niedziela, 13 stycznia 2013

Rozdział XXIV

Dyara
Zrobiło się ciemno. Przez większość czasu widziałam grunt pod moimi stopami tylko dzięki światłu, które wytwarzał chłopak biegnący obok. Deszcz ustał, ale nadal panował chłód, a zimny wiatr znajdywał dziury w moim płaszczu. 
- Zmniejsz światło, musi ci pozostać trochę chakry – odezwałam się, ledwo co mijając powalone przez wichurę drzewo.
- A ty? – spytał bezuczuciowym głosem. Mimowolnie się wzdrygnęłam. Ten ton zawsze kojarzył mi się z tym, którego używał Itachi w stosunku do Sasuke ... wtedy.
- Dam sobie radę – odmruknęłam i uaktywniłam sharingan'a. Widziałam w ciemności bez problemu prócz tego, że uczucie ciepła odpłynęło natychmiast. Pieprzona pogoda… Buty mi przemokły, a wiatr cały czas wdzierał mi się pod poły odzienia. 
Miałam nieodpartą ochotę się umyć – przeleciało mi przez głowę. W tej chwili tylko o tym marzyłam. Ahh i jeszcze o ciepłym posiłku. Przez opowieść Raito, ani nie weszłam pod prysznic, bo nie zdążyłam, znowu nic nie zjadłam, co skutkowało nieustannym burczeniem w moim brzuchu i nie miałam nawet czasu, aby zastanowić się, co zrobić jeśli chodzi o Sakurę i Itachi’ego. Kompletnie nie mieści mi się to w głowie. Po co mu ona? Z tego co wiem, to on działa tylko na zlecenia Akatsuki. Więc nasuwa się logiczne pytanie, co taka organizacja chce od niej? Nieustanne pytania i ani jednej odpowiedzi.
- Może odpoczniemy chwilę? – powiedział Raito, pocierając dłonie.
- Nie traćmy czasu – odburknęłam. 
- Ale ja chcę odpocząć.
- Nie kazałam ci ze sobą iść – na moje słowa on zacisnął usta i już się nie odezwał. Nie powiem, bo też najchętniej walnęłabym to wszystko w cholerę, uciekła stąd jak najdalej i zabarykadowała się w jakimś małym domku bez prądu i kontaktu z rzeczywistością. Ale własnych problemów się nie wybiera, a szkoda…
- Mogłem cię w ogóle z Konohy nie ratować! – rzucił, patrząc się przed siebie.
- Nikt cię o to nie prosił! – odkrzyknęłam i przyspieszyłam bieg. Po krótkiej chwili zdołał mnie jednak dogonić - A właśnie, że prosił. Twój głupi brat mi wręcz kazał! Zamiast wrócić do matki, musiałem usługiwać Akatsuki! Jedyne, co chcę to iść do domu! – gdy wykrzyczał te słowa zatrzymałam się i stałam do niego odwrócona plecami.
- Ja przynajmniej mam brata, nie patrzyłam z założonymi rękoma jak umierał – wysyczałam odwracając się przez ramię. Te słowa mnie zabolały, jednak nie mogłam mu tego pokazać. Nie potrzebnie z nim dzisiaj rozmawiałam. Mogłam go nie słuchać, olać.
- Ty oglądałaś śmierć całego swojego klanu i też nic nie zrobiłaś! – łzy napłynęły mi do oczu, ale nie pozwoliłam im się wydostać, nie przy nim. Chłopak zreflektował się jednak po chwili, widząc zaszklony sharingan, w moim wykonaniu oczywiście. Ręce, którymi przed momentem namiętnie gestykulował, opadły wzdłuż jego ciała.
- Przesadziłeś… - szepnęłam i wykonałam pieczęcie, potrzebne do jutsu teleportacji. Po chwili zniknęłam w kłębie dymu, nawet nie zawracając sobie głowy Raito.
Znalazłam się kilometr dalej. Gdyby jakimś cudem chłopak chciałby za mną ruszyć i tak by na mnie nie trafił, skierowałam się w przeciwną stronę. Cholera, był tylko zwykłym balastem. Właśnie dlatego zawsze chciałam pracować sama.
- Kuchiyose no Jutsu – z obłoków dymu wyłoniła się Liara, a obok niej torba, którą natychmiast przewiesiłam przez ramię. Bez słowa zaczęłam znów biec, tylko że okrężną trasą. Mała wskoczyła mi na plecy.
- Coś ty taka nabuzowana? – zrównała ze mną kroku, przypatrując się uważnie.
- Nieważne. Masz jakieś wiadomości? – Nie będę z nią rozmawiać o tym, jak wielkim złem świata są faceci. Można się na nich tylko zawieść. Najpierw Itachi, Sasuke, potem Kiba, a teraz Raito, cudownie.
- W dupę cię coś ugryzło, koleżanko? – przygryzła płatek mojego ucha w geście niezadowolenia.
- Liara! Nie pozwalaj sobie – warknęłam.
- Nie, nie mam żadnych informacji. Starszyzna nie pozwoliła mi samej wyjść.
- Kuso – przez głowę przelatywało mi tysiące myśli, dotyczących tego wszystkiego. Księżyc wyłonił się zza gęstych chmur, więc mogłam dezaktywować kakkei genkai.
- To gdzie zmierzamy teraz? – zły humor Małej zniknął, jak ręką odjął. Też bym tak chciała…
- Do Konohy.
***
Sasuke
Karin marudziła przez cały czas, szału szło dostać. Z tego powodu zostawiłem ją sto metrów od wioski, a sam z Kasai skierowałem się do szpitala. Jako, że mieszkałem tu, gdy byłem mały wiedziałem jak niepostrzeżenie dostać się do środka. Tym bardziej pod wpływem jutsu zamiany. Przemieniłem się więc w wysokiego blondyna, a Kasai w szczupłą szatynkę. Najnormalniej w świecie pokazałem w bramie sfałszowane legitymacje kupieckie, a na pytanie: gdzie jest mój towar? Odpowiedziałem, że czeka już w magazynie. Tym sposobem po chwili znajdowaliśmy się na jednej z głównych ulic Konohy.
Nic nie zmieniło się od czasu, gdy byłem tu kilka lat temu. Wróć – twarz Uzumaki’ego była wyryta w skale. Chwilę patrzyłem się na rzeźbę i doszedłem do wniosku, że młotek z wyglądu w ogóle się nie zmienił. No, może trochę dorósł, ale nic poza tym. Moja wyobraźnia jest jednak cudowna.
Zamiast widzieć szczęśliwych ludzi, roześmiane dzieci i nawołujących klientów kupców, widziałem to wszystko, lecz w innej odsłonie. Ludzie biegali w popłochu, dzieci potykały się o swoje nogi, a sprzedawcy dawno już zdążyli uciec. Zamiast blasku księżyca, widziałem łunę pożaru. Do tego niedługo dojdzie, a Naruto nie będzie w stanie mi przeszkodzić
- Złap mnie za rękę będziemy wyglądać jak małżeństwo – mruknęła dziewczyna, wykonując wspomnianą przed momentem czynność. Wyłowiła mnie tym samym ze świata moich myśli. Zrzuciłem jej dłoń natychmiast, orientując się, że przeszliśmy już spory kawałek. Deszcz ustał i nadal było zimno, czego też nie zauważyłem, trzymając nad sobą parasol.
- Chyba żartujesz – zrobiłem to na tyle dyskretnie, aby nie wzbudzało uwagi przechodniów.
- Wcale nie – pociągnęła moja ramię, w stronę jakiegoś straganu, na moje nieszczęście oddalonego od nas o plus minus metr.
- Witajcie kochani! – powitała nas niska staruszka, ubrana w starą, przetartą sukienkę w kwieciste, zielone wzory. Już mogłem wziąć ze sobą Karin…
- Ohayo – powiedziała farbowana szatynka – za ile można kupić od pani te kwiaty? – niczym małe dziecko przyłożyła jeden palec do policzka, a drugą ręką wskazała na bukiet tulipanów. Jej tanie, niebieskie kimono, lekko falowało na wietrze. Nadal stała blisko mnie, a ja nie wiedziałem, co chciała tym osiągnąć - Dla tak pięknej pary mogę sobie darować zysk – zachichotała, co wyglądało dość obleśnie, przy jej braku uzębienia.
- Naprawdę? – Kasai wyglądała na zachwyconą. Kłamliwa kobieta…
- Oczywiście! – zaklaskała w dłonie sprzedawczyni. Miałem ochotę jak najszybciej zabrać stąd Uchihę i zatłuc w jakimś ciemnym zaułku. Zrobiłbym to nawet teraz, gdybyśmy nie byli na głównej ulicy! Co mnie podkusiło, żeby tędy iść… - proszę bardzo! – podała nam swój, mały „dar”.
- Dziękujemy! To będzie nasz prezent na miesiąc miodowy! Prawda, Ikito-kun? – ten uśmiech i radość dziewczyna ćwiczyła chyba od dziecka. Wszystko przesłodzone aż do przesady. Szarpnąłem ją za rękę i pociągnąłem w mniej używaną alejkę. Jestem tu na misji, do tego  w rodzinnej wiosce, będąc missing – nin’em, a bawię się z moją daleką krewną, w jakieś pieprzone małżeństwo! Z kim ja muszę pracować? 
- Co ty do cholery wyprawiasz? – ścisnąłem ją mocniej, chcąc wyrazić swoje niezadowolenie. Ona parsknęła śmiechem, uśmiechając się głupkowato. Pokolenie Madary chyba tak ma. Ani on, ani ona nie są zdrowi na umysłach, a obydwoje niebezpieczni.
- Ogarnij się Uchiha i dać kobiecie pożyć. Do tego, gdzie ci się spieszy? Tak się za moim dziadziusiem stęskniłeś? A myślałam, że się nie lubicie – przestroiła się na falę pustej idiotki. To ze mną, czy z nią jest coś nie tak?
- Nie twój zasrany interes po pierwsze, a po drugie jakbyś zapomniała, jestem wpisany w księgę Bingo i pochodzę z tej wioski, więc bądź tak łaskawa i przestań zachowywać się, jak rozpieszczona dziewucha – fuknąłem puściwszy jej ramię. Obróciłem się na pięcie i począłem znów iść w stronę szpitala. Po chwili usłyszałem za sobą kroki. No, nareszcie zrozumiała. Lecz w momencie, gdy o tym pomyślałem wyminęła mnie, trącając barkiem.
Westchnąłem cicho, nie chcąc robić zamieszania. Szatynka prowadziła i z tego, co zauważyłem całkiem nieźle znała topografię Konohy. Myśląc o tym, szliśmy w odległości jakiś dwóch metrów od siebie. Po kilku minutach szybkiego marszu znaleźliśmy się pod budynkiem szpitala.
- Idziesz o krok za mną. Nigdzie się nie odłączasz i nie odzywasz, jasne? – powiedziałem to na tyle cicho, aby nikt poza nią nie mógł tego usłyszeć.
- Hai – jej głos ociekał jadem, a spojrzenie ciskało piorunami. Wolałem ją w tej odsłonie, gdy była wściekła. Przynajmniej wtedy racjonalnie myśli.
Ramię w ramię weszliśmy do środa czujnie rozglądając się na boki. Znaleźliśmy się w obszernym, białym holu. Pod ścianami w rzędach były ustawione krzesełka. Wszędzie krzątały się pielęgniarki w bladozielonych kitlach, co chwilę krzycząc do siebie jakieś niezrozumiałe dla mnie słowa. Jako, że pomieszczenie było świetnie oświetlone, a ja będąc ubrany w czarne spodnie i koszule „trochę” wyróżniałem się  na tle jasnego otoczenia, jak najszybciej chciałem to załatwić. Ignorując spojrzenia personelu podszedłem do recepcji i spytałem:
- Gdzie leży Sakura Haruno? – na mój głos kobieta za biurkiem drgnęła, bacznie lustrując mnie swoimi brązowymi oczyma. Okulary zjechały jej na nos, tworząc dość śmieszne zjawisko.
- Pani Sakura nie przyjmuje gości, jest w śpiączce – mruknęła nieprzyjemnie, spuszczając głowę, w geście odprawienia nas i zaczęła uzupełniać jakieś idiotyczne rubryczki. Nachyliłem się w jej stronę i powtórzyłem swoje pytanie, lecz już zdecydowanie mniej przyjemnym tonem. Oczy mojej rozmówczyni o mało co nie wyskoczyły z orbit, lecz w tym momencie do akcji wkroczyła Kasai.
- Mój mąż po prostu stęsknił się za kuzynką, niech go pani zrozumie – znów mówiła tym przesłodzonym głosikiem, a do tego zaczęła klepać mnie po ramieniu. Wspominałem już coś o ciemnym zaułku?
- No dobrze, ale tylko na chwilę. Proszę poczekać przed drzwiami sali numer trzydzieści cztery, dopóki Hokage-sama go nie opuści – mruknęła i znów wróciła do swoich tabelek. Kasai już bez mojej pomocy zabrała rękę i ruszyła w stronę dużej, niebieskiej tablicy z rozpiską sal, znajdującej się na lewo od nas. Wpatrywała się w nią przez chwilę, aby potem skinąć na mnie głową i ruszyć przed siebie.
Naruto siedzi u Sakury, tak? Może być on niemałym problemem. Zna ją od dziecka i wie, że nie ma ona żadnych krewnych poza wioską, a do tego wyczuje jutsu zamiany, kuso!
- Kasai – syknąłem niezauważalnie, nadal idąc.
- Hmmm? – zrównałem z nią kroku.
- Musimy iść do toalety i zmienić się z powrotem. Naruto wyczuje nasze chakry, przy używaniu techniki – mruknąłem.
- Hai – powiedziała i pociągnęła mnie za rękę do jakiegoś pomieszczenia obok, które (o ironio) okazało się schowkiem. Nie skomentowałem tego, miałem jej po dziurki w nosie. Dziewczyna ku mojemu zdziwieniu też siedziała cicho, odpływając w świat swoich myśli. Oparłem się plecami o ścianę i czekałem. Jakieś dwadzieścia minut później wyczułem ogromne skupisko chakry, przemierzające korytarz. No jasne, Naruto w swojej własnej wiosce wcale nie musiał się ukrywać, w przeciwieństwie do mnie.
Co by było, gdyby coś go podkusiło do wejścia tutaj? Nawet nie chcę o tym myśleć. Pewnie znów zacząłby pieprzyć o tej przyjaźni, którą mnie darzy i o tym jak bardzo się stęsknił. Miłe, aż do porzygu. Gdy już byłem pewny, że wyszedł poza granice szpitala, dałem Kasai znak przemieniając się z powrotem i wyszedłem z kanciapy, zostawiając stosy chemikaliów i szczotek samym sobie.
Mijaliśmy kolejne drzwi, lecz na końcu korytarza odnaleźliśmy tylko numer trzydzieści trzy. Tak więc wspięliśmy się po schodach na piętro. Powitał nas duży napis nad wejściem, bijący w oczy kolorem czerwonym: OSTRY DYŻUR. Otworzyłem przeszklone drzwi, wychodząc na kolejny korytarz. Tym razem pierwsze drzwi po prawo przywitały mnie upragnioną numeracją. Popchnąłem je i wszedłem do środka, a Kasai zaraz za mną.
Sakura leżała na łóżku  otulona białą kołdrą. Wcale nie wyglądała na niebezpieczną kobietę, o której tyle się naczytałem. Aparatura wokół niej pikała, wydając irytujące dźwięki. Ponownie wróciłem do swojego ciała. Kasai również, rozglądając się przez niedomknięte drzwi i pilnując, czy czasem nikt nie idzie. Przez moment zastanawiałem się, w jaki sposób chwycić ciało byłej towarzyszki z drużyny w taki sposób, aby jej nie uszkodzić. Odsunąłem kołdrę i pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to bandaże na całej powierzchni jej ciała. Wziąłem ją na ręce, przytrzymując na plecach i w zgięciu nóg. Uchiha podeszła i nakryła ją kołdrą, którą zdjąłem. Ehh, ma rację. W tej szpitalnej piżamie, będzie jej zimno, a jej stan się jeszcze bardziej pogorszy. Kiwnąłem dłonią na szatynkę i po chwili zniknęliśmy, w kłębach dymu, aby pojawić się przy Karin.
Jednak zamiast niej spotkałem Kisame, człowieka, którego najmniej bym się tu spodziewał.
- Młodszy Uchiha? Co za niespodzianka! – krzyknął, a miecz na jego plecach poruszył się. Nigdzie nie widziałem Karin, co mnie lekko zaniepokoiło.
- Czego tu chcesz i gdzie jest dziewczyna? – warknąłem, kładąc Sakurę na płaszczu, który zrzuciła z siebie Kasai.
- Tak nagle zacząłeś się nią interesować? – oblizał wargi, a Samehada mu zawtórowała.
- Gdzie ona jest?!
- Możemy zrobić małą wymianę, co? Ty nam oddasz tą różową ślicznotkę, a my tobie tą czerwoną poczwarę – po tych słowach zaczął się histerycznie śmiać. Było ciemno i tylko księżyc oświetlał otoczenie, ale i tak zębiska rekina widziałem nawet z odległości trzydziestu metrów.
- Sasuke uważaj co robisz. Jesteśmy bardzo blisko Konohy. Zaraz możemy mieć na głowie całe ANBU – mruknęła dziewczyna, stając w pozycji obronnej.
- Co znaczy my? Jest tu ktoś jeszcze? – spytałem wroga, ignorując Kasai i w międzyczasie  analizując naszą sytuację.
- Oczywiście – znów obleśnie się uśmiechnął. Za jego plecami zauważyłem ruch. Włączyłem sharingan’a i zastygłem nie mogąc się ruszyć. To był … on.
- Wyłaź Itachi! – szybko odzyskałem zdolność mówienia. Podwinąłem rękawy koszuli.
- Mój mały, głupiutki braciszku… - powiedział i zaczął się powoli do mnie zbliżać.
- Walcz ze mną! – jeszcze nie byłem do końca gotowy na ten pojedynek, ale chęć zobaczenia jego śmierci wygrała z rozsądkiem.
- Jeszcze nie czas. Teraz jedynie oddaj nam dziewczynę, albo zabierzemy ją siłą – przekrzyczał wiatr, który niespodziewanie się zerwał, wprawiając włosy wszystkich tu obecnych w dziki taniec. Do tego płaszcze zachowywały się identycznie, nadając temu wszystkiemu jakąś mroczną aurę.
- Nie ma mowy – rzuciłem i zebrałem się do biegu z kataną w dłoni. Itachi dobył kunai’a i zrobił dokładnie to samo. Wiedziałem, że nie będzie stał w miejscu…
- STOP! - Już nasze bronie miały się spotkać, lecz ktoś im w tym przeszkodził, blokując je swoimi.

- Dyara?! – wyrwało się mnie i bratu równocześnie.

Sasuke reagujący na zachowanie Kasai ^^








     Dyara, gdy przeszkodziła braciom.







Ohayo ;)
Nie za bardzo wiem, co mogę wam powiedzieć. Za pewne kompletnie was to nie interesuje, że we wtorek mam konkurs i dosłownie najchętniej wszystkie książki dotyczące fizyki wyrzuciłabym za okno, albo  dała do ponownego przetworzenia, aby nigdy więcej nie widzieć ich na oczy. Lub to, że pisać mogę tylko w weekendy, ponieważ wracając z treningów jestem wrakiem człowieka, będącego w stanie tylko włączyć fb i posłuchać dobrej muzyki.

Rozdział, jak rozdział. Nudny i bez fabuły, prawda? ^^
Dziękuję Akemii, która poprawiła mi dziś humor (i nie tylko to), przez co notka nie wyszła jak rodem na pogrzeb - przynajmniej mam taką nadzieję.

Pozdrawiam i czekam na opinie! ;)

Bywajcie!


27.11.2013r
Tabletki na gardło bardzo ułatwiają człowiekowi życie (y)

21 komentarzy:

  1. Wracam znana z wykładów i co widzę? Nowy rozdział, na który czekałam niecierpliwie! ;)
    Sasuke ach co za gbur xD inaczej się nie da określić jego zachowania. No i jest Itachi! Szkoda, że Dyara zdążyła nim braciszkowie zawojowali. To mogłoby być ciekawe widowisko ;>. Chociaż gdzieś tam mam nadzieję iż wydarzy się coś niespodziewanego..? W końcu któryś z nich weźmie Sakure, chyba że Dyara coś wykombinuje? Hm.. No nic, czekam na next ;). Tylko tyle mi pozostaje. Btw. rozdział przyjemny - wczułam się. Zdecydowanie za szybko się skończył!

    OdpowiedzUsuń
  2. rozdział świetny! wiedziałam że wymyślisz coś tak niespodziewanego jak Dyara w środku walki <3 z niecierpliwością czekam na kolejną notkę :)
    Julkaa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dosłownie, rozdział się za szybko skończył ;) Ciekawie się zapowiadają te wizje Sasuke, mam nadzieję że do nich nie dojdzie. Czekam na nexta, mam nadzieję że nie poczekam długo? ;>

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak ja nie lubię SasUKE, większego gbura świat nie widział.
    Szkoda że Dyara się wtrąciła ale no trudno jakoś to przecierpię.
    Więcej Itachiego! <3 Ja go po prostu kocham.
    Powodzenia na konkursie.

    No i oczywiście życzę weny i czekam na next!

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Obrazki na końcu dosłownie mnie urzekły. Piękny rozdział. I nie ma za co dziękować, masz talent i tyle! Akcja się rozwinęła i z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg. Dyara wreszcie wkroczyła do akcji. Podobały mi się również rozmowy pomiędzy Sasuke i Kasai (o ile można to nazwać rozmowami, raczej sprzeczkami xd) Bracia Uchiha się spotkali, a ja coś czułam, że Sasuke nie będzie w stanie okiełznać emocji i wybuchnie przy pierwszym kontakcie wzrokowym. To je Uchiha, tego nie ogarniesz xD
    Życzę mnóstwa weny! Czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobra, poczynając od pierwszego zdania, do ostatniego obrazka, wszystko mi się podobało. Może twierdzisz, że ta notka nie jest najlepsza, ale uwierz, że grubo się mylisz.
    Masz talent. Ciekawa jestem, czy mogłabyś napisać jakiś chłam... Cóż, jak dla mnie, to nie potrafiłabyś.
    Ach, ja tu liczyłam na odpowiedź, po kiego jest potrzebna Sakura, ale się nie dowiedziałam! Mało tego, dochodzi do tego pytanie, gdzie jest Karin (choć, to mnie najmniej obchodzi, ale nie uśmiercaj jej, na kim będziesz się wyżywać? ^^).
    No, jeszcze pytanie, jak potoczy się dalej zjazd rodzinnych Uchihów? Toż to czysty armagedon. Wszyscy wiemy, jakie silne charaktery reprezentują Dyara, Sasuke i Itachi. Oj... Pisz szybko, ale nie padaj ze zmęczenia. Jestem gotowa poczekać :)
    Aczkolwiek... Kiedy masz ferie? xD
    Skąd ja znam ból wracania do domu na czworakach? Wstaję przed piątą, wracam po szóstej. No WTF!?
    Zresztą, nieważne :)
    Trzymaj się, ucz się, trenuj :)
    Pozdrawiam!

    P.S. Zgadzam się z Akemii ,,to je Uchiha, tego nie ogarniesz" xD True Story.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to zdanie jest mistrzowskie <3
      Ferie? W drugiej połowie lutego!!! Ostatni termin! Awrrrr.
      Wracać do domu na czworakach? Ja to się ledwo czołgam...
      Dziękuję, za miłe słowa, dużo to dla mnie znaczy ;)
      Postaram się nie zawieść kolejną notką :D

      Usuń
  7. Noooo, wreszcie, wreszcie, wreszcie znalazłam czas! Musiałam zrobić sb małą przerwę, ale w końcu mogłam dokończyć tą historię :3
    Zanim jeszcze trochę pokomentuję, mam wieeeelką prośbę - nie wiem czemu, ale nie mogę znaleźć XXIII rozdziału ;_; nie mam go w spisie treści ani w ogóle nigdzie... może to wina mojego kompcia ;) jakbyś podesłała mi bezpośredni link do tego rozdziału, padnę na kolana i zacznę wyznawać wiarę w Sheeiren Imai xD
    Och, mój Boże, jak się cieszę, że pojawił się Sasuke, bałam się, że o nim zapomniałaś :D Nie wiem czemu, ale narracja z jego punktu widzenia bardziej mi się podoba... pewnie dlatego, że Sas to mój kochanek i koniec kropka xD
    Dalej:
    Dyara. Och, Dyara, Dyara, Dyara... kocham tą dziewczynę <3 jest taka, jakie kocham najbardziej: nie mazgai się, dosyć pewna siebie, wycierpiała tak dużo, a brnie dalej na przód, nie płacze... no, może poza ostatnim razem, ale każdy może mieć chwilę słabości, ne? ;) jak dla mnie - nie mogłaś jej wykreować lepiej ^^
    Raito... ach, jestem za zeswataniem go z Dyarą, naprawdę fajni byliby razem *-*
    Co jeszcze tak przykuło moją uwagę... ach, tak ;> Sakurcia! Hmm, chyba muszę Ci pogratulować, bo dokonałaś niemożliwego: panie i panowie, zaczęłam doceniać tą różowowłosą lejdi! Naprawdę, to jej całe oddanie do Dyary, taka siostrzana miłość, do tego zaimponowała mi tymi swoimi, hmm, umiejętnościami, no wiesz, silna kunoichi itp ;> Doszłam do wniosku, że na moim blogu też nie będzie skończoną suką.
    Och, mogłabym pisać i pisać, tyle jest do skomentowania... Cholernie podoba mi się też to, że poza taką akcją prezentujesz tutaj przemyślenia, dosyć uniwersalne. Można odnieść je nie tylko do tej opowieści, ale też do życia. No i nie kończą się na stwierdzeniu: miłość to ściema... życie nie ma sensu...
    Kuso, chciałabym się do czegoś przyczepić (wiesz, taki mały rewanż za te sztylety xD) no ale kuźwa do czego ;) O, rozdział za krótki :D
    Pozdrawiam i s'il vous plait, pisz szybko ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS: gwoli ścisłości co do Sakury i Dyary: wiem, że siostrami nie są, ale to określenie pierwsze przyszło mi na myśl ;)

      Usuń
    2. Spis treści uzupełniony według życzenia ;)
      Powiem ci, że taka wiara wcale by mi nie przeszkadzała xD
      Szczerze powiem, że z perspektywy Sasuke pisze mi się najłatwiej. Wszystko można skrytykować, a nikt nie będzie się czepiał xd
      Kochasz Dyarę, hmm? Bardzo mi miło :3 Inni twierdzą, że jest postacią fatalną i bez charakteru. Super, że uważasz inaczej ;)
      Raito, yup? Myślę nad tym, myślę. Zobaczymy :D
      Sakura jest czasem psychiczna, ale doszłam do wniosku, że jednak nie będzie z nią aż tak źle. Tą negatywną część przelałam na Ino ^^
      Własnie za te przemyślenia, prawie wszycy mnie potępiają, a na nich opieram w dużej mierze to opowiadanie. Cieszę się, że odebrałas je jako uniwersalne, bo to starałam się zrobić ;) Oj kurde jest się do czego przyczepić. Notorycznie walę takie gafy, że szkoda gadać...
      Ale te twoje sztylety, też były dobre xD

      PS.Widzę, że nie tylko "Mardi" z francuskiego ci się udzieliło xD

      Merci :3

      Usuń
  8. 'bawię się z moją daleką krewną, w jakieś pieprzone małżeństwo' No nie wiem, mi to zabrzmiało odrobinę dwuznacznie xD
    Ach jakie urocze spotkanie rodzinne się utworzyło, czwórka Uchihów, ciekawe co z tego wyniknie :D
    No i genialne wymiana 'różowowłosa ślicznotka za czerwoną poczwarę' xD
    Niech się szybko pogodzi z Raito, ale przede wszystkim szybko pisz nexta bo nie mogę się doczekać tego jak przebiegnie 'spotkanie po latach'
    Pozdrawiam, gorące buziaki ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za skomentowanie wszystkiego. Dużo to dla mnie znaczy ;)
      Tak, ten tekst też mi przypadł do gustu xd
      To ma się pogodzić z tym Raito? -.-
      Jak czytałam ktorąś ocenę, to soptkałam się z określeniem: kto się nie spodziewał, że będą razem...
      Dobra, zastanowię się xd

      Usuń
    2. Raito Raito Raito! Raito jest spoko, dawaj więcej jego fot ;3

      Usuń
    3. Dobrze, zrobię galerię xD

      Usuń
  9. Notka nudna i bez fabuły? Matko, kochana jak to jest według ciebie nuda to musisz być niezwykle ciekawą osobą x) Popraw swoją samoocene względem pisania, bo moje komcie zaczną być przesłodzone xD
    Z danych mi do czytania opisów z perspektywy Sasuke, Dyary i Itachiego muszę ci powiedzieć, że najlepiej się mi czyta Sasuke :P
    Nie żeby jakoś by lepszy styl czy coś w ten deseń, chodzi o jego sposób bycia, jest taki wiarygodny xD no i fajnie mi się czyta jego wywody na temat Karin xD
    Historia Raito jakoś tak pomnie spłynęła xD bo cały czas miałam nadzieje na jakiś miłosny wątek (wybacz to silniejsze ode mnie xD) Ciekawe też czemu wnuczka Madary zna dobrze Konohe? :> zresztą chyba leci na Sasuke xD
    No i oni w tym momencie są 100 metrów od Konohy, tak? więc jakim cudem Naruto ich nie może wyczuć? :P (propo przemyślenia Sasku na temat jego gadaniny o "posranej przyjaźni" mnie rozbawiło xD wypisz, wymaluj - Sasuke XD

    No to ja czekam z wielką (NIE)cierpliwością na nowy rozdział ;D Pozdrawiam, żyxzę weny i powodzenia na konkursach, szkole itp ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohayo.
      Naruto jeszcze ich nie wyczuł :3
      Co do wątku miłosnego - pożyjemy zobaczymy ;)
      Kasai jest dość ciekawą osobą, więc jeszcze się z nami pobawi :3

      PS. Mi równieć najlepiej pisze się, z perspektywy Sasuke :3

      Pozdrawiam i dziękuję ;D

      Usuń
  10. Ach, źle wyszło. Tragicznie z błędami (logiczno-podobnymi), początek mocno wymuszony (czyli praktycznie do rozmowy z panią w szpitalu).
    Na szczescie bylo to cale wydarzenie z Itachim, bo inaczej rozdział wyszedły naprawdę beznadziejnie. Cóż, mam zapowiedź na fajną akcję :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Będą krwawe rodzinne walki? Awrr! Będzie ciekawie :D Itachi nadchodzi

    OdpowiedzUsuń
  12. Nic się w wiosce nie zmieniło tylko Naruto został Hokage. Aj tam, taki szczegół. :D
    Bardzo podobały mi się kłótnie Sasuke z Kasai, ale nie wiem co ona sobie wyobraża mówiąc, że jest jej mężem. -.-
    Ogólnie to kocham tok myślenia Uchih'ów <3
    Głupia ruda Karin do czego doprowadziła...
    Spotkanie rodzeństwa na samym końcu było świetne, zobaczymy co z tego wyniknie Jakaś walka, coś? ;>

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo mi się spodobało! Uwielbiam, gdy narratorem jest Sasuke :D Oby się nie pozabijali ;D

    OdpowiedzUsuń