wtorek, 23 października 2012

Rozdział XVII

- Raito...
Przez chwilę miałam wrażenie, że znajduję się w równoległym wszechświecie, że to tylko jakiś głupi żart, a ja zaraz wrócę normalności, czyli bycia przykutą do ściany bez towarzystwa mojego starego znajomego. Co on tu robił?! Jego wizyta tu, już kompletnie poprzestawiała mi w głowie wszystko, co było możliwe. Najpierw mnie aresztują, potem zakuwają w kajdany pod napięciem, następnie mam styczność z Korzeniem i próbą czytania mi w myślach, po czym co najlepsze, w jakimś nie znanym mi celu, do mojego chwilowego więzienia wchodzi chłopak z mojej starej drużyny.
- Uchiha? - spytał niskim, głębokim, lecz lekko niepewnym głosem.
- Yamura - teraz już na sto procent byłam pewna, że to on. Nadal nie miałam jednak bladego pojęcia, czego ode mnie chciał.
- Nieźle cię urządzili - rzucił sarkastycznie. Zgromiłam go wzrokiem.
- Co tu robisz? - nie wiedziałam, czy mogłam mu ufać. Nie powinnam, nie mogłam... A może jednak? Awrrr...
- Ratuję księżniczkę z opałów - powiedział ironicznie i podszedł do mnie. Zaufać mu? Jednak słabo to widzę. Popatrzył na moje kajdanki, posłał spojrzenie typu - jesteś żałosna - po czym używając chakry, swoim światłem rozwalił moje "więzienie". Nie wiedziałam, że teraz funkcjonuje to jak laser… Zrobił to tak szybko, że z braku podpory upadłabym na podłogę, gdyby mnie nie złapał. 
Niech on mnie zostawi, jest za blisko! Odepchnęłam go lekko od siebie, pokazując, że sobie poradzę. Jedynym chłopakiem, który się do mnie zbliżył był Kiba i on, ale byłam wtedy dzieckiem. Mogę uznać to za mój kolejny życiowy błąd? Nie lubię dotyku innych ludzi. Do tego wspomnianego wyżej przyzwyczaiłam się, więc z biegiem czasu nie czułam się już tak źle, jak z początku.
Stanęłam na nogi, rozmasowałam obolałe nadgarstki, podniosłam głowę do góry i spojrzałam w jego oczy. Po zaledwie minucie spędzonej z nim zauważyłam, jak bardzo się zmienił i  fizycznie i psychicznie. Kiedyś ostoja spokoju, a teraz? Tak naprawdę, nie znałam chłopaka, który stał przede mną. Znów nasuwało mi się pytanie, co on tu do cholery robił?
- Czemu to zrobiłeś, kto ci kazał? - na pewno nie dlatego, że się o mnie martwił. Nie widzieliśmy się tyle lat i nagle on, ratuje mnie w najmniej oczekiwanym momencie. Nie, nie ratuje, po prostu pomaga w niewygodnej sytuacji. Przecież bez jego pomocy też dałabym sobie radę, kiedyś...
- Nie mamy na to czasu. Będę miał ochotę, to ci to później wytłumaczę. Idziesz ze mną, czy mam cię przykuć z powrotem? - jego dłoń znajdowała się już na klamce, a mówił do mnie będąc obrócony barkiem.
- Głupie pytania zadajesz, Yamura - powiedziałam i wyminęłam go przy drzwiach.
- Dyara - na dźwięk mojego imienia odwróciłam się. Doszłam do wniosku, że  jego ustach moje imię brzmi lepiej, niż nazwisko. Raito rzucił w moją stronę kaburę, którą szybko złapałam - przyda ci się, prawda? - pokiwałam lekko głową i otworzyłam drzwi. 
W tym momencie chłopak złapał mnie za ramię i pociągnął w swoją stronę, a wynikiem tego było moje przyciśnięcie do ściany, spowodowane jego ciałem. No świetnie... Zaczęły mną wstrząsać dreszcze. W oczach miałam tylko przerażenie, z tak bliskiej relacji. Uspokoiłam się dopiero, gdy położył palec na ustach i na migi powiedział, że ktoś idzie. Po prostu mój umysł zajął się czymś innym.
Rzeczywiście w korytarzu usłyszałam kroki - szybkie i miarowe. Kiedy tylko zobaczyłam cień nadchodzącego, Raito zniknął mi z oczu, bo już był przy tamtym gościu, którym okazał się ... Sai? Mój "wybawca" zarżnął go, jak świnię, w jednej chwili. Bez zbędnych sentymentów wyjął kunai z jego serca i wytarł o ubranie zabitego. Patrzyłam na to ze zgrozą. Ten spokojny, opanowany dzieciak, u którego szukałam w pewnym czasie pocieszenia. Ten, który mówił, że nie zabija bez powodu, zrobił to.
- Będziesz tak stać, czy możemy już iść? – rzucił, będąc już odwróconym do mnie plecami. Jedyne, na co było mnie stać, to powłóczenie nogi za nogą w jego kierunku - Hej, hej, nie za szybko? - mruknął szeptem. Nawet nie zauważyłam, kiedy go wyminęłam. Popatrzyłam na niego lekko nieobecnym wzrokiem - Wiem, o czym myślisz, uwierz mi. Nie jest ci łatwo, ale musimy uciec.
- Hai - szepnęłam cicho, aczkolwiek w sobie już zbierałam się do walki.
Biegliśmy białym korytarzem. W zasięgu mojego wzroku znajdował się tylko jeden zakręt, który po chwili minęliśmy. Po kilkunastu metrach spotkaliśmy rozwidlenie. Skręciliśmy w lewo. Potem znowu, i znowu, i znowu. O mało nie dostałam palpitacji serca, gdy z pierwszych drzwi jakie tu widziałam, wyskoczył mężczyzna. Instynktownie kunai poszło w ruch. Trafiło tam, gdzie zawsze chciałam, aby trafiało. Cios w samo serce - śmiertelny.  W tym momencie Raito popatrzył na mnie przez chwilę, jakby z podziwem i ruszył dalej, a ja za nim. Czułam się jak w jakimś idiotycznym śnie, gdzie ktoś mną steruje, a ja się tylko przyglądam.
Kolejne zakręty i kolejni shinobi korzenia spotkani po drodze. Ja zabiłam tylko jednego. On aż pięciu. Powoli zaczynał mnie przerażać ten "sen". Byliśmy już chyba w ostatnim korytarzu, gdy nagle wszędzie zrobiło się czerwono, a syreny alarmowe żyły własnym życiem.
- Kuso - usłyszałam tuż obok - szybciej - popędził mnie. Z kopniaka otworzył drzwi i wpadliśmy do czarnego, małego pomieszczenia - Odsuń się - same polecenia. Co ja jestem, tresowany zwierzak? Muszę zapamiętać, aby w przyszłości się tak przed nim nie płaszczyć. Chwila, czy właśnie pomyślałam, że on będzie elementem mojej przyszłości? Ehh. Złe rozumowanie Dyara, złe.
Złożył dwie pieczęcie i najzwyczajniej w świecie wypalił dziurę w ścianie, po czym gestem ręki pokazał, że mam przez nią przejść. Okazało się, że znaleźliśmy się na dworze. Rozpoznałam okolicę. Byliśmy bardzo blisko tego miejsca mieszkałam z Sakurą. O Boże! Kompletnie o niej zapomniałam! Jak ona musi się o mnie martwić! Cudem biegliśmy akurat w dobrym kierunku, musiałam jej wszystko wyjaśnić.
- Szybciej, szybciej! - usłyszałam za plecami. Korzeń już się zorientował, cholera... Jedna przecznica i będziemy na miejscu! BUM! Wystrzeliło działo skierowane na nas. Uniknęliśmy go, ale niedaleko stojący budynek już nie. Odwróciłam się i spojrzałam na niego.
Nie, nie, nie! Przecież to mój dom! Zerwałam się i jak najszybciej popędziłam w jego kierunku. Nie mogę jej tam zostawić! Mogą mnie złapać, nie obchodzi mnie to! To wszystko przeze mnie! Jestem jej coś winna, za to wszystko, co dla mnie zrobiła! Pożar szalał w pełnej krasie. Wybuchł w jednej chwili, przeze mnie! Byłam już blisko, gdy Raito złapał mnie za rękę i krzyknął.
- Nie możesz tam iść, rozumiesz?!  Nie możesz! - biła od niego szczerość i ja sama również wiedziałam, że mówił prawdę, ale nie chciałam przyjąć tego do wiadomości. Uchiha się nie poddają, walczą do końca. Wyrwałam mu się i pomknęłam w stronę dachu budynku. Zatrzymałam się na innym, oczywiście nie z własnej woli - Stój! Widzisz? Straż już weszła do środka. Nic już nie zrobisz! Możesz się jedynie zdemaskować! Itachi powiedział, że masz się nie rzucać w oczy - moment, Itachi?!
- A więc mój brat jest w to zamieszany?! To jeszcze większy powód, aby jej pomóc. Ona jest wszystkim, co mnie tu trzyma! - wykrzyczałam mu to prosto w twarz. Dlaczego na niego krzyczę, zamiast pomagać Sakurze?!
- Nie pozwolę ci - skoczył na mnie i zrzucił nas z dachu na ulicę oddaloną od mojego starego domu. Wylądowaliśmy na twardej, piaskowej ulicy, wywracając przy okazji dwa stoiska z owocami.
- Puść mnie idioto! - zaczęłam się szarpać. Byłam na skraju wyczerpania nerwowego, niech on mnie do cholery odstawi!
- Tam są, tam! - usłyszeliśmy krzyki pościgu.
- Teraz mogę cię puścić - sapnął zmachany Raito. Skorzystałam z okazji i umknęłam w stronę pożaru.
- Dyara, do diaska! Nie będę z tobą postępował jak z bachorem! – krzyknął zirytowany.
Wskoczyłam ponownie na dach, aby mieć widok na dom. W oknie zobaczyłam Sakurę, która dusiła się, umierała i  patrzyła prosto na mnie. Dom stał w płomieniach. Łuna śmierci, była widoczna z drugiego końca wioski. Ludzie dookoła biegali, nie wiedząc, co robić. Jedni próbowali wejść do środka, a inni tylko się przyglądali, jak ja... Raito odciągnął mnie w momencie, gdy kunai miało trafić prosto w moje ciało. Uciekłam, jak tchórz. Uciekłam, śladem chłopaka. 
Gdy mój mózg przetrawił to wszystko po raz kolejny byłam już daleko. W wielkim zamieszaniu, udało nam się ukryć i zwiać. Otaczał nas las. Słychać było szum liści i dźwięk każdej pękniętej, nadepniętej przeze mnie gałązki. Zrobiłam się nagle wyczulona na punkcie takich odgłosów. Raito się do mnie nie odzywał. Patrzył się przed siebie i co chwilę poganiał ręką, gdyż Korzeń nadal nas gonił. Nadal będąc w jakimś dziwnym amoku odwróciłam się i spostrzegłam, że tylko dwoje shinobi pozostało nam na ogonie. Moja Sakura nie żyje...
Zatrzymałam się, więc pościg również. Znajdowaliśmy się na jakiejś małej plance, otoczonej drzewami. Mogliśmy walczyć, nie obawiając się, że posiłki szybko nadejdą, byliśmy już daleko.
- Wy! To wasza wina! - krzyknęłam i rzuciłam się na nich z krzykiem, bez jakiegokolwiek przygotowania. Nie powstrzymało mnie to jednak, do formowania dłońmi pieczęci. Jutsu, które miałam zamiar wykonać nie było udoskonalone w stu procentach, niestety. Ale chwilowa sytuacja mnie do tego zobowiązuje - Gekiretsuna hakai!*
Ogień pomknął z moich rąk i oplótł przerażonych wrogów. Widziałam na ich twarzach to, co chciałam widzieć. Cierpienie i strach. Tak, strach. Rozłożyłam otwarte dłonie, czując, że mam właśnie władzę na ich życuem, po czym szybko zacisnęłam je w pięści. Po shinobich Korzenia pozostała tylko garstka popiołu. Spłonęli doszczętnie, a zasoby mojej chakry zostały uszczuplone. Ta dwójka miała na twarzach maski. A jeśli zabiłam kogoś znajomego?
Upadłam na kolana i zaczęłam płakać. Sakura nie żyje, nie pomogłam jej, gdy mnie potrzebowała. Zabiłam ludzi, trojga dziś pozbawiłam życia. Kim ja tak właściwie jestem?  Nie mam domu, nie mam już nikogo bliskiego, zostałam sama. Jestem tchórzem, tchórzem!
Ktoś dotknął mojego ramienia. Natychmiast wstałam i przyparłam Raito do drzewa.
- To przez ciebie ona nie żyje! Trzeba było mnie nie ratować! Mogłam gnić w tym więzieniu, ale ona by żyła! - wykrzyczałam mu to prosto w twarz, cała zapłakana. Dobrze wiedziałam, że to nie jego wina. Bądź, co bądź, chciał pomóc, na swój sposób, ale… On na moje wrzaski  jedynie złapał mnie za ręce i powiedział:

- Musimy iść.



*Gekiretsuna hakai - ognista zagłada

***
Ohayo. Blogger przyprawia mnie o niemałą irytację. Rozumiecie, rozdziały się kasują i tym podobne. Zdenerwowałam się, usiadłam i napisałam całe to wyżej w ostatnie 2,5h. Choroba lekko psuje mi pozytywne myślenie, ale mówi się trudno i płynie się dalej...
Może macie jakieś pomysły na dalsze losy naszych dwóch bohaterów? Czy opowiadanie ma się kręcić wokół nich, jako pary, czy tylko pobocznie lub może Raito w ogóle nie być. Jestem ciekawa waszych obiekcji. I ostatnia rzecz:

KOMENTARZE NIE GRYZĄ, A MOTYWUJĄ.

Dziękuję.

26.11.2013r

Uhuuhuh. Się porobiło.

27 komentarzy:

  1. Szczerze? Przez to wydarzenie Raito stał się w moich oczach wrednym chamem więc proszę, niech on nie będzie z Dyarą, ani w ogóle się z nią nie zadaje!!!.
    A propos' dalszych losów to Dyara pasowałaby mi do Akatsuki
    Pozdrawiem!
    Asoka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asoka tobie wszytsko pasuje do Akatsuki xd
      Ale oczywiście, wezmę to pod uwagę ^^

      Usuń
  2. Dzisiaj lub jutro przeczytam rozdział i dopiero wtedy odpowiem na pytanie :)
    Pozdrawiam
    P.s. jak ja się cieszę, że nie mam problemów z blogspotem... stracic cały rozdzial: masakra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam.
      Ekhem... a wiec: źle. Bardzo źle. Tylko spokojnie! Opowiadanie świetne. Widać, że pisałas to drugi raz i to bardzo. Wszystko przeleciało tak szybko i kompletnie bez emocji, że totalnie się nie wczułam. Ktoś umarł, ktoś się wściekł, ktoś byl opanowany - właściwie jakbyś napisała rozdział o takiej treści, niewiele by się zmieniło w moim odbiorze. Całkowicie rozumiem tego powód - utrata rozdziału, również składam mu cześć, ale bez przegięcia. Jedyne w co się jako-tako zaangażowałam, to ta "obojętność" Raito. Nic więcej. Powinnas dużo bardziej emocjonalnie opisać moment pożaru, sam szok, że on powstał. Bo jak dla mnie, odniosłas taki sam skutek, jakbyś napisała, że dom po prostu spłonął, chociaż zawarłas informacje o rozpaczy z powdu śmierci Sakury itp.
      Co więcej: wydarzenia naprawdę... SUPER - żeby nie przesadzić ;) Ale źle opisane :(
      Tak wiec: sama fabuła jestem zachwycona, jednak swoim brakiem zaangażowania mnie zawiodłas (coś mam wrażenie, że od tego rozdziału będziesz pisać najpierw w innym programie, a dopiero potem kopiować na blogspota)
      Co d Twojego pytania... pomysłów tyle, że jakbym miała wypisać, to bym prędzej dobila setki lat, a jestem nastolatka. Jak zapewne wiele osob. To jest Twoje opowiadanie i Ty masz sama zajmować się fabuła. Bo zagryze :P Dlatego nie napisze swoich koncepcji - bardzo bym chciała przeczytać to, co sama wymyślisz i jestem pewna, że się nie zawiode. Ja naprawdę w Ciebie wierzę i sądzę, że nikt nie zadecyduje lepiej od właśnie Ciebie.
      A teraz co do wątku romansu... nie wiem, jakby to wyszlo w twoim wykonaniu. Wrednie nie napiszę, czego chcę i nie zaglosuje a tego powodu w ankiecie- mam nadzieje, ze nie zezlosci Cie to, jednak jestem przekonana, ze w takim wypadku powinny wyplynac Twoje pomysły. To są Twoje postacie i Ty wiesz najlepiej, czy powinny być razem, czy też chłopaka nie powinno być np w ogóle. Zrób tak, jak czujesz. :) taka właśnie twórczość mam ochotę poczytać ze wzgledu na Twoj styl. Chociaż w niektórych przypadkach popieram pytanie się czytelników, u Ciebie to sie, jak dla mnie, nie sprawdzi. Tak piszesz i bardzo mi się to podoba :)
      Czekam na next z niecierpliwością
      Pozdrawiam
      http://naruto-wiezi-historia.blogspot.com/

      Usuń
  3. A i jeszcze jedno... uciekaj przed oklepaniem! Ono często gania autorów i ich prześladuje, lubi wyskakiwac spod lozek i straszyc po nocach, wiec miej sie na bacznosci - azczegol, ze jestes bardziej doswiadczona ode mnie :D. Co prawda, nie kojarze (mam nadzieję, że nie tylko z powodu zmęczenia) jakiś powtarzających się wątków, ale jak zobaczyłam pierwszy komentarz (Asoki), to się przeraziłam - ileż ja juz czytAłam takich historii...
    Dobra, to chyba wszystko. Jeszcze tylko sprawdze łóżko, czy żaden koszmar pisarzy się pod nim nie czai i w końcu mogę odpocząć :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi tak, będę pisać w wordzie, jak robiłam to dotychczas, nie wliczając dwóch ostatnich rozdziałów -.-
      Tak wiem. Ten rozdział jest spierdolony. Siedzę i myślę o przeredagowaniu go. To nie taki zły pomysł xd
      Jeśli odczułaś tą obojętność Raito, to o to mi chodziło. Mogłabym się zacząć tłumaczyć, że była w tak wielim szoku, że to do niej nie doszło, ale nie mam zamiaru :3
      Nareszcie ktoś mi napisał co o tym myśli! Ktoś na mnie "nakrzyczał" i powiedział, co jest źle - mrah. Takie przesłodzone, krótkie komentarze: ooo super rozdział, czekam na next'a - irytują mnie cholernie -.-
      A propo fabuły. Bardzo dziękuję za słowa pochwały ^^ Nigdy nie napisałam jakiegoś planu wydarzeń, czy czegoś. Wszystko wychodzi w praniu. Sama się dziwię, że to się tak zgrywa czasem xd
      Za zawód przepraszam, postaram się nadrobić. Napisałaś, że w ten się nie wczułaś, to w reszcie było inaczej? Serio dało się wyczuć emocje bohaterów? Nie wierzę :x Miło mi, że szanujesz moje decyzje jako autorki i chcesz znać tylko i wyłącznie moją wersję ^^
      Uwierz mi jest na tym świecie mało osób, które przewyższam doświadczeniem w kwestii pisania... Ty do nich nie należysz na 100 %
      Akatsuki mi to kompletnie nie gra szczerze mówiąc (sorrry Asoka xd)
      I tak obiektywnie, czy jakieś wątki się powtarzają? Wiesz, chodzi o to oklepanie.
      Nad tym romansem się zastanawiem. Sama jeszcze nie wiem, co z tego wyjdzie.

      Co myślisz o wprowadzeniu kilku zmian ( dodaniu emocji) do rozdziału?

      Ps. Możesz mi taki opierdol sprawiać po każdym rozdziale :3
      W końcu będę wiedziała, na czym mam się skupić ;)

      Usuń
    2. Maguda nie rozumiem o co ci chodzi. Ja tylko wyrażam swoją opinię, ale wiem, że autor/autorka może wsadzić to sobie gdzieś. Nic nie narzucam.

      Usuń
    3. Spokojnie, tylko się nie pogryźcie :3

      Usuń
    4. Spoko, chcę tylko zrozumieć o co jej chodzi.

      Usuń
    5. Prawdopodobnie o to, że jest już mnóstwo historii związanych z Akatsuki i to trochę oklepany temat i nie za bardzo pasuje do historii ;)

      Usuń
    6. Chodziło mi o to, że nie spodobał mi się pomysł Dyary w Akastuki. Nic więcej, ale najwyraźniej zbyt mocno dałam to do zrozumienia. Nie miałam na myśli niczego złego, po prostu wyraziłam swoje zdanie i tak, jak w twojej sytuacji, autorka moze się nim nie przejąć. Asoko, oczywiscie nic nie mam do cb i twoich pomysłów, po prostu tak wyszło :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Hej. Znalazłam Twój blog na szabloniarni i postanowiłam wpaść, gdyż szukam blogów o tematyce naruto ^.^
    Bardzo podoba mi się głowna bohaterka. Wydaje sie być bardzo odważna i posiadać umiejęności pozwalające jej sie bronić. Zna również techniki, które również potrafi zastosować. A poza tym pomysl z siostrą braci Uchiha bardzo mi się podoba.
    Polubiłam Rait, który wydał mi się wporządku, w końcu uratowal ją, ale szczęcie nie bylo gra, gdyż niestety bohaterka doczekała śmierci Sakury z którą mieszkała. Widok duszącej sie Sakury w oknie musiał być straszny!!
    Zastanawia mnie gdzie Raito zabrał dziewczynę? Czytając rozdział mam wrażenie, że ten chłopak ma ukryte intencje...
    Jeśli chodzi o treść notki, to mi czytało się fajnie i żałuje, że rozdział tak szybko się skończył :-( Nie zauważyłam jakiś błędów, fajnie opisujesz co robi bohaterka, a nad emocjami można popracować. Zresztą owiele lepiej piszesz ode mnie i naprawdę sporo można się od ciebie nauczyc.
    Masz śliczny szablon!!
    Była bym bardzo wdzięczna jakbyś informowała mnie o każdej nowści na twoim blogu
    Jak znajdziesz czas to zapraszam na http://revenge-of-the-warrior.blogspot.co.uk/ gdzie zaczynam pisać opowiadanie o itachim uchiha i jego dziewczynie - Isarabi
    Mogę dodać twój blog do swoich linków?
    Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział!!
    A nick "Potterówna" to niedługo zmienie, to pozostałość po wcześniejszym blogu ^.^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohayo ;)
      Jakiś natłok czytaczy mojego bloga dziś xD
      Każda krytyka jest tu bardzo mile widziana ;) Wiem, nad emocjami muszę popracować. Aczkolwiek nie oczekujmy cudów od fizczyki xd
      Podpowiem Ci tyle, że dobrze zgadłaś z tymi intencjami. Szablon przepiękny, wiem <3 Jill kocham Cię za niego *.* W linkach chętnie się znajdę :3

      Każdy blog o Itasiu przeczytam <3
      Zemsta wojny hmmm. Brzmi całkiem ciekawie ;D Jeśli chcesz być informowana, zapisz się do obserwatorów ;) łatwy i szybki sposób.

      Ogólnie ten rozdział sprawił mi najwięcej kłopotów, ale to w poprzedniej notce xd

      Dziękuję za miłe słowa, a na twój blog chętnie zajrzę :D

      Usuń
    2. Hej. Dziękuję za komentarz. Wiem, że robię mnóstwo blędów,oczywiście je poprawię [jutro, bo dzisiaj muszę iść już spać], ogólnie mam niewyobrażalnie ogromny problem z ortografią.
      Postać Itachiego również jest moją ulubioną. Jeśli chodzi o imię Isarabi, to kiedyś czytałam blog [chyba o tematyce SN] i to imię tam padło.
      Jutro wpadne do Ciebie i przeczytam rozdział u ciebie.
      Dziękuję za pomoc raz jeszcze.
      Pozdrawiam
      PS: obecny szablon jest tymczsowy, czekam na szablon który zamówiłam [na nim oczywiście będzie itaś].
      PS; Przperaszam, że powtarzam ten komentarz, ale dopiero teraz uświadomiłam sobie, że zostawiłam swoją odpowiedz na twoim drugim blogu.

      Usuń
  5. Moja droga, biorę się właśnie za aktualizację Katalogowo, więc również za dodanie Ciebie.
    Sęk w tym, że jako kategorię podałaś FanFiction, a podkategorię: Naruto. W samej zakładce FF istnieje już podkategoria "Manga&anime" i dla mnie byłoby wygodniejsze wstawić tam Twoje blogi, ponieważ myślę, że rozdrabnianie się w tej sytuacji nie ma większego sensu, jednak wolę poznać Twoje zdanie na ten temat. Jakby co, chwilowo wstawię do "m&a", ale jeśli dalej się upierasz przy "Naruto", napisz pod swoim zgłoszeniem lub pod najnowszym postem.
    Przepraszam za problem i pozdrawiam serdecznie.
    [www.katalogowo.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej. Dzięki za komentarz. Skąd wniosek, że Isarabi i Itachi są rodziną? Fakt pochodzą z jednego klanu, ich ojcowie się znali, podobnie jak główna bohaterka i Itaś, ale nie są rodziną. Itachi podejrzewał,, że za zmianą Isarabi stoi jej ojciec, z którym Uchiha chciał "pogadać", ale to w następnych rozdziałach.
    I moje opowiadanie jest o Isarabi i Itachim, których połączyło wspaniałe uczucie, ale czy im się uda być razem? Zobaczymy ^.^
    Dzięki Twoim radom staram się pracować nad gramatyczną stroną notek :D
    A kiedy u Ciebie nowy rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  7. Ajajajaj, dlaczego uśmierciłaś Sakurę?
    Yhm, dobra, zły początek.
    Więc rozdział ładny, ale zabrakło mi opisów. Wiesz, to tak jakby pstryknąć palcami i... już, cała akcja. Rozbuduj to, troszeczkę :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że jest tu mnóstwo niedociągnięć, ale staram się, jak mogę...

      Usuń
  8. Piszę z bloga oceny-opowiadan. Zgłosiłaś się do mojej kolejki. Przejrzałam pobieżnie Twojego bloga i to nie jest moja tematyka. Nie chciałabym pisać odmowy, bo to moja wina, że nie zawarłam tego w informacjach o sobie (zaraz to poprawię), więc prosiłabym o zmianę oceniającej. Zawsze mogę podjąć się oceny, ale nie będzie ona wtedy ani wnikliwa, ani sensowna, więc myślę, iż przejście do innej kolejki będzie najlepszym rozwiązaniem.
    Przepraszam za kłopot ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej kochana. Wpadłam powiedzieć, że zmieniłam nick z potterówna na Loreen i, że dodałam Twój blog do swoich linków.
    Czekam na rozdział u Ciebie :*
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Nawet wspomniałas o mnie w końcówce, jak miło <3
    No dobra, a wiec rozdział:
    Zwykle nie pochwalalm zmieniania notek, ale w tej sytuacji uważam to za całkowicie uzasadnione. Jestem bardzo zadowolona z efektów, poprawiłas rozdział na zdecydowanie lepszy. Mogłam się lepiej wczuć etc (zarzuty z poprzednich komentarzy zniwelowane) :) Jedyne do zarzucenia... błędy. Zdarzają się (przecież sama sporo popełniam), ale jako czytelniczka mogę sobie wygranąć xd

    OdpowiedzUsuń
  11. Ochh tyle się działo w tym rozdziale xD
    Po pierwsze śmierć Sai'a, no i ten pościg, 'wystrzelili z działa'? To ninja używają takich rzeczy?
    No i myślę, że raczej nie uśmierciłaś Sakury, ale jeśli stała przy oknie to bez problemu mogła je zbić i wyskoczyć, albo zejść po ścianie używając chakry - w końcu jest kunoichi. Podoba mi się końcowe jutsu, ale to jasne, że jest śmiertelne, więc skoro nie chce zabijać to po co go użyła?
    Ciekawa ta wzmianka o Sasuke, że on i Raito współpracują?
    Przy okazji z Raito się przystojniaczek zrobił xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie problem jest w tym, że nie mogła ;>
      Wyjaśnię z czasem, spokojnie ;)
      Emm, także znów możemy podziwiać mą cudowną pamięć. Itachi i Raito, mój błąd.
      Skąd się tu wzięły działa? Wymyśliłam sobie je :D

      Usuń
  12. Jak mogłaś uśmiercić Sakurę?! Chociaż coś mi się wydaję, że ona wcale nie zginie. Raito to jednak całkiem przystojny gość :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Kurde w sumie jakby to wszystko przemyśleć, głównie problemy są przez tą jedną głupią decyzję Konohy. Gdyby Itachi nie dostał tej okropnie misji nie doszłoby do tego wszystkiego. Ale może byłoby nudno xd Przynajmniej coś się dzieje i nie jest nudno.
    Sakura nie żyje...Taa..xd
    Trochę ten komentarz beznadziejnyc, ale mam nadzieję, że mi wybaczysz. Jest późno + jestem na tel. ;/

    OdpowiedzUsuń






  14. Aaaaa, Sakura umarła ;p Szkoda ;p Ale grunt, że.... RAITO <3 jest znowu !!! Kurde, coś mam nie ten teges z tym Raito ;) Ciekawe, co się dalej potoczy :)
    Pozdrawiam^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaa, początek się nie wysyła, co za shit!

      Usuń