czwartek, 6 grudnia 2012

Rozdział XXI

Moment pożaru i ucieczki Dyary z Konohy.
***
Sasuke 
Siedziałem na łóżku, czytając przemaglowany już tysiące razy zwój - tak zwana nuda. W ogóle nie mogłem się jednak skupić, przez drgawki, które wstrząsały moim ciałem. Zdążyłem już przywyknąć do chłodu, panującego w kwaterze, ale dzisiaj to już przesada... Z powodu wolnego popołudnia, bezczynnie spędzałem ten czas wylegując się, a zdarzało się to nad wyraz rzadko. Nawet nie miałem ochoty trenować, a to już w ogóle odstępstwo od normy. Dziwiłem się, dlaczego Madara jeszcze nie przylazł i nie zaczął na mnie wrzeszczeć. Ostatnio miał jakieś problemy ze sobą, tak mi się wydaje. Zaczyna powoli wariować, o ile oczywiście kiedykolwiek było inaczej. No, w każdym razie to się nasila.
Chuchnąłem, a po chwili zobaczyłem obłoczek pary wydobywającej się z moich ust. Hańba! Potrzebuję tylko ciepła, jedzenia i miejsca do spania, nic więcej. Towarzystwo, jak i inne używki są mi zbędne, bo nie zaprzątam sobie nimi głowy, więc czy wymagam tak wiele?
Wstałem z posłania, uderzając się głową w wiszący nad nim żyrandol. Kuso! Za każdym razem to samo... Nieźle zirytowany podszedłem do drzwi i szarpnąłem klamkę, jednocześnie je otwierając. Bach! Ktoś mnie przewrócił lądując na mnie... Karin?!
- Co ty robisz do cholery? – warknąłem, zrzucając ją z siebie i podnosząc się z podłogi.
- Sasuuke-kuuun - pisnęła. Gdyby nie jej umiejętności, udusiłbym ją własnymi rękoma. Denerwujący babsztyl - ja, ja właśnie do ciebie szłam - też po chwili wstała.
- Czego? - w moim umyśle kreowały się sposoby jej śmierci, a wszystkie te perspektywy były bardzo kuszące. Jakby połączyć je razem, powstałby całkiem niezły combos...
- Madara-sama chce cię widzieć - mruknęła, zdając sobie sprawę z tego, że kompletnie straciłem nią zainteresowanie. Z resztą, czym tu się interesować? Mógłbym przeżyć te jej nagłe "wybuchy", gdyby chociaż nadrabiała wyglądem, ale... Nie, jednak nie mógłbym. To przewyższa moje kompetencje.
- Coś jeszcze?- mruknąłem. Niech ta dziewczyna zniknie mi z oczu... Mam jej dość.
- Nie, Sasuke-kuuun - ona ma piszczenie w naturze, czy jak? Do tego nosi te obrzydliwe w jej wydaniu obcisłe i krótkie bluzki. To ma mnie w jakiś sposób ruszyć? Jestem facetem, ale gówna nie tknę.
- Mówiłem ci już chyba coś, na temat wypowiadania mojego imienia, prawda? - gadka powtarzana za każdym razem, gdy ją widzę. Postanowiłem sobie, że będę jej to mówił do momentu, gdy się nie nauczy. Zdaję sobie sprawę, że trochę mi to zajmie, ale... 
- Hai - odburknęła. Czy to normalne, że teraz kobiety są radosne, a za moment robią słodko idiotyczną minkę i myślą, że ja się na to nabiorę? Tyle razy już mi obiecywała, że to już nigdy się nie wydarzy. Ale jej silna wolna jest tak wytrzymała, jak skorupka jajka potraktowana ciężkim, metalowym młotkiem - czytaj nie ma jej.
- Więc mam nadzieję, że to już ostatni raz, gdy muszę cię za to ganić. Odsuń się - może nie był to kulturalny sposób, wyproszenia dziewczyny z pokoju, ale jakoś trzeba było to zrobić. Przecież nie będę pchał się z nią w drzwiach. Trochę kultury w sobie jeszcze mam, wbrew pozorom.
Zamknąłem za sobą drzwi na klucz, widząc rozanieloną Karin, rozglądająca się po wnętrzu sypialni. Kiedyś słyszałem, jak mówiła do siebie, że chętnie zabrałaby większą część mojego pokoju do siebie, aby móc to wszystko przytulać - chore. Tak, ona ma czelność wejść do tego pomieszczenia. Przezornie więc zamykam moją norę. 

Ruszyłem prosto korytarzem, zostawiając czerwonowłosą za sobą. Moje kroki odbijały się echem od ścian, a lampy ledwo oświetlały drogę przede mną. Słyszałem odgłosy znaczące, że Karin ruszyła w przeciwną stronę, co za szczęście. Przetarłem twarz dłonią, aby się do końca obudzić z letargu, w jaki wpadłem, czytając zwój. Rozprostowałem zziębnięte palce dłoni, sprawdziłem, czy katana jest na miejscu i czy pieczęcie przywołujące broń nie uległy zniszczeniu. Cholera, mogłem je w tym wolnym czasie poprawić, na wszelki wypadek...
Razem z tą myślą, przywitały mnie wrota, do gabinetu Madary. Jak dla mnie to ten człowiek ma kompleks wyższości. Jego zachowanie denerwuje mnie bardziej, od tego Karin. Dlaczego się z nim trzymam? Ponieważ on chce zniszczyć Konohę, to takie oczywiste i jedyne, prócz więzów krwi, co mnie łączy z tą gnidą. Ehhh. Odetchnąłem i pchnąłem bramy jego królestwa do przodu. Przecież nie będę pukał i pytał się, czy mogę wejść...
Drewniane drzwi zaskrzypiały, jakby nie były oliwione od dobrych pięćdziesięciu lat. Myślałem, że na korytarzu było ciemno, ale jednak myliłem się. Pomieszczenie do którego wkroczyłem tonęło w mroku jeszcze bardziej. W tych warunkach mój sharingan uaktywnił się właściwie automatycznie. Stałem w gotowości na możliwy atak - ten człowiek był nieprzewidywalny, uwierzcie na słowo.
Bach! Drzwi zamknęły się z głuchym łomotem, co mnie lekko zdziwiło, ponieważ nie pchnąłem ich mocno. Poczułem za moimi plecami lekki podmuch wiatru (niepochodzący od drzwi), więc natychmiast się odwróciłem, blokując przy okazji kataną ... uderzenie? Mówiłem już, że on jest psychiczny i nasyła na mnie czasem idiotów, którzy mają mnie przetestować?
Widziałem przeciwnika w tych ciemnościach, więc natychmiast chciałem go unieszkodliwić, zatrzymać. Założyłem swoją prawą nogę, za jego, próbując go przewrócić, lecz napotkałem ... powietrze? Tamten też mnie widzi, czy co?
Nagle z lewej strony musnęły moje ramię włosy. Obróciłem się w tym kierunku z zamiarem złapania ich, lecz wróg odskoczył. Cholera... Zdenerwowałem się i wszedłem na wyższe obroty. Doskoczyłem do niego, lecz on zaczął mnie atakować. Pomimo ciemności blokowaliśmy swoje uderzenia nawzajem, przez dobrych kilka sekund. Wróg na chwilę stracił czujność, którą szybko wykorzystałem - powaliłem go na plecy, w tym samym czasie układając pieczęcie i szepcząc:
- Katon - ogień wylał się z moich ust i poleciał do góry. Zobaczyłem przed sobą kobietę, z długimi włosami - to wszystko tłumaczy.
- Dość. Puść ją Sasuke - moja chakra utrzymywała kule ognia w górze, więc widziałem Madarę wychodzącego z cienia. Rzuciłem kule umiejętnie w taki sposób, aby pozapalały świece w całym pomieszczeniu. Dopiero w tym momencie puściłem dziewczynę, nawet na nią nie patrząc.
- Widzisz. Jest tak, jak ci mówiłem - Madara nie skierował tego do mnie, lecz do czarnowłosej. Spojrzałem jej w oczy, będąc ciekawy jej reakcji, lecz mogłem się założyć, że moja była ciekawsza. Zobaczyłem sharingan'a z dwoma łezkami.
- Zaskoczony? - wysyczała, masując obolały tyłek. Rzuciła mi pełne pogardy spojrzenie i ruszyła, lekko utykając w stronę krzesła.
- Wcale – odparłem, szybko opanowując swoją mimikę, która zmieniła się tylko na krótką chwilę. Maska chamstwa wróciła na swoje miejsce. W inny sposób nie da się utrzymać w tym świecie.
- A więc jak to wyjaśnisz? - zapytał Madara, będąc lekko rozbawiony zaistniałą sytuacją.
- Nic nie muszę ci wyjaśniać - odburknąłem, chowając katanę do pochwy - za to ty powiedz mi, czego ode mnie chcesz - założyłem ręce na piersi i ostentacyjnie czekałem.
- Nie tym tonem, Sasuke - warknął. Huśtawka nastrojów się objawia, wspominałem już o tym?
- Więc? - nie, żebym go poganiał.
- Mam dla ciebie misję - rzekł, odwrócił się, podszedł do biurka i zaczął czegoś intensywnie szukać w szufladzie. Ukradkiem spojrzałem na dziewczynę siedzącą na krzesełku. Długie nogi, hmmm zgrabne, włosy chorobliwie podobne do tych Dyary i te oczy... Jest może jeszcze coś, o czym nie wiem? To może Itachi nie wybił wszystkich?
- Z drużyną, czy bez? – mruknąłem zirytowany jego tempem wykonywania pewnych czynności. Temu facetowi nigdzie się nie spieszy.
- Z nową, a i owszem – odparł, w końcu wyciągając to, czego szukał – łap! – niespodziewanie uniósł głos i rzucił mi trzymaną w rękach teczkę.
- To znaczy? – rzuciłem bez większej ekscytacji, łapiąc „podarunek”. Laska obok czujnie mnie obserwowała. Prawdę mówiąc, nie byłem jej dłużny.
- Ty, Kasai i Karin to drużyna, która będzie wykonywać tę misję – oparł się plecami o biurko, będąc ciekaw mojej reakcji, której jak zwykle się nie dopatrzył. Więc nowa nazywa się Uchiha Kasai – pożar, całkiem interesujące.
- Zadowolony? – mruknęła Kasai. Łohoo, ma charakterek. Coś czuję, że w Karin to ona przyjaciółki nie znajdzie.
- Nie – odpowiedziałem do niej, lecz zaraz skierowałem swe słowa do Madary – po co mi kolejny balast? Nie biorę jej pod swoje dowództwo. Mam dość problemów z Taką. Nie potrzebujemy nowej. Idealnie dajemy sobie radę w obecnym składzie. Do tego nie znam jej, ani jej umiejętności. Nie ma mowy, abym miał niańczyć kolejną osobę – skończyłem wypowiadać ostatnie słowo, gdy pięść Kasai wylądowała kilka centymetrów od mojej twarzy. Gdybym jej nie zatrzymał, mój nos skończyłby raczej marnie… Wykręciłem jej rękę sprowadzając do parteru i zakładając dźwignię, tak okazyjnie. Teczka upadła bezgłośnie na podłogę. Z ust dziewczyny wydobył się cichy pisk zbitego szczeniaka – widzisz? – zdążyłem skończyć, gdy ona podniosła się z podłogi - nie wiem, w jaki sposób wykręciła się z mojego uścisku - wstała i przyłożyła mi do brzucha kunai.
- Kto tu kogo ma niańczyć, co Uchiha? – była trochę niższa ode mnie, więc musiałem opuścić głowę.
- Przecież nie ty mnie – pieczęcie na rękach utworzyły kunai’e w moich dłoniach. Natychmiast wybiłem broń trzymaną przez Kasai. Obróciłem dziewczynę, trzymając jeden kunai przy jej szyi, a drugi przy brzuchu. Opierała się o mnie plecami, co znacznie ułatwiło mi te wszystkie czynności. Z racji, że nie lubię jak coś robi się wolno, zajęło mi to maksymalnie pół sekundy.
- Puść ją Sasuke – odrzekł Madara, wstając.
- Dlaczego? Zaatakowała mnie – nie wybaczę tej gówniarze ataku na moją osobę. A co!
- Ponieważ teraz będziecie w jednej drużynie i szkoda, jeśli musiałbym przydzielić ci Mashi’ego – puściłem dziewczynę i odepchnąłem w stronę jej wybawiciela. Mashi to kolejna marionetka Madary. Jego umiejętności wcale nie są takie niskie, jak by się mogło wydawać, ale … problemem jest jego orientacja. Widząc mnie doznaje większej ekstazy niż Karin – tak, to możliwe.
Kucnąłem zbierając teczkę. Na szczęście nic z niej nie wypadło. Wyprostowałem się i odwróciłem się w kierunku drzwi
– Jakieś szczegóły? – rzuciłem na odchodne.
- A i owszem. Jutro punkt dwunasta macie się spotkać przed kwaterą. Waszym zadaniem jest porwanie i bezpieczne przetransportowanie tej kobiety – pokazał palcem na „podarunek” – ma tu być żywa, rozumiesz?
- Oczywiście – odparłem i wyszedłem z gabinetu. Kim tak Kasai do cholery jest? Bardzo nurtuje mnie to pytanie. Będę musiał powęszyć…
Szybko dotarłem do swojej sypialni. Stojąc przed drzwiami pokoju, przypomniałem sobie, że kompletnie wypadło mi z głowy, aby pytać się o ogrzewanie, kuso… Zapaliłem świece i z powrotem położyłem się na łóżku. Od razu rzucił mi się w oczy wydrukowany znak Konohy na teczce. Jeszcze bardziej zaskoczyła mnie jej zawartość. Pierwsza strona była zatytułowana:
SAKURA HARUNO

***
Ohayo.
Jakieś obiekcje, czy opinie? Czy fabuła, której nie ma uległa poprawie?
Chętnie ujrzę w komentarzach odpowiedzi.
Bywajcie!

27.11.2013r
Uhuhuh. Perspktywa Saska się zaczęła. 
I własnie tutaj ujawni się moja najbardziej perfidna część osobowości ]:->

18 komentarzy:

  1. No bez przesady że fabuły nie ma.. Nadganiałam notki od kiedy dałaś mi na fanpage'u link do siebie i dzisiaj już jestem na bieżąco ,więc czytając od początku stwierdzam że wszystko się trzyma kupy ;p Nie mogę się doczekać kolejnej notki życzę weny i zapraszam do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz, że piszę tak późno! :<
      Ale mama masę blogów do czytania, więc nie wyrabiam xD Bo na brak czasu nie mogę narzekać :P
      Rozdział? Dość interesujący, dobrze opisałaś uczucia bohatera ;3
      Chociaż szczerze mówiąc, nie zaskoczyłaś mnie fabułą xD
      Wybacz, ale ze sprowadzeniem Sakury przez Sasuke spotkałam się na bardzo wielu blogach, ba! Jeszcze z czasów onetu ;]
      Co do poprzedniego komentarza - do tych punktów należą przede wszystkim opisy! Nie każę ci opisywać przez pół strony Worda jak wygląda krzesło czy coś w tym stylu, ale fajnie by było poczytać o krajobrazie, pokoju czy czego tam jeszcze chcesz ;3
      Popracuj trochę nad fabułą, a będzie dobrze ;)

      Mam nadzieję, że się na mnie nie obrazisz czy coś - wyrażam szczerą opinię ;3 Pomimo mojego "czepiania się", lubię czytać to opowiadanie, bo jest lekkie i przyjemne ;3

      Pozdrawiam i weny życzę!

      Usuń
    2. Czepianie się jest jak najbardziej na miejscu xd
      Wiem, wiem. Sakura prawie zawsze była porywana przez Sasuke. Nadmieniam jednak, że on ma za zadanie ją porwać. Czy mu się uda, to inna sprawa xd
      Opisy - tak, dręczą mnie, ale mam nadzieję, że z czasem się poprawię ;)

      Usuń
    3. Kamień z serca :D
      Nie chciałam wyjść na jakąś zołzę xD

      Hehe, to teraz mnie nakręciłaś ;3
      Czy mu się uda? Hmmm... xD Z charakterkiem Sakury nie będzie łatwo! Jestem ciekawa jak to wszystko ukażesz ;)
      A opisy wprowadzaj stopniowo :>

      No to do następnego rozdziału ;3

      Ps: Dzięki za opinię na moim blogu, postaram się jeszcze dzisiaj dodać rozdział ^o^

      Pozdrawiam! :*

      Usuń
  3. Ogólnie ciekawie piszesz. Widać, że przykładasz się do opisów ;)
    Jeśli chodzi o tematykę to wgl się nie potrafię odnaleźć, bo zwykle nie czytam takich fanfików. Ale że zostawiłaś komentarz, to uznałam, że zajrzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś pierwszą osobą, która o moich "opisach" wypowiada się pozytywnie xd
      Miło, że zajrzałaś i zostawiłaś po sobie ślad. To dużo daje ;)

      Usuń
  4. Witam. Serdecznie chciałam poinformować, że na blogu http://nowa-kronika-woli-ognia.blogspot.com/ pojawił się rozdział pierwszy. Zapraszam. Wasze prośby zostały spełnione - dodałam kolumnę " obserwatorzy", która na moim blogu ma nazwę " zaglądają". Dziękuję za uwagę no i za spam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Super rozdział.! Naprawdę, nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Ciekawi mnie również reakcja Sasuke na wieść o śmierci Haruno. Mam nadzieję, że niedługo ukaże się kolejny post. Pozdrawiam ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj ;) Chciałabym cię tylko poinformować, iż pozwoliłam sobie dodać Cię do mojej kolejki, mimo że napisałaś, że chcesz iść do wolnej, ponieważ nie znalazłaś u żadnej z oceniających wzmianki o m&a. A właśnie tak się składa, że ja się tym zajmuję (ale nic nie szkodzi, każdy może nie dopatrzeć czegoś itp ;D ), dlatego też dodałam Twojego bloga do siebie - mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko ;) A jeśli jednak wolałabyś być w wolnej kolejce, to nie ma sprawy - pisz ;) Przepraszam za kłopot;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ooo, Sakurcia ^^
    Dobra usuwam mojego banana z twarzy i przechodzę do konkretów.
    Bardzo mi się podoba, zresztą, chyba jak zawsze.
    Lubię twój styl pisania, taki... Nie wyszukany, prosty... Jakbym chciała bawić się w przymiotniki powiedziałabym ,,młodzieżowy'' xD
    Jak to mówi moja polonistka oceniając moje prace.

    Muszę Ci przyznać, że na początku tą Kasai pomyliłam z Dyarą, ale nie pasowało mi to, że działo się to w trakcie pożaru i odbicia samej Uchihy, więc przyznaj sama, że byłoby to dziwne :)
    Ale później wszystko sobie poukładałam i jest dobrze.
    Czyli:
    *Więcej opisów, jest git :)
    *Fajny styl pisania, super :)
    Dobra, a więc pozdrawiam, czekam na dalsze rozdziały :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie ma to jak nazywać nogi jakiejś tam rodziny/kuzynki 'mm zgrabnymi' xD No ale to jest Sasek no, za to ucieszyłabym się jakbyś przytoczyła jeszcze postać Mashiego xD
    Jestem ciekawa czy Sasuke i Madara mieli udział w tej akcji ratowania Dyari przez Raito. No i nie mogę doczekać się spotkania Sasek-Sakura i błagam żeby ona nie była taką zrozpaczoną beksą kiedy go zobaczy!

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo ładnie wyszlo, jestem naprawdę zadowolona :) Świetne opisy, moze nieco za mało bylo o pomieszczeniu Madary i o przechodzeniu Sasuke z miejsca na miejsce. Ciekawie, ciekawie. Nie chce mi się wypisywać domysłów, zwłaszcza że są juz dalsze rozdziały. Lecę dalej

    OdpowiedzUsuń
  11. Karin...nienawidzę, no po prostu nienawidzę. Mam nadzieję, że nowa koleżanka ją zabije albo chociaż będzie się nad nią znęcać. ^^
    Naprawdę da się jeszcze bardziej jarać moim mężem od Karin? ;oo
    Mashi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentowałam na telefonie i chyba coś mi nie pyłko. -.-
      Śmiałam się jak głupia z tego Mashiego. ^^
      + Wielki plus dla Ciebie, że cały rozdział praktycznie był o moim ukochanym ;3

      Usuń
  12. Aaaaaaaaaaaaaaaaa <3
    Znowu mi się spodobało :D
    I fabuła jest, oj nie bądź taka skromna ;p I faktycznie, ulega poprawie, bo wszystko od kilku rozdziałów ma ręce i nogi - nie, żeby wcześniej nie miało, ale teraz zaczynam mieć jakiekolwiek domysły ^^ Wcześniej ciągle zaskakiwałaś :o
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń