niedziela, 2 września 2012

Rozdział XIII

Sześć lat później

Za oknem widniała szarówka, lecz widziałam już powoli, wynurzające się zza horyzontu słońce. Tak, znów nie mogłam spać. Ostatnio coraz częściej mi się to zdarza. Coś czuję, że muszę ponownie zgłosić się z tym do lekarza, bo efekty mojego niewyspania, mogą być katastrofalne. Te tabletki, które mi przepisano, nie działają już tak, jak wcześniej. A co jak co, ale dziś powinnam być wypoczęta. Spojrzałam na zegarek – godzina 3.59. Pipiip – wybiła czwarta. Nie wiem, ile już czasu leżałam w jednej pozycji, ale dwie godziny co najmniej. Jedyne, co mogłam teraz robić, to rozmyślać. 

Często zastanawiam się, gdzie jest Sasuke? Co robi? Czy myśli o mnie? Martwi się? Nie mam pojęcia. Pomimo tego wszystkiego, co się zdarzyło, tęsknię za nim nawet bardzo. Czasem po prostu płaczę w poduszkę, bo na nic innego mnie nie stać. Aby zmienić tok myśli wstałam po cichu z łóżka tak, aby nie obudzić śpiącej Sakury. Podkradłam się do drzwi i wymknęłam się z pokoju. Na korytarzu zapaliłam światło i zeszłam po schodach na dół. W kuchni lampa była już włączona, czyli ktoś musiał zapomnieć ją wyłączyć. Znowu będziemy mieć większe rachunki… Podeszłam do szafki i wyjęłam z niej pudełko tabletek. Sięgnęłam po szklankę, po czym nalałam do niej wody i popiłam leki. Popatrzyłam na krajobraz za oknem. Słońce było coraz bardziej widoczne i zaczynało powolutku oświetlać nasz ogródek. 

Nie spostrzegłam, gdy ktoś jeszcze wszedł do pomieszczenia, dopóki ten „ktoś” nie położył rąk na blacie, tym samym odcinając mi jakąkolwiek drogę ucieczki. Byłam zablokowana z każdej strony, więc mogłam tylko odwrócić głowę.

- Nadal nie mogę cię wystraszyć, prawda? – spytał zniesmaczony i rozespany już Kiba.
- Nie i nie wiem, czy kiedykolwiek ci się to uda – powiedziałam z lekkim uśmiechem. On odwdzięczył się tym samym.

- Przyszedłem poszukać tych twoich tabletek.

- Ty? A niby po co? – odwróciłam się do niego przodem.

- Też nie mogę spać… - podrapał się jedną ręką po głowie, w geście zakłopotania.

- Nie mogłeś wziąć od Lee? On ma podobne – spytałam, podejrzliwie mrużąc oczy.

- No mogłem, mogłem, ale liczyłem na spotkanie z tobą i jak widzisz, udało mi się – powiedział wyraźnie uradowany.

- Nocna rozmowa w kuchni o tabletkach nasennych, naprawdę, pozazdrościć – po zakończeniu tegoż właśnie zdania, miałam ochotę wydostać się z jego objęć, lecz bez skutku – możesz mnie już puścić?

- Ale dlaczego – zrobił minę kopniętego szczeniaka.

- Dobrze wiesz, dlaczego… - odsunął rękę, na co ja szybko odskoczyłam w bok. Ta rozmowa powtarzała się, co jakiś czas. Kiba był moim przyjacielem, ale nic więcej. On jednak rozumiał to trochę inaczej. Do niczego między nami nie doszło, ale on i tak nie daje za wygraną.

- Czemu na nic mi nie pozwalasz? – nigdy się na mnie nie złościł, nigdy nie nakrzyczał, nie zrobił niczego przeciwko mnie. Widziałam, że się starał i mógłby dać mi naprawdę wiele, ale ja nie potrafiłam dać mu nic w zamian, a takich sytuacji nie lubię.

- Oj, Kiba no… - znów to samo – bardzo cię lubię. Jesteś moim przyjacielem, ale nic więcej między nami nie będzie, przynajmniej teraz. Przepraszam – przykro było mi mówić mu takie rzeczy. Wiedziałam, że go to bolało ale lepiej teraz, niż później miałby cierpieć jeszcze bardziej.

- Nie jestem wystarczająco dobry, tak? – powiedział kpiącym tonem, zakładając ręce na piersi.

- Dobrze wiesz, że nie o to chodzi…

- To o co? Co robię nie tak? Powiedz mi, a zrobię wszystko, co zechcesz, nie kłamię – zmienił postawę z obronnej na proszącą, tak samo jak głos… - stanęłam na palcach i przytuliłam się do niego. Zareagował od razu.

- Muszę to przemyśleć, ok? Daj mi czas, proszę – powiedziałam szeptem, bo inaczej głos by mi się załamał, a tego nie chciałam. Chłopak jeszcze przez chwilę nie wypuszczał mnie z objęć, od razu widać, że sprawiało mu to przyjemność. Mi było tylko ciepło i nawet wygodnie, ale nic poza tym. Oderwaliśmy się od siebie, więc wróciłam do swojego pokoju. Czułam się niezręcznie w jego towarzystwie, właśnie z takich powodów. 

Dosłownie rzuciłam się na łóżko, które ugięło się i zaskrzypiało, przyjmując na siebie mój ciężar. W moich myślach znów tej nocy zagościł Kiba i reszta watahy. Z racji, że dzielnicę, w której mieszkałam z Sakurą zaczęto przebudowywać, musiałyśmy dostać zamienne mieszkanie. Tak samo było w przypadku Kiby, Lee i Shino. Od dwóch tygodni mieszkamy w piątkę, w tym domku. Szczerze powiem, że żyje mi się z nimi całkiem fajnie. Zawsze zrównoważony Shino rzuci jakąś inteligentną uwagę, Lee potrafi wywołać u mnie uśmiech, Kiba to Kiba, po prostu. Sakura jest mi teraz bliska jak nikt inny. Stała się osobą, która trzyma mnie w Konoha. 

Puk, puk. W oknie pojawił się czarny kruk. Podbiegłam do okna, otworzyłam je i usadowiłam ptaka na swojej ręce. Po chwili na mojej dłoni pojawiła się malutka karteczka, a sam ptak zniknął. Wróciłam na łóżko i przeczytałam.

Dzisiaj o 23, tam gdzie zawsze.

Moje serce podskoczyło z radości. Nareszcie się spotkamy. Tak dawno się z nim nie widziałam. Minęło już pół roku... Teraz to już na pewno nie zasnę, nie ma szans. 

Ale, ciekawe, gdzie podziewa się Liara? Wypuściłam ją kilka godzin temu, a jeszcze nie wróciła, dziwne. Muszę ustalić jej jakieś limity. Nie może tak być, że znika, a ja nie wiem, co się z nią dzieje. Głupi zwierzak. Ja się martwię, a ona cieka po dworze. To niesprawiedliwe.

Wróciłam na łóżko i zapatrzyłam się w sufit. Cofam to, co mówiłam o spaniu. Chyba leki zaczynają działać... Usnęłam nie zdążywszy nawet zgasić lapmki

- Dyara, wstawaj, natychmiast! - Sakura krzyknęła i zrzuciła ze mnie kołdrę.

- Dlaczego? – mruknęłam, świeżo obudzona.

- Jak to, dlaczego?! - wrzasnęła i wzniosła ręce do góry tak, jak z resztą miała w zwyczaju. Wydawało mi się, że zadałam pytanie retoryczne, ale mogło mi się tylko wydawać. 

- Hę? - nadal nie wiedziałam, o co jej chodziło. Przetarłam oczy, ale nie pomogło mi to ani trochę.

- Masz wizytę u Naruto, za piętnaście minut! - jak dobrze, że ja ją mam. Migiem wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam do łazienki. Twarz, zęby, włosy, ogół. Popędziłam do szafy, wyciągnęłam granatowy strój i przebrałam się. Przypięłam kaburę do uda i wyszłam z pokoju. W drzwiach stał nikt inny, jak Kiba. Wpadłam na niego z całym impetem, przez co przewrócił się do tyłu, a ja na niego. Wylądowałam w dość niezręcznej pozycji, ale szczęśliwie udało mi się od niego uciec, bo zdezorientowany chłopak, nie wiedział co się stało. Zbiegłam po schodach i znalazłam się w kuchni, gdzie Lee już czekał ze śniadaniem. No tak! Zapomniałam, że dzisiaj jego kolej.

- Dzień dobry Dyara-chan - powiedział do mnie, gdy pochłaniałam kanapkę. Ja tylko wybełkotałam z pełną buzią coś podobnego do "dziękuję". Chłopak mówił coś jeszcze, ale nie zawracałam sobie tym głowy, bo patrzyłam na zegarek, wiszący nad kuchenką. Przedstawiał on godzinę dziewiątą pięćdziesiąt sześć. Miałam tylko cztery minuty! Wzięłam do ręki kubek z herbatą. 

- Ałaaa! - krzyknęłam, bo była gorąca.

- Przepraszam! Zapomniałem ci o tym powiedzieć - zaczął się tłumaczyć.

- Nic się nie stało - odburknęłam i przygotowałam pieczęcie do jutsu teleportacji, po czym zniknęłam w kłębie dymu, jak na dobrego jounin'a przystało.

Pojawiłam się pod drzwiami, przez które miałam zaraz przejść. Cholera, poparzyłam sobie język... Stałam w korytarzu, mając jeszcze trzy minuty. Może trudno w to uwierzyć, ale jestem bardzo punktualna i nigdy się nie spóźniam. Czasem tylko, zdarza mi się taka sytuacja, jak dziś, ale wtedy do akcji wkracza Sakura i wszystko wraca do normy. Otrząsnęłam się z rozmyślań i zapukałam do drzwi. Usłyszałam słowo "wejść” i dokładnie to zrobiłam. Znalazłam się w dużym i przestronnym gabinecie z widokiem na Konohę. Po środku stało biurko, zawalone stertami dokumentów, a dopiero po chwili wynurzył się zza nich Naruto.

- Cześć - powiedziałam przyjaźnie.

- Powinnaś się do mnie inaczej zwracać, wiesz? - mruknął.

- Gomen, Hokage-sama - rzekłam, po czym skłoniłam się przesadnie do samej ziemi.
- No - taką dostałam odpowiedź. Był zamyślony i wyraźnie czegoś szukał. Po chwili uśmiechnął się jednak z satysfakcją, trzymając w ręku kartkę papieru. 

- Tutaj masz dowód osobisty, tylko, że na papierze. Skończyłaś osiemnaście lat trzy dni temu. Z tym dokumentem pójdziesz do pokoju numer dziewięć i powiesz, że cię przysłałem. Dalej pokierują cię urzędnicy - powiedział i podał mi papier do ręki. 

- Coś jakiś nie w sosie jesteś dzisiaj - założyłam ręce na piersi.

- Nie wyspałem się... - na podkreślenie swoich słów ziewnął, a ja chwilę po nim. Uwaga! Ziewanie jest zaraźliwe!

- Musisz załatwić sobie jakiegoś porządnego asystenta, jak Shizune na przykład.

- Nie ma już takich dobrych ludzi...- sapnął trochę zrezygnowany.

- Poszukaj, a znajdziesz - uśmiechnął się na moje słowa.

Drzwi otworzyły się bez pukania i w pokoju pojawiła się Hinata.

- Naruto Uzumaki! - krzyknęła i podeszła do niego - znów nie wróciłeś na noc do domu, bo siedziałeś w tym przeklętym biurze! - on gdyby nigdy nic, po prostu ją do siebie przyciągnął i pocałował, a ona złagodniała, jak ręką odjął. Przytuliła się do niego, stojąc do mnie tyłem, mamrocząc mu coś do ucha. Naruto mrugnął do mnie porozumiewawczo, więc cichaczem wymknęłam się z pomieszczenia. Biedna Hinata, nawet mnie nie zauważyła. Naruto wiedział, co robi, "wyganiając mnie". Jak ona by się czuła, gdyby okazało się, że przy kimś nawrzeszczała na obecnego Hokage Konohy? Pewnie zrobiłaby się cała czerwona i zaczęłaby się jąkać, jak to Hinata z resztą. Znów wylądowałam na korytarzu. Skierowałam się schodami na dół, do wskazanego pokoju. Dotarłam tam i zapukałam. Weszłam, gdy mi pozwolono i usiadłam na krześle. Za biurkiem siedział starszy, siwowłosy pan. Mruknął krótkie "dobry" i nie zwracał na mnie uwagi. Aczkolwiek podpisywał dokumenty, jakby od tego zależało jego życie.

- Ekhm - chrząknęłam. 

- To pani nadal tu jest? - wyglądał na kompletnie zdziwionego.

- Tak... - powiedziałam i przewróciłam oczami. Ten zwyczaj pozostał mi z dzieciństwa. Ujawniał się, gdy była zirytowana.

- W jakiej sprawie zawitała pani, do gabinetu numer dziewięć? - poprawił grube okulary, które zsunęły mu się z nosa.

- Przysłał mnie Hokage. Mam odebrać tu dowód osobisty.

- Już pani daję - wstał i podszedł do dużej szafy, w rogu pokoju. Wyciągnął stamtąd plastikową kartę i podał mi do ręki - ostatni raz tylko się upewnię. Dyara Uchiha, lat osiemnaście, zamieszkała w Konoha od urodzenia, niezamężna, stopień jounin. Zgadza się?

- Hai.

- To wszystko?

- Tak, żegnam - powiedziałam i podążyłam w stronę wyjścia z budynku. Postanowiłam przejść się do domu na pieszo. Wczoraj wróciłam z misji, więc ten dzień miałam wolny i nigdzie mi się nie spieszyło. 

Nareszcie miałam dowód i oficjalnie byłam dorosła! Nie robiłam żadnej imprezy, bo nie przepadam za nimi, a w szczególności, jeżeli jestem w centrum uwagi. Od Sakury dostałam jednak przepiękną, czarną sukienkę. Od Lee, świeżo ostrzone kunai'e. Od Shino specyfiki przeciwko komarom który uważa, że są one największym złem tego świata. A od Kiby ogromny bukiet białych róż - moich ulubionych kwiatów - oraz śliczny, srebrny naszyjnik. Musiał wydać na niego mnóstwo pieniędzy, a mi było głupio, przyjmować tak drogi prezent. Oczywiście byłam z niego zadowolona, ale źle się z tym czułam. Nie przywykłam do takich podarunków. Moi znajomi, mimo moich sprzeciwów nie posłuchali się mnie i wbili mi do domu, z czego wyszła, jako taka zabawa. Od każdego oczywiście też coś dostałam.

Hmmm. Kiba i Sakura też nie mają dzisiaj zajęć, więc będą siedzieć w domu. Coś otarło mi się o nogę i wspięło się na moje ramię.

- Gdzie ty byłaś tyle czasu? - spytałam z wyrzutem.

- Co się pieklisz? - łasiczka wyciągnęła szyję tak, aby mogła spokojnie patrzeć na moją twarz.

- Jeszcze się pytasz? Znikasz w nocy i wracasz po jedenastej. Nie mam pojęcia, co się z tobą dzieje, gdzie jesteś.

- Nie jesteś moją matką - obruszyła się i wróciła do poprzedniej pozycji.

- Tylko z biologicznego punktu widzenia - prychnęłam.

- Jasne, jasne. Po prostu za bardzo zapuściłam się w las i przespałam tam noc.

- No ja mam nadzieję, że tylko to robiłaś - nie moja wina, że się o nią martwiłam. Przywołuję ją, co jakiś czas, żeby się wyluzowała. To moja ulubiona łasica. Rzuci czasem jakąś idiotyczną uwagę, ale po za tym jest w porządku, lubię ją. 

- Gdy wrócimy do domu, odsyłam cię do siebie, ok?

- Już? - Liara miała zrezygnowaną minę.

- Sorry, ale nie mogę trzymać cię tu cały czas.

- Wiem, wiem - mruknęła i wtuliła się w moją szyję. 

Już całe sześć lat się znamy. Wtedy, kiedy zobaczyłam ją za oknem akademii, obserwowała mnie i zdemaskowała się niechcący. Potem co jakiś czas widywałam ją już kontrolowanie. Myślałam, że to czysty przypadek, ale jednak nie. Po roku takiej znajomości, zawiązałam pakt z łasicami. Są świetnymi tropicielami i często mi się przydają. Gdy coś zgubię na przykład, one bez problemu mogą znaleźć to po zapachu. Zawsze jest z kim pogadać, z kim się pokłócić, przydatne zwierzaki.

Byłyśmy już blisko celu, gdy spytała:

- Ale przywołasz mnie niedługo, prawda? - w jej głosie wyczułam nutkę zmartwienia.

- Jasne, że tak - uśmiechnęłam się i drugą ręką podrapałam ją za uchem. Zamruczała cicho, a ja szepnęłam "odesłanie" i Liara zniknęła. Weszłam do domu i skierowałam się do kuchni po kilka kostek lodu. Ten poparzony język dawał o sobie znać. 

Jakoś dziwnie tu cicho – pomyślałam, gdy otwierałam zamrażalnik. Skierowałam się do salonu, gdzie zobaczyłam śpiącego, na kanapie Kibę, a Akamaru tuż obok. Pies podniósł się na nogi na mój widok i podszedł do mnie, merdając radośnie ogonem. Uciszyłam go gestem ręki, aby nie obudził swojego pana, który uśmiechał się do siebie przez sen. Był na prawdę przystojny, to trzeba było mu przyznać. Dziwię się, czemu jeszcze nikogo sobie nie znalazł, a mógłby zrobić to bez problemu. Przecież Naruto jest z Hinatą, Neji z Tenten, Ino z Sai'em, a Shikamaru z tą blondynką z Suny, chyba Temari. Wszystko tak dobrze się układa. Żałuję tylko, że Sakura jest sama. Biedna, nadal kocha mojego brata... Miłość jest ślepa, o tak. Szczerze, to współczuję jej i nienawidzę Sasuke, za to, jak ją potraktował. Ale, co ja mogę?

- Ziemia do Dyary! - odezwał się Kiba, siedzący już na kanapie. Nawet nie zauważyłam, kiedy wstał.

- Tak? – ocknęłam się z letargu.

- Już kilka minut tak stoisz - powiedział i przeciągnął się.

- Kto dzisiaj robi obiad? - spytałam ni stąd, ni zowąd.

- Powinien robić Lee, ale, że dziś ma misję, to twoja kolej - odpowiedział i wywalił mi język.

- Zsuwaj się z kanapy, muszę się zdrzemnąć, potem będę gotować - mruknęłam.

- Tu się zmieszczą dwie osoby.

- Wstawaj - rzuciłam w niego poduszką z fotela obok. Kiba zebrał się natychmiast i wziął mnie na ręce. Trochę się przestraszyłam, bo nie wiedziałam, co miał zamiar ze mną zrobić. Okazało się, że tylko przeniósł mnie na kanapę - pajac - rzuciłam i przekręciłam się na bok. Byłam senna już, gdy wychodziłam od Naruto - efekty nieprzespanej nocy. Gdy znajdowałam się już w półśnie, ostatnim zdarzeniem, jakie zapamiętałam, to pocałunek złożony na moim czole.

***

Ohayo :D
Dawno mnie tu nie było, więc napisałam dłuższy rozdział. Najlepsze jest to, że ktoś czeka na notkę napisaną przeze mnie. To miłe, naprawdę ;3 Ten rozdział można powiedzieć, że rozpoczyna drugą serię. Akcja toczy się sześć lat później i teraz tu wszystko się dzieje. Mam nadzieję, że ta wersja Dyary i jej rodzeństwa wam się spodoba. Jeśli ktoś ma jakieś sugestie, chętnie pogadam.
Bywajcie!

 31.10.2013r
Sheeiren, co ty wiesz o II serii xD 
Chyba coś zaczyna się dziać ;3


10 komentarzy:

  1. Z kim się ma spotkać?!
    Nie wytrzymam tego napięcia xD
    Szkoda mi Kiby trochę :(
    Daj mu szansę! :p
    Super ci wyszło :D
    I powodzenia w nowym roku szkolnym xD
    Pa!

    OdpowiedzUsuń
  2. A tak przy okazji
    Zapraszam na mojego nowego bloga
    przyjazn-pokona-wszystko.blogspot.com
    Pa! ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. O, w końcu! Tak myślałam, że zrobisz skok w czasie, jednak nie wyobrażałabym sobie opisywania, tych sześciu lat depresji Dyary...
    Więc dobrze.
    Sorki, że tak krótko, ale jestem padnięta.
    No cóż...
    Aha, i czytam twoje opowiadanie o Kin, jednak jest dużo rozdziałów, a mało wolnego czasu, więc trochę to potrwa.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapraszam cię na nowy rozdział na
    http://anastasiane-reheart.blogspot.com/
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. dodałam obserwatorów, tak jak prosiłaś
    http://konohahighschoolstories.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. No, ciekawa sytuacja, spotkania możemy się tylko domyślać. XD

    OdpowiedzUsuń
  7. Ooo już sześć lat później, no to dowaliłaś :D
    Tyle zmian! Wiedziałam, że ten kruk to od Itachiego, spotyka się z nim? Fajnie fajnie ;3 Podoba mi się wątek KiDy (omg xD), w każdym razie ubóstwiam Kibe, jest taki słodki (ale i tak najbardziej na świecie kocham Itachiego)
    Naruto dwudziestoletnim Hokage? No i z tego wynika, że kadencja Tsunade trwała tylko 6 lat ^^
    Ciekawy pakt z łasiczkami i to wspólne mieszkanie, fajny rozdział ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakiś taki młody Naruto jest Hokage( noale cóż, zdolny jest), Dyara mieszaka w jednym pokoju z Sakurą, w jednym domu z "seksownym kubraczkiem" i jeszcze te kruki i łasice. Kiba jest taki słodki <3 Ciekawy i zaskakujący rozdzaiał:D

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubię Kibę, ale tylko ze względu na Akamaru. :3 <3 Kocham tego pieska. :D
    Trochę przesadza z tą "miłością" do Dyary, no kurde chyba nie to nie, tak? xd Chociaż w sumie, stara się. Może coś z tego jeszcze będzie.
    To już osiemnastka...Fajne prezenty. :D Ten od Shino mnie rozwalił. xd

    OdpowiedzUsuń
  10. Aaaa, ten rozdział jest niesamowity! Tyle zmian, cud, że ogarnęłam za jednym razem ;D Podoba mi się wszystko, ta przeprowadzka, mieszkanie z przyjaciółmi (i z Kibą, którego uwielbiam <3), w końcu te 18 lat ;D ciekawie zaplanowałaś wątek z łasiczkami ;)

    OdpowiedzUsuń