czwartek, 28 czerwca 2012

Rozdział VIII

- Sharingan… - powiedział i zniknął tak szybko, jak się pojawił.

Nie wierzę… Uaktywnił mi się sharingan! Właśnie po to tyle trenowałam. To jest dopiero efekt. Oparłam się o drzewo i z lekkim uśmiechem patrzyłam w niebo: to dopiero początek. 

Kolejny dzień.

Wstałam rano, tak jak zawsze szósta trzydzieści. Pościeliłam łóżko, ubrałam się. Upewniłam się czy kabura była pełna, po czym przypięłam ją do paska. Nauczyłam się, aby nigdy nie wychodzić z domu bez broni, po tym jak grupa pijanych facetów zaczepiła mnie trzy dni temu, gdy wracałam z długiej misji przysięgłam sobie, że co najmniej kunai'e to moi nieodzowni towarzysze. Na szczęście poradziłam sobie z pijaczkami bez większych problemów, bo byli już nieźle wypici, a kiedy użyłam Kage Bunshin nie wiedzieli, co się dzieje i po prostu uciekli. Wiem, wiem cały czas myślę o jednym jutsu, ale muszę! Cieszę się i jestem usatysfakcjonowana, że udało mi się opanować tę technikę samej. Kolejnym celem na mojej liście były różnego rodzaju katony. Już dawno zbadałam i nauczyłam się stosować na przykład Kawarimi no Jutsu, Henge no Jutsu, Hitokogutsu - techniki uniwersalne, dla każdego ninja, lecz to nie szczyt moich ambicji.

Słyszałam wczoraj, jak Konohamaru rozmawiał z Udonem na temat jakiejś wizyty Hokage na naszej lekcji. Trochę mnie to zdziwiło, ale niezbadane są wyroki boskie, a ja niestety jestem tego doskonałym przykładem. Zeszłam po schodach na parter, kierując się do kuchni. Sasuke oczywiście nie spotkałam.  Prawie w ogóle go nie widywałam, a nie tak powinno to wyglądać.

Pozostawiając te "błahe" problemy samopas, przygotowałam sobie śniadanie i skonsumowałam je, patrząc na to co działo się na ulicy. Każdego ranka przez drogę, którą obserwowałam chodził, z tego co wiem, chłopak imieniem Kiba. Rozpoznawałam go, bo zawsze kojarzyłam go z takim dużym, wręcz wielkim psem. Osobiście lubiłam zwierzęta i to nawet bardzo. Odkąd pamiętam, chciałam mieć swoje maleństwo, ale mama miała uczulenie na sierść, więc ze względu na nią musiałam zrezygnować z tego marzenia. Kiba, z tego co zauważyłam, był trochę nierozgarnięty i często nie kontrolował tego, co robił. Jakiś tydzień temu, gdy rozmawiał z listonoszem, zaczął gestykulować coś rękoma,  AK iedy ten zapytał, o co chodzi, chłopak nie wiedział, o czym starszy pan mówił i wyszła z tego dość dziwna sytuacja.  Skończyłam swoje rozmyślenia z chwilą, gdy przełknęłam ostatni kęs kanapki. Szybko pozmywałam i ruszyłam do szkoły. 

O godzinie siódmej dwadzieścia trzy zgodnie z nigdzie niezapisanym grafikiem, stawiłam się na miejscu. Według planu, powinnam teraz iść poćwiczyć na przyrządach, których w domu nie posiadałam. Minęłam budynek akademii, kierując się na pole treningowe numer trzy - moje ulubione. Rzuciłam plecak pod drzewo i rozpoczęłam trening. Z początku nikt mi nie przeszkadzał, ale to nie nowość. Ostatnio jakoś bardzo zniechęciłam do siebie ludzi. Chyba jednak właśnie do tego podświadomie dążyłam...

Trenowałabym dalej, gdybym nie zauważyła zbliżającego się do mnie Hokage. Jego płaszcz powiewał na wietrze, wydając charakterystyczny dźwięk. Jednak Konohamaru miał rację...

- Witaj Dyaro – powiedział oficjalnym tonem, będąc już obok mnie. 

- Dzień dobry Hokage-sama – odburknęłam powitanie, poprawiając ochraniacze na nogach. 

- Zawsze przychodzisz tu wcześniej i trenujesz? – spytał, po czym podszedł do drzewa i oparł się o nie.

- Hai - odpowiedziałam, patrząc się na niego, próbując odgadnąć cel tej rozmowy, który jak na chwilę obecną owiany był tajemnicą. 

- Godne podziwu – kiwnął głową na chwilę milcząc. Przyjęłam to ze stoickim spokojem, przecież nie miałam innego wyjścia  - Dlaczego? 

- Chcę być godna mojego najstarszego brata - po tych słowach zapanowała dość długa cisza. Przestałam maltretować ochraniacze i po prostu stałam, czekając na odpowiedź. Hokage pewnie myślał nad tym, co właśnie powiedziałam. To wszystko prawda, chciałam dorównać Itachi'emu, nie miałam zamiaru się z tym ukrywać.

- Nie rozumiem cię drogie dziecko - wbił we mnie swój wzrok, który przewiercał mnie na wylot. 

- Już nie jestem dzieckiem. Całe moje dzieciństwo umarło trzy miesiące temu.  Czemu chcę być jak Itachi? Przecież zamordował z zimną krwią i dla zabawy całą swoją rodzinę - prychnęłam - ale obydwoje wiemy, Hokage-sama, że to wersja mieszkańców Konohy, wymyślona przez Radę na potrzebę chwili. Ja znam prawdę, najlepiej z was wszystkich. Widziałam każde morderstwo oczami mojego brata, każde – przerwałam na chwilę, chcąc się skupić - gdy będę starsza zmienię tę wioskę na lepsze, proszę mi wierzyć na słowo. Trenuję, bo to kocham. Każdy ruch, to jak rozmowa z moim bratem, bezcenna chwila. Robię to jeszcze po to, aby utrzymać honor klanu Uchiha. Nie chcę być Hokage, nie jest to moim celem, bycie członkiem Rady też nie. Chcę pozostać na zawsze sobą, ale z każdym dniem jest coraz trudniej, bo czas mija, a rany się nie zabliźniają tylko otwierają z każdą chwilą coraz bardziej – wiatr powiał mocniej, zmierzwiając moje włosy, a Hokage nadal stał jak zaklęty.

- Więc tak się sprawy mają - chwila ciszy - przyjdę dzisiaj na twoją lekcję - powiedział i odszedł. Stałam w miejscu i obserwowałam jego sylwetkę, dopóki kompletnie nie zniknęła mi z oczu. Na chwilę obecną, nie miałam nawet przypuszczeń, co do tego o co chodziło Hiruzen’owi. Był to pewnego rodzaju, można powiedzieć zaszczyt, że poświęcił mu swój cenny czas, bo w końcu rozmawiałam z najlepszym shinobi Konohy, ale…

Ocknęłam się i z racji tego, że czas mnie gonił a ja się nigdy nie spóźniam -  przynajmniej się staram - zebrałam swoje rzeczy i pobiegłam do szkoły, w której zaczęło się moje życie shinobi. Po drodze mijałam już znanych mi ludzi, a jeszcze trzy miesiące temu, nie wiedziałam nawet jak się nazywają. Prawdą jednak było, że w ogóle mi na tym nie zależało. Teraz jednak wiele rzeczy uległo zmianie, na przykład zaufanie z mojej strony do wszystkich było prawie zerowe. Nikomu nie ufałam i nie wiedziałam, czy kiedykolwiek się to zmieni. Zaufałam Itachi'emu i łatwo można zobaczyć, co z tego wynikło.

Biegnąc potknęłam się o wystający z ziemi korzeń i upadłabym, gdyby ktoś nie zamortyzował mojego upadku. Uratował mnie, bo można to tak nazwać duży, biały pies, u którego aktualnie siedziałam na grzbiecie. Zaraz potem obok pupila wyrósł jego właściciel, a ja natychmiast wstałam i otrzepałam spodnie.

- Nic ci nie jest? – spytał z zakłopotaniem na twarzy.

- Wszystko w porządku. Arigato - powiedziałam, po czym jak najszybciej uciekłam z miejsca "wypadku". Nie chciałam z nikim gadać. Chyba, że miałam w tym interes. 

Wbiegłam do budynku, wspięłam się po schodach prowadzących na piętro, po czym w końcu znalazłam się w klasie. Cieszyłam się, że nie byłam już w Akademii, tylko tak jakby szczebel wyżej. Usiadłam w tej samej ławce co zawsze, ostatniej od okna. Wyjęłam zeszyt i piórnik. Mieliśmy kilka rodzajów zajęć. Dzisiaj pierwsze dwie godziny to teoria. Trochę nudny przedmiot jak dla mnie. Z racji tego, że przez te trzy miesiące z nikim się nie spotykałam i nigdzie nie wychodziłam poza plany grafiku, spożytkowałam wolny czas na naukę i treningi. Opanowałam cały materiał mojego rocznika i połowę tego starszego. To, że moja klasa stała w miejscu, nie znaczy, że ja też musiałam. 

W sali było dość głośno. Czekaliśmy na nauczyciela, a mnie się zwyczajnie nudziło. Spojrzałam za okno i dojrzałam małe, przestraszone zwierzątko - łasicę. Bała się, uciekała przed czymś, ale nic jej nie goniło. Dokładnie jak ja…

- Dzień dobry dzieci – usłyszałam głos sensei'a, a mój umysł od razu przestawił się na powtarzanie już dawno nauczonych formułek.

Po skończeniu teorii, następne dwie godziny były całkowicie skupione na kontroli chakry. To był mój najsłabszy punkt, aczkolwiek ciężko nad tym pracowałam i widzę efekty. Kolejne dwie godziny, to ćwiczenia sprawnościowe. Niektóre były tak bezsensowne, że nie ma sensu myśleć, że miały jakikolwiek sens.

Gdy ćwiczę nie myślę o niczym innym jak o tym, aby się zmęczyć i później mieć z tego satysfakcję. Jedynym wyjątkiem jest bieganie, odpręża mnie to w takim stopniu, że mogę spokojnie pomyśleć. Właśnie kończyłam ostatnie kółko na bieżni, gdy na pole treningowe wszedł Hokage - a jednak się zjawił. Przybiegłam na metę jako pierwsza, wzięłam ręcznik i wytarłam sobie nim twarz. On rozmawiał z Asumą–sensei, który dziś miał z nami zajęcia. Jakoś szczególnie nie głowiłam się nad tym wszystkim, bo kogo to obchodzi? Reszta uczniów dobiegła, większość wręcz padła po przebytym dystansie. Ja stałam i grzecznie czekałam na zbiórkę.

- Wszyscy proszę się ustawić w dwuszeregu, prócz ciebie – powiedział i wskazał na mnie. Nie ruszyłam się ze swej wcześniejszej pozycji, gdy reszta wykonywała polecenie, patrząc na mnie spod przymrużonych powiek.

- Podejdź do nas – przemówił Hokage – i chodź ze mną – objął mnie ramieniem, jak ojciec córkę, po czym ruszyliśmy w bliżej nieokreślonym kierunku - jesteś bardzo utalentowaną młodą dziewczyną. Widzę, że nie rozwijasz się w tej klasie, ponieważ z nauką zaszłaś wyżej niż przewiduje program. Chciałbym przenieść cię o klasę wyżej. Przed tobą tylko kilka osób dostało sposobność przeskoczenia jednej klasy, między innymi twój brat – wiedziałam, że mówi o Itachi’m, co mnie trochę ucieszyło – przepraszam, nie powinienem… - mężczyzna wyraźnie się speszył.

- Nie ma sprawy, więc mogę przejść o rok w górę? Dziękuję, bardzo się cieszę – powiedziałam, aczkolwiek nie jakoś specjalnie przekonująco. Nic w moich kontaktach międzyludzkich nie wyglądało przekonująco – radość szczególnie.

- Nie masz nic przeciwko? – spytał, jakby zatroskany. Mijaliśmy kolejne pola treningowe, przyciągając niemałą uwagę osób trenujących. 

- Oczywiście, że nie. Chciałam o tym rozmawiać z Ebisu–sensei, ale jak widzę sam Hokage mnie wyprzedził – jakaś cienka imitacja uśmiechu wstąpiła na moje usta.

- Cieszę się, że popierasz mój pomysł. Muszę ci tylko coś powiedzieć – mruknął sam do siebie, zapatrując się w niebo - przeskakujesz klasę tak jak Itachi, ale nigdy nie będziesz taka jak on. Nikt nigdy nie będzie. Ja to wiem i ty to wiesz, ale wioska nie i nigdy się o tym nie dowie. No przynajmniej dopóki będę żył – zaśmiał się ze swojego „żartu” – Widzę w tobie potencjał jak i talent. Masz to, czego potrzeba młodym shinobi najbardziej, wolę walki. Pomimo tego co się stało, nie poddałaś się, wręcz przeciwnie, wstałaś z podniesioną głową i pniesz się w górę – ni stąd ni zowąd wyjął fajkę. Zawsze się zastanawiałam, gdzie on ją chowa – Mam nadzieję, że postępuję słusznie, dając ci taką propozycję. Nie zawiedź mnie i tak jak powiedziałaś, bądź godna swojego brata – skończył swój monolog, dał mi w rękę kartkę i odszedł w stronę centrum miasta. Nie czekał na moją odpowiedź. Z góry założył, że będzie miał rację. Nie pomylił się, lecz...

Nie patrzyłam na razie, co było napisane na tej kartce, chciałam pomyśleć. A co od niedawna robię, gdy chcę pomyśleć? – biegam. Byłam ubrana w strój do treningu, więc po prostu zaczęłam biec. Dużo myślałam. Przez moją głowę przepływały dziwaczne i różnorodne myśli, ale niczego innego nie można było się po mnie spodziewać. Po trzydziestu minutach doszłam do wniosku, że przecież nie zwróciłam uwagi na liścik. Wyciągnęłam go z kieszeni i rozłożyłam:

Dyaro, o godzinie piętnastej przyjdź pod wschodnią bramę wioski. Przydzielono Ci już drużynę. Spakuj się na kilkudniową misję. 
Hokage Wioski Ukrytej w Liściach

Czyli wiedział, że się zgodzę. Jeny, już czternasta! A musiałam jeszcze dobiec do domu… Zatrzymałam się i zaczęłam biec z powrotem. Pobiegłam przez miasto, na skróty. Niestety tym samym przyciągając na siebie ciekawskie spojrzenia mieszkańców - coś, czego chciałam uniknąć...

Dotarłam do domu, otworzyłam drzwi. Pędem wpadłam do pokoju i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Nie mogłam doszukać się plecaka. Cholera! Zostawiłam go na polu... Szybko znalazłam drugi i wpakowałam do niego wszystko. Wzięłam prysznic i ubrałam się w czyste ubrania, narzucając sobie ekspresowe tempo. No, nareszcie wyglądałam jak człowiek. Do miejsca spotkania z mojego domu idzie się jakieś piętnaście minut. Powinnam być pięć minut przed ustalonym czasem, akurat. Zbiegłam na dół, zamknęłam drzwi. Gdy opuściłam dzielnicę, przeszłam z biegu do marszu, po czym wtopiłam się w tłum, przemierzający uliczki Konohy. 

Znalazłam się na miejscu zgodnie z przewidywaniami. Pod bramą stał na razie tylko jeden chłopak, którego nigdy jeszcze nie widziałam. Całkiem możliwe, że to mój nowy kompan. Hmmm, całkiem przystojny...Poprawiłam plecak, podchodząc do niego. 

- Ohayo - mruknęłam. Nie było mowy, żebym się pomyliła. Tylko on tu stał.

- Dyara Uchiha? – spytał nie odrywając wzroku od jaszczurki, która właśnie wspinała się po murze.

- Hai – odpowiedziałam, z lekkim zniesmaczeniem. Kolejny niepotrzebny mi człowiek z którym będę musiała spędzać czas.

- Witam w drużynie 11. Nazywam się Raito* Yamura – pokiwałam głową i usiadłam, nie odzywając się do chłopaka już w ogóle. Wysoki, brązowe włosy, nawet niezły. Tak spędziliśmy czas – podziwiając cudowne uroki Konohy - dopóki nie wybiła piętnasta. W tym momencie zmaterializowała się przed nami kobieta.

- Witam, moją nową uczennicę. Nazywam się  Kaori Shihai, jestem jounnin’ką i waszą opiekunką, czy się wam to podoba czy nie – rozejrzała się. Jej oczy ciskały piorunami – gdzie on jest? – spytała z dość widocznym mordem w oczach. Jakaś dziwna ta kobieta...

- Nie mam pojęcia, sensei – odpowiedział spokojnie chłopak. Miałam wrażenie, że chodziło o trzeciego członka drużyny – jak zawsze spóźniony… - W tej chwili instynktownie odwróciłam się do tyłu i zablokowałam nadchodzący z góry niespodziewany cios, wyprowadzając od razu drugi, który dotarł do celu. Ktoś kto mnie zaatakował był łudząco podobny do Raito – nareszcie jesteś – powiedziała Kaori – sensei. Chłopak stanął koło poznanego już przeze mnie kompana i powiedział:

- Nazywam się Sekkachi Yamura, ale wolę, gdy mówi się do mnie Ache. Miło mi poznać.

***

Przyznaję się imię Raito (uwielbiam je <3)  ukradłam ze świetnej mangi i anime: Notatnik Śmierci – gorąco polecam. Plan początkowy był zupełni inny niż obecny, z tym przeskoczeniem klasy, ale jakos mnie naszło i zdecydowałam tak a nie inaczej. Na chwilę obecną sama jeszcze nie wiem, co będzie dalej :P Piosenka na dziś: kliknij


28.10.2013r.
Ojj, jakie innowacje tu wprowadziłam. Wreszcie zaczyna się coś dziać ._.

Good work Shee ._.


Team 11


Kaori - sensei


13 komentarzy:

  1. No no no... Nieźle... Naprawdę Nieźle. Polecam ci taką anime Kuroshitsuji. Może oglądałaś a może nie więc ci polecam ;p. No fajnie. Zaczyna się robić coraz ciekawiej...
    Pozdrawiam Zło Wcielone

    OdpowiedzUsuń
  2. Niedawno znalazłam twojego bloga i wręcz się cieszę nigdy bym nie pomyślała o takiej historii
    i to mi się podoba :) Masz napraaawde ciekawe pomysły Notka jak i blog świetny
    Pozdrawiam Ola-chan

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozwój akcji :) zgrabnie wszystko ujęte - jak zwykle. No to lecę dalej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Trochę inny system szkolenia mają niż w anime, jak to dokładnie u nich jest? Zajęcia i misje?
    Fajne nowe przystojniaczki, który to Raito a który Ache? (Raito - fakt ładne imię, a Ache zaczerpnęłaś z filmu '3 metry na niebem' czy zupełnie nie? ;D)
    Śliczna Dyara *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, tak!!!
      To i "Ostatnia piosenka" to moje ulubione filmy! Jesteś pierwszą osobą, która to zauważyła. A miałam nadzieję, że to podkradnięcie imienia będzie cichociemnym zagraniem xd
      Właśnie taki jest system nauczania. Musiałam to jakoś wpleść, aby się na nich zemścić. Chciałam, żeby też trochę musieli się pomęczyć w ławkach i poczuć to samo co my xd

      Usuń
  5. Nie ma możliwości żebym to przeoczyła bo koleżanka tak się zakochała w tym filmie, że zmusiła mnie do oglądania go jakieś dziesięć razy xD Chociaż nie narzekam, nie była to jakaś straszna tortura bo film super :D Ostatnią piosenkę też oglądałam i też świetna ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mrahhh Ache bez koszuki ]:->
      Też go oglądałam kilka razy xd

      Usuń
  6. Ache mega seksi, a ta laska była.. dziwna xD Na pewno do niego nie pasowała!

    OdpowiedzUsuń
  7. Świtnie opisałaś rozmowę z Hokage bardzo mi się podobała :) Ze wszystkich przedstawionych wyżej fotek, najładniejsza jest sensei :D Ale dobra xd Jako, że ten twój Ache mi się nie podoba, to w mojej wyobraźni będzie on wyglądał jak ten z 3MNN :PP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieee! A z resztą <3
      On w każdej roli jest świetny ^_^

      Usuń
  8. Podziwiam tą dziewczynkę. Jest zupełnym przeciwieństwem mnie. Uwielbia biegać i odpręża ją to... Wtf? Jak tak można? Nienawidzę biegać.
    Hokage ma rację, nikt nie dorówna Itachiemu, no może Sasuke tylko ;pp
    Ache jest zajebisty w "3 metry nad niebem" jak i u ciebie.
    Team 11 też całkiem spoko. ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. Oo, kocham, gdy ktoś leci na pełen spontan <3 Ciekawy pomysł ;) Ciekawe, jak teraz Dyara zniesie swój nowy team :)

    OdpowiedzUsuń