piątek, 8 czerwca 2012

Rozdział V

Ocknęłam się pod wieczór  i pierwsze co zobaczyłam to twarz mojego brata Sasuke, a dokładniej jego oczy, a w nich Sharingan. 

Tak, Sharingan. W normalnych okolicznościach cieszyłabym się. Ba! To jest pewne. Ale teraz, nie  miałam ochoty zastanawiać się, czy się cieszyć czy nie. Nie miało to najmniejszego znaczenia, tak jak wszystko w chwili obecnej. Siedziałam w jakimś pokoju z Sasuke i kompletnie nie obchodziło mnie, dlaczego? Nie interesowało mnie to jakoś szczególnie. Nie obchodziło mnie też to, że ślęczałam w jednej pozycji przez bardzo długi czas. Ledwo pamiętałam o oddychaniu, a co dopiero mówić o próbie zmiany własnego położenia.

Nie mogłam pojąć tego, co się stało. Cała moja rodzina, mama, tata, zginęli z ręki mojego brata… Mama nigdy już na mnie nie nakrzyczy za to, że chociażby nie pozmywałam w kuchni, czy nie rozwiesiłam prania. Tata nigdy nie rozdzieli mnie i mojego walczącego rodzeństwa, bo go nie ma. Co do braci, sama nie wiem. Itachi odszedł na zawsze. To co zrobił… Nie wiem, co mam o tym myśleć. Z jednej strony uratował Konohę, z drugiej zniszczył mi życie. Co najmniej irytująca sytuacja. Gdzie ja mam teraz mieszkać? Kto się będzie mną opiekował? Sasuke jest tylko o kilka lat starszy. Nie może przejąć opieki nade mną, bo nim też musi się ktoś zajmować. Co mi pozostało? Dom, w którym zabito moich rodziców, w którym są wszystkie szczęśliwe wspomnienia z dzieciństwa. Dom, do którego teraz nie mam po co wracać. Wracać, żeby cierpieć? Te wspomnienia, to one bolą. Przypominając sobie te dobre chwile spędzone z nimi, ranię samą siebie tak dogłębnie, jak to tylko możliwe. Chyba to jeszcze do mnie nie dotarło. Jakaś cząstka mnie miała głupią nadzieję, że wszystko będzie tak, jak dawniej. Nadzieja – śmieszne uczucie. Nadzieja w oczekiwaniu na co? Na ich zmartwychwstanie? 

To była przecież "tylko" misja... Teoretycznie, jak każda inna - wyeliminowanie pewnej grupy osób. Dla kogoś takiego jak Itachi to nic. Ale jednak ta misja zniszczyła wszystko, co miałam. Nie miałam już teraz do kogo wracać. Nikt nie będzie na mnie czekał. Itachi mówił, że Sasuke przy mnie zostanie - ciekawe. Nigdy jakoś specjalnie się mną nie interesował, chyba, że chodziło o to żebym dała mu większą kanapkę lub poszła za niego do sklepu. Nic do niego nie mam. A on też bardzo musi to przeżywać, nawet bardziej niż ja. 

Itachi był dla Sasuke wręcz ideałem, wzorem, który był całkowicie niepodważalny. A teraz? Tak, jemu jest zdecydowanie trudniej. Ja przynajmniej wiem, dlaczego sprawy obrały taki obrót, a on... Nie mam pojęcia, co powiedział mu Itachi. Jak to ujął, żeby wyszło na to, że jest bezwzględnym mordercą.  Z drugiej strony, każdy shinobi jest mordercą, ale żeby zabić swoją, własną rodzinę… To już przechodzi wszelkie granice.

„Najzabawniejsze”, jeśli mogę tak to ująć w tej całej sytuacji jest to, że sama sobie zaprzeczam. Po prostu czuję się, jakby włożono mi głowę do pralki i nastawiono na najwyższe obroty. Co powiedzieć Sasuke, co mu do cholery powiedzieć?! Tak prosto z mostu, że Itachi to śmieć i kryminalista, czy prawdę? Złożyłam Itachi'emu obietnicę, że Sasuke się nie dowie. Tylko jaki to wszystko ma sens? To całe wmawianie mu kłamstw, że niby ma stać się od tego silniejszy? Chcę dla niego jak najlepiej to zrozumiałe, ale to takie wybieranie między młotem, a kowadłem. I tak źle, i tak niedobrze. 

Przesiedziałam w jednej pozycji około trzech godzin, patrząc się w jeden punkt na ścianie, który obrałam sobie za cel, najchętniej zabijając  wzrokiem. W końcu skończyłam maltretować tę biedną, czarną kropkę i spojrzałam na brata. Siedział naprzeciwko i robił dokładnie to samo, co ja. Patrzyliśmy sobie w oczy przez długi czas, gdy skupił już na mnie swoją uwagę. Dezaktywował sharingana – nasze dziedzictwo, które stale będzie nam przypominać, z jakiego klanu pochodzimy i co się z nim stało, że został jakby to ująć, zgładzony. Tak, to dobre słowo, aby określić to wszystko. Zagłada - piękny wyraz. Razem z Uchiha została zdruzgotana nadzieja, miłość, ja sama. Niby żyję, egzystuję, ale co dalej? 

Obiecałam Itachiemu, że będę pilnowała Sasuke - młodsza starszego, a powinno być na odwrót. Muszę dorosnąć i to w bardzo krótkim czasie. Koniec z problemami typu: misja była nudna. Teraz moją głowę przepełniają obawy o jutro. Nie chcę trafić do rodziny zastępczej, o nie. Nie dałabym rady żyć z innymi ludźmi, którzy mieliby mi zastąpić rodziców. Będę mieszkała sama z Sasuke, wyżyjemy za pieniądze z misji. Tylko, czy będziemy w stanie tam wrócić…

- Dyara… - usłyszałam cichy szept. Moją reakcją na głos brata, było tylko kilkukrotne otworzenie i zamknięcie oczu, aby zaznaczyć, że jeszcze żyję. Jego twarz była wykrzywiona w grymasie bólu, a ja nigdy go takiego nie widziałam, lecz sama pewnie nie wyglądałam lepiej – dlaczego? – po tym słowie wypowiedzianym przez Sasuke, zapanowała cisza, a ja toczyłam ze sobą wewnętrzną batalię. To, co teraz powiem, będzie miało ogromny wpływ na naszą przyszłość. Co mam mu powiedzieć? Co… 

- Zabił ich, aby się sprawdzić, a my zostaliśmy jako jego maskotki – nawet nie wiedziałam, że powiedziałam to na głos. Kłóciłam się sama ze sobą, a oto rezultat sporu. Chłopak natychmiast wstał i zaczął walić pięściami w ścianę, krzycząc: 

- ŻEBY SIĘ SPRAWDZIĆ?! ZNISZCZYŁ MI CAŁE ŻYCIE! WSZYSTKO, CO MIAŁEM ZNIKNĘŁO, WSZYSTKO! - podbiegłam do niego i przytuliłam  najmocniej, jak potrafiłam. Nigdy wcześniej tego nie robiłam, bo nie było po co, ale teraz…

- Zostałam jeszcze ja. Nie jesteś sam, jesteśmy razem, ocaleliśmy. Nie zmarnujmy tego, proszę. Też kompletnie nie rozumiem, dlaczego tak się stało i nie wiem, czy chcę wiedzieć – te kłamstwa wypływały z moich ust tak łatwo... – Najwidoczniej Itachi był inny niż uważali…

- Inny?! – ryknął – Pozbawił mnie tego, co kochałem najbardziej! On, mój wzór, człowiek, który doprowadził do tego, że chciałem stać się taki jak on, dokładnie taki sam, zrobił coś takiego! – krzyczał, ale nie odtrącił mnie od siebie – Wszyscy nie żyją Dyara, wszyscy! Nie…- uspokoił się i oparł głowę o zimną ścianę.

- Myślisz, że nie wiem?! – odsunęłam się od niego, a z moich oczu zaczęły płynąć łzy – Nie jesteś jedyny! Jakbyś nie zauważył jestem twoją siostrą, do cholery! Uważasz, że jak ja się czuję! – po tych słowach, nawet na mnie nie patrząc odwrócił się i wyszedł. Najprościej w świecie wyszedł, zostawiając mnie rozpłakaną i roztrzęsioną na środku pokoju.


Dyara otrząśnij się. Musisz iść na przód, nie zatrzymywać się. Pokaż, że można na ciebie liczyć, że jesteś odpowiedzialna - powtarzałam sobie w myślach, ale z marnym skutkiem. Miałam dość, chciałam cofnąć czas, dokonać niemożliwego. Osunęłam się na ziemię i zwinęłam w kłębek. Owinęłam się ramionami tak, jak zawsze robiła to moja mama. Chciałam poczuć zapach jej malinowego szamponu do włosów, poczuć jej rękę na głowie, gdy czochrała mi włosy w specyficzny sposób. Chciałam iść do taty, usiąść mu na kolanach i posłuchać bajek, które opowiadał mi od zawsze. "Chcieć, znaczy móc" tak? Gówno warte słowa.

*** 
22.10.2013r.
Ohayo!
Widzę, że miałam jakąś mantrę na przemyślenia dziwnej treści, no cóż. 
Zero akcji, dużo myśli.
Tak czy siak, nie wyszło najgorzej, ale zawsze mogło być lepiej, co nie? ;>

Bywajcie!

8 komentarzy:

  1. Szczerze? Rozdział wydał mi się wręcz fenomenalny. Bardzo ładnie wszystko opisane, pojedyncze drobne błędy, ale tego typu, ze większość czytelników pewnie zupełnie je olewa, jeśli już zostaną zauważone.
    ( http://naruto-wiezi-historia.blogspot.com/ )

    OdpowiedzUsuń
  2. Na razie przeczytałam do 5 rozdziału i podziwiam w jaki sposób wkręciłaś w oryginalną historię nową postać.
    Nie wiem za bardzo jak mam się wypowiedzieć bo za mało przeczytałam, ale bardzo mnie zaskoczył fakt, że Itachi tłumaczył się swojej najmłodszej siostrze. Zrozumiałabym gdyby zrobił to Sasuke, ale znam powody dlaczego tego nie zrobił. I poraziło mnie niedojrzałe zachowanie Sasukiego po tym wszystkim. Przecież to on powinien pocieszać młodszą siostrę, a nie ona jego. Przez to Dyara wygląda na starszą niż jest.
    Rany, ale ciapa ze mnie wspomniałam tylko o tym wydarzeniu , a przecież był jeszcze fakt, że Dyara dołączyła do drużyny Konohamaru i ten fakt jak postrzega Udona jest po prostu bezbłędny. Ja sama nie raz się zastanawiałam nad tym dlaczego nie nosi chusteczek przy sobie XD
    Ale jak już wspomniałam za mało przeczytałam by napisać coś więcej bo widzę, że historia dopiero teraz nabiera tępa :)Postaram się w najbliższym czasie nadrobić fabułę :)

    Pozdrawiam i niziutko się kłaniam :*

    PS. Zapraszam do siebie
    http://ponad-czasem-w-swiecie-kurai.blogspot.com/ i
    http://saga-potega-serca.blogspot.com/
    Jeszcze raz pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łohoho :D
      Bardzo mi miło, nie przeczę ^^ aczkolwiek powiem ci, że własnie dostałam ocenę, gdzie opisano blog jako nudny, bez akcji i fabuły, gdzie począkowe rozdziały zaliczyły się do najgorszych xd
      Cieszę się, że spodobała ci się moja historia.

      W wolnym czasie chętnie zajrzę na chociaż jeden z twoich blogów ;)

      Usuń
    2. czytałam ją XD ale jeszcze przed poprawieniem przez oceniającą i cóż mam powiedzieć po części nie zgadzałam się z nią. Ale jestem tego samego zdania co ty, że należy przeczytać całość by odpowiednio ocenić :)
      Dobra a teraz zabieram się za nadrabianie ;p

      Pozdrawiam i niziutko się kłaniam :*

      Usuń
  3. Najlepsze stwierdzenie Dyari: Zniszczył mi życie. Irytująca sprawa xD Świetne xD
    Ale okej, tak serrio to rewelacyjnie opisałaś ten ból i wszystkie uczucia, a Sasuke egoista! Co on myśli, że tylko on cierpi po stracie rodziny? No wyszedł no -.-'
    Pędzę dalej! ;3

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dobrze opisane. Mimo tylu opisów których tak nie lubię przeczytałam to bardzo szybko. No co czytam dalej. Zobaczymy co się stanie xd

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobra, Dyara może i jest młodsza itd, ale do cholery ona znała prawdę! Jej Itachi wszystko powiedział, wyjaśnił. Na swój sposób ona ma lepiej. Sasuke nie, może dlatego tak się zachował. Wyszedł, bo wyszedł. Chciał jakoś ogarnąć myśli. No bo kurde żyje sobie normalnie i nagle brat morduje mu rodzinę. Czy to normalne? Nie. Myślę, że w ten sposób mogę usprawiedliwić jego egoistyczne zachowanie.
    Te wszystkie uczucia świetnie opisałaś, bardzo mi się podobały. Ten ból i cierpienie. Lubię czytać takie rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmm, ciekawe, co wyniknie z tego zatajania. Oby nie było tak jak w mandze ;_;

    OdpowiedzUsuń