewać? Echo moich kroków idealnie komponowało się z krokami kobiety podążającej za mną niczym drugi cień. Jej płaszcz delikatnie szeleścił przy każdym, choć najmniejszym ruchu, a oczy schowane pod kapturem nieustannie śledziły moją wyprostowaną sylwetkę. Zawsze w taki sposób poruszaliśmy się po kwaterze, wyłączając sypialnię. Nigdy nie wiadomo, kto, co i kiedy potrafi wymyślić, szczególnie tutaj. Dwa dni temu wróciliśmy do siebie. Misja polegająca na kradzieży zwoju została pomyślnie zaliczona. Teraz kierując się do zbiorowej stołówki jedyne, na co miałem ochotę to ciężki i wykańczający trening, a nie kolejne spotkanie z tą bandą pomyleńców. Dość zirytowany otworzyłem wielkie, drewniane wrota, przez które najpierw przepuściłem Imrin. W sali zapanowała chwilowa cisza, przerywana jedynie pojedynczymi pomrukami członków Akatsuki.
- Kochanie, czy ty zawsze musisz plątać się z tym Uchihą? - powiedział Hidan, siedząc okrakiem na ławce, co chwilę przeczesując sobie ulizane już do granic włosy i śmiejąc się do rozpuku. Ta akcja powtarzała się z reguły kilka razy w tygodniu. Imrin przestała na to reagować, z resztą tak samo jak ja. Obok jashinisty siedział Kakuzu, który również lustrował sylwetkę kobiety zgłodniałym wzrokiem. W sali znajdował się jeszcze Sasori i Kisame. Ci jedli w ciszy mając głęboko teksty tego zboczeńca. Ruszyłem przed siebie, a Imrin zaraz za mną. Od momentu gdy wszedłem do tego pomieszczenia zdawałem sobie sprawę z obecności jeszcze jednej osoby. Gdy znalazłem się obok blatu zobaczyłem skuloną w kącie młodą dziewczynę. Przerażona wpatrywała się we mnie szukając czegoś na kształt pocieszenia. Ja obrzuciłem ją jedynie przelotnym spojrzeniem i wziąłem tackę z jedzeniem, po czym skierowałem się w stronę stolika. Nie pierwszy raz spotykałem się z taką sytuacją. Ta kobieta należała wręcz do Hidana, a ten mógł z nią zrobić co tylko chciał. Gdy mu się znudzi, to zostawi ją posiniaczoną i ledwie żywą w jakimś rowie i jak zwykle, Imrin zabierze ją do nas i opatrzy. Z początku bardzo mnie to drażniło, ale teraz? To norma. Usiadłem na krzesełku, a moja narzeczona obok mnie. Zaczęła bezgłośnie jeść, ignorując szepty biało włosego, które z sekundy na sekundę stawały się coraz głośniejsze. Nie reagowałem, nie było takiej potrzeby. Ona gdyby tylko chciała zafundowałaby mu taka iluzję, że nawet on,  podobno nieśmiertelny umarłby ze strachu. Imrin w czasie jego męk zdążyłaby spokojnie znaleźć się w naszej sypialni.
- No więc, kochanie? - mrugnął do niej porozumiewawczo, opierając się na łokciu. Dobrze ją znałem, więc bez trudu zauważyłem, że ledwo powstrzymywała się od parsknięcia śmiechem. Nie raz rozmawialiśmy na ten temat, a ona za każdym razem określała to jednym słowem: żenada. Spokojny więc, konsumowałem swój posiłek, składający się z niedosmażonej jajecznicy i czerstwego chleba.
- Więc? - powtórzył dość jednoznacznie mężczyzna. Imrin westchnęła i spojrzała się na niego, bardzo szybko składając znaki pod stołem. W ciągu sekundy wyraz jego twarzy diametralnie się zmienił. Zamiast zawadiackiego uśmieszku na jego usta wpełzło coś na kształt grymasu. Blondynka usatysfakcjonowana z osiągniętego celu wstała i odniosła pusty talerz z powrotem na blat, a ja zaraz po niej. Prawie niezauważalnie dała leżącej przy ścianie dziewczynie znak ręką, który chyba miał ją uspokoić. Cóż, nie poszło ...
Przechodziliśmy przez swoistą stołówkę przy cichych warknięciach Hidana. Właśnie miałem się odwrócić i sprawdzić, czy kobieta idzie za mną, gdy drzwi do sali otworzyły się.
 - Uchiha-sama, lider cię wzywa - zwrócił się do mnie Mashi, który właśnie wszedł do środka, aby po chwili wyjść i zniknąć w kłębach szarego dymu. Ponownie przepuściłem blondynkę w przejściu i zamknąłem wrota. Ona wiedząc o co chodzi ścisnęła delikatnie moją dłoń i podążyła w stronę naszej sypialni. Ja skierowałem się w przeciwnym kierunku. Po minięciu wielu drzwi znalazłem się przed tymi, do których zmierzałem. Trzykrotnie zapukałem i wszedłem, usłyszawszy uprzednio krótkie "wejść". Znalazłem się w przestronnym, lecz ciemnym pokoju, gdzie za oświetlenie służyły płomienie świec znajdujących się dosłownie wszędzie. Pein siedział na krześle za biurkiem, opierając na nim ręce. Konan stała z założonymi ma piersiach rękoma, kompletnie mnie ignorując. 
- Witaj- odrzekłem, gdy zamknąłem drzwi.
- Witaj - powitał mnie lider swoim głębokim i niskim głosem.
- Zostałem wezwany przed chwilą.
- Tak. Mam nadzieję, że wiesz w jakiej sprawie? - zaintonował to stwierdzenie przekształcając w pytanie.
- Mogę się jedynie domyślać - mruknąłem bacznie obserwując mężczyznę. On oparł się plecami o oparcie krzesła, lekko odchylając się przy tym do tyłu.
- Zdajesz sobie sprawę, że twój brat zamierza zrównać Konohę z ziemią? - pochylił się do przodu, aby po chwili wstać.
- Tak.
- Mashi przekaże nam niedługo resztę informacji. Słuchaj Itachi - mężczyzna westchnął cicho - teoretycznie nie powinno mnie to obchodzić, ale szanuję cię jako człowieka i shinobi. Nigdy nie  miałem z tobą problemów i wiem, że kierujesz się swoimi ideałami i wszystko co robisz ma swój powód - zaczął przechadzać się po pokoju, splatając z tyłu ręce - nie obchodzi mnie, co stanie się z Konohą. To czy ta wioska będzie istnieć, czy nie jest mi kompletnie obojętne - usiadł na krawędzi biurka - z tobą to inna kwestia - przerwał na chwilę, rzucając Konan porozumiewawcze spojrzenie - masz w tej sytuacji wolną rękę. Musisz jednak nieprzerwanie wypełniać zlecone przeze mnie misje. Działaj, ale dyskretnie. Nikt nie może się dowiedzieć o tej rozmowie. Pasuje ci to?
- Hai - odpowiedziałem, lecz nie od razu. Ta sytuacja wydawała mi się podejrzana, ale nie powiem, że miałem pewne plany wobec Liścia, więc...
- Aby nie wzbudzać podejrzeń, muszę przydzielić ci misję... - otworzył szufladę i wyjął z niej czarną teczkę - tu masz wszystko, co powinieneś wiedzieć - podszedłem i wziąłem ją do ręki - masz zamiar mieszać w to Imrin? - zastygłem w miejscu nie będąc pewny, po co Pein'owi ta informacja...
- Jeszcze nie wiem - odpowiedziałem zgodnie z prawdą, po czym odwróciłem się z zamiarem opuszczenia tego pomieszczenia. Przelotnie spojrzałem na Konan, która wpatrywała się we mnie niczym zwierzyna w bezbronną ofiarę - to wszystko?
- Tak, możesz już iść.
***
Dyara 
Całą noc przeleżałam w ramionach chłopaka, ponieważ nie można było nazwać tego spędzonego czasu snem. Sakura była blisko, przez co cierpiałam ja... Moja chakra nie zregenerowała się nawet do połowy, co skutkowało złym samopoczuciem i humorem pewnie też. Przyciągnęłam się, wyciągając ręce do góry. Dopiero teraz spostrzegłam, że byłam w pokoju sama. Lekko obruszona zrzuciłam kołdrę i od razu powitał mnie przejmujący chłód. Zirytowana swoją bezsilnością w tej kwestii, jak najszybciej ruszyłam do łazienki. Biorąc prysznic zastanawiałam się, co teraz ze mną będzie. Do Konohy nie wrócę, Sasuke też mnie tu nie chce. Jedyne na czym mu teraz zależy to zniszczenie Liścia. Itachi ... Nie wiem co mam o tym myśleć. Wyszłam z kabiny i sięgnęłam po ręcznik. Spotykał się ze mną, uczył nowych technik i troszczył na swój własny, pokręcony sposób. A teraz śmierć mojego klanu została przedstawiona w zupełnie innym świetle. Okręciłam się materiałem i wróciłam do pokoju.
Gdzie jest Raito? Podeszłam do szafy i sięgnęłam do tej samej przegródki co wczoraj, mając nadzieję, że znajdę tam czyste ubranie. Nie pomyliłam się. Znów czekała na mnie wyprasowana biała koszula, ciemne spodnie i pas na biodra oraz bielizna. Jak najszybciej przybrałam się w czyste ciuchy i przeczesałam szczotką włosy. Podeszłam do łóżka w poszukiwaniu butów, lecz zobaczyłam świecącą informację na szafce:
Nie chciałem cię budzić. Jestem w stołówce i czekam na ciebie. Idź za zapachem ;)
R.
 Mimowolnie się uśmiechnęłam i ruszyłam do drzwi. PUFFF!
- Dyara! - Liara pojawiła się znikąd, nagle lądując na moich plecach. 
- Cześć, mała – przywitałam się i podrapałam łasice za uchem, za co zostałam obdarowana mruczeniem zadowolenia.
- Mam wszystko, o co prosiłaś - przekrzywiła łepek, gdy na moich rękach zmaterializowała się katana i worek z oszczędnościami.
- Dzięki - kąciki moich ust powędrowały ledwo widocznie do góry.
- Wszystko wiem... - opuściła główkę, a uszy jej oklapły. Ja jedynie westchnęłam, chcąc odpędzić od siebie te obrazy.
- To dobrze - wysiliłam się na spokojny i opanowany ton godny prawdziwej Uchihy. Przez chwilę zapanowała między nami cisza - idziesz ze mną coś zjeść? - chciałam rozluźnić tę napiętą atmosferę i chyba mi się to udało, bo mała natychmiast się ożywiła.
- No jasne! Prowadź - lekko podskoczyła z radością, trącając mnie nosem w ucho.
- No już, już - odburknęłam i ponownie skierowałam się do drzwi, przymocowując pochwę z bronią na plecy, a sakiewkę z pieniędzmi zostawiając na łóżku.
Po chwili znalazłyśmy się na korytarzu. Nie zamknęłam pokoju, a chciałabym. W końcu nie byłam tu całkowicie bezpieczna, a moje rzeczy osobiste tym bardziej. Podążałam przed siebie, trzymając rękę przy ścianie, dla bezpieczeństwa. Zrobiłam się dziwnie lękliwa i dość niepewna. Chcąc znów poczuć się dawną sobą, aby coś sobie udowodnić, puściłam się ściany i uruchomiłam sharingan'a. Nie miałam czasu, aby ćwiczyć mangekyou w jakikolwiek sposób, przez co nadal pozostałam praktycznie na poziomie łezek. Jednak cała ta sprawa bardzo mi się nie podobała, a ja sama nie wierzyłam we wskoczenie na kolejny poziom kakkei genkai. Coraz stabilnej poruszałam się na przód z łasicą na ramieniu. Mając chwilowe uczucie władzy nad własnym ciałem, uśmiechnęłam się delikatnie maszerując w stronę, z której dolatywał zapach smażonego mięsa. Wbrew moim przeczuciom, że zmierzałam w dobrym kierunku, w korytarzu robiło się coraz ciemnej i mroczniej. 
Nagle wyczułam obcą chakrę dość blisko mnie, a gdyby nie uruchomione kakkei genkai nie widziałabym kompletnie nic. Ugięłam nogi, jedną ręką sięgając za plecy, chwytając rękojeść miecza. Niespodziewany podmuch wiatru wprawił w ruch moje włosy. Moje ciało z lekkim opóźnieniem zareagowało, odchylając się do tyłu. 
- Znajdź Raito - wysłałam przekaz myślowy do zwierzaka. Od razu poczułam jak ciężar z mojego ramienia znika. Stałam tak przez chwilę, próbując wyregulować oddech, cały czas przeczesując wzrokiem pomieszczenie. Instynktownie przesunęłam się w lewo, umykając broni wymierzonej w moją głowę. Łezka w moich oczach zawirowała, aby po chwili pokazały się tam dwie. Wyskoczyłam do góry ratując się tym samym od podcięcia. Widziałam teraz dokładnie swojego przeciwnika. Natychmiast wzięłam do ręki katanę i naparłam na przód. Moje uderzenie zostało sparowane, a towarzyszył temu nieprzyjemny dźwięk. Gdy siłowałam się z wrogiem, przed moimi oczami błysnął nienależący do mnie sharingan. Nie, przecież to nie Sasuke... To kobieca sylwetka. Kolejny raz zamachnęłam się mieczem i tak jak się spodziewałam nic tym nie wskórałam.
Musiałam zmienić styl walki. Przy pojedynku ‘sharingan vs sharingan’ katana to za mało.
Zaczęłam szybko składać pieczęcie.
- Katon: Goukakyuu no jutsu! - kula ognia była techniką na dystans, lecz nauczyłam się wykonywać ją w kontakcie tak, abym sama nie była poparzona. Gdy ogień rozjaśnił korytarz, nie zauważyłam przed sobą jednak nikogo. 
- Tu jestem - usłyszałam szept przy uchu. Instynktownie użyłam łokcia, aby zaraz w parze wyprowadzić okrężne kopnięcie. Dziewczyna trzymała gardę, więc mnie zablokowała. Sama kopnęła w przód mierząc na wysokość mojej twarzy. Uchyliłam się i od dołu złapałam jej nogę, przerzucając do tyłu. Ona odbiła się od ściany robiąc po chwili salto. Również wyskoczyłam i nasze nogi skrzyżowały się w powietrzu. Mój piszczel dość mocno to odczuł, lecz nie miałam ani chwili wytchnienia. Dziewczyna atakowała przemyślanie. Żaden ruch nie był przypadkowy. Pod naporem jej ciosów, cały czas się cofałam. Zdążyłam złapać zadyszkę, bo moje siły nie zregenerowały się do końca. Zagapiłam się na dosłownie pół sekundy, lecz jej to wystarczyło aby kopnąć mnie w brzuch. Poleciałam na ścianę, boleśnie się od niej odbijając.
- Raiton: Kaminari misairu! - wytworzone z chakry naładowanej błyskawicami pociski poszybowały w stronę wroga. Ominęła wszystkie prócz jednego, który leciał w cieniu tych pierwszych. Ucierpiała jej lewa ręka, uniemożliwiając tym samym walkę dwuręczną kataną. Syknęła cicho, gdy wstawałam. Widocznie bardzo ją rozjuszyłam...
- Czego ode mnie chcesz? - warknęłam, korzystając z momentu przerwy.
- Nie zadawaj pytań, Uchiha - odparła i poczęła składać pieczęcie jedną ręką. Ryzykując, skopiowałam od razu jej ruchy, przez co równocześnie krzyknęłyśmy:
- Katon: Ryuuka no jutsu! - gdy nasze techniki starły się ze sobą, temperatura gwałtownie podskoczyła, wprawiając mnie w coraz większe otępienie. Moja chakra kończyła się, więc jedyne, co mogłam zrobić to grać na czas.
- Kim jesteś? - ponowiłam pytanie, tamując krwawienie z lewej ręki, która ucierpiała po dość bliskim spotkaniu że ścianą.
- Uchiha Kasai - mruknęła z satysfakcją, pewnie będąc ciekawa mojej reakcji. Zapadła cisza, którą przerywały jedynie nasze niespokojne oddechy. Nie wiedziałam, czemu nie zaatakowała, bo mogła mi teraz bardzo zaszkodzić. Do tego nie miałam gdzie uciec, za sobą miałam tylko ścianę.
- Nie bądź śmieszna - prychnęłam i mimo zmęczenia aktywowałam trzy łezki sharingan'a. Złożyłam pieczęcie do jutsu teleportacji i znalazłam się obok niej. Pociągnęłam za rękę, w której straciła czucie i sprowadziłam ją do parteru - zadałam ci pytanie - wykręciłam jej bark i wbiłam kolano w plecy, nie pozwalając wstać.
- A ja ci kurwa odpowiedziałam - nienaturalnie przekręciła się, powodując wyrwanie barku ze stawu. Cholera, nie pomyślałam o tym. Zrzuciła mnie z siebie i potraktowała tym samym kopnięciem co wcześniej. Przy zderzeniu zachłysnęłam się własną krwią. Widzę, że organy wewnętrzne też protestują. Nie pomyślałam, że poświęci rękę aby się wyrwać, ale w końcu nic ją to nie bolało. KUSO! - teraz mi wierzysz? - mruknęła zbliżając się do mnie powoli. Nie miałam siły się podnieść, ale dawka energii na odszczeknięcie się jeszcze postanowiła się uwolnić.
- Chyba kpisz - warknęłam i chwiejnie podniosłam się z podłogi. Widziałam, jak formowała pieczęcie, pomimo panującego mroku. Sharingan wyczulony na bodźce zewnętrzne zarejestrował wszystko. Nie mogąc wykrzesać z siebie sił, aby nawet zasłonić rękoma twarz, jedynie patrzyłam przez ciemność na formującego się przede mną wodnego smoka. Chciałam aby Raito już przyszedł i mnie uratował. Z resztą nie oszukujmy się. Marzyłam o tym od momentu, gdy wypuściłam Liarę. Moja wola walki dość mocno ucierpiała w ostatnim czasie.
Ta świadomość, że pozostało ci kilka sekund życia, a ty nic nie potrafisz z tym zrobić jest przytłaczająca. Dotknęłam zimnej ściany, zamykając oczy. Słyszałam plusk wody i ten cyniczny, charakterystyczny dla Uchihów śmiech, nie kłamała...
***
Sasuke

Pieprzony Itachi, pieprzona Dyara, pieprzona Starszyzna i pieprzona Konoha! Otworzyłem na oścież drzwi od stołówki, aby po chwili przez nie przejść i znaleźć się w dość obszernym pomieszczeniu, skąd dolatywały zapachy przypalonego mięsa i rozgotowanego ryżu.
- Sasuke-kuuuuun! – ruda larwa rzuciła się na mnie, gdy tylko mnie zobaczyła. Znając ten scenariusz, czekałem aż będzie dostatecznie blisko, aby w odpowiednim momencie przesunąć się lekko w bok, aby zaryła o ścianę – ałć – jęknęła, gdy odklejała swoją mordę od ciemnej boazerii. Nie odpowiadając podszedłem do okienka, gdzie jedzenie wydawała młoda dziewczyna, po czym odebrałem od niej pełen talerz i poczłapałem do swojego stolika. Usiadłem i nadal próbując olać rozmowy drużyny, zacząłem konsumować mój, jakże przepyszny i źle przyrządzony posiłek.
Każda mała, nieistotna rzecz, każdy dźwięk i cień zaczął mnie prześladować. Wszędzie widziałem to, co nigdy nie miało prawa opuścić zablokowanych na wieczność szufladek w moim mózgu. Kiedykolwiek myślałem o Dyarze, widziałem przed sobą matkę, o Itachi’m - ojca. To robiło się już niezdrowe i dość przerażające.
Nie mogłem spać, nie miałem apetytu (nie, nie jest w ciąży xd – dop. autorki). Gdy tylko zapadnę w sen, wpadam w wir wspomnień i nierealnych wyobrażeń przyszłości, która niechybnie nadejdzie, aby po chwili się obudzić, cały zlany potem. Sam nie wiem, czego chcę. Dyara zaczęła mieszać mi w głowie, a nawet z nią poważnie nie porozmawiałem, prócz tego incydentu w sypialni. Po prostu pojawiła się i pobudziła te trybiki, które zgodnie z moimi postanowieniami miały stać w miejscu. Lecz tym samym wzmocniła chęć zniszczenia Konohy, a jeszcze bardziej potrzebę bestialskiego wymordowania kilku osób.
Tylko ta irytująca Haruno pozwala mi zasnąć. Źle się z tym czułem, ale przyjmowałem jej pomoc, jeśli mogę to tak nazwać. Ona też nie mogła spać przez pewien czas. Tej nocy zaczęła opowiadać o sobie, ja jedynie słuchałem. Choć kompletnie mnie to nie obchodziło, to uczucie bliskości kogoś wprawiało mnie w dziwne otępienie. Może właśnie dlatego nie wywaliłem jej jeszcze z tego pokoju na korytarz? Na szczęście robi to na odległość i nie musi mnie w żaden sposób dotykać. Muszę z nią o tym porozmawiać. Może nie będzie tak źle? 
- Sasuke-kuuuun! – larwa krzyknęła mi nad uchem, trzymając w ręce pałeczki oraz przykładając mi je do ust. Natychmiast wyprowadziłem cios w tę stronę i ruda odleciała w tył. Opisać to?  - Niezidentyfikowany obiekt latający. Nie biję kobiet, chyba, że są to kunoichi a jednocześnie wrogowie. Ale Karin – przechodzą mnie dreszcze, gdy nawet przez głowę przeleci mi to imię – na pewno do płci pięknej się nie zalicza.
- Nigdy więcej tak nie rób – warknąłem i wróciłem do jedzenia, zimnego już posiłku. Cholera, znów się zamyśliłem. Obserwowałem Suigetsu, Raito i Juugo, którzy zawzięcie o czymś dyskutowali. Tamta jeszcze nie podniosła się z podłogi i nikt nie miał zamiaru jej w tym pomóc. Gdzie była Kasai? Nie widziałem jej od wczoraj, a zwykle kręci się gdzieś blisko mnie. 
- Uchiha-sama – usłyszałem gdzieś pod moimi nogami. Zwróciłem wzrok w tamtą stronę i przed oczami stała … mała łasica – przysłała mnie Dyara. Ma kłopoty, ktoś ją zaatakował i prosi o pomoc – powiedziała na jednym tchu. Moja siostra ma summony? Potrząsnąłem głową i zerwałem się z miejsca. W sali zapadła cisza, gdy szybkim krokiem skierowałem się do drzwi.
- Gdzie jest? – mruknąłem, wiedząc, że zwierzak podąża za mną.
- Proszę iść cały czas prosto, potem w prawo i – miała niski, przyjemny dla ucha głos, cichy i dyskretny. Minąłem w drzwiach całego oślinionego już na mój widok Mashi’ego i ruszyłem biegiem we wskazanym kierunku.
Kto w tej kwaterze miał czelność, aby atakować moją rodzinę… Przyspieszając kroku, doskonale już czułem dwie chakry niedaleko mnie. Obydwie nie były w pełni sił, lecz jedna wyraźniej od drugiej była zdecydowanie bardziej wyczerpana. Widziałem już koniec korytarza, dobiegłem tam i skręciłem w prawo.
Wielki wodny smok o trzech głowach stał przed … Kasai, skierowany na … moją siostrę.
-  Katon: Dai Endan! – natychmiast złożyłem pieczęcie, a ściana z ognia obroniła Dyarę, która ledwo co stała na nogach. Cała moc smoka została zneutralizowana, przez mojego katona. Gdy jej technika dobiegła końca, pojawiłem się przed Kasai, rzucając nią o ścianę.
- Sasuke? – leżąc na ziemi wydawała się dość zaskoczona.
- Co tu się do cholery dzieje?! – warknąłem patrząc to na wycieńczoną Dyarę, to na zdezorientowaną Kasai.
- Przecież muszę ją zabić – mruknęła, próbując wstać. To zdanie wywołało u  mnie mieszankę rozmaitych uczuć. Lecz tylko jedno stwierdzenie przebiło się przez zasłonę mojego umysłu.
- Nikt – podszedłem bliżej – nie będzie – kucnąłem przed nią – zabijał – przybliżyłem się – mojej rodziny! – krzyknąłem i podrzuciłem ją do góry, przez co zahaczyła o sufit i ponownie spadła na podłogę. Kłamliwa zdzira…
- Ale ona zepsuje nasz plan – wycharczała, ledwo łapiąc powietrze w płuca. Wyglądała żałośnie, cała zakrwawiona w porozdzieranych ubraniach. Gdy patrzyłem na Dyarę, kiedy jej rozbiegany wzrok próbował skupić się na nas, poczułem coś na kształt współczucia. Coś, co opuściło mnie bardzo dawno, łącznie z innymi zbędnymi emocjami, które sprawiają, że człowiek jest słaby… A jeśli Kasai ma rację?
- Nie waż się tak mówić – szybko zdałem sobie sprawę z mojej chwilowej głupoty i podejrzeń, co do mojej siostry. Tylko ona mi pozostała. Przemyślanie pozostawiłem ją w Konoha. Po prostu wiedziałem, że jest tam bezpieczna. Wybaczyła Itachi’emu? Spotykała się z nim? Dobrze. Ja jej tego nie zapomnę i nie stanę się na powrót kochającym, starszym bratem, bo Uchiha nie zapominają… Lecz nie pozwolę jej zabić.
- Wiem, co mówię – stęknęła, gdy uniosła się na łokciu. Ponownie zniżyłem się do jej poziomu i za szyję podniosłem do pionu. Chciałem patrzeć jak cierpi, jak prosi o jeszcze sekundę życia. Musi zapłacić za to, co zrobiła Dyarze…
- Madara kazał ci tu przyjść, tak? Dobraliście się – w jej oczach widziałem rosnące przerażenie. Jak nigdy upajałem się tym widokiem – lecz nie przemyślał pewnej – upuściłem ją – drobnej rzeczy – wziąłem zza pleców do ręki katanę i zacząłem ją okręcać w dłoni – nie jestem osobą, która toleruje jakiekolwiek spiski – przejechałem mieczem po jej ręce, powodując czerwoną szramę, z której po chwili wypłynęła krew – tak trudno to zauważyć? – zmrużyłem oczy i to samo zrobiłem z jej drugą ręką.
- Sasuke, przestań… - usłyszałem gdzieś za sobą. Odwróciłem się, aby zobaczyć moją ledwo żywą z wyczerpania siostrę, która nawet w tym stanie, chciała darować życie kobiecie, która przed chwilą bez żadnych skrupułów miała ją zabić. Nigdy jej nie rozumiałem i chyba nieprędko się to zmieni…
- Nikt, kto zagraża mojej rodzinie, nie ma prawa żyć – znów stałem do niej plecami – powinnaś o tym doskonale wiedzieć – wbiłem Kasai katanę prosto w serce. Nie protestowała, nie miała takiej możliwości. Ciało pod moimi stopami po chwili zesztywniało, a oczy ofiary stały się puste. Patrzyłem jak kona, mając przeczucie, że to jeden z wielu czynów, który pomoże mi zemścić się za mój klan. To coś, do czego dążę.
Popatrzyłem na pokiereszowaną siostrę. Nie powinienem do tego dopuścić, przybyłem za późno. Gdzieś w oddali słyszałem kroki kilku osób, biegli w naszą stronę. Kucnąłem przy Dyarze lustrując jej twarz, która tak bardzo przypominała mi matkę, która śniła mi się co noc i przy wszystkim przypominała o swoim istnieniu. Opuściłem głowę, zastanawiając się nad kilkoma rzeczami. Po pierwsze, musiałem przeprowadzić dogłębną rozmowę z Madarą, po drugie trzeba było przetransportować dziewczynę do Sakury, po trzecie Haruno trzeba dostarczyć chakrę…
Kroki były coraz głośniejsze, aż w końcu ustały, gdy trzy postacie pojawiły się obok nas. Raito natychmiast rzucił się w stronę Dyary, wyglądając na człowieka, który nie widział nic poza dziewczyną leżącą obok. Wstałem wiedząc, że chłopak dobrze się nią zajmie i przelotnie spojrzałem na Juugo i Suigetsu.
- Posprzątajcie to ścierwo – wskazałem na ciało Kasai, po czym odszedłem, przy akompaniamencie ciszy, przerywanej jedynie łkaniem Dyary i głosu Raito, który za wszelką cenę starał się ją uspokoić.
***
Ohayo. 
Jestem okropna, prawda? Lubię pastwić się nad moimi bohaterami...
Muszę przyznać, że jest część rozdziału, która nawet mi się podoba - mówię o fragmencie walki Dyary i Kasai. Nawet nie miałam problemu, z wyobrażeniem sobie jej tak, jak tego oczekiwałam o.o
Mam zamiar wprowadzić kilka takich bonusów, jak "Rozdział XXIX i pół" itd. Chcę rozwinąć trochę nieuchronnie zbliżające się SasuSaku. Będą to dodatki, więc bez czytania ich fabuła i tak będzie się ciągnąć. Co o tym myślicie?
Do tego, wracam z zimowisk, a tu <du du du duuuum> ponad 10 500 wejść! Jestem pozytywnie zaskoczona i jest mi z tego powodu bardzo miło ;)
Arigato :D

Dyara ma trochę zniekształconą twarz, ale ten obrazek strasznie mi tutaj pasuje.
Powiedzmy, że jest tutaj opuchnięta xd




A tutaj obrazek Riny, wykonany na moje specjalne zamówienie ;)
Świetny, prawda? ^^
Arigato :D

23 komentarze:

  1. No więc zaczynamy czytanie ^^

    Ehh, Hidan i te jego dziwne fetysze... Mimo, iż pokazałaś, że Imrin jest dobra, ja w dalszym ciągu uważam ją za podłą sukę xD

    Czytałam już ten fragment z wykręceniem barku, ale... Ciągle mnie przechodzą dreszcze jak to sobie zaczynam obrazować. W sumie, to u mnie w głowie wygląda to tak jak na filmie ,,Egzorcyzmy Emily Rose " xD Dziwne, wygięte ciało.

    Ach... Sasuke włączyła się lampeczka ,,Starszy, troskliwy brat" :) Kocham go za to, zapunktował u mnie ^^

    ,,Uchiha nie zapominają" - wiemy coś o tym, ne? xD Agh! Zaczyna się krwawa scena, nareszcie!
    Ej, no! Co tak krótko? Mogłaś jej wyrwać serce, obciąć język... No dobra, w sumie katana w serce też jest dobra ;d
    Świetny obrazek z Dyarą i Raito... Tylko ten ostatni jest beznadziejny -,- [xD]
    Pozdrawiam Cię :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoje problemy mnie przerażają.Najpierw wykańczasz Dyarę, dziewczyna nie może się utrzymać na nogach,a potem masz problemy, że ma buzię opuchnięta, tak? Podła ty!

    Ahh... dobry i opiekuńczy brat Sasuke,to może się jakoś fajnie potoczyć ;P

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko! Prawie się popłakałam ze szczęścia jak Sasuke wpieprzył Kasai tą katane w serce 'Przecież muszę ją zabić' No kurna co za suka! Matko ale mnie wkurzyła xD
    Sasuke w tym rozdziale jest bardzo Sasukowy i bardzo mi się tutaj podoba. Nie wybacza Dyarze, ale się o nią troszczy, serrio jego podejście do niej jakoś jest cholernie fajne xD
    Co do Itachiego to od pewnego momentu mam mieszane uczucia (znaczy dalej go kocham itd), ale kurna ja już nie wiem co on knuje xD I ta Imrin.. Jakoś tak mi się nasunęło na myśl, że jest dobrze wytresowana.. xD Dobra nie lubię typki!
    W trakcie walki Dyara - Suka Kasai zastanawiałam się jak to jest, że tak dobrze umiesz opisywać walki, podczas gdy u mnie ten temat kuleje i zdałam sobie sprawę, że pewnie z własnego doświadczenia co? xD
    Co do rudej larwy to brak słów.. xD Karin ssie..
    Znalazłam dwa błędy! 'ciocsó' chyba gdzieś tam podczas walki i jak Sasek dumał sobie nad Sakurą to zamiast 'w żaden sposób dotykać' jest 'w żaden spokój dotykać'
    Ale tak sobie myślę, że Madara nie będzie zachwycony z faktu, że Sasuke zabił jego wnuczkę, ne? Ale co mnie to, ważne, że jedna suka mniej! Walnij jeszcze Imrin i będzie cudnie :D
    Jestem mega ciekawa w jakich okolicznościach zmieni się nastawienie Sasuke do Sakury, skoro dalej uważa ją za taką irytującą xd
    No, ale pomysł z dodatkowymi rozdziałami fajny :D
    Pozdrawiam, buziaki! ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Walki, hę? Trochę z własnego doświadczenia (^^), aczkolwiek sumują się tu jeszcze marzenia z dzieciństwa, kiedy mała Sheeiren myślała, że będzie ninją i zamiast w nocy spać, kreowała sobie najróżniejsze kombinacje, jakby tu kogoś zlać xd
      Karin <3 ukryta miłość ;3
      Moje zamierzenia względem odbioru Itasia przez czytelników, zmierzają w dobrym kierunku ]:->

      PS. Czytałam o tyle razy i byłam pewna, że notka nie ma błędów -.-
      Aczkolwiek dziękuję, że znalazł się ktoś bardziej uważny ode mnie, już poprawiam :D
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :D

      Usuń
  4. Jeśli Rina Shadow jakimś cudem przeczyta mój komentarz, to pragnę jej przekazać, że rysunek jest ŚWIETNY! O mój Boże, miła odskocznia od tak tragicznego końca.

    Ale skoncentruję się na rozdziale.
    Cholera jasna! Tego się nie spodziewałam. Faktycznie, walka Dyary i Kasai dobrze ci wyszła. Czuć było, że dogłębnie to sobie wyobrażałaś. Twój styl pisania znów wzbudził u mnie uznanie, lecz brakowało mi "wolnych dialogów", jeśli wiesz co mam na myśli. Przy każdej wypowiedzi był opis intonacji i trochę mnie to zbijało z rytmu. Sasuke tym razem, o dziwo, zbytnio nie zaskoczył mnie swoich ruchem. Ostatnio pisałam, że zdziwiło mnie jego okrucieństwo, ale teraz... był tym Sasuke, którego dobrze znam. Dumny Uchiha.
    Szkoda, że bardziej nie opisałaś jak Raito starał się uspokoić Dyarę. Wyobraziłam to sobie i wydawało mi się to naprawdę urocze.

    Weny! Chociaż po stylu pisania widać, że ci jej nie brakuje. (xD)
    Podziel się ;< Ja też chcę.

    Pozdrawiam i czekam na następny rozdział : )

    OdpowiedzUsuń
  5. katana w serce? hmmm jakoś mnie nie zaskoczyło, coś efektywniejszego i bardziej brutalnego by sie przydało xd ale przyznam, że jednak notka mi się bardzo podobała. :D
    No i wrócił nasz dumny, Uchiha Sasuke ;3333
    A i zazdroszczę talentu opisywania walk, osobiście często omijam ten moment i daję coś innego bo zawsze muszę spierdolić, a ty tak łatwo i świetnie to opisujesz ;____;
    Nie będę się rozpisywać bo w sumie większość powyższych komentarzy popieram ;)
    A i obrazek cudny *.*
    A rysunek jeszcze lepszy xd hahahahah biedna Karin, dobrze jej tak xD
    No to mam nadzieję, że kolejna notka szybko się pojawi ^^
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurcze, chętnie bym się już zabrała za Twoje opowiadanie, ale za cholere nie mogę znaleźć czasu.
    Nie lubię tego.
    Dobra, jakoś się postaram w ten weekend jak pozaliczam wszystkie ważniejsze sprawdziany =.=

    Ach, mam takie pytanko.
    Odzywała się do Ciebie Miss Shy? Znaczy, chodzi mi o to, że ja nie mam z nią kontaktu już jakieś z dwa tygodnie i nie wiem co jest grane :)

    Pozdrawiam i weny życzę ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie też nie mogę się z nią skontaktować :/
      Nie mam pojęcia, co się dzieje.

      Usuń
  7. O________O zadziwiasz mnie.. najpierw stwarzasz postać, a potem ją zabijasz xDD
    Ale zacznę od początku, miałam nadzieje na jakiś humorek w akasiach, ale trudno xD Jesteś jedną z niewielu osób, które przedstawiają akasi jako takich seryjnie bad boyi xDD
    Dziwna ta propozycja lidera o.O im nie zależy na zniszczeniu Konohy? W końcu polują na tamtejszego hokage xD
    Potemm walka Dyary, no pochwalę cię, jak opisy walk mnie nudzą, tak tu się w nie wczułam xD
    Chociaż w jej wątku na początku napisałaś, że leżała wtulona w chłopaka, a potem się okazuję, że jest sama w pokoju :)
    Potem Sasuke *____* kolejny raz czuję, że siedzenie w jego głowie sprawia mi przyjemność xDD
    Współczuję mu z tą Karin xD ale radzi sobie, skoro nawet potrafi jej wpieprzyć xDD
    Zdziwiło mne, że zabił Kasai... i to tak łatwo, bez awantury xD jednak no nie pozwala zabić swojej rodziny, ale Itasia chcę zabić xDD jaki paradoks xD o i Kasai też pewnie była jego rodziną xD daleką, ale rodziną xDD
    Uuu SasuSaku się kroi xD nie mam nic przeciw xD Dziwie się, że ten emo pozwala jej w ogóle do niego mówić, skandal xDD
    No ja czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział, życzę weny ;D;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym opowiadaniu jest niestety mało humorku, trzeba to przeżyć xd
      A czy ja napisałam, że Akatsuki chce zabić Naruto? ;> Nic o tym nie wspomniałam, bo Brzask u mnie nie poluje na demony ^^ Do tego, oni serio są złymi chłopcami ;)
      Wiem, że kulawo wyszło z tym wtulaniem się, ale nie wiedziałam, jak ująć to inaczej, aby było dobrze.
      Kasai? Dla Sasuke była nikim. Rodzina prawdziwa, z którą się wychował to co innego, niż rodzina, tylko na drzewie genealogicznym, przynajmniej z jego punktu widzenia. Myślałam, że można było to odczuć :/ Itachi? To chyba proste, że życzy mu śmierci xd
      Właśnie zastanawiam się nad tym SasuSaku...

      Usuń
    2. Sheeiren... Ty doskonale wiesz, że nie pozwolę Ci się nad tym zastanowić ^^ Po prostu pisz i wszyscy będą szczęśliwi :3

      Usuń
  8. Och, Boże, już myślałam, że nigdy nie napiszesz! No wreszcie, wreszcie, wreszcie...
    Od czego by tu zacząć? ;>
    No to może od tego, że Sas mnie tu urzekł jak chyba jeszcze nigdy. Kochany, troskliwy braciszek, ale jednocześnie nie żadna płaczliwa ciota - brawo xd
    Dyara - wiesz, ona jest chyba jedną z moich ulubionych bohaterek wśród blogów. Uwielbiam ją <3 trzeźwo myśląca, inteligentna, no i mimo tego, że ta suka prawie ją zabiła, to chciała darować jej życie... *-* Naprawdę, da się polubić, wręcz pokochać tą postać. Nie dziwię się Raito xd A jak już jesteśmy przy Raito - ale to było słodkie, jak on ją próbował uspokoić i wgl *-*
    Kasai... no, to mnie zaskoczyło. A to podstępna zdzira! Z początku nawet podobał mi się jej charakterek, taka zadziorna i wredna, ale mnie teraz wkurwiła. Ale ciągle nieco mnie dziwi, że zrobiłaś z niej tą "złą" i w sumie szybko uśmierciłaś xd Ale nie oszukujmy się, należało się jej.
    Tak na podsumowanie - walka wyszła ci naprawdę świetnie, potrafiłam sobie wszystko wyobrazić^^ Jeśli chodzi o opisy i dialogi, dla mnie było świetnie, nie za dużo, nie za mało, no i przede wszystkim ciekawie :3
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, pisz jak najszybciej, błagam <3
    Pozdrawiam i życzę weny :3

    OdpowiedzUsuń
  9. Taaa, fajnie, że mój komentarz wczoraj się dodał. Telefony naprawdę wiedzą lepiej czego chcesz. >.<
    Nie spodziewałam się, że Sasuke uratuje Dyarę. Przez to znowu odzyskał szacunek w moich oczach. :3 Gdyby nie on to...:/
    Swoją drogą, gdzie do cholery był Raito w tym czasie!? -.-
    Zbliża się SasuSaku, tak? Hohoho, czyżby niedługo same pary zaczną występować w twoim opowiadaniu?
    A, mam jeszcze prośbę. Kup mi taką słodką Liarę. No proszę, proszę. *,* <3

    OdpowiedzUsuń
  10. kliknęłam i weszłam na twojego bloga. No, i mi się podoba! Teraz zabieram się za resztę. Na pisz szybko kolejny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  12. Katana w serce. Niby takie proste rozwiązanie, a jednak wyjątkowe. Wszyscy szukają ( prawie zawsze) jakiegoś "cudownego" sposobu na śmierć, żeby zaszokować. Moim zdaniem jest to nie potrzebne... ale no cóż. Podobało mi się ^ ^
    Ouu i jest nasz stary, kochany Sasuke :D
    Yeyy... jakbym ja umiała tak opisywać walki... wooo... :D No moje ogromne gratulacje i wyrazy szacunku! Zazdroszczę talentu... :D
    Jakie słodkie obrazki < 33
    A właśnie, przepraszam, że dopiero teraz komentuje, ale musiałam nadrobić zaległości w szkole i nie za bardzo miałam czas na kompa... Mam nadzieję, że się nie gniewasz?
    No nic. Czekam na kolejny rozdział!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że się nie gniewam ^^
      Do tego dziękuję za komentarz ;)

      Usuń
  13. Widzę, że mam nową czytelniczkę. Bardzo mnie to cieszy. Nie reklamowałam jeszcze nigdzie swojego bloga, więc niezmiernie mi miło, że jakimś trafem do mnie trafiłaś:-) (masło maślane).

    Nowy rozdział napisałam już pod koniec grudnia, jednak od tego czasu czekam na korektę. Moja beta miała urwanie głowy na studiach, a teraz nie mogę się z nią skontaktować. Jeśli do końca tego tygodnia( jakby nie patrząc jest już poniedziałek) nie będzie odzewu, to rozdział opublikuję bez korekty.

    Jeśli znajdę czas, to z miłą chęcią zapoznam się także z Twoim opowiadaniem.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Mimo, że wcześniejszych rozdziałów nie czytałam, skusiłam się na przejrzenia tego. Muszę przyznać, że mnie poruszył.
    Tak czy siak, jestem tu po to, żeby poinformować, iż pierwszy rozdział na [http://zycie-niemal-na-pewno-ma-sens.blogspot.com/] już dodałam. Życzyłaś tego sobie, więc życzenie spełniam :3 Miłego czytania i dużo weny do dalszych rozdziałów życzę! ~~

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo zgrabnie opisałaś walkę dwóch Uchiha - podobała mi się ;). Mówiłam już, że robisz postępy, prawda? Więc powiem to jeszcze raz :D, piszesz o wiele lepiej niż dawniej. Oby tak dalej!
    Reakcja Sasuke, gdy dowiedział się o zaatakowaniu Dyary,nie tyle mnie zaskoczyła, co wzruszyła. Poważnie. Zmienia się. Pomalutku... ale się zmienia :).

    OdpowiedzUsuń
  16. Pain i Itachi - to mnie będzie teraz dręczyć, aż kolejnego rozdziału nie przeczytam i się nie dowiem, o co im chodzi ;p Ciekawe, czego dotyczy ta misja.
    Uwielbiam te momenty, kiedy Sasuke spotyka Karin xdd Określenie 'rudej larwy' jest po prostu idealne xdd I brawa dla Riny!!!
    Ale końcówka jest najlepsza :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja po prostu uwielbiam jak pastwisz się nad Karin. Sadystka ze mnie, hehe. Nienawidzę tej nędznej szmaty bardziej od kogokolwiek innego. Moim zdaniem to ona jest nawet mniej użyteczna od Sakury. A rozdzialik wyszedł ci bardzo ładnie. Szybko się czyta i łatwo mi sobie wszystko poukładać w tej mojej pokręconej głowie. No i ja się tylko pytam, czemu nie znam w języku polskim odpowiednich słów by opisać moje zadowolenie, które mi towarzyszy w trakcie czytania tego.
    Natalia Takishima

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ^^
      Szczególnie, że sa to rozdziały, które nie przeszły jeszcze korekty xd

      Usuń