środa, 31 października 2012

Rozdział XVIII

- Musimy iść – powiedział, a ja bezwiednie go posłuchałam. Byłam w rozsypce. Coś co udało mi się zbudować w Konoha, znów obróciło się w proch. Teraz nie obchodziło mnie, gdzie szłam bo  i tak, nie miałam dokąd wracać, co było równoważne z tym, że nikt się mną nie interesował. Nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać?
- Kuchiyose no jutsu - Liara wyskoczyła z obłoków pary w trybie natychmiastowym. Rozejrzałam się dookoła. Mignęła mi jedynie przed oczami twarz mojego "wybawcy" oraz małe zwierzątko.
- Ohayo - łasica przywróciła mnie do rzeczywistości.
- Masz natychmiast biec do Konohy. Znajdź informacje o stanie zdrowia wszystkich osób, które zostały zranione podczas pożaru. Zgony też w to wchodzą. Szczególnie interesuje mnie Sakura Haruno. Weź ze sobą Lvar'a. Szybciej wam to pójdzie we dwójkę. Pamiętaj, co ci mówiłam o pracy zespołowej. Postaraj się znaleźć moją katanę i pieniądze, które zawsze chowam pod łóżkiem. Ruszaj i bez dyskusji - szybko ucięłam swój arcyoptymistyczny monolog. Liara chyba zauważyła, że coś było ze mną nie tak, bo nie miała ani słowa pretensji, a to do niej niepodobne. Zwierzak jednak ku memu zdziwieniu zniknął tak szybko, jak sie pojawił.
Prawdę mówiąc, to śmierć Sakury jeszcze do mnie nie dotarła. Nie wiedziałam, czy kiedykolwiek dotrze. Wątpiłam, aby udało jej się przeżyć. W cuda już dawno przestałam wierzyć. Powinnam mieć "nadzieję", chyba tak się to nazywa. Jeśli nawet trafiłam z nazwą, to i tak nic to nie zmienia. Płonne marzenia i tym podobne. Można sobie przyszłość zaplanować? No nie sądzę. Ja zawsze chciałam tylko pozostać w Konoha, nic więcej. Teraz nawet to mi odebrano. Głębiej wnikając w moją sytuację, to chyba nie mam już nic do stracenia. Moje życie to jakaś pogmatwana układanka, gdzie nie ma ani jednego pasującego klocka. Do tego, żeby było śmieszniej, wszystkie są w różnych kolorach. Osobno każdy z nich ma swój urok, lecz gdy je ze sobą połączysz, dostajesz okropną, bezsensowną całość.
Myśląc znowu nad tym wszystkim, co się ze mną dzieje, wymyśliłam, zgadniecie co?. Tak, znowu macie rację! Jedno, wielkie, kształtne NIC, znowu!
Czasem mam wrażenie, że moje życie to taki pociąg, a wagoniki to jego elementy. Kiedyś mi powiedziano, że nie ma wagonika, którego nie idzie odczepić. Czy na pewno? No nie do końca. Są ludzie, których z serca nie wyrzucisz. Nawet jakbyś się bardzo starała, spełznie to na niczym. W moim przypadku wagoniki zbyt często zmieniają swoje tory,  mijając się z resztą pociągu. Raz odchodzą, raz przychodzą i tak w kółko, w zależności od możliwości powrotu na właściwy kurs. Najgorsze jest to, że ta możliwość zwykle jest, tylko samotny wagonik nie umie jej wykorzystać. A gdy już to jakimś cudem zrobi, odłączy się przy najbliższej okazji, aby jechać samemu bez celu, na przekór wszystkiemu.
Nigdy nie wiedziałam, na kim mogłam polegać, a na kim nie, bo i tak w końcu ten ktoś kiedyś odejdzie, aby w przyszłości powrócić. To chyba nie jest zbyt skomplikowane, prawda? No przepraszam, może na początku. Lecz z biegiem czasu przyzwyczajasz się, że twoje życie to jedna, wielka farsa. A samej sobie często nie możesz ufać.
Westchnęłam i popatrzyłam na kompana. Ledwo go widziałam w tej szarówce, która ogarniała naszą dwójkę. Cholera, teraz jeszcze od niego jestem uzależniona. Nie mam ubrań, pieniędzy, broni, rodziny. Dopiero teraz do mnie dotarło, że jestem nukein'em i to ... straszne. Tak bardzo chciałam tego uniknąć, miałam mieszkać w Liściu, mieć rodzinę... Cholera, mam dość! Nie chcę być nikim.
- Uchiha, odpocznijmy - powiedział Raito, ale użył tonu, którego jeszcze u niego dzisiaj nie słyszałam. Brzmiało to tak hmmm, no po prostu inaczej. Nie umiałam tego określić, lecz skojarzyło mi się to z głosem Kiby… Prrrrr, nie! – potrząsnęłam głową, jakby w geście przeczącym, na co Raito zareagował jedynie posyłając mi litościwe spojrzenie.
- Gdzie jesteśmy? - spytałam, może bardziej warknęłam i przeciągnęłam się, rozprostowując obolałe plecy.
- Interesuje cię to? - spytał szczerze zdziwiony i zaskoczony moją zmianą nastroju.
- Oczywiście, że tak - wysyczałam,  mrużąc oczy.
- Pf...- tylko na tyle było go stać.
- Tak myślałam – kurwa! Jestem wściekła! Nawet nie wiem, gdzie biegłam przez tyle godzin. Tak to jest, jak polegasz na kimś, nawet, przez tak krótki okres czasu.
- Wiem, tak mniej więcej. Itachi pokazał mi mapę tylko na chwilę – znowu o nim wspomina. Co chce tym osiągnąć? 
- Wybiegliśmy na wschód, zachód, północ, czy południe? - zaczęło się robić zimno, a moje zęby też postanowiły to głośno zaanonsować. Zaraz sie ściemni. Gdzie ja będę spać?!
- Północ - odpowiedział natychmiast. A więc poruszamy się w znanych mi mniej więcej rejonach.
- Biegliśmy jakieś trzy, cztery godziny. Mijaliśmy jakąś wioskę? - pokręcił przecząco głową - a jakąś polanę?
- Tak, całkiem sporą - zaczął pocierać przedramiona dłońmi. Widzę, że nie tylko ja marznę...
- Dawno temu?
- Jakieś dwadzieścia minut temu.
- Cały czas biegliśmy w tym samym kierunku?
- Ehe...- przeciągał sylaby, jak znudzone dziecko. Nie, przecież wcale mnie to nie irytuje.
- Już wiem, gdzie będę spać. Idziesz ze mną, czy zmierzasz w jakimś konkretnym kierunku? – zapytałam, przytupując z zimna. Serio robiło się chłodno. Co do niego, hmm. Niby obojętne mi, co ze sobą zrobi, ale z drugiej strony nie chciałam być na razie, tak całkiem sama. Łasice są dobrym towarzystwem, ale na krótką metę.  
- Jak księżniczkę ochraniać, to do końca - odpowiedział ironicznie.
- Powiem ci, że do księcia na białym koniu, to ci jeszcze daleko - przeszłam obok niego, potrącając barkiem jego ramię. Tak, wyrósł przez te lata...
- Pf - on znowu wydał z siebie ten irytujący odgłos! No nieważne. Jak dostaniemy się do gospody, to będzie już z górki.
Zerwałam się do biegu, a chwilę po tym, usłyszałam Raito za sobą.  Uśmiechnęłam się pod nosem. Ciekawe, czy nie ma co ze sobą zrobić, czy po prostu chce iść ze mną, czy może Itachi ma z tym coś wspólnego? Miałam mnóstwo pytań bez odpowiedzi - kolejna irytująca rzecz. Wspominałam już może dzisiaj, że wszystko mnie irytuje? Nagle wokół nas zrobiło się jasno. Nie wiedziałam, co się dzieje, dopóki nie spojrzałam za siebie. Raito wyzwolił trochę chakry i stworzył światło, w dodatku … promieniujące ciepłem!
- Pozer – prychnęłam, ale tak naprawdę chciałam się jednak ogrzać, a nie za bardzo wiedziałam, jak to zrobić aby się do niego nie zbliżać. Jak na zawołanie stworzył wokół siebie barierę, podobną do tej sprzed lat i zatrzymał się na moment.
- Co znowu? – spytałam zdenerwowana. Już chcę być na miejscu!
- Zimno ci. Prawda? – odpowiedział, wiedząc, że ma nade mną w tej kwestii przewagę.
- Tak – no przecież nie powiem mu prawdy. Wyśmiałby mnie, a ja mam swój honor.
- Twoje szczękające zęby mówią co innego – musiał mieć rację? Awrrr, jak ja nie lubię takich sytuacji. Przewróciłam lakonicznie oczami i popatrzyłam na niego wyczekująco. Doskonale widziałam jego sylwetkę na ciemnym tle, więc miałam na co patrzeć.
- Możemy już ruszać?
- Biegnij bliżej mnie. Mogę ją – wskazał na otaczającą go łunę – poszerzyć, ale też nie jakoś specjalnie. Po prostu bądź obok, a wszystko będzie okej – czy to zdanie miało jakiś podtekst? Miałam nadzieję, że nie... Znów ruszyliśmy tylko tym razem bliżej siebie, a ja znów odpłynęłam ze swoimi myślami w odległy, daleki świat… Jakoś to, że Sakura zginęła nie podziałało na mnie tak, jak podobna wieść kilka lat temu. Może to, co kiedyś usłyszałam od świni Ino, że jestem tylko "maszyną do zabijania", to prawda?
Wróciłam do siebie ze swych przemyśleń, gdy przed oczami zamigotały mi latarnie „Wirvien”. Średniej wielkości, drewniany budynek był coraz bliżej. Jedną z wielu rzeczy, które mi się z tym miejscem kojarzą, to wygodne łóżka. Aaa, no i dobre jedzenie. Nareszcie!
- To tu? – usłyszałam koło swojego ucha i lekko się przestraszyłam. Zapomniałam o tym idiocie obok.
- Chyba tak – ucięłam.
Chwilę potem znajdowaliśmy się już pod drzwiami „Wirvien”. W mojej pamięci, to miejsce uplasowało się całkiem wysoko. Lecz teraz wydawało mi się, że coś tu nie gra. Czemu? Nie miałam pojęcia. A, już wiem! Nazywa się to przeczucie!
Podeszłam do drzwi i trzykrotnie zapukałam. Raito, mój osobisty ”ochroniarz”, nie odchodził ode mnie o krok, więc staliśmy ramię w ramię. Staliśmy i staliśmy, i … staliśmy. Chłopak wkurzył się i powtórzył wykonaną przeze mnie chwilę temu czynność.
- Nie pomyliłaś adre… - i w tym momencie drzwi się otworzyły. Stanął w nich wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. Zamiast tradycyjnego dla tego miejsca powitania, usłyszeliśmy:
- Czego tu – fuj. Z jego paszczy, bo inaczej tej nieurodziwej twarzy nazwać się nie dało, zaleciało nieświeżą rybą. Dopiero teraz doleciał do mnie smród, jakim ten człowiek emanował w całości. Kiedy on ostatni raz się mył? Wnioskowałam, że dawno.
- My do pani Wirvien – odezwałam się spokojnie. Takie sprawy najlepiej załatwiać dyplomatycznie, jednak ANBU czegoś uczy.
- Nie ma jej - odburknął groźnie, a ja wyczułam u niego teraz alkohol.
- A gdzie możemy ją znaleźć? - spytał zniecierpliwiony Raito.
- Nie wiem. Spieprzajcie stąd - warknął i chciał zamknąć nam drzwi przed nosem. O nie, nie, nie, nie...
- Hola, hola. Zadałam ci pytanie - wetknęłam stopę pomiędzy drzwi, a framugę, uniemożliwiając facetowi zamknięcie nam wejścia.
- Sztphrrr - wydał z siebie właśnie taki, nieartykułowany odgłos, po czym z zadziwiającą szybkością, jak na człowieka po procentach, wyrzucił rękę do przodu, chcąc mnie uderzyć. Natychmiast zablokowałam lekko niespodziewany cios. W tym samym praktycznie czasie, drugą ręką usiłował pchnąć mnie w bok sztyletem, który ni stąd, ni zowąd, znalazł się w jego łapie. Tu zadziałał Raito napierając na gościa z jakąś zwierzęcą agresją. Wszystko działo się przez zaledwie dwie sekundy. Mój „ochroniarz” kopnął wroga, „wkładając” go mimowolnie do domu i rzucił na podłogę, wykręcając jego ramię.
- Skąd masz ten sztylet?! – krzyknął do nieznajomego.
- A co cię to dzieciaku obchodzi? – warknął przez zaciśnięte zęby. Nie żeby się popluł przy okazji, czy coś…
- A żebyś kurwa wiedział, że dużo! – aby zaakcentować swą furię, gdy wymówił ostatnie słowo, przycisnął kolesia do podłogi jeszcze bardziej. On na to zaskomlał, jak zbity pies, ale słowem się nie odezwał – ODPOWIADAJ, JAK DO CIEBIE MÓWIĘ! – kompletnie nie poznawałam Raito. W jednej chwili stał się taki, jak… Sasuke, po śmierci rodziców. Wspomnienia napłynęły falami. Odruchowo przyciągnęłam ręce do szyi, przypominając sobie, jak mocno brat mnie za nią trzymał w chwili, gdy znalazł mnie oglądającą albumy. Oparłam się o ścianę, bo musiałam chwilę odsapnąć. Ogarnąć siebie i swoją przeszłość. Raito, to nie Sasuke, Raito, to nie Sas…
- Co się tu do cholery dzieje?! – po domostwie rozległ się doniosły, żeński głos. Po chwili pojawiła się jego właścicielka – A wy to kim jesteście i – przeciągnęła samogłoskę, przyglądając się nam - co tu robicie?
***
Ohayo. Rozdział jest cienki. Nie chodzi o to, że pisany na szybko, czy coś. Po prostu wydaje mi się nudny, jakby nie było w nim akcji. Starałam się go jakoś urozmaicić, ale, jak widać nie wyszło mi. Moja "dusza pisarska" została lekko nadszarpnięta, gdy zdałam sobie sprawę, z wielu moich błędów i gaf, popełnionych w tym opowiadaniu. Serio, jest ich mnóóóstwo. Ale co ja się będę produkować? Sami to ocenicie.

 26.11.2013r
Jest późno, a ja poprawiam błędy na Kyodai, uh. Na pewno wiele z nich nadal pozostało, co mnie trochę deprymuje, ale cóż. Nikt nie jest nieomylny ;)

17 komentarzy:

  1. Każdemu się zdarza 'nadszarpnąć duszę pisarską' :) Także nie martw się i czekaj aż wena wróci :)
    Rozdział... Nie należał do najlepszych na tym blogu, ale nie zmienia to faktu, iż i tak mi się podobał.
    Szczerze powiedziawszy, to niezależnie jaki chłam byś napisała, mi by się podobało, bo jeżeli ma się talent to wszystko ładnie wyjdzie :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohayo. To nie problem z weną, tylko z błędami w teksie xd
      Powiedz, co było w tej notce nie tak. Uwzględnię twoje uwagi na przyszłość ;)

      Usuń
    2. Nic nie było nie tak. Po prostu inaczej zrozumiałam kilka zdań pod koniec notki. Chociaż przeżywałam jakieś dziwne deja vu, jakbym to już czytała, chodzi o początek. Ale lepiej nie wnikać w moje przemyślenia :D
      A więc jak wena jest, to baaaaardzo dobrze :)

      Usuń
  2. - Dlaczego shinobi są wyznania chrześcijańskiego? O.o Ten "Bóg" wielką literą pasuje tam jak pięść do nosa.
    - Zaimki osobowe piszemy małą literą. Tylko i wyłącznie w listach/posaniach stosujemy wielką
    - Zapis dialogów jest kłopotliwy, najpierw cwierćpauza, a następnie, po linii dialogowej, półpauza. Niej Twój Word się zdecyduje (bo to wygląda na robotę autokorekty, poszperaj w opcjach).
    - "okres czasu" to bardzo zły zwrot, pleonazm jak w mordę strzelił. Okres albo czas, bo w tym kontekście wypowiedzi te słowa są tożsame.
    - jestem bardzo przeciwna jakimkolwiek japońskim zwrotom w fanfikach polskojęzycznych, chyba że idzie o nazwy własne. Makaronizmy są passe, że pozwolę sobie na żart sytuacyjny.
    + Narracja personalna wychodzi fajnie, nie cykasz się z prezentowaniem emocji bohaterki i wykorzystujesz możliwości, jakie ten typ narracji oferuje. Narracja głośna, łatwo "usłyszeć" myśli i wrażenia
    +/- Zdarza Ci się odbijać nieco za bardzo w stronę mangi i w dialogi wpisywać pomruki, Uchihowe hympf i podobne. W przeciwieństwie do komiksów, w prozie coś takiego się nie sprawdza. Od dziwnych dźwięków masz narratora.
    + Dbasz o zachowanie równowagi między częścią opisową a dialogową.
    + A skoro jesteś świadoma błędów, to kopytkuj poprawiać i pisz dalej ;)

    http://www.fanfiction.net/~ched

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A teraz podziwiajcie! To jest przykład komentarza na jakie czekam.
      Coś nie prądzi? - Napisz co, a poprawię.
      Wszystkie błędy językowe itd. też się zaliczają, więc również daj znać, jak je zauważysz. Chcę, aby to opowiadanie było dopracowane, a sama nie wszystko zrobię.

      Z Ched spotykam się po raz pierwszy, aczkolwiek profesjonalizm aż bije od jej wypowiedzi.

      Btw. Ched. Niektóre przytoczone przez ciebie pojęcia są dla mnie conajmniej abstrakcyjne, aczkolwiek postaram się poprawić moje zaległości. Dzięki za wyłapanie tych kruczków ;)

      Usuń
    2. Jak chcesz w Wordzie zrobić półpauze to dwa myśliniki obok siebie nie oddzielone spacją.
      Taka rada na przyszłość :).
      Rozdział czytałam i pytanie, czy dałoby się wpleść trochę zboczonych scen ;p?

      Usuń
    3. Nie wiem czym są półpauzy i ćwierćpauzy xd ale się dowiem. Te sceny, hmmm. Zastanawiałam się nad tym. Jeszcze zobaczymy, ale czemu nie? ;>

      Usuń
  3. Witaj! Oceniajace o-pieprz.blogspot.com zapraszają na ocenę bloga opieprz.blog.onet.pl! Jedyna taka okazja! REWOLUCJA na Opieprzu!

    Zapraszamy!
    o-pieprz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Ohayo!

    Rozdział naprawdę mi się podobał, ale się dzieje, nie ma co. Biedna, och biedna... Ach... Nie wiem co powiedzieć. Moim zdaniem było BOSKO i tyle, a jak ktoś myśli inaczej to ja mu dam, och... ( W tym momencie mierzę wszystkich morderczym wzrokiem) . ;3

    Napisz szybko coś nowego, nie mogę się już doczekać jak się to skończy!

    Pozdrawiam ciepło! :3

    OdpowiedzUsuń
  5. No, od ostatniego komentarza minęło kilka godz, pewnie się stęskniłas ;)
    Rozdział bardzo mi się spodobał. Chciałabym wyrazić to jakoś konstruktywniej, ale jakby nie wiem, co napisać. To moze tak: zgrabnie wyszło, że nie dalas tu jakiś nowych, żywszych akcji - sporo się działo z tym pożarem, Sakurą itd, wiec teraz bardziej monotonny rozdział jest jak najbardziej na miejscu. Dalej... nie wiesz, jaką ochotę mam na dalsze czytanie, głównie z powodu Raito - sprawy w chwili obecnej mocno intrygującej :) Ładnie się wgłębiłaś w Dyarę, ale gdyby tak jeszcze więcej... No dobra, wiesz, że walczę o jak największą ilość tekstu, mimo małej ilości wolnego czasu. Błędów wytykać nie będę, bo bylo ich stosunkowo mało (inter.) za to warto zwrócić uwagę na konstrukcję niektórych zdań (czasem miałam wrażenie, że zaplątałas się w słowach). "Cię" itd pisane sa u cb z wielkiej litery. Bohaterowie zwracają się do sb z małej (zwracałam na to uwagę juz kilka razy!), tak jak w książkach. No i ostatnie... nie za mocne słowa się zdarzają? ;)
    Ogółem rozwój fabuły zdecydowanie przypadł mi do gustu, z niecierpliwością będę czekac na możliwość przeczytania następnego.

    OdpowiedzUsuń
  6. Twoi bohaterowie często wydają z siebie niezidentyfikowane odgłosy zamiast słów, że tak zauważyłam xD
    Hmm a cóż to mu nie pod pasowało w tym sztylecie ;>

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham te twoje rozważania z wagonikami :D Całe twoje życie i przeżycia możesz określić za pomocą wagoników :D

    OdpowiedzUsuń
  8. "Hmpf" <3
    Coś za bardzo się nasza Dyara nie przejęła tą Sakurą...
    Końcówka bardzo mi się podobała. Wredny, śmierdzący pijak. >.< Dobrze, że Raito go trochę ogarnął.
    Zastanawiam się, czy on naprawdę jest tak podobny do Sasuke...^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Mi się bardzo podobało to porównanie życia do pociągu. Jak ty na to wpadłaś? To jest świetne! Nigdy więcej nie waż się pisać, że jesteś kiepską pisarką. Chociaż zdziwiło mnie ogromnie, że Dyara, która we wcześniejszym rozdziale tak martwiła się o Sakurę teraz właściwie przestaje się całkiem przejmować jej losem. W końcu traktowała ją jak siostrę. W jednym moim pomyśle na historię główna bohaterka, po stracie siostry dostaje takich schiz, że trafia do wariatkowa. Wolałabym, żebyś zrobiła Dyarę jednak nieco czulszą, żeby nie była tą "maszyną do zabijania". To tyle. Rozdział fajny i w ogóle. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohayo ;)
      Dyara powoli się zmienia, potem będzie to widoczne.
      Taka jest jednak przypadłość Uchiha, brak serca lub jego duży niedobór ;)
      Dziękuję za komentarz ;D

      Usuń