sobota, 30 czerwca 2012

Rozdział IX

- Nazywam się Sekkachi Yamura ale wolę, gdy mówi się do mnie Ache. Miło mi poznać – powiedział i wyciągnął rękę w moją stronę.

- Uchiha Dyara – niechętnie podałam mu swoją dłoń. Ache energicznie nią potrząsnął, uśmiechając się przy tym. To chyba człowiek wiecznie radosny.

- A więc na co czekamy? – spytał rozentuzjazmowany.

- Na ciebie?! – wydarła się sensei – Co ty sobie wyobrażasz?! Nie możemy czekać na ciebie przed każdą misją! - dość namiętnie gestykulowała rękoma, wydając z siebie coraz wyższe tony.

- Gomenasai… - powiedział i ukłonił się nisko, aż przesadnie.

- Możemy już ruszać? – odezwał się znudzony Raito.

- Oczywiście, że tak. Mówię to po raz  setny, bądź tysięczny, ale dbaj o brata i pilnuj, aby nie spóźniał się na zbiórki, bo następnym razem nogi z dupy mu powyrywam! – ostatnie słowa wręcz wykrzyczała i wyglądała jak kipiący już wulkan.

- Hai – odpowiedział. Chyba często to słyszał.

- Więc za mną! - odwróciła się do nas tyłem i zrobiła tak, jak powiedziała.

***

Wyszliśmy poza bramę i ruszyliśmy marszem przed siebie. Nie zapowiadało się, abyśmy biegli czy skakali po drzewach, jak się zdawało po słowach sensei. Misja albo była łatwa, albo nie wymagała pośpiechu. Odpowiadało mi to. Jak dotąd, nikt mi nie przeszkadzał i nie kazał prowadzić ze sobą konwersacji. Aczkolwiek monolog jest chyba jednak rodzajem jednostronnej konwersacji, nieprawdaż?

- Ja i Ache jesteśmy bliskimi kuzynami, jestem od niego starszy o trzy miesiące. Wychowywaliśmy się w małej wiosce w kraju, no nieważne. Przeprowadziliśmy się do Konohy, aby spełnić marzenie naszego dziadka, który chciał, abyśmy zostali shinobi. Tak jak ty, jesteśmy gennin’ami ale mamy zamiar zdawać egzamin na chunnin’a całkiem niedługo. Moją umiejętnością jest możliwość zapanowania nad światłem. Lubię kolor niebieski i naleśniki, obcinam regularnie włosy w przeciwieństwie do mojego brata. Nienawidzę rażących kolorów i wszystkiego, co zimne. Ache mieszka razem ze mną, bo jego rodzice zmarli na białaczkę, razem z moim tatą. Została nam tylko moja mama, która jest niepełnosprawna i jeździ na wózku. A, i uwielbiam robić orgiami – po tych słowach Raito znów zapatrzył się w przestrzeń i wyglądał tak, jakby nic przed chwilą nie powiedział.

- Dlaczego mi to mówisz?

- Musimy się poznać, należymy do jednej drużyny - powiedział spokojnie. Co za cierpliwość.

- Uchiha Dyara, lat dwanaście. Cały mój klan został wybity trzy miesiące temu. Przy życiu pozostałam tylko ja i mój brat Sasuke, który stał się dla mnie obcą osobą. Mieszkam sama, Sasuke tylko czasem zjawia się w domu. Posiadam pierwszy stopnień kakkei genkai, sharingan. Nie mam ulubionego koloru, ani dania, bo i tak  nie jest to nikomu, do niczego potrzebne. W wolnym czasie uczę się i trenuję. Przeskoczyłam rok, ponieważ Hokage-sama doszedł do wniosku, że przewyższam wiedzą i umiejętnościami ludzi z mojego rocznika - nigdy nie lubiłam mówić o sobie, ale tyle informacji, chyba mogłam mu wyjawić. Każdy kto mnie znał, właśnie w taki sposób mógł mnie opisać.

- Całkiem, całkiem - kiwnęłam twierdząco głową - Musisz być naprawdę dobra, jeżeli sam Hokage ci to zaproponował - uśmiechnęłam się lekko w duchu za to, że kolejna osoba doceniła moją pracę.

- Staram się - mruknęłam, chcąc zakończyć tę rozmowę. Co za dużo to niezdrowo. Cieszyłam się, że przynajmniej nie mówił  o współczuciu w sprawie rodziny. Punkt dla niego. Chłopak zrozumiał aluzję dotyczącą milczenia, uśmiechnął się i powrócił do marszu.

Tak jak chciałam, między nami zapadła cisza. Ani Kaori-sensei, ani Ache się do nas nie odzywali. Byli pochłonięci swoją własną rozmową. Z tego, co usłyszałam to sensei ochrzaniała chłopaka, bo wie o jego regularnych wypadach do gorących źródeł, do żeńskiej szatni. Chyba sama była świadkiem jednego z takich zdarzeń, czy nawet uczestniczką...

Raito nie był zbyt rozmowny - bezproblemowy człowiek. Ale Ache... Ci bracia to kompletne przeciwieństwa. Ale i tak było lepiej niż w starej drużynie. Po chwili zastanowienia, doszłam do wniosku, że jeżeli zostałam przydzielona do tej drużyny, to znaczy, że miejsce musiało się zwolnić, abym mogła na nie wejść.

- Raito?

- Hm? - odwrócił głowę w moją stronę.

- Kto był z wami przede mną. Jestem prawie pewna, że kogoś zastąpiłam - ja z uporem maniaka unikałam jego wzroku. Taka fobia po tym, kiedy Itachi obezwładnił mnie sharingan'em. Gdybym wtedy nie dała się omamić...

 - Tak masz rację - usłyszałam głos chłopaka - wcześniej była z nami Trina Yamaguci, odeszła od nas pół roku temu. Zdecydowała się na normalne życie. Od początku kiepsko radziła sobie z byciem ninja, a depresja matki po stracie brata na misji przeważyła szalę i Trina porzuciła dotychczasowy styl bycia - ten jego spokojny głos był ledwo słyszalny, przy paplaninie tamtych z przodu.

 - Rozumiem - odpowiedziałam.

- A ty z kim wcześniej byłaś w drużynie? - spytał jednak zaciekawiony  możliwością rozmowy ze mną. A miał być mało problematyczny...

- Z Konohamaru i Udonem - odpowiedziałam skwaszona.

- Konohamaru to rodzina Hokage? - na jego twarzy pojawiło się zamyślenie.

- Tak - powiedziałam. Raito znów odpłynął w swój świat i dał mi spokój.

Jeżeli nigdzie nam się nie spieszyło, to dlaczego dostałam misję od razu, tego samego dnia? Jakby nie mogli dać mi trochę czasu. Chciałam wypróbować mój sharingan. Pamiętam, że czytałam coś z ksiąg o podstawowych technikach, ale w pamięci miałam tylko urywki.

Ache i Kaori-sensei nadal nie zawracali sobie nami głowy, lecz trochę irytowała mnie gadanina tego chłopaka. Po kilku godzinach marszu zaczęło się ściemniać, więc zarządzono postój. Sensei i Raito rozstawiali namioty, a ja z Ache szukaliśmy drewna na ognisko i wody. Ruszyłam przed siebie, nie zwracając uwagi na towarzysza. Dyndało mi, czy coś mu się stanie, czy nie. 

Można powiedzieć, że trochę mu "uciekłam", bo straciłam go z oczu. Weszłam głębiej w las i odprężyłam się. W końcu błogi spokój... Po pewnym czasie nazbierałam już wystarczająco dużo drewna, aby wracać. Usłyszałam jednak szelest. Coś było nie tak... znów ten sam dźwięk. Ktoś tu jest... i znów szelest. Napięłam mięśnie w gotowości i czekałam na atak. Ten jednak nie nastąpił. Źródłem hałasu była mała łasica, która wyszła zza krzaków, stanęła na przeciwko mnie, po czym podręcznikowo usiadła i po prostu patrzyła na mnie. Moment, czy to ta sama łasiczka, którą widziałam w Konoha, w szkole? Jak ona się tu dostała? Kucnęłam i wyciągnęłam rękę. Maleństwo podeszło do mnie, obwąchało dłoń, po czym otarło się o nią. Może ją przygarnę? Nie byłoby jej źle, a ja i tak jestem samotna. 

Moje rozmyślania przerwał idący Ache. Łasiczka się wystraszyła i dała nura w krzaki. No cóż, może jeszcze kiedyś przyjdzie.

- Co tak szybko poszłaś? - spytał jakby z wyrzutem. Jego pozytywizm nagle się ulotnił, gdy zostaliśmy sami.

- Co tak długo nie szedłeś? - wstałam i doszłam do wniosku, że irytował mnie ten człowiek.

- Rozmawiałem z Kaori-sensei o tym, że ogórki dobrze wpływają na trawienie - jego mina wyrażała, głębokie zamyślenie, a dla mnie było to po prostu żałosne.

- One nie wpływają pozytywnie na trawienie... - mruknęłam, wracając w stronę obozu.

- Oczywiście, że tak! -  postąpił krok do przodu z zaciętą miną. Wątpię, aby się z nim zgodziła, lecz pokiwałam głową, żeby przestał w końcu gadać.  

- Jesteś strasznie sztywna Uchiha. Co, rodzice nie nauczyli cię, że trzeba umieć się zachowywać w towarzystwie? - ciężar ciała przeniósł na jedną nogę, skrzyżował ręce na piersi i przechylił głowę. Odwróciłam się i pojawiłam przy nim w tempie natychmiastowym. W moich oczach zabłysnął sharinagan, a moje kunai znajdowało się przy samej szyi Ache.

- Nigdy nie wspominaj o mojej rodzinie, ty zasrany egoisto. Uwierz mi, że mam swoje powody i nie zamierzam ci ich zdradzać. Jesteś tak denerwujący i mało spostrzegawczy, że nawet zauważyć tego nie potrafisz. Nie wchodź mi w drogę, rozumiesz?! - zostawiłam go oszołomionego, odwróciłam się na pięcie i skierowałam się do obozu. Wracając myślałam, że może za ostro go potraktowałam. Raito wiedział co się stało, a on chyba nie. Stop, co ja mówię. Jak on śmiał mówić tak o moich rodzicach - dupek.

Wróciłam do miejsca, w którym się zatrzymaliśmy bez żadnych problemów. Rzuciłam drewno w jedno miejsce, podeszłam do drzewa, usiadłam i oparłam się o nie plecami. Siedziałam tak i wpatrywałam się w gwiazdy. Wyobrażałam sobie, że tam jest teraz moja rodzina. Jedna gwiazdka - jeden człowiek, liczba miejsc nieograniczona - paranoja.

Kaori-sensei wzięła do ręki notatnik i zapisywała potok słów, przynajmniej tak mi się wydawało, bo wyglądało to tak, jakby ani razu nie oderwała pióra od kartki. Do stosiku, który przyniosłam podszedł Raito, wykonał dwie pieczęci i z jego dłoni wypłynęło żółte, oślepiające światło. Moment, a gałązki zaczęły płonąć. 

Więc tak wygląda jego zdolność, ciekawe – pomyślałam. Może być trudnym przeciwnikiem, tak na przyszłość stwierdzam, w razie czego, nie, żeby coś. Chyba zauważył, że mu się przyglądałam. Spojrzał w moją stronę wymownym wzrokiem, a ja nie chciałam być gorsza. Niedaleko mnie rosła samotna roślinka. Złożyłam pieczęcie i mruknęłam: katon. Z moich ust wypłynął ogień, który trafił idealnie w kwiatka. Ten spłonął doszczętnie w ciągu sekundy. Widząc to Raito uśmiechnął się lekko i usiadł przy ogniu. 

Minęło już trochę czasu, odkąd wróciłam, a po Ache ani śladu, dziwne. Warunki pogodowe sprzyjały naszej misji. Było ciepło, ale nie parno. Zamknęłam oczy i mimowolnie przeniosłam się do świata snów. Śnili mi się rodzice. Widziałam ich szczęście w niebie. Ich białe szaty powiewały delikatnie na wietrze, a słońce dodawało temu wszystkiemu uroku. Poczułam, że chcę jak najszybciej się do nich dostać. Ruszyłam biegiem w ich stronę. Dzieliła nas jednak przeźroczysta ściana. Byłam tylko kilka kroków od tej bariery, granicy, gdy cały świat zniknął, a przed oczami pojawił się Raito...

- Dyara budź się. Mamy wrogów, zaraz tu będą - mocno potrząsnął moim barkiem, na co ja lekko warknęłam. Kim on jest, żeby mnie szturchać?

- Jakiej rangi jest ta misja?  - spytałam bez ogródek, spodziewając się odpowiedzi.

- B - razem z wypowiedzeniem tej samogłoski pchnął mnie na ziemię. Od początku wiedziałam, że coś tu było nie tak. W miejscu, gdzie przed chwilą stałam przeleciało kunai z zabójczą prędkością - orientuj się - powiedział, po czym ustawił się w pozycji obronnej.

No to zabawa zaczęła się na poważnie. Aktywowałam sharingan, czekając na atak. W lesie panowała cisza. Słychać było tylko szum liści, co wcale nie pomagało moim towarzyszom w zlokalizowaniu wroga.

- Dwóch na szóstej, trzech na drugiej i jeden na siódmej godzinie - szepnęłam, rozglądając się wokoło.

- Skąd to wiesz? - spytał zdumiony. Odsunęłam się, bo w moją stronę leciał shuriken. Gdy mnie minął odwróciłam się przodem do Raito. Dopiero teraz zauważył czerwień w moich oczach - aha - tylko na tyle było go stać.

Po tych słowach wrodzy ninja ruszyli do ataku, a nasz bronie skrzyżowały się. Nikt nawet nie chciał z nami rozmawiać, co było dla mnie dość dziwne. Na początku używałam kunai, ale szybko je odbijano lub usuwano się z ich trajektorii lotu. Po kilku minutach Kaori-sensei zdjęła jednego swoim suitonem. Jeden zero dla nas. Ja jako jedyna miałam przewagę w swojej drużynie, bo widziałam w ciemności i przewidywałam ruchy przeciwnika. Raito natomiast był na straconej pozycji, wolał światłość...

Schowałam kunai'e do kabury. Postanowiłam zostawić broń w spokoju. 

- Kage Bunshin no Jutsu! - krzyknęłam i momentalnie stanęły koło mnie klony. Wraz z moim krzykiem Raito użył jakiejś techniki świetlnej, bo nagle zrobiło się bardzo jasno. Okazało się, że było to tylko swoiste odwrócenie uwagi. Chłopak splątał wroga, z którym walczyłam przed chwilą świetlną lancą, która powoli przepalała ciało shinobi. Wyskoczyłam w górę, aby wzmocnić siłę techniki i krzyknęłam:

- Katon: Gōenka! - trzy kule ognia poleciały w stronę wroga i facet spalił się żywcem. Mrugnęłam porozumiewawczo do Raito, a on do mnie. Już miałam ruszać dalej, gdy znowu ktoś mnie przewrócił. Tym razem to był Ache. Tak się ucieszyłam, że zabiliśmy już dwóch wrogów, że nie zauważyłam lecących w moją stronę senbon.

- Nie ma za co - powiedział i rzucił się w wir walki.

Ostatecznie wróciłam do walki bronią. Kolejny przeciwnik, jaki mi się natrafił to kobieta walcząca w parze z kataną. Katana vs kunai. Kunoichi była bardzo szybka, bo nie spostrzegłam się, gdy znalazła się za mną. Gdyby nie sharingan, prawdopodobnie nie miałabym już głowy. Zdenerwowałam się. Nie po to tyle ćwiczyłam, żeby teraz zginąć. Nasze bronie stykały się coraz częściej i częściej. Jeszcze trochę i nie wytrzymałabym tego tempa. Wszyscy walczyli, każdy miał po jednym przeciwniku, a ja chciałam to jak najszybciej skończyć.

W jednej chwili pojawił się przy mnie Ache i powiedział coś na ucho. Postanowiłam zastosować się do tego planu. Chłopak wskoczył na drzewo i składał pieczęcie. Ja w tym czasie - około piętnastu sekund - zajmowałam się dwoma wrogami, co było nie lada trudnością. W powietrzu błysnęło światło i shinobi zostali otoczeni żółtą barierą. Taka jak z mojego snu, tylko żółta. Za nią kobieta i mężczyzna. Nieświadomie podchodziłam coraz bliżej i bliżej z wyciągniętą ręką. Nie słyszałam, gdy Ache do mnie krzyczał. Gołym okiem widać było, że długo już to jutsu nie wytrzyma, lecz ja nie poddawałam się i wolno zbliżałam się do bariery. Byłam już o krok, tak bardzo blisko rodziców, gdy znów zrobiło się ciemno. Ktoś ponownie mnie odepchnął, powodując moje omdlenie, po dość bliskim spotkaniu z wielkim kamieniem.

***
Mam kolejną czytelniczkę :D <juppi> naprawdę się cieszę, że ktoś to czyta :D Sama nawet nie wiem, co stanie się w następnym rozdziale. Pewnie do głowy wpadnie mi coś albo przed snem, albo w nocy. Budzisz się w środku nocy i chcesz coś napisać - tak, wiem dziwne, ale jestem bardzo wdzięczna mojemu tacie, bo kupił mi telefon, w którym bez problemów mogę pisać rozdziały ^^ Mam nadzieję, że nie zanudziłam was tym rozdziałem :P

28.10.2013r
Oł yeee. What does the fox say? Xd
Rozdział jest całkiem nie najgorszy wam powiem. Pierwsze były dnem, a ten łapie już troszkę wyższe pułapy :3


12 komentarzy:

  1. Hej! Jest nowy rozdział na asoka-i-zakuro.blogspot.com ;p. Zostalaś tam polecona!

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam teraz bo wcześniej wpadłam żeby tylko napisać ci powiadomienie a później musiałam już schodzić. Nieźle nieźle. Szacun. ;p

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Prosiłaś, żeby cię powiadomić o rozdziale :) zapraszam na 4 rozdział na http://anastasiane-reheart.blog.onet.pl/, pozdrawiam :)synka pozdrowiłam od Ciebie choć nie wiem ile z tego zrozumiał ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobre, dobre, chyba nic do zarzucenia :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hm hm hm podejrzana sprawa z tą łasicą! :D
    Fajna walka, tylko gennini na misji rani A? o.O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie miał z tego wyjść taki paradoks, z tą misją ^^

      Usuń
  7. Jedna gwiazdka - jeden człowiek, liczba miejsc nieograniczona - paranoja. " - bardzo mi się to zdanie podoba, tak po prostu :D

    Ej! Ty na seio na tym twoim HTC piszesz rozdziały? xdd

    OdpowiedzUsuń
  8. Drugi raz piszę ten komentarz, ponieważ wcześniejszy się nie dodał. Chyba ten twój blog mnie nie lubi, albo po prostu chce mnie wkurzyć.
    Jest i Sharingan. <33
    Zbyt ostro zareagowała Dyara na tą uwagę o rodzicach, no ale już się jej tak nie czepiam, bo naprawdę ją lubię.
    Fajny pomysł z tym snem.
    Ładnie odpisalas przebieg walki.
    Trochę krótko, bo jestem na telefonie i jest już późno.
    buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetne, na prawdę świetne...
    Wpadła na ten blog przypadkowo i chyba mam zamiar zostać na dłużej ^^
    Uwielbiam Uchiha, a Itachi to mój ulubiony bohater, więc ciekawi mnie jak to się rozwinie ;)

    OdpowiedzUsuń