sobota, 26 stycznia 2013

Rozdział XXV


A walka na ziemi i w niebie
 Przeciwko sobie samemu, o siebie
 I walka o święte cele
 O wieczne nadzieje

 Walka o z łóżka wstanie
 Kolejny taniec w cyrku zdarzeń
 I walka o strzępek marzeń
 O wieczne nadzieje
I sens
 Coma - Zero osiem wojna



                                                         Dyara

Biegłam samotnie w stronę Konohy. Wątpliwości i niepewność zjadały mnie od środka, nie dawały spokoju. Spotkam za chwilę dwie najbliższe mi osoby, które nigdy nie powinny się poznać. Itachi mnie kocha i nie zrobi świadomie czegoś, co mogłoby przysporzyć mi choć odrobinę smutku, lecz jeśli dostanie taki rozkaz od Lidera, to nic nie może go powstrzymać. Szczególnie, gdy Kisame jest obok. Ma on wtedy ograniczone pole manewru.
Kolejne kilometry mijały, lecz podróż ciągnęła mi się niemiłosiernie. Dopiero po jakimś czasie wyczułam kilka bardzo silnych chakr niebezpiecznie blisko siebie. Oznaczało to tylko jedno. Wycisnęłam z siebie tyle, ile tylko mogłam aby szybciej znaleźć się na miejscu. Już miałam przed oczami polanę, gdzie dwójka ludzi właśnie przygotowywała się do ataku. Wbiegłam tam akurat w momencie, gdy moi bracia ruszyli na siebie. Sasuke chciał Itachi’ego uśmiercić, a ten drugi pierwszego tylko unieszkodliwić. Łzy napłynęły mi do oczu. Bez chwili zastanowienia rzuciłam do przodu, aby zatrzymać ich bronie przed wzajemnym spotkaniem, nawet za cenę własnego bólu.
- Dyara?! – obydwoje zdziwili się, widząc mnie tutaj. Odskoczyli do tyłu i staliśmy tak chwilę, w tych samych pozycjach. Ja dyszałam z wysiłku, oddechów chłopaków nie słyszałam, bo mój zagłuszał wszystko. Bałam się ruszyć. Co-co-co robił tutaj Sasuke?
- A ty czego tu szukasz? – Sasuke jak zawsze miłym tonem powitał mnie, swoją siostrę, której nie widział od kilku lat.
- Od kiedy cię to obchodzi? – odwarknęłam i zmroziłam go wzrokiem.
- Nie powinno cię tu być – powiedział Itachi, cały czas nie spuszczając wzroku z brata.
- Nie wtrącaj się do walki – odpowiedział Sasuke, uginając kolana, tym samym będąc w gotowości do ataku.
- Żadnej walki nie będzie i co ty tu robisz? – patrzyłam bratu prosto w oczy i nie miałam zamiaru przestać. Każde z nas miało uaktywnionego sharingan’a, co wyglądało dość złowrogo w wykonaniu naszej trójki.
- Przestań pieprzyć. Mam taką ochotę, to tu jestem – machnął w moją stronę lekceważąco ręką.
- Sasuke, Konoha zaraz tu będzie! – krzyknęła jakaś ciemnowłosa dziewczyna, stojąca nieopodal.
- A przymknij się – mruknął Sasuke, po czym zamachnął się w moją stronę. W porę odskoczyłam do tyłu, odsłaniając tym samym Itachi’ego, który sprawnie zblokował nadchodzący cios.
- Jesteście zatrzymani w imieniu Hokage Wioski Liścia – nagle zza drzew wyłoniła się grupa dziesięciu shinobi, z emblematami na ochraniaczach.
- To może najpierw rozgrzewka braciszku? – syknął Sasuke w kierunku Itachi’ego, po czym ruszył do ataku. Zatrzymał się, gdy spośród nowoprzybyłych wyłonił się Naruto. Tłum rozstąpił się, przepuszczając blondyna. Po moim bracie nie widać było żadnej reakcji. Nikt się teraz nie ruszał.
- Watashi wa kūkan o kakomumashou, Me ga aru node, Sono zen ni watashi wa hi hyōji ni shitai – szepnęłam, po czym uderzyłam dłonią o ziemię. Moja chakra szybko wniknęła w podłoże, a ja starałam się ją dostosować, do moich chwilowych potrzeb.
- Chcecie urządzać sobie schadzki, to proszę, abyście to robili z dala od mojej wioski – powiedział Uzumaki głębokim głosem władcy, który miał za zadanie chronić swoich poddanych. Ja cały czas kucałam, lecz nikt prócz Itachi’ego nie zwrócił na to uwagi. Brat wiedząc co robię, dotknął mojego ramienia i przesłał mi również swoją czarną chakrę. Oboje w tym momencie dostrajaliśmy granice przestrzeni.
- Chciałem walczyć z wami obojga. Myślałem, że będzie to trudne, aby zrobić to jednocześnie. Mam na to  jednak świetną okazję - rzekł Sasuke, ironicznie się uśmiechając. Wyskoczył do góry, aby zaatakować Naruto, lecz w tym momencie wstałam i krzyknęłam:
- Kai!
Bariera rozprzestrzeniła się natychmiast, pozostawiając w środku tylko mnie, Itachi’ego i Naruto. Czas poza granicą się zatrzymał, pozostawiając Sasuke w powietrzu. Hokage Wioski Liścia wyglądał na lekko zaskoczonego, a ja usatysfakcjonowaną, że udało mi się dostroić barierę do chwilowych potrzeb, po czym skrzyżowałam ręce na piersi. Gniew jednak narodził się we mnie od momentu, gdy zobaczyłam blondyna i tlił się, aby zaraz wybuchnąć.
- Co to wszystko ma znaczyć? – spytał pewnie, lecz przyjaźnie.
- To chyba ty musisz mi coś wytłumaczyć – postąpiłam krok do przodu – jakim prawem, byłam więziona w podziemiach miejsca, w którym się wychowałam?! Dlaczego Danzo miał czelność przykuć mnie do ściany i torturować prądem?! Dlaczego został wyznaczony do tego Kiba?! Pytam się, czemu?! – drżałam z wściekłości. Od dawna miałam ochotę mu to wszystko wygarnąć, nie miałam jedynie tej możliwości.
- Zaszło pewne nieporozumienie – odpowiedział oficjalnym tonem. Chciał kontynuować, ale mu nie pozwoliłam.
- Nieporozumienie?! Ktoś tu chyba myli pojęcia.
- Chciałbym nadmienić, że też tu jestem – rzekł mój brat, nadal trzymając mnie za ramię.
- Itachi – mruknął Naruto i zaczął masować sobie skronie dłońmi – z waszą rodziną są same „nieporozumienia” – gdyby nie trzymający mnie wspomniany przed chwilą mężczyzna, to wyszłabym z siebie i stanęła obok, autentycznie!
- Insynuujesz coś? – spytał Itachi.
- Ehhh. Zacznijmy od początku. Co to jest? – zapytał, wskazując palcem na granicę przestrzeni. Już zdążyłam się zorientować, że pomiędzy moim bratem a Uzumakim doszło już kiedyś do poważnej rozmowy. Naruto nie traktował Itasia jak wroga, lecz jako partnera do rozmowy. Czyżby ktoś jeszcze wiedział, co tak naprawdę stało się sześć lat temu?
- To nie jest twój chwilowy, największy problem – warknęłam. Coraz słabiej się czułam. To jutsu wymagało ogromnych pokładów chakry. Nie mogłam go długo utrzymać nawet, gdy byłam w pełni sił. A co dopiero teraz?
- Masz – z kieszeni płaszcza Itachi wyjął dobrze znany mi kamień i położył mi na otwartej dłoni. Wiedział, że coś jest na rzeczy, za co byłam mu wdzięczna. Bez słów umiejscowiłam go w pożądanym miejscu i od razu poczułam się lepiej.
- Więc? – zniecierpliwiony Hokage Konohy czujnie się nam przyglądał.
- Zacznij się lepiej zastanawiać nad obroną wioski w najbliższym czasie – powiedział grobowym głosem mój brat, lustrując Naruto.
- Mów dalej – zaintrygowany zbliżył się do nas.
- Sasuke nie będzie czekał z założonymi rękoma, aż podstawisz mu pod nos cały Liść. Zaatakuje na pewno i to całkiem niedługo. Chyba zauważyłeś to, po jego zachowaniu – wskazał na chłopaka, który chwilowo dyndał w powietrzu, wyglądając dość komicznie.
- O ile nie chce zrobić tego teraz – mruknął Uzumaki i założył ręce na piersi – zdaję sobie z tego sprawę, Uchiha. Od dobrego roku, dokładnie mówiąc. Nie trzymam moich shinobi cały czas w gotowości, bo w ten sposób ich rodziny popadłyby mi w obłęd. Panika nie pozwoliłaby im racjonalnie myśleć. Podjąłem jednak pewne kroki, od kiedy spotkaliśmy się pierwszy raz.
- Więc co teraz? – powiedziałam, rozkładając ręce w geście bezradności – Sasuke zawsze ma to, czego chce. Swoją drogą – zwróciłam się przodem do brata – co chcesz od Sakury i czemu nie powiedziałeś mi o Imrin? – zmrużyłam oczy, patrząc na niego z dołu.
- Sakura? To tylko cel, zleconej mi misji. Imrin? To chyba pytanie retoryczne… - lekko przewrócił oczami.
- A skąd w ogóle wziął się tutaj Sasuke?
- Również zależy mu na twojej różowowłosej przyjaciółce. Z tego co wiem, Madara szuka medyka, a one jest jedną z najlepszych w kraju.
- Nie wystarczyłaby mu Tsunade?
- Łatwiej odnaleźć Sakurę, niż zdrowo walniętą, starszą hazardzistkę, której proponowano pozycję Kage.
-Ekhmm – odchrząknął blondyn -  chciałbym wiedzieć, po jaką cholerę zamknęliście mnie w tej … tym … tej … tym pudełku! – przez chwilę nie mógł znaleźć słowa, aby wyrazić to, co miał na myśli.
- Przecież musimy ustalić, co powiemy Sasuke, tak? Tutaj czas nie istnieje, więc możemy spokojnie pogadać – odwróciłam się do niego, zwracając się tonem, jakim karci się małe dzieci. Przemawiałam do cholernie potężnego mężczyzny w dość niecodzienny sposób, lecz podobało mi się to jak diabli.
- Naruto. On nie wie, że mam kontakt z Dyarą. Kisame również. Jedynie ta dziewczyna towarzysząca mojemu bratu, ma jakiekolwiek pojęcie, lecz nie dzieli się z nim swoimi przemyśleniami. Gdyby tak się stało, zachowywałby się on zupełnie inaczej. Przyprowadziłeś ze sobą ludzi, których też nie pozostawisz bez słowa. Do tego dochodzi jeszcze Sakura, czyli obiekt tego całego sporu. Nigdy żadnej misji nie zawaliłem – jak dla mnie jego słowa, miały jakieś głębsze znaczenie… - lecz tutaj mogę odpuścić. Jeśli Sasuke potrzebuje jej do czegoś żywej, to raczej nie będzie jej krzywdził. Do tego Dyara nie ma się gdzie podziać, a do Akatsuki jej na pewno nie zabiorę.
- Może wrócić do Konohy – mruknął Naruto.
- Nie mam najmniejszego zamiaru – odparłam. To było ostatnia rzecz na którą miałam teraz ochotę. Wrócić tam? Po co? Żeby ludzie patrzyli na mnie z nienawiścią? Żeby mijać Kibę na ulicach? Nie, dziękuję.
- Więc jedyne, co może zrobić, to iść z Sasuke.
- Co proszę?! – krzyknęłam. No śmiech na sali, jeszcze czego.
- Masz jakieś lepsze rozwiązanie? – Itachi był pewien swojego i łatwo tego nie zmieni. To u nas chyba rodzinne.
- Mogę mieszkać z Imrin – powiedziałam.
- Na to już ja nie pozwolę – odpowiedział Naruto – chciałbym nadmienić, że rozmawiam właśnie z dwoma nukein’ami. Powinienem was tylko pojmać i oddać Radzie. A wy sobie w najlepsze rozmawiacie o miejscu pobytu jednej z was. Coś jest tu chyba nie tak.
- Nawet mnie nie denerwuj. Gdyby nie my, już dawno walczyłbyś z naszym bratem. Gdybyśmy się do niego przyłączyli, byłbyś bez szans – odparł Itachi. Aż ścięło mnie z nóg, tak się przestraszyłam. Nienawidzę, gdy odzywa się on do kogoś w ten sposób.
- Nie lekceważ mnie, Uchiha – blondyn postąpił krok do przodu w geście sprzeciwu. Od kiedy on się tak zachowuje?
- Spróbuj docenić pomocną dłoń, którą wyciągamy do ciebie i twojej wioski, której oboje powinnyśmy życzyć zagłady – to zdanie spowodowało, że Uzumaki’emu zabrakło stosownych argumentów.
- Co teraz? – mruknęłam i usiadłam na zimnej ziemi. Miałam dość.
- Więc słuchajcie, oboje – drugie słowo zostało wypowiedziane w kierunku Hokage – ta bariera zniknie za kilka minut, ponieważ kamień się wyczerpie, ostatnio go za długo nie ładowałem. Z Kisame ulotnimy się bez Sakury. Będę miał z tego powodu nieprzyjemności, ale poradzę sobie – przerwał na chwilę – Dyara, utwierdzisz Sasuke w przekonaniu, że również chcesz zniszczyć Konohę. Wiem, gdzie znajduje się kryjówka Taki, więc wyślę w tym kierunku Raito. Ktoś musi cię pilnować i chronić.
- Nie traktuj mnie jak dziecka – aby jeszcze bardziej okazać moje niezadowolenie nie tylko przez ton, kopnęłam go lekko w kostkę.
- Mała. On ci się przyda, uwierz na słowo.
- Nie chcę mieć z nim nic wspólnego – uparcie trzymałam się swojego zdania. Miałam dość własnych problemów. Raito byłby tylko źródłem kolejnych.
- Dodatkowo powiesz, że znasz Sakurę i, że się nią zaopiekujesz – oczywiście zignorował mój sprzeciw - mniejsza, wymyślisz coś. Ja napiszę do niego list ale to dopiero, gdy wrócę do siebie. Jeden z moich kruków ci go przyniesie. Mam więc prośbę, abyś mu go przekazała. Naruto musisz coś wymyślić, aby przekonać swoich ludzi do odwrotu. Jak przestrzeń opadnie, wciągnę Sasuke w genjutsu i dam ci szanse ucieczki. Gdy je dezaktywuję, ja z Kisame będziemy już daleko. Teraz twoja kolej Dyara, aby przekonać Sasuke do odwrotu.
- Nie pozwolę zabrać wam Sakury – <i cały misterny plan poszedł w pizdu*>
- Naruto, to cena jaką musisz zapłacić za to, że wioska jeszcze stoi i trzyma się dobrze – sprzeciw nie wchodził w grę, jeśli chodzi o rozmowę z moim starszym bratem, lecz blondyn się nie poddawał.
- Ty chyba żartujesz – Uzumaki, też nie miał zamiaru rezygnować.
- Uwierz na słowo, że nie.
Po tej dość długiej wymianie zdań zapadła między nami cisza.
- Dobrze. Nie będę was powstrzymywał. Będę musiał wam zaufać, z czego nie jestem specjalnie zadowolony, ale zrobię wszystko, aby uratować Konohę.
Zamurowało mnie. Gdzie się podziały wartości w jakie wierzył przez całe życie? Kiedyś przyjaciele byli dla niego najważniejsi. Świat schodzi na psy…
- Mamy może jeszcze jakąś niecałą minutę do końca przestrzeni. Zdaje mi się Dyara, że chciałaś zamienić kilka zdań z naszym Hokage – mruknął Itachi, po czym klapnął obok mnie. Byłam tak zaaferowana obecną sytuacją: Sasuke, Sakurą; że kompletnie zapomniałam zapytać się o siebie.
- Więc, masz mi coś do powiedzenia? – oparłam ręce za plecami i rozprostowałam nogi.
- To nie wioska cię pojmała, tylko Rada, a to wielka różnica. Niepotrzebnie odezwałem się w towarzystwie tej starej wiedźmy, na temat waszego klanu. Najwyraźniej zaczęła węszyć i znalazła dobry moment, aby cię unieszkodliwić.
- Przez to nie mogę wrócić do swojego domu i zostałam wygnana ze swojej rodzinnej wioski – mruknęłam.
- Dobra, koniec tych pogaduszek, zostało nam dziesięć sekund – powiedział Itachi – dziewięć -  wstałam z ziemi – osiem – przytuliłam się do brata, który odwzajemnił mój uścisk – siedem, sześć, pięć, cztery – stanęłam obok niego – trzy, dwa, jeden.
Bariera się rozpadła i Sasuke upadł na ziemię.
~*~
Sasuke
Kurwa, szlag mnie zaraz trafi! Naruto uskoczył przed moim ciosem. Spodziewałem się, że jego ludzie zaraz zaczną na mnie napierać, lecz oni stali w bezruchu.
- Sasuke! – krzyknął ktoś za mną. Niczym początkujący uczeń Akademii, odwróciłem się gdy usłyszałem swoje imię. Tą osobą okazał się Itachi. Spojrzałem mu  w oczy, bo byłem pewny, że jestem tak samo silny jak on przez co mogłem walczyć z nim na równi. Przeliczyłem się. W momencie, gdy ujrzałem jego sharingan’a przegrałem tę bitwę.
Pochłonęła mnie czarna, bezdenna dziura. Spadałem w nicość. Cały czas jednak  byłem czujny, aby w razie czego uchronić się od upadku, do którego oczywiście nie doszło. Tak szybko jak w iluzję wpadłem, tak szybko zostałem z niej wypuszczony.
Otworzyłem oczy i lekko się zdziwiłem. Itachi’ego i Kisame nie było. Naruto i jego świta również nagle zniknęli. Na polanie pozostaliśmy tylko ja, Dyara, Kasai i Sakura.
- Co się tu do cholery dzieje?! – wrzasnąłem, bacznie lustrując otoczenie.
- Nie wiem, też zostałam złapana w genjutsu – mruknęła moja siostra. Swoją drogą bardzo się zmieniła. Co tak nagle kobiety z mojego klanu stały się takie piękne?
Uspokoiłem się i chwilę nie odzywałem. Nie było sensu gonić Naruto, bo byłbym narażony na armię konohańskich shinobi. Itachi zbiegł, a ja miałem ze sobą grupę. Kuso!
- Czekasz na coś? – odwróciłem się w kierunku Dyary.
- Tak, na ciebie, ponieważ od dzisiaj już tak łatwo się mnie nie pozbędziesz – jej ubranie było przemoczone. Sama ledwo utrzymywała się na nogach, lecz determinacja w jej oczach mówiła kompletnie co innego, niż wymizerniałe ciało.
- O doprawdy? Niby czemu miałbym to zrobić? – jak byliśmy mali to uwielbiałem się z nią droczyć. Chyba mi to nie przeszło.
- Bo ja też chcę zniszczyć Konohę – zmieniła się od naszego ostatniego spotkania. Popatrzyłem na nią sceptycznie, bo nie wiedziałem, czy mówiła prawdę, nie wiedziałem co nią kierowało. Ona chciała się do mnie przyłączyć?
- Już nie jest to „twój ukochany dom, miejsce które kochasz”? – powtórzyłem dokładnie te słowa, które ona wypowiedziała tej nocy, podczas której definitywnie podjąłem decyzję o opuszczeniu Liścia. Dyara nie zareagowała w żaden sposób na moją prowokację. Nie pamiętała, czy tak dobrze ukryła swoją reakcję?
- Już dawno straciło wszystkie swoje wartości – powiedziała głosem, tak bardzo innym od tego, który zapamiętałem.
Zerwał się wiatr, na co moja siostra jeszcze bardziej zatrzęsła się z zimna. Ktoś się do nas zbliżał. Wyczułem go już dawno, lecz zignorowałem ten fakt na korzyść Dyary. Ona była natomiast już tak słaba, że nie była w stanie rozpoznać nadchodzącego zagrożenia. Obiekt zbliżał się nieuchronnie w naszą stronę. Napiąłem wszystkie mięśnie, gdy po chwili na polanie pojawił się jakiś chłopak, który natychmiast złapał zziębniętą dziewczynę, kiedy ta miała właśnie upaść.
- A ty to kto? – spytałem. Miałem to wszystko w dupie. Musiałem wrócić do kwatery i to wszystko dobrze przeanalizować.
- Jestem jej kompanem z drużyny – wysoki, dobrze zbudowany brunet, trzymał Dyarę w mocnym uścisku, nie mając zamiaru jej puścić zapewne.
- Rozumiem, że również chcesz się do nas przyłączyć? – każda para rąk się przyda. Z resztą jeśli będzie fikał, szybko go przytemperuję. Miał duże pokłady chakry i widać, że był shinobi. Do tego ktoś musi Dyarę dotargać do kryjówki. O własnych siłach na pewno by tam nie dotarła.
- Gdzie ona, tam i ja – to wyznanie zabrzmiało dość poważnie, aczkolwiek mi chciało się tylko śmiać. Proszę, jaki odważny…
- Sasuke! Nie, żebym narzekała, ale mamy tu chorą dziewczynę, która potrzebuje teraz opieki, a do tego jest mi cholernie zimno. Mógłbyś coś w końcu zrobić?! – wspomniałem coś kiedyś o ciemnym zaułku, jeśli chodzi o Kasai? Teraz byłyby to mroczne lochy…
- Gdzie jest Karin? – nigdzie nie widziałem tej rudej larwy. Kurwa, żebym jeszcze za nią musiał się uganiać. Z kim ja pracuję!
- Siedzi związana i nieprzytomna za drzewem dwadzieścia metrów od nas.
- Dobrze, ty – wskazałem na chłopaka – jak się nazywasz?
- Raito Yamura – nigdy nie słyszałem o tym klanie, ale może mieć całkiem interesujące umiejętności.
- Kasai przyprowadź Karin, będziesz ją nieść. Ty Raito zajmiesz się Sakurą – wskazałem na różowowłosą leżącą niezmiennie na płaszczu – a ja Dyarą – już miałem się odwrócić, gdy…
- Ja będę niósł Dyarę – spojrzałem na niego kpiąco. Proszę, co za rycerz się znalazł.
- Dobrze – nie będę się z nim o takie gówno kłócił. Podszedłem do Sakury i delikatnie podniosłem ją do góry. Cały czas spała, miarowo oddychając. Dopiero teraz przy świetle księżyca spostrzegłem, że nie tylko moja siostra przeszła przemianę. Jej usta stały się pełniejsze, rysy twarzy wydoroślały. Kobieta była bardzo lekka i musiałem się z nią dość delikatnie obnosić. Bandaże okalały całe jej ciało od szyi w dół.
Po chwili z zarośli wyłoniła się Kasai z tą wywłoką na plecach. Nasz bohaterski książę, również trzymał już Dyarę na rękach.
- Nie próbuj żadnych sztuczek, nie jestem w nastroju do żartów – warknąłem zniecierpliwiony tempem tej całej powalonej misji.
- A kiedykolwiek w nim byłeś? – prychnęła Kasai, poprawiając nieprzytomną Karin na swoich plecach. Zignorowałem Uchihę i zacząłem biec. Ten nowy - Raito - zdziwił mnie trochę. O nic się nie spytał, nie zainteresował, nic. Czyżby moja siostrzyczka znalazła sobie wiernego pieska, który nie odstępuje jej na krok? 
Boże, na co ja się skazałem. Cztery baby w organizacji…
 ***  
Watashi wa kūkan o kakomumashou, Me ga aru node, Sono zen ni watashi wa hi hyōji ni shitai = Przestrzeń niech mnie otoczy, bo są tu oczy przed którymi ukryć się chcę.
*i cały misterny plan poszedł w pizdu – cytat z jednego z moich ulubionych filmów :3
***
Ohayo.
A więc. Zaszło na blogu kilka zmian. Poprawiłam wszystkie wcześniejsze rozdziały, wypleniłam niepotrzebne gafy - przynajmniej mam taką nadzieję. Mam wrażenie, że nie zaskoczyła was ta notka, jest bardzo przewidywalna. No ale, mówi się trudno.
Pani Wirvien była staruszką, której pomogła Imrin. Kobieta zmarła i przepisała jej dom. Nishido jest jej synem - oto i cały sekret.
Obiecuję, że kolejne rozdziały nie będą takie długie ;)
To chyba na tyle.

Bywajcie!

28.11.2013r
Co ja wam mogę powiedzieć?
Błędy, błędy, błędy ._.

8 komentarzy:

  1. Długo kazałaś czekać na następny rozdział! :D
    Fajnie fajnie się dzieje, achh ale mnie Sasuke wkurza, taki zarozumiały egoista -.-'
    Itachi jak zwykle cudny, Naruto mi się w tym rozdziale nie podoba. Dyara była torturowana przez radę i musiała przed nimi uciekać, a on nazywa to nieporozumieniem i określa ją mianem nukeina..
    W każdym razie cieszę się, że pojawił się Raito i jest w stosunku do Dyari taki.. oddany :D Wiem, że Itachi kazał mu się nią opiekować, ale mam nadzieję, że on robi to też z własnej woli ;3
    Strasznie podobają mi się te słowa tworzące barierę, no i mega ciekawa jestem reakcji Sakury jak się obudzi :D I tu pora na pytanie: czy pojawi się u ciebie SasuSaku?
    Pozdrawiam kochana, buziaki

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi się podoba. To jeden z twoich najlepszych rozdziałów według mnie.
    Pozdrawiam!
    Asoka

    OdpowiedzUsuń
  3. Uhuhu! Dzieje się, dzieje! Sasuke, zimny, wkurzajacy... Ale i tak go lubie :)
    dobra, konkrety. (taa, Rina zawsze tak gadasz, a rozgadujesz się na wszystkie tematy xD)
    Dialog Dyary, Itachiego i Naruto, zajebisty, i to mało powiedziane. Ciągle nie wiem, jak potoczą się losy Sakury i to mnie cholernie wkurza! XD ale wszystko zostało wynagrodzone pomysłem z pobytem Dyary. Teraz Taka będzie w huk zajebista, czuje to po kościach.
    Przepraszam za błędy etc, ale piszę z telefonu, który ze mną nie współpracuje :)
    trzymaj się
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Yay *.* Szczerze to myślałem, że Naruto bardziej sprostuje tą akcje z Danzou. W ogóle to ciekawi mnie, skąd Danzou dorwał Kibe, fakt nie lubię go no ale ciekawość :D Konkret rozdział, tak trzymaj, mam nadzieję że Naruto bardziej rozgarnięty się stanie.

    OdpowiedzUsuń
  5. O matulu, rozdział cudowny ;D naprawdę z każdym rozdziałem coraz bardziej się wkręcam w opowiadanie ;D Ta rozmowa w tej przestrzeni ;D Wow, nieźle to zorganizowałaś, że aż Itaś przekonał Naruto do oddania Sakury, Saskowi ;) przez te przemyślenia Dyary mam mętlik w głowie xD
    Niby Naruto robił to dla dobra wioski, i tak to rozumowałam, ale utrata tych wartości w przyjaźń też ma sens xD ach jak ty potrafisz zmanipulować czytelnika ;P Noo zobaczymy jak się to potoczy :P
    Potem Sasuke, uwielbiam siedzieć w jego głowie xD No proszę zaczął się przyglądać dziewczynom xD jednak 4 baby w grupie hahaha nie mogę się doczekać co z tego wyniknie xD Muszę od ciebie powyciągać informacji xD
    No i Raito w roli opiekuna, miłością śmierdzi XD bardzo dobrze, niech potem Sasuke ich pogadza czy coś xD
    No nie mogę się doczekać na następny rozdział ;D weny życzę ;D;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Lepiej, ale i tak kiepsko jak na to, co potrAfisz.
    Spotkanie na początku rozdziału powinno być ekscytujące i ładnie zgrane. Nie bylo. Mogłas to wszystko opisać lepiej, przecież wiesz. Wyszło trochę na siłę.
    Najlepiej wychodzi Ci pisanie z perspektywy Sasuke: stanowczo najbardziej swobodnie i na miejscu.

    OdpowiedzUsuń
  7. harcerzyk-rycerzyk Raito :D
    Jeden z twoich ulubionych filmów, ta? Ciekawe jaki xd

    OdpowiedzUsuń
  8. O Boże z kim mój mąż musi pracować? xD Masakra. :D
    Spotkanie Uchihów ciekawie opisane, szkoda tylko, że Naruto jest taką ciapą i przez niego wtedy "uwięzili" Dyarę.
    Itaś jak zwykle spisał się genialnym pomysłem. :3
    Fajna Taka się zapowiada. Raito, Dyara, Kasai, Sasuke, Karin. Hahahhahahahahaa. <3

    OdpowiedzUsuń