poniedziałek, 19 listopada 2012

Rozdział XX

- Wychowała mnie twoja matka.
Zatkało mnie. Autentycznie mnie zatkało. Gdybym mogła, to zapadłabym się w tę sofę, a że jednak tego nie potrafiłam, to tylko otworzyłam szczerzej oczy, na co blondynka zareagowała lekkim uśmiechem. Jedyne co zrobiłam, będąc śpiącą, zmęczoną i zdziwioną jednocześnie, to nałożenie sobie jeszcze jednej kanapki. Bardziej pasowałby popcorn, bo to wszystko wydawało mi się jedną, wielką, nierealną bajką. 
- Nie jesteś ciekawa? - założyła ręce na piersi i czekała. Przez chwilę przypominała mi Raito, lecz szybko się otrząsnęłam się z tych omamów i jeszcze raz, próbowałam przetrawić usłyszane przed chwilą informacje.
- Jestem - powiedziałam z pełną buzią. Już nie dbałam o to, co sobie blondyna o mnie pomyśli, a przepraszam  - Imrin. 
- A więc zaczynając od początku. Jestem sierotą. Nigdy nie znałam swoich rodziców. Wychowałam się w sierocińcu, w jakiejś wiejskiej dziurze. Pewnego dnia uciekłam stamtąd, miałam dość. Błąkałam się samotnie po okolicznych miejscowościach – zaczęłam się głęboko zastanawiać nad tym, czy właśnie ma zamiar wygłosić mi tu swój cały życiorys. Nie wiedziałam, czego się spodziewać, czego nie. Nawet nie wiedziałam tego, czy dobrze postąpiłam, w ogóle wchodząc w progi tego domu - bycie włóczęgą w wieku dziesięciu lat, to ciężki orzech do zgryzienia. Jako wychudzona i wygłodzona, nie mogłam za wiele zrobić. Nauczyłam się jednak kraść, było to moje źródło utrzymania. Cały czas wędrowałam. Nigdy nie chciałam pozostać gdzieś na dłużej, aby się nie przywiązać – Imrin przerwała na chwilę, zaciskając usta w cienką kreskę - około pół roku po ucieczce, trafiłam do jakiegoś dużego miasta. Ludzie tłumami przemieszczali się po ulicach. Nigdy nie widziałam takiego zbiorowiska. W nieznanym środowisku nie poruszałam się już tak pewnie, jak w jakiś wiochach. Jak najszybciej wyniosłam się stamtąd. Kilka kilometrów dalej, znalazłam jakiś stary dom, w którym się zatrzymałam. Powitała mnie tam pleśń żyjąca swoim życiem i całkowita samotność. Przyzwyczajona jednak do takiego lokum, rozłożyłam koc, który zawsze miałam w plecaku i położyłam się spać. Pierwsze co zobaczyłam, gdy otworzyłam oczy po przebudzeniu, to twarz kobiety. Na początku się przestraszyłam, lecz była to niepotrzebna reakcja.
- Nic ci nie zrobię – kucała już wcześniej, lecz teraz wyciągnęła do mnie rękę. Ja jej swojej nie podałam. Nauczyłam się, aby nie ufać innym. Po prostu tak żyło mi się łatwiej. Nie zareagowała nerwowo, na moje zachowanie, wręcz przeciwnie. Kobieta cofnęła swoją dłoń, wstała, odwróciła się i poszła w stronę drzwi. Stanęła, opierając się o ścianę i jedynie pokazała ręką, abym szła za nią. Tak też zrobiłam i dopiero wtedy, zaczęła się moja historia ninja. Może cię to dziwić, ale bardzo dokładnie zapamiętałam tamten dzień, w końcu nowy początek… - zapatrzyła się przez chwilę w wybrany przez siebie punkt i umilkła - z biegiem czasu dowiedziałam się, prawie wszystkiego, o mojej wybawicielce - mówiła spokojnie i pewnie zarazem - potężny klan. Trójka, wspaniałych dzieci, kochający mąż. Sama miała jedynie półroczną misję wywiadowczą, w tych terenach. Przyznała się, że nie chce być już kunoichi, i że to już ostatni raz. Z utęsknieniem czekała, kiedy będzie mogła wrócić do domu. Wykorzystała go konstruktywnie: na kształcenie mnie i pokazanie, czym jest posiadanie matki. Nie muszę ci o tym opowiadać. Dobrze wiesz, o czym mówię – przerwała na chwilę, a ja już na nią nie patrzyłam, nie chciałam. Początkowe zaciekawienie, czy zafascynowanie wyparowało ze mnie w jednej chwili. Wróciły wątpliwości sprzed kilku lat. Ten sam odrętwiały stan i czarne myśli cisnące się do głowy. Pojawiły się obrazy ciał, te które towarzyszyły mi każdej nocy, przez około dwa lata, po masakrze. Koszmary nękały mnie wtedy bez przerwy. Ostatnio jakimś cudownym, nieznanym sposobem, udało mi się ich pozbyć. Czemu te widoki wróciły teraz? Często myślę o rodzinie, ale bez tych okropnych szczegółów, dotyczących ich śmierci. Zawsze sobie powtarzałam, że pomimo wszystko, ich kocham. Jednak ta jedność, która kiedyś była, niknie w oczach - z racji, że przebywała w Kraju Wody już dwa miesiące, na naukę mi pozostały tylko cztery – kontynuowała - chciałam się kształcić, chciałam być w czymś dobra, a co najważniejsze, chciałam umieć przetrwać w tym świecie. Z tego wielkiego miasta, nadal nie pamiętam jego nazwy, załatwiła kilka ksiąg. Na początku uczyła mnie sama, lecz często wychodziła z tego domu po to, po co tak naprawdę tu była. Wtedy czytałam te starocie. Ciężkie treningi wytrzymałościowe i siłowe dawały mi się we znaki. W tak krótkim czasie musiałam opanować podstawy, dotyczące chakry i jej kontrolowania. Ninjutsu w ogóle mi nie szło, taijutsu już trochę lepiej. Najszybciej załapałam jednak genjutsu i to jego najczęściej używałam. Mikoto była ze mnie dumna, a ja szczęśliwa z tego powodu – całkowicie odstawiłam talerz, słuchając kobiety z zainteresowaniem - z biegiem czasu, moment rozstania zbliżał się coraz bardziej. Dni mijały szybciej, słońce zachodziło za wcześniej. Wiedziałam, że odejdzie, że znów zostanę sama. Nie pokazywałam tego po sobie, aż do ostatniego dnia w którym podarowała mi kilka kunai i ten naszyjnik – wskazała palcem na moją szyję - powiedziała wszystko o tobie, Itachi’m i Sasuke. Obiecała, że kiedyś poznam przynajmniej jedno z jej dzieci. Jak możesz zauważyć, jej przepowiednia spełniła się. Twoja mama wróciła do Konohy i z tego, co wiem, więcej jej murów nie opuściła – westchnęła z jakąś melancholią w oczach - Itachi’ego poznałam kilka lat później. Odszukał mnie, bo w chwili śmierci Mikoto mu o mnie powiedziała – chwila, wiedziałabym, coś o tym. Przecież byłam tam, a nic takiego nie pamiętam - w ten sposób zaczęła się nasza znajomość i trwa w najlepsze. Mam nadzieję, że również mi zaufasz, tak jak temu chłopakowi, który z tobą przyszedł.
Wiecie jak to jest, gdy dopadają was dziwnie spotęgowane wspomnienia? Uderzają z podwojoną siłą a wy nie możecie się podnieść? Nigdy nie wiedziałam, że moja mama była kunoichi. Kolejna rzecz zatajona przede mną.  Nie wiem czemu, ale gniew zaczął się we mnie nasilać. Dlaczego? Bo kochałam. Miałam ochotę zostawić to wszystko w cholerę, zniknąć i zacząć żyć gdzieś na nowo, pod innym nazwiskiem. Ból, mój towarzysz wrócił z wakacji. Usiadłam wygodniej, milczałam przez chwilę. Słowa popłynęły same..
- Sami siebie ranimy, kochając innych, wiesz? Oczywiście, że są chwile szczęścia i radości, Problemem jest tylko późniejszy ich brak. Ufna i przyzwyczajona do miłości, nagle zostajesz całkiem sama. Bez poczucia bezpieczeństwa. Nieodłączna przyjaciółka zakochanych na każdym kroku daje znać, o swoim braku. Gnoi w nas bezsensowne i tak poczucie własnej wartości, jednocześnie podwyższone przez nią samą. Gdy osoba, którą kochasz, powie ci komplement, uwierzysz jej natychmiast. Jeśli wyjawi, że coś się jej nie podoba, próbujesz to w sobie zmienić, aby się idealnie przypasować – wszystkie moje myśli na temat Kiby i wszystkiego, co działo się z nim w roli głównej, nagle złożyły się w całość. Zaczęłam paplać bez sensu, plącząc wątek rodziny i Kiby – chcesz być piękna. Czemu? Bo pragniesz akceptacji innych. Nie masz ochoty odstawać od społeczeństwa. Właśnie dlatego zaczynasz upodabniać się do środowiska, w którym żyjesz. Czym to skutkuje? Marnymi próbami zmiany samej siebie i kłamstwami. Do takich czynów doprowadza nas miłość. Czy warto? Nie mam pojęcia, ponieważ nigdy chyba tak naprawdę nie kochałam. Zauroczenie to jedno, przywiązanie, to drugie, a miłość to jeszcze zupełnie co innego. Całkiem możliwe, że nie znam różnic, pomiędzy tym wszystkim. Ale czemu mam znać, jeśli nie chcę? Raz, tylko raz, pozwoliłam się komuś do siebie zbliżyć i wiesz, co ci powiem? Że o raz za dużo. Zdrada boli. Co najśmieszniejsze nie zrobił tego z inną kobietą, lecz z Radą Wioski. Bezpodstawnie mnie zatrzymano i torturowano – nie mogłam przestać mówić. To było silniejsze ode mnie - Gdyby nie Raito, możliwe, że nadal tkwiłabym w Konoha, zakuta w kajdany pod napięciem. Poszłam z Kibą, tak się nazywa zdrajca, ponieważ mu ufałam. Zrobiłam to, o co prosił Itachi, dlaczego? Bo mu ufałam. Chroniłam Sasuke, czemu? Odpowiedź jest identyczna. Co oni wszyscy zrobili z tą cenną rzeczą? Zniszczyli na moich oczach. Po co mam robić to po raz kolejny? Aby cierpieć przez kolejne miesiące, czy lata? Gdzie w tym sens? Czy jakiś w ogóle jest? Nie oczekuj, że od razu się polubimy, a ja gdy ponownie cię zobaczę, rzucę ci się w ramiona.
Masz ten komfort bycia z Itachi’m i pewności, co do niego. Przynajmniej tak mi się wydaje. Jeżeli nie kłamiesz na temat waszej znajomości, możesz być pewna, że nie popełni on większej zbrodni, niż wybicie swojej rodziny, jakkolwiek irracjonalnie by to brzmiało. To dobry człowiek, wbrew pozorom i gadaninie ludzi - niechcący wykreowałam jej, całkiem sporą część mojego życia. Ale chyba sama sobie chciałam coś wytłumaczyć i udowodnić. Ta atmosfera, rozmowa o rodzinie, o więziach, puściła wszystkie blokady. Najgorsze było to, że nie miałam zamiaru przestać, a właśnie dążyłam do sedna – nie wydajesz mi się pustą idiotką, która poleciała na pochodzenie. Jeżeli naprawdę go kochasz i w to wierzysz, to szczerze zazdroszczę. Jeśli sprawy mają się tak, jak opisujesz i jak moja wyobraźnia dorysowała sobie resztę, to doprowadziłaś mojego brata do szczęścia, za co jestem ci dozgonnie wdzięczna. Już wiem, czemu nie miał dla mnie tyle czasu – uśmiechnęłam się cynicznie – na swój, pokręcony sposób, cieszę się, że sobie kogoś znalazł. Itachi potrzebuje kogoś bliskiego. Zawsze to ja zwalałam na niego swoje, błahe problemy, nie zastanawiając się nad jego. Okropna ze mnie siostra, wiem. Ale co na to poradzę? Myśl sobie o mnie, co chcesz – cisza zawitała w progi naszego pokoju – chwila moment – przypomniałam sobie ostatnie słowa jej wypowiedzi – czy ty uważasz, że ufam Raito? – BŹDZIĄG. Najchętniej strzeliłabym barana o ścianę, ale niestety miałam do niej za daleko - wracając do tematu miłości i ufności. Nie wiem, czy zrobię to po raz kolejny – Imrin siedziała osłupiała na swoim miejscu, nie zmieniając pozycji – cudów nie oczekuj. Dobranoc.
Wstałam powoli, uderzając się kolanem o stolik. Syknęłam cicho, niechcący zwracając się w stronę Imrin. Nasze oczy spotkały się, a moja głowa wypełniła się obrazami. Widziałam Itachi’ego, kiedy wybijał klan oraz moment w którym mama wyjawiła mu prawdę. Pewnie wyczuła moje wątpliwości w tej sprawie… Potem mignęły mi zajawki ich spotkań. Uśmiechnięta twarz brata i namiastki jego nastroju. Bach! Wszystko skończyło się tak nagle, jak się zaczęło.
- Teraz mi wierzysz? – spytała Imrin. Był to rodzaj genjutsu, co znaczy, że mogła sobie to wszystko sama wymyślić. Ale, coś kazało mi uwierzyć w to, co mi pokazała.
- Chyba tak – mruknęłam i wyszłam, bezgłośnie zamykając drzwi. Nie wiedziałam, że wygłoszę taaaki monolog, lecz niezbadane są wyroki boskie...
Podążyłam do drugiego pokoju od wejścia, ponieważ najprawdopodobniej w pierwszym znajdywał się Raito, a z nim rozmawiać nie chciałam. Przeszłam ten krótki dystans, rozklejając się całkowicie. Kiedyś miałam z tym problemy, lecz ostatnio przychodziło mi to z wielką łatwością. Oparłam się ręką o drewniane drzwi, bawiąc się przy okazji przez chwilę jej małym cieniem, w słabym świetle żarówki. Wszystko, co powiedziałam, było po części prawdą. Wmawiam sobie, że przejdę przez życie bez problemów, znanych potocznie pod hasłem uczucia. Lecz czasem mam dość. Izolatka, w której chowam swoje myśli, czasem uchyla swe wrota, aby mnie męczyć. Chyba jestem masochistką. Pomimo tego wszystkiego, chcę kogoś obok, tu i teraz, lecz smutna rzeczywistość oddala mnie od marzeń o szczęśliwej przyszłości.
Otworzyłam w końcu te drzwi i weszłam w mrok. Światło nie było mi potrzebne. Widziałam zarys łóżka po prawej stronie i szafki nocnej obok. Zamknęłam je i rzuciłam się na czystą pościel. W tym momencie rozryczałam się już całkowicie, użalając się nad samą sobą i własną samotnością. Nie mam nikogo. Sakura nie żyje, nie oszukujmy się. Sasuke zniknął, a nie wiem, czy mam ochotę go szukać. W końcu kogo to obchodzi? Na pewno nie jego. Zostawił mnie samą, bez słowa pożegnania – bezduszny egoista. Tę karteczkę, to może sobie w dupę wsadzić. Itachi? Jest, a i owszem. Ale nie mogę od niego wymagać, niewiadomo czego. Ma swoje problemy. Dam mu spokój ze swoimi. Posiadam w sobie jeszcze trochę rozumu.
Jednym z tych, z którymi muszę poradzić sobie sama, to Kiba. Kim on dla mnie był? Eh. Kimś więcej niż kolegą, lecz kimś mniej niż partnerem. Wcześniej nie chciałam tego przyznać, ale podświadomie pragnęłam jego głosu, czy dotyku. Uświadomiłam sobie to dopiero teraz. Po prostu nie dopuszczałam tego do siebie. Klatka zniknęła ujawniając wszystkie niechciane uczucia, ich natłok. Nic ich nie ograniczało, przez co w głowie miałam kompletny chaos.
Z jednej strony chcę, aby ktoś się mną zajął, po prostu był i nic więcej. Lecz z drugiej wiem, że samej będzie mi łatwiej i ciężej zarazem. To tak, jakbym stała na rozstaju dróg, czekając na znak i mając dwie drogi. Którejkolwiek bym nie wybrała, i tak będzie źle.
Każdy z nas nakreśla, w pewien sposób kurs swojego życia. Podczas selekcji dobiera określoną załogę. Lecz nie napalajmy się tak, że sami dzierżymy ster własnego losu. Mało co jest zależne od nas. Nasuwa mi się wiele pytań. Na wszystkie odpowiedź brzmi identycznie – nie, bo wszystko, co dobre, kiedyś się kończy…
***
Dziewczyna zapadła w głęboki sen, zmęczona rewelacjami tego dnia. Nie mogła wiedzieć, że w pokoju jest jeszcze jedno łóżko, na którym wcześniej siedział pewien brązowowłosy chłopak oraz tego, że tej nocy ktoś przykrył ją własnym kocem i życzył słodkich snów.
***
Ohayo. Napisałam będąc w jakimś dziwnym nastroju pomiędzy melancholią, a niezidentyfikowanym czymś, czego określić nie potrafię. Chciałam, aby rozdział był hmmm… radośniejszy? No jakoś mi nie wyszło, ale obiecuję, że kolejne notki będą zawierały w sobie więcej pozytywizmu. Może coś z Raito? Jeszcze nie wiem. 
26.11.2013r
Ojojoj. Depresing soooł depresing.
Te przemyślenia może były całkiem niegłupie, ale… Uh, sama nie wiem. 

13 komentarzy:

  1. Fajne. Przy okazji odkryłam jak się robi półpauzy. Wiesz może co to są kody ASCI? Jeżeli tak, to dobrze, chociaż powinnaś to wiedzieć, no chyba, że masz inny tok nauczania. Ale dobra. Żeby zrobić półpauzę wystarczy przytrzymać lewy alt i wpisać na klawiaturze numeracyjnej (nie tej u góry klawiatury tylko tej bocznej, tak jakby ktoś nie kumał o co chodzi) 0150, ewentualnie, jeżeli chciałabyś coś dłuższego niż półpauza to 0151. To taka rada na przyszłość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te półpauzy są takie ważne? Jakoś nie robi mi to różnicy...

      Usuń
  2. Super rozdzialik. ^^ Zaimponowało mi to, że piszesz (przynajmneij mam takie wrażenie ;D) z taką lekkością. Wiem z własnego doświadczenie iż napisanie dobrego rozdziału nie jest zbyt proste, ale w swoim opowiadaniu oddajesz każdą emocję w inny sposób. Natomiast jeśli chodzi o Dyarę, to sądzę, że się "zamknie", (nie, że będzie cicho xd) przestanie mówić o swoich uczuciach. Oczywiście tak jak naprawdę będzie pozostawiam Tobie. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. Pozdrawiam ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach... Młoda ma przesrane w życiu, nie da się ukryć. W sumie to każdy z nas [a przynajmniej tak mi się zdaje] dostaje ostro po dupie w najmniej oczekiwanych momentach. Rozdział dał mi do myślenia, pod względem złośliwego charakteru losu.
    Ale w gruncie rzeczy to mam nadzieję, że Dyara w końcu ułoży sobie życie.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj!
    Czytałam ocenę twojego bloga na o-pieprz...
    Nie powiem, że się z nią nie zgadzam. Zostało tam poruszonych kilka ważnych punktów, które wypadałoby zmienić... Ale wiesz co? Przeczytałam wszystkie twoje rozdziały w jeden dzień i wciągnęłam się :> Może i nie jest to jakiś idealny fanfick, ale czytało się go tak lekko! A historia tej dziewczyny bardzo mnie poruszyła :( Nie miała lekko w życiu, zresztą kto ma?
    Liczę na to, że pomimo przykrego objazdu od góry do dołu, będziesz kontynuować pisanie tej historii. Nie dla komentarzy, nie dla czytelników, ale dla siebie.
    Pozdrawiam!
    [walczacy-marzyciele.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do ideału, to tu jeszcze bardzo daleko xd
      Które to punkty według ciebie? Chętnie się ustosunkuję ^^

      Usuń
  5. Ooo tak poproszę Raito bo jest ładny i uroczy *.*
    Ale się Dayra nagadała, no i w końcu to miał być dom jakiejś tam pani W to co z nią ;>

    OdpowiedzUsuń
  6. Ooo tak wszystkie 10 rozdziałów nadrobiłam korzystając z braku pomysłu na rozdział u mne xD I patrz jak mnie cholernie wciągło, brawo ;D
    Dobra zacznę od pewnej rzeczy co mnie dziwi (bo zapomnę) nie wiem, może to się wyjaśni w następnych rozdziałach, ale jak nie, to to podchodzi pod błąd kardynalny (Trudne słowo, czujem siem mondra XD) Otóż chyba 2 czy 3 rozdziały temu mowa była, że Raito działa na zlecenie Itasia, potem że Sasuke, a teraz znowu Itaś :P nie ogarniam na chwilę obecną xD
    Dobra teraz trochę pochwał i zjechań xD
    No więc przyznam, że lubię twój styl pisania ;D używasz fajnych słów, wszystko jest takie płynne, ostatnio zaczęłaś wplątywać w zdania przekleństwa xD luz, prawdziwy Polak się nie zrazi xDD no tylko mam jedno zastrzeżenie :P czasem gdy są dialogi, wykorzystujesz pauze by wytłumaczyć jakieś przemyślenie Dyary, a ja się w tym momencie gubię, czy ona to mówi na głos? x) literówki się zdarzają czasem, ale to u każdego blogera jest rzeczą normalną xD
    Dobra a teraz co do fabuły tych rozdziałów :P Dla mnie bomba :D Piszesz to tak lekko, może wydaj jakąś książkę? :P Fajowo opisane te zmiany przez 6 lat, Tsunade nigdy nie spotkali, Jirayi chyba też ;P Ogólnie Naruto jako hokage no, no ;D i Hinata jako żoneczka (gomene, jak widzę NaruHina to się zatracam xD) okay nieważne xD pomysł z ohajtaniem Kiby i Dyary był fajny, dobrze opisujesz romantyczne wątki ;D szkoda, że im się to w ten sposób potoczyło, ale bywa... zresztą ja ją widzę z Konohamaru <3 (wiem żmudne nadzieje xD) Zaimponowałaś miwymyślając też wszystkie techniki, kurde niektórzy to mają talent ^^ I ta ucieczka z tego więzienie ;3 uśmierciaś Sakure (nie żeby mi to przeszkadzało :P) no epicko ;D a teraz szok z tym narzeczeństwem O.O ale dobrze, Itaś zasługuje na szczęście ;D ten rozdział dał mi do zrozumienia, że muszę u siebie popracować nad opisami... mam w chuj dialogów...
    No nic, na dniach nadrobie ostatnie rozdziały także powodzenia w pisaniu i pozdrawiam gorąco ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohayo ;)
      Tak, moje kochne myslnikii i gafy <3
      Chodzi o Itasia. Właśnie dlatego poprawiam to co już napisalam, aby wyzbyc sie takich glupich bledow...

      Tsunade i Jiraiya? przyjdzie na nich czas ;)
      Dziękuje za miłe slowa, jak i za zjechania. Zawsze wszystko się przyda ;) ta delikatna aluzja do braku moich opisow rowniez jest słuszna xd
      A co do ciebie to tylko z nimi nie przesadz. Twoje opowiadanie jest o wiele zabawniejsze i ciekawsze niz moje. Jak za dużo ich tam wlozysz, to zniknie ta fajna aura ;)
      Dziękuje za komentarz i pozdrawiam ;D

      Usuń
  7. A ja i tak wiem, że Haruno wroci. I że Dyara spiknie się z Raito. I... dobra, dosyć domysłów. Jeszcze się przekonam, nie?
    Co do rozdziału: juz o nim pisalysmy, a moje zdanie zmieniło się tylko trochę. Najnowsza wersja jest stanowczo najlepsza. Cieszę się, że w miarę wycelowalas z opisami. Mimo że osoby raczej nie opowiadają wydarzeń z przeszłości aż tak szczegółowo, naprawiłaś wrażenie wzmiankami typu "zapatrzyla się przez chwilę w wybrany przez siebie punkt i umilkla". Bez tych wtrącen bym Cię zjechała XD
    P.s. Te domysły na początku... Liczę na to, że będziesz pisała zgodnie ze swoimi pomysłami. Interesuje mnie TWOJA opowieść, nie ta czytelników.

    OdpowiedzUsuń
  8. Monolog był świetny. Taki szczery i wgl. :) W końcu się przed kimś otworzyła i powiedziała o wszystkim co czuje. Powinna robić tak częściej. Po prostu się wyżalić.
    Lekko to ona nie ma, współczuję. ;/
    Hm..życzę Itasiowi szczęścia na nowej drodze życia. :D
    Uhuhuh, ktoś ją przykrył własnym kocem i życzył słodkich snów...^^ urocze.
    W rozdziale nie było Liary więc trochę lipa jak dla mnie. :( ubóstwiam to maleństwo. <3

    OdpowiedzUsuń
  9. O rety, jak ja dawno tutaj nie byłam :o Ciekawy rozdział - a komentarze jeszcze ciekawsze :D Niektórzy to ciekawe mają pomysły ;p
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń