piątek, 22 czerwca 2012

Rozdział VII

Noc. Za oknem szalała groźna i nieokiełznana burza. Głębiej się nad tym zastanawiając, to nawet ona ma swoje ograniczenia, w pewnym stopniu oczywiście. Muszą powstać dogodne warunki, aby się pojawiła, ale gdy już to zrobi, jest nie do zatrzymania dla człowieka, prawda? Nic i nikt nie jest doskonały, jednak dla mnie Itachi taki był, ale jak widać do czasu. To co zrobił jest okropne, a ja nie potrafię o nim zapomnieć, po prostu nie umiem. Mówi się, że tak jak mocno człowieka się kocha, tak mocno można go znienawidzić. No cóż, jakoś u mnie ta teoria zawiodła. 

Dzisiaj pogrzeb, tak? Chciałabym się popłakać, naprawdę, ale nie mogę. Dlaczego? Nie miałam pojęcia. Całkowicie przyjęłam swoją obecną sytuację do wiadomości i chyba nie chciałam już nic z tym robić. Spoglądając na zegarek i doszłam do wniosku, że przespałam może trzy godziny? To chyba i tak dużo. Patrzę na zegarek, na którym świeci się cyfra trzy - tak zwana godzina duchów - ironia losu. Jak teraz o tym wszystkim myślałam, to jeśli już moja rodzina musiała odejść, to chciałabym przynajmniej się z nią pożegnać. Niestety, nie miałam takiej możliwości.

Wstałam z łóżka, bo i tak nie mogłabym już zasnąć. Poszłam do sypialni rodziców, uśmiechając się do wspomnień. Co jak co, ale bardzo ich kochałam i będę za nimi strasznie tęsknić. Podeszłam do wielkiej szafy. Dobrze wiedziałam, którą szufladę otwieram i z jakim zamiarem. W moich rękach znalazł się jeden z rodzinnych albumów. Mieliśmy ich kilka i były one poustawiane w chronologicznej kolejności. Wyjęłam ten najstarszy, wspólny, gdzie Itachi miał sześć lat, Sasuke trzy, a ja roczek. Leżałam w ramionach mamy, która była wtedy taka młoda i piękna. Nie dziwię się, że tata się w niej zakochał - zdecydowanie miał powody, aby to zrobić. Z resztą on też nie należał do najgorszych, wręcz przeciwnie - biła od niego duma i jakaś wrodzona siła. Obok stał Itachi, z pięknym uśmiechem wymalowanym na ustach. Sasuke tylko siedział naburmuszony, już od małego obrażony na cały świat.  Tak właśnie wyglądała nasza rodzina jedenaście lat temu. W ciągu jednej nocy wszystko uległo zmianie. Jedna decyzja zniszczyła mi życie...

Przeglądałam coraz to nowsze zdjęcia. Widziałam na nich proces mojego dorastania. Z noworodka, do niemowlaka, dalej do dziecka, a na końcu młodej dziewczyny. Gdyby nie to, co się stało, z pewnością nazwałabym się dziewczynką, lecz teraz byłam odpowiedzialna za dwie osoby, a to do czegoś zobowiązywało. Może nie powinnam, ale uśmiechałam się na widok niektórych fotek. Zamknęłam oczy i przywołałam w pamięci obraz moich dziewiątych urodzin, gdzie wszyscy poszliśmy na długi spacer. Właśnie zgodnie z planem Itachi’ego miałam wpaść do stawu, lecz teraz przeszkodził mi w tym Sasuke:

- Co ty robisz?! – wydarł się na mnie, otwierając drzwi na oścież.

- Przeglądam zdjęcia – odpowiedziałam niepewnie. Przeraziłam się, gdy w jego oczach błysnął sharingan.

- Jak możesz?! – krzyknął i wyrwał mi album z rąk.

- No normalnie. Jest tam cała, nasza historia – zaoponowałam niepewnie.
- My już nie mamy historii, on ją zniszczył! - ryknął na mnie.

- Ita…

- Nie wymawiaj tego imienia! – był wściekły. Nigdy go takiego jeszcze nie widziałam. Bałam się Sasuke, naprawdę się bałam. 

Podszedł do mnie, podniósł i przycisnął do ściany za szyję. To nie jest był brat, to nie mógł być on! Nie poznawałam go – nigdy już nie wypowiadaj tego imienia, rozumiesz?! – pospiesznie potaknęłam głową, na tyle, na ile pozwalał mi jego uścisk – to dobrze - po tych słowach puścił mnie, a ja osunęłam się na podłogę – widzisz te albumy po raz ostatni - powiedział na odchodne.

- Sasuke, tak nie można – wychrypiałam.

- Co nie można?! – znowu był przy mnie – A wybijać klan można?!

Już się nie odezwałam. Patrzyłam tylko, jak zabiera wszystkie zdjęcia ze sobą i wychodzi. 

Siedziałam tak oparta o ścianę. Teraz już kompletnie się pogubiłam. Tego chciałeś Itachi, tak?! Tylko dlaczego, ja muszę przez to jeszcze bardziej cierpieć?! Niemoc tryskała z każdej komórki mojego ciała. Zanim ponownie wstałam, spostrzegłam, że na niebie świeciło już słońce, a po burzy nie było ani śladu, pomijając kałuże na chodnikach. Wstałam i skierowałam się w stronę łazienki. Spojrzałam na zegarek – godzina ósma czterdzieści siedem. Długo siedziałam w pokoju rodziców i wcale mnie to nie dziwi. 

Przejrzałam się w lustrze i musiałam powiedzieć, że wyglądałam okropnie: cienie pod oczami, czerwona buzia i włosy w nieładzie. Czas zacząć proces: ogarnąć się. Doprowadzenie się do porządku zajęło mi czas do dziewiątej. Miałam pół godziny, aby przejść w spokoju na cmentarz…

Zjawiłam się przed czasem, lecz większość miejsc i tak była już pozajmowana. Ludzie odprowadzali mnie wzrokiem. Wszędzie widziałam białe lilie w wazonach, bukietach. Okolica była pięknie przystrojona, lecz ja ignorując to usiadłam na wyznaczonym krześle. Pozostało tylko czekać.

Ceremonia odbyła się, jak każda inna, różnicą była  tylko ilość trumien. Podchodzili do mnie ludzie, ich ilości zliczyć nie potrafiłam. Nie wszystkich znałam, często nawet nie miałam kompletnie pojęcia, kim są. Lecz rozpoznałam między innymi Konohamaru, Udona, Ebisu–sensei, znajomych ze szkoły i sąsiadów. Nic do niech osobiście nie miałam, ale moim największym chwilowym marzeniem było to, aby wszyscy odeszli i zostawili mnie samą z rodziną.

Moje marzenie spełniło się po ponad godzinie. Kolejne sześćdziesiąt minut spędziłam, na „rozmowie” z rodzicami. Musiałam przyznać, że poczułam się lepiej. Powiedziałam im wszystko, co leżało mi na sercu. Może brzmi to głupio, ale pomogło mi to. Nie zdziwiłam się tym, że Sasuke się nie zjawił. Teraz już nie wiem, czego można się po nim spodziewać. To nie ten sam chłopak...

Z cmentarza skierowałam się do siedziby Hokage. Musiałam wiedzieć, jak wygląda sytuacja i co Rada ma zamiar zrobić w całej tej sprawie. Przejście z miejsca na miejsce zajęło mi trochę czasu. W końcu Konoha jest spora. Nie chciałam by ktokolwiek mnie pocieszał. Jeżeli ktoś jeszcze raz powie mi, że ogarnął go wielki, nieprzejednany smutek z powodu straty wielu przyjaciół z rodu Uchiha, to chyba splunę mu prosto w twarz. Odwalcie się wy i ta wasza litość! Chciałabym pocieszenia, to bym się o nie starała, a nie odrzucała. Miałam ochotę się jakoś wyżyć. Mogłabym coś zniszczyć, a zrzucono by to na szok po stracie rodziców. Tylko w takiej sytuacji, nie mogłabym mieszkać sama, bo oskarżono by mnie o niepoczytalność, a tego na chwilę obecną nie chciałam.

Weszłam do wielkiego budynku, pokonałam setki schodów i zapukałam do drzwi. Odpowiedziało mi krótkie "wejść". Zgodnie z poleceniem znalazłam się w pomieszczeniu, które zawsze wyglądało tak samo – nienaganny porządek, na każdym metrze kwadratowym. Podniosłam wzrok i spojrzałam na Hokage. Cofam to, co wcześniej myślałam, jemu ni splunęłabym w twarz.

- Tak mi przykro Dyara – powiedział ze smutkiem.  Ja jedynie skinęłam głową – co dokładnie chcesz wiedzieć? – zrezygnował z dalszych kondolencji i przeszedł do sedna sprawy. Za to go lubię.

- Chciałam prosić o możliwość mieszkania z bratem samemu – zdziwiły go te słowa. Brwi uniósł do góry i skrzyżował ręce na piersiach.

- To nie Sasuke jako starszy, powinien rozmawiać ze mną o takich rzeczach?

- Powinien, ale znosi to gorzej niż ja – powiedziałam bez emocji. Jedyne, na co było mnie stać to  najwyżej ironia lub sarkazm – utrzymamy się sami, za pieniądze z misji. Moja pensja jest niska, ale razem z Sasuke damy radę. 

- Nie powinno być z tym problemu, ale osobiście, co dwa tygodnie będę przychodził i sprawdzał czy wszystko w porządku - nie wydawał się przekonany na sto procent, ale zgodził się.

- Hai.

- Coś jeszcze?

- Właściwie, to nie. Do widzenia. 

- Żegnaj Dyaro Uchiha…

3 miesiące później

Od tej pory wszystko się zmieniło. Zaczęłam intensywnie trenować, z resztą Sasuke też, lecz ćwiczyliśmy osobno. Brat unikał mnie. Widzieliśmy się tylko czasem w szkole, na posiłkach i gdy mijaliśmy się w domu. Moja klasa i drużyna zaczęła mnie potężnie irytować. Te cienkie żarty Konohamaru i nieudolność Udona. Cholernie mnie to denerwowało, ale niestety nic nie mogłam z tym zrobić. Szkoła była dla mnie udręką. Przez to, że ćwiczyłam sama, stałam się lepsza od innych. Nikt z rocznika nie dorównywał mi w celności, czy szybkości. Zaczęłam się też uczyć nowych technik, ze starych ksiąg Itachi’ego. Mina Ebisu-sensei, gdy wykonałam bez najmniejszych trudności Kage Bunshin no Jutsu, bez jego ingerencji w to - bezcenna.  Usłyszałam wtedy jedynie brawa i gwizdy podziwu moich rówieśników - gówno to było dla mnie warte. Nie zależało mi na tym. Wszyscy mogą sobie w dupę tę radość wsadzić.

Można się mnie spytać dlaczego ćwiczę i tak ciężko trenuję. Nie dlatego, że ktoś wjechał mi na ambicje, czy coś w tym rodzaju. Mam wrażenie, że tego oczekiwał ode mnie Itachi. Nie powiedział mi tego wprost ale chyba o to mu chodziło. Chciałam wierzyć, że tak miało być. Dni mijały. Egzamin na chunnin’a Sasuke też, a on nie zdał, co mnie zdziwiło. Zaliczył tylko ten leń Nara Shikamaru. Reszta oblała. Odnoszę wrażenie, że Sasuke chyba na tym nie zależy. Mi z kolei jak najbardziej. Chcę być szanowana w mojej rodzinnej wiosce, a wypracuję sobie to ciężką pracą. Każdy wolny dzień, czy czas poświęcam treningowi.

Dzisiaj spotkałam się z Sasuke, całkiem przypadkiem, trenując w lesie, jak zawsze. Wyczułam, że ktoś z wysokim poziomem chakry się zbliżał.  Ten ktoś jednak wyczuł moją, a swoją ukrył. Zaprzestałam treningu, wskoczyłam na drzewo i czekałam. To nie był dobry znak. Zaczęłam nasłuchiwać i wypatrywać przeciwnika, a po chwili usłyszałam chrzęst łamanej gałązki. Wyskoczyłam w górę i w tym czasie zablokowałam wroga swoimi kunai. Ku mojemu zdziwieniu moja broń skrzyżowała się z kataną  … mojego brata. Odskoczyłam od niego i usłyszałam:

- No chodź tu, mała siostrzyczko. Pokaż, czego się nauczyłaś – zanim przetrawiłam tę informację w moją stronę poleciało kilka shuriken’ów. Odskoczyłam w ostatnim momencie. Zgrzyt, zgrzyt, brzdęk – nasze bronie stykały się co chwilę, a ciała wykonywały dziwny taniec. Po dość długiej wymianie ciosów potknęłam się o wystający z ziemi konar drzewa, przez co upadłam i Sasuke trafił mnie w ramię – hahahaha, niezdarna jak zwykle – zdenerwowałam się na te słowa i to bardzo. Wstałam, a przez moją głowę przeszedł dziwny prąd. Przez chwilę wszystko było czerwone, ale zaraz wróciło do wcześniejszych kolorów. Sasuke zaniemówił.

- No co? – spytałam gniewnie.

- Sharingan…

***

To mój najdłuższy, ale też zarazem najnudniejszy rozdział. Zastanawiam się, czy nie zaprzestać pisania tej historii. Na razie jednak będę dodawała notki, zobaczymy, co z tego wyjdzie...

28.10.2013r.
Łuhuhu widzę, że zaczęłam się już z wami jakoś kontaktować xD
Rozdział jest dnem ._. Poważnym dnem, ale no cóż. Mam nadzieję, że kolejne notki utrzymają lepszy poziom >,<

Bywajcie! ;)

6 komentarzy:

  1. Maaaaszzzzzz suuuuuuuuper bllooooooogi!!!!! Zakochałam się w nich. Czy mogłabyś dodać na nich obserwatorów???? byłabym wdzięczna

    OdpowiedzUsuń
  2. Po pierwsze: zaprzestać pisania tej historii? Ekhem, daj spokój. Jeśli z jakiś powodów dalej nie chcesz tego prowadzić, to jakoś zgrabnie zakoncz, a nie urywaj.
    Co do notki: wyszła naprawdę spoko.

    OdpowiedzUsuń
  3. O boże ale z Sasuke palant!!!!! Nie lubię go jak na razie w twoim opowiadaniu, paskudny egoista ;___;
    No i nie zgadzają mi się wieki, we wcześniejszych rozdziałach mówiłaś, że Sakura ma 12 lat, więc Sasuke też, a jeśli Dyara jest o 2 lata młodsza to ma 10, a teraz jednak 12 ;> Jak to jest i ile lat ma Itaś?
    Wcale nie nudny rozdział, podoba mi się ta jej obojętność i chęć stania się silniejszą, dobrze że nie mazgai się tak jak Sasek..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde. Przez 20 minut siedziałam i starałam się znaleźć moment, o którym mówisz xd
      Wielki dzięki, za zwrócenie uwagi. Jakoś podczas ponownego czytania nie widziałam tego...
      Arigato :D

      PS. Poprawiłam ^^

      Usuń
  4. Powtórzę się znowu, sama jesteś nudna. ;p
    Kocham Sasuke ponad wszystko, ale w tym rozdziale mnie tak bardzo wkurzył, że sama aż w to nie wierzyłam. -.-
    Mam wrażenie, że Dyara powoli zamienia się w jakiegoś robota. Oj nie dobrze.
    Cieszę się, że stała się silna.
    Mogłoby już dojść do jakiegoś spotkania z Itachim.

    OdpowiedzUsuń
  5. To nie najnudniejszy rozdział tylko jeden z lepszych! I zakończyć w takim momencie ;p Uwielbiam takie momenty, więc jak dla mnie w takim stylu mogą być dalsze rozdziały :D Ciekawe, kiedy Dyara spotka Itachiego i co wtedy narobi... ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń