sobota, 6 października 2012

Rozdział XVI

Zastygłam w miejscu, stojąc w pozycji obronnej, nasłuchując. Po kilku sekundach, usłyszałam w końcu wyczekiwany, cichutki szelest. Natychmiast w tę stronę odrzuciłam kunai, a  sharingan cały czas czekał w gotowości. Broń niestety nie doleciała do celu, co potwierdził dźwięk zderzenia metalu z kamieniem. Eh... koniec z tą dziecinadą. 
Uaktywniłam kakkei genkai i wiedziałam już wszystko. Ułożyłam odpowiednie pieczęci, po czym krzyknęłam:
- Kai! - Dwie ogniste łasice pomknęły w kierunku wroga. To połączenie sharingan’a - zlokalizowania celu, chakry ognia, błyskawic, łasic oraz pieczęci. To bardzo skomplikowane jutsu, wymagające sporej koncentracji. 
Wytworzone zwierzęta dopadły wroga i przypiekły go trochę. Następnie do akcji ruszyły błyskawice, które sparaliżowały agresora. Później pieczęć zablokowała jego chakrę, a łasice zniknęły i pozostałam sam na sam z kimś w stroju ... ANBU? Już prawie byłam przy delikwencie, aczkolwiek przeszkodziło mi w tym głośne "poof". Zamiast zwykłego tajniaka Konohy, pojawił się przede mną ... Akamaru?! Co się...
- Dyara! - krzyknęła postać, biegnąca w moim kierunku. Znów przyjęłam postawę obronną. Żółta żarówka zapaliła się w mojej głowie. Akamaru, czyli Kiba ... Coś mnie znowu ominęło?
- Kim jesteś i czego ode mnie chcesz?! - krzyknęłam w stronę nieznajomego. Jako, że z Itachi'm spotkałam się w nocy, a w przestrzeni czas nie istniał, to teraz było coś koło północy, a ja nie widziałam osoby, z którą rozmawiałam.
- Dyara, to ja - powiedział ninja, po czym zdjął psią maskę, a ja po prostu oniemiałam z wrażenia, będąc kompletnie zdezorientowaną.
- Co ty tu robisz? - spytałam spokojniej, ale nadal trzymając gardę  i będąc ustawioną w pozycji walki. Odchrząknął, po czym  dodał oficjalnym tonem: 
- Z rozkazu Rady Konohy mam za zadanie cię pojmać i sprowadzić do wioski, nawet siłą - nie wiedziałam, co na to odpowiedzieć. Pojmać mnie?! Ale za co...
- Sama pójdę domu. Nie zgubię drogi, o mnie się nie martw - warknęłam. Coraz bardziej ta cała sytuacja mi się nie podobała. Zdenerwowałam się. Właśnie miałam zamiar obrócić się o sto osiemdziesiąt stopni i mieć to wszystko głęboko gdzieś, ale...
- Tylko i wyłącznie pod moja eskortą - dodał Kiba.
- Ty chyba żartujesz - mój wzrok, który wlepiłam w przyjaciela, całkowicie odzwierciedlał, moją chęć zaprzestania tego cyrku.
- Ani trochę - w jego głosie nie było ni krzty pozytywizmu. Jeśli się nie zgodzę to potwierdzę, że mam coś na sumieniu, a przecież nie mam, prawda? Niemoc ludzką rzeczą jest...
- Zgadzam się - odpowiedziałam tonem, którego rzadko używanym, aczkolwiek ta sytuacja była wyjątkowa... Podziałał on na Kibę, wywołując pożądaną reakcję zdezorientowania.
- Mogłabyś sprawić, aby Akamaru wrócił do normy?  - spytał po chwili ciszy, lekko przygnębiony stanem pupila.
- A co będę z tego miała? - powiedziałam spod zmrużonych powiek. Zgadzam się, że to było chamskie, bo bardzo lubię tego psa i ogólnie zwierzęta, ale muszę dbać o swój tyłek...
- Jak to, co będziesz z tego miała? - ledwo wykrztusił to zdanie. W czasie naszej małej konwersacji, nadal obserwowałam otoczenie. Przecież chyba nie przysłali go tu samego.
- No normalnie. A tak na marginesie, to w ogóle, jak to się stało, że jesteś tu sam, bez oddziału? - spytałam podejrzliwie. Coś mi tu nie pasowało.
- Rozdzieliliśmy się dwadzieścia minut temu, aby szybciej przeczesać teren - odpowiedział bez chwili wahania.
- No dobrze... - mruknęłam. Nadal coś mi tu nie prądzi.
- Więc? - wydawał się lekko podenerwowany moją osobą, a chyba tym bardziej moją, chwilową postawą.
- Już idę, idę... - powoli zaczęłam się zbliżać w stronę chłopaka, którego jeszcze tego dnia obdarzyłam czymś, czego nie posmakował jeszcze nikt inny. Źle się z tym czułam. Nadal coś mi się tu nie podobało. Mój instynkt podpowiadał mi, że jak najszybciej powinnam stąd uciec. Cała ta sytuacja była bardzo podejrzana...
Podeszłam jednak do psa, wykreśliłam znaki odwracające na jego ciele, a zwierzakowi wróciło czucie w kończynach, a paraliż odszedł tak szybko, jak przyszedł. Wstał na początku chwiejnie, otrzepał się i po chwili wyglądał i zachowywał jak zwykle. Wkurzyłam się i nie ukrywałam tego. Przecież nic złego nie zrobiłam, a Rada chce mnie zamknąć. Bez słowa ruszyłam biegiem w stronę Konohy. Kiba cały czas deptał mi po piętach, a Akamaru po chwili nie był mu dłużny. 
Dziwnie się czułam w towarzystwie tej dwójki. Szczerze, to myślałam, że inaczej zareaguję na widok chłopaka, z którym tak na prawdę, całowałam się jakieś półtorej godziny temu. Nie powinnam być hmmm, szczęśliwa, czy jakoś tak? Całkiem możliwe by to było, gdyby nie chciał mnie aresztować. Odwróciłam się w jego stronę i od razu nasze spojrzenia skrzyżowały się ze sobą. Nagle zatrzymał się bez wyraźnego powodu, po prostu przystanął, a ja nie wiedziałam dlaczego. Również się zatrzymałam i odwróciłam się do niego z rękami opartymi na biodrach. 
 - Co znowu? - spytałam z wyczuwalną w głosie irytacją.
- Dyara... - powiedział cicho, ledwo słyszalnie - to nie tak miało być - moja mina wyrażała jedną, wielką niepewność. Napięłam mięśnie w gotowości, kiedy Kiba powoli do mnie podchodził. Gdy staliśmy obok siebie na odległość jakiś dziesięciu centymetrów, on nachylił się i pocałował mnie, na co ja nie mogłam zareagować z prostego powodu - obezwładnienia przez konohańskie ANBU. 
Co się do cholery dzieje?! Złapano mnie, podłożono pod nos chusteczkę z rieeli* i dalej była już tylko ciemność...
***
Tfu! Jak ja nienawidzę tego świństwa! Jeżeli użyję go na kimś to będzie oznaczało, że bardzo tej osoby nie lubię. Rieeli to rodzaj zioła, które powoduje natychmiastową utratę przytomności na kilka kolejnych godzin i "wyłączenie zmysłu smaku". Tak, nie będę czuła smaku niczego przez następne kilka godzin. Do tego, jeśli natychmiast usypiasz to logiczne jest, że natychmiast się budzisz. Czemu nie wpadłam na to, żeby otworzyć oczy, jeżeli jestem całkowicie przytomna? Nie ma to, jak czymś zabłysnąć...
Uchyliłam powieki, ale od razu musiałam je zamknąć. Oślepiło mnie przerażająco białe światło. Chyba byłam posadzona przed jakąś lampką, czy coś. Punkt dla mnie - wiem, że siedzę z uwięzionymi rękoma, na jakimś twardym krzesełku. Podejrzewam, że rieeli dodatkowo przytępiło moją zdolność racjonalnego myślenia. Nie wyczułam żadnej chakry, nic nie słyszałam, nic nie widziałam - marzenie. Mogłam jedynie zastanawiać się nad idiotyczną sytuacją, w jakiej się znalazłam. 
Konoha, pojmanie, Rada i ... Kiba. Zdradził mnie. Pies jest wierniejszy niż on - kłamliwa szuja. Wsadził mnie za kratki, a ja nadal nie wiem dlaczego! Jak to jest, że zawsze dowiaduję się o wszystkim ostatnia, wytłumaczy mi ktoś? 
Zaczęłam relacjonować sama sobie przed sobą, moje czyny z ostatnich tygodni. Prócz połamania kilku drzew i stłuczenia kilku talerzy nic nie spieprzyłam. Nawet misje były zaliczane do udanych. Musiałam natychmiast porozmawiać z Naruto. On jest Hokage i na pewno wytłumaczy mi to wielkie nieporozumienie. 
Nagle usłyszałam szczęk otwieranych drzwi. Po chwili lampka zgasła, a ja powoli otworzyłam oczy. Nadal nikt się nie odzywał. Gdy przyzwyczaiłam się już do obecnego, ciemniejszego światła w rogu pokoju dostrzegłam Danzo. No nie wierzę, że nawet Korzeń jest w to zamieszany.
- Nareszcie się obudziłaś, Uchiha - mruknął głębokim, znudzonym głosem, podchodząc do mnie powoli.
- Wypuść mnie stąd. Żądam spotkania z Hokage - powiedziałam spokojnie.
- Hehe - moment ciszy. Wydawał się rozbawiony -  Powiedz mi, czy wszyscy Uchiha są tacy narwani? – mlasnął zniesmaczony - Itachi pewnie nie pochwaliłby twojego zachowania. Trzeba być posłusznym swoim przełożonym, zapomniałaś? - jego głos ociekał wręcz sarkazmem. Nie dość, że wspomniał o Itachi'm, co mnie rozjuszyło, to do tego potępił mnie, jak małe dziecko. Zdenerwowałam się ponownie, lecz nic po sobie nie pokazałam. O nie, nie dam mu tej satysfakcji. 
- Skończyłeś? - starałam się udawać znudzoną. Czy mi wyszło?
- Nabijanie się z ciebie, czy proces wyciągania informacji znanych tylko tobie? - to cwany drań! Wiem, że jedyną taką rzeczą jest Itachi. To, że się z nim spotykam co jakiś czas, że opowiada mi czasem o Akatsuki i swoim życiu. 
- Nie wiem, o czym mówisz - powiedziałam dość przekonująco. Nigdy nie byłam dobrą aktorką, aczkolwiek dziś wychodziło mi to wybornie.
- O tym, że zeszłej nocy spotkałaś się ze swoim braciszkiem. Mylę się? - jak już mówiłam, pewność siebie od niego wręcz biła.
- Tak - odparłam bez chwili wahania.
- Nu, nu, nu - pomachał mi przed twarzą palcem tak, jak karci się dzieci - kłamiesz - nachylił się nade mną - nie nauczyli cię rodzice, że tak nie wolno? - nic nie słyszałam, nic nie słyszałam. On coś sobie gada. Nie słucham go, tylko pracuję na rozwiązaniem sznura, krępującego moje ręce, nic nie słyszałam... - Mówię do ciebie, zdziro! - huknął na mnie - w tym momencie naskoczyłam na niego, przewracając przy okazji na plecy i zamierzając uderzyć go w twarz, lecz w tym momencie Danzo krzyknął - neii! - a mnie związały nowe liny, które "wyskoczyły" ze ścian.
- Kuso - zaklęłam pod nosem. Mężczyzna bez słowa wstał i otrzepał się. Szedł ku mnie w akompaniamencie zabójczego wzroku.
Plask!  Moja twarz odwróciła się bok, po otrzymaniu siarczystego policzka. Jak on śmie... NIE, STOP! Cisza i spokój...
- Wejść! - wydarł się, a do pokoju wkroczyły dwie osoby z Korzenia. Mieli zamaskowane twarze, więc widziałam tylko włosy. Pierwsza weszła dziewczyna, blondynka, a drugi czarnowłosy chłopak - do roboty - rzucił mój "kat", po czym wyszedł z pokoju. Blondynka podeszła do mnie i położyła mi dłonie na skroniach. Starałam się wyrwać, lecz liny skutecznie mi to uniemożliwiły. 
Moment, ona stara się czytać mi w myślach! Zablokowałam się i więcej sobie koleżanka nie popatrzyła. Skapnęłam się dopiero po chwili, więc zdążyła podejrzeć kilka wspomnień, ale nic poza tym. Ej ej, ja znam tą technikę! Prawda zabolała, jak uderzenie bicza.
- Witaj Ino – powiedziałam, patrząc w lazurowe oczy ukryte pod maską. Popatrzyłam również na chłopaka, po czym dodałam - witaj Sai. Nie wiedziałam, że kochacie się tak bardzo, że aż wciągnąłeś ją do tego bagna – spojrzałam na  nich z kpiną - tobie zaś Ino gratuluję wyboru. Na pewno nie dało się wybrać lepiej.
- Zablokowałaś mnie - rzekła przerażona dziewczyna. Przynajmniej tak mi się wydawało lub podpowiadało mi to własne, zawyżone ego. Lubię czuć nad kimś wyższość. Może właśnie ten widok chciałam zobaczyć? A propo, całkowicie mnie zignorowała...
- Oczywiście - mój głos przeciął chwilową ciszę - nikt nie będzie mi grzebał we wspomnieniach - w moich oczach błysnął sharingan, na co Ino obruszyła się jeszcze bardziej. Gniew narastał we mnie z każdą sekundą i tego już nie starałam się go ukrywać.
- Czyli jednak spotkałaś się z najstarszym Uchihą - powiedziała tak, jakby przed chwilą nic się nie stało. Zareagowałam zdecydowanie przeciwnie. Za pomocą kakkei genaki rzuciłam nimi o ścianę. Do teraz nie wiedziałam, że tak potrafię. Nagle w Sali znów pojawił się Danzo.
- Co tu się dzieje?! - ryknął, popatrzył na swych ninja – naii!
Brrrrrrrrrrrrrrr... - ten odgłos nie miał końca. Mój każdy, nieprzewidziany ruch, był niwelowany przez trafiająca do mnie dawkę prądu. Danzo dobrze wiedział, jak mnie zatrzymać. To prawda, że posługuję się błyskawicami, ale na nic mi się to teraz nie zda. Gdyby był to zwykły przepływ prądu mogłabym rozsadzić to wszystko w cholerę i być wolna, lecz problem polegał na tym, że:
1) Nie mogłam używać chakry.
2) Czułam, że prąd mógł płynąć tylko w jedną stronę, czyli nie mogłabym wprowadzić tu swojego.
Przebiegły, stary, manipula...
- Nadal taka mądra? - członek Rady był bardzo zdenerwowany, delikatnie mówiąc. Gestem ręki kazał Ino i Sai'owi wyjść - Porównamy sobie teraz zdobyte informacje, pozostawiając cię z tą zabaweczką.
- Ale... - próbowała coś powiedzieć Ino.
- Nie ma ale, wychodzimy! - i już ich nie było...
***
Stanowczo za długo dyndam w tej pozycji... Nie, żebym narzekała, ale jest mi niewygodnie. Wbrew zapewnieniom Danzo, on i jego "świta" wcale nie pojawili się tak szybko. Grzęzłam tu jak ostatnia idiotka, która dała omamić się facetowi. Pamiętaj na przyszłość Dyara. To tylko zdradzieckie świnie. Każdy, bez wyjątku.
Jakby równocześnie z tą myślą, drzwi otworzyły się i stanął w nich ANBU. Zdziwiło mnie jego zachowanie, bo zdecydowanie odbiegało od przepisów. Gdy się upewnił, że nic mu nie grozi, odwrócił się do mnie, po czym zdjął maskę. Patrzyłam na niego zmęczonym wzrokiem, a zareagowałam tylko jednym słowem:
- Raito...

*rieeli - jak już wspomniałam, to rodzaj zioła, wytworzonego przez mą wyobraźnię
 *** 
Ten rozdział jest mega długi O.o nie spodziewałam się tego, ale tak wyszło i już xd
Proszę o komentarze, one nie gryzą...

Narzekajcie, mówicie, co jest źle, co jest dobrze. Postaram się dostosować. Może macie jakieś sugestie? Też chętnie wysłucham ;) 

26.11.2013r
Rzeczywiście długaśny ten rozdział. Całe cztery strony... Szaleństwo >.<

19 komentarzy:

  1. Pierwsza! Juhuuu!
    Ale do rzeczy.
    Rozdział rzeczywiście dłuuugi.
    Sugestie? Może Dyara dołączy do Akatsuki? Nie wiem.
    Narzekać? Nieeeeeeee. Nie da się xD.

    Ps. Na asoka-i-zakuro-w-akatsuki.blogspot.com pojawił się nowy mega któtki rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  2. ogólnie super ale to powtarzanie się jakby mi nie pasowało.. i jakby lekko wyrwane z kontekstu zdania...
    super że napisałaś czekałam
    trzymam kciuki za nastęne notki<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawiłam, poprawiłam...
      Przepraszam z góry. Było to nie dopatrzenie mojego cudownego i najukochańszego laptopa, lubiącego przestawiać akapity ;)

      Usuń
  3. Uparta Dyara xd Jednak mieć na pieńku z Radą... średni pomysł. No ale, cóż miała robić? Rozdział faktycznie wyszedł długi - dla czytelników to plus :)
    Pozdrawiam i oczywiście czekam na next

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Średni pomysł z punktu autorki na fabułę, czy na jako sytuację Dyary? ;>

      Usuń
    2. W sensie, że Dyara moze mieć problemy, no ale cóż mogła zrobić? :)

      Usuń
  4. Te mamy już wtorek , a nawet prawie środę ;) gdzie coś nowego ?

    I spokojnie ^^ wczytuję się na ile mi czas pozwala, jak na razie jestem na bieżąco ... tz już jestem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A wiec, dziekuje za komentarz.
    (Sorry, ze pisze 'nie po polsku', ale cos mi sie w klawiaturze poprzestawialo.
    Rozdzdzial mi sie bardzo podoba. Dyaar, zadarla z Rada, bardzo niedobrze. W ogole - nigdy ich nie lubilam!
    Pozdrawiam
    Rina S.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ostatnio nie miałam czasu, żeby tu zaglądać, ale obiecuję poprawę :)Umknęły mi dwa rozdziały.
    Zapraszam cię na nową notkę na
    http://anastasiane-reheart-sasusaku.blogspot.com/
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Na Zaczarowane-Szablony jest twoje zamówienia. Zerknij i powiedz, czy Ci się podoba :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrnęłam po kilku dniach do najnowszej notki i strasznie zżera mnie ciekawość cóż to wymyślisz ;>. Dobrze przekombinowałaś fabułę za co duży +.
    Kiba mnie wkurzył ;| co za cham! Noo dobra, wiem że to był rozkaz... że musiał itp. ahhh nie pozostaje mi nic innego jak czekać na next :).
    Weny życzę! Pozdrówka.
    P.S. W wolnej chwili zapraszam do zapoznania się z moim ff:
    http://naruto-oitsuku-yume.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Omg! No nie czaję! Kiba ją zdradził?! Taki wielce w niej zakochany a teraz słucha się Korzenia? Przecież normalne ANBU podlega Hokage a nie Danzo! No i jeszcze Sai i Ino?
    Podoba mi się ta jej wymyślona technika ale trochę się nią przechwalała no i moim zdaniem powinna wypytać Kibe pod jakim zarzutem jest aresztowana xd
    Ogółem fajnie, wiedziałam, że Raito się jeszcze pojawi :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiba to taki frajer?! Nie! Podstępna szuja. A wątek Raito, jest zaskakujący. Płynę więc dalej :D

    OdpowiedzUsuń
  11. To teraz wszystko się odwróciło, Kiba rani Dyarę? Jakoś to do niego niepodobne.
    Danzo - głupi, stary dziad, którego najchętniej bym zabiła.
    Końcówka zaskakująca, nie spodziewałam się Ratio...
    Trochę się musiałaś nagłowić nad tymi technikami. Dobrze wypadły. :DD

    OdpowiedzUsuń
  12. Niesamowity rozdział! Ciekawy opis walki ;p Szkoda mi Dyary. Może i to pojmanie robi ciekawą akcję no ale i tak mi jej szkoda xD Chciałabym, żeby tak teraz Itachi wkroczył do akcji i ją zabrał xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, i teraz zmienię chyba moje nastawienie do Kiby -.- Głupek ;p

      Usuń