wtorek, 11 grudnia 2012

Rozdział XXII



Sasuke 
 Położyłem katanę na szafce i razem z aktami rzuciłem się na łóżko.
SAKURA HARUNO
A ona nam tu po co? Nie dość, że jest już ta nowa Kasai, to jeszcze Sakura? Co się dzieje... Świat wariuje. Nie chcę jej tu - to tylko kolejne źródło problemów. Nigdy nie była przydatna, zawsze musiałem ją chronić. Pamiętam, że jedyne, w czym była dobra, to teoria - o praktyce nawet nie chcę wspominać. Myślałem, że zrezygnuje z bycia ninja, nie nadaje się do tego. Na pozór pewna siebie i odpowiedzialna, ale jak przychodzi co do czego, to chowa się za czyimiś plecami. Może się poprawiła? W końcu Madara nie kazałby mi jej porywać bez powodu. Choć z resztą. Może ma kryzys wieku średniego? 
Leżałem na łóżku, jedną ręką podtrzymując sobie głowę, a drugą wertowałem akta Haruno. Z przybywającą ilością przeczytanego tekstu dziwiłem się coraz bardziej. Jakbym miał opisać to w wielkim skrócie, wyszłoby na to, że stała się całkiem dobrą kunoichi. Mnóstwo misji rangi B, kilkanaście A i nawet kilka S. Aż nie wierzę, że ona takie starcia przeżyła... Przecież to się kłóci z moim wewnętrznym tokiem rozumowania.  
Chwila, moment. Podpisano: Hokage Namikaze Uzumaki Naruto? Młotek obrał wymarzony stołek? Namikaze, Namikaze - coś mi to mówi. Czwarty nie miał tak czasem na nazwisko? Ciekawe, czy coś ich łączy, czy po prostu nadał sobie drugie, bo tak go uwielbia. Musiał mocno podskoczyć od naszego ostatniego spotkania, może zmądrzał? Nie mogę, te informacje są dla mnie wręcz niepojęte...
Samoistnie prychnąłem, kłócąc się z własnym sobą. Jedna część stawała po stronie małej, irytującej Sakury, a druga po stronie dojrzałej i wyszkolonej kobiety. Chwila. A najważniejsze pytanie to ja sobie w ogóle zadałem? NO BO CO MNIE TO W OGÓLE OBCHODZI? Mam ją porwać, a nie badać tego przyczyny.
Właśnie miałem odrzucić akta na bok, gdy drzwi do mojego pokoju się otworzyły, a w nich  jakby nigdy nic, stanęła Kasai.
- Przyszłam się spytać, czy masz już jakiś plan - stwierdziła, nawet się nie witając. Cholera. Czy ja wyglądam na mięczaka, żeby tak się do mnie zwracać?
- Nie pomyliłaś czasem pokoi, Uchiha? - udawałem, że jednak nadal namiętnie studiuję przeszłość ofiary. A od tego akcentu na koniec, to się aż powstrzymać nie mogłem. Dziewczyna nie zareagowała na zaczepkę. Jedyne wykrzywiła usta w grymasie, przez co wyglądała idiotycznie. Szybko się jednak opanowała i odpowiedziała.
- Nie, nie pomyliłam pokoi Sasuke - oparła się biodrem o framugę, czekając na odpowiedź z mojej strony.
- Od kiedy my jesteśmy na ty? - spojrzałem na nią znad kartek. W tym momencie to już przesadziła.
- Wy, Uchiha z Konohy  jesteście cholernie zadufani w sobie i pewni wszystkiego, co robicie. Czasem śmiać mi się chcę, gdy patrzę na to co robicie – spojrzała w sufit z cynicznym uśmiechem na ustach – swoją drogą, twoja siostrzyczka jest żałosna można omotać łatwiej, niż małe dziecko – uniosłem brew do góry, czując lekkie zainteresowanie losami Dyary - nawet nie zauważa, kiedy ktoś wprowadza ją w genjutsu. Wiesz, w co uwierzyła? Hahahahah - tu czarnowłosa rozniosła się gromkim śmiechem - że Mangekyou zdobyła podczas treningu z braciszkiem zabój... - zanim skończyła wypowiadać ostatnie słowo, moja katana znajdowała się milimetr od jej szyi, a ona sama plecami opierała się o ścianę - hehe - zaśmiała się sztucznie i krótko - nic mi nie zrobisz.
Powiedziała to tak śmiało, że aż się lekko zdziwiłem.
- Jesteś tego taka pewna? - musnąłem ostrzem jej skórę, a kropelki krwi zaczęły się powoli sączyć z powstałej rany. Dziewczyna nawet nie syknęła, a nadal wręcz chamsko patrzyła mi się w oczy. Sharingan vs sharingan. Spostrzegłem, że to nie czarne łezki są widoczne na czerwonym tyle, lecz czarne płomienie - mój błąd. Ale w ciemnościach panujących w tym pokoju, jak i w gabinecie Madary, trudno zauważyć coś od razu.
- Tak. Po pierwsze jestem Uchiha, a my się nie poddajemy, prawda? - jej głos wręcz ociekał ironią. W normalnej sytuacji już skończyłaby martwa za takie odzywki, lecz moja ciekawość wygrała, pozwalając jej mówić - po drugie wnuczka potężnego Madary nie skończy, jako trup z ręki swojego krewniaka, nie? 
Wnuczka? Madara kiedykolwiek miał kobietę, żeby wyszła mu z tego wnuczka? No nie wierzę. Chyba, że chciał tylko utrzymać klan na wszelki wypadek, co jest możliwe. Ale, ale to i tak nie mieści mi się w głowie. Na pewno nie mieszkała w Konoha, pamiętałbym ją. Czyli analogicznie musi mówić prawdę. Jej jedyny i niepodważalny dowód to sharingan.
- Założymy się? - chwilę myślałem nad tym wszystkim, lecz po chwili wróciłem do swojego starego, opanowanego i chłodnego "ja". 
Zauważyłem cień strachu w jej oczach, co mnie niezwykle uradowało. 
- Nie zrobisz tego - mówiła w złości i lekkiej panice jednocześnie. Całe to przedstawienie wyglądało dość żałośnie, aczkolwiek miałem z tego jakąś nikczemną satysfakcję.
- Taka pewna? - zbliżyłem się do niej, aby jeszcze bardziej ją przestraszyć, lecz w tym momencie do sypialni weszła Karin, która tak, jak poprzednio Kasai stanęła w drzwiach, lecz nie oparła się o nie, tylko stanęła jak wryta w przejściu.
- Sa-su-ke-kun... - nie dość, że zwykle piszczy, to teraz jąka się piszcząc.
- Jakiś problem? - odpowiedziałem jej, lecz nie spuszczałem wzroku z dziewczyny przede mną. Widziałem, że było jej cholernie niewygodnie i niekomfortowo. No cóż, mówi się trudno. Mogła ze mną nie zaczynać.
- Madara-sama woła Kasai do siebie - mruknęła już odrobinę spokojniej. Puściłem Uchihę i machinalnie odskoczyłem na swoje poprzednie miejsce. Karin widząc to, zrobiła zwrot o sto osiemdziesiąt stopni i najnormalniej w świecie wyszła. Kasai z dumą uniosła głowę, nie zwracając uwagi na płytkie rozcięcie. Poprawiła bluzkę, strzepnęła niewidzialny kurz z krótkich spodenek.
 - Tak, mam plan - powiedziałem, gdy drzwi za nią już się zamykały.
***
Dyara
Ciepło, miło i przyjemnie. Aghhh, czemu mam coś mokrego na twarzy... Chcę spać dalej… Przewróciłam się na drugi bok, lecz ponownie moja twarz spotkała się z czymś wodnistym. Co za upierdli… Otworzyłam oczy i krzyknęłam z przerażenia. W bezwarunkowym odruchu również gwałtownie podniosłam się do siadu.
-Liara... - mruknęłam, gdy się uspokoiłam - nie strasz mnie tak - przetarłam sennie oczy - masz jakieś wieści? - łasica, jakby nigdy nic siedziała mi teraz na brzuchu.
- Hai. Haruno Sakura  żyje, lecz została przed chwilą porwana. Nie poniosła ciężkich obrażeń fizycznych. Dwie osoby, nazwiska nie znam są w stanie ciężkim, nikt nie zginął - nic jej się nie stało, nic jej się nie stało! Poziom endorfin w moim organizmie drastycznie podskoczył. Hormony szczęścia szalały we mnie, lecz jednak tylko przez krótką chwilę. Ona żyje, lecz ... porwano ją?!
- Jak to porwano? - wydusiłam z siebie, przecierając ponownie oczy, aby się upewnić, że to wszystko działo się na prawdę.
- No normalnie... - mruknął znużony zwierzak.
- Więc bierz Lvar'a, Lorę i Lunę i do roboty. Chyba nie muszę ci więcej tłumaczyć, prawda? - już całkowicie się obudziłam i tak, to ta cholerna rzeczywistość.
- Dobra, dobra, nie panikuj. Zdajesz sobie sprawę ile czekolady wisisz mi za to wszystko? – spytała, przekręcając łepek do boku i patrząc na mnie tym swoim wzrokiem, kiedy coś chce.
- Wiem, wiem, a teraz spadaj. Najpierw jednak wróćcie do siebie, odpocznijcie. Ale też nie ociągajcie się, okej?
- Hai - odpowiedziała - pamiętasz... pamiętasz... - zacinała się i nie wiedziała, jak skończyć to, co zaczęła.
- No? - zaczęłam jej się głębiej przypatrywać. Zakłopotany zwierzak to dopiero widok.
- Pamiętasz, jak wtedy gdy biegłyśmy na wizytę z Itachi'm powiedziałam ci, że niedługo spotkasz kogoś z przeszłości, kogoś ważnego? - pootwierałam różne szufladki mojego mózgu odpowiedzialne za wspomnienia. Te które były zamknięte i nigdy nie miały być ponownie otwarte pozostały w stanie nienaruszonym. Po chwili intensywnego myślenia, przypomniałam sobie jednak ten krótki epizod.
- No tak - podciągnęłam sobie niebieski koc pod samą brodę. Chwila, czy ja się wczoraj w ogóle przykryłam?
- Także tego... - mruknęła i zniknęła. Co jest?
- Ohayo - usłyszałam po swojej prawej stronie, natychmiast odwróciłam się w tym kierunku. Zobaczyłam Raito, leżącego na łóżku.
- Ohayo? Co ty tu robisz? - wyglądałam trochę głupkowato w rozczochranych włosach i ogólnym sennym wyrazie siebie.
- Jak widzisz właśnie się obudziłem - na potwierdzenie tego ziewnął, zakrywając usta dłonią. To niby nic takiego? Pfff. Oparłam się plecami o ścianę i rozejrzałam się po pokoju. Szafa, wielkie okno, dwa łóżka. Doszłam do wniosku, że był podobnie przystrojony do tego, w którym spała Imrin. A właśnie. Trochę chamsko ją wczoraj potraktowałam… Nie chciałam, aby wyszło w ten sposób, ale no trudno. Będę musiała to jakoś naprawić, bo w przeciwnym wypadku będą mną targać wyrzuty sumienia.
Raito odsunął swój koc i wstał. Bezpardonowo paradował sobie w samych spodenkach bez koszulki i nie widział w tym żadnego problemu.  Nie powiem, że mi to nie odpowiadało, bo było na co popatrzeć, a jakże, ale... Łaził po pokoju najwyraźniej szukając części garderoby.
- Zgubiłeś coś? – spytałam nadal lekko się trzęsąc. Jakim cudem on tak chodzi i jest mu ciepło? 
- Już znalazłem – zza szafki wyjął wcześniej wspomnianą przeze mnie koszulkę – nadal ci zimno?
- Co znaczy nadal? – pytajniki w moich oczach wręcz migały.
- Jak wczoraj wróciłem, to spałaś i też się trzęsłaś, więc cię jednym kocem przykryłem, a drugi wziąłem dla siebie – po tych słowach założył swoją niebieską koszulkę niestety. Pominęłam to, że się mną zainteresował i spytałam.
- Co chciałeś od tego gościa z tym sztyletem? – Raito zastygł w pół ruchu. Odpowiedział po kilkunastu sekundach.
- Nie zastanawiałaś się, dlaczego nie ma ze mną Ache?
To pytanie kompletnie zbiło mnie z tropu. Musiałam przyznać, że w ogóle o tym nie pomyślałam. Ten idiota jakoś kompletnie wyleciał mi z głowy.
- Co się z nim stało? – odpowiedziałam cicho.
- Tym sztyletem posługiwała się osoba, która go zabiła.
Kasai ^^
***
Ohayo wszystkim. Zamiast przygotowywać się dziś do próbnego, który jest jutro >< zachciało mi się pisać rozdział.
Kolejny powinien wyjść bardzo długi, bo mam ochotę zawrzeć tam sporo akcji, informacji, opisów ^^ Proszę Rina. Oto nowa notka xd
Lecz na razie, bywajcie!

PS Zdjęcie :3

27.11.2013r
Ojojoj. Romanse się szykują... ]:->




17 komentarzy:

  1. Podziwiam twój geniusz. Naprawdę, masz talent do pisania. Może przydałoby się zdjęcie już dorosłej Dyary? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcie widniejące w tle przedstawia dorosłą Dyarę, aczkolwiek zastanowię się nad propozycją dodania większej ilości obrazków ;)

      Usuń
  2. Dziękuję za nowy rozdział! <3

    Woow, Kasai to naprawdę niezła laska xD
    A jak już jesteśmy przy temacie wnuczki Madary (ON MIAŁ DZIECI!? CZY TO BYŁ GWAŁT!?), to wprost ubóstwiam jej dialogi z Sasuke.

    Zastanawia mnie fakt, że Sakurę kiedyś będą musieli przytransportować do kryjówki, a wtedy na pewno rozpęta się piekło. Bądź, co bądź, Różowa ma jakiś tam temperament - no chyba, że go jej odbierzesz xD

    [Madara i kryzys wieku średniego xD]

    Pozdrawiam i jak Ci tam próbny poszedł? Mam nadzieję, że dobrze!
    P.S. Następnym razem jak dodam rozdział to zrobię mniejszą liczbę akapitów :) Dziękuję za zwrócenie uwagi! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze dobrze poszły mi próbne ;)

      Tak, Madara miał dzieci! xD Wytłumaczę to potem, spokojnie ;)
      Zobaczymy, co z tą Sakurą bedzie ;D

      Usuń
    2. To dobrze, że dobrze!
      Trzymaj tak dalej :)

      Usuń
  3. -Uuuu... Czyli Dyara nie opanowała ostatniego stopnia Sharingana?! Ale czy to nie oznacza również, że...-Nagłe olśnienie.-Nigdy nie spotkała Itachiego? Albo tym razem to nie był on? A może ona jest trzymana wciąż w iluzji?! Aaaa~!!! Za dużo tego jak na mnie...-Siadła w kącie kreśląc kółka na podłodze.-Zaraz... Jak to Chad nie żyje?!-Patrzy z łezkami w oczach niczym zbity psiak na autorkę.-Czemu go zabiłaś?!-Trzęsie autorkę za ramiona.-Why?! Why did you do that?! For money?!-Nagle ją puściła.-A nie chwila, to nie ten tekst... Co nie zmienia faktu, że ja chce więcej!-Pada na kolana i zaczyna bić pokłony do mini ołtarzyka, który stworzyła dla autorki w pięć sekund.-O wielka i zajebi*** proszę ciebie, abyś podarowała mi rozdział nowy...-Uwiesiła się nogi autorki.-Bałaaaagaaa~!!

    http://mylittlehell.bnx.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emmm. No fajnie, no ;)
      Nie spodziewałam się nigdy takiego komentarza oraz propozycji wystawienia mi ołtarzyka xd
      Aczkolwiek jest mi bardzo miło, dziękuję ;)

      Usuń
    2. Ależ proszę i mówię poważnie, nawet zrobię zdjęcie! A nie chwila nie mam aparatu... to narysuje jak wygląda i podeślę linka xD O! Ale spodziewaj się ode mnie więcej podobnych jak napiszesz kolejne rozdziały, co mnie uświadamia, że powinnam u siebie również napisać kolejne... T.t"

      Usuń
    3. Luźno ;)
      Mi jest bardzo miło :P

      Usuń
  4. Przeczytałam! :D Calutkie, uff... trochę mi to zajęło, ale było warto. Ale może pierw wypadałoby się przywitać :) Zatem witam Sheeiren Imai :D
    Historia bardzo mi się podoba, postaci ciekawe, oryginalne, aczkolwiek przyznaję, że Dyara bardziej podoba mi się jako już ta dorosła. W pierwszych rozdziałach była takim dzieciakiem, wiem, że miała mało lat, ale zachowywała się jakby miała jeszcze mniej. Potem zmieniła się, na dobre. W późniejszych rozdziałach zauważyłam także, że dodałaś dużo wątków. Bardzo mi się spodobały! Inspirujesz mnie :D
    Uwielbiam Raito! I Sasuke - jego chyba nigdy nie przestanę lubić. Zmienił się i bardzo dobrze to ujęłaś. I Sakura świetnie przedstawiona! No nie pozostaje mi nic innego, jak tylko cię chwalić :) Podziwiam Dyarę za to, że dawała radę po zbrodni Itachi'ego. Kurczę, ja bym się chyba załamała na jej miejscu. Strata bliskich okropnie boli.
    No cóż, czekam na nowy rozdział :) Z chęcią będę śledzić losy twoich bohaterów i dodam wkrótce do linków (jeśli znajdę trochę więcej czasu na komputer;/) :) Chciałabym cię też zaprosić do siebie na http://shi-no-sakebi.blogspot.com/. Dopiero zaczynam :) Pozdrawiam i wesołych świąt życzę;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem,pierwsze rozdziały są koszmarne... Ale od czego są święta, prawda? Powinnam siedzieć nad zadaniami pod drugi etap kuratora z fizyki, ale jakoś nie mogę się spiąć, więc może rozdziały poprawię? :D
      Nie no, zobaczymy xd
      Dziękuję i pozdrawiam.
      Wesołych Świąt ;)

      Usuń
  5. Nominuję cię do Nagrody Liebster Award (rodzina-namikaze.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
  6. OMG co to ma być za tekst tej całej Kasai, że niby Dyara jest w genjutsu?! Noo nieźle, nieźle, wnuczka Madary ne?
    Omnomnom Raito bez koszulku *.* dawaj taką fote :D
    Achhh no i o to chodziło ze sztyletem.. Nieźle

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetne! Na początku nie podobała mi się perspektywa Dyary, ale oczywiście potem to naprawiłas :)
    Wnuczka jest intrygująca, zwłaszcza ze jej wątki są zawarte przy Madarze i Sasuke, którzy bardzio mi się podobają w tym opowiadaniu. Wspaniale wymierzone charaktery, te subtelne sprzeczki z samymi sobą. Genialne.
    No, pozostaje tylko rzucić się na następny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mi też z głowy wyleciał Ache :D Ale dowaliłaś z tą jegośmiercią. Lubisz widzę takie kryminalne wątki :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Skąd ten stary dziad miał sztylet, którym zabili Ache? :o
    I to genjutsu...;>
    Karin mnie nie wkurzyła w tym rozdziale, coś dziwnego. xd
    Madara też jakiś podejrzany jest...Wnuczka. o.o
    Bardzo ładny obrazek Kasai. :3

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo mi się podoba!:) Ciekawie tak czytać na początku coś z punktu widzenia Sasuke, a później Dyary. Lepiej jest to sobie wyobrazić i w ogóle - po prostu tak trzymaj ^^
    Hmm, wnuczka Madary? :D Fajne, fajne :D
    I bardzo ciekawy obrazek wrzuciłaś <3
    Pozdrawiam!:)

    OdpowiedzUsuń