środa, 26 grudnia 2012

Rozdział XXIII

Itachi
Biegliśmy już cztery godziny.  Odciski na moich stopach, spowodowane długimi treningami dawały o sobie znać, a gdy skakałem po drzewach przypominały o swoim istnieniu jeszcze bardziej niż normalnie. Miałem zabrać ze sobą dodatkowe plastry…
- Też to czujesz? – usłyszałem głos towarzysza, biegnącego obok. Jest południe, powinno świecić słońce i być ciepło, więc ja się pytam, gdzie ono do cholery jest?
- Tak, ale to tylko jakaś podróżna karawana – mruknąłem nawet się do niego nie odwracając - wiedziałem o ich obecności już kilka minut temu -  Bach! Dostałem wystającą gałęzią w twarz. Za każdym razem, jak biegniemy tą trasą, to ta sama gałąź stoi mi na drodze. Kiedyś po prostu ją utnę…
- Wszystko mamy? – powiedział intensywnie nad czymś myśląc.
- W jakim sensie? – mruknąłem znużony. Czy ja wyglądałem na faceta szukającego towarzystwa? Lubię podróżować  ale samotnie. No chyba, że z Imrin. Kisame nie jest cudownym materiałem na partnera, za dużo gada.
- Jedzenie i tak dalej – odburknął i nie dokończył, zauważając, że nie interesowały mnie zbytnio jego problemy.
- Mi niczego nie brakuje – odpowiedziałem i w duchu  zadawałem sobie pytanie: czy on nie może się przymknąć?
- A dla tej dziewczyny mamy zaopatrzenie, czy nie? – cholera, o tym nie pomyślałem. Kuso… Widząc moją minę kontynuował - To zabawimy się? – wyraźnie się rozentuzjazmował, widząc możliwość zabijania. Nawet Samechada na jego plecach odtańczyła swoisty taniec, a ja jedynie westchnąłem.
- Nie – szybko zgasiłem jego zapał – mamy nie wplątywać się w żadne walki, nie pamiętasz? – Prawda jest taka, że nienawidzę zabijać cywili. W końcu w żaden sposób mi się nie narazili, nie?
- Jak możesz… – nie powiem, że zrobił minę zbitego szczeniaka, bo wyglądałoby to dziwnie, aczkolwiek na jego twarz wpełzło coś na wzór grymasu.
- Mogę – uciąłem – damy radę. W najgorszym wypadku oddam jej swoją porcję, przeżyję.
Chwilę biegliśmy bez słowa do czasu, gdy nagle Kisame zeskoczył w dół, prosto na bezbronnych ludzi. Nie zatrzymałem go, nawet nie zeskoczyłem za nim. Wiedziałem, że nie miało to sensu, nie posłuchałby mnie, więc po co się wysilać? Słyszałem tylko krzyki i pojękiwania. Trwały one krótko, lecz na ten czas usiadłem i opierając się plecami o korę, przywołałem kruka. Dałem mu kartkę z listem do Imrin i kazałem odlecieć. W momencie, kiedy ptak zniknął mi z oczu, pojawił się przed nimi rozanielony Hoshigaki.
- Mam jedzenie, dodatkowe koce i wodę – powiedział, nie spodziewając się mojej odpowiedzi. Bez słowa ruszyliśmy dalej. Chciałem tym ludziom pomóc, ale co ja mogę? Przecież nie będę walczył ze swoim kompanem…
~*~
Sasuke
Stałem zirytowany, opierając się o zimną ścianę. Ten korytarz nie był idealny do spotkań towarzyskich, czy jakichkolwiek spotkań, ponieważ gdy ktoś zwykle raz przez niego przeszedł już nigdy nie zrobił tego po raz drugi. Ta aura nie dawała mi się zrelaksować do tego stopnia, że mogłem zabić kogoś samym wzrokiem, kiedy tylko pojawi się w jego zasięgu.

- Karin! – krzyknąłem z całych sił. Dwie minuty temu powinna stawić się na miejscu, a po niej ani śladu. Zmieniłem godzinę wyruszenia, bo miałem taką ochotę, ale nie zmienia to faktu, że powinna stawić się na czas. Pierdolca można dostać z tą kobietą. Obserwowała mnie rozbawiona Kasai, udając, że oglądanie swoich paznokci jest bardzo ciekawym zajęciem. Tak naprawdę śmiała się pod nosem, co przyprawiało mnie o niemałą irytację.
- Co cię tak śmieszy? – warknąłem odwracając się do niej przodem.
- Już nie pusz się tak, bo ci to zaszkodzi – powiedziała słodko, mrugnęła okiem i machnęła ręką.
- Chcesz koniecznie kupić większy bandaż? – znalazłem się przy niej natychmiast, przykładając jej katanę do szyi. Gdybym się dłużej zastanowił, doszedłbym do wniosku, że ostatnio często mi się to zdarzało. Ale kogo to obchodzi? Już miała otworzyć usta, żeby mi się odszczeknąć, lecz właśnie wtedy zza rogu wypadła Karin wrzeszcząc:
- Gomen Sasuke-kuuuuun! – nie minęło dziesięć sekund, odkąd ją dzisiaj ujrzałem, a już po kilku pierwszych miałem dosyć – a co wy tu…?  - wydukała.
- Nie twój zasrany interes – docisnąłem katanę do tego stopnia, że rozcięła bandaż. Ciała dziewczynie nie uszkodziłem. Po co mam słuchać przez całą drogę i jej marudzenia? Wystarczy upierdliwa Karin. Kasai tak jak ostatnio, z udawaną godnością „odkleiła” się od ściany i poprawiła kaburę na udzie.
- Gdzie byłaś, Ruda? – mruknęła z już bardziej znudzoną miną, zakładając ręce na piersi.
- Tylko nie Ruda! – nie dość, że przefarbowała się na okropny kolor, gorszy niż oryginał, to jeszcze w tej chwili jej twarz przypominała odcieniem włosy, co wyglądało ohydnie, jak cała ona z resztą.
- Spokój – wrzasnąłem – nie zachowujcie się jak dzieci w przedszkolu do cholery! – Karin wyglądała, jakby zmalała w oczach, natomiast Kasai wpatrywała się we mnie nienawistnym wzrokiem. Żadna więcej się nie odezwała, więc minąłem Uchihę, wspiąłem się po zimnej, metalowej drabinie i otworzyłem klapę na zewnątrz. Ukazało mi się błękitne niebo,  gdzieniegdzie tylko szybowały sobie białe chmury. Cholera, zimno.
Wyskoczyłem i podałem rękę dziewczynom. Kasai oczywiście nie przyjęła mojej pomocy. Wyszła o własnych siłach. Natomiast Karin aż nie chciała mnie puścić. Strzepnąłem jej dłoń dość mocno i zacząłem biec. Konoho, spotkamy się ponownie.
~*~
Dyara
- Tym sztyletem posługiwała się osoba, która go zabiła.
Stuk, puk, stuk, puk – słychać było tylko krople deszczu zderzające się z szybą okienną. Po chwili również grzmot błyskawicy. Raito lekko, prawie niewyraźnie rozluźnił się. Powoli usiadł na swoim łóżku i oparł się plecami o ścianę. Zapatrzył się w sufit i złączył dłonie na brzuchu. Bum! Grzmot zakłócił pierwsze słowa chłopaka, tak więc opatulona w koc podeszłam i ostrożnie usiadłam na brzegu łóżka, nie chcąc go w żaden sposób urazić, czy zdekoncentrować.
- Usiądź sobie wygodnie, nie gryzę – powiedział, prawie niewidzialnie się uśmiechając.
- Hai – mruknęłam i usadowiłam się, krzyżując nogi po turecku. Z sekundy na sekundę na dworze robiło się coraz bardziej szaro, a przez wielkie okno wpadało coraz mnie światła.
- Razem z Ache poznaliśmy cię jakieś sześć lat temu.
- Poczekaj – przerwałam mu niepewnie.
- Hm?
- Czy, czy na pewno chcesz mi to powiedzieć? – ciągnęłam nadal cicho – nie wiem co tu robisz, dlaczego tu jesteś, dlaczego mnie uratowałeś?
- Ani ja nie byłem szczególnie rozmowy, ani on taktowny – kontynuował swoją opowieść, jakbym w ogóle się nie odezwała - nie przepadałem za nim szczególnie, wręcz traktowałem jako zło konieczne. Można to nazwać uczuciem obustronnym. Lecz z czasem, gdy poznawaliśmy się bardziej, kiedy spędzaliśmy ze sobą więcej czasu, dojrzeliśmy oboje. Szczególny wpływ miał na to proces odbudowy naszej rodzinnej wioski. Około pięćdziesięciu mieszkańców zostało zabitych, a ponad połowa domostw uległa całkowitemu zniszczeniu – przełknął ślinę, a ja miałam wielką ochotę mu przeszkodzić. Po co on mi to opowiada? Będzie mi ciążył ciężar tej wiedzy - przez kolejne sześć miesięcy ciężko pracowaliśmy, aby wioska powróciła do dawnej świetności. Wiadomo, co się z tym wiąże – duże zapotrzebowanie pieniężne. Nigdy nie należeliśmy do bogatej elity kraju. Światło to stosunkowo mała osada, żyjąca z upraw, mająca tylko jeden klan shinobi – nasz.
Tak więc, co za tym idzie? Po półrocznej przerwie od treningów, nasz Daimo oświadczył nam, że będziemy wypełniać normalne obowiązki ninja, jakbyśmy nadal byli w Konoha – zacisnął pięści, a ja chciałam jak najszybciej wrócić na swoje łóżko i schować się pod kocem. Z początku był dla mnie niemiły, a teraz się przede mną otwiera? To dziwne - próbowaliśmy się usprawiedliwiać, że jesteśmy tylko geninami, że nasze ciało nie posiada już tak dobrej kondycji i zręczności, jak wcześniej. Jak się domyślasz kompletnie olano nasze protesty – Raito na chwilę przestał, chyba nie będąc w stanie mówić dalej. Jego wypowiedź przerywały dźwięki silniejszych powiewów wiatru napierających na drzewa, wytwarzając niemiłosierny szum oraz grzmoty, które nie dały o sobie zapomnieć. Nie ustępowały im również krople deszczu można rzec, walczące z oknem. Chłopak schylił się i schował twarz w dłoniach. Ja natomiast uparcie siedziałam w dawnej pozycji, nie chcąc go rozproszyć.
- Hej – położyłam mu rękę na ramieniu – nie musimy teraz o tym gadać – powiedziałam cicho. Wiem, jak to jest opowiadać o swoich wspomnieniach, przeżywać je na nowo. Nikogo nigdy bym nie zmusiła, aby powtarzał to kolejny raz. Zawsze wysłucham, nawet mimo tego, że nie mam na to ochoty, lecz nigdy nie nakażę mówić.
- Zacząłem, to dokończę – zupełnie inaczej opowiadał o swojej przeszłości, niż ja jemu o swojej kilka lat temu. Ale cóż się dziwić. Każdy jest inny – zaczęliśmy więc chodzić na misje. Moja matka się na to nie zgadzała, ale nikt nie chciał jej słuchać, nas z resztą też nie. Pracowaliśmy we dwójkę. Nie raz ratowaliśmy sobie nawzajem tyłki. Zgraliśmy się jak mało kto – splótł ręce na karku, nadal się pochylając. W tej chwili poczułam coś dziwnego, jakby hmmm szczątkowe zaufanie? - rzadko byliśmy w domu, pracowaliśmy przez większość czasu. Misje były zlecane z Wioski Skały. Na początku coś z poziomu D, z czasem C, nawet B. Podkreślam, że nasza ranga shinobi nie uległa zmianie. Daimo był zadowolony. Pracowało dla niego dwóch ninja. Dostawał za to dużo kasy, nam nie dając prawie nic. Pewnie się spytasz, dlaczego w ogóle się zgodziliśmy – zacisnął pięści, a jego ciało drżało z wściekłości - no to powiem ci, że nie mieliśmy nic do gadania. Między innymi nasz dom został doszczętnie zniszczony. Prawie nic z niego nie pozostało. Nie mieliśmy gdzie mieszkać, co dopiero mówiąc o mamie. Zawarliśmy układ: on daje jej  możliwości do życia, a my na nią pracujemy. Tak żyliśmy przez półtora roku. Misje nie sprawiały nam większych kłopotów. Do czasu – znów naszło mnie to dziwne uczucie. Ja, ja nie chciałam go słuchać. Miałam swoje problemy. Do tego nie miałam pojęcia, czego będzie po mnie oczekiwał.
-  Zmierzaliśmy do Kraju Wodospadu. Nic nie wskazywało na możliwość walki. Była to prosta misja rangi C – przetransportowanie Daimo. Cała karawana ludzi, włącznie z kucharzami i pokojówkami. Ja i Ache szliśmy obok głównego powozu. Ni stąd ni zowąd nadleciały kunai’e, które podziurawiły większość zwykłych ochroniarzy – lekko się wyprostował, roztaczając wokół siebie aurę, która nawet mnie przyprawiła o ciarki - my przed nimi uskoczyliśmy i zaczęliśmy walczyć z ninja, który pojawili się znikąd, nadal starając się ochraniać Daimo. Lecz było ich zbyt wielu, aby dbać jeszcze o innych prócz siebie. Po kilku minutach walki usłyszałem krzyk brata – został zraniony w lewą nogę. Rzuciłem się natychmiast w jego stronę, na pomoc. Utykał, ale się nie poddawał. Zostało nam do załatwienia około sześciu wrogów. Tak nam się przynajmniej wydawało… - ostatnie słowa wyszeptał, patrząc się w podłogę. Nagle podniósł głowę do góry i patrzył mi się w oczy – okazało się, że było ich siedmiu. Ten ostatni ukrywał się w cieniu drzew. Nie wiedząc o nim walczyliśmy dalej. Obydwoje mocno już poranieni zabiliśmy wszystkich, co nie należało do rzeczy prostych. Gdy już chcieliśmy oboje paść na ziemię z wycieńczenia i braku chakry, ten ostatni pokazał się. Wyszedł i zaczął nam klaskać, śmiejąc się. Powyzywał nas od gówno wartych shinobi. Nie przedstawił się, ani nic, po prostu drwił – wziął głęboki oddech i ponowił opowieść- gdy skończył swoje małe „przedstawienie” zaczął biec w naszą stronę. Wyskoczył i zamachnął się na nas kunai’em. Nie mieliśmy siły walczyć, czy tez bronić się. Zasłoniliśmy się jedynie rękoma i czekaliśmy. Doczekaliśmy się jedynie jęku umierającego Daimo. Całkiem o nim zapomnieliśmy, o celu naszej misji. Ache rzucił się na nieznanego. Został potraktowany tym samym co nieżyjący mężczyzna. A, a ja stałem i patrzyłem, nic nie zrobiłem – uderzyły we mnie wspomnienia. Ja też patrzyłam, jak mógł klan ginął i też nic nie zrobiłam…
 - Po chwili jednak otrząsnąłem się i doskoczyłem do brata. Wziąłem go na ręce i, i widziałem jak ucieka z niego życie, jak jego oczy zachodzą mgłą. Podniosłem wtedy wzrok na jego zabójcę. On wtedy odwrócił się do mnie tyłem i zaczął odchodzić – Raito zmarszczył brwi - zapomniałem o ludziach z karawany, którzy przeżyli, o wszystkim. Rzuciłem się za nim biegiem. Na mój widok on również przyspieszył i zaczął się pościg – znów spuścił wzrok i wręcz zaczął wyrywać sobie włosy z głowy. Puściłam oplatający mnie koc i złapałam go za dłonie. Chłopak zaczął się lekko szamotać.
- Hej, spokojnie, spokojnie – próbowałam go uspokoić. W takich kwestiach, nagle znajdywały się we mnie ogromne pokłady cierpliwości, jak teraz na przykład. Nie chciałam, ale musiałam. Raito powoli zaczął się uspokajać. Puścił swoją głowę, jednocześnie nie wypuszczając moich dłoni. Zamknął je w swoje i trzymał, opierając się na swoich kolanach. Było mi cholernie niewygodnie, ale nie mogłam nic powiedzieć. Nie chciałam tego przerwać. Rozumiałam go i to, co nim w tej chwili kierowało, jak nikt inny. Jeśli już zaczął, to niech skończy.
Z moich wyliczeń wynika, że od tego wydarzenia minęły ponad cztery lata, a on nadal sobie z tym nie radzi. Starałam patrzeć się na niego bez współczucia. Sama kiedyś opowiedziałam mu podobną historię, lecz bez tylu szczegółów i on też nie próbował na siłę mnie pocieszać.
Nic już nie mówiłam, tylko czekałam aż gdy się uspokoi. Nadal nie puszczając moich rąk zaczął mówić, tylko tym razem bardzo cicho.
- Biegłem za nim dobre kilka kilometrów, ale zasłabłem. Po prostu padłem. Obudziłem się w nocy, byłem kompletnie sam. Nikt z karawany mnie nie szukał – przerwał na chwilę i zaśmiał się ironicznie pod nosem – nie zgadniesz, kto mnie uratował – wyglądał, jakby czekał na moją odpowiedź.
- Nie zgadnę – mruknęłam, ciesząc się tym małym ciepłem mającym źródło w jego dłoniach.
- Twój brat – du du duuum. Zapomniałam o tym miłym efekcie ubocznym trzymania go za rękę. Moje oczy prawie wyskoczyły z orbit. W tym momencie jedna łza spadła na nasze ręce, pokonując długą drogę, aby upaść na podłogę, nie moja – znalazł mnie, potajemnie pomagał. Opowiedziałem mu o sobie wszystko, on mi o sobie niewiele. Pewnie nurtuje cię pytanie, czemu się mną w ogóle zainteresował… Powiem ci szczerze, że mnie również. Potem jest już to uzasadnione, lecz chodzi mi o sam początek… – przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy, lecz szybko się to skończyło, gdy chłopak powrócił do swojej opowieści – gdy się ocknąłem akurat stał nade mną. Pierwsze, co zobaczyłem, to sharingan. Wyrwało mi się to słowo, na co on zareagował lekkim zdziwieniem. Od tego się zaczęło. Rozmawiał ze mną potem jeszcze trochę, skąd o tym wiem i tak dalej. Opowiedziałem mu więc o tobie, o misji sprzed kilku lat. Był bardzo zainteresowany moja historią. Postanowił, że mi pomoże. Zgodziłem się, co mogłem innego zrobić? 

W ten sposób zostałem jednym z wielu osobistych posłańców członków Akatsuki.
- Dlatego wyciągnąłeś mnie z Konohy? – zapytałam cicho. Wszystko znów się poplątało.
- Tak. W innym przypadku, prawdopodobnie nie przeżyłbym tej nocy z powodu obrażeń, gdyby nie twój brat. Wiesz co? Nawet chciałem cię ratować, aby nie być ci dłużnym.
- O czym ty mówisz? – spytałam lekko zdezorientowana, lecz on tylko lekko zacieśnił uścisk.
- Gdybym cię wcześniej nie poznał, już bym nie żył. Czułem się więc w obowiązku pomóc ci. Może moje początkowe zachowanie nie potwierdzało tego, co teraz mówię, ale uwierz na słowo.
Zapadła cisza, nie wliczając chaosu za oknem. Mięśnie mi już drętwiały od tej dziwacznej pozycji wygięcia się. Musiałam niestety puścić jego ręce, aby opatulić się znów kocem, bo ramiona zaczęły mi drżeć. Jak w tym pokoju było zimno…
Niebieski kocyk wrócił na swoje miejsce, a ja oparłam się o ścianę. Chłopak po chwili zrobił to samo, tylko z taką różnicą, że objął mnie ramieniem, znów łącząc nasze dłonie oraz powodując moje zlecenie na jego klatkę piersiową… A było się o co opierać. Przez moment w moim umyśle zawitał Kiba, lecz szybko stamtąd zniknął. Aby go wypłoszyć i zostawić mój mózg w błogim spokoju, bardziej wtuliłam się w tors chłopaka. Było mi ciepło i przyjemnie. Raito chyba też nie mógł narzekać. Sama przed sobą tłumaczyłam sobie to w następujący sposób: po prostu znów myśli o bracie, a ja nie mogę mu teraz przeszkadzać.
- Nigdy bym nie pomyślał, że będę z tobą leżeć w jednym łóżku – powiedział lekko czochrając mi włosy.
- Ej! – klepnęłam go w nogę i zaczęłam się podnosić.
- Czy ja powiedziałem, że mi to nie odpowiada? Kiedyś bardzo chciałem to zrobić – byliśmy blisko, stanowczo za blisko. Powinnam czmychnąć na swoje łóżko natychmiast, ale… Chyba nic złego nie robię, prawda?
- Nie, ale kto wie, co ci chodzi po głowie? – obróciłam się do niego przodem, aby po chwili wrócić na wcześniejsze miejsce. Leżeliśmy tak kilka minut po czym spytałam – jaki jest Itachi?
- To dobry czło… - drzwi się otworzyły i Imrin wkroczyła do pokoju. Już chciałam się ruszyć, ale Raito skutecznie mnie przytrzymał.
- Coś się stało? – spytał normalnym głosem. Otrząsnął się chyba ze wszystkiego, co przed chwilą zaszło.
- Tak. Napadnięto na karawanę niedaleko. Pomożecie mi zebrać rannych? – odpowiedziała niepewnie.
- Jasne – powiedziałam i wstałam, przy akompaniamencie skrzypiących sprężyn niewygodnego łóżka. Chłopak się nie ruszył. Wzrokiem dałam mu do zrozumienia, że proszę, go o to, aby się zgodził. W końcu się poddał i również wstał.
- Dasz nam tylko jakieś ubrania? – odburknął niezadowolony Raito.
- Oczywiście, nawet mam je ze sobą – rzuciła w naszą stronę płaszcze i swetry – za dwie minuty przed drzwiami?
- Okey – odpowiedziałam i zaczęłam ubierać sweter. Założyłam również buty i przypięłam kaburę. Kątem oka popatrzyłam na chłopaka, dowiadując się jedynie, że robi to samo. Płaszcz też wylądował na swoim miejscu. Ruszyłam w stronę drzwi.
- Dyara? – usłyszałam za plecami.
- Tak? – odwróciłam głowę do niego.
- Dziękuję, że mnie dzisiaj wysłuchałaś – powiedział, czując się trochę niezręcznie.
- Za takie rzeczy się nie dziękuje. Nie mogłam postąpić inaczej – uśmiechnęłam się lekko – jeszcze wiele o mnie nie wiesz… - odpowiedziałam i wyszłam.
W korytarzu natknęłam się na Imrin i tego pijaka Nishido. Kuso… Nadal nie wiem, czego Raito się od niego dowiedział oraz jakim cudem ten facet tu mieszka. Muszę nadrobić te informacje… Po chwili wspomniany chłopak również pojawił się obok.
- Idziemy – powiedziała blondynka, otwierając ciężkie drzwi. Zapatrzyła się na chwilę w szare niebo i wyskoczyła z domu.
- To idziemy – mruknęłam pod nosem.
Biegliśmy w tę ulewę dobre dwadzieścia minut. Gdyby nie ciepłe światło Raito, mogę się założyć, że byłabym chora. Dotarliśmy na miejsce, gdzie powitało na około dziesięć trupów. Mój termo aktywny cudotwórca podszedł do jednego. Wyjął coś z jego ręki i rzucił tym w ciemność.
- Co się dzieje? – spytałam lekko przestraszona.
- Ten sam sztylet – powiedział i z całej siły uderzył w pobliskie drzewo, powodując jego pęknięcie. Nie podeszłam do niego, nic nie zrobiłam. Chciałam aby się wyładował.
- Tu jest ranny, jeszcze żyje – powiedział Nishido, klęcząc przy jednym mężczyźnie.
- Kto wam to zrobił? – spytałam, gdy podeszłam bliżej.
- Czarny płaszcz… chmury… rekin… płaszcz… mówił coś – zakrztusił się własną krwią – o dziewczynie, o jakimś dziwnym kolorze wło – znów to samo – sów. My jesteśmy tylko podróżnikami. Coś o jakimś Liściu. Ten rekin tak mó… - to były ostatnie słowa tego człowieka. Te wiadomości docierały do mnie powoli: Akatsuki, Konoha, dziwny kolor włosów, dziewczyna – Sakura! Przez Raito kompletnie o niej zapomniałam!
- Słyszysz mnie, hej! – potrząsałam mężczyzną – nazywała się Sakura?! – brązowowłosy odciągnął mnie od trupa, lecz ja szamotałam się dalej. Ogarnęłam się, strzepując jego ręce z moich barków i powiedziałam:
- Wiedziałaś? – spytałam Imrin. To jasne, że tam, gdzie Kisame – rekin, tam też Itachi.
- Tak. Wysłał mi wiadomość o tym, co się tutaj stało… - mruknęła z wyraźnym poczuciem winy.
- Ale Sakurę już porwano! W takim razie, jak dawno temu ci ludzie zostali pozabijani?! – pokazałam ręką całą polanę otoczoną dziwnym mrokiem tajemniczości.
- Przed chwilą…
- Raito idziesz ze mną do Konohy? – skoro Itachi porwał Sakurę, musiał mieć do tego powód, co nie zmienia faktu, ze jeśli się z nim nie minę, to spotkam ich oboje. Takie dwa w jednym.
- Że jak? – był kompletnie zaskoczony i nie za bardzo wiedział, co się dzieje.
- Opowiem ci wszystko w drodze. Więc? – spytałam. Chcę szybkiej odpowiedzi: tak lub nie.
- Ale sztylet... - zacisnął dłonie w pięści i po chwili je rozluźnił. Odwrócił się i zaczął iść.
- No na co czekasz? – odwrócił się przez bark.
- A ten sztylet? - znowu myślałam tylko o sobie. Zignorowałam jego poszlakę, znów dbałam tylko o siebie. To deprymujące.
- Pogadamy o tym potem.
- Dziękujemy Imrin za ubrania. Wrócimy do ciebie jeszcze, szybko się nas nie pozbędziesz – powiedziałam do blondynki na odchodnym – jeśli przyjdą tu shinobi z Konohy, to nigdy nas nie widziałaś. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Mimo wszystko masz mi jeszcze wiele d o wyjaśnienia.
- Czekaj! Pozdrów go ode mnie – mogłam się założyć, że jej też było zimno i nieprzyjemnie, ale oszukała mnie. Mój brat był obok, kiedy ja smacznie sobie spałam.
- Nie ma problemu, żegnaj – i razem z Raito, pognałam w  stronę rodzinnej Konohy.
~*~
Ohayo.
Rozdział wyszedł, hmmm długi xd
Trochę się rozpisałam, nawet za bardzo. Ale nie mogłam się zdecydować, którą część stąd wyrzucić. Odpowiadają wam takie rozdziały, czy lepiej jakieś krótkie mam zacząć sklejać?
Czekam na sugestie.
Pozdrawiam ;)

 27.11.2013r
Mam mieszane uczucia co do tej notki ._.

25 komentarzy:

  1. Jak dla mnie to nawet ZA krótkie!

    Kocham Samehadę, i te jej ,,plemienne tańce" <3

    Co do rozdziału. No, ciekawy, ciekawy. Dowiedzieliśmy się trochę o Raiko, i zaczynam mieć pewne podejrzenia co do niego i Dyary, ale to tylko podejrzenia.

    U Sasuke stara bieda, cóż więc o nim powiedzieć. Nic.
    Karin się farbnęła? Ouh, ciekawie...

    Itachi, Kisame, Sakura... Hmm, o Sakurze ciągle nie wiele wiemy - została porwana przez rekina i Uchihę... No i tylko tyle, a ja jako jej ,,wielbicielka" (że tak to nazwę) jestem bardzo ciekawa co się z nią dzieję.
    No i co Sasuke oraz Taka ma wspólnego z różowowłosą.

    Podejrzane... :>

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi takie rozdziały jak najbardziej pasują wtedy na dłużej mogę ''urwać się'' z tego szarego świata. Uwielbiam twoje opowiadanie bo jest takie jakby to powiedzieć inne nie ma tu jakiejś ckliwej nowelki.Rozdział genialny jak to tu zawsze bywa.Mam nadzieje że szybciej będziesz wrzucała rozdziały bo za każdym razem gdy kończę czytać czuję niedosyt

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak dla mnie rozdział mógł by być jeszcze dłuższy tak o 2-3 razy ewentualnie 7 xD Lubie twój styl pisania, notka ciekawa. Fajnie że doszło do nas trochę nowych informacji o Raiko. *ładnie prosi o kolejny rozdział*

    Życzę weny i czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobra, to skoro już jestem na bieżąco z notkami u ciebie, to napiszę ten komentarz. Twoja historia... tworzysz coś oryginalnego i bardzo dobrze. Spodobało mi się twoje opowiadanie, naprawdę.

    Co do notki... Podoba mi się twój styl pisania, masz bogatą wyobraźnię, brawo, a sam rozdział był bardzo ciekawy.

    No nic, czekam na nexta.
    Pozdrawiam i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ohayo!
    Zostałaś nominowana do nagrody Liebster Award na moim blogu http://kirito711.blogspot.com/2012/12/nominacje.html.
    Zapraszam ! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Yay! W końcu udało mi się doczytać bloga ^^ Nie pisałem żadnych komentarzy wcześniej, bo chciałem doczytać do końca. Dopiero teraz na dniach znalazłem czas, aby to zrobić mam nadzieję że nie masz mi tego za złe :) Co do bloga, jestem zachwycony. Tak trzymaj, super piszesz, super się to czyta i przyznam że to jedyny blog opierający się na histori Uchiha, na którym przeczytałem więcej niż cztery notki. Z początku miałem nadzieję, na większą rolę Naruto w opowiadaniu, ale Raito wydaje się być spoko :) Jeśli o mnie chodzi, to mam tylko takie zastrzeżenie, że dialogi mogłyby być bardziej oznaczone. Chodzi mi o sytuację, gdy jest wypowiedziane zdanie przez Dyare/Itachiego/Sasuke i kiedy ktoś mu się wciśnie w komentarz, nie wiadomo czy to wypowiedział ktoś z tej trójki czy osoba postronna, dopiero potem to trzeba wywnioskować z przebiegu. Co do notki, ciekawi mnie to spotkanie i to bardzo *.* Również ciekawie się zapowiada, ewentualne spotkanie z Kibą do którego pewnie prędzej czy później dojdzie. Dodałem twój blog do polecanych na moim. Właśnie! Przypomniałem sobie o przekleństwach, których mi tak bardzo na blogach brakuje *.* Nie mówię tutaj o jakimś powtarzającym się bluzganiu, raz na jakiś czas pod wpływem chwili są bardzo ok. Tak trzymaj, czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohayo ;)
      Dziękuję za miłe słowa, zdecydowanie pomagają mi pisać ;)
      Takie było zamierzenie narracji, że trzeba się domyślić, o kim mowa, ale jeśli mówisz, że to kłopotliwe - nie ma problemu ;)
      Co do dialogów - masz trochę racji. Staram się korygować własny tekst, ale jak widać, nie wychodzi mi to jakoś szczególnie ;)

      Usuń
  7. Zostałaś nominowana przeze mnie do Liebster Award :)

    http://nastepczyni-smierci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Palę się ze wstydu, spoglądając na datę ostatniego mojego komentarza... Ile mnie ominęło! Nie ma to jednak jak dobra lektura pod koniec niedzieli, gdy za oknem ciemno i zimno xD Poprawiłaś mój nastrój całkowicie, tęskniłam za tym opowiadaniem ;3 Tylko czas mi nie pozwalał na jego czytanie, niech go licho!
    Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział, zapraszam też do mnie o ile jesteś zainteresowana xD
    [walczacy-marzyciele.blogspot.com]
    PS: Pojawił się Rozdział pierwszy xd Po miesięcznej przerwie ;_;

    OdpowiedzUsuń
  9. Ach to jednak ją Itachi porwał? Do tej pory byłam święcie przekonana, że to Sasuke. No ale dobra.

    Raito pięknie to opowiedział! To było takie smutne, takie realne, ech :( Naprawdę mi go szkoda, ale widzę, że nawiązuje się chyba pewna więź między nim a Dyarą. Dobrze by było, oboje potrzebują kogoś bliskiego.

    Sasuke, Sasuke... ech, tu się nic nie zmienia. Ten sam chamski, zbyt pewny siebie chłopak. No ale cóż, chyba to dobrze.

    Podoba mi się, że nie pozostajesz tylko przy narracji jednej osoby. W pierwszych rozdziałach chyba tak robiłaś, prawda? Teraz jest znacznie ciekawej, bo zmieniają się wątki, choć w pewien sposób są powiązane.

    Hmmm co by tu jeszcze powiedzieć? No ja czekam na nowy rozdział w takim razie ;)
    Pozdrawiam ;* (shi-no-sakebi)
    PS. U mnie pojawił się pierwszy rozdział, więc jakbyś miała ochotę to zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. rozdział jest świetny, tylko zastanawia mnie dlaczego Itachi i Sasuke są w akatsuki w jednym czasie?
    Julkaa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ehh...
      Sasuke, Kasai i Karin wysłał Madara - nie Akatsuki - Taka/Hebi.
      W Akatsuki Madara/Obito nadal występuje pod postacią Tobi'ego ;)

      Usuń
    2. Wszystko stało się jasne ^.^
      Julkaa

      Usuń
  11. Ech, już. Nie bij tylko. ;>

    [krytyka-dla-odwaznych]

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej :) Trochę spóźniona ale powiadamiam cię, że dodałam obserwatorów na moim blogu. Zrobiłam to jeszcze tego samego dnia, po przeczytaniu twojego komentarza ale to szczegół :D
    http://ss-zyjac-przeszloscia.blogspot.com
    Pozdrawiam, Miliko

    OdpowiedzUsuń
  13. Umiliłaś mi popołudnie tym i poprzednim rozdziałem :). Miałam się zabrać za nadganianie notek już daaawno, za co serdecznie przepraszam -.-" Zawsze coś mi wyleci, a do tego czytam tyle ff, że nie wyrabiam.
    Ale, ale... co do najświeższego rozdziału ;>!
    Bardzo przyjemnie się czytało, do tego długi (postarałaś się, no!) i był Itaś <3 Sasuke też :D czego mogę chcieć więcej!
    Nadgoniłaś z fabułą co cieszy mnie niezmiernie. Zaczyna się coś dziać, a strasznie lubię kiedy w ff jest jakaś akcja także tym bardziej przyciągnęłaś moje zainteresowanie. Dyara stała się jakaś taka bardziej.. realna? Zarysowałaś lepiej jej postać według mnie za co duży plus dla Ciebie :).
    Co by tu jeszcze napisać hm. Sama nie wiem ;D. Więc...
    Czekam cierpliwie na nowy rozdział i zapraszam do mnie.
    Pozdrówka! ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj, dawno tu nie komentowałam, dawno... Jednak dzisiaj znalazłam trochę wolnego czasu i pomyślałam własnie o tobie i twoim blogu. Właściwie najpierw odwiedziłam KIN, jednak zauważyłam, że blog stoi w miejscu. Postanowiłam zacząć nadrabiać Uchiha Kyodai.
    Kochana Sheeiren.
    Fabuła jest trochę rozklekotana, ale mimo wszystko potrafisz mnie wciągnąć tak, że nie odrywam się od tekstu do samiusieńkiego końca. Odnoszę wrażenie, że nie masz z góry zaplanowanego całego zarysu akcji, tylko wykorzystujesz pomysły, które wpadną ci do głowy podczas pisania. To własnie chyba to sprawia, że całość momentami jest niezrozumiała. I jeszcze jedna uwaga, taka prosto ode mnie. Każde zdanie wypowiedziane przez bohatera kończy się opisem jego wewnętrznych przemyśleń lub czynów. Przez to tekst czyta się trochę niepłynnie - przynajmniej ja mam takie wrażenie. Mogłabyś zostawiać niektóre wypowiedzi bez żadnych dodatkowych uwag. Chodzi mi tu głównie o rozmowy między dwiema osobami.

    Wygląd bloga cudowny. Od razu wprowadza w odpowiedni nastrój. Ogólnie rozdziały wciągają. Czasami jestem w stanie przewidzieć dalsze losy, a czasami mam z tym problem. I teraz odniosę się do ankiety. Chcę, żebyś dalej prowadziła tego bloga. Ale nie rób tego "na siłę". Jeśli brakuje ci pomysłów, polecam uciąć sobie przerwę, poukładać wszystko w głowie, wymyślić coś naprawdę spektakularnego, a potem powrócić w wielkim stylu! Masz wielką wyobraźnie, dziewczyno. Nie zmarnuj tego.

    Długość rozdziału była jak najbardziej odpowiednia.
    Pozdrawiam gorąco i życzę napadu weny, a także pomysłów na dalsze losy bohaterów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fabuła jest bardzo rozklekotana i prawie jej nie ma. Szablon jest cudny, ponieważ nie mój ;) wykorzystuję pomysły które wpadną mi do głowy, masz rację. Wiem, co się stanie w dwóch, trzech rozdziałach w przód. Ten blog nie jest cudem i nigdy nie będzie. Własnie dlatego myślę nad czymś nowym. Dopóki nie ogarnę fabuły do końca nawet nie będę zaczynać. Te uwagi... Tak, tak, znikną. Jak czytam tekst za pierwszym razem wydają mi się okej, ale jak tak z biegiem czasu powtarzam tę czynność, to są zbędne. Postaram się to naprawić.
      Dziękuję i też pozdrawiam ;)

      Usuń
  15. SUPER SUPER SUPER twoje opowiadanie jest poprostu świetne!

    OdpowiedzUsuń
  16. Czekaj czekaj bo trochę się pogubiłam xD
    Po pierwsze, to Raito uratował Sasuke czy Itachi? Bo w Konosze wspominał o Sasku, a teraz mówił, że stał się posłańcem członka Akatsuki a potem Dyara pytała jaki jest Itachi.
    No i po drugie, to i Akatsuki i Madara polują na Sakurę? I Akatsuki było pierwsze?
    Rozdział fajny, tylko błagam wyjaśnij mi to szybko i wytłumacz to co mówiła wcześniej Kasai o Mangokyou Dyari ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój błąd. Miał być tam Itachi i tak ciągnie się fabuła. Wszystko w swoim czasie ]:->

      Usuń
  17. Oczywiście, że chcę dłuższe rozdziały.
    Z tekstu wynika, że Ache zostal zabity kunaiem, nie sztyletem.
    Sasuke wie co to przedszkole? Shinobi raczej takich miejsc nie praktykowali ;)
    Namotalas z ta całą Imrin :/
    Ogólem rozdział mi się podobał, bardzo się cieszę, że wyjaśniłas zaległe nielogiczne sprawy z początkowych rozdziałów (takie jak Mangekyou, przepowiednia lasicy).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To byl sztylet... ale dobrze, ze mnie poprawilas. Ktos musi zwracac mi uwage na takie rzeczy ;)
      Przedszkole? Moja gafa.

      Usuń
  18. Lubię te twoje romatyczne opisy :P Różowowłosa porwana przez jakiegoś Rekina ta? Ciekawie się zaczyna ten wątek :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Słodkie było to jak Dyara trzymała Ratio za ręce, a on jej się wyżalał. :3
    Trochę mi go szkoda. Współczuję takiego życia No i do tego śmierć przyjaciela.
    Czyżby pomiędzy nimi coś zaiskrzy?

    Jeju, głupi rekin i jego miecz xdxd a gdzie rekin tam Itaś. :D
    Mam nadzieję, że w kolejnym rozdziale wyjawisz co się dzieje z Sakurą i takie tam. No wiesz o co chodzi, taka sytuancja. ;)

    OdpowiedzUsuń