czwartek, 2 sierpnia 2012

Rozdział XII

Powoli się budziłam, ale nie byłam tego do końca świadoma. Już nie wiedziałam, co było prawdą, co kłamstwem, a co wytworem mojej chorej wyobraźni.

Sama, sama, sama -  to słowo w kółko powtarzało się w mojej głowie, jak niekończąca się mantra. Tak, to prawda, że nie miałam nikogo. Przyjęłam to do wiadomości i całkowicie zrozumiałam powagę mojej sytuacji. STUK! STUK! Odwróciłam wzrok w stronę hałasu. O szpitalną szybę dziobem stukał jakiś duży, czarny ptak. Nie skupiałam się nigdy na przyrodzie, więc nie wiedziałam czy była to wrona, czy kruk. Na pierwszy rzut oka widać, że nie było to zwykłe zwierze, bo jego oczy były takie … ludzkie. Zaczęłam już unosić rękę, aby przynajmniej dotknąć szyby, ale w tym momencie do sali wszedł lekarz, a ptak uciekł przestraszony.

- Witaj, Dyaro – powiedział miłym tonem. Nawet gdybym była ślepa mogłabym dostrzec jego dobre intencje, ale czy to ważne? Nie odpowiedziałam mu, bo po co? On jedynie lekko urażony z powodu braku mojej odpowiedzi, podszedł do granicy łóżka szpitalnego i spojrzał na moją kartę. Coś dopisał i tylko na mnie patrzył, czyli robił to co ja od momentu, gdy zawitał do pokoju. Po chwili jednak przestał, wyglądał na speszonego. Przyczłapał się obok i wyciągnął do mnie rękę. Nie miałam pojęcia, o co mu chodziło, a dopiero po chwili zauważyłam strzykawkę w jego dłoni. Nie chciałam go w jakikolwiek sposób dotykać. Ale on nieugięty, wbił igłę w wenflon. Podczas „zabiegu” cały czas do mnie mówił. Musiałam bardzo dobrze udawać, że go słucham, bo uradowany zakończył swój monolog słowami: Cieszę się, że już z tobą lepiej. Po chwili zrezygnował jednak ze „znęcania” się nade mną swym dobrym humorem, widząc, że jednak nic nie zdziałał. Przeszedł więc w pole widzenia dla mnie chwilowo niedostępne. Nic innego nie miałam do roboty więc bardzo, ale to bardzo powoli odwróciłam głowę w jego stronę. Cały czas byłam trochę zamroczona i nie docierały do mnie wszystkie bodźce, aczkolwiek ból dawał o sobie znać. 

Obraz ukazywał mi się z każdą sekundą. Najpierw zauważyłam początek drugiego łóżka. To ktoś tu ze mną jeszcze leży? – pomyślałam. Sunęłam wzrokiem w górę i spostrzegłam sylwetkę doktora i różowe włosy wystające tu i tam. Chwila, kto ma różowe włosy? – Sakura?

Kawałki wspomnień wracały. Ona tu była, razem z Hokage. Mówili coś o Domu Dziecka i wtedy Sakura coś powiedziała, tylko co? Nie pamiętałam,  lecz miałam wrażenie, że to ważna informacja. Ludzka niemoc zatriumfowała! Leżałam i zastanawiałam się, co będzie teraz. Nie powinnam być zaskoczona odejściem Sasuke, ale jednak szok był szokiem i nic nie potrafiłam na to poradzić.

Zawiodłam cię Itachi, zawiodłam. Miałam go pilnować i nie opuszczać, a co zrobiłam? – Nic. Powinnam go teraz szukać i za nim gonić, dopóki go nie znajdę. Nawet gdybym chciała tak postąpić, w mojej obecnej sytuacji jest to niemożliwe, co mnie dobija jeszcze bardziej. Już zawsze będę nieporadna i niewystarczająco dobra, aby wypełnić zadanie zlecone przez ciebie. To dla mnie za dużo, przerasta mnie to całkowicie. Ja mam tylko dwanaście lat! Czego się ode mnie wymaga?! 

Zasnęłam, obudziłam się, zasnęłam, obudziłam się i tak w kółko. Tak minęła mi większość dnia. Sakura ocknęła się dopiero po południu.

- Cześć Dyaro – powiedziała słabym głosem.

- Cześć – odpowiedziałam nie lepiej.

- Odszedł… - szepnęła.

- Wiedziałam, że to nastąpi – na to zdanie gwałtownie odwróciła głowę w moją stronę, więc teraz mogłyśmy bez przeszkód patrzeć sobie w oczy.

- Jak to, wiedziałaś?

- A ty nie? Często nie było go w domu, wybierał samotne misje, nie rozmawiał ze mną prawie w ogóle, z tobą pewnie jeszcze rzadziej. To nie było miejsce dla niego, nie potrafił się tu odnaleźć po tym, co się wydarzyło – gdy to mówiłam patrzyłam się już w martwy punkt na ścianie. A najgorsze było to, że miałam całkowitą rację.

- A ty potrafisz? – spytała tak samo cicho jak wcześniej.

- Nie – tego byłam pewna na sto procent.

- Ale ty nie odejdziesz… - bardziej stwierdziła niż zapytała.

- Nie.

- Dlaczego?

- Nie odpowiem ci na to pytanie – to jasne, że ze względu na Itachi’ego i na to co zrobił, aby ratować tę przeklętą wioskę, ale kim ona była, żebym się jej z tego zwierzała?

- Przepraszam… - Na korytarzu rozległy się szybkie kroki i krzyki.

- Wracaj tu! Tam nie wolno wchodzić! - ktoś w tempie błyskawicy znalazł się w naszej sali, a to mógł być tylko Naruto.

- Sakura–chan nic ci nie jest? O Boże co on ci zrobił? Zabiję tego idiotę, zabiję! – zaczął wrzeszczeć. Ze mną się nawet nie przywitał…

- Ciszej Naruto, Dyarę boli głowa – odpowiedziała spokojnie, z ciepłym uśmiechem na ustach skierowanym w stronę blondyna. On jakby dopiero teraz się obudził i zdał sobie sprawę z tego, że ja też tu byłam.

- Dzień dobry, Dyara-chan – jego wyraz twarzy wyrażał zatroskanie i lekkie zażenowanie. Bardzo dawno nikt do mojego imienia nie dodał końcówki „chan”.

- Witaj – Naruto był bardzo miły, ale po pierwsze przyszedł do Sakury, a po drugie musiałam przemyśleć wiele rzeczy.

***
Dyara chyba się wyłączyła i kompletnie nas nie słuchała. Nie dziwiłam się jej, bo Naruto też mnie czasem irytował, ale teraz, gdy usiadł na skraju łóżka z miną zbitego szczeniaka, nie sposób było się nie uśmiechnąć.

- Nic mi nie zrobił, po prostu zemdlałam – odezwałam się.

- Ale dlaczego?

- Z szoku.

- Aha – gdy to powiedziałam, opuścił głowę i nie odzywał się przez chwilę, a było to nie lada nowością. Dopiero teraz zauważyłam wkurzoną pielęgniarkę, która stojąc za drzwiami, próbowała je otworzyć. Jak widać Młotek zamknął je od środka.

- Nie pozwolili ci tu wejść, prawda? – spytałam, mrużąc oczy.

- Hehe, nie no, jasne, że pozwolili, hehe – odrzekł, po czym podrapał się w tył głowy, jak to miał w zwyczaju. Eh, cały Naruto. 

- Nareszcie mi się udało! – krzyknęła kobieta, wchodząc do pokoju z wyrazem twarzy wyrażającym dziką i niezidentyfikowaną satysfakcję.

- Oups… - tylko tyle powiedział i już stał na parapecie. Otworzył okno i krzyknął:

- Jeszcze cię odwiedzę Sakura–chan! – i wyskoczył na dwór. Można było się tego spodziewać. Zawiedziona pielęgniarka wyszła z sali, bez jakiegokolwiek pożegnania.

Dyara, o czym ty tak cały czas myślisz?

***

Zapadła między nami długa cisza. Nie wiedziałam, dlaczego się tu znalazła i szczerze przyznam, że mało mnie to obchodziło. Ona jednak nie dała za wygraną.

- Chcesz zamieszkać ze mną i moimi rodzicami? – na słowo rodzicami, coś mnie ukuło w sercu. No tak, w końcu nie powinnam się dziwić, ona ma jeszcze normalną rodzinę. A to nowość. Haruno oferowała mi lokum. Chciałabym być sama, ale wiem, że jeśli się nie zgodzę na jej propozycję trafię do domu dziecka, a potem nie daj Boże, do rodziny zastępczej. Chyba lepiej już, jeżeli będę mieszkała z Sakurą. Wyjdzie mi to na dobre, tylko nie wiem jak wytrzymam z dziewczyną, która mogłaby zarabiać jako katarynka. Serce chce uciec, ale rozum nakazuje zostać.

- Tak – to słowo zadecydowało o mojej najbliższej przyszłości.

Dwa tygodnie później

Zamieszkałam z Sakurą i jej rodzicami. Z tego, co się dowiedziałam, Hokage wezwał ich do siebie i wtedy uzgodnili wszystko, związane z moim przeniesieniem. Nie zapowiada się tak źle, jak początkowo sądziłam. Mieszkam na strychu. Wcześniej była tam rupieciarnia, ale zgrabnie i szybko przekształcono ją w pokój dla dwunastolatki. Na szczęście nie jest różowy, tylko szaro granatowy z czerwonymi elementami. Postarano się nawet o znak  klanu Uchiha nad łóżkiem. Moje rzeczy zostały przywiezione. Nie wszystkie oczywiście, ale te ważniejsze. Z czasem sama pójdę do rodzinnej posiadłości i zabiorę resztę. Na razie najważniejszą rzeczą jaką tu posiadam to koszulka mojego najstarszego brata. Pachnie nim całym, a gdy wdycham ten zapach miłe wspomnienia wracają. Do Sasuke nadal mam żal, za to, że mnie zostawił. Tym bardziej za to, że się nie pożegnał. Tylko ten idiotyczny liścik tak naprawdę mi po nim pozostał. Tęsknię i to bardzo za tymi chwilami, gdy byliśmy wszyscy razem. Nie pokazuję tego po sobie, bo nie chcę, aby ktokolwiek widział to co się dzieje wewnątrz mnie.

Sakura już nie jest głupią i irytującą dziewczynką, która latała za moim bratem. Zmieniła się i nawet ja to zauważyłam. Pamiętam, że kiedyś przedstawiłam ją jako człowieka z dwoma osobowościami. Na chwilę obecną zdecydowania wygrywa ta roztropna i rozsądna. Nawet zaczęłam ją lubić w tej odsłonie. Jeszcze przez dwa tygodnie mam zakaz wykonywania misji. Jedne, co mogę teraz robić, to czytać księgi, między innymi o sharingan’ie. Teoria nie jest dla mnie taka trudna, nawet łatwo ją zapamiętuję. 

Dwa dni temu, gdy wyszłam do ogrodu zauważyłam łasiczkę. Tak, tę samą co wcześniej. To co najmniej dziwne, że tak często ją spotykam i to w różnych miejscach. Podeszła do mnie i otarła się o nogę. Gdy chciałam ją dotknąć ręką, uciekła i jak dotąd się już więcej nie pojawiła, szkoda.

 Rodzice Sakury są mili, ale nie do przesady. Wiedzą jakich tematów ze mną lepiej nie zaczynać i o czym mogą spokojnie ze mną rozmawiać. Nie od razu, ale myślę, że przystosuję się do ich środowiska.

Tak w skrócie. Ja, Dyara Uchiha, mieszkam z ludźmi, którzy starają się zastąpić mi rodzinę. Lecz tak naprawdę zostałam sama. Jeden z moich braci jest zapisany w Księdze Bingo, drugi to uciekinier i też zapewne, niedługo dołączy do tego spisu. Wszyscy moi bliscy nie żyją. W następnych latach jestem skazana na Sakurę Haruno. 

***

Ohayo :D
Sheeiren miała wenę i napisała szybko drugą notkę :3 Ta kończy tak jakby, pewien etap tej historii. Życie Dyary zacznie wyglądać kompletnie inaczej niż przedtem. Mam nadzieję, że moi nieliczni czytelnicy zostaną ze mną. Teraz postaram się napisać coś na Kin, bo dawno mnie tam nie było.   Bywajcie!

31.10.2013r
Proszę, proszę, jaka medialna się zrobiłam xd
Poprawiania ciąg dalszy! ._.


13 komentarzy:

  1. [Spam] Czuję się niemal winna, że go tu zostawiam, więc przepraszam. Jeśli nie tolerujesz, to usuń.

    Oszukani przez parszywy los, pobliźnieni przeżyciami z przeszłości. Brną przez niebezpieczeństwa, aby uratować drogą im krainę.
    Młoda dziewczyna - Sakura, przez przypadek znajduje cenny artefakt mogący pogrążyć lub ocalić ukrytą, magiczną wyspę. Sasuke - wygnany przez złego Madarę, prawowity władca swojej krainy wraz z przyjacielem - Naruto, próbuje odnaleźć wszystkie artefakty, aby zapobiec tragedii. Ich drogi krzyżują się i razem mają szansę odnaleźć się w swoich światach...
    Wulkan emocji i uczuć, trzymająca w napięciu akcja owiana tajemnicą, ciekawi bohaterowie oraz historia, której nie znajdziesz nigdzie indziej. Tego wszystkiego możesz doświadczyć zgłębiając sekret tego opowiadania.
    http://zagubieni-w-swiatach.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  2. WoW. Ale sie porobiło. Ciekawe co ty jeszcze wymyślisz...
    Zapraszam na mojego drugiego czynnego bloga ministerstwo-zw-i-a.blogspot.com
    Nie jest może w tematyce całkiem naruto ale zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  3. Ohayo! Ładnie piszesz, ale zauważyłam, że teraz coraz rzadziej.
    Ciekawa jestem co teraz się stanie z młodą Uchiha, więc... Dodawaj szybko kolejny rozdzialik :D
    Zapraszam na mojego bloga :P
    house-of-nightmares.blogspot.com
    A ciebie dodaję do linków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, mylisz się - czytałam twojego bloga od jakiegoś czasu, ale nie mogłam się zebrać na komentarz :) Ogólnie to sama już zaczynam kreować siostrę Uchuhów i było mi nie zmiernie miło gdy znalazłam osobę z podobną koncepcją, tylko ty zaczęłaś ją wcielać w życie. Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, iż będzie się nazywać Tsuki :)
      I co do błędów. Wiem, że interpunkcja u mnie leży dwa metry pod ziemią... No cóż, wiem że kiedyś było gorzej, a teraz jest lepiej - choć z tego jestem zadowolona.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam ;p

      Usuń
    2. Chciałabym się z tobą skonsultować co do Młodej :P
      To mój mail:
      sheeiren.imai@gmail.com ;)

      Usuń
  4. Na szept-serca.blogspot.com pojawił się nowy rozdział. Jeśli czytasz zapraszam, jeśli nie - zignoruj lub usuń. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawi mnie ciąg dalszy, nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło, że czytasz moje wypociny, naprawdę :D

      Usuń
  6. Wiedziałam, że ta łasiczka jest podejrzana! Normalnie ją śledzi :D
    A ten kruk, to jakiś znak od Itachiego, czy takie o ptaszysko? Ciekawe jak jej się będzie mieszkało z Harunami ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Spodziewałam się, że Dyara będzie mieszkać z Sakurą, ale to i tak musi być zabawne xd

    OdpowiedzUsuń
  8. Też właśnie tak podejrzewałam, że ten kruk może być znakiem od Itachiego, gdy nagle wszedł lekarz. >.<
    Trochę za dużo wszyscy wymagają od Dyary. Właśnie, ma dopiero dwanaście lat. No wtf!? :l
    Jeszcze nie zabiła Sakury więc jest dobrze. xd Dobrze, że zrobiła się bardziej ogarnięta.
    Boże, mieć taką koszulkę Itachiego *.*
    Sasuke wracaaaaaaaaj! :C

    OdpowiedzUsuń
  9. Hmmm, kruk, brzmi ciekawie ;) Oby moje przypuszczenia co do tego kruka się spełniły <3 I się cieszę, że Sakura się zmienia według Dyary, być może zaczną się kiedyś dogadywać :O

    OdpowiedzUsuń