czwartek, 8 listopada 2012

Rozdział XIX

- Co się tu do cholery dzieje?! – po domostwie rozległ się doniosły, żeński głos. Po chwili pojawiła się jego właścicielka – A wy to kim jesteście i – przeciągnęła samogłoskę, przyglądając się nam - co tu robicie?
Zapadła wszechogarniająca cisza... Lecz tylko na krótką chwilę.
- Chcę tylko wiedzieć, skąd pijak ma ten sztylet. Nie wyraziłem się dość jasno? - powiedział podniesionym i gniewnym głosem Raito, nadal trzymając naszego napastnika przy ziemi. Chyba ktoś tu o mnie zapomniał i, czy my nie szukaliśmy czasem noclegu?
- Ej, ej! Tylko nie pijak, młodziku! - zacharczał facet.
- Spokój, Nishido - mruknęła kobieta.
Musieliśmy wyglądać nieco komicznie. Ja cały czas stałam w drzwiach, ignorując zimno wchodzące do domu, które tak na prawdę zagoniło nas w to miejsce. Raito razem z "kolegą" znajdowali się na podłodze, a nad nimi, w tym małym korytarzyku lub przedsionku, nie wiem jak to nazwać, stała wysoka, krótko obcięta blondynka. Wzrok pełen wyższości utkwiła w mojej osobie, jakby innej ofiary sobie znaleźć nie mogła. Objechała mnie nim od góry do dołu, po czym całkowicie niespodziewanie skoczyła w moją stronę. Mechanicznie uruchomiłam sharingan'a i zablokowałam jej pięść, skierowaną prosto w moją twarz. Stałyśmy w tej dziwnej pozycji, dopóki kobieta nie odezwała się ponownie, a trwało to maksymalnie kilka sekund. Czujnie czekałam na rozwój wydarzeń, bo byłam trochę zaintrygowana całą tą sytuacją.
- Czekałam na ciebie, Uchiha - puściłam jej ręce, a ona szybko wróciła na swoje miejsce. Co miała na myśli, mówiąc "czekałam na ciebie"? Zbaraniałam na chwilę, którą ona skrzętnie wykorzystała - Zadziwiające - powiedziała, kładąc ręce na biodrach, nadal czujnie badając moją osobę.
- Czy twój znajomy będzie tak łaskawy już nas nie atakować? - Raito widząc mój chwilowy stan - zamyślenie, który do najlepszych nie należał, wziął ciężar rozmowy na swoje barki.
- Nishido, będziesz grzeczny? - spytała niebieskooka przesłodzonym głosikiem, malutkiej dziewczynki. Gościu natychmiast, potulnie pokiwał głową - Możesz już go puścić, nic ci nie zrobi – powiedziała, jakby od niechcenia.
- I tak nic by mi nie zrobił. Muszę powtarzać swoje wcześniejsze pytanie? - nastrój kompana raczej mi się nie udzielił. Chciałam jak najszybciej stąd uciec i przeryczeć resztę nocy, użalając się nad sobą, jak to zwykle robię. Wielu ludzi uważa, że to głupie. Sama nie sądzę, że to mądre. Nie zawsze wszystko, co robię ma sens. Mało ludzi w ogóle mnie rozumie, a jeszcze mniej to, co robię - czytaj zero.
- Jeżeli masz ochotę, zabierz go do któregoś pokoju i wypytaj, tylko grzecznie - ostatnie, dwa słowa wyraźnie zaakcentowała, cały czas patrząc na mnie. Ta kobieta mnie powoli przeraża...
Teraz czas na odmianę w tej idiotycznej grze spojrzeń Raito spoglądał na mnie, jakby czekając na pozwolenie. Nie wiedząc, co robić, zaryzykowałam późniejszym wyśmianiem i dałam znak, że się zgadzam. On wbrew moim oczekiwaniom, bez wontów podniósł "przyjaciela" do pionu i lekko popchnął w stronę najbliższych drzwi. Mówił mu coś do ucha, uśmiechając się wrednie. Miałam złe przeczucia... Trach! Drzwi się zamknęły, a ja wróciłam do rzeczywistości.
- Dyara, ne? - odwróciła się do mnie tyłem i gestem ręki kazała iść za sobą. Mój klan jest znany, lecz żeby na takim odludziu też? 
- My się znamy? - zapytałam.
- Hahah - zaśmiała się krótko, lecz serdecznie - nie, ale Uchihę wyczuję na kilometr. 
- Gdzie jest pani Wirvien? - spytałam, nadal nie zmieniając swojej pozycji. W końcu to do niej przyszliśmy, prawda? 
- Możemy o tym pogadać, kiedy już usiądziemy jak normalni ludzie? - nie była sztywna, czy, no nie wiem poważna, lecz miała w sobie coś, w rodzaju dostojeństwa i wielkiej pewności siebie. 
- Nie, nie możemy. Nie ufam ci, nie znam cię, więc nie mam zamiaru "usiąść, jak normalni ludzie" - nie powiedziałam tego gniewnie, czy coś, tylko chciałam wyglądać na bardziej odważną, niż w rzeczywistości, przez co wyszło lekko za poważnie jak na mnie.
- Była moją babką, ale zmarła miesiąc temu. Mi przepisała ten dom, do tego znam historię twojego rodu, znałam twoją matkę i nie mam zamiaru robić ci krzywdy, wystarczy? - przeniosła ciężar ciała na jedną nogę i splotła ręce na piersi. Odczekała chwilę i powiedziała - nadal mi nie wierzysz? - Jakoś szczególnie przekonana to ja nie byłam. Skąd zna mamę? Kim ona do cholery jest? Blondynka mruknęła pod nosem, poszła korytarzem i zniknęła w trzecich drzwiach, aby po chwili wrócić i przytrzymać mi przed twarzą naszyjnik, który od razu rozpoznałam.
- Skąd go masz? - wyszarpnęłam jej go z ręki, pokazując, że ta rzecz nie należy do niej.
- Czyli go poznajesz? I tak był dla ciebie. U mnie tylko czekał, jest twój. Teraz możemy już iść? -  pokiwałam twierdząco głową. Mama nosiła go, gdy byłam jeszcze dzieckiem. Nie dała go tej lady bez powodu. Natychmiast cudo wylądowało na mojej szyi. Srebrne, z wygrawerowanym znakiem klanu. Znów wspomnienia…
Szłyśmy tym samym niskim korytarzykiem, obłożonym boazerią, aż dotarłyśmy do trzecich drzwi po lewo, tych w których ostatnio blondyna zniknęła. Pani domu, chyba mogę ją tak nazwać, otworzyła je przede mną i gestem ręki zaprosiła do środka. Stanie tyłem do nowopoznanego jest...
Odwróciłam się natychmiast, czując zagrożenie. W ułamku sekundy, dzięki sharinganowi widziałam zmierzające ku mojemu brzuchowi kunai. Popatrzyłam w oczy swojej przeciwniczce, wprowadzając ją w genjutsu. Wszystko trwało krócej, niż jedna sekunda. Niewytrenowane oko mało co by zobaczyło. Zauważyłam, że z kolejnym poziomem kakkei genkai, zdecydowanie łatwiej jest mi używać iluzji. Ta, którą utworzyłam teraz, niczym nie różni się od pomieszczenia, w którym się znajdujemy. 
Genjutsu to sztuka kontrolowania umysłu i chakry przeciwnika, która wymaga bardzo dobrej koncentracji własnej chakry. Zadaniem tych jutsu jest zmylenie wroga lub jego zaatakowanie. Mogę za jego pomocą zadawać obrażenia fizyczne i psychiczne. To potężna broń,  po którą rzadko sięgam, z racji tego, że zużywam na to bardzo dużo siły. Od pierwszej chwili wiedziałam, że ta kobieta jest kimś więcej, niż zwykłym cywilem. Dlatego nie zawahałam się zrobić tego teraz. Sama zdziwiłam się prędkością, z jaką wykonałam tę bądź, co bądź skomplikowaną technikę. W moim świecie odparowałam jej uderzenie swoim kunai'em.  Gdy nasze bronie się ze sobą zetknęły, to samo zrobiły nasze spojrzenia. Przeciwniczka była nieznacznie wyższa ode mnie, więc musiałam lekko podnieść wzrok, abyśmy były na równi. Uśmiechnęła się i z satysfakcją w oczach wyszeptała:
 - Genjustu kai... - w tym momencie moja technika się skończyła, co było dla mnie nie lada szokiem. Jeszcze nikt nie złamał mojej iluzji, a ona zrobiła to tak ... po prostu! 
- Dlaczego mnie atakujesz? – warknęłam, widząc jej całkowite wyluzowanie i minę wprawionej pokerzystki. Może próbowałam też ukryć swoją reakcję?
- Już, już, spokojnie. Musiałam cię sprawdzić – machnęła ręką i ruszyła, chcąc mnie wyminąć w drzwiach. O nie, mnie się nie lekceważy... 
Doskoczyłam do niej, a miałam do pokonania może czterdzieści centymetrów, i przyszpiliłam ją do ściany, wchodząc już mimowolnie do tego zasranego pokoju. Ja chcę tylko dostać odpowiedź na moje pytanie!
- Więc? - chęć niewytłumaczalnego mordu aż promieniowała ode mnie, a ta laska przede mną tylko ją podsycała. Wieści o mamie i jakieś głupie testy, co dalej?!
- Musiałam sprawdzić, czy to, co mówił o tobie Itachi jest prawdą – ten znudzony ton był nie do zniesienia, lecz nawet nie zwróciłam na niego specjalnie uwagi, co zrobiłabym oczywiście w normalnych warunkach, ale tym momencie już wszystko przewróciło się górą do dołu. Nic nie rozumiem, znowu! Awrrr. Czego jeszcze się dziś dowiem?! - Tak też radę ci, abyś usiadła spokojne - wskazała ręką na kanapę - i poczekała na mnie chwilkę.
Zirytowana do granic możliwości klapnęłam na sofę, bo nic innego zrobić nie mogłam, a z tą kobietą musiałam pogadać o, o tym wszystkim. Ona zna Itachi'ego, mamę, a co lepsze mnie również. Skąd? Pojęcia bladego nie miałam. Do tego nadal nie wyszłam z szoku, w jaki mnie wprawiła. Musi być cholernie potężna, jeśli złamała moje genjutsu. Żeby było śmieszniej, powiedziała, że radzi sobie z iluzją Itachi'ego. Kim ona jest w takim razie? Nie słyszałam o człowieku, który byłby do tego zdolny. Kolejna rzecz, która mnie irytuje to to, że kunoichi zwraca się do mnie, jak do dziecka. Czy ja wyglądam, na osobę, która nie wie, co robi? No okej, może się zagalopowałam - często tak jest, ale myślałam, że skrzętnie to ukrywam, a tu wyskakują mi takie kwiatki. Oszaleć można w takich sytuacjach, gdzie wszystko na temat ciebie dzieje się poza tobą. Denerwujące, prawda?
Przeklinając pod nosem zignorowałam całkiem gustowny wystrój pokoju, w którym siedziałam. Wstałam jednak z kanapy w ramach małego rekonesansu. Rozglądając się dokoła, zakodowałam podstawowe informacje, na temat miejsca, w którym się aktualnie znajdowałam. Nadal drewno królowało zawsze i wszędzie, lecz ten pokój, w porównaniu do korytarza, wydawał mi się czystszy. Czyżby nasza wszechmogąca tu spała? Aha! To prawda. W rogu, jakby we wnęce, za szafą stało łóżko. Wchodząc nie zauważyłam go. Dopiero wkładając łeb w tę swoistą dziurę, udało mi sie ujrzeć owy przedmiot. Ile ja bym dała teraz za takie łóżko…
- Śpiąca? – spytała wrednie kunoichi, wchodząc do pomieszczenia z tacką pełną jedzenia. Moje oczy wyglądały jak dwa wielkie spodki, na widok takiej ilości żarcia. Mam nadzieję, że tylko ust nie otworzyłam i, że ślinka nie zaczęła mi cieknąć widząc ten jadalny raj.
- Nie – na potwierdzenie swoich słów, szybko i zgrabnie powróciłam na kanapę.
- Przecież widzę, że tak. Worki pod oczami nie kłamią. Do tego najedzona chyba też nie jesteś, jedz – kiwnęła głową na stolik, na którym położyła jedzenie. Zastanawiałam się,  czy nie jest to zatrute, ale raz się żyje. Powoli zaczęłam konsumować przepyszne żarcie. Gdy skończyłam jeść pierwszą kanapę usłyszałam - twój brat też nigdy nie chce przyznać się do swoich słabości – gdy wymawiała ostatnie zdanie uśmiechnęła się. 
- Cały czas o nim wspominasz. Macie ze sobą coś wspólnego? – nurtujące mnie pytanie, w końcu padło. Potem zapytam o mamę. Spokojnie, zdążę. Założyłam nogę, na nogę i czekałam. Kobieta chyba lekko się speszyła, bo nie odpowiedziała przez kilka minut, które ja spożytkowałam na przyglądaniu się jej. Miała na sobie czarne, przylegające do ciała spodnie i taką samą bluzkę z dekoltem. Faceci określiliby ją, jako seksowną. No dobra, to jest prawda… Kurde. Nie wdałam się w Uchih’ów, pod względem wyglądu. Już, cicho. Moje kompleksy dają o sobie znać, a miały zniknąć.
- Żebyś wiedziała, jak wiele… - nawet nie zauważyłam, gdy usiadła na fotelu naprzeciwko mnie. Siedziała po turecku, robiąc palcami młynek, aby czymś zająć ręce, aby tylko na mnie nie patrzeć. Ostatnio mnie bombardowała tymi swoimi spojrzeniami, a teraz co? 
- Czyli? – spytałam powoli. Nie, żebym ją popędzała, czy coś ale…
- Heh – mruknęła, przestając bawić się rękoma. Teraz je złączyła i zapatrzyła się na krajobraz nocy za oknem. O! Pełnia. Jak ja kocham księ – nie jest zwykłym przyjacielem – gdybym miała coś w buzi, to bym ją tym opluła. Niechcący oczywiście – no nie patrz się tak na mnie – chyba ją dodatkowo speszyłam.
- Co mam przez to rozumieć? – odechciało mi się spać. Takie newsy są warte nawet zarwanej nocy. 
- Jesteśmy narzeczeństwem – odpowiedziała po chwili milczenia. Prawie spadłam z sofy.
- Ty on, on, ty – „on” to była moja lewa ręka, „ty” prawa. Żywo nimi gestykulowałam, próbując dłonie złączyć, ale za cholerę mi nie wychodziło. Lekkie oszołomienie, to mało powiedziane.
- Zaskoczona? – spytała, jakby to nie było oczywiste.
- Tak tro-chę…
Cisza. Ja trawiłam zdobyte przed chwilą, nierealne wręcz informacje, cały czas pocierając palcami naszyjnik mamy, a kobieta uśmiechała się nieśmiało sama do siebie - Zacznijmy od początku. Jak się nazywasz? Skąd jesteś? Jaki masz związek z moją rodziną? – nie do końca jeszcze wyszłam z szoku, w jaki wprowadziła mnie ta kobieta, co mnie chyba trochę tłumaczy, mam nadzieję...
- Imrin Urinai. Nie wiem skąd pochodzę, ale wychowała mnie twoja matka.
***
Ohayo. To, co się dzieje teraz w moim życiu to istny Armagedon. Treningi, robienie lepszej kondycji, szkoła, konkursy, awrrrr! Od zarąbania rzeczy na głowie. Właśnie dlatego, rozdział nie jest taki, jaki być powinien. Wybaczcie mi. Mam pomysły, lecz, jak widać w słowa jakoś specjalnie ubrać ich nie umiem. Zauważyłam, że moje opowiadanko straciło swych fanów. Ehhh. Szkoda, a było tak miło...
Bywajcie!




19 komentarzy:

  1. Pierwsza! Zaraz skomentuję, żeby mi tu nikt nie wszedł w paradę. :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobra już jestem i przeczytałam rozdział. Nie wiem jak Ty to zrobiłaś, właśnie komentowałam Ci poprzedni rozdział. weszłam na swojego bloga, patrzę, a tu Nasza droga Sheeiren Imai 5 minut temu dodała rozdział. No nie mogę, wcięło mnie! Hehe... Okey, teraz na temat rozdziału. Wydaje mi się, że Sakura nie umarła tak całkiem, może jest w śpiączce, czy coś. Myślę, że o tym świadczy właśnie nowy Shuringan w jednym oku.
      Mam tylko jedno "ale" , opis "Genjutsu" kopiowałaś co nie? Powinnaś go wkleić jako "zwykły tekst" wtedy nie będzie tych białych pasków w tle.
      Po za tym to był super, jak zawsze z resztą. :3

      Usuń
    2. Witaj ;)
      No właśnie to poprawiłam. Też mnie to irytowało xd
      Dzięki za komentarz ;)

      Usuń
  2. Hehe, druga :)
    Oj, nie przesadzaj z tym brakiem fanów. Trochę ich masz, zobaczysz, że jutro będzie tu od cholery komentarzy :)
    No, ale teraz przejdę do konkretów.
    Podobnie jak CarpeDiem mam nadzieję, że Sakura nie umarła tak do końca i jej hipoteza strasznie mi się podoba :)
    Poza tym... Itachi... Narzeczona... Nie, no! Nic dodać, nic ująć. Zszokowałaś mnie totalnie, tak trzymaj!
    Co jeszcze...
    Czuję, że niedługo zaliczymy spotkanie z Sasuke, więc czekam z zapartym tchem :P
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To narzeczeństwo to samo przyszło przed chwilą. Właśnie zastanawiam się, co mam z tym zrobić dalej xD

      Usuń
  3. Ach, skąd ja to znam.. Tez się wysłowić nie umiem.. A ruch na blogspocie zaczyna się od godziny 17 więc wiesz.. Spoko luzik xP
    Wybacz, ale cię klepnę, ne? ^w^ Wbijaj:
    http://konohasunastories.blogspot.com/2012/11/organizacyjna-6.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Na przyszłość proszę dodawać bezpośrednie adresy do rozdziału, a nie do bloga podczas zapisywania się do Nowych Rozdziałów. [spis-fanfiction].

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej. Zapraszam na rozdział III :)
    tsuki-no-kuroi-me
    Z góry przepraszam za SPAM, jeśli sobie tego nie życzysz to napisz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem w twoich obserwatorach i przychodzą mi powiadomienia. Przeczytam w wolnym czasie.

      Usuń
  6. Ojej.
    Na początku chytrze mnie wprowadziłas w błąd, bo sądziłam, że osobą atakującą jest kolejna kobieta, a nie ta sama "narzeczona", przez co miałam potem komplikacje.
    Plątalas się w zdaniach, bo momentami były za długie.
    Czy Dyara nie miała juz Magekyou? Przecież uzyskała go podczas lekcji z Itachim i była dumna, że nie musiała nikogo zabijać.
    Akcja... weźmy moment walki. Nie dalas odczuc jej gwałtowności. Ogółem rozdzial wyszedł monotonjejszy i nie twierdzę, że to źle, ale jeśli wprowadziłas jakieś szybsze wydarzenia, to daj to poczuć. Tylko była jedna wzmianka, że "walka" trwala bardzo krótko. A poza tym: nic. Ech, a szkoda.
    Ogółem nieco intrygujące są te wzmianki o narzeczenstwie, matce... Ale przyznam, że wręcz zżera mnie ciekawość z powodu Raito. Lyara mówiła o spotkaniu kogoś z przeszłości, moze o niego chodziło.
    Tutaj teraz nie chce mi się pisać, ale w najbliższych mailach możemy się jeszcze co do opowiadania skonsultować: jak zawsze mam dużo do powiedzenia...
    A właśnie, sporo mnie ostatnio się na tym blogu zrobiło xd
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Dobrze, że jesteś, wiesz? Chyba sama zapominam swoje opowiadanie, staczam się...
      Dzięki, w weekend wszystko poprawię ;)

      Usuń
  7. Twoja wersja o klanie Uchiha jest nawet lepsza od oryginału. Twoje opowiadanie jest inspirujące i bardzo ciekawe. Jeszcze nigdy nie czytałam tak dobrego tekstu. Szacunek dziewczyno. ;D
    Juulka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu muszę zaprzeczyć, ponieważ oryginał jest klasyką i nic go nie przebije <3
      Ale bardzo dziękuję ;)

      Usuń
  8. No to dojebałaś! Że Itachi ma narzeczoną? MÓJ Itachi?! ;<<
    Jakoś mi ta Imrin nie podpadła, nie wiem może z zazdrości (xD) a może muszę lepiej poznać jej postać ;D
    Wreszcie Dyara jest znowu taka zdecydowana, bo coś ostatnio często była zamyślona, okazywała słabości itd.
    Muszę przyznać, że w tym rozdziale narracja i przemyślenia bohaterki są trochę chaotyczne, ale ogólnie jest okej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu prawie wszystko jest chaotyczne...
      Jestem w trakcie nanoszenia poprawek, bo jak zaczęłam czytać to od początku doszłam do wniosku, że czeka mnie wiele pracy...

      Usuń
  9. Zaintrygowałaś mnie tą końcówką. I ta seks szprycha narzeczoną Itachiego? Czemu nie? Ale skoro są razem to musi mieć coś za uszami,nie?:D

    OdpowiedzUsuń
  10. Na początku myślałam, że to może jakaś daleka krewna, kuzynka czy ktoś taki, ale nie spodziewałam się, iż to NARZECZONA ITASIA. Dlaczego ona jest taka silna? ;o Lekko mnie to zaskoczyło. No i to, że wychowywała ją mama naszego ukochanego rodzeństwa. :o ^^ Ciekawy pomysł.
    Dyara bardzo, ale to bardzo użala się nad sobą. Trochę pod tym względem przypomina mnie. xD

    OdpowiedzUsuń
  11. Jejku, jak ja dawno nie czytałam Twojego bloga ;) Szkoła mnie dobiła totalnie, a później przygniotły mnie nowe książki, a potem natłok innych blogów, o których istnieniu zapomniałam :o Ale ja się nie dam - wolne jest w końcu xd Jednak bardzo, ale to bardzo chciałam wiedzieć, co będzie dalej no i się pojawiłam :) Hmm... Już nie lubię tej narzeczonej Itachiego ;p Nie wiem czemu, ale najlepiej Itachi mi się widzi, jak jest wolny :D Chociaż teraz to taki zakazany owoc trochę xd
    Pozdrawiam, życzę Smacznego Jajka i zapraszam do mnie ^^

    OdpowiedzUsuń