niedziela, 27 stycznia 2013

Rozdział XXVI


                                             Sasuke
Podczas biegu, miałem dużo czasu aby przemyśleć dzisiejsze wydarzenia. Nie dość, że spotkałem Sakurę, to jeszcze Itachi’ego – przemilczę ten wątek - a na końcu przyplątała się Dyara. Chore.
Różowo włosa nie sprawiała mi żadnego kłopotu. Była lekka i cały czas  towarzyszył jej zapach wiśni. Nawet szpitalna woń nie zdołała go przebić. Może to jednak maliny…? Zastanawiam się, kto doprowadził ją do tego stanu. Z jej akt jednoznacznie wynikało, że posiada wysokie umiejętności. Wbrew temu znajduję ją całą poparzoną i owiniętą bandażami. Chciałbym z nią o tym porozmawiać.
Jak powszechnie wiadomo, nigdy nie miałem do czynienia z wieloma kobietami. Od jakiegoś czasu towarzyszy mi nieodparta chęć dowiedzenia się, czy każda z nich jest taka jak moja matka – spokojna i cierpliwa – czy jak Karin – wkurwiająca i upierdliwa – czy Kasai – nad wyraz pewna siebie i arogancka.  Może istnieją takie, hmmm mieszanki? Głębiej się nad tym zastanawiając dochodzę jednak do wniosku, że nie wszystkie takie krzyżówki mogą być dobre. Weźmy połączmy wygląd mojej mamy – piękna – oraz cechy  larwy i Uchihy. Diabeł wcielony. Przyciąga wizualnie, lecz zabija psychicznie. Demon!
Co jakiś czas spoglądałem w stronę siostry, która smacznie spała w ramionach bruneta. Przez sen kurczowo trzymała się jego płaszcza, nawet pomimo wycieńczenia do którego doprowadziła swoje ciało.  A jak potoczyło się jej życie? Gdy przeszkodziła mi w walce, nie nadbiegła ze strony Konohy. Nie przybyła razem z Naruto. Gdzie wtedy była? Przyznam, że targały mną lekkie wyrzuty sumienia, kiedy pozostawiłem ją samą w Liściu bez wyjaśnienia. Byłem gówniarzem zaślepionym zemstą. To drugie nadal jest aktualne, jednak nie usprawiedliwia tego pierwszego. Powinienem ją ze sobą zabrać, nawet siłą. Mogłaby się szkolić razem ze mną. Wybiłbym jej z głowy „życie tak jak dawniej, jakby się to nigdy nie wydarzyło”. Może w najbliższym czasie to właśnie zrobię?
Kasai z wyraźnym niezadowoleniem taszczyła wywłokę na plecach. Karin ważyła więcej od Sakury, lecz Uchiha nie poddawała się i hardo biegła dalej. Upartość w tej rodzinie chyba się dziedziczy. Od jakiegoś czasu zastanawiałem się, co dziewczyna miała na myśli mówiąc, że wciągnęła Dyarę w genjutsu. Będę musiał z nią o tym porozmawiać.
W kwaterze znaleźliśmy się kilka godzin później. Dość niezdarnie, w ciszy zeszliśmy po drabinie na dół. Ten sam korytarz powitał nas mrokiem i zimnem. W ciszy go przemierzyliśmy, aż doszliśmy do rozwidlenia dróg.
- Kasai, zanieś Rudą i po prostu rzuć na łóżko. Możesz potem wrócić do siebie. Raito, mam rację? – zadałem pytanie retoryczne, aby upewnić się czy chłopak mnie w ogóle słucha. Miałem wrażenie, że przebywał w zupełnie innym miejscu.
- Tak – mruknął cicho.
- Jutro porozmawiam z tobą i Dyarą. Teraz dam wam tylko pokój. Idź lewo i skręć w trzecie drzwi. Kasai przyjdziesz po nich jutro o jedenastej i stawicie się u mnie. Jeśli moja siostra się nie obudzi, chcę was widzieć tylko wy dwoje. Wszystko jasne?
- Hai – odpowiedzieli po chwili.
- Możecie się rozejść – po tych słowach ruszyłem w prawo, ku mojej sypialni. Nie mam co zrobić z Sakurą… W jej pokoju umiejscowiłem Dyarę i tego chłopaka. Kurwa, dlaczego zawsze ja mam tego cholernego pecha?
Ruszyłem do pokoju Juugo i Suigetsu. Na chwilę obecną, rolę medyka pełnił ten pierwszy. Jako, że Sakura miała przetrwać noc, musiałem się z nim skonsultować. Dotarłem do drzwi i otworzyłem je naciskając łokciem na klamkę. Stanąłem w pomieszczeniu, mając przed oczami widok istnego burdelu, jak i nienagannego porządku. Cały czas z dziewczyną na rękach, kopnąłem w nogę śpiącego Juugo. On natychmiast wstał i zaczął rozglądać się dookoła zdezorientowany.
- Sprawdź, czy nic jej nie jest – mruknąłem.
- Emphmm. Już, moment – wstał i rozprostował kończyny – połóż ją tu, Uchiha-sama – tak też zrobiłem. Mężczyzna zbadał ją oględnie, sprawdził puls, źrenice – jest mocno poparzona i wyziębiona jednocześnie. Przydałaby się jej maść.
- Więc zrób to, co uważasz za stosowne a potem przyprowadź ją do mnie i powiedz Suigetsu, że w południe ma przynieść jedzenie dla dwóch osób do pokoju numer cztery – nie dałem mu szansy na sprzeciw, ponieważ najzwyczajniej w świecie wyszedłem z pomieszczenia. Wróciłem się  do siebie, wziąłem szybki prysznic i położyłem się spać.
Rano
Pierdolę, usunę to okno z mojego pokoju – pomyślałem, czując promienie słońca na twarzy, które chwilowo bardziej przypominały laser, niż niewinne przynoszące ciepło promyczki. Otworzyłem oczy, lecz od razu musiałem je zamknąć. Ten mały incydent doprowadził mnie do szewskiej pasji. Podniosłem się do siadu i w końcu byłem wolny od tego światła, przez które dostałem chwilowego oczopląsu. Właśnie chciałem się odwrócić, aby spuścić nogi na parkiet lecz coś, ktoś mi w tym przeszkodził. Zastygłem w cholernie niewygodnej pozie, spowodowanej moim zdziwieniem. Obok mnie leżała Sakura, ze wzrokiem utkwionym w mojej twarzy. Nieustannie lustrowała mnie zielonymi tęczówkami, nie dając mi spokoju. Przyznam się, że nie byłem jej dłużny. Zmieniła się diametralnie, od mojego odejścia. Zauważyłem to już kiedy ją niosłem do kwatery, lecz tak naprawdę dotarło to do mnie teraz.
- Skończyłeś się na mnie patrzeć? – powiedziała słabym głosem.
- Od tego mam oczy – mruknąłem i znów opadłem na pościel, powodując ciche syknięcie ze strony różowo włosej. Lekko się uśmiechnąłem, zauważając, że mam nad nią władzę. 
- Czego ode mnie chcesz? – dlaczego nie piszczy, nie rzuca mi się na szyje, nie płacze? Gdzie to irytujące: Sasuke-kun?
- Ja? Nic – napotkałem jedynie jej zdenerwowany wzrok – Madara cię potrzebuje – chwila moment, dlaczego ja jej się tłumaczę?
- Nie chcę mieć z nim nic wspólnego – warknęła, co zabrzmiało zgoła niebezpiecznie. Położyłem się na boku w jej stronę, podpierając głowę ręką. Ciekawe, czy mogę się nią bawić tak, jak kiedyś. Ona na to prychnęła i z wielkim bólem próbowała wstać.
- Jesteś medykiem. Powinnaś umieć się uleczyć, prawda Haruno? – mój głos ociekał ironią. Interesowało mnie, dlaczego jeden z najbardziej pożądanych lekarzy na świecie, nie potrafił poradzić sobie z oparzeniem. Ona na to tylko lekko zesztywniała, lecz nadal z wielkim grymasem malującym się na twarzy starała się wstać.
- Nie twój zasrany interes, Uchiha – odbiła piłeczkę. Głośno dyszała, gdy zrzuciła nogi na podłogę. Ciekawe, gdzie miała zamiar teraz iść. Spacerek chce sobie zafundować? Z powątpieniem patrzyłem na jej starania. Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Kasai nie czekając na moje pozwolenie wwaliła mi się do pokoju razem z tym nowym.
- Jesteśmy – mruknęła, opierając się o ścianę. Raito również wszedł do pomieszczenia, po czym kulturalnie zamknął za sobą drzwi. Ja nic nie robiąc sobie z ich obecności nadal leżałem na łóżku, przypatrując się zirytowanej własną niemocą Sakurze.
- Nie spoć się tylko – powiedziałem do dziewczyny, nadal mając z tej całej sytuacji niezły ubaw.
- Spierdalaj – odparła spokojnie, powoli kładąc dłonie na kolanach.
- Mógłbyś przekazać nam te informacje o których mówiłeś i dać spokój? – łuhuhuu Kasai się zdenerwowała. Robiło się coraz ciekawiej.
- Nie widzisz, że odpoczywam? – nadal nie odrywałem wzroku od byłej towarzyszki z drużyny. Gdy w końcu udało jej się położyć ręce w pożądanym miejscu, bandaże zsunęły i odsłoniły kawałek poranionych pleców. Wyglądało to okropnie i przez krótki moment narodziło się we mnie coś na kształt współczucia. Jednak jak szybko się to pojawiło, tak szybko również zniknęło.
- Uchiha, wykaż się choć odrobiną kultury. Nie potrafiłeś szanować starych znajomych, to zmień to w stosunku do nowych – Sakura powiedziała to głosem smutnym, lecz pewnym siebie.
- Ta różowa dobrze mówi! – wyrwała się Kasai, podnosząc palec wskazujący do góry. Natychmiast wstałem i kucnąłem przed dziewczyną. W oczy rzuciły mi się jej krwawiące kolana, jak i ślady tej czerwonej cieczy na reszcie jej ciała.
- Ja zawsze robię to, co chcę. Kto jak kto, ale ty powinnaś o tym doskonale wiedzieć – syknąłem i sięgnąłem po białą koszulę, aby po chwili narzucić ją na siebie.
- Więc? – Uchiha wnikliwie penetrowała swoje paznokcie, będąc tym zajęciem bardzo pochłonięta.
- Idź do Madary i powiedź, że przyjdę do niego niedługo. Co do ciebie i Dyary – zwróciłem się do bruneta – jesteście tylko i wyłącznie pod moimi rozkazami. Przydzieliłem wam pokój i macie w nim na razie pozostać. Jedzenie niedługo powinno  być tam dostarczone. Dzisiejszy dzień macie wolny, możecie odpocząć. Gdy moja siostra się obudzi powiedz jej, żeby przyszła do tego pokoju. To na tyle, idźcie już – machnąłem ręką w ich stronę i zacząłem szukać moich butów.
- Tylko po to mnie tu wezwałeś? Mogłam zrobić to wczoraj – zaoponowała Kasai, stając na prostych nogach i zakładając ręce na piersiach.
- Nie kwestionuj moich wyborów. Nie za to ci płacą – prawda jest taka, że miałem iść do Madary już wcześniej, lecz ktoś mi to uniemożliwił. A z resztą chciałem jeszcze poprzyglądać się staraniom Sakury, dobrze się przy tym bawiłem.
- To wszystko? – powiedział Raito.
- Tak, wszystko – po tych słowach chłopak wymknął się z pokoju, a Kasai zaraz za nim.
- Dyara tu jest? – różowa zmiażdżyła mnie wzrokiem.
- Tak, a co? – rzuciłem mimochodem.
- Dlaczego jej też chcesz zniszczyć życie? – syknęła i wstała pod wpływem chwili. Gdy się wyprostowała, głośno krzyknęła. Ustała może dwie sekundy i nogi się pod nią ugięły. Ponownie opadła na łóżko.
- Leż.
- Nie – powiedziała ze łzami bólu w oczach. Jej włosy kontrastowały z czarną pościelą, tworząc dość ciekawy wzór. Zielone tęczówki szkliły się, dając ogółem dość niecodzienny widok. Nie odpowiadając dziewczynie ruszyłem do łazienki, zostawiając ją samotną, leżącą na łóżku.
~*~
                                          Dyara
Moja głowa… Powoli otworzyłam oczy i próbowałam podnieść się do siadu – na marne. Uniosłam się tylko na łokcie, po czym znów upadłam na miękkie łóżko. Gdzie ja do cholery jestem? Odwróciłam głowę w bok. Znajdowałam się w jakimś średniej wielkości pokoju, z małym okienkiem. Wysoka szafa, drzwi – za pewno do łazienki – jakaś mniejsza szafeczka. Byłam przykryta ciemną pościelą, pachnącą nowością. Czułam się wyspana i wyczerpana jednocześnie. Ostatnie co pamiętam, to moja kłótnia z Sasuke, a potem … potem… Bardzo starałam sobie przypomnieć wczorajszy dzień, lecz z marnymi skutkami.
Zrezygnowana próbowałam poustawiać sobie w głowie wydarzenia po kolei. Po dłuższej chwili myślenia, przez głowę przeleciał mi również Raito. On się tam pojawił? Przecież wywiodłam go w pole.
Odwróciłam się w drugą stronę, aby poznać drugą część tego pomieszczenia, a spotkałam tam tylko … ścianę. W oczy rzucił mi się jednak napis, widniejący  na ciemnej tapecie. Nie mogłam skupić wzroku, bo wyrazy świeciły jasnym blaskiem. Czemu nie zauważyłam ich wcześniej? Emanowało od nich ciepło. Od ich strony towarzyszyło mi przyjemne uczucie gorąca, z drugiej jednak przeszywającego zimna. Gdyby nie ta kołdra, byłoby ze mną cienko… 
Mój wzrok w końcu stał mi się posłuszny, więc skierowałam go na intrygujący napis. Szok, to za mało powiedziane.
Przepraszam za wszystko. Wybacz, ale jeszcze wiele o mnie nie wiesz…
Doskonale wiedziałam, do kogo należą te słowa. Użył tych samych co ja, kiedy wychodziłam z pokoju u Imrin.  Nie wiem, dlaczego nie wpadłam na to wcześniej. Ten napis świeci – reszta jest chyba oczywista. Raito, co ty chcesz tym osiągnąć? - To było dla mnie za dużo. Jęknęłam i pomimo zawrotów głowy, podniosłam się do siadu. Odczekałam moment w tej pozycji, po czym zdecydowałam się wstać. Zakręciło mi się w głowie, ale się nie poddawałam. Ile można leżeć w łóżku? Znajdowałam się na obcym terenie, więc nie mogłam odpoczywać, kiedy miałam możliwość do działania. Dudniło mi w uszach i piszczało jednocześnie. Wszystko dlatego, że przestałam brać tabletki – zostawiłam je w Konoha. Muszę przyzwyczaić się do ciągłego bólu głowy, a już miało być dobrze…
Zrzuciłam z siebie pościel i od razu tego pożałowałam. Jak tu jest cholernie zimno! Kuso. Wstałam na nogi, cały czas trzymając się łóżka. Kolana mi dygotały, nie chcąc funkcjonować jak należy. Obraz przed oczami ponownie się zamazał. Pewnie upadłabym z hukiem na podłogę, gdyby ktoś mnie od tego nie uratował.
- Dyara, co ty robisz?! – wrzask nad moim uchem wprawił mnie w jeszcze większe osłupienie. Byłam zbyt zdezorientowana, aby zidentyfikować tę osobę. Dopiero gdy poczułam rozlewające się po moim ciele ciepło, wiedziałam z kim mam do czynienia, na co natychmiast zesztywniałam.
- Puść mnie – z mojego gardła wydobył się charchot, ponieważ nie można było nazwać tego głosem.
- Ani mi się śni – mruknął Raito, kładąc mnie z powrotem na łóżku.
- Nie będziesz decydował za mnie – ledwo powiedziałam to, co miałam ochotę mu przekazać. On jednak wydawał się nie zauważać mojej chwilowej niedyspozycji.
- Jak chcesz – powiedział i zabrał ręce, przez co wrócił chłód. Nie miałam dość sił, aby samodzielnie się przykryć, więc natychmiast dopadły mnie dreszcze. Czułam jego wzrok na sobie, lecz za żadne skarby nie chciałam pokazać mu swojej słabości – przepraszam – cisza która zapadła między nami, była co najmniej niezręczna.
- To już zauważyłam, ale za co? – wyszeptałam. Przynajmniej wtedy miałam pewność, że chłopak mnie zrozumie.
- Za to co powiedziałem, za to jak się zachowałem. Przepraszam – Raito siedział na brzegu łóżka, nie uwalniając mnie od ciężaru swojego spojrzenia.
- Itachi kazał ci tu przyjść? – zamknęłam oczy, aby na niego nie patrzeć, miałam dość widoku jego udręczonej twarzy.
- Prosił, lecz nie rozkazał. Jestem tu, ponieważ sam o tym zadecydowałem – powiedział i zmienił pozycję, lekko zbliżając się ku mnie.
- To na co czekasz? Wracaj do domu – powoli wracał mi głos, więc mogłam mówić trochę głośniej. W całej krasie słyszałam jego głębokie westchnienie.
- Nie zostawię cię teraz – jego ton stracił na sile.
- Czujesz się zobowiązany wobec Itachi’ego? Jesteś wolny, nic cię tu nie trzyma – nadal nie odważyłam się otworzyć oczu.
- Masz rację. Nic mnie tu nie trzyma, lecz ktoś, a i owszem – uchyliłam delikatnie powieki. Uśmiechał się do mnie lekko. Nagle zobaczyłam w nim mojego starego kompana, z którym tak dobrze mi się rozmawiało. Tego cierpliwego i wyrozumiałego chłopaka, któremu kiedyś ofiarowałam część swoich wspomnień. Nie ma w tym nic romantycznego, porównując do tego, co kiedyś mówiła mi Sakura. Zero światła wpadającego przez okno. Zero wiatru, który miałby wprowadzić nas w tę atmosferę. Ja tego chyba nie potrzebuję. Jest idealnie tak, jak teraz.
Sama nie wiem, co nas łączy. Jeszcze wczoraj nie chciałam go znać…
- Chodź tu – mruknęłam. On tylko uśmiechnął się szerzej i położył się obok, oplatając mnie ramionami. Znów było mi ciepło. Czułam przyspieszone bicie jego serca i oddech na włosach. Po chwili również cichą kołysankę, tulącą mnie do snu.
Czułam się bezpiecznie leżąc obok chłopaka. Nie chciałam myśleć co powiem mu, gdy się obudzę. Pewnie będzie spodziewał się jakiś wyjaśnień, bądź ruchów z mojej strony. A pod tym względem nie może liczyć na wiele, jeśli chodzi o moją osobę. Nie wiem czy dobrze robiłam postępując w ten sposób, dopuszczając go do siebie. Bałam się kolejnego zawodu. Starałam się tego po sobie nie okazywać, lecz Kiba głęboko mnie zranił. Bardzo wierzyłam w to, co powiedziałam ostatnio Imrin i nie miałam zamiaru się z tego wycofywać, jedynie troszkę nagiąć. Teraz będę postępować inaczej. Pod żadnym pozorem nie będę się zmieniać i ponad wszystko pozostanę sobą. Jeżeli Raito coś ode mnie chce, to zniesie mnie taką, jaka jestem.
Leżałam tak i wsłuchiwałam się w jego głos, który był cudownym lekiem na mój ból głowy, który zniknął gdy Raito zaintonował pierwsze dźwięki. Przepiękna melodia koiła moje nerwy i wątpliwości. Chciałam, aby ta chwila nigdy się nie skończyła. Była między nami taka cienka, prawie niewidzialna nić porozumienia. Wsłuchiwałam się w słowa kołysanki i niezwykle się czułam wiedząc, że są skierowane do mnie. Ten chłopak zabiera mi umiejętność racjonalnego myślenia – to ostatnie co pomyślałam, przed zapadnięciem w sen. 
*** 
Du du du duuuum. Pierwszy raz zdarzyło mi się, aby napisać dwie notki w ciągu dwóch dni.
Nie wiem, czy to dobrze czy źle. Oceńcie sami.
Piszcie, czy coś na kształt tego co napisałam dziś wam odpowiada, czy szybko zmierzać mam do końca opowiadania.
Bywajcie!

27.11.2013r.
Ależ ja się użalałam nad sobą. Szkoda gadać xd

28 komentarzy:

  1. Dawno mnie tu nie było. Dość w odległych czasach czytałam twojego bloga. No coż... czas nadrobić zaległości.

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże Sasek próbujący zrozumieć kobiety, no naprawdę xD 'Przyciąga wizualnie, lecz zabija psychicznie. Demon!' - Genialne podsumowanie!
    Ogółem to och dzięki Ci wielki Jashinie i Sheeiren, że nie zrobiłaś z Sakury płaczki, która rzuci się Sasuke na szyje i nie daj boże zejdzie na zawał bo leżała z nim w jednym łóżku! Taka oschła jest o wiele lepsza i pewnie będzie to działaś na Uchihe xD
    Ochh i niech Dyara tyle nie myśli tylko po prostu będzie z Raito! :D Czekam na wiele wiele więcej DyaRai! ;333
    Fajnie, fajnie, częściej dodawaj tak często notki..? Okej nie brzmi to, ale wiesz o co chodzi ;) I wcale nie za długie, jest w sam raz i ciekawie :D
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dość długo siedziałam nad tym kawałkiem o zrozumieniu kobiet xd
      Ciszę się, że według ciebie dobrze wyszedł ;)
      Niestety tydzień się zaczyna, więc będzie ciężko coś napisać :/
      Dziękuję i pozdrawiam ;)

      Usuń
    2. Hihihihi a ja mam ferie od jutra! :D

      Usuń
    3. To niesprawiedliwe! Ja od połowy lutego -.-

      Usuń
  3. Ale, że jak?! Ty chciałaś skrócić? Jak wena Ci na to pozwala, to pisz jak najdłuższe, nie waż się skracać? :)
    I się doczekałam :tańczy plemienne tańce: w końcu miałam scenę z Sakurą, która bardzo dobrze Ci wyszła :) Dobrze, że Różowa nie zachwyca się P. Uchihą.
    Scena z Raito i Dayrą... Mhm, jak słodko. Serio, roplywam się w środku. Szkoda tylko, że nie mogłam włączyć muzyki, bo tam gdzie aktualnie przebywam, nie wchodzi Fb oraz YT. Z blogspota też nie mogę korzystać, chyba że na komórce...
    Więc jak się pewnie domyslasz, znów piszę z telefonu xD
    Ale piszę dalej:
    Początek był genialny. Sasuke, który próbuje zrozumieć kobiety? Uhuhu, robi się gorąco. Ciekawa jestem, jak na to wszystko zareagują Juugo i Suigetsu, w końcu są w towarzystwie pięknych kobiet...
    Boziu, co za Harem xD
    No i taki mój wniosek psychologiczny: Sakura zapewne gdzieś ,,uderzyła" Sasuke, bo nie daje sobią pomiatać, a to pewnie wzbudza zainteresowanie pana Uchihy... Hm, ciekawe jak to wszystko zaplanowałaś...?
    To już wszystko, co dotyczny tego rozdziału, ale...
    Tylko spróbujesz zmierzyć do końca opowiadania, to ZASTZELE! Tak, to jest groźba :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wydają mi się za długie i takie trochę na siłę. Miło, że to jak na razie tylko moje stwierdzenie :D Sasuś to palant i egoista, na chwilę obecną nie zasługujący na Sakurę ]:->
      Takie groźby mogę przyjmować :D
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
    2. To zle Ci się wydaje :)
      No na razie to faktycznie palant... Ale jaki przystojny xD

      Usuń
    3. No trzeba mu to przyznać *.*

      Usuń
    4. ^^ W ogóle śliczny nowy szablon :) Ukłony dla Akemii

      Usuń
  4. 2 notki w 2 dni, takie prezenty to ja lubię :D Czy to dobrze? Zajebiście. Obie notki mimo wszystko trzymały wysoki poziom, a to już coś znaczy, nie mówiąc o tym że były nieziemsko wciągające *_* Kiba niech wypiernicza, Raito wydaje się być znacznie lepszy :D Rozmyślania i porównania Sasuke, dosyć śmieszne ale hej, przynajmniej prawdziwe xD. Czekam na nexta!! Może jutro kolejny? ;>

    OdpowiedzUsuń
  5. *rumieni się*
    Kiba to na razie zamknięty rozdział ;)
    Jak dobrze, że facet przyznał, że moje przypuszczenia na temat facetów są trafne! - to zdanie nie ma sensu, ale każdy wie o co chodzi xd
    Jutro? Nie dam rady xd Ale szybko postaram się napisać kolejną notkę ;)
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Cześć, cześć :D

    Na wstępie chciałam bardzo podziękować za pochlebny komentarz.
    Co do nazwiska głównej bohaterki (i wszystkich innych) to niestety jest to pozostałość po I tomie, który pisałam jakieś ponad dwa lata temu jeszcze na onecie.
    Teraz w miarę upływu czasu staram się te stare rozdziały nieco poprawić (co idzie mi mozolnie, bo na głowie mam jeszcze dwa blogi), choć tak naprawdę wyrzuciłabym całą treść i zaczęła wszystko od nowa, jednak to nie miałoby już teraz większego sensu.

    Oczywiście, że będę Cię informowała o nowych rozdziałach. Mam nadzieję, że historia mimo wszystko się spodoba.

    A teraz z innej bajki...
    Uchiha?
    To słowo sprawiło, że z pewnością w wolnej chwili zabiorę się do czytania Twojego opowiadania.

    Pozdrawiam :*
    my-2-story.blogspot

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, no to teraz pora na mój komentarz ;D Po pierwsze nie zauważyłam żadnych błędów ;D wow przyjemnie się czytało ;D
    Sasuke, ach on wysuwa ciekawe wnioski na temat kobiet, cóż na chłopski rozum są dość prawdziwe xD (baby rządzą xD) Podobało mi się, że Sakura zaczyna go intrygować, nieźle się zaczyna xD
    Myślałam, że już wysuniesz jakąś akcje KarinxKasaixSakura, ale widzę trzymasz mnie w niepewności... jak możesz? :P Tylko mam takie jedno zapytanie, bo Sakura podobno była w śpiączce, już się obudziła? No i trochę dziwnie, że nie pytała gdzie jest? Co robi itd xD
    Co do Dyary to taki słodki ten wątek ^^ Raito przeprosił i teraz z nią jest xD tylko czemu potem jak wstanie chcę mu się tłumaczyć? To akcja wiązana xD
    No nic już cię nie męcze czytaniem czekam na nowy rozdział ;D
    Życzę ci mocnej dawki weny ;D
    i rozdziały mają być często xD nie krępuj się, wstawiaj :P

    OdpowiedzUsuń
  8. To z Sakurą wytłumaczę :D
    KarinxKasaixSakura? Spokojnie ]:->
    Dziękuję i pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Aj, naciągane te relacje w "kryjówce". Nie podoba mi się, że masz takie luźne podejscie do Akatsuki. Gdzie mrok, gdzie kanon? Kwilą sobie między wierszami.
    Niezgrabnie wyszło z tym budzeniem się różnych osob. Takie na siłę.
    Niby słodkie to wydarzenie z Raito, a jednak ogólny poziom notki psuje to wrażenie. Rzuca się w oczy, że kilka lepszych zdań/momentów tkwi między tymi kiepskimi, co bardzo niszczy.
    Oj, kilka ostatnich rozdziałów nie trzymało Twojego poziomu. Poprawisz się, co?
    Wiem, narzekam, ale po to jestem, nie?
    Pozdrawiam i czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A mi się tam podobało. Jedynie efekt końcowych wydarzeń między Raito, a Dyarą nie był taki urokliwy. Jednak jestem pewna, że wina nie leży tu po twojej stronie. Wszystko było dobrze opisane, ale dwa rozdziały pod rząd w twoim wykonaniu to dla mnie za dużo. Rozumiesz o co chodzi... Teraz obiecuję, że będę sumiennie czytała każdą kolejną notkę.
    "Pierdolę, usunę to okno z mojego pokoju – pomyślałem, czując promienie słońca na twarzy, które chwilowo bardziej przypominały laser, niż niewinne przynoszące ciepło promyczki." - Mimo, że od jakiegoś czasu nie jestem miłośniczką przekleństw w tekście, to jednak ten moment jak i perspektywa Sasuke jak zwykle zdołały mnie rozbawić xD

    Czytając rozdział, czuję zmianę jaka w tobie zaszła. Akcja jest bardziej wartka i wciągająca. Nawet rozkazy Sasuke, który komenderował całą drużyną były dla mnie ciekawe. Ach, i jako wierna fanka SasuSaku byłam zachwycona tym króciusieńkim stwierdzeniem ze strony Sasuke o Sakurze i jej "metamorfozie". : )

    Pozdrawiam i życzę mnóstwa weny.

    OdpowiedzUsuń
  11. No ok, mogę Ci poprawić wszystkie rozdziały, chociaż widzę, że jest ich dość dużo. Umówmy się tak, będziesz mi wysyłać rozdziały w mailu pojedynczo (jeden rozdział w jednym mailu - nie wszystkie naraz), które będę odsyłać już sprawdzone i tak w kółko. Łatwiej mi będzie się "pracowało". Pozdrwiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Nareszcie na kochanym kompciu i mogę sb poczytać wszystko... Boże, jak tęskniłam *-*
    Skomentowałabym dużo wcześniej, ale mój kompciu poszedł do naprawy na kilka dni, na szczęście już jest ze mną ;)
    Ach, dwa rozdziały, cóż za fantastyczna niespodzianka *-* ogólnie, cholernie mi się podobało, notka jak zawsze cudowna :3
    Widzę, że wątek Dyary i Raito się rozwija, a to wspaniale, bo głównie na to czekałam xd No i oczywiście mój boski Sas też u Ciebie jest, Panie, jak się cieszę, że go wkręciłaś <3 No i, co trzeba docenić, nie jest taki "cukierkowy" jak w niektórych opowiadaniach, ale taki no... jak Sasuke xd
    Tak samo u Itachiego (kolejny bóg) udało Ci się zachować jego charakter taki jak z mangi *-* a wiem, że to jest cholernie trudne.
    Zgadzam się z Akemii, ten tekst mnie rozwalił, leżę do teraz :D "Pierdolę, usunę to okno z mojego pokoju"... kurwa, mistrz :DDD
    Hmm, Sasuke i Sakura, powiadasz? ;> no jestem ciekawa jak Ci to wyjdzie, jak na razie nie mogę narzekać <3
    No nic, czekam na next'a, pisz jak najszybciej. Będę się o to modlić przed Twoim ołtarzykiem ;)
    Pozdrówki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, zapomniałam dopisać: super pomysł z tą kołysanką, no i świetny wybór ;>

      Usuń
    2. Damn it, i znowu! Chciałam jeszcze dodać, że zajebisty szablon <3
      O, i zanim zapomnę, co do tej dziewczyny niczem Mardi do szablonu to chętnie skorzystam... Jezu, naprawdę postawię Ci ołtarzyk ;)

      Usuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  14. Widzę, że mój pomysł z generatorem napisów był przydatny?;> Ryba miszcz :D
    Raito romantyk? Ah... chciałoby się takiego, co do snu śpiewa <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Na początku jakoś tak nie lubiłam za bardzo Raito, ale teraz jest taki słodki i opiekuńczy. Widać, że Dyara jest dla niego bardzo ważna. I do tego śpiewał jej kołysankę :3 Już go uwielbiam. <3
    Zachowanie Sasuke wobec Sakury mnie wkurwia conajmniej.>.< Tak i mówię to ja - jego wielka fanka. Ogarnij go trochę. xd

    OdpowiedzUsuń
  16. Tak się wciągnęłam, że początkowo nie ogarniałam tego napisu, a później się podjarałam, że to dalej rozdział ^^ Bardzo udany rozdział!

    OdpowiedzUsuń