poniedziałek, 28 maja 2012

Rozdział IV

To co mnie spotkało po przyjściu do domu, nie zaliczało się do rzeczy ciekawych. Sasuke trzasnął drzwiami i wyszedł. Itachi przed chwilą skończył kłócić się z tatą o tą misję i poszedł do siebie. Muszę z nim poważnie porozmawiać, bo tak się nie robi. Bycie w ANBU to zaszczyt, ale też wielka harówka. Trzeba być przygotowanym dwadzieścia pięć godzin na dobę. Do dzisiaj, mój najstarszy brat bezbłędnie wypełniał swoje zadania i był wzorem na przykład dla Sasuke, czy nawet innych młodszych, jak i starszych nawet pokoleń. To, że dziś zawiódł ma jakiś głębszy sens. Wcześniej został wezwany do Hokage, jeszcze przed tą kłótnią. Nie wiem, co Hiruzen mu nagadał. Aczkolwiek na pewno nic miłego. W jednej chwili sytuacja w mojej szczęśliwej rodzinie zmieniła się w wojnę, a mój dom w pole bitwy. Nawet mama nie chciała ze mną rozmawiać…

Gdy przyszłam do taty ten spojrzał na mnie posyłając mi wzrok: lepiej nie podchodź, bo coś ci zrobię. A ja się nawet nie odezwałam, nie zdążyłam. Sasuke zniknął, pozostał mi więc tylko Itachi.

Przeszłam przez hol w kolorze bordo, przeplatanego z brązem. Wlokłam nogę za nogą, po sosnowych schodach prowadzących na piętro. Minęłam drzwi do mojego pokoju, Sasuke, rodziców, aż doszłam do drzwi Itachi’ego. Zatrzymałam się jednak przed wejściem i nasłuchiwałam.  Wiem, wiem to niekulturalne, ale no… ja to ja. Słyszałam tylko rytmiczne uderzenia, zapewne w worek treningowy - czyli brat u siebie. Chwilę stałam bez ruchu, a gdy już chciałam zapukać usłyszałam:

- Dyara, wejdź w końcu - nigdy nie mogę być niezauważona, jeśli chodzi o niego.  Białej gorączki można dostać...

Weszłam do pokoju i rozsiadłam się wygodnie na drewnianym krześle. Przypuszczenia się sprawdziły -  Itachi namiętnie „walczył” z workiem i nic nie robił sobie z mojej obecności. Zazdroszczę mu tej umiejętności, ale w końcu wypracował ją przez lata. Dobra, przyznaję, że moi bracia są cholernie przystojni. No są i tyle. To chyba ze mną jest coś nie tak, bo mam wrażenie, że nie pochodzę z tej rodziny - myślałam lustrując swoimi oczami umięśnioną sylwetkę brata - za mną nikt się nie ugania i nie jestem tak ładna, jak moje rodzeństwo. Coś w tym jest, a ja to odkryję. Jeśli objawi mi się sharingan to będę bardziej atrakcyjna? Nie mam pojęcia, lecz tak bardzo chciałabym już go mieć. Na szczęście nie jestem samotna z tym problemem, bo Sasuke też nie posiada jeszcze kakkei genkai. Natomiast  Itachi to po prostu mistrz, pod tym względem. 

Tak się zamyśliłam, że nie zauważyłam momentu, gdy mój brat przestał ćwiczyć oraz tego, że okrążył krzesełko na którym siedziałam. Jedyne co do mnie dotarło to dość głośne: bu! – wypowiedziane niebezpiecznie blisko mojego ucha. 

- Itachi, ty…! – zasłonił mi usta ręką i nakazał milczeć. Moją twarz skierował w swoją stronę i ostatnie co zobaczyłam to sharingan, a potem już tylko ciemność…

Otworzyłam oczy i dopiero wtedy zorientowałam się, że znajdowałam się w genjutsu. Obraz mi się mazał, nic nie było ostre. Czemu potraktował mnie tak brutalnie? Mógł powiedzieć, żebym sobie poszła, łaski bez. Naprawdę, wystarczyło mruknąć, żebym była cicho. Od chwili przebudzenia, towarzyszyło mi jakieś dziwne uczucie otępienia i rozłąki. Jakby moja dusza oddzieliła się od ciała. Pozostało mi tylko odgadnąć ukryty sens tego czynu. Rozejrzałam się dookoła. Po kilku sekundach, wiedziałam już dość, aby wiedzieć, że coś jest nie tak. Lewitowałam, autentycznie lewitowałam i widziałam wszystko z góry.

Moje ciało leżało w rękach Itachi’ego, który przeniósł je na łóżko i pocałował w czoło. On się dobrze czuje? Wszedł do łazienki, a ja w tym czasie nerwowo czekałam na rozwój sytuacji. Po chwili wyszedł z pomieszczenia w stroju ANBU. Opuścił pokój i skierował się po schodach w dół. Wziął ze sobą całe zaopatrzenie ninja, tylko po co?! Miał nie iść przez jakiś czas na misje. Ja zbulwersowana chcąc, czy nie „płynęłam” za nim. Nie mogłam kontrolować tego, co robiłam.

Dopiero na dole zauważyłam, że strasznie się trzęsłam, nawet jako duch. Itachi przeszedł do holu i kierował się w stronę drzwi frontowych. Nie odzywał się, nie patrzył na mnie, a ja nie miałam zamiaru tego zmieniać. Znajdowałam się w jego świecie, to on tu ustalał zasady. On oparł rękę o klamkę i przystanął na chwilę, intensywnie nad czymś myśląc. Potrząsnął nerwowo głową, jakby sam do siebie i wymknął się po cichu z domu. Gdy drzwi zamknęły się a Itachi stanął opierając się o nie, usłyszałam w głowie głos.

- Dyara…

- Tak? – odpowiedziałam pospiesznie. Itachi patrzył się w księżyc, który przybrał tej nocy jasną barwę. Roztaczał wokół nas aurę tajemniczości, która przerażała mnie jeszcze bardziej. Nie podobało mi się to wszystko.

- To co teraz mam zamiar zrobić jest  złe, ale uwierz mi, że robię to dla większego dobra. W życiu trzeba wybrać mniejsze zło.

Gdy wymówił to zdanie do końca, moja ciotka leżała w kałuży własnej krwi. Jak to możliwe?! Przed chwilą byliśmy na naszym ganku. Patrzyłam, jak czerwona ciecz wsiąkała w drewniane panele, pozostawiając na nich okropne piętno. Podniosłam wzrok i zawiesiłam go na postaci brata, który wyciągał broń z klatki piersiowej siostry naszej mamy.

- Co ty zrobiłeś?! – wykrzyknęłam i zaczęłam nerwowo machać rękoma. Nie mogłam tego pojąć. Dlaczego?! – nie wiem, co ci zrobiłam! Mścisz się za ten serek tak?! Kupię ci ich masę, ale wypuść mnie stąd! Nie chcę już dłużej przebywać w tej twojej pieprzonej iluzji! Dość! – złapałam się za głowę, próbując wyrzucić z niej obraz martwej cioci.

- To nie jest genjutsu – po tych słowach, mój wujek padł na ziemię, z takim samym skutkiem, jak jego żona.

- Uratuj ich! – zignorował mnie. Czułam się, jakbym była powiązana z Itachi’m jakąś niewidzialną nicią, która kazał mi podążać za nim. Mijaliśmy kolejne pokoje, w akompaniamencie moich krzyków. Na ścianach wisiały zdjęcia szczęśliwej rodziny - dwójka dorosłych i ich mały syn, zaledwie pięcioletni.

- Dla nich nie ma ratunku – powiedział tak cicho, że ledwo go usłyszałam. Jego głos był przepełniony bólem, jak nigdy dotąd. Znaleźliśmy się w dziecięcym pokoju. Cały czas powtarzałam sobie, że to nie mogło dziać się naprawdę, a jednak.

Chłopczyk smacznie spał w swoim łóżku, przytulając do piersi niebieskiego misia. Wokół niego znajdowało się jeszcze więcej różnokolorowych zabawek. On sam przykryty był małą czerwoną kołderką. Itachi podszedł do niego i zatkał mu nos. Orito otworzył oczy, gdy poczuł dotyk na swojej skórze. Widząc przestraszone ślepia chłopca, mój brat natychmiast  przebił mu serce kunai’em.

Rozmawiałam z tym małym zaledwie kilka dni temu. Opowiadał mi o tym, jak bardzo się cieszył, że zdał egzamin do Akademii. Z pasją recytował kodeks shinobi, był szczęśliwy. Teraz, już nigdy się do mnie nie odezwie, do nikogo… Krótkie otępienie minęło, więc dopiero po chwili wróciła mi zdolność logicznego myślenia.

- Itachi, co ty do cholery robisz?! – krzyczałam już bez opanowania. Łzy ciekły po moich policzkach na widok zesztywniałego ciałka malca. Dziecka, które miało marzenia i nikomu nigdy nie zrobiło krzywdy. Miałam nadzieję, że to jakiś głupi żart, że zaraz się obudzę i po prostu wrócę do swojego pokoju i pójdę spać.

- Daj mi coś powiedzieć, wytłumaczyć to, co robię - powiedział, opuszczając budynek i kierując się do następnego.

- Tu nie ma wytłumaczenia! - wrzasnęłam, wymachując rękoma. Nie rozumiałam tego, najzwyczajniej w świecie nie rozumiałam.

- Daj mi skończyć! – odkrzyknął. Przestałam się odzywać, nie byłam w stanie kłócić się dalej. Cichy szloch wstrząsał moim ciałem, gdy widziałam, jak ginęli kolejni członkowie mojej rodziny. Chyba jeszcze nie przyswoiłam sobie tych informacji, nie dotarło to do mnie – więc… - odezwał się już spokojniej, lecz głos nadal mu się łamał. Zapanowała cisza, a ja patrzyłam, po prostu patrzyłam na tą masakrę i nic nie mogłam zrobić! – wiesz dlaczego to robię? - mówił do mnie, nadal siedząc w moim umyśle i nie przestając zabijać ludzi raz, za razem. Dzieci, starców, wszystkich.

- Dlaczego chcesz wybić cały klan w pień?! Oczywiście, że nie! – krzyknęłam, bo nie mogłam się powstrzymać. Kolejny dom i kolejny. Widmo śmierci krążyło nad dzielnicą Uchiha. Na twarzy Itachi’ego widniał wielki smutek i łzy. Tak, mój zawsze opanowany brat płakał. Słone krople skapywały na ziemię, mieszając się z krwią jego ofiar. Nie rozumiałam, dlaczego to robił, ale chciałam go wysłuchać. Znałam go od zawsze. On nigdy nie robi czegoś bez powodu.

- Uwierz mi, że nienawidzę się za to co robię, ale takie jest życie shinobi. To misja zlecona przez Hokage i jego doradców. Nie wiem, czy wiesz, ale nasz tata razem z całym klanem chciał rozpocząć wojnę domową – kolejne pchnięcie kataną w serce niewinnego człowieka - wyobrażasz się, ile niewinnych osób zginęłoby, gdyby potężny klan Uchiha sprzeciwił się Hokage? Wybuchłaby wojna, która zniszczyłaby Konohę, przez co bylibyśmy podatni na ataki innych wiosek – następna śmierć bezbronnej osoby - w końcu Liść mógłby przestać istnieć. Robię to, bo muszę. Chronię przyszłość Konohy, czyli dzieci, które nie zaznały jeszcze zła -  po tych słowach, została przebita na wylot mała dziewczynka. On postępował sprzecznie do tego, co mówił. Czy on nie miał ratować dzieci? On je zabija! - mogłem wybrać zagładę całej wioski lub zagładę klanu. Myślałem nad tym bardzo długo, uwierz mi. Dostałem rozkaz wybicia całej rodziny, miałem nie oszczędzić nikogo, ale nie jestem w stanie zabić ani ciebie, ani Sasuke – bezczynnie patrzyłam na śmierć moich bliskich, wsłuchana w słowa brata. To było dla mnie za dużo - po prostu nie mogę. Za bardzo was kocham, aby zakończyć wasze życia. Nie potrafię tego zrobić.

Mówię to tobie, bo Sasuke by tego nie zrozumiał. Obrałby stronę taty i byłby za powstaniem, a tego bardzo bym nie chciał. Gdyby się dało cofnąć czas i zmienić bieg wydarzeń, jeszcze przed waszymi narodzinami... - nie miałam ochoty dalej tego słuchać. Sam udręczony ton głosu mojego brata, był wystarczająco przygnębiający. Co dopiero mówić o treści tego, co mówił, nie wspominając o czynach, które właśnie popełnił… - mam do ciebie ogromną prośbę. Zaraz na pole tej jednostronnej bitwy, które było kiedyś naszym domem wbiegnie Sasuke. Powiem mu, że zrobiłem to dla własnego widzimisie, że chciałem sprawdzić swoje siły, a ciebie zostawiłem, bo tak mi się podobało. Chcę, aby stał się silniejszy, lepszy niż ja, przez nienawiść jaką będzie do mnie żywił. Aby znów w przyszłości poprowadził Uchihów na szczyt – miałam ochotę go uderzyć. Nie chciałam słuchać tych herezji - PILNUJ GO I NIE OPUSZCZAJ! To tobie powierzam prawdę, bo wiem, że ty i tak będziesz bardzo potężna, to tylko kwestia czasu. Zawsze gdy upadniesz, podniesiesz się – ludzie ginęli, a ja byłam między jawą, a własną podświadomością. Dryfowałam. Zbyt dużo informacji, sprzecznych uczuć, za dużo! - tak więc, mam do ciebie wielką prośbę. Pilnuj naszego braciszka, pokieruj go we właściwą stronę. Stań się mu bliska, jak jeszcze nigdy dotąd. Dopilnuj, aby mnie nienawidził, podsycaj go. To mu pomoże, uwierz mi. Przynajmniej nie stanie się marionetką, jak ja. Będzie na to zbyt dumny - odniosłam wrażenie, że w dużej mierze mówił bardziej sam do siebie, niż do mnie. Próbował się tłumaczyć przed samym sobą - moim marzeniem jest, abyście w przyszłości założyli klan Uchiha od nowa, ty z mężem, a on z żoną. Jeśli tylko możesz, nie staraj się próbować zrozumieć tego, co zrobiłem. Sasuke nie spróbuje, bo nigdy nie dowie się prawdy. Tylko o to cię proszę, zrób to dla mnie – powiedział, a wiatr zawiał mocniej, a ja zatrzęsłam się. Blask księżyca, przytłaczająca cisza i dzielnica Uchiha - to moja ostatnia prośba. Nie oczekuję, że  mi wybaczycie, naprawdę, bo ja sam nie potrafiłbym tego zrobić, na waszym miejscu. Nawet nie chcę wybaczenia, nie zasługuję na to – dom za domem, ulica za ulicą. Nikt niczego nie zauważył. Większość ludzi spała. Ci, których Itachi znalazł na przykład w kuchni również umierali szybko i bezboleśnie. Żaden nich nie podjął waliki, nie miał takiej możliwości. Itachi przez pewien czas się nie odzywał. Po prostu zabijał. 

- Został mi ostatni dom, nasz dom Dyaro… - zrobił tu krótką przerwę, która dla mnie trwała wieczność. Kolejne słowa tylko wyszeptał - muszę zabić mamę, kobietę najbliższą mojemu sercu. Nigdy sobie tego nie wybaczę, mam nadzieję, że „po drugiej stronie” to się zmieni. Sam zaraz niezwłocznie opuszczę wioskę. Jeszcze tylko nasz dom… Żegnaj Dyaro, moja mała siostrzyczko… - i znów, spowiła mnie ciemność. Ostatnie co zobaczyłam to sharingan mojego ukochanego brata. Ostatnie, co poczułam? Bezsilność, pustkę i rozpacz… 

***

Obudziłam się na łóżku przesiąkniętym zapachem mojego starszego brata. W pierwszej chwili myślałam, że to sen, jakiś żart, który spłatał mi mój umysł. Zeszłam niepewnie na dół, bojąc się ja jeszcze nigdy. Na dole… Na dole zobaczyłam prawdę. Moi rodzice, leżeli na podłodze, martwi. Podeszłam do nich chwiejnie, nadal mając nadzieję, że śniłam.

Uklęknęłam przy ciele mojej mamy i chciałam ją obudzić. Chciałam myśleć, że ona tylko śpi. Jak bardzo się myliłam… Jej puste oczy utkwione w suficie, bezwładne dłonie, leżące na dywanie. Chciałam ją jakoś reanimować. Zaczęłam uciskać jej klatkę piersiową, modląc się, aby się obudziła. Po dwóch ruchach zastygłam. Moje ręce pobrudziła czerwona ciecz, tryskająca z martwego już ciała. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że to wszystko wydarzyło się naprawdę.

Zaczęłam krzyczeć. Krzyczeć tak głośno, że można było mnie usłyszeć na drugim końcu wioski. Krzyczałam tak długo, aż nie mogłam wymówić nic. Wszystkie informacje dotarły do mnie ze zdwojoną siłą. To, że nie tylko moi rodzice odeszli z tego świata. Zemdlałam, marząc o tym, aby już nigdy się nie obudzić.

Ocknęłam się pod wieczór  i pierwsze co zobaczyłam to twarz mojego brata - Sasuke - a dokładniej jego oczy, a w nich sharingan.



***

Ohayo :D Wróciłam i nie zapomniałam o moim ulubionym rodzeństwie ^^ Starałam się jak najlepiej opisać to, co mówił Itachi, ale jakoś średnio mi  to wyszło... xd

21.10.2013r.
Ha ha ha. I znowu jakiś żałosny opis xD


8 komentarzy:

  1. Ponieważ już dawno mnie tutaj nie było, a zamierzałam przeczytać nowe rozdziały, musiałam sobie przypomnieć historię, tak więc zaczęłam od nowa. Tym razem będę ją komentować. :) Ta notka z dotychczasowych najlepiej Ci wyszła, słowom Itachiego raczej nie mam nic do zarzucenia, więc się nie przejmuj. Widziałam pojedyncze błędy - zdarza się. Lecę dalej i pozdrawiam. :-)
    http://naruto-wiezi-historia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. no Boże, czemu ;_; ;_; już miałam nadzieję, że to jednak nie nastąpi, a tu bęc :/ jak zwykle notka świetna, tylko szkoda, że taka smutna.. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Większe dobro i mniejsze zło, teksty z Pottera? :D
    Podoba mi się przemowa Itachiego, ale się nagadał! Ciesze się, że powiedział wszystko Dyari, ciekawe co będzie dalej ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż miałam łzy w oczach jak zabijał tego małeg, potem matkę. Świetny rozdział, ale pełen krwi i bólu. Mam nadzieję, że następne będą bardziej optymistyczne :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wrzucam ten komentarz już po teraz trzeci i jak się nie wrzuci to się wkurzę. No i jest masakra klanu Uchiha. Lubię, ale nie lubię czytać takich rzeczy. Z jednej strony dają nam ludziom coś do myślenia, a z drugiej są takie okrutne, że jakby sobie to wyobrazić... Aż łza się w oku kręci. Nie wiem czy bym wytrzymała to co Dyara musiała wytrzymać. Musiała znieść całą prawdę, oglądać to wszystko, a Sasuke nic. Ona miała ciężej ;/

    OdpowiedzUsuń
  6. Sasuke jest inny, chciałby uratować swój klan. Nie pozwoliłby Itachiemu na wymordowanie go. No i jest zbyt impulsywny + lubi robić wszystko po swojemu. Może to i dobrze, że Dyara poznała prawdę, zobaczymy.
    Jak on tak do niej mówił...ehh, serce mi pękło prawie. Kurde no, hokage trochę przesadził z tym rozkazem. Nawet jak oglądałam czy czytałam mangę Naruto to zawsze go za to winiłam. Żeby kazać mu w pojedynkę wymordować swoją rodzinę, coś strasznego. No ale życie jest ciężkie.
    Mam nadzieję, że Sasuke kiedyś pozna prawdę a Dyara się nie załamie. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ;_; Zdołowałam się ;_;
    Bardzo smutny rozdział, który wyszedł chyba najlepiej do tej pory ;_;
    Oby Sasuke coś nie odbiło ;_;

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozpacz;__;
    Wielka rozpacz ;__;


    A tak na marginesie piszesz świetnie i już czytam resztę. :3

    OdpowiedzUsuń