wtorek, 11 września 2012

Rozdział XIV


Powoli wybudzałam się, odbierając po kolei bodźce z zewnątrz. Ta drzemka była dziwna. Ogólnie rzadko coś mi się śniło. Jeżeli już, to od wielkiej hecy wracały wspomnienia, ale nic po za tym. Przynajmniej teraz, bo kiedyś, z początku... Nawet nie chcę myśleć o tych koszmarach, przez które budziłam się w nocy z krzykiem. Dziś jednak było inaczej. Mój sen – jeśli mogę go tak nazwać – dotyczył jedzenia, a mianowicie szybujących kurczaków - podpieczonych, w sosie własnym takich, jakie lubię. To co najmniej dziwna sytuacja. Nie miałam wybujałej wyobraźni, a widziałam fruwające mięso. Może fiksuję przez te tabletki?

Już całkiem rozespana przetarłam oczy, wyczuwając zapachy dolatujące z kuchni. Czy to nie ja miałam robić ten obiad? Popatrzyłam za okno – no już chyba kolację. Usiadłam na kanapie. Musiałam chwilę poczekać, za nim wstałam, bo często łapały mnie mroczki, przez co czasem traciłam kontakt, na jakieś pięć sekund i budziłam się na podłodze – irytująca przypadłość. Przeciągnęłam się z cichym ziewnięciem, poprawiłam buty i podążyłam do kuchni. 

Z pomieszczenia dochodziły melodyjne gwizdy. Dopiero, gdy stanęłam w drzwiach zobaczyłam, kto jest ich przyczyną. Kiba w świetle zapalonej lampy, w zielonym fartuszku w białe kropki, z drewnianą łyżką w ręku, tańczył do własnej muzyki. Wyglądało to bardzo śmiesznie, przez co roześmiałam się. Chłopak mnie zauważył i … zawstydził się? Zawstydzony Kiba – niezwykłe połączenie, niespotykane wręcz. Momentalnie przestał gwizdać i opanował się. Chyba się we mnie zapatrzył, przynajmniej tak mi się wydawało. Dopiero po chwili, zorientowałam się czemu. Opierałam się o futrynę, z nienaturalnie podwiniętą koszulką, potarganymi po spaniu włosami i lekko czerwona, z powodu gorąca, jakie panowało w kuchni, z głupim uśmieszkiem na twarzy. Skarciłam się w myślach, ale co to dało?

- Kiba? – spytałam niepewnie. Prawie niezauważalnie, że niby naturalnie poprawiłam bluzkę.

- Hm? – ocknął się, lecz jeszcze przez chwilę nie wiedział, o co chodzi. Kompletnie obudził go już swąd przypalającego się mięsa – Shimatta! – krzyknął, gdy zorientował się, co tak śmierdzi. Założył rękawice ochronne i otworzył piekarnik, z którego buchnął żar. Wyjął ze środka tacę i położył na blacie. Szybko zjawiłam się obok nieudolnego kucharza – Kuso – przeklął, na co ja się tylko lekko uśmiechnęłam.

- To co dzisiaj jemy? – powiedziałam i wskoczyłam na blat koło okna, wygodnie się usadawiając, po czym ostentacyjnie wzięłam do ręki w pełni soczystą gruszkę. Następnie ugryzłam kęs, cały czas patrząc na zdezorientowanego w tym momencie chłopaka.

- Wredna jesteś, wiesz? – rzekł, niby to z wyrzutem. Skomentowałam to tylko ledwo słyszalnym prychnięciem i odwróciłam głowę, aby popatrzeć na ogród. Właśnie myślałam nad posianiem trawy w miejscu, gdzie stał śmietnik, gdy dosłownie oberwałam mąką po twarzy. 

Obruszyłam się w stronę Kiby. Wyglądał jakby nigdy nic, stojąc w tym fartuszku i próbując uratować resztki swego dania. Zmrużyłam oczy i powoli sięgnęłam ręką do solniczki, znajdującej się obok. Bach! Mój współlokator zaczął koncert w wykonaniu własnym, w postaci różnego rodzaju kichnięć. Gdy już się opanował, spojrzał się na mnie. 

Zobaczył tylko siedzącą na blacie dziewczynę, uśmiechającą się z satysfakcją. Teraz już bez podchodów, wziął kolejną porcję białego proszku do ręki i jawnie sypnął mi w nią twarz, czemu towarzyszył okrzyk: HA! Zaczęłam uśmiechać się jeszcze szerzej, na samą myśl tego, co zamierzałam zrobić. Kiba wyglądał na wytrąconego z równowagi. Dokładnie o to mi chodziło. Szybko złożyłam potrzebne pieczęcie, po czym powiedziałam tylko, jedno słowo: katon. Spalony już kurczak, zjarał się doszczętnie. Przez moment Izunuka nie wiedział, co się stało. Ale, gdy się już jednak połapał…

- Osz ty… - sapnął i zaczął zmierzać w moim kierunku. Ja natomiast, widząc, że nie miał dobrych zamiarów, zeskoczyłam z dotychczasowego miejsca i wybiegłam z kuchni, kierując się do łazienki, w której można było się zamknąć i przeczekać napad Kiby.

Szlag by to trafił! W przejściu leżał Akamaru, którego nie zauważyłam, więc logiczne było, że wylądowałam plackiem na podłodze. Chłopak wykorzystał to i unieruchomił mnie, siedząc mi na plecach.

- Cały czas taka mądra? – szepnął mi prosto do ucha, wywołując u mnie jakieś dziwne dreszcze. Najpierw bezsenność, kurczaki, potem mroczki, a teraz dreszcze? A jeśli to coś poważniejszego?

- Tak – powiedziałam nijakim tonem.

- Na pewno? – rzekł, po czym przysunął się jeszcze bliżej. Po chwili poczułam jego usta, na moim karku. Zareagowałam dwojako. Po ciele rozpłynęło się przyjemne uczucie ciepła, ale w umyśle zapaliła się czerwona lampka. Toczyło to, ze sobą walkę, aczkolwiek w tym czasie Kiba, nie czekając aż coś zrobię, całował mnie powoli schodząc do barków. Nie wiedziałam, co robić. Czy ja tak mogę? Czy powinnam? Nikt mi tego nigdy nie wytłumaczył, bo nie było takiej potrzeby. A teraz? Miałam osiemnaście lat i nie wiedziałam, co począć. Nie potrafiłam określić, czy byłam spięta, czy wyluzowana. Mało co potrafiłam określić…

Uścisk zelżał, lecz Kiba nadal nie wstał ze mnie "w całości", tylko uniósł się na ramionach. Obróciłam się w tym czasie tak, żeby leżeć na plecach i widzieć jego twarz. Gdy tylko to zrobiłam, zaniemówiłam. Widziałam nade mną chłopaka, od którego aż biła radość. Czułam się dziwnie, ale było mi z tym dobrze. Ale, CO TERAZ?! Kiba, widząc w moich oczach zagubienie, znów przejął inicjatywę, pochylając się do dołu tak nisko, że nasze nosy się prawie stykały. Jego ciepły oddech muskał moje usta. Chłopak wyraźnie czekał na mój gest, a … ja chyba nie chciałam go odtrącać, taka prawda. Uniosłam głowę i pocałowałam go delikatnie.  Przeskoczył przez nas w tym momencie jakiś nieznany mi dotąd prąd, ten sam, co na początku. Gdy się od niego odsunęłam on zszedł ze mnie  - to mogło zabrzmieć dwuznacznie - i położył się obok, po czym ułożył mnie sobie na swojej piersi – tak, cały czas znajdowaliśmy się na podłodze – i wypowiedział to pięć słów, które zapamiętam, na bardzo długi czas:

- Nareszcie mi się udało. Arigato… - zrobiło mi się bardzo miło, gdy to wyszeptał. Nigdy się nie czułam, tak ... lekko. Uśmiechając się, wtuliłam się w ramiona chłopaka, który ciasno mnie obejmował, abym mu tylko nie uciekła. Czy to znaczyło, że zależy mu na mnie? Jakby w odpowiedzi na tej słowa, pocałował mnie jeszcze raz w głowę  po czym wrócił do poprzedniej pozycji.

Nie  było mi wygodnie. Twardość podłogi dawała o sobie znać i jakiś niezidentyfikowany przedmiot wbijał mi się w plecy – nie, to żadna z części ciała Kiby. Ale przegrywało to z tym, jak mi było jednak przyjemnie. To uczucie, że ktoś prócz Sakury chciał, abym była szczęśliwa było mile zaskakujące.  Myślałabym nad tym dalej, ciesząc się chwilą obecną, ale Kiba wstał i podał mi rękę. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.

- Przecież wiem, że jest ci niewygodnie – zaśmiał się, widząc moją minę. Ja również podniosłam się na nogi, przy pomocy chłopaka. Stał przede mną, ale nie puszczał mojej ręki.

- Jesteś piękna, gdy się rumienisz – powiedział, na co ja zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona, niż dotychczas – lub się złościsz – moja pięść powędrowała do jego ramienia, w celu lekkiego szturchnięcia. Nie doszło jednak do tego, bo przyciągnął mnie do siebie jeszcze mocniej i znów pocałował. Tylko, że ten pocałunek, zupełnie różnił się, od tego poprzedniego.

Pod wpływem chwili, wczepiłam jedną rękę w jego włosy i przeczesałam je. Moja druga dłoń powędrowała na jego klatkę piersiową – przynajmniej tak mi się wydawało, bo słabo kontaktowałam. On zaś jedną trzymał na moich plecach, a drugą przytrzymywał głowę. Miałam zamknięte oczy. Nie wiedziałam, czy to dobrze, czy źle. Robiłam tak, jak mi się podobało, a Kibie to najwyraźniej to odpowiadało. W końcu jednak oderwaliśmy się od siebie. Teraz, gdy patrzyliśmy sobie w oczy, zobaczyłam wszystkie uczucia, które dotąd w sobie ukrywał. 

Chciałam je wymieniać w myślach, gdy nagle otworzyły się drzwi, w których stanęła Sakura i nie dość, że zaniemówiła, to upuściła klucze, które trzymała w ręce. Chciałam odruchowo odskoczyć od Kiby, ale nie pozwolił mi na to. Nie chciał mnie wypuścić z objęć, a Sakura ze zdziwienia, przeszła w zachwyt. Podbiegła do mnie, odtrącając Izunukę, a mnie przytulając. A, no tak. Nie wspomniałam o głośnym okrzyku: YATTA!

Musiałam wyglądać dość idiotycznie, ponieważ miałam wrażenie, że coś mnie ominęło. 

- Nareszcie – powiedziała nadal uśmiechając się i spoglądając na chłopaka stojącego pod ścianą, który w odpowiedział jej tym samym.

- To teraz wyjaśnijcie mi, o co chodzi – podejrzana ta sytuacja.

- Ja… - zaczął Kiba.

- Nie – przerwała mu Sakura, odkładając płaszcz na wieszak, podnosząc klucze – ja jej powiem – po czym ruchem głowy kazała mu spadać. Posłuchał  bez żadnych sprzeciwów.

- Więc? – no przecież byłam cholernie ciekawa, dlaczego tak zareagowała.

- Kiba, już od lat akademii się w tobie podkochiwał – na te słowa pokazała mi język, a ja stałam osłupiała, nie wiedząc, co o tym myśleć.

- Ale jak to? – wydukałam.

- Z tego co wiem, to kiedyś wpadłaś na niego, gdy biegłaś na lekcje. No, to właśnie wtedy – powiedziała i poszła do kuchni. Ja jeszcze przez chwilę analizowałam informacje, których dostarczyła mi Sakura.

Ocknęłam się momentalnie i poszłam do pokoju, w którym zniknął Izunuka. Siedział na kanapie po turecku, oglądając telewizję. Skradłam się do niego od tyłu i przytuliłam się, na tyle, ile tylko mogłam. Kiba, wiedząc kim jestem, odchylił głowę tak, abym mogła wtulić się w niego jeszcze bardziej. W tym momencie Akamaru podniósł się z podłogi, usiadł i szczeknął, merdając ogonem, jednocześnie patrząc na nas. Zaśmiałam się krótko w odpowiedzi. Wyprostowałam się, kładąc ręce na jego ramionach i zerknęłam na zegarek – dwudziesta druga trzy. Boże, przecież się spóźnię!!! Odeszłam od niego, jakby nigdy nic i poszłam do siebie. Pewnie był trochę zdezorientowany, hmpf.

Wparowałam do pokoju i szybko przebrałam się w strój, w którym wychodziłam na misje. Spakowałam odpowiednią broń, sprawdziłam chakrą, czy symbole na moich rękach są na swoim miejscu i zeszłam na dół.
- Wychodzę! – krzyknęłam, i już mnie nie było.Wskoczyłam na pierwszy lepszy dach i skierowałam się na północ. Mam nadzieję, że zdążę. Jeśli nie, to poczekaj na mnie, nii-chan…

***
Nie wiem, dlaczego napisałam taki rozdział. Nie miało być romantycznie, miło itd. Z resztą romantycznie, to pojęcie względne.  Chwilowo ja+romantyczność= error. Jakimś cudem udało mi się to jednak wyprodukować. Akcja miała się  potoczyć inaczej. Kiba miał być epizodem... Miał być, miało być, ciągle to powtarzam. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Bywajcie.

31.10.2013r

Naprawdę musiałam mieć doła jak to pisałam xd To dość deprymujące ._.

10 komentarzy:

  1. Ładnie, ładnie. Mam nadzieję, iż jest to taka cisza przed burzą. Ale, nie zrozum mnie źle! Wróżę pani Uchiha jak najlepiej, lecz za cukierkowo to też nie może być, nie? :P
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz trochę racji, chyba :P ale nie wiem, czy nie usunę jednak tego rozdziału, bo nie wiem, co dalej...

    OdpowiedzUsuń
  3. Z radością informuję, iż na ocenialni Ostrze Krytyki ukazała się ocena Twojego bloga 132. Serdecznie zapraszam do jej przeczytania oraz skomentowania. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zaczęłas, to ciagnij, nie waż mi się usuwać rozdziału, coś wymyślisz. Tylko taka moja mała sugestia: brnij w to dalej, ale z głową. Jak potrzebujesz czasu, to na spokojnie się zastanów, tylko nie rób kolejnego skoku typu: ileś lat w przód, albo cofnięcie czasu. Za dużo by tego było w, jak na razie nie najdłuższej historii naraz i nieestetycznie by wyszło. Czekam na nexta :)
    No i przy okazji zapraszam do siebie
    http://naruto-wiezi-historia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Co ja ci mam wybaczać, przecież to było boskie? :D
    Nie chwaląc się, wspomnę, że jak była ta akcja w akademii gdy na niego wpadła, to zastanawiałam się czy kiedyś coś z tego będzie xD
    Ogólnie mega słodko i uroczo i wgl awwwwwww ;3
    Super rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  6. Uhuhuu tyle miłości! <3 Cóż się stało jak to pisałaś? Byłaś zakochana,co? ;P

    OdpowiedzUsuń
  7. Jaki romatnik. Albo miałaś dobry humor, gdy to pisałaś, albo obejrzałaś jakąś komedię romantyczną wcześniej lub naprawdę byłaś zakochana. Tak mi się wydaję. xd
    W sumie dla Kiby to dobrze, że ona się tak do niego przytulała, całowała go itd, ale wcześniej było, że tak naprawdę nic do niego nie czuje. Więc może to wszystko było po prostu impulsem? I teraz znowu go skrzywdzi mówiąc, iż to nic nie znaczyło?
    Rozkminy Zochana xd
    Podobało mi się jak on nie chciał jej puścić. *.*
    A i dodam jeszcze, że jesteś fatalna ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Mega pozytywny rozdział, idealnie pasuje do tej piosenki, nuciłam ją cały rozdział :) Troszkę taki spontan z tym Kibą trochę, po tym zdarzeniu Dyara trochę tak złagodniała. Ogólnie bardzo romantycznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Trochę późno komentuje ale zaczęłam to czytać gdzieś w zeszył roku a potem po prostu nigdy nie mogłam znaleźć czasu. Do końca wakacji spróbuję dogonić co do rozdziału wyszedł ci świetnie lecę czytać dalej ^^

    OdpowiedzUsuń
  10. Ojoj, patrzę i widzę, że piszę strasznie późno. Ale dopiero co wpadłam na twój blog. Dokładniej mówiąc wczoraj. No ty jesteś po prostu genialna! Większość literatury (jeśli tak to mogę nazwać) oceniam kryterium płaczu. Papłakałam się aż dwa razy, co u mnie jest nadzwyczajną rzadkością. Więc gratulacje! I uwielbiam Dyarę. Ona jest taka (jeśli chodzi o mnie) swojska. Czuję się jakbym czytała o samej sobie. Masz niezwykły talent do pisania. Życzę ci dużo, dużo, dużo weny na przyszłość i czytam dalej. I oczywiście nie mogłabym zapomnieć o tym, żeby zaprosić cię do swojego bloga: www.narutostoryyuki.blogspot.com Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń