środa, 1 sierpnia 2012

Rozdział XI


“What you thought was real in life
 somehow steer you wrong
And now you just keep trying and trying
 to find where you belong…”

Powiedziałam dziś Raito, że nic się nie stało, że to tylko kolejne pożegnania, tak? Jak widać odejście mojej drużyny nie było ostatnim tego dnia rozstaniem. Wymsknęłam się cichaczem ze szpitala, czując niepokój nasilający się we mnie z każdą sekundą. Już pewnie zorientowali się, że mnie nie ma, tylko dlaczego nikogo za mną nie posłali? Co takiego się stało, że w ogóle chcieli mnie zatrzymać i teraz z tego zrezygnowali? Po kilku minutach intensywnego biegu dotarłam do domu. Kompletnie zignorowałam ogromny ból głowy - trudna rzecz, ale chwilowo miałam ważniejsze rzeczy zaprzątające umysł.

Noc była zimna i tylko księżyc rozświetlał mrok, w którym czaiły się polujące na mnie cienie.  Miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwował. Ostrożnie przeszłam przez ogród i zatrzymałam się około dziesięć metrów od drzwi wejściowych. Podeszłam i dotknęłam metalowej klamki. Gdy moja ręka spotkała się z zimną stalą, przemknęła mi przed oczami wizja rodziców za barierą. Chociaż trwała bardzo krótko, to znów obudziła drzemiące we mnie negatywne emocje. Musiałam oprzeć się o framugę, bo targały mną potężne zawroty głowy i torsje. Chwilę spędziłam w tej pozycji, zanim odważyłam się ruszyć. Zrobiłam to dopiero, gdy mogłam w miarę ustać na nogach. Mimowolnie dotknęłam bandaża. Na dłoni poczułam lepką maź. Pfff, jeszcze tego brakowało abym się teraz wykrwawiła w swoim, własnym domu.

Rozsądek podpowiadał, żeby wrócić do mojej ulubionej pani doktor, ale intuicja kazała kategorycznie pozostać w tym miejscu. Gdy mózg toczył wojnę sam ze sobą, ciało poruszyło się samo. Nim się spostrzegłam, dom stał dla mnie otworem. Co dziwne, nie był zamknięty na klucz, jak zawsze. Hol wyglądał tak jak zwykle - mówię o czasach, gdy rodzice poszerzyli już grono aniołów - czyli tak mrocznie. Przyzwyczaiłam się już do ciemności, bo Sasuke nie przepadał za światłem, a ja do tego po czasie przywykłam. Przechodząc przez korytarz, miałam wrażenie, że był bardziej opustoszały niż zwykle, a ja nagle poczułam się bardziej samotna niż zazwyczaj. Znów stałam się tą małą dziewczynką, która lubiła się kłócić ze starszymi braćmi i bić się z nimi na poduszki. Coś nie grało, czułam to. Wszystko stało się jasne, gdy weszłam do kuchni...

Względnie wszystko wyglądało normalnie, poza kartką leżącą na stole, który zazwyczaj jest pusty. Znów na chwilę musiałam przystanąć, ponieważ obraz przed oczami zaczął mi się porządnie zamazywać. Byłam zła na siebie i swoją niemoc, bo dziwna chęć przeczytania tajemniczego listu była wręcz wszechogarniająca. Wzięłam się w garść i powoli sięgnęłam po przyczynę mojego lęku. Pszthrr... momentalnie odwróciłam głowę w stronę hałasu i od razu tego pożałowałam bo krwawienie się nasiliło. Kilka sekund i kartka znalazła się z powrotem w polu mojego widzenia. 

„Żegnaj Dyaro. Odchodzę Sasuke.”


I film mi się urwał...


Dryfowałam pomiędzy snem, jawą, marzeniami, może podświadomością. Nie miałam pojęcia, gdzie byłam i dlaczego. Sasuke odszedł - usłyszałam - ktoś znowu cię opuścił, znowu, znowu, znowu... to słowo z ponad przeciętną częstotliwością zaprzątało mój umysł. Chciałam je wyrzucić z moich myśli, chciałam ciszy, chciałam zapomnieć i nie myśleć, po prostu dryfować. Przed oczami mignęła mi kłótnia o serek, urodziny, wielokrotne bitwy na poduszki, idiotyczne misje, stara i nowa drużyna, codzienne wychodzenie do szkoły i mama żegnająca nas przy okazji. Tak dużo, za dużo. 
Po tych wizjach, naszły mnie widoki Itachi'ego pogrążonego w smutku po masakrze, którą musiał wykonać. Jego oczy przepełnione poczuciem winy kontrastowały z oczami Sasuke, w których znajdowała się nieopisana wściekłość. A co ich łączyło? Ból - szeptał cichy głos umysłu. Dokładnie tak. Obydwóch moich braci zabijał od środka ból. Różnicą była tylko jego  przyczyna. Sasuke z nienawiści, a Itachi, nie wiem jak to określić, z ogólnego zatracenia swojego wcześniejszego życia przez misję? To były moje ostatnie myśli przed tym, jak kompletnie straciłam kontakt z rzeczywistością.

***

Brrr, jak tu zimno! Co mnie naszło, żeby tu tak siedzieć i ją obserwować? Głupia ja. Razem z ostatnimi słowami uderzyłam się ręką w czoło, z czego wyszedł jeden odgłos: PLASK! Kompletnie nie przemyślałam tego, co robię. Mogłam przynajmniej jakąś kurtkę ze sobą zabrać, czy cokolwiek. Ehhh, koniec narzekania, czas na pracę!

Dzień 29
Obiekt Dyara Uchiha powrócił do Liścia. Problemów nie wykryto. Po wizycie u Hokage obiekt skierował się do szpitala na badanie kontrolne. Z nieznajomych mi przyczyn, uciekł z miejsca, gdzie mógł zasięgnąć pomocy i pobiegł do swojej posiadłości. Z moich obserwacji wynika, no nic z nich nie wynika.

Odłożyłam notatnik z powrotem na miejsce – kieszeń sukienki. Doszłam do wniosku, że i tak nic mądrego w nim teraz nie napiszę. Minęło pięć minut, dziesięć, piętnaście, a z domu żadnego sygnału. Musiałam wejść do środka i dowiedzieć się, co się stało. Jak się spyta, co tu robię, powiem, że przyszłam do Sasuke. No, i problem z głowy. Wyłoniłam się z wcześniejszej kryjówki – krzaków za rogiem – i skierowałam się do celu, podśpiewując sobie pod nosem.

Gdy dotarłam do drzwi, wiatr powiał mocniej wywołując na mojej skórze lekkie dreszcze. Nie ma się czego bać, to zwykły dom – próbowałam sobie to wmawiać, aczkolwiek z marnym skutkiem. Na początku kulturalnie zapukałam. Odpowiedziało mi jedynie echo pustego budynku, lecz zdecydowałam się wkroczyć do tego mrocznego, mini świata. Hol był urządzony w ciemnych barwach granacie i brązie. Przeszłam ten obszerny korytarz otwierając wszystkie drzwi po kolei.

Wiele nieużywanych pomieszczeń. Sprzątane tylko miejsca codziennego użytku. Ani śladu obiektu.

I notatnik znów wylądował na swoim miejscu. Nie chciałam wchodzić na piętro. Czułam, że tu znajdę to, czego szukam. Wróciłam z powrotem na hol. Dopiero teraz zauważyłam, że nie wiedząc czemu, pominęłam jedno wejście. Właśnie dlatego, skierowałam się w tamtym kierunku. Okazało się, że znajduję się w kuchni. Nie zapalałam światła, ponieważ wydawało mi się to nie na miejscu. Było to jedno z najbardziej zaciemnionych pomieszczeń w domu. Szłam po omacku, desperacko trzymając się ściany. Po chwili, moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności. Wzrok mi się wyostrzył, więc zauważyłam stół stojący na środku. Byłam już bardzo blisko, gdy się o coś poślizgnęłam i upadłam. Najdziwniejsze było to, że nie miałam spotkania z ziemią, lecz wylądowałam na czymś. Natychmiast wstałam i skumulowałam chakrę w ręce, aby wytworzyć światło. To, co zobaczyłam przeraziło mnie w stopniu wręcz nieosiągalnym. 

Na początku stałam i po prostu się patrzyłam. Nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa. Moment: ciało, krew – właśnie na niej się poślizgnęłam – DYARA! O mój Boże, co tu się stało?! Schyliłam się i sprawdziłam jej puls – żyje, uff. Na co ja czekam do cholery?! Muszę zwołać pomoc! Nie mam pojęcia, gdzie w tym domu jest telefon! AWRRRRR! Zaraz powyrywam sobie włosy z głowy! Pomoc, pomoc, pomoc… Wiem! PUFF! Jutsu teleportacji i już po chwili byłam w szpitalu. Recepcjonistka nieco przeraziła się na mój widok, ale gdy usłyszała, co mam do powiedzenia, natychmiast wysłała karetkę na podane przeze mnie miejsce.

Udało się, uratowałam ją! Chwila, muszę się uspokoić. Poczekam, aż ją tu przywiozą. Nie ma sensu, abym wracała tam na pieszo. Usiadłam w recepcji i czekałam… Kilka minut później karetka wróciła. Widziałam, jak wnosili ją na noszach. Jeny, dobrze, że ją znalazłam, bo mogłoby się to skończyć gorzej. Podbiegłam do jednego ratownika i spytałam:

- Wyjdzie z tego?

- Nie wiem, straciła dużo krwi – odpowiedział naprędce. Stanęłam w miejscu, już ich nie goniłam. Ona nie może teraz umrzeć. Tyle mojej pracy poszłoby na marne! Musiałam czekać aż się obudzi. Gdy tak stałam i patrzyłam jak ją reanimują, dotarło do mnie, jak bardzo źle do tej sprawy podeszłam. Potraktowałam ją ja przedmiot, obiekt, a nie jak człowieka. I tak bardzo dużo przeszła, a ja wcale jej nie pomogłam, wręcz przeciwnie. Trzeba to zmienić.

Zadzwoniłam ze szpitala do rodziców ,mówiąc co się stało. Pozwolili mi przesiedzieć tutaj całą noc. Siedziałam na niewygodnym plastikowym krześle. Włosy związałam gumką, aby mi nie przeszkadzały i nie wlatywały w oczy. Próbowałam się uspokoić, lecz niestety z marnym skutkiem. Cały czas nerwowo rozglądałam się dookoła, maltretując jednorazowy kubek znajdujący się moich rękach. Biały hol przyprawiał mnie o niemiłe dreszcze. Wszędzie unosił się zapach środków bakteriobójczych, ale do tego udało mi się przywyknąć. Myślałam o chłopaku, który nieświadomie skradł moje serce. Przeniosłam się do świata marzeń, gdy ktoś dotknął moje kolano. Otworzyłam oczy i spostrzegłam małego ciemnowłosego chłopczyka.

- Kogo pani tu pilnuje? - patrzył na mnie z dołu, często mrugając ciemnymi oczami. Trzymał swoje drobne dłonie na moim kolanie, stąd uczucie dotyku. Spoglądałam na niego, próbując podać mu racjonalną i zgodną z prawdą odpowiedź, która ... była jednak ciężka do sprecyzowania - hmmm? - lekko potrząsnął moją nogą.

- Koleżanki, tak, koleżanki - wydukałam.

- Dla zwykłej koleżanki siedzi tu pani całą noc? - spytał ciekawski malec. 

- Ric, chodź już! - zawołała kobieta, która dosłownie przed chwilą wypadła z sąsiedniego korytarza.

- Już mamo - odkrzyknął do niej - dobranoc pani - uśmiechnął się i pomachał ręką przed twarzą.

- Dobranoc - mruknęłam - Ric - dodałam już ciszej. Chłopczyk już tego nie usłyszał, bo dobiegł do mamy i złapał ją za rękę. Szli, kierując się do wyjścia.

Z czasem, gdy jej stan się stabilizował dużo o niej myślałam. Tak naprawdę, była dla mnie nikim. Nie oszukujmy się. To jedynie siostra mojego kompana z drużyny. Została sama z Sasuke, ale z nim ciężko nawet pogadać. Jak ją obserwowałam, cały czas trenowała i nie miała czasu wolnego. Potem to zamieszanie z drugą drużyną. Dostała od życia po dupie zdecydowanie za dużo razy. Ciekawe czy będzie chciała ode mnie jakąkolwiek pomoc? 

Westchnęłam i dopiero teraz odważyłam się wejść do jej sali, a nie tylko patrzeć przez szybę, bądź siedzieć na korytarzu, tępo wpatrując się w betonową ścianę. Dyara była podłączona do mnóstwa kroplówek, w masce tlenowej kompletnie nie przypominała samej siebie. Bezbronna i blada leżała na szpitalnym łóżku. Zamknęłam za sobą drzwi i usiadłam obok niej na krześle przygotowanym dla gości. Patrzyłam na nią, jak nierówno podnosi się i opada jej klatka piersiowa. Jak z trudem łapie powietrze, podłączona do pikających kroplówek. Miałam dużo czasu na przemyślenie wielu spraw. 

- Co tu robisz Sakura? – usłyszałam nagle za plecami. Machinalnie się odwróciłam i spostrzegłam postać naszego Hokage. Bezszelestnie znalazł się w sali, wprawiając mnie w małe zakłopotanie.

- Hokage-sama – wstałam i ukłoniłam się – czekam aż Dyara się obudzi. To ja ją znalazłam – powiedziałam cicho. Władca Konohy zareagował jedynie lekkim zdziwieniem.

- Ale przecież nie utrzymujesz z nią bliższych kontaktów, prawda? – tu opowiedziałam mu całą historię tego jak śledziłam ją, aby móc zbliżyć się w ten sposób do Sasuke. Całe dwadzieścia dziewięć dni spędzonych na obserwacji!

- Wiesz, że nie powinnaś tak robić? – na to spuściłam głowę, bo doskonale o tym wiedziałam – cieszę się, bo widzę, że poprawiłaś zdolność obserwacji i trenowałaś swoją cierpliwość, ale są na to inne sposoby, uwierz mi – pokiwałam twierdząco na znak, że się zgadzam.

- Jak ona się czuje?

- Jej stan jest stabilny – odpowiedziałam i znów odwróciłam się do dziewczyny.

– Hmm – zastanawiał się na głos – Teraz nie za bardzo wiem, co mam z nią zrobić – kiwnął na Dyarę – chyba będę musiał umieścić ją w domu dziecka - a niby dlaczego? Przecież razem z Sasuke dawali sobie radę. Chyba, że mówi o zaopiekowaniu się nią po wyjściu ze szpitala. W tym brat jej na pewno nie pomoże, więc...

Nastał moment ciszy.

- Ja z moimi rodzicami się nią zajmiemy – wypaliłam. Chyba jeszcze nigdy nie widziałam na żywo, tak zdziwionego Hokage Wioski Ukrytej w Liściach.

- Ty? 

- Tak – dodałam już ciszej.

- Twoi rodzice o tym wiedzą? – nadal nie krył swojego zdziwienia.

- Jeszcze nie, ale dziś się dowiedzą. Jakby się zgodzili to i czy pan wyrazi zgodę? Nie chcę, żeby szła do Domu Dziecka. Ja naprawdę dużo myślałam przez tę noc i wyciągnęłam wiele wniosków – powiedziałam, nerwowo ściskając swoje dłonie. 

- Hmpf – mniej więcej taki odgłos wydobył z siebie pan Hiruzen – przemyślę to. Teraz muszę już iść. Wpadnij jeszcze dziś z rodzicami do mojego gabinetu to porozmawiamy – rzekł i  wyszedł tak szybko, jak się pojawił.

Co mi strzeliło do głowy? Ja i Dyara w jednym domu? Przecież ona mnie nienawidzi…
Chwila moment. Dlaczego tak nagle chcą ją umieścić w Domu Dziecka? Mogliby jednak wystosować do Sasuke pismo, czy coś w  tym rodzaju.

- Chcesz żebyśmy żyły pod jednym dachem? Powodzenia… - powiedziała Dyara dość nieobecnym głosem i z zamkniętymi oczyma. Ostatnie słowo wręcz złowieszczo zaintonowała.

- Chyba tak – odpowiedziałam już bardzo cicho. Jakoś nieszczególnie zwróciłam fakt, że dziewczyna z mocno rozciętą głową i dużą ilością utraconej krwi odezwała się do mnie. Powinnam zawiadomić pielęgniarki lekarzy, ale...

Siedziałam i myślałam. Nie pamiętam, abym kiedykolwiek tak długo nad czymś rozmyślała. Po pewnym czasie, coś zwróciło moją uwagę. Dyara miała coś w ręku. Wstałam i znalazłam tam kartkę, po czym natychmiast ją przeczytałam.

- Nie wierzę, nie, nie nie, to nie może być prawda. Sasuke odszedł… Zostawił mnie i Naruto, po prostu odszedł, bez pożegnania, bez niczego…  - wybiegłam ze szpitala. Nie obchodziło mnie dokąd zmierzałam. Teraz chciałam uciec, nic więcej. Biegłam i biegłam. Łzy skapywały po mojej twarzy, lecz płacz nie pomógł mi ani odrobinę. Nagle zatrzymałam się. No nie chyba mam omamy – pomyślałam. Zdawało mi się, że śmignął mi przed oczami znak klanu Uchiha. Stałam i obserwowałam, co się działo wokół. Ktoś wyszedł ze ślepej uliczki. Nie wierzyłam własnym oczom, ponieważ był to Sasuke! Już chciałam do niego biec i przytulić, nawet jeżeliby mnie odtrącił. Ale stałam i czekałam, sama nie wiedząc co robić.

Zbliżał się do mnie powoli, a ja cierpliwie czekałam. Noc, blask księżyca, lekki wiatr - to towarzyszyło tej swoistej  chwili. Chłopak w którym się zakochałam, właśnie chciał mnie zostawić. Do tego nie tylko mnie, ale też swoją chorą siostrę.

- Jednak przyszłaś – usłyszałam jego kpiarski ton. To my byliśmy umówieni? – pomyślałam.

- Nie możesz odjeść – wychlipałam przez łzy. Tylko to mogłam powiedzieć głośno. Na resztę nie miałam odwagi.

- Jak to nie mogę, śmieszna jesteś?! – powiedział, będąc kilka metrów ode mnie.

- Hokage myśli, że już  cię nie ma w Konoha. Wystarczy, że zacznę krzyczeć, a ludzie się zbiegną – nie wiem, skąd nagle we mnie taka brawura, ale chciałam za wszelką cenę mieć go przy sobie.

- Możesz, ale tego nie zrobisz – zbliżył się do mnie, a ja nawet tego nie zauważyłam, dopóki naszych twarzy nie dzieliło kilka centymetrów – Odchodzę, bo muszę, bo chcę znaleźć potęgę!

- Pójdę z tobą – powiedziałam. Zapomniałam o rodzinie, o tym, że miałam się opiekować Dyarą, o wszystkim, ale nie o nim. 

- Nie możesz – odpowiedział po chwili zastanowienia – droga mściciela to samotna droga - mruknął ,cicho bawiąc się moimi włosami.

- Kocham cię, nie rozumiesz tego?! Tyle razy mnie ignorowałeś i wyzywałeś od irytującej dziewuchy! A ja nadal cię kocham, pomimo wszystko. Mogę nawet zdradzić wioskę i opuścić ją z tobą! Nie widzisz, jak dużo poświęcam?! – wybuchłam. Wszystko co w sobie tłumiłam wyszło na wierzch. Sasuke natychmiast znalazł się za moimi plecami.

- Jeżeli miałbym kogoś zabrać, tą osobą byłaby Dyara, aczkolwiek – i tu na chwilę przerwał – arigato – to słowo było ostatnim jakie usłyszałam tej nocy.


***
Witam Was po mojej długiej nieobecności :D Udało mi się coś dodać w tym tygodniu, tak jak obiecałam. Jak zauważyliście wprowadziłam do opowiadania Saukrę. Nie wiem, co z tego wyjdzie, bo dopiero kilka godzin temu wpadło mi to do głowy xd Połowa wakacji za nami, ehhh. Co najmniej przykre. Nie wiem jak dla was, ale dla mnie ten miesiąc był wspaniały. Życzę wam równie udanej reszty wakacji, jak mi ta połowa ;P

28.10.2013r.
Tak. Istnieją lepsze rozdziały napisane przeze mnie, definitywnie.


8 komentarzy:

  1. Jak zwykle świetne. Ech... tylko błędy się znajdą. Sama piszę, więc wiem, jak to jest z poprawianiem, ale jako czytelniczka mogę sobie ponarzekać :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krytyka zawsze mile widziana, pamiętaj :P
      Zdaję sobie sprawę z błędów, ponieważ oddałam bloga do ocenialni i jestem w trakcie niwelowania ich ;)

      Usuń
  2. Uch Sakura samozwańczy detektyw? Trochę to psychiczne z jej strony, ale.. to w końcu Sakura xD
    O lol więc Sasek jednak odszedł?! Nieźle, nieźle, jestem ciekawa w jaki sposób znowu się spotka z Dyarią.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyjaźń Dyara - Sakura? To będzie zabawowe coś czuję xdd Powiedz, czy ty tak jak Sakura śledziłabyś tak długo wymarzonego faceta? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zalezy od "obiektu" ;D
      A ty? ;> przyznaj sie ;p

      Usuń
  4. W sumie, gdybym była na miejscu Sakury pewnie też śledziłabym Sasuke. Boże a jakby spotkać takiego w realnym świecie. *.* <3
    Uchiha i Haruno...Przecież one się nawzajem pozabijają. xdxd
    I znowu odejście mojego męża z wioski, nie lubię tego momentu. Brakowało tylko "Sadness and sorrow" aby się nie poryczeć.
    Znalazłam trochę literówek. :o ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Haha, to hobby Sakury jest bardzo pasjonującym zajęciem, mam nadzieję, że jej te zapędy miną xd Mi się podoba ten pomysł z tym mieszkaniem u Sakury, pewnie rzeź totalna też będzie miała tam miejsce, no ale trudno się mówi ;p

    OdpowiedzUsuń