piątek, 6 lipca 2012

Rozdział X

Kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa. Bariera nie była barierą, tylko bramą – paszczą jakiegoś okropnego demona. Zdawało mi się, że uciekałam od niej w nieskończoność. Biegłam, ale pozostawałam w tym samym miejscu. To naprawdę irytujące. W końcu się zatrzymałam, nie miałam siły, aby to dalej ciągnąć. Paszcza była już na wyciągnięcie ręki ode mnie, gdy nagle zniknęła, a przed moimi oczami zmaterializowała się pewna postać.

Wzrok miałam zamglony, więc rozpoznałam tylko kontury. Byłam niesiona, przenoszono mnie gdzieś. Jedyne, co potrafiłam z siebie wydobyć to niezrozumiałe pomruki. Starałam się coś powiedzieć, ale nie byłam w stanie. Niemoc ludzka to okropna rzecz. Zatrzymaliśmy się gdzieś, ale nadal nie położono mnie na ziemi. Można rzecz, że dyndałam nad powierzchnią. Zrobiło się zimno, bo chyba zostałam ochlapana wodą, przynajmniej tak mi się wydawało. Lecz to nie pomogło mi się otrząsnąć. Ruszyliśmy ... znowu. Zamknęłam oczy. Nie było sensu próbować wyłapać szczegóły, bo każde skupienie wzroku na czymkolwiek, kończyło się nasilającym się bólem głowy. Chciałam się rozluźnić, ale jakoś mi nie wyszło. Cały czas spięta i zdenerwowana, jeśli mogę tak powiedzieć, czekałam na, sama nie wiem, na co czekałam. Może na śmierć?

Po pewnym czasie znów otworzyłam oczy. Teraz widziałam już wyraźniej. Damski głos zarządził postój, to pewnie Kaori-sensei. Wreszcie położono mnie na ziemi i chyba zostawiono we względnym spokoju. Stopniowo dochodziłam do siebie. Zobaczyłam ciemne niebo, drzewa i nawet ognisko, które na początku w ogóle go nie przypominało. Leżałam w jakimś budynku z widokiem na to wszystko. Odwróciłam głowę i zobaczyłam intensywnie wpatrującego się we mnie Raito. Ten wzrok był dziwny, z takim się jeszcze nie spotkałam. Gdy spostrzegł, że ja również mu się przyglądałam, złagodniał jak z bicza strzelił. Wstał z kamienia, na którym wcześniej siedział, wolnym krokiem podszedł  i usiadł obok mnie na  „posłaniu”.

- Lepiej się czujesz? – spytał, jakby lekko zatroskany.

- Co się stało? – pamiętałam tylko rodziców, barierę i bramę, nic więcej. Kompletna pustka.

- Nie wiesz?

- No nie… - powiedziałam lekko zirytowana.

- Ache wytworzył świetlną barierę wokół wroga. Miał ją opuścić, a ty w tym momencie zaatakować, ale nie wszystko poszło według planu. Gdy zobaczyłaś barierę zaczęłaś się do niej zbliżać, nie zważając na krzyki Ache. Technika jest trudna, nie można utrzymywać jej wiecznie. Kaori–sensei uratowała cię przed wrogiem, który wyskoczył zza bariery i zabiła go. Ja też poradziłem sobie ze swoim, lecz nie ukatrupiłem go, tylko wziąłem jako zakładnika. Zdążył wszystko nam powiedzieć, zanim umarł na skutek odniesionych ran. Po tym, jak sensei pchnęła cię na ziemię uderzyłaś się w głowę. Dlatego masz na sobie bandaż.

Ojć, wcześniej tego nie zauważyłam. Wolno podniosłam rękę do głowy. Dotknęłam się w miejscu, gdzie znajdowała się rana i gdzie najbardziej mnie bolało. Faktycznie bandaż okalał moją głowę.

- Dlaczego tu przyszliśmy? Bo szliśmy dość długo, prawda? – byłam kompletnie zagubiona.

- Tak to prawda. Musieliśmy znaleźć schronienie. Zbliża się burza – patrzył na mnie z hmmm, zatroskaniem? Znów?

- Aha – powiedziałam oparłam się głową o niego, gdyż kark mi zesztywniał od płaskiego podłoża, a do tego wciąż dręczyły mnie wizje rodziców.

- Powiesz mi, co się z tobą wtedy stało? - spytał prosto z mostu.

Długo milczałam. Nie chciałam mu tego mówić, ale potok słów sam ze mnie wypłynął. Całkiem możliwe, że powiedziałam więcej niż zamierzałam, albo raczej nie zamierzałam. Ani śladu Kaori–sensei i Ache. Tylko ja i Raito. Jeśli już miałam się komuś zwierzać, to tylko jemu z całej tej trójki, mogłam uczynić ten zaszczyt. Chłopak w spokoju wysłuchał to, co miałam do powiedzenia i tego, co mi się wymsknęło.

- Rozumiem cię i nie mam ci tego za złe. Po prostu wypadło to w najbardziej nieodpowiednim momencie - mruknął opierając ręce za plecami, patrząc w niebo.

- Zdaję sobie z tego sprawę... - mruknęłam i zamknęłam oczy. Lepiej się już czułam, ale nie znaczyło to, że wróciłam w pełni do formy. Leżałam tak obok Raito, jakoś nad wyraz spokojna. Jego nastrój zaczął mi się powoli udzielać. Ta melancholijność, spokój.

- Wypatrujesz czasem spadających gwiazd? - uchyliłam powieki i również zapatrzyłam sie w noc.

- Może niekoniecznie wypatruję, ale często patrzę się w niebo - mruknęłam. W tle naszej rozmowy słyszałam świerszcze i ciche odgłosy lasu.

- Od dziecka wierzyłem, że dusza każdego zmarłego człowieka trafia tam i zamienia się  w gwiazdę. Od kiedy umarł mój tata, szukam go każdej nocy. Jak widzisz, nie udało mi się to jak na razie - uśmiechnął się smutno i spuścił nieznacznie głowę.

- Ty szukasz ojca, a całego swojego klanu - szepnęłam i znów zamknęłam oczy, aby nie pozwolić sobie na łzy. Raito zostawił ten temat w spokoju. Musiałam przyznać, że byłam mu ... wdzięczna. Za to, że nie naciskał, wiedział kiedy przestać. Po ciszy, w której oboje popadliśmy w swoje przemyślenia, nadszedł czas, aby wrócić do rzeczywistości.

- Co to w ogóle byli za ludzie i gdzie reszta naszej drużyny? - ocknęłam się i uniosłam na łokciach.

- Leż - lekko popchnął mnie w dół.

- Dobra, już... To wszystko dlatego, że nie mam siły się z tobą spierać - mruknęłam. Znów się uśmiechnął w ten charakterystyczny sposób.

- Ache i Kaori–sensei pozbywają się trupów. Co do tego, co to byli za ludzie… To shinobi z Kraju Wody, wysłani przez Lorda Feudalnego po nas - mina mu zrzedła i cały nastrój zniknął natychmiast. Posłałam mu pytające spojrzenie - opowiem ci część tej historii, jeśli zgodzisz się nikomu o niej nie mówić i bez gadania wrócisz do Konohy - jego ton zmienił się w twardy i nieznoszący sprzeciwu.

- Jak to wrócić do Konohy? – znów się lekko uniosłam, lecz teraz Raito nie nakazał mi wrócić do poprzedniej pozycji. Teraz to byłam porządnie zdezorientowana.

- Bo my nie wracamy – powiedział cicho.

- Jak to? – podniosłam się do siadu i od razu tego pożałowałam. Ból w głowie momentalnie się nasilił, przed oczami pojawiły się mroczki i przez chwilę czułam się, jak na haju.

- Uważaj, co robisz - złapał mnie za plecy, za nim znów zaryłabym o ziemię. On za często mnie dotyka.

- Nie możemy - lekko mnie przekręcił i oparł o siebie.

- Niby dlaczego? – prychnęłam. Znów czegoś nie wiem! 

- Abyś się dowiedziała, musisz poznać moją historię, a do tego spełnić moje warunki -  zamknęłam się, aby to przeanalizować. Nie wracają do Konohy, co oznacza, że odejdą...

- Z jakiej jesteście wioski? - odpuściłam i zdecydowałam się na kompromis.

- Czyli zgadzasz się? - choć nie widziałam jego twarzy, to zadziorny ton, rozpoznałam bez problemu. On się ze mną przekomarzał?

- Tak .

- Ja i Ache pochodzimy z Wioski Światła - zaczął cicho - to mała osada w Kraju Wody. To prawda, że przybyliśmy do Liścia, aby się kształcić, co do tego nie ma wątpliwości. Jako jedyna rodzina w tej wiosce mieliśmy przodków shinobi, na przykład mojego dziadka. Dowiedzieliśmy się o tym dopiero przed wyjazdem, gdy wręczył nam księgę, w której były zapisane techniki naszego klanu - siedziałam tak, wsłuchana w historię chłopaka którego znałam zaledwie dzień, który kilkakrotnie mnie dotknął, a ja nie miałam nic przeciwko. Co się ze mną dzieje? -  ci shinobi, którzy nas dzisiaj zaatakowali nie byli naszymi wrogami. Okazało się to, dopiero pod koniec walki. Nie widzieli naszych emblematów. Tak na prawdę, zmierzali do Konohy, aby zabrać stamtąd mnie i Ache oraz, aby eskortować nas z powrotem do Światła. Z tego, co się dowiedzieliśmy, w Kraju Wody wybuchły bunty, które rozpoczęły się blisko naszej wioski, przez co została ona przez nie pochłonięta. Niektórzy członkowie naszej rodziny nie żyją, a wioska jest w kawałkach. Tutaj – wręczył mi list – jest przesyłka do Hokage od Pana Feudalnego. Dał mi ją shinobi, którego pojmałem. Jest tu napisane, że zgodnie z prawem wracamy do Światła - przerwał na chwilę - to tyle, jeśli chodzi o moje marzenia byciem ninja…

Zrobiło mi się go żal. Nie powiem, że znałam go dobrze i rzuciłabym się za nim w ogień. O nie, nie ma tak dobrze. Ale przez ten dzień bardzo szybko mnie do siebie przekonał. Wysłano nas na misje rangi B. Oni walczyli, pokonali wrogów, to ja zawaliłam.

- Musimy być tam  natychmiast. Nawet nie wracamy do Liścia. Rzeczy zostaną przysłane do Światła pocztą - tak oto odchodzi kolejny człowiek, do którego się przekonałam.

- Znowu zostałam sama – mruknęłam.

- Co mówisz? - obrócił swoją głowę tak, że brodą dotykał mojej.

- Nieważne – powiedziałam i sztucznie się uśmiechnęłam – Po prostu kolejne pożegnania.
- Wiem, o czym mówisz - odparł i znów zapatrzył się w przestrzeń.

Reszta drużyny wróciła niedługo potem. Cały ten czas oczekiwania, spędziłam na korzystaniu z wolnego czasu w czyimś towarzystwie. To prawda, że nie odzywaliśmy się do siebie, lecz ta cisza bardzo koiła moje zszargane nerwy. Ze smutkiem zareagowałam, gdy tamta dwójka pojawiła się na ledwo widocznym  horyzoncie. Wstałam. Nie kręciło mi się już w głowie. Kilka razy podskoczyłam i też dobrze się czułam. Staliśmy tak z Raito czekając na resztę drużyny. Nie chciałam się z nimi rozstawać. Okej, Ache to denerwująca dwunożna istota, lecz nie przeszkadzał mi jakoś bardzo, prócz tego incydentu ze zbieraniem drewna. Kaori-sesei to zwykła  kobieta ninja, lecz miła na swój, własny sposób. Raito najbardziej mi podpasował, jeśli mogę się tak wyrazić. Chciałabym spotkać go za kilka lat. Na tę myśl zlustrowałam go wzrokiem od góry, do dołu. Hmmm. Będzie całkiem przystojny, o ile już nie jest.

Gdy uporaliśmy się ze wszystkimi osobistymi rzeczami, których  nie było za wiele, powoli zbieraliśmy się do końca naszej przygody. Zgasiłam ognisko i zatarłam ślady naszego bytu w tym miejscu. Potężny ból głowy wrócił, ale mówi się trudno i płynie się dalej, ne? Po chłopakach było widać duże zmęczenie, ale po sensei również. Mogłam być pewna, że ja wyglądałam całkiem podobnie. Wszyscy byliśmy głodni, przecież dawno jedliśmy, więc o pustych żołądkach, przemęczonych mięśniach i traumie po bitwie zebraliśmy się do pożegnań.

Odbyło się to bez zbędnych czułości. Ache rzucił jakąś idiotyczną uwagę, a Raito tylko uśmiechnął się i obiecał, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Doszłam do wniosku, że z nim rozmawiało mi się najlepiej i był mi najbliższy z całej trójki, więc podeszłam i przytuliłam się do niego. Jakoś wydawało mi się tu naturalne, ale wewnętrznie źle się z tym czułam.  Ku mojemu zdumieniu nie był mi dłużny. Dlaczego? Pojęcia zielonego nie mam. Nie przepadam za kontaktem cielesnym, chyba, że podczas walki, z wyjątkiem tego przed chwilą.

Kaori–sensei musiała ich eskortować, więc również rusza do Światła. Na pożegnanie podała mi rękę i dwa listy. Ja zdecydowałam, że dam sobie radę sama. Szczerze to zdążyłam ich nawet polubić, a muszę się z nimi rozstać…

Na zakończeniu zmieniono mi tylko bandaże i życzono szerokiej drogi. Dotarłam do wioski po pewnym czasie. Nie wiedziałam po jakim, ale nadal było ciemno. Minęłam bramę i poszłam od razu do Hokage. Weszłam do wielkiego budynku i wspięłam się po długich schodach. Zapukałam w ogromne drzwi i weszłam do pomieszczenia. Bez zbędnych ceregieli podałam listy, po czym chciałam jak najszybciej usunąć się do domu. Sarutobi jednak mi to uniemożliwił.

- Powinnaś iść do szpitala – rzekł zatroskany.

- Dlaczego? – najpierw powiedziałam, potem pomyślałam. On tylko popatrzył na mnie litościwym wzrokiem

- Nie, to naprawdę nic takiego - mruknęłam.

- Dyara, to rozkaz.

- Hai – odrzekłam. Nie mogłam powiedzieć nic więcej.

Tak więc udałam się do szpitala. Byłam tam już trzy razy. Pielęgniarki mnie pamiętają i nawet, gdy spotykam je na ulicy są dla mnie miłe. Dziś jednak, gdy zawitałam w ich progi były jakieś oschłe i ciche. Poprosiłam u wizytę u mojej ulubionej pani doktor, która miała dyżur, pomimo dziwnej godziny. Po chwili w korytarzu zjawiła się średniego wzrostu kobieta o czarnych włosach i turkusowych oczach. Kiwnęła głową w moją stronę, więc poszłam za nią. Dotarłyśmy do gabinetu pani doktor Imei Yoro.

Przywitał mnie biały pokój i mnóstwo różnorakich urządzeń. Każde pikało we własnym rytmie, co przyprawiało mnie o jeszcze większy ból głowy. Po środku sali stało specjalne krzesełko, do przyjmowania pacjentów.

- Usiądź dziecko – powiedziała, a ja wypełniłam jej polecenie – To powiedz mi, gdzie się tak ładnie urządziłaś?

- Na misji. Czy to coś poważnego? - spytałam naprędce.

- Jeszcze nie wiem. Muszę zrobić prześwietlenie czaszki i …- zaczęła wymieniać inne czynności.

Podczas ich wykonywania, była wręcz znudzona. Szczerze mówiąc, to cholernie mnie to irytowało. Jakby ktoś kazał jej przetrzymać mnie w szpitalu. OoO – zapaliła się czerwona lampka w moim umyśle. Od początku coś wydawało się być nie tak. Korzystając z chwili nieuwagi zwiałam przez okno, ignorując ból.

***
Witam ^^
Wyjeżdżam jutro na obóz więc nie będzie mnie przez pewien czas. Rozdział może być dodany najwcześniej około 27 lipca.

28.10.2013r
Dum dum duuum. Ta notka też nie była dnem. Rozwijałam się ._. to się podobno ceni xD


15 komentarzy:

  1. Pierwsza??? Chyba. No więc nieźle. Fajnie było jest i będzie (mam nadzieję ;P. Taki żart). Ciekawe dlaczego ją zatrzymywali przed pójściem do domu. Sasuke odszedł? A może Itachi chce żeby Dyara poszła do Aka??? Fajnie by było. Masz niesamowitą zdolność przerywania w takich momentach. Szkoda że wyjeżdzasz ale fajnie by było gdybyś napisała 27 lipca. Mam wtedy imieniny. No cóż. Pozdrawiam i niecierpliwie czekam na kolejny rozdział.
    Zło Wcielone

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe ^^ Jednak wyjeżdżam jutro xd wracam 25 więc może na 27 coś się uda sklecić :D

      Usuń
    2. No spóźniłam się trochę na Twoje imieniny, przepraszam ;*
      Aczkolwiek składam spóźnione życzenia, wszystkiego najlepszego :D

      Usuń
  2. hymmmmmmm ciekawie się zapowiada:) i to bardzo nie mogę się doczekać ciągu dalszego

    Może ciebie też by zainteresował mój blog

    konoha-ninja-watashi-ami-desu.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć. Tutaj Estrella z ostrze-krytyki. Niestety, ale oceniająca, którą wybrałeś wzięła urlop. Wobec czego możesz wybrać inną lub poczekać, aż Lena wróci. Wystarczy napisać w komentarzu jaką decyzję podjąłeś.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny moment na przerywanie :)
    ( http://naruto-wiezi-historia.blogspot.com/ )

    OdpowiedzUsuń
  5. I kolejne pięć rozdziałów za mną ;p
    Biedna Dyara ranna w pojedynkę została odesłana do wioski. I szkoda, że znowu została sama ;(
    Już polubiła chłopaków z drużyny, Ache nie wiem dlaczego przypominał mi Jiraiyę (to może moja wyobraźnia), Raito jest ciekawą postacią i jakoś tak większość obowiązków jak na przykład wyjaśnienie misji, które powinno należeć do Kaori-sensei wyjaśniał on. A nauczycielka praktycznie wcale nie wystąpiła, a szkoda ;/
    Mam nadzieję, że w dalszych rozdziałach jednak się pojawią ^^

    Pozdrawiam i niziutko się kłaniam :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Ooo a co to za akcja z tym szpitalem? Pędzę się dowiedzieć :D

    OdpowiedzUsuń
  7. DDobrze kochana, miałam zamiar napisać komentarz gdy się zrównam z opowiadaniem, jednak już teraz dam taki przedsmak :P
    no więc w sumie myślałam, że to będzie taka historia głównie i braciach Uchiha ;) ale nie powiem, wciągło mnie jak cholera :D
    Z reguły. Niezbyt interesują mnie opowiadania z wymyślonymi postaciami, ale tak fajnie to zaczęłaś i nadałaś jej takie fajne cechy osobowości, że nie mogłm przestać czytać przygód Dyary ;D masz nielada talent do zaciekawienia czytelnika ;)
    uwielbiam styl pisaniaz perspektywy kogoś, wtedy opisy nie są takie nudne, a wszystko tak na luzie opisane :>
    Błędy, hmm nie wiele ich i nie są takie, by cię zganić za to, bo to tylko literówki xD każdemu się zdarzają x)
    No ale przechodząc do dotychczasowej fabuły, nie sądziłam że i tutaj zrobisz z Itasia morderce :P było tak dobrze nooo...
    Ale ty tu rządzisz xD ładnie opisałaś ten czas kiedy wszystko między sobą ustalili, czyli jak będzie wyglądało ich życie po stracie rodzicó, takie sceny zazwyczaj są pomijane, ja akurat jestem osobą, która lubi wszystko mieć dokladnie przedstawione, także nasyciłaś mnie w 100% xD
    Kiedy poznałam drużyne Dyary... Konohamaru <33 to pomyślałam, że będzie się działo xD a tu bum, zmieniłaś i drużynę, która jeszcze teraz no... nie wiadomo co z nią, muszę szybko doczytać kolejne rozdziały ^^
    sorry za błędy, komentarz pisany z tabletu (niezbyt wygodnie) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohayo :D
      Błędy są... I dużo ich tu można znaleźć xd
      Jestem w trakcie poprawiania tych kruczków... Wczoraj przystanęłam przy siódmym rozdziale, ale cały czas idę do przodu ;)
      Na początku, przyznam się bez bicia, miało być coś z Konohamaru, ale tak przed snem któregoś dnia doszłam do wniosku, że jednak nie, to byłoby zbyt przewidywalne xd

      Nie powiem nie, ponieważ jest mi bardzo miło, czytając twoje komentarze ;)

      Dziękuję za ciepłe słowa ;)

      PS. Nie bój się mnie opieprzyć, czasem mi się to przydaje ;P

      Usuń
  8. Ładnie sobie poukładałaś te wszystkie hmm... skutki walki Dyary, wszystko się trzyma kupy ;p I to smutne pożegnanie...

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie lubię pożegnań. :/
    Uchiha się do kogoś przytula, no nie powiem, zdziwiło mnie to.
    Sory że tak Hokage sie o nią martwi i każe jej iść do szpitala.
    Nie znoszę lekarzy którzy robią wszystko na odwal się. Ta praca jest wspaniała, powinni się cieszyć a nie.
    Podejrzana trochę jest ta ucieczka przez okno.
    Boże jest pierwsza w nocy a ja nadal komentuję. Zawsze gdy coś długo czytam czy komentuję wysiadają mi oczy i daję sobie spokój koło 22, więc czuj się zaszczytów. ;p xd
    Resztę dokończę jutro.

    OdpowiedzUsuń
  10. Powiem tyle: intrygujący rozdział ;) Niestety nauka mnie wzywa ;(;( i się dzisiaj już nie dowiem, co dalej :( To cud, że przeczytałam dzisiaj aż dwa rozdziały :P Tylko w tym wcześniejszym komentarz się nie dodał ( a rozpisałam się jak nigdy), dlatego chyba z powrotem powrócę do pisania krótkich, zwięzłych i niestety prawie nic nie mówiących komentarzy ;(

    OdpowiedzUsuń